sawa.com
18.11.09, 07:11
przed świtem.
Klimaty jak u Poego.
U mnie za oknem szary listopad. W nocy deszcz o dach dudnił. Teraz w tej
szarówce wśród bezlistnych drzew słychać tylko jak śwista (od czasu do czasu)
pod kołami wilgoć.
Tak bardzo lubię jesień, ze wcale to wszystko nie wywołuje u mnie
przygnębienia... choc oczywiście wolę jej złotą polską odmianę z babim latem i
odlatującymi bocianami. Taką jaką ją oglądał Chełmoński. A oglądał ją na
Mazowszu... na południe od Warszawy. Tam zresztą w przepięknym podwarszawskim
Żelechowie na starym cmentarzu złożone są jego doczesne szczątki.
No i jeszcze wczoraj odgrzebalam młodzieńcze tłumaczenie Heinego. Tłumaczenie
wykonane przez mojego bardzo bliskiego przyjaciela. Ale dokonał tego
zauroczony tekstem Lermontowa. Jeszcze wtedy nie znał tak dobrze niemieckiego
jak dziś.
W tym antonimicznym ekspresyjnym wierszu jest przede wszystkim mróz.
---
Na dzikiej północy w lodowym pustkowiu
Gdzie śniegi wiatr zimny zamiata
Kołysze się sosna na szczycie wysokim
Odziana w śnieżyste ornaty
I śni się jej, że na pustyni dalekiej
W kraju, skąd wznosi się słońce
Palma przepiękna, samotna i smutna
Wyrasta ze skały gorącej.