01.05.12, 00:53
Popsuliście mi całkiem fajny w założeniu watek o seksowaniu się, się w sensie się i nawzajem, więc uparcie pozycjonuję - tym razem w kierunku Europy środkowo-wschodniej.
Ostatnio biały Krupnik - naprawdę solidna okowita, bez laboratoryjnego posmaku, bez nadmiernej eksplozji aldehydu mrówkowego podczas the day after. Uczciwie schłodzoną można w jej neutralności porównać nawet do Absoluta, a co najmniej do czarnego Smirnoffa, chociaż zapewne nie przeszłaby testu palności tak uparcie, jak szwedzki wzorzec. Fuzel niewyczuwalny i bezwzględnie wysiudany raczej metodami naturalnymi, niż cysterną chemikaliów, jak to ma miejsce w przypadku innych brandów z segmentu medium, których przez litość nie wymienię. Chociaż wymienię jeden - ostatnia porażka technologiczna Żołądkowej Czystej jest jaskrawym przykładem na to, że nawet w Polsce sprawdza się amerykańskie przysłowie: Don't fix'em, if works (albo jakoś tak podobnie, prawdopodobnie popierdoliłem apostrofy, hu kers?). Ocena ogólna w moim wykonaniu nie jest do końca obiektywna, ponieważ wszystkie wódki klasyfikuję w od lat siedzącym we łbie odniesieniu do mojej ulubionej kartoflanki, czyli Wódki Czystej Luksusowej, ale mili państwo, rekomendacja brzmi: warto. Na ocenę ogólna wpływa doskonały stosunek cena/jakość, brak powikłań poporodowych i neutralność, która rozszerza zakres stosowania tego eliksiru od golonki do tiramisu.
Obserwuj wątek
    • magdolot Re: Wódka 01.05.12, 01:12
      Kurza melodia, na seks się spóźniłam, a od wódki ekspertką nie jestem. Od piwa zresztą też nie. Od wina na szczęście nie. Byłam kiedyś ze znafcą na bardzo ąę weselu w bardzo ąę restauracji, do każdego dania inne wińsko z rocznikiem itepe lansadami... i po każdym daniu mój biedny ą znafca latał z aferą na zaplecze, że to ma skazę korkową, a tamto jeszcze cuś. Aż w barku nareszcie dobrą butelkę wykitrał i się podzielił ze słabą niewiastą. A ja byłam przez cały czas zadowolona... ale w barku bardziej ąę... i kieliszka paluchami nie grzałam, choć lubię.
        • magdolot Re: Wódka 01.05.12, 02:05
          O mirażu ulotnym, bo na koniec pan znafca popaczył mi w oczy, rzekł smętnie "takie jak ty nie zdradzają" i odszedł samotnie w dal... bo dobre wino już się skończyło, a śpiew widocznie nie był jego mocną stroną.

          Czytałeś kiedyś książkę Macieja Malickiego?
          Właśnie skończyłam dwie i myślę, że polubiłbyś faceta.
          Próbka z "Takie tam":

          "Na słuch. XXIV

          [ulica]
          - Idź, może ci pomogą - powiedziała kobieta do mężczyzny.
          Stali przed tablicą z napisem NAPRAWA I REGENERACJA WAŁÓW. Przechodziłem mimo."

          "Dwa prezenty

          Poeta śląski robi mi prezenty. Ze słów, zdań, anegdot, sytuacji. Odbywa się to na ogół tak. Dzwoni:
          - Dwa kawałki.
          - Dawaj.
          - Pierwszy: córka zwróciła mi uwagę, że nie mówi się "ci", a mówi się "tobie".
          Wiesz, jak się teraz mówi na cipę?
          - Teraz wiem.
          - Drugi (zdanie): wino, kobiety i śpię.
          - Biorę. Dziękuję. Czekam."

          "Opowiadam o Psie
          [Tomaszów Lubelski]
          - Pogryzł żonę, gryzł dzieci. Był kochany."

