05.10.15, 09:11
Niepokoi mnie ta sprawa.
Mały odzew, bo chodzi o marynarzy, którzy pracują, a nie facetów co kajakiem płyną na biegun. Wtedy wszyscy im kibicują, choć w sposób idiotyczny narażają swoje życie, chcac komuś coś udowodnić
A tu chłopaki po prostu pracowali na chleb. No, może chleb z szynka. Jaki w tym romantyzm?

Dlaczego sprawa jest zagadkowa? Otóż statek dzisiaj nie może sobie ot tak zatonąć bez śladu. Na najwyższym pokładzie ma "czarną skrzynką" tzw VDR (Vovage Data Recorder) zapisujący parametry ruchu statku, rozmowy na mostku, trajektorję pozycję statku itp, z własnym. twardym dyskiem. Jest to urządzenie umieszczone w pływającej kapsule. Kiedy statek tonie, zwalniak hydrostatyczny uwalnia kapsułe, która wypływa na powierzchnię nadając sygnały i niemal natychmiast jest lokalizowana przez globalny system GMDSS (patrz Wiki).
Dodatkowo na skrzydle mostku jest zamocowana w podobny sposób radio pława, która kiedy znajdzie się w wodzie zaczyna nadawać sygnały z pozycją zdarzenia. Sam statek tez może nadawać w sposób automatyczny sygnał wzywania pomocy (SOS już nie ma od początku lat 90) Robi się więc raban na cały świat. Nawet przypadkowe uruchomienie radio pławy wywołuje alarm. Były takie wypadki
Nawet jak na skutek awarii staną generatory prądu, a zwykle jest ich 3, jeden pracuje, drugi w jest w tzw "gorącej rezerwie" i startuję automatycznie, kiedy jest awaria aktualnie pracującego, a trzeci może być w przeglądzie, to jeszcze jest generator awaryjny i potężna bateria akumulatorów, wystarczająca z powodzeniem dla utrzymania łączności.
Wyłowione koło ratunkowe o niczym nie świadczy, bo może być wypłukane przez falę. Wisi na wieszaku i nie jest niczym przymocowane do statku. Też gubiłem takie w sztormie.
Więc co się stało. Moim zdaniem statek dryfuje bez maszyn.
Oczywiście 100% pewności nie ma, ale z drugiej strony trudno mi uwierzyć, że wszystkie systemy wzywania pomocy zawiodły.
Smutno mi...
Obserwuj wątek
    • 99venus Re: "El Faro" 05.10.15, 09:28
      sprawa jest rzeczywiscie zagadkowa.to przecież olbrzymi statek o długosci przeszło 200m.
      jeżeli dryfuje to dziwne,że nie został zauważony przez samoloty.jeżeli zatonął to dlaczego nie działają systemy alarmowe?
      czy wiadomo co przewoził w kontenerach?
      obawiam się najgorszego.
      • mariner4 Re: "El Faro" 05.10.15, 10:04
        Nie ma znaczenia co przewoził. Zresztą fracht pobiera się od sztuki, a nie od zawartości.
        Statek jest bardzo stary -1973. To wiek matuzalemowy. Ale on pływa pod banderą naropdową USA. Oni mają wysokie standardy bezpieczeństwa.
        M.
        • ave.duce Re: "El Faro" 05.10.15, 10:39
          Uważam, że w tej sytuacji dobrze byłoby wiedzieć, co przewoził.
          Wcale nie ze względu na wysokość frachtu.
          • mariner4 Kiedyś na statkach drobnicowych 05.10.15, 11:13
            był dokument tzw "Manifest", opisujący cechy ładunku. Ładunek opisany był w konosamencie. Fracht obliczał się w zależności od rodzaju, ceny i innych cech ładunku w/g publikowanych taryf. Na kontenerowcu może być miliony pozycji w tysiącach kontenerów. Niewykonalne. Zanany natomiast jest ciężar kontenera.
            M.
        • 99venus Re: "El Faro" 05.10.15, 11:20
          czasami jądrem sprawy jest fracht.
          • mariner4 Powtarzam. Kontenery mają fracht zryczaltowany 05.10.15, 11:44
            Z ładunkiem, skąd dokąd, jedna stawka. To samo pusty. Chłodzone inaczej i specjalistyczne też.
            Inaczej system by padł. Zawartość idzie mailem od tego co pakuje kontener do odbiorcy. finalnego. Nadawca deklaruje zawartość władzom celnym. Kontener jest plombowany. Deklaracji wymagają materiały niebezpieczne w/g klasyfikacji IMO. Na statku nie ma na to czasu ma studiowanie zawartości, której może być miliony pozycji.
            Na promach jest tzw "Ferry Vehickle Ticket" i też nie deklaruje się zawartości.
            To był huragan, szukanie spisków nie ma sensu.
            M.
            • 99venus Re: Powtarzam. Kontenery mają fracht zryczaltowan 05.10.15, 14:24
              Kapitanie,my się nie rozumiemy.moje pytanie zmierzało do zastanowienia się się czy przypadkiem zawartość kontenerów nie jest przyczyną znikniecia statku.to nie załoga ma sprawdzać tyko należy to chyba sprawdzić teraz wobec faktu zaginięcia statku.
              to nie szukanie spisku tylko sprawdzenie jednej z wersji przyczyny.
              • mariner4 Sprawdisz np 4000 kontenerów? 05.10.15, 14:31
                jak?
                M.
