ploniekocica
30.10.10, 11:11
Scenka obyczajowa z dzisiejszego poranka.
Niewielka, cicha ulica do Dolnym Mokotowie z jednej strony zakończona parkiem, z drugiej ruchliwą ulicą. Godzina 7.40 sobota, cisza, spokój, ludzi brak, nieliczni albo idą z psami do parku, albo na poranne zakupy w kierunku przeciwnym. W pewnym momencie na całym odcinku ulicy znajduję się sama, jeśli nie liczyć rozwąchanego psa na końcu smyczy i pana, który właśnie parkuje samochód.
Nagle jak spod ziemi pojawia się rozpędzona w szalonym kurcgalopie starsza kobieta. Czysta, porządnie ubrana, ale z obłędem w oku. Biegnie kilkadziesiąt metrów do przodu, zawraca, robi ósemkę, znowu pędzi przed siebie, okrąża samochód parkującego pana, puka mu w szybę, potem dogania mnie, co nie jest trudne, bo czarny pies stanął i wącha, robi rundę wokół nas i biegnie, cały czas wznosząc okrzyki, w kierunku parku.
"Do rozmnażania" - powtarza w kółko dwa słowa. "Do rozmnażania, słyszycie mnie!" - krzyczy coraz głośniej, znikając w parkowej alejce.