Dodaj do ulubionych

Pomożecie?

09.04.15, 09:36
Żem już napisała na jednym forumie, ale tu jednako więcej znawców zwierzów:

Już drugi dzień gdy ta nowa kociczka staje przed lustrem wyprostowana jak struna i nawala w nie rączynami.
O co chodzi dzieciakowi?
To wygląda tak, jakby się chciała dostać na drugą stronę lustra - ciach, ciach, ciach wali łapinami.
Nie jest to próba wejścia do szafy.
Raczej wygląda na wkurzenie tym, co widzi.
A ponoć kociarstwo i psiarstwo raczej ma w nosie odbicia lustrzane.
No to o co Krzyśce chodzi?

/Od początku była podejrzana: wielkie ręce, wielkie uszy, przezroczyste oczy. A teraz wlazła na stół i atakuje ekran telewizora. Walnięta? Może nie, ale o co jej chodzi? Jest to ufoludek? Teraz przylazła się tulić. A mięśnie jakie ma! Twarde. Dziwna jest Krzyśka ta. /
Obserwuj wątek
      • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 10:54
        No i jak nie kochać Truśki-Znalawczyni_Odpowiednich_Materiałów_Uspokających?
        Krzysia dokładnie robi to, co ten kotek biało-czarny.
        To może nie jest walnięta, skoro inne też to robią.
        Ewentualnie koty są walnięte.
        O.
        Właśnie znów zaczęła nachrzaniać z tym lustrem.

        /Nowe kociarstwo w domu niesie z sobą wiele różnych zastanowień./
    • damakier1 Re: Pomożecie? 09.04.15, 10:43
      Krzysia po prostu przyuważyła tego obcego kota w lustrze i doszła do wniosku, że przepędzić go trzeba. Jak sie przekona, że intruz twardo w lustrze siedzi, na pokoje nie wyłazi i do miski się nie pcha, to odpuści.
      Jak wstawiliśmy do sypialni szafę z dużymi lustrami, to wszystkie nasze koty stroszyły się na te, które z drugiej strony lustra się pokazywały. A Szopek to nawet naszczekał na takiego grubego pieska, którego nagle w lustrze zobaczył. Po jakimś czasie im przeszło, ale i teraz się zdarza że kot w lustrze niespodziewanie po ryju dostanie.

      --
      "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
      (aut.: ToJaJurek)

      Wrona i inne zwierzaki
      • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 11:15
        No ale dotąd tak nie wyprawiała.
        I jeszcze czytałam, że zwierza nie rozpoznają siebie w lustrze.
        Ale chyba Krzysia rozpoznaje się świetnie.

        Teraz mi do głowy przyszło, że może się ruja u maleństwa zaczyna i stąd dziwne zachowania - wali w lustro na zmianę z chęcią tulenia się.
        Ocho.
        Chyba ruja.
        Zachowuje się, jakby odbiło jej - atakowanie lustra lub tulenie się.

        Pani prezydent W-wy ogłosiła, iż w tym roku w Warszawie w ramach programu zapobiegania bezdomności zwierzów będą darmowe sterylizacje, kastracje, czipowanie. I co? I nic.
        Akcja miała ruszyć w marcu. Potem, że w kwietniu. A dotąd nie ma list wetów, którzy zrobią to za darmo. Ja to ja - wkuta jestem, bom wyczytała, że dobrze dla maleństwa, by operację zrobić przed pierwszą rują. Ale idzie o to, że namówiłam ileś osób, by przygarnęły bezdomniaki. I przekonywałam, że jest atut: darmowa sterylka.
        I co?
        I śmo.
        Z gęby cholewę zrobiłam.
        • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 11:44
          Olgo, koty zawsze wyprawiają coś nowego, a potem to im się nudzi i ewentualnie wracają do tego wyprawiania za czas jakiś. Natomiast, jak już zaczynają coś wyprawiać, to robią to przeważnie z uporem maniaka, a potem nagle kompletnie przestaje je to interesować.
          U mnie trwa aktualnie akcja "wiosenne spanie w szafie" i walki o konkretną półkę. Oraz dobijanie się do zamkniętej szafy albo z zamkniętej. Przedtem była akcja "dwa jednakowe pudełka po butach" i wojna podjazdowa o konkretne z nich, albo walka z dwóch pudełek-fortec.
          Kotka mojej mamy namiętnie ogląda telewizję, ale tylko kreskówki i filmy przyrodnicze. Potrafi walić w ekran telewizora, jak Twoja Krzysia, gdy nie podoba jej się program. Pędzi biegiem z każdego miejsca mieszkanie, gdy słyszy kreskówkę oraz uwaga! głos Kuby Wojewódzkiego. Podobno jakiś czas temu często nadawano reklamy telefonów z nim i wtedy siedziała przed telewizorem, jak zaczarowana.
          Wszystkie moje koty (oraz Gupek jako szczeniak malutki) miały okres fascynacji lustrem. Fakt, że nie rozróżniają się w lustrze jest faktem :) (Krzysia też nie), bo gdyby się rozróżniały, to by się nie lały po pyskach, nieprawdaż.
          --
          "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
          • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 12:05
            Kociczko,
            wiem, że może odstawiam walnięcie, ale bym chciała pewna być, że nic złego nie zrobiłam - jestem psiarą - psami się opiekowałam i na kociarstwie się znam mało.
            Krzysia to kociczka - trzecia koteńka gdy o moje doświadczenie idzie - może coś źle robię?
            A może nie tak źle? No bo obserwuję dzieciaka pilnie - wiem, że komuś się głupawe może wydać, ale nie po to Krzysia przygarnięta, by coś przeoczyć. Na dodatek się mi zdawało, że jeśli kocham Nikolkę, to nie dam rady kochać Krzyśki. A się okazało, że obie kocham dość intensywnie.
            • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 12:30
              Ale przecież ja Ci nie robię żadnych wyrzutów. Piszę tylko , jak jest z ta kociarnią. Ja też obcowania z kotami dwoma się nauczyłam dopiero przy Ryżym, bo zawsze miałam zestaw kot plus duży pies, a to jest kompletnie inna bajka, bo pies przecież nie rywalizuje o miejsce w szafie ani nie walczy z pudełka :)
              Choć zestaw taki to dopiero banda z lewarkiem jest. Bo np. kot zwala psu jedzenie ze stołu albo z szafek, a przecież to, co już na ziemi, to jest dla nawet najlepiej wychowanego psa, co to sam ze stołu nigdy nie ruszy. W ten sposób mój pierwszy rudy kot podarował Psu Mojego Życia (świetnie wychowanemu) całego pieczonego indyka.
              --
              "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
              • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 12:44
                Nie, nie.
                Ja wcale nie odebrałam tego jako wyrzutów.
                Tylko jako rady.
                No nie za bardzo na kociarstwie się znam, bo, jak Ty chyba, raczej psiarą jestem.
                To, co opisujesz, uświadamia mi bezmiar kociego wyuzdania - Krzyśka ma w nosie, iż się martwię: długie nogi rozpostarła i sobie leży jak królowa....

                Wiem, że to wszystko durnowato może wybrzmiewać, ale pozostanę przy swoim: podejmujesz decyzję, by się zaopiekować, to rób to i już.
                I pytaj, skoro nie wiesz.
                Po co mi google, jeśli ufam bardziej tutejszemu ludowi.
        • damakier1 Re: Pomożecie? 09.04.15, 11:51
          Z tą sterylizacją przed pierwszą rują to zdania są podzielone nawet wśród lekarzy weterynarii. Mnie przekonuje pogląd Doroty Sumińskiej, która twierdzi, że lepiej po. Pierwsza ruja to końcowy etap dojrzewania kotki, kształtowania się gospodarki hormonalnej i ogólnie - przekształcania się dzieciaka w kocią kobietę. Sterylizacja gwałtownie ten proces przerywa, a wiadomo, że co nagle, to po diable.
          --
          "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
          (aut.: ToJaJurek)

          Wrona i inne zwierzaki
            • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 15:53
              p.s. A czemu nie mówicie, że Krzysia jest śliczna?

              p.s. 2 - Podłość ludzka nie ma granic.
              Może i ma dzieciak oczy zbyt przejrzyste. Oraz uszy za duże. I ręce. Ale to nie znaczy, że nie można się zachwycać i wydać choćby jeden okrzyk:
              - Och! Co to za niezwykły kotuś!
            • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 12:35
              Ja wzięłam Pingwinicę od weta w pakiecie z darmową sterylizacją. I wtedy wetka kategorycznie nakazała mi przyjść dopiero po pierwszej rujce.
              I teraz uwaga z tą rujka pierwszą. Ale o tym dopiero, gdy się ona u Krzysi okaże, bo to opowieść dłuższa.
              --
              "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
              • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 12:56
                Ale może być objawem rujki pierwszej, że ona taka dziwna jest? - w sensie, że ona nie lubiła się tulić, a teraz płacze i płacze byle ją miziać, wyczynia cuda z lustrem, Nikusię zaczepia.
                Nikolka gdy miała ruję, to inaczej reagowała - co tydzień się na podłodze tarzała i płakała.
                A Krzyśka jest dziwna.
                Się lękam czy nie chora.
                Albo coś.
                • klara_izydor Re: Pomożecie? 09.04.15, 13:49
                  Olgo,jestem przekonana,że wszystko robisz dobrze.Koty to nie psy i nie dają się wychowywać.
                  Mam cztery kocice.Najstarsza Besia została poddana sterylizacji w trakcie cięcia cesarskiego,pozostałe - po ukończeniu 6 miesięcy.Trzyłapka Lolita nawet wcześniej,bo kilka tygodni po amputacji nogi przebywała w schronisku i tam ją wysterylizowano przed adopcją.
                  Bez względu na to - wszystkie koty teraz wariują.Chyba wiosnę czują.Najbiedniejszy jest Rychu,bo wdaje się nocą w straszne bójki i prawie codziennie muszę mu opatrywać świeże rany.
                  Byłabym za kastracją Rycha,mimo że jest stary i nie znaczy terenu.
                  W trakcie świąt odbyła się nawet w naszym domu dyskusja.Wszystkie ludzkie samce/3/zaklinały się,że lepiej być samcem rannym,niż wykastrowanym.
                  No nie wiem,patrzę jak Piksel z Bazylem gonią się po ogródku.Obaj wyglądają na zadowolonych - w przeciwieństwie do biednego Rycha...
                  • damakier1 Re: Pomożecie? 09.04.15, 14:32
                    Nie słuchaj ludzkich samców. Rychowi kastracja z całą pewnością na dobre wyjdzie.