                • 99venus Re: Sprawdisz np 4000 kontenerów? 05.10.15, 15:54
                  tak,po listach przewozowych w komputerze.
                  • mariner4 Tłumaczę Ci, że na statku takiej listy nie ma 05.10.15, 16:42
                    Jest plan ładunkowy z lokalizacją kontenerów.
                    A co w środku, interesuje celników w porcie załadunkowym.
                    Przyczyną wypadku był huragan. tak jak w Smoleńsku mgła. I ani w jedntm, ani w drugim przypadku spisku nie było. Tylko Macierewicze myśłą inaczej.
                    M.
                • gat45 Re: Sprawdisz np 4000 kontenerów? 05.10.15, 15:56
                  Musi istnieć jakaś lista kontenerów, które załadowano na ten konkretny statek. We Francji zwie się to "connaissement" i chodzi mi po głowie - ale bez gwarancji - że w Polsce nazywa się konosament. A dzięki takiej liście chyba możliwy jest kontakt z właścicielem kontenera (nadawcą, jeżeli sprzedaż franco lub odbiorcą jeżeli loco). W ostateczności choćby zapytanie do urzędu celnego, który przyjął deklarację o zawartości.
                  Gwarancji, że w środku jest to co oficjalnie zadeklarowano, oczywiście nie ma.
                  • mariner4 To się dzieje poza statkiem. 05.10.15, 17:02
                    Spedytorzy celnicy itp. Tylko materiały niebezpieczne są osobno deklarowane. Na przykład materiały wybuchowe. Regulują to przepisy.
                    Nie wiem czy wiesz jak wyglądają przeładunki? Nawet wielki kontenerowiec stoi na terminalu kilka godzin i dalej w drogę.Pośpiech jest ogromny. Jak się spóźni na terminal, wypada z kolejki.
                    Najnowocześniejsze terminale są skomputeryzowane. Dźwigi, suwnice, pojazdy pamiętają dokładnie gdzie postawiły kontener na placu. Zapamiętują też położenie kontenera na statku. To idzie mailem do portu przeznaczenia i tam dźwigi odnajdują same kontener na statku i pamiętają gdzie stawiają go na placu. na terminalu jest dziesiątki tysięcy kontenerów czasem. Tego nikt by nie spamiętał, przy tym tempie prac. Wszystko jest zautomatyzowane. Nie ma czasu szukać, czytać o zawartości. Doba eksploatacji takiego statku, to dziesiątki tysięcy dolarów. Nawet godzina straty to duże pieniądze. Formalności są załatwiane zanim kontener znajdzie się w porcie. Jak już tam jest, jest yo trochę tak jak w przypadku TIRów. Kilka godzin i w drogę. Armator śledzi drogę statku. Jak się jest po kreską z czasem, armator się piekli, że się nie zdąży na swoja kolejkę na terminalu. Jak się jest przed czasem, to znów źle, bo czepiają się, że za dużo paliwa zużywa. A taki kontenerowiec potrafi spalić 120 ton paliwa na dobę a 300 USD/tona. To jest młyn. Dlatego nigdy nie chciałem iść na te statki, choć miałem propozycje.
                    Pomijam już to, że ten statek mógł w tym sztormie stracić wiele kontenerów zmytych do morza.
                    M.
                    • gat45 Re: To się dzieje poza statkiem. 05.10.15, 18:31
                      Chodzi mi o to, że musi istnieć możliwość "wrócenia po śladach". W szczególnych przypadkach, takich jak ten właśnie. Dzisiaj, kiedy udaje się prześledzić do tyłu drogę każdej tuszy zwierzęcej już po jej przekształceniu na gotowe danie, które ktoś dawno już zjadł kupiwszy w dowolnej sieci detalicznej i wydalił (patrz niedawny skandal z polską i rumuńską koniną w mrożonych daniach produkowanych przez francuskie firmy - odtworzono dostawy mięsa sprzed 6 lat), chyba przynajmniej podobna "traceability" istnieje dla przewożonych załadunków. Nie mówię, że robi się to regularnie, ale że musi istnieć taka możliwość.
                      • mariner4 Pewnie istnieje i to będzie 05.10.15, 18:49
                        przedmiotem dochodzenia. Ale przyczyną wypadku był huragan.
                        M.
    • inna57 Re: "El Faro" 05.10.15, 10:49
      Tu się też wkleję bo na FK zaraz nas zakrzyczą hejterzy.

      Dryfowanie jest bardzo prawdopodobne. Joaquin to jeden z najdziwniejszych huraganów który szalał w tym regionie Atlantyku. Jeśli wpłynęli w ten rejon to faktycznie mogło ich zdrowo przetrenować. Huragan który praktycznie przez 10 dni tkwi i szaleje w jednym miejscu jest zjawiskiem niespotykanie rzadkim. Gdy dostali się w ten rejon wiele systemów mogło zawieść. Mogło się zacząć od awarii komunikacji. Później nieświadomi zagrożenia mogli wpłynąć w obszar szalejącego huraganu i tam utknęli. Mogło ich dopaść prawo serii. To jest bardzo uczęszczany żeglugowo szlak ale inne jednostki mogły otrzymać ostrzeżenie o huraganie i ominęły ten rejon. El Faro nie miał tego szczęścia. Nawet jeśli otrzymali przed wypłynięciem mapy prognostyczne to w tym momencie NOHA prognozowało że Joaquin będzie zachowywał się standardowo, nