wczoraj było Andrzeja, jak chyba wszyscy wiedzą. W pracy jest jeden sympatyczny Andrzej, częstował ciastem. Kurcze i po cholerę ja to ciacho jadałam. Nie jadłam nic więcej, bo uznałam, ze ciacho (a właściwie dwa) to i tak za dużo dla mojej dupy. Okazało się że dla dupy jak dla dupy, ale dla bebechów w tym żołądeczka stanowczo za dużo. Przed wyjściem z roboty mnie dopadło. A jeszcze, głupia baba, polazłam na taniec brzucha bo mnie ciągnęło. Efekt jest taki, że do pracy przyszłam ale pożytku ze mnie raczej nie ma. bebechy nadal dokuczają, chodzenie sprawia trudność, najchętniej położyłabym się ale w robocie trudno o karimatkę i kocyk

A recytowało ostatnio dziecko, że nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to jeden z grzechów głównych... to mamusia zlekceważyła