                    --
                    "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
                    (aut.: ToJaJurek)

                    Wrona i inne zwierzaki
                    • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 15:01
                      damakier1 napisała:

                      > Nie słuchaj ludzkich samców. Rychowi kastracja z całą pewnością na dobre wyjdzi
                      > e.
                      >

                      Oczywiście, że tak. Ci sami samce twierdzą, że my kobiety bardzo im zazdrościmy fiuta. To znaczy niekoniecznie konkretnie ci sami, ale to ten sam tok rozumowania. Na końcu tego ciągu jest niezdrowa fascynacja Grodzką.
                      --
                      "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                  • mu_ndek Re: Pomożecie? 09.04.15, 15:11
                    klara_izydor napisała:
                    > W trakcie świąt odbyła się nawet w naszym domu dyskusja.Wszystkie ludzkie samce
                    > /3/zaklinały się,że lepiej być samcem rannym,niż wykastrowanym.
                    > No nie wiem,patrzę jak Piksel z Bazylem gonią się po ogródku.Obaj wyglądają na
                    > zadowolonych - w przeciwieństwie do biednego Rycha...

                    Wesołe ganianie po ogródku (?) Rychu ma to gdzieś! On raczej preferuje inne odwieczne samcze przyjemności – zbiera siły albo ma kaca.

                    Więc to już standard – że się ze zwierzaka robi poduszkę – a kwestią sporną pozostaje tylko - czy po czy przed pierwszą rują? A samcowi to z automatu? No w życiu.
                    Zwierzęta które mają zapewnione dobre domowe warunki ... – no ja jakoś nie mogłem jej tego zrobić – co się spotkało raczej ze zrozumieniem miejscowych samic innych gatunków. (bywa to uciążliwe – jasne - ale się chciało mieć zwierzę a nie mruczącego futrzaka)
                    Z tym że się nie da dogadać ze zwierzakiem w tym przypadku kotem (wychować?) - też bym dyskutował może tam - gdzie już mało ze zwierzaka zostało - bo niby na jakim poziomie dogadywać się mają - poduszka ze zwierzęciem?

                    --
                    Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.
                    Chico : A po co się tak spieszyć - szefie? Przecież donikąd nie idziemy.
                    Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze.
                    • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 15:37
                      Borze szumiący, ty widzisz i nie grzmisz.

                      Jeśli posiadasz w domu zwierzę rasowe i dostarczasz temu zwierzęciu partnera seksualnego w normalnym rytmie zwierzęcej płodności, ok. Jeśli masz w nosie ewentualne bezdomne zwierzęta, które Twój zwierzak - nie poduszka produkuje i dajesz mu swobodę w wyborze partnerów tez ok, chociaż bardzo nie ok. W przeciwnym wypadku dla właścicieli to "trochę uciążliwe", a dla zwierzaka (a przede wszystkim właśnie kotki) to straszliwa męka.
                      To właśnie chciałam napisać m.in. Oldze wyżej - kotki niewysterylizowane zamknięte w mieszkaniu bez żadnego kontaktu z samcem tej samej rasy (nie chodzi tu o kontakt seksualny, ale o zapach) potrafią mieć wielotygodniowe rujki właściwie bez przerwy.
                      --
                      "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                      • mu_ndek Re: Pomożecie? 09.04.15, 17:02
                        O Naturo (borze szumiący) widzisz i nie kastrujesz?

                        Jeśli chcemy doprowadzić do zwierząt wygodnych (zwierzęca odmiana poprawności politycznej) a już -broń borze - nie agresywnych jak np. na wyspach gdzie - szczekający pies to wręcz niezwykłe wydarzenie ściągające uwagę a i nierzadko obrzydzenie „współ zwierząt” naczelnych 9wściekły?) to ok. (jak oni do tego doprowadzili to już inna historia) – mnie to jakby nie interesuje społecznie (kastracja w schroniskach oraz bezdomnych obywateli – nic się nie poradzi - bo kot mniej więcej jest 40 razy płodniejszy od naczelnych) ja się wstawiam raczej za każdym z osobna domownikiem jak za współtowarzyszem „niedoli istnienia”.

                        Mam zwierzęta w domu od zawsze – (na wszelki wypadek - bo jak nikt pilnują w człowieku –człowieka) w różnych ilościach - żadne nie było pozbawiane swoich zwierzęcych podstawowych instynktów (psy koty itp. większe to osobna kategoria) ) – i jakoś dawaliśmy radę. Zdarzało mi się także doglądać czy wręcz mieszkać ze zwierzętami nie moimi z takich czy innych przyczyn. W takich sytuacjach miałem okazję obserwować(czasami kilka miesięcy) te wykastrowane – głównie koty – z behawioralnego punktu widzenia zwierzęta ( w odróżnieniu od poduszek)zachowują swoją naturalną elastyczność –zdolność przystosowania do nowych warunków/właściciela- cały proces współmieszkania zaczyna się od początku jest z kim „rozmawiać” co daje jak myślę obopólne korzyści. Poznajemy się i dogadujemy a poduszki leżą i czekają na michę. O innych zaletach ewolucyjnego rozwoju współistnienia naczelnych z innymi może innym razem.
                        Teraz moje jedyne zwierze – zmieniły się warunki- wyciągnięta ze śmietnika księżna odpadków jest ze mną od mniej więcej trzeciego tygodnia życia – ruja zdarza się dwa trzy razy w roku i trwa około dwa tygodnie to tyle – nie ma nowych badań naukowych co do skutków kastracji u kotów o psach wiemy więcej ... ale innym razem.

                        --
                        Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.
                        Chico : A po co się tak spieszyć - szefie? Przecież donikąd nie idziemy.
                        Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze.
                        • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 17:57
                          Czyli masz po prostu doświadczenia ze zwierzakami, którym właściciele nie dostarczyli odpowiedniej liczby bodźców i dlatego zamieniły się w poduszki. I nie ma to nic wspólnego z kastracją.
                          Miałam ogromnego ryżego kocura (kastrowanego w ósmym miesiącu życia), który był postrachem wszystkich okolicznych psów, chodził z nami na wycieczki po lesie, a kiedyś w obronie własnego szczeniaka wszedł do zagrody z trzema wiejskimi owczarkami niemieckimi i dał im popalić. Nigdy w życiu nie miał grama nadwagi, a weterynarza, który go zlekceważył, zmusił do zamknięcia gabinetu na dwie godziny.
                          Teraz mam dwa sterylizowane koty płci obojga (mieszkające niestety wyłącznie w mieszkaniu), które są szczupłe, aktywne i naprawdę daleko im do poduszek, a kocica ma już dziesięć lat.
                          W poduszki zamieniają się samotne, rozpieszczone zwierzaki kastrowane i niekastrowane, których właściciele (służba?) oczekuje od nich bycia poduszkami.
                          Właścicielowi kota czy kotki, który zastanawia się, czy pozbawiać ją seksualności, żeby nie zamieniła się w poduszkę powiem to samo, co kiedyś napisałam tu Oldze - drugie zwierzę, najlepiej młodsze i w przypadku jednego gatunku płci przeciwnej. I wtedy naprawdę nie ma szans na żadne poduszki.
                          Moja Pingwinica zamieniała się powoli w poduchę przez kilka miesięcy pomiędzy śmiercią ukochanego psa, a przybyciem znienawidzonego kota.
                          Zgodzisz się ze mną, Damo?
                          --
                          "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                          • damakier1 Re: Pomożecie? 09.04.15, 18:37
                            Oczywiście, że się zgodzę. Dodam jeszcze, że w naszym zwierzyńcu jedyny zatuczony jest Szopek, który również jedyny nie jest wykastrowany.
                            --
                            "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
                            (aut.: ToJaJurek)

                            Wrona i inne zwierzaki
                            • ploniekocica Re: Pomożecie? 09.04.15, 20:32
                              I jeszcze jedno chciałabym dodać: to, że koty oraz Wrona Dorodamy są wysterylizowane wynika z ich (Doroli i Damy) miłości do zwierząt swoich i cudzych, a nie z konieczności, bo teoretycznie mogłyby realizować swoje "hormony" i żyć jak półdzikie. Po prostu zależy im, aby ich podopieczni (władcy!) nie mnożyli niepotrzebnie nieszczęśliwych, bo bezdomnych bytów oraz aby nie narażali się na niepotrzebne niebezpieczeństwa w pogoni za seksualnym spełnieniem. Bo wychodzenie w teren kotów kastrowanych i niekastrowanych różni się zasadniczo.
                              Natomiast człowiek, który się zdecydował (przeważnie z konieczności, bo miasto) na trzymanie ukochanego zwierzaka na kilkudziesięciu metrach zamkniętego mieszkania bez możliwości realizowania jego możliwości dzikiej strony jego natury, powinien stworzyć mu komfortowe w miarę możliwości życie w warunkach, co tu dużo mówić, w przypadku kotów swego rodzaju niewoli. Zatem niech to będzie lepiej szczęśliwa poduszka w naturalnym dla poduszek środowisku niż dzikie zwierzę w klatce. Bo właściciele nie chcą go pozbawiać dzikości.
                              Nie sterylizować niewychodzącego kota, bo tak, to tak jakby nie brać psa na smycz przy ruchliwej ulicy, żeby go nie pozbawiać wolności.

                              --
                              "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                              • mu_ndek Re: Pomożecie? 10.04.15, 00:20

                                Jednym słowem żadna różnica? – czy znasz badania które - w jakiś sposób potwierdzają - że zwierzę pozbawione jednego ze swoich podstawowych instynktów (jeśli nie najważniejszego) niczym się nie różni od osobnika tych instynktów nie pozbawionego?( tu się mieści wiele problemów) Mało wiemy a to co wiemy wydaje się wygodne.

                                Robimy im różne rzeczy ale jeśli można nie robić - to jednak radził bym nie robić – przynajmniej w naszej małej prywatnej skali.
                                (hodowla ras – i różne formalne obrządki – odcinamy ogony i uszy dla zdrowia bo przecież - nie dla formy – naszej formy- rzecz jasna – one?- im nie szkodzi?)
                                W latach trzydziestych to nawet lobotomię uważano za zabieg pożyteczny i Nobla dali – w Stanach ( znów ten racjonalny kraj) wykonano ponad 50 tysięcy tych „nieszkodliwych” zabiegów- a zdarzały się przypadki że wykonano je na dzieciach sprawiających rodzicom kłopoty – no cudnie. My w stosunku do zwierząt jesteśmy na tym mniej więcej poziomie – i pewnie tak zostanie. )
                                Hormony to życie – metabolizm -napęd i nagroda za aktywność – bez nich – nic się nie dzieje. Że „padają na mózg” – więc jednak ten wyspiarski model flegmowatych buraków? Zaburzenie gospodarki hormonalnej w młodym wieku to katastrofa – u ludzi trochę zbadana u kotów jakoś nie bo i po co.

                                (rzecz jasna nasz „racjonalizacja” wszystko zniesie/wyjaśni –bo one cierpią?- z powodu tych wrednych hormonów – są niespokojne - dziwnie się zachowują )

                                Większość tych „ poduszek” nie może liczyć na żadne towarzystwo i ciężko je rozruszać – ale to jednak dla państwa kłopot - lepiej niech się dostosują. (mówię o średniej i racjonalizowanym automatyzmie sterylizacji). Nie wątpię że bywalcy FzD traktują dość poważnie współlokatorów)

                                Wątek się nazywa - pomożecie?- ale komu?


                                Ps. Gdyby jednak się decydować na tę „racjonalizację” to raczej późno bo wszelkie sygnały hormonalne wpływają na rozwój mózgu a im starszy zwierzak tym mniej wpływają.

                                kopalniawiedzy.pl/sterylizacja-pies-choroba-dysplazja-nowotwor-golden-retriever-suka,17534



                                --
                                Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.
                                Chico : A po co się tak spieszyć - szefie? Przecież donikąd nie idziemy.
                                Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze.
                                • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 10:56
                                  Przeraziłeś mnie.
                                  Przede wszystkim zajadłością w dyskusji i pogardą dla kastratów i ich opiekunów.
                                  Nie mam czasu, ale chyba i tak bałabym się w takiej dyskusji zabrać głos. Natężenie decybeli zbliżone do krzyku, a ja w krzyczanych rozmowach przegrywam zawsze - walkowerem.
                                  • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 11:11
                                    Ha! Przez pomyłkę najpierw przeczytałam Twój post Gatu i teraz chyba tego powyższego do mnie nie otworzę w ogóle. Bo jak tam nas nie opuszcza nasza ulubiona siostra, to może lepiej nie :(
                                    --
                                    "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                    • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 11:15
                                      Czytaj, czytaj - może to ja się mylę
                                      Wiesz przecież, że Gat jest płochliwy i uczulony na decybele

                                      Już, już u-cie-kam, nie krzyczeć na mnie !
                                  • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 14:01
                                    A mnie przeraził on troszkę jeno. Ewentualną pogardę czy może kompletny brak szacunku dla właścicieli zwierząt w dużej mierze podzielam, fkurz na tępą antropomorfizację również. Nigdy się zadowalająco nie uporałam z problemem ludzi, którzy na swoich zwierzakach zbyt dużo odreagowują. Czy jeśli brutalny ojciec rodziny łoi psa, to mniej łoi dziecko? Czy paniusia robiąca ze zwierzaka ukochanego dzidziusia to taki sam potwór, tylko w drugą stronę? Czy ktoś skaczący wokół swojego championka, bo bycie właścicielem championka futruje mu ego i status społeczny, to miłośnik zwierząt?
                                    Czy rodzic kupujący swojemu dziecku szczeniaka, żeby się odczepiło i zajęło kimś innym, a potem wywalający psa na ulicę, bo dziecku się znudził i szcza po dywanie, to człowiek?

                                    Posty Munka odebrałam raczej jako wołanie o prawa zwierząt. Te prawa z wyższej półki. One mogą przerażać na tym forum, bo tu się takie tematy traktuje poważnie a zwierze podmiotowo, bo odruchowo robimy rachunek sumienia i nas zaczyna cuś gnieść na serduchu, bo wzbiera w nas bunt - fszak ten nasz osobisty rachunek zrobiliśmy jak najodpowiedzialniej i w autentycznej trosce o dobro zwierzaka wytyczyliśmy swoje własne granice, a ktoś po nich pląsa... i kąsa.

                                    Żyjemy w kraju nad Wisłą w którym o prokreacji nie sposób rozmawiać spokojnie i potwornie trudno rozmawiać sensownie, bo nam się nawarstwiło, spiętrzyło tudzież mocno i nam się przelewa. A ludziom starającym się podchodzić do tematów prokreacyjnych w miarę racjonalnie, na takie dictum najpierw odbija się świętoszkowatymi pojebami i "prawem naturalnym" i trza się najpierw mozolnie z tego odboju wygrzebać.

                                    Drogi Mundku, gdy moja starsza córka była w II klasie LO miała straszliwe kompleksy, bo tylko jej jednej nie pikała komórka przypominająca o zażyciu pigułki antykoncepcyjnej. To było porządne liceum z zadbanymi dziećmi. Ot, jedna z końsekwencji ustawy antyabo oraz masowych projekcji "Niemego krzyku".
                                    W USA masowo kastruje się kobiety niejako na zapas tudzież na wszelki wypadek usuwając im jajniki, bo ciut przeterminowane jajniki to zuo i stanowią przyczynę wielu groźnych chorób. Ale za to przynajmniej już na stole operacyjnym vlepia się takiej pani plaster z HTZ, a u nas...
                                    Jak usłyszałam, że moja potwornie świrująca po takiej operacji i mocno wierząca znajoma... pół roku po operacji idzie do lekarza by... przedyskutować ewentualność zażywania tych fstrętnych morderczych hormonów, to mnie ręce i nogi opadli i coś we mnie morderczo zawyło.

                                    Sami jesteśmy królikami doświadczalnymi medycyny, ofiarami mód medycznych i ofiarami straszenia [straszenia nie tylko lekarskiego, of kołz].
                                    Kurwa, ufamy lekarzom i to jest duża część omawianego problemu. Choćby dlatego nie podejmuję się ponosić pełnej odpowiedzialności moralnej za wykastrowanie przeze mnie jakiegoś zwierzęcia i związany z tym brak jego dobrostanu.

                                    To weterynarze nad wyraz powszechnie uczulają ludzi na wczesne kastrowanie przed osiągnięciem przez zwierza dojrzałości płciowej i motywują to właśnie brakiem jego cierpienia. Na znanej zasadzie "co z oczu to z serca".
                                    [To właśnie dlatego Olga tak bardzo się boi, że Krzysia już ma ruję, że coś przegapiła i przez nią bidny kot będzie cierpiał męki niespełnionej fizycznej miłości macierzyństwa tudzież!]

                                    W obliczu Autorytetu Lekarza mało kto sarkastycznie sobie zamamrocze "Fszak Farinelli w ogóle nie cierpiał!" A jeśli nawet człeku się trafi taka myśl, to zwali owo cierpienie na świadomość ludzia Farinellego - świadomość bycia okaleczonym i podle pozbawionym czegoś okropnie ważnego.

                                    Mody medyczne. Działają od ściany do ściany. Niegdyś byłam ja podłą propagatorką zwierzęcej kastracji, a o jajca kota Zbirka miałam straszliwą przeprawę z weterynarzem. I to była akurat męska solidarność raczej w wykonaniu weta, niźli medyczna argumentacja, bo takiej wet FCALE nie użył. Poddał się zaś i zababrał se męskie sumienie dopiero w obliczu mojego bezradnego wyznania, żem ultimatum dostała od czynników. Proste i jasne: kot bez jaj w domu, kot z jajami na dworze. Na dodatek wet ów nakazał mi asystę przy tej operacji i do dziś nie wiem, czy to było za karę czy wet wziął mnie za studentkę weterynarii i uprzejmie poduczył. Jako stworzenie uparte nie dopytałam tudzież nie zemdlałam oglądając Zbirkowe jajca od środka.
                                    Nadmieniam że Zbiru poduszkę przypominał w jakikolwiek sposób dopiero na pograniczu śpiączki cukrzycowej, zaś mój pan dziekan wziął mnie był kiedyś za straszliwą ćpunkę z powodu sznytuf po zabawach ze [wykastrowanym] Zbirkiem, który był Łemkiem i wielce prawdopodobną ćwiarą żbika [połówki się nie da oswoić jak gdzieś wyczytałam, bodaj u Morrisa]. Szczerzcie się ludzie błękitnookich kociąt ze WSI, bo chaber ten jest zwodniczy!

                                    Obecnie mamy modę medyczną w drugą mańkę, dojmująco ludzką metodą: od ściany do ściany... i kastruje się fffszystko.
                                    A gdzieś po drodze sobie obejrzałam ja zestawienie plusów i minusów kastracji, w tym zestawienie chorób na które zapadają bardziej ci kastrowani i tych na które zapadają bardziej ci niekastrowani i mi wyszło że każdy kij ma dwa końce i że trudno jest wybrać pomiędzy dżumą i cholerą.

                                    Nie wię jak w USA, lecz u nas moda na kastrowanie bardzo mocno się nałożyła na zmianę diety zwierzaków - karmienie gotowym. I bardzo często - mocno reklamowanym syfilisem. Też wygoda. Nie wiem jak to oddzielić.

                                    Tak czy owak to co mówi Mundek o zbyt wczesnym kastrowaniu warto se zapamiętać i wziąć pod uwagę tudzież podrążyć w przypadku gdy mamy realny wpływ na decyzję [azylanci są kastrowani odgórnie].

                                    Pies Mus zeszedł dziewicą mimo rozlicznych usiłowań... bo fstrętni ludzie którzy mają suki nie mają krzty zrozumienia dla seksualności zwierzaków! Są podli i cierpią na pot-wor-ną znieczulicę. A jak raz jedna pani mu przyprowadziła sukę, to suka oświadczyła że woli pierw skończyć studia, zaś Mu gwałcicielem nie był. Chlip, śląp.

                                    P.S. Kiedyś popisz[cz]ę o racjonalizacji i lizmie. A póki co ośfiatczam jeno, że już trzeci dzień eksperyment ornitolo idzie śfietnie. Z jednym wyjątkiem. Mój fściekle racjonalny małż z narastającą troską paczy na kosa pętającego się na trawniku pod orzechem i tfierdzi uporczywie, że jakiś on osowiały. - Bidny kos podle pozbawiony możliwości napierdalania dziobem w szybę... Nik nie szanuje jego poczeb tutaj. Krzywdzimy biedaczka? - I co najśmieszniejsze, racjonalnego małża mego fcale nie studzi mój sarkazm ze którym zapytowuję, czy on naprawdę sądzi, że kos tak strasznie tęskni za małżowym rzucaniem w tę szybę [a kosu prosto w ryj] zwiniętych w kulę ubrań?!

                                    • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 14:21
                                      Wystaw temu kosu do ogrodu jakieś stare lustro albo szybkę podbitą na ciemno (szary papier pakowy powinien wystarczyć albo inna tektura). I odnajdzie swoje alter ego.
                                      • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 15:11
                                        Dzięks! Zaproponuję małżu, lecz ftedy zapewne on się, of kołz racjonalnie do bólu... zacznie bać że bidny kos się skaleczy. Pożyjemy zobaczymy. :)))
                                    • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 14:57
                                      Wyznanie.

                                      Wyznaję mój podziw dla Doroli i Klary, że koty puszczają luzem.
                                      Człek zamieszkały w bloku nie ma takich rozterek moralnych, bo kota nie wypuści.
                                      A mnie z owych rozterek wyciągnęła alergia Szaćka, co nam nie dała mieć kota Donisława, któren był włóczykijem i kotem wolnym jako te konopie, oraz dziefczynką co ufnie przychodzi na obiadek. I teraz się jeno martfię, czy kot Donisław już się oswoił z mieszkaniem w bloku i czy już oddał cenną wolność za miskę.

                                      Ja nie wiem czy bym go potrafiła wypuszczać gdyby był moim kotem i bym się męczyła z tym strasznie. I albo bym się go starała za nic nie pokochać, albo zamknęła w domu na czy spusty wijąc się opętańczo ze wyrzutuf sumienia. I bym przeklęła ja Pana Saint-Ex'a co był on pisał o prawdzie i gazelach co umierają bezpieczne z nosem fciśniętym w kratę ogrodzenia, bo prawdą gazeli jest zapierdzielać stówę na godzinę i być pożartą przez lwa w blasku słońca, nie kapieć za jakimś fszawym ogrodzeniem! Jak się nie ma ani nie kocha gazeli, morały prawić łatwo.

                                      Tu widzę i wyższość Mundka nad Saint-Ex'em: Mundek kocha sfoje gazelę i ponosi tego konsekwencje; nie poprzestaje na prawieniu morałów jak ten fstrętny pilot.

                                      Miłość [nie bójmy się tego słowa] niejedno ma imię, granice też ma różne. Dobrze jak owe granice są przemyślane. I nikt tu nie tfierdzi, że miłość nie boli, ani że nie jest trudna.
                                    • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 15:10
                                      Magdolocie, jak zwykle Ty z Mundkiem rozmawiacie o Heglu i Schopenhauerze (oraz o sobie samych), a prawda jest taka, że te pogardliwie traktowane kocie poduszki żyją, są dobrze (choć jak poduszki) traktowane i kochane w dużej mierze dlatego, iż są sterylizowane własnie. Mało kto zdecydowałby się na trzymanie w niedużych mieszkaniach niesterylizowanych kotów, bo chociaż zdarzają się przypadki (jak z kotką Mundka), ze jest to jedynie "trochę uciążliwe", to istnieje tez drugi biegun historii - znaczenie, agresja, ucieczki, wypadki najrozmaitsze, zaginięcia, śmierci pod samochodami itd. Mój niekastrowany kot żył niespełna pięć lat, kastrowany w tym samym miejscu prawie czternaście. Nieprzespanych nocy i wycieczek z puszka sardynek (dawno to było) pod piwniczne okienka na całym Mokotowie nie liczę.

                                      Oczywiście można z pogardą - niech na posiadanie kotów decydują się li i jedynie tacy, którzy potrafią im zapewnić także udane życie seksualne, albo zakonne życie z popędem za kratami. Tylko co wtedy? Co z tymi kandydatami na poduszki? Selekcja naturalna?

                                      A może kotów zapytać? Czy moja wyrzucona na wielki mróz domowa koteczka wolałaby schronisko czy życie w charakterze poduszki bez popędu na trzecim piętrze przy ruchliwej ulicy? A mój skopany w drugim miesiącu życia rudzielec bez płucka? Czy Maniusia Doroli, która w swoim niedługim życiu urodziła nie wiadomo ile miotów, doprowadzając się niemal na skraj śmierci, nie woli być poduszką na dorolinym kaloryferze niż dziką kocią kobietą gdzieś za wiejska stodołą?

                                      A tak w ogóle to rozmowy o seksualności zwierząt sa absolutnie bez sensu, bo dla zwierząt (szczególnie tych hodowanych w nienaturalnych przecież warunkach) popęd płciowy przyczynia się do znacznie większego cierpienia niż radości. Niekastrowany samiec psi nie ma bowiem żony, dziewczyny, kochanki czy nawet prostytutki, aby swoja seksualną frustrację wylądować, a niemal na każdym spacerze spotyka suczkę z cieczką, od której to suczki najpierw odpędza go właściciel tejże, a potem jego właściciel go brutalnie odciąga. A jak nie suczkę to przynajmniej jej ślady równie frustrujące. Ale natura przed kulturą, a jakże.
                                      Nie będzie byle wet zabierał naszym zwierzętom jajec i robił z nich poduszek. Jasne.
                                      --
                                      "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                      • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 15:20
                                        Ja zaprowadzam pax, mój obiektywny buldogodystansie. Bo jest mi łatwiej, albowię chfilowo ponoszę jeno odpowiedzialność za kosa, a i to częściową. I za chuj nie wiadomo jak kosa wykastrować, więc nie mam problemu! :)))))
                                        • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 15:35
                                          OK, ale dlaczegóż to mnie wyzywasz?
                                          --
                                          "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                          • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 15:52
                                            >Magdolocie, jak zwykle Ty z Mundkiem rozmawiacie o Heglu i Schopenhauerze (oraz o sobie
                                            >samych)

                                            Serio, serio tak?
                                            Mi stanęła w oczach nie tyle "otchłań tożsamości", co spór z bulgotem co jako człek z gruntu obiektywny mnię subiektywizm zarzucał, a wraz z nim rusofobię. Tym razem zostałam odłożona na półkę z napisem "egoistyczne pięknoduchy", by nie powiedzieć gorzej. A chyba nie zasłużyłam. Przynajmniej nie w tym wątku. :)

                                            Idę kastrować krzaki. :(
                                      • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 16:19
                                        Hormony sprawiają, że kocur znaczy swój teren.
                                        Mój nie wychodzący lecz żyjący zgodnie naturą kocur (razem partnerką - kocicą) przyczynił się do wydania przez tę że kocicę na świat czterech miotów. Od poczęcia szukałam dla kociąt domów. Dla kilku nie znalazłam. Usypialiśmy je eterem, Tubylec i ja. Płacząc. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek zabiję zwierzę. Zabiłam. Nigdy nie myślałam, że wychylę duszkiem setę wódki. Wychyliłam. Dla dobrostanu moich zwierząt wzięłam na siebie zabójstwo.
                                        Kocia parka żyła szczęśliwie i zgodnie z naturą. Z każdego miotu zostawały przynajmniej 2 sztuki.
                                        Aż tu nagle ...
                                        Któregoś pięknego dnia do sąsiedniego mieszkania wprowadził się kocurek. Kiedy moja kocica rozpoczęła kolejne śpiewy rujowe, sąsiad zaczął odpowiadać zza drzwi. A mój kot, nigdy dotąd nie zagrożony rywalem, rozpoczął znakowanie terenu.
                                        I do takiego poświęcenia już nie byłam zdolna. Mam bardzo czuły węch, ale i mniej czuły by wystarczył. Pewnego wieczora wróciłam do domu i miałam ochotę uciec od tego smrodu. Albo on, albo ja - pomyślałam sobie.
                                        I wtedy ktoś mi przypomniał o tych hormonach...
                                        W dwóch pokojach trzeba było zmienić wykładzinę dywanową (na korkową podłogę, ku naszemu wielkiemu ukontentowaniu)
                                        Kanapa i dwa fotele poszły na wysypisko.
                                        Zużyłam hektolitry płynów teoretycznie zabijających zapachy.
                                        Kocur został poddany kastracji w wieku lat pięciu i dożył szczęśliwie blisko dwudziestu dwóch. Kocica miała gorzej - cieczka co 6-8 miesięcy - ale znosiliśmy jej zawodzenia zaciskając zęby. Zeszła mając 15 lat podczas operacji na raka licznych biustów. Rezultat wykarmienia czterech miotów, wysterylizowana by się tego nie nabawiła. Ale do czasu żyła zgodnie z naturą, a potem z pełnią hormonalnej gospodarki.
                                        Kolejna parka już została wysterylizowana. Tym z kolei zaszkodziła przeprowadzka z zamkniętego mieszkania i świeży luft. Zostały otrute w ogrodzie. Niechcący, ale niewiele mi to wtedy pomogło.
                                        Teraz panuje i rządzi pies. Ze schroniska, więc oczywiście kastrat.
                                        • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 16:34
                                          No, dobra Gatu, ale Twoje koty żyły w zgodzie z naturą we dwoje, a jeśli kot jest pojedynczy to co? Zawsze od maleńkości wychowany w mieszkaniu i niewysterylizowany, bo państwo chcą mieć dzikie zwierzę nie poduszkę i co wtedy? On/ona nawet nie wie w imieniu czego tak cierpi i czemu te hormony nim tak miotają, bo często w życiu innego kota nie widział. Człowiek porwany w dzieciństwie przez kosmitów ma przynajmniej wyobraźnię i autoerotyzm w zapasie, a kot?
                                          Dzikie zwierzę zamknięte w maleńkiej klatce, czy szczęśliwa poduszka na wybranej przez siebie poduszce. that's a question.
                                          --
                                          "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                          • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 16:58
                                            Od razu powiem, że nie mam kotów (dzięki temu,mam nadzieję że mogę być bardziej obiektywna w temacie), mimo to skalę problemu (lub raczej róznych punktów widzenia dot. m.in. kastracji) jestem w stanie zrozumieć. W tym również doświadczenia osobiste w tym temacie każdego z was.
                                            Ale nie uważam, że Mundek, którego styl i sposób mówienia (pisania) niekoniecznie mi odpowiada wyraził jakąkolwiek pogardę tutaj. Myślę że, Gat ( bo to do Ciebie), bardzo subiektywnie i osobiście potraktowałaś jego wypowiedź.
                                            Po Twoim bardzo szczerym poście opisującym Twoje doświadczenia, mocniej brzmi jego głowne pytanie-wniosek. Komu pomagamy? Sobie czy kotom? I tu się trzeba określić i powiedzieć sobie jasno, co jest dla mnie większym priorytetem. To że wezmę kota ze schroniska/ulicy/śmietnika, zapewnię mu wszystko - ale wykastruję , bo uważąm, że tak lepiej. Czy nie wezmę kota (z różnych powodów). Czy wezmę kota i nie wykastruję i przyjmę go z całym "dobrodziejstwem inwentarza".
                                            Tu nie ma "jednej słusznej prawdy". Aczkolwiek mnie osobiście jest bliższy pogląd przyjęcia zwierza z dobrodziejstwem inwentarza i wzięcie za nie odpowiedzialności.
                                            Albo wcale.
                                            Ot taki mój maksymalizm.

                                            ps. Współczuję, ze musiałas to zrobić, mogę tylko wyobrażać, co czułaś.
                                            Dlatego nigdy nie będę miała kota. Bo wiem, że nie poradziłabym sobie z tego typu rozterkami.

                                            • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:22
                                              Nie uważam, że wykastrowane zwierzęta to poduszki. To są po prosu wykastrowane zwierzęta.
                                              I nie zamierzam oddawać boskiej czci naturze w ogólności ani hormonom w szczególności. Wszyscy - my i zwierzęta - codziennie z czegoś rezygnujemy, żeby móc koegzystować.
                                              I to by było tyle tytułem podsumowania.

                                              PS Nie przypuszczam także, żeby mogło istnieć jakieś obiektywne spojrzenie na koegzystencję człowieka ze zwierzęciem domowym. Ludzie się dzielą na tych, którzy się na to zdecydowali i na tych, którzy się nie zdecydowali. Gdzie tu miejsce na obiektywizm ?
                                              • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:35
                                                gat45 napisała:

                                                Ludzie się dzielą na tych, którzy się na to zdecydowali i na tych, którzy się nie zdecydowali. Gdzie tu miejsce na obiektywizm ?

                                                Właśnie tu. Bo zdecydowali się lub nie - z powodów obiektywnych.
                                                • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:45
                                                  Nie. Zdecydowali się lub nie z powodów subiektywnych.
                                                  Zdecydowali się na sterylizacje, bo chcą, aby ich kot nie płodził kolejnych kotów, nie znaczył mieszkania, nie cierpiał w czasie rujki, nie uciekał narażając swoje zdrowie i życie itd. Nie zdecydowali się, bo (im się wydaje), że dzięki temu nie zrobią kotu krzywdy, albo tak jak Mundek chcą mieć w domu dzikie zwierzę.
                                                  --
                                                  "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                                  • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:53
                                                    Myślę, że tu mężczyźni (nie chce wpadać w stereotypy, a jednak :)), mają nieco inne podejście, niż kobiety.
                                                    Moj pies troche narwany był (jest nadal, ale nie mieszka ze mną). Ot, taki charakter. Żywemu czworonogiemu nigdy nie przepuścił (kot był to czy pies - nieważne). Niejednokrotnie naraził się na odwet ze strony zwierza z którym zadarł itp. Powiedziałam kiedyś do swojego ex - może go wykastrować, bo jest niepohamowany i narwany. Na co usłyszałam : Zwariowałaś?

                                                    Przemyślałam to sobie potem i stwierdziłam, że faktycznie - nie zrobiłabym tego mojemu psu.
                                                    :)
                                                  • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:05
                                                    Ale czego byś mu nie zrobiła? Mniej więcej miesiąc po sterylizacji zapomniałby zupełnie, ze kiedykolwiek władały jego postępowaniem hormony. I tyle.
                                                    Ja nie wykastrowałam żadnego mojego psa, czego połowicznie żałuje. Bo o ile pierwszy pies był wielkim obronnym samcem i swoje hormony realizował będąc (pokojowym) władcą całej okolicy, to przy drugim labku, którego o suczkę pogryzły dwa amstafy i od tej pory ze strachu atakował biernie wszystkie duże samce i w związku z tym musiałam go nieustannie prowadzać na smyczy, żałuję. Bo podejrzewam, że kastracja pozbawiłaby go agresywnego strachu przed innymi psami. I znowu ten problem nie istniałby w idealnym ogrodzie, a w środku wielkiego miasta tuż obok parku pełnego psów był i to niebagatelny.
                                                    Najprawdopodobniej bardzo niedługo weźmiemy niedużego bezdomniaczka i bez względu na płeć wysterylizujemy. Zresztą większość fundacji zwierzęcych stanowczo tego wymaga i pilnuje.
                                                    --
                                                    "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                                  • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:19
                                                    ploniekocica napisała:

                                                    > Ale czego byś mu nie zrobiła?

                                                    To nie są rozważania o tym, czy on by zapomniał czy nie. Tego nie wiemy. Tylko jak gospodarka hormonalna, po kastracji, wpłynie na stan zwierza.

                                                    Nie ingerowałabym w jego naturę. Dlaczego taka decyzja? Ponieważ jest oparta o obiektywizm - o naturę.
                                                    Nie mam takiej siły ani mocy, ani przekonań, ani dowodów by twierdzić, że kastrowaneu zwierzeciu bedzie lepiej. Mogłabym co najwyżej powiedzieć (kastrując zwierze) co dla mnie byłoby lepsze, lub z moejgo punktu widzenia, co byłoby lepsze. Subiektywnie.

                                                  • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:35
                                                    Ale pozwalasz mu realizować tę naturę, czyli puszczasz go luzem i pozwalasz realizować potrzeby seksualne? U dzikich zwierząt gody są przeważnie raz do roku, wtedy odbywają się walki o samicę, dochodzi do zapłodnienia, a potem jest czas na odchowanie potomstwa. U domowych suczek cieczka jest dwa razy do roku w różnych terminach i domowy pies jest niemal bez przerwy pobudzony, stąd się bierze u wielu samców agresja.
                                                    Jak rozumiem Ty masz małego psa i jesteś w stanie nad jego agresywnością zapanować. Zdecydowanie gorzej mają właściciele dużych psów, na które Twój piesek się ciska. Nie dość, że często musza się ze swoim szarpać, to na dodatek jakby niedajbuk w odwecie Twojego uszkodził byłaby oczywiście wina tego większego. Jako wieloletnia właścicielka dużych psów powiem, ze nie ma niczego gorszego od agresywnego i źle wychowanego małego psa.
                                                    --
                                                    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                                  • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:50
                                                    Tak. Mam małego psa. Jest dobrze wychowany.
                                                    Nigdy nie przegryzał kabli w domu, nie obrywał tapet, nie oskubywał drzwi, nie gryzł dywanów,nie wył, nie rzucał się na ludzi. Złoty pies.
                                                    Ale jak widzi dużego psa albo kota dostaje szajby. I wychowanie tu nie ma nic do rzeczy.
                                                    Jest natura.
                                                    Mam go wykastrować?
                                                    Stary już jest, w sumie można.

                                                    ps. Zaden mały pies nigdy nie pogryzł człowieka, co najwyżej nogawkę podarł, i nie okaleczył czy nie zagryzł na śmierć człowieka czy innego psa. Więc mówienie, że nie ma nic gorszego od agresywnego małego psa jest nie na miejscu.
                                                    Ale niepotrzebnie zmieniamy temat. Miało byc o kotach w końcu :)
                                                    Muszę lecieć.
                                                  • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 19:39
                                                    Ja Cię nie oceniam, bo sama miałam jednego świetnie wychowanego psa, a drugiego pod tym względem źle wychowanego i dlatego musiałam go prowadzać na smyczy.
                                                    Ale każdy psi specjalista Ci powie, że agresja wobec innych psów jest objawem złej socjalizacji, a nie żadnej natury. O ile gonienie kotów można przypisać psiej naturze, to agresja wobec przedstawicieli własnego gatunku to nie jest żadna natura tylko błędy wychowawcze,albo efekty traumy, którą też powinno się pokonać.
                                                    Absolutnie nie namawiam Cie do kastrowania kogokolwiek, tylko po prostu denerwuje mnie nieco przypisywanie psiej agresji naturze. A mają do tego tendencje szczególnie właściciele małych psów, bo dla nich ta agresja jest mniej uciążliwa niż dla właścicieli psów dużych, a często bywa nawet zabawna. Bo to śmieszne, jak się taki maluch na owczarka ciska. Do czasu.
                                                    Do czasu aż właściciel przez moment nie upilnuje, albo ma także źle wychowanego owczarka.
                                                    Generalnie duże psy zresztą maja w nosie takie agresywne maluchy, ale wypadki chodzą po ludziach. Oraz psach.
                                                    Moi dobrzy znajomi mają bardzo rasowe duże suki. Jeżdżą z nimi na wystawy po całym świecie itd. Suki są rewelacyjnie wychowane, zresztą gruntowne szkolenie jest jednym z wymogów wystawowych tej rasy. Suki są bardzo łagodne i nie jest to żadna rasa agresywna z natury,
                                                    O tym,że właściciele nad nimi panują świadczy chociażby fakt,m iż moja koleżanka ma 1.60 wzrostu i rozmiar 36, a wyprowadza przez dwie duże ulice do parku trzy suki jednocześnie. Pewnego nie wiadomo skąd wyleciała dwie malutkie terrierki i jedna skoczyła jednej z tych suczek dosłownie do gardła. Suczka złapała terrierkę za grzbiet i po prostu odrzuciła. Tylko, że terierka tego nie przeżyła. Uderzenie o ziemie przerwało rdzeń. Oprócz jednego wbitego nieznacznie zęba nie miała żadnych obrażeń. Suka mojej znajomej jej nie zagryzła, nie rzuciła się na nią, po prostu się instynktownie broniła. Ale i tak. gdyby nie fakt, że suki mojej koleżanki były na smyczy (już!), a tamte nie nie obyłoby się bez sądu i znacznych odszkodowań, bo właścicielka terrierek szła w zaparte, że wielki pies nie ma prawa się bronic przed malutkim. A prawda jest taka, że terrierki owe prawdopodobnie wielokrotnie ciskały się na większe psy, a pani zamiast je skarcić brała je na ręce, tym razem nie zdążyła.
                                                    Ta opowieść ma się oczywiście nijak do kastracji kogokolwiek, ale do natury jak najbardziej. Nawet cechy, które w innych okolicznościach mogłyby być u zwierzaka pożądane, w warunkach triumfującej cywilizacji stają się objawem złego wychowania i bywają niebezpieczne.

                                                    --
                                                    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                            • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:24
                                              IMO ta rozterka jest własnie antropomorfizacja zwierza. Bo dbając o kocie jaja przypisujemy mu ludzkie cechy, że niby on tęskni za przeszłością, wyobraża sobie, marzy, wspomina, tworzy ideały i mity. A gucio, zwierzak żyje dosłownie chwila obecną, a w tej chwili liczy się bezpieczeństwo, ciepło, pełna micha i głaszczące ręce. Po raz kolejny pytanie do tych, co to sa za "dobrodziejstwem inwentarza" : jak zaspokajacie frustracje seksualne swoich dzikich zwierzatek?
                                              Te dyskusja przypomina mi niedawno odbytą z pewną panią z pieskiem, która dowodziła mi, jakim to trzeba być podłym człowiekiem, aby uśpić śmiertelnie chore zwierzę. Bo przecież powinno umierać naturalną śmiercią. Oraz wywody Marinera na temat zakazu trzymania psów w mieście. W imię dobra psa rzecz jasna.
                                              Ci, co nie szczepią dzieci również maja argumenty przeciwko. Naukowe także.
                                              W idealnym świecie każdy pies powinien mieć dom z wielkim ogrodem bardzo daleko od ruchliwej ulicy. Każdy kot również. Że o każdym dziecku nie wspomnę. Każdy kot oraz pies powinien mieć stała partnerkę seksualną, ale nie powinny z tego powstawać żadne potencjalnie bezdomne zwierzątka. Każdy kot i każdy pies powinien mieć kochających właścicieli, którzy będą mieli dla niego dużo czasu i będą go z nim oraz jego współmałżonkiem/ą spędzać aktywnie w bezpiecznym bezkresnym ogrodzie. Bez jabłoni i węża.
                                              Świat nie jest idealny niestety.
                                              --
                                              "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                              • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 17:47
                                                Ale całość sprowadza się do tego, że my jako ludzie przecież nie wiemy co dla tego zwierza jest lepsze, kastracja czy nie. Naukowo owszem, można pewne rzeczy udowodnić.Kastrowany bardziej choruje na to, nie kastrowany - na co innego.
                                                Ale jeśli zejść do poziomu natury - naturalne, że nie powinno się kastrować zwierząt. Tak jak i ludzi.
                                                Reszta - to ideologia. Coś nam bardziej pasuje, coś mniej. Idziemy na jakiś kompromis.
                                                Nie jest swiat idealny, to fakt. Dlatego mnie zdziwila taka postawa Gat. Nie było w tamtym poście ani pogardy, ani zajadłości. Wręcz przeciwnie, padlo zdanie, ze bywalcy FzD traktują swoich podopiecznych odpowiedzialnie (choć każdy na swój spoósób). i została wypowiedziana opinia. Gdzie tu pogarda i zajadłość ? - nie znajduję.
                                                • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:20
                                                  Tak, jeśli zejdziemy do poziomu natury to nie powinno się kastrować zwierząt. Nie powinno się ich także szczepić, prowadzać do weterynarza itd. Oraz powinno się przyzwyczaić do tego, że w każdej piwnicy i na każdym rogu jest pełno bezdomnych, chorych i umierających zwierząt.
                                                  Ja nie jestem w stanie na to patrzeć, dlatego nie bywam np. w krajach arabskich.
                                                  Ale polecę banałem i wspomnianym już przez Magdolota panem - jak się coś oswoi, to się staje za to coś odpowiedzialnym. I ja osobiście uważam, że odpowiedzialny "oswoiciel" zwierzaka odpowiedzialnie podchodzi także do jego płodności. Oczywiście w warunkach idealnych, w tym domu z bezkresnym ogrodem może sobie hodować dzikie zwierzęta i to nie tylko domowe koty. Ale niestety w warunkach, jakie narzuca nam cywilizacja, argumentacja, że się chce mieć dzikie zwierzę w m-4 bez kontaktu z innymi przedstawicielami tego samego gatunku trochę egoizmem jak dla mnie pachnie. Ale to jest moje zdanie.
                                                  Gdybym nie mogła znieść myśli o sterylizacji ukochanego zwierzaka sprawiłabym sobie parkę super rasowców i zajęła się ich hodowlą.
                                                  --
                                                  "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
                                                  • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:46
                                                    Dla mnie nazywanie żywego osobnika "poduszką" nie jest pogardliwe. Ocenianie osoby, która "en son âme et conscience" podjęła decyzję o wykastrowaniu zwierza jako kogoś zmieniającego żywą istotę w przedmiot - takoż. Za to bezbrzeżne i bezwarunkowe uwielbienie dla natury i jej praw lekko mnie śmieszy, ale uśmiechu było mniej niż przestrachu przed rażeniem tego pierwszego ładunku o uprzedmiotowieniu. Ale, jako się rzekło, Gat płochliwy jest i nad przestrachem czasem słabo panuje. Teraz już mi przeszło i już tylko się uśmiecham nad tym ubóstwieniem Pani Natury.
                                                  • gat45 JEST !!!!!! 10.04.15, 18:58
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Dla mnie nazywanie żywego osobnika "poduszką" [xxx nie xxx] jest pogardliwe. Ocenianie os
                                                    > oby, która "en son âme et conscience" podjęła decyzję o wykastrowaniu zwierza j
                                                    > ako kogoś zmieniającego żywą istotę w przedmiot - takoż. Za to bezbrzeżne i bez
                                                    > warunkowe uwielbienie dla natury i jej praw lekko mnie śmieszy, ale uśmiechu by
                                                    > ło mniej niż przestrachu przed rażeniem tego pierwszego ładunku o uprzedmiotowi
                                                    > eniu. Ale, jako się rzekło, Gat płochliwy jest i nad przestrachem czasem słabo
                                                    > panuje. Teraz już mi przeszło i już tylko się uśmiecham nad tym ubóstwieniem Pa
                                                    > ni Natury.

                                                    Mialo być : JEST POGARDLIWE.
                                                    Przepraszam.
                                                    Przejęłam się :(
                                                  • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 18:58
                                                    To nie jest kwestia uwielbienia dla natury.
                                                    Kwestia wyboru i decyzji, czy przyznajesz sobie (jako opiekunowi, bo jesteś mądrzejszy, lepszy, wyższy w hierarchii itp)) prawo do wykastrowania (tu: dosłownie i w przenośni) stworzenia, nad którym, jak ci sie wydaje, masz władzę, które w stosunku do ciebie jest podwładne, znajduje się niżej, jest zależne. I pozostaje pytanie: komu pomagamy?
                                                    Zmykam.
                                                  • gat45 Re: Pomożecie? 10.04.15, 19:16
                                                    Podejmuję tę decyzję zupełnie tak samo, jak podejmowałabym o poddaniu zwierza (czy siebie samej) operacji lub nie. Nie odczuwam ani metafizycznego, ani egzystencjalnego lęku przed "nieuprawnioną interwencją w niewzruszone prawa natury".
                                                    Co ja zrobię, jak nie odczuwam takich wzniosłości ? No co ? Naturę jako taką szanuję w sposób umiarkowany, mniej więcej tyle, ile ona szanuje mnie. Czyli bardzo oszczędnie. A jak już, to wcale nie uważam, żeby hormony płciowe miały status wyższy niż insulina czy inny hormon "zwyczajny". Skąd takie uprzywilejowanie akurat tego, co wydzielają nasze gonady ?
                                                  • ploniekocica Re: Pomożecie? 10.04.15, 19:50
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Podejmuję tę decyzję zupełnie tak samo, jak podejmowałabym o poddaniu zwierza (
                                                    > czy siebie samej) operacji lub nie. Nie odczuwam ani metafizycznego, ani egzyst
                                                    > encjalnego lęku przed "nieuprawnioną interwencją w niewzruszone prawa natury".
                                                    > Co ja zrobię, jak nie odczuwam takich wzniosłości ? No co ? Naturę jako taką sz
                                                    > anuję w sposób umiarkowany, mniej więcej tyle, ile ona szanuje mnie. Czyli bard
                                                    > zo oszczędnie. A jak już, to wcale nie uważam, żeby hormony płciowe miały statu
                                                    > s wyższy niż insulina czy inny hormon "zwyczajny". Skąd takie uprzywilejowanie
                                                    > akurat tego, co wydzielają nasze gonady ?

                                                    O to to - powiedziała Kocica, potykając się o dwie pędzące poduszki, które własnie postanowiły sobie pogalopować jedna za drugą. Teraz się radośnie tłuką, zamiast leżec w depresji za utraconą seksualnością.