          No, takie tam.
          W pyteczkę.
            • zbigniew_clapton Re: Wódka 01.05.12, 09:21
              PS. Mogę się zrewanżować rekomendacją innego zbioru rzeczy krótkich: Rene de Obaldia - "Bogactwa naturalne"

              ADORACJA WSKAZUJĄCEGO PALCA

              Miliony ludzi ubóstwiało Palec Wskazujący Mędrca. Bili przed nim czołem, palili kadzidła, składali ofiary. Niektórzy pisali sążniste traktaty teologiczne o Wskazującym Palcu. Pojawiły się i sekty: falangiści tępili falangetystów, którzy z kolei zdążyli wytrzebić wyznawców paznokcia, a także lunnulitów.
              Mędrzec zachowywał milczenie; ograniczał się tylko do unoszenia w górę swojego Palca.
              Pewnego dnia jakiś poganin stanął przed Mędrcem i oznajmił przy wszystkich:
              — Możesz go sobie wsadzić tam, gdzie właśnie myślę!
              Świętokradztwo! Wielbiący już zamierzali rozszarpać go na kawałki, lecz Mędrzec powstrzymał ich. Uśmiechnął się i rzekł:
              — A zatem twoje „ja" potrafi myśleć? I zanim poganin zdążył odpowiedzieć, odciął sobie Wskazujący Palec i wręczył go śmiałkowi. Ciemności spowiły umysły milionów wiernych,
              pomnażając mrok, w którym pogrążali się od dawna, gdyż nikt z nich nie umiał dostrzec Słońca , jeśli wcześniej nie wskazał mu go palec Mędrca.
          • damakier1 Re: Wódka 01.05.12, 10:36
            Skoro rozmawiacie o smakowitych rzeczach krótkich, to i ja się dołożę: gdzieś tak pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku natknęłam się w księgarni na maleńką książeczkę z popularnej wtedy Biblioteki Jednorożca. Wzięłam ją do ręki, otworzyłam na chybił trafił i przeczytałam pierwsze zdanie: Kiedy Piórko wszedł do sypialni, na podłodze leżało kilka kawałków żony. (Może cytat niezupełnie dokładny, bo z pamięci, ale ten klimat).
            Już tej książeczki z ręki nie wypuściłam. Oparta o regał przeczytałam na miejscu od deski, do deski po czym zapłaciłam i zabrałam do domu.
            Jeśli komuś umknęło, niech koniecznie przeczyta, to nadzwyczaj smakowity rarytas.

            Henri Michaux: Niejaki Piórko. Wwa 1966 (ale chyba są i wydania późniejsze).
    • mariner4 No to przepis na drinka jednego 01.05.12, 09:08
      dawno nieżyjącego kapitana.
      1. Do szklanki wsypać łyżeczkę cukru
      2. Wcisnąć sok z jednej lemonki
      3. Dodać odrobinę Ginu
      4. Dobrze wymieszać
      5. Wylać wszystko do zlewu
      6. Dobrze wypłukać szklankę.
      7. Napełnić szklankę wódką czystą i wypić.
      M.
    • tojajurek Re: Wódka 03.05.12, 01:04
      Właśnie!
      Całe życie się człowiek uczy.
      Miałem ongiś starszego kolegę (już dawno zeszedł był), który był rdzennym Wilnianinem z krwi, kości i akcentu. Lubiliśmy czasem wyskoczyć z roboty do takiej niedużej knajpy przy ul. Zgoda, gdzie podawano nienajgorsze - jak twierdził ze znawstwem mój kolega - kołduny. Oczywiście nie do końca były one godne tej szlachetnej nazwy, gdyż - jak pouczał mnie mój kresowy autorytet - nie miały w sobie prawdziwego łoju, baranina była kiepska, a wykonanie haniebne, gdyż żadna wileńska kucharka nie dotknie, nawet drągiem, maszynki do mielenia mięsa, a wszystko sieka do upadłego tasakiem. Aliści były to i tak najlepsze kołduny w tym zepsiałym śródmieściu Warszawy, więc wcinaliśmy z apetytem.
      Ale nie w tym rzecz, a w piciu właśnie, czego kołduny domagają się bezwzględnie. I tamże od mojego kolegi pobrałem naukę - jak odróżnić prawdziwego Wilniuka od jakiegoś mazowieckiego przybłędy i parweniusza.
      Otóż - uwaga - parweniusz pije tak: kołdun, kieliszek, kołdun, kieliszek, kołdun, kieliszek itd.
      A prawdziwy znawca kresowej kuchni pije tak: kieliszek, kołdun, kieliszek, kieliszek, kołdun, kieliszek, kieliszek, kołdun, kieliszek, itd, kołdun bowiem nie jest kołtunem i wymaga w żołądku delikatnego zanurzenia w alkoholu ze wszystkich stron, nie zaś bylejakiego polewania wódką z góry. Tak potraktowany kołdum może nie bez racji zbiesić się i próbować wrócić, co byłoby niepolityczne i nieestetyczne.
      No właśnie.
      Sapienti sat!

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka