Dodaj do ulubionych

opuszczone

31.07.15, 18:39
Niedawno miałam okazję być w okolicy czegoś, co kiedyś było sanatorium
okazało się, że drzwi są otwarte i właściwie bez żadnych przeszkód można sobie to pooglądać, ale ostrożnie, uważając na nogi, bo złomiarze znaleźli świetne miejsce pełne skarbów, a wilgoć załatwiła podłogi, nadal drewniane
z dawnych czasów pozostało kilka pamiątek, jak np. płaskorzeźby czy rzeźba górnika z dziećmi
ogląda się to ze wzruszeniem, szczególnie wtedy, gdy pamięta się czasy świetności
ktoś nawet założył stronę z fotkami takich miejsc i poza prewentorium czy raczej resztkami tego, co z niego pozostało, jest jeszcze jedno miejsce, które tam pokazano a ja znam z dawnych czasów - Kozubnik
żal serce ściska
naprawdę
Obserwuj wątek
    • scoutek Re: opuszczone 31.07.15, 18:42
      Kozubnik jeszcze raz
    • ave.duce Re: opuszczone 31.07.15, 19:24
      W tej "Polskiej Szwajcarii" w Wiśle byłam kilka lat temu. Niezły przykład modernizmu.
      • scoutek Re: opuszczone 31.07.15, 19:34
        no, szkoda, że remontem to trochę spaprali
        • ave.duce Re: opuszczone 31.07.15, 21:53
          trochę ;(
    • trusiaa Na pocieszenie 01.08.15, 08:52
      Całkiem niedaleko jest zabytkowy i w doskonałej kondycji szpital w Bystrej Śląskiej.
      Jeszcze tu.

      scoutek napisała: drzwi są otwarte i właściwie bez żadnych przeszkód można sobie to pooglądać, ale ostrożnie, uważając na nogi, bo złomiarze znaleźli świetne miejsce pełne skarbów, a wilgoć załatwiła podłogi

      Przypomniałaś mi zwiedzanie pałacu w Narolu, gdy ten był jeszcze w ruinie. Byłam tam z Ojcem. Najpierw obejrzeliśmy go sobie od zewnątrz, ale kiedy okazało się, że można wejść do środka... ha! A kiedy okazało się jeszcze, że schody do piwnic są całkiem całkiem - ziuuuu na dół. Ojciec miał latarkę, więc chodziliśmy sobie bez przeszkód po tym labiryncie. Nagle słyszymy przytłumione głosy - ktoś schodzi do piwnic. Ups. Dotarliśmy w najdalszy ślepy zaułek, Tata zgasił latarkę i tak sobie staliśmy, przyklejeni do ściany. Ci ludzie doszli aż do nas, ale nie zauważyli, bo zasłaniała nas sterta starych krzeseł. Ciekawa jestem, jakie mieli by miny, gdyby na nas wpadli.
      • scoutek Re: Na pocieszenie 01.08.15, 10:36
        po budynku sanatorium też nie chodziłam sama tylko z wielkim facetem, na wszelki wypadek
        niesamowite jest takie chodzenie po miejscach, gdzie kiedyś kwitło życie
        a do tego jak się było w środku tego życia wtedy i teraz wspomina, to jest dopiero wrażenie

        Kozubnik to był kiedyś niesamowicie nowoczesny i bogaty ośrodek wypoczynkowy, złoto aż kapało z żyrandoli, bo Hutnicze Przedsiębiorstwo Remontowe był strasznie bogatą firmą
        mieli własne ujęcie wody, własny stok i wyciąg, korty tenisowe i basen, dom szefa HPR stał na kurzej łapce
        to było coś co normalnemu mieszkańcowi ówczesnej PRL nie mieściło się w głowie
        mnie się udało być ze dwa razy gościem tego ośrodka, z czego pamiętam jedno w jakieś święta wielkanocne i śmigus dyngus, który odstawialiśmy hydronetką z piątego piętra Kamieniołomu albo szlauchem z wodą pod ciśnieniem ok. 5 atm, która spowodowała, że ławka z pięcioma ludźmi po prostu się wywróciła i poleciala
        terenu pilnowały leniwe owczarki przywiezione ze Szwajcarii, których budy były wielkości Brdy, z częścią ogrzewaną i tarasową

        przed kilku laty Kozubnik stał się miejscem do paintballa lub ćwiczeń komandosów
        teraz to podobno ktoś wreszcie kupił i chce odnowić
        oby
        • trusiaa Re: Na pocieszenie 01.08.15, 10:56
          scoutek napisała: śmigus dyngus, który odstawialiśmy hydronetką z piątego piętra Kamieniołomu albo szlauchem z wodą pod ciśnieniem ok. 5 atm, która spowodowała, że ławka z pięcioma ludźmi po prostu się wywróciła i poleciala

          Yyyy... Scoutku?
          ?!
          • scoutek Re: Na pocieszenie 01.08.15, 11:20
            że niby nick mam za darmo?
            byłam łobuz kochana
            nieletnia mocno, z rodzicami tam byliśmy
            hydronetki mieli na każdym piętrze, z piątego piętra, gdzie była oranżeria laliśmy (ja i mnie podobni skauci;)) wodę po balkonach, gdzie opalały się jaśnie wielmożne panie, żony i kochanki różnych szczebli
            a ten szlauch to taki jeden miał do zamiatania terenu, zamiast miotłą, robił to wodą
            i chyba poszedł zakręcić wodę, bo zostawił lejącą się tak se
            wystarczyło podnieść
            we dwójkę, zbyt ciężkie było i zbyt silne
            wycelowane przez przypadek w ławkę drewnianą, na której siedziało kilkoro z nas
            no i pooooszło

            do 12 w południe brakło mi ubrań na zmianę
            • trusiaa Re: Na pocieszenie 01.08.15, 11:42
              W sumie, to ja też byłam łobuz - wałęsa. Nigdy nie trafiałam po lekcjach prosto do domu, bo fajniej było przedzierać się z chłopakami podwórzami starych kamienic - po dachach komórek, co zabierało trochę czasu :) Albo tarzać się po ślizgawkach w parku (zjeżdżało się na tekturze, na teczce, na siedzeniu własnym) ubrania miałam sztywne od śniegu i lodu.
              Faaajnie było. Wzdech.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka