ogólnie dobry człowiek to jest.a oto najnowszy dowód jego dobroci.
zupę ugotowałam. grochówkę. pierwszy raz. oczywiście nie zerkałam do
przepisu, bo co to kurczę za problem? wiele razy widziałam jak Mama
gotowała.
cholerny groch gotował się i gotował i ciągle był twardy. ale nic,
miałam czas. kojarzyłam że zasmażka ma być. uczyniłam zasmażkę.
groch zamiast się uprzejmie ugotować, nagle się rozmemłam i stracił
formę. ale nic, gęstę tylko trochę było. no to dodałam zasmażkę.
nałożyłam zupę na talerze (wlać się nie dało) , uprzedziłam że nieco
gęsta i zaczęliśmy jeść. ja w połowie posiłku przyniosłam sobie
widelec, co się miałam męczyć. mąż nie chciał. dzielnie odrąbywał
sobie kawałki potrawy łyżką (w miarę stygnięcia zastygało

),mówił
że "nie, nie, nie jest za gęsta" i jeszcze powiedział że jest dobra
w smaku!
takie ma dobre serce, a co! kocham tego faceta