Dzis na spacerze z mlodymi zaobserwowalam taka sytuacje:
szla sobie kobieta z corka, na oko lat 14-15 (corka- nie matka)
matka na ramieniu torba plocienna z zakupami, w reku siatka z
ziemniakami, w drugim reku kalafior wielkosci ludzkiej glowy
corka idzie obok, w reku torebeczka wielkosci zeszytu miedzy A4 a
A3, z Orseya czy innego rozowego badziewia
matce widac ciezko jak cholera, mloda idzie i szczebiocze
gestykulujac przy tym ale nie wpadla na genialny pomysl zeby matce
pomoc
Szczerze powiedziawszy nie wyobrazam sobie tego, ja zawsze staralam
sie pomagac nosic zakupy, z reszta juz teraz ucze tego starszego
syna, jak wracamy z zakupow to zawsze cos dostaje, najlzejsza
siatke, ale cos sobie niesie, zawsze dumny jak paw jak wniesie do
domu.
A dla Was to normalne?
Tak se podyskutowac chcialam