                                                    Mam jeszcze jedno pytanie do obrońców zwierzęcych gonad : a co z antykoncepcją? Też przecież w naturę ingeruje, gospodarkę hormonalna zmienia i nawet do niektórych chorób ( i nie mówimy tu o tych samych, co to o nich Terlikowski) się naprawdę w pewnym stopniu przyczynia.
                                                    --
                                                    "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
                                                  • mania.sza Re: Pomożecie? 10.04.15, 22:08
                                                    gat45 napisała:

                                                    > Podejmuję tę decyzję zupełnie tak samo, jak podejmowałabym o poddaniu zwierza (
                                                    > czy siebie samej) operacji lub nie.

                                                    Decyzję o operacji podejmuje sie w obliczu zagrożenia zdrowia lub życia.
                                                    Kastracja nie podpada pod to.

                                                    > A jak już, to wcale nie uważam, żeby hormony płciowe miały statu
                                                    > s wyższy niż insulina czy inny hormon "zwyczajny". Skąd takie uprzywilejowanie
                                                    > akurat tego, co wydzielają nasze gonady ?

                                                    Możesz swojemu kotu czy psu (albo sobie?) wyciać tarczycę na przykład, albo trzustkę.
                                                    Why not? Przynajmniej dowiesz się, jak się czuje(sz) bez.

                                        • magdolot Re: Pomożecie? 10.04.15, 22:35
                                          Gatu, bohaterze, biję Ci niskie pokłony. "Auteczka" pana Hrabala drugi raz nie przeczytam, bo nie. Tego jednego nie.
                                          Dwa dni się zbierałam do "przerwania" lwich paszczy.
                                  • mu_ndek Re: Pomożecie? 11.04.15, 02:28

                                    Ups... a czymże - ja prosta małpa - tak strasznie pogardzam - w przerażający sposób? - krzykiem obezwładniając aż do walkowera?
                                    Bitwą na poduszki? ( Być może pogarda jest mi emocją/ uczuciem najbardziej obcym –więc niezasłużone pudło)
                                    Osobiście przeraża mnie - jednomyślność - natomiast piski i krzyki w świcie zwierząt –to dość naturalne - jakoś mnie nie ruszają.
                                    Ciiii..szaaaa jest w kontaktach zwierząt bardziej niepokojąca.

                                    (Jeśli wszyscy się zgadzają to zazwyczaj nic z dyskusji nie wynika i jest nudnawo niepotrzebna)

                                    Jak mi się zdaje (a pewnie mi się zdaje jak każdemu) jedynie wyrażam swoje podmiotowe zdanie - poparte (w sprawie psów i terminu kastracji) szczątkowymi badaniami. (w sposób „skondensowany” z braku czasu)

                                    A że lekko w sposób emocjonalny się wyrażam ... bo taki mam stosunek do zwierząt. Emocjonalny - do wszystkich – np. naczelne z racji „rozwoju” –który same sobie przypisują/racjonalizują – bywają najśmieszniejsze - ale walka ze śmiesznością własnego gatunku – jak myślę i mnie przysługuje ( że ta śmieszność jest czasami tragiczna -dla tych „mniej rozwiniętych” a nierzadko dla całego gatunku – to także sprawa dość ważna.
                                    ( Co do śmieszności to uwaga - statystyczna do nikogo nie skierowana – jedynie do gatunku. Muszę być ostrożny.).

                                    Dla mnie to sprawa wyłącznie osobista i jak zazwyczaj nie udaje mi się - nie uogólniać – tak teraz chciałbym to wszystko raczej sprowadzić do prostego własnego zainteresowania - wszystkimi na równi – zwierzętami. Traktuje je z zainteresowaniem i ciekawością. Zasługują na naszą ciekawość – toż to nasi kuzyni a ja jako dumny przodek eonów drapieżników mam dla nich szacunek i podziw.
                                    Naturze - za jej kompletną obojętność oraz przypadkową głupotę - nie mam raczej nic do powiedzenia a jej idylliczny obraz uważam za nieprzyzwoitą czułostkowość – przecież jest wredna(a że się jej udało kilka przypadkowych stworzeń – to cud niezrozumiały) Mam do niej duży dystans – i ten dystans uważam za przejaw początków -człowieczeństwa – gdyby to określenie nie było - na wyrost w ustach małpy (rzecz jasna takiej jak ja – no długo z tą ostrożnością nie wytrzymam)
                                    Spraw wiele wypłynęło a u mnie czasu ja na złość mało.

                                    Podobnie jak Magdę w locie – niepokoi mnie „zwyczajowa” łatwość miłości.
                                    (O Heglu – niechętnie ale Schopenhauer – bardzo proszę – jeden z ważniejszych i może... ale... ale to miało być - że my tu dyrdymały opowiadamy a kocica gore?)

                                    Co do reszty - można by długo historyjki opowiadać – bo jak mówiłem mam niejakie doświadczenie w poznawaniu zwierząt – ale każdego z osobna z nieustanną ciekawością – są przecież tak różne. Poznałem na przykład zwalistego czarnego jak noc – wykastrowanego kota – który zaznaczał teren i był wypuszczany wieczorem w blokowisko – a potem musiałem biegać (już to ktoś opisywał) i szukać jeśli się spóźniał. Pomagała mi w tych poszukiwaniach - urocza sunia (z którą się dogadałem) – „wyżeł kałużowy” - podłego wzrostu– nie większa od niego (mała a nie wredna). I kiedy już go znalazła pod jakimś wyżej zawieszonym autem na parkingu – to zapędzała do drzwi niby owcę - mimo fukania –Iwana. Tak - wykastrowany a zaznaczał –różnie to bywa i nie w tym rzecz czy wykastrowany czy nie – to osobista sprawa – ja bym mu tego nie zrobił ot i wszystko.
                                    Z drugiej strony takie obgadywanie Iwana poza jego wielkimi gałami ? – czy mu coś wycieli czy nie? toż to nie wypada – pewnie by się czuł urażony - przecież to wyłącznie jego intymna – także osobista sprawa.

                                    PS.
                                    Nie jestem idealistą – podsumowując raz jeszcze – lepiej kastrować później - już po różnym dla każdego gatunku – okresie początkowego rozwoju układu nerwowego – bo hormony to delikatna sprawa - mało o ich specyficznych właściwościach i oddziaływaniach wiemy (szczególnie u kotów).
                                    O reszcie szaaa i cichuuutko to osobista sprawa podobnie jak wiele innych nie do rozstrzygnięcia - "w imię " "czy dla dobra" bo imię zazwyczaj inne a i dobro różnie pojmowane.

                                    --
                                    Groucho : No Ravelli – proszę iść trochę szybciej.
                                    Chico : A po co się tak spieszyć - szefie? Przecież donikąd nie idziemy.
                                    Groucho : W takim razie ruszamy biegiem i skończmy z tym raz na zawsze.
                        • ave.duce Re: Pomożecie? 10.04.15, 20:56
                          mu_ndek napisał:

                          > - wyciągnięta ze śmietnika księżna odpadków

                          A po co ją wyciągałeś? Może jej było dobrze w takim naturalnym środowisku?
                          --
                          "W jedności siła naszej Ojczyzny, naszego Narodu. Zwyciężymy, tym razem do końca" >
                          prezes premier Jarosław K. 7.10.2006

                          Forum ze Dworum/Freedom
                    • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 15:46
                      Mogę się wydać nawiedzona, ale nie tu - wiem, że rozumiecie.
                      Już tu przeżywałam z Wami operację Nikusi.
                      Nie wiedziałam, że dobrze jest koteńkę "zakwaszać", wodę gotowaną dawać etc.
                      Nikusia zdrowa od czasu, gdy tę karmę ma leczniczą i wodę tylko gotowaną.
                      No to teraz o maleńką chcę zadbać, by nie miała tego, co Niki.
                      Koty mało mówią.
                      Trzeba się domyślać.
                      No to kombinuję.
                      Dzięki za wskazówki.
                      • ewa9717 Re: Pomożecie? 09.04.15, 16:16
                        Czy zdjęcie obrazuje ... hm... stosunki bilateralne?
                        A Krzysia śliczna, Pingwinicy też nic nie brakuje, ale sama rozumiesz na podium zajmują pozycję 2 i 3, na górce Pan Czesio ;)
                        • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 09.04.15, 16:26
                          Gdy Nikusia chorowała poważnie, to mówiłam do niej tak:
                          - Śliczne uszka, nosek brązowy, najładniejsza na cały świat, a nie jakiś głupek.

                          No i wzięła się za siebie i wyzdrowiała.
                    • damakier1 Re: Pomożecie? 09.04.15, 16:15
                      mu_ndek napisał: nt

                      No, kurdi moldi! Jakby Pan Czesio przeczytał, żeś go porównał do poduszki, to by go szlag trafił!

                      --
                      "Dama ma - jak zwykle rację. I nie może być inaczej, skoro jest Damą."
                      (aut.: ToJaJurek)

                      Wrona i inne zwierzaki
                      • klara_izydor Re: Pomożecie? 09.04.15, 18:55
                        Żaden z moich sześciu wysterylizowanych kotów nie jest poduszką!Po prostu - hormony nie padają im na mózg.
                        W hierarchii ważności - Rychu jest trzeci - po Pikselu i Bazylu,mimo swoich jaj.
                        Rychu trafił do domu ostatni i rozumie,że jest namber 3.
                        Ale moje koty są z wolnego wybiegu.Przynajmniej dwa robią na dwa domy.Jeśli w domu pojawia się osobnik,który im nie pasuje - znikają.Pojawiają się natychmiast po zniknięciu osobnika..
                        Trudno mi się wypowiadać o kotach zdecydowanie domowych.Moje są półdzikie,więc kastracja była obowiązkowa.
                        Dopłacam również do sterylizacji bezdomnych kotów działkowych,a zwłaszcza kotek.
                        I stąd moje rozterki związane z Rychem.Broni terenu przed innymi kocurami - chwalebne,ale czy nie gwałci przy okazji bezdomnych koteczek?
    • ploniekocica Olgo!!!! 10.04.15, 16:37
      Przechodziłam przed chwila obok weta i są już rozpiski o darmowych sterylizacjach. Wczoraj sie podobno ukazały.
      --
      "W przyrodzie tak już jest, że jak coś jest małe, cherlawe i niezbyt mądre, to musi być jadowite" R.Kipling
    • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 11.04.15, 17:04
      Dzięki.
      Żem wszystko dokumentnie poczytała.

      Już chyba rozpoznałam o co idzie: jednak ruja.
      Maleństwo się męczy okropnie, bo dzieci chce mieć.

      Niusia się przy niej męczy też, bo, gdy tamta zawodzi maukami, to Nicolce wyraźnie przykro - więc już nie chcę słuchać gadek o tym, że koty nie mają uczuć .
      IMO, mają swoje zdanie, ale empatię też.
      Niki Krzyśki nosek wciąż wącha.
      I widać, że nie wie, co jest grane - przychodzi wciąż się tulić.

      Miałam problem ze sterylką Nicole, bo sobie myślałam, by jej nie okaleczać.
      Ale potem mi zawodziła, miauczała i tarzała się na podłodze tydzień w tydzień.
      Wet powiedział, że ją krzywdzę, że to gorsze cierpienie, niż sterylka.
      Mnie się też teraz zdaje, że Krzysiuka się bardzo męczy - no nie można rozmnażać, bo to następne kociarstwo bezdomne. A ona tak chce dzieci mieć - i męczy się - chyba to drapanie w lustro było początkiem niepokoju z rują związanego.

      A możesz informację podać. Kocziczko, gdzie są te listy wetów, którzy weszli w ten program zapobiegania bezdomności?

      I tak teraz za późno, bom w sieci wyczytała, że najlepiej z tą sterylką przed pierwszą rują.
      A potem dla zdrowia małej dobrze odczekać parę miesięcy.
      Ale nie wiem na ile to wiarygodne info.
      Się na psach ciut znam.
      Koteńkę mam tyle lat, a nie wiem, co dobre.
      Jedno się udało, że po dwóch latach leczenia i braku diagnozy się mi skojarzyło, że u Niki to tylko refluks: dać jeść często, ale mało.
      I nie wiem co z tą Krzysią - jak pomóc jej, by do sterylizacji dotrwała?
      Czytam w internecie, żeby podać coś na uspokojenie.
      Ale:
      1/The first - nie pójdę do psychiatry po receptę dla kota
      2/The second - się bym lękała, że podam za dużo i chcąc pomóc, wezmę i zamorduję.
      • ploniekocica Re: Pomożecie? 11.04.15, 17:23
        Olgo,
        oczywiście, że koty maja uczucia. Inaczej je okazują niż psy, ale mają.
        Ale nie myśl, że Twoja Krzysia chce mieć dzieci. Bo zaraz przychodzi na myśl szczęśliwa mamusia otoczona gromadka kochanych słodkich maleństw. A Krzysi małej w ogóle nie o te maleństwa przecież chodzi. Sama nie wie zupełnie o co jej chodzi.
        Moja Pingwinica miała pierwszą rujkę prawie dwa miesiące. I zamieniła się z okrąglutkiej sówki w chuderlawe zabidzone niewiadomoco. Az wstyd mi było z nią do weta chodzić, bo od tej samej wetki wzięłam ją wyrzuconą z domu, ale tłuściutką, a teraz taki chuderlak. Ale wetka powiedziała, że to normalne i że często kotki domowe tak ciężko przechodzą rujki, bo w środowisko naturalnym wystarczy, że spotka samca (towarzysko), a w klatce mieszkania to niemożliwe.
        Nie czytaj internetu, bo co kociarz to pomysł inny, jak widać nawet w tym wątku, idź do weta - sama bez kotki i po prostu zapytaj. Znakomita większość weterynarzy kompletnie za darmo porozmawia i doradzi. Tylko wybierz moment, kiedy nie ma kolejki.
        --
        "... rasowe smoki są przeważnie szczupłe, poważne i bardzo muzykalne. Są tak muzykalne, że nigdy nie słuchają muzyki. Muzyka je drażni i w tym rozdrażnieniu zjadają ludzi." B.Krupska
        • klara_izydor Re: Pomożecie? 11.04.15, 18:49
          Olgo,każdy kot,podobnie,jak każdy człowiek jest inny.
          Nasza przygoda z kotami zaczęła się 10 lat temu,z chwilą przeprowadzki do szeregowego domku na granicy miasta.Za nami już tylko pola i nieużytki.
          Dostaliśmy od pewnej starej kociary dwie kotki : szarego Behemota i żółtego Pikusia.Pikuś był tak mały,że ssał podwozie nieco starszego Behemota.Obie okazały się być kotkami ;)
          Przez dwa lata podawaliśmy im środki antykoncepcyjne domięśniowo.Horror!Po dwóch latach obie zaciężyły i to na moich oczach i moim tarasie!
          Pikuś - wyjątkowo wrażliwy rudzielec - wyła,jak gwałcona kobieta.
          Besia była cała happy.
          Pikuś urodziła troje przepięknych kociąt - rudy Rokita został z nami,a reszta natychmiast znalazła dom.
          Besia zaciężyła z bardzo dużym samcem - Winstonem i nie mogła urodzić.Skończyło się cięciem cesarskim i tylko jedno z 8 kociąt przeżyło.Może i dobrze,bo kto by je wziął?
          Panna Winstonówna została z nami i jest nieco gapowata - tłumaczymy to niedotlenieniem okołoporodowym.
          Wszystko wskazywało na to,że Besia będzie wspaniałą matką,a okazało się odwrotnie.
          Potem co rok coś się do na przybłąkiwało.Stosowaliśmy zasadę,uzgodnioną z weterynarzem - kociczki sterylizujemy po ukończeniu 6 miesięcy,kocurki - 13 miesięcy.Wet nam wytłumaczył,że wcześniejsza kastracja kocurków może powodować kłopoty z cewką moczową.
          Praktycznie - sterylizowaliśmy kocurki z chwilą,gdy zaczynały "perfumować" mieszkanie.
          Moja rada - przeczekaj ruję,bo teraz narządy rodne są bardzo przekrwione i wysterylizuj Krzysię.
        • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 11.04.15, 19:24
          Się umartwiam
          No ja wiem, jak głupio brzmieć to może - się użalam infantylnie.
          Ale przygarnęło się Krzyśkę, to należy być odpowiedzialną.
          Taka biedna jest.
          Ogrom niepokoju u maluszki, a ja sama chora i już nie wiem czy wszystko dobrze robię, by dzieciakowi pomóc.
          A z nią od początku kłopot taki miałam - Krzysia MNIE sikaniem znaczyła.
          To nie był kotek dziki, ale chyba krzywdzony.
          Ona się chyba lęka, że mnie nie będzie mieć.
          Ona, choć kuweta czyściutka - no gdy są dwa koty, to żwirek wymieniany w te i nazad. gdy tylko nie dopilnuję, siusia zawsze w to samo miejsce - tam - gdzie śpię.
          Nigdy nie zrobiła chamówy w innym mi miejscu-
          Piorę i piorę, bo nie ma możliwości, by choć ciut nasikała i całości nie wyprać - śmierdzi niemożebnie.




          • klara_izydor Re: Pomożecie? 11.04.15, 20:02
            Olgo,mam to samo.Trzyłapka sika w domu od 3,5 lat!Kupę robi do kuwety i zawiadamia mnie głośnym zaśpiewem.Chwalę i dopieszczam na wszystkie sposoby.
            A z sikaniem nie może zaskoczyć...
            Za to jest coraz silniejsza.Gdyby zorganizować olimpiadę dla kotów niepełnosprawnych - moja Lolita stanęłaby na podium.
            Poważnie,to nieprawdopodobne,gdzie ona potrafi się wspiąć.
            Daj Krzysi szansę,ona jeszcze pokaże na co ją stać :)
            • olga_w_ogrodzie Re: Pomożecie? 11.04.15, 20:47
              No to wiesz, Klaro, co to jest sikanie kocie, zwłaszcza, gdy się jest szopką praczką - ja jestem - musi być czysto.
              Gdy Krzsiulek choć kroplę wysiusia - MUSZĘ prać wszystko.
              Ale widzę ja, że ona naprawdę po prostu zaznacza, że już bezdomniarą nie jest i że ja jestem jej.

              Trzyłapka? Ale, że łapiny nie ma jednej?
              Lolitka niepelnosprawna?
              A Ty masz coś wspólnego z tym toruńskim hospicjum dla kotów umierających?

              /Jezu - mam nadzieję, że akurat TU nikt się nie znajdzie, kto nadmieni, że jaka to podłość koty ratować, gdy ludzie umierają/
              • klara_izydor Re: Pomożecie? 11.04.15, 21:36
                Mieszkam dość daleko od Torunia.
                W Polsce zachodniej.Lolita trafiła pod moje drzwi z połamaną tylną nóżką - ktoś ją kopnął lub przejechał rowerem.Nie wiem,czy przyczołgała się sama,czy ktoś ją podrzucił.
                Natychmiast pojechaliśmy do weterynarza i zapłaciliśmy za leczenie.Lolita miała po leczeniu trafić do schroniska,bo dokładnie w tym samym czasie - mąż przyniósł do domu białą i głuchą albinoskę,też maleńką.
                Popełniliśmy błąd (?) i po kilkunastu dniach pojechaliśmy do schroniska,by sprawdzić,jak się czuje Lolita.
                Oczywiście czuła się źle - wciśnięta w kraty klatki.Podjęliśmy się adopcji i Lolita trafiła do naszego domu.
                Pierwszej zimy - prawie wyłysiała - drapiąc się zajadle.
                Teraz tylko sika :) W międzyczasie odszedł z tego świata rudy Rokita i Biała Głucha.Prawdopodobnie zjadły trutkę na szczury.Pikuś prawdopodobnie zeskoczyła do innego szeregowego ogródka i skończyła w psiej paszczy,ale to są tylko domniemania.
                Bazyl - czarny prawie Bryjczyk dwa razy był wykradany.Ostatnim razem - zniknął na kilka miesięcy,a potem pojawił się w drzwiach tarasu i dłuuugo opowiadał o swoich przygodach.
                Tak wygląda historia kotów z wolnego wybiegu.Cieszą się wolnością,ale bywa,że płacą za tę wolność życiem.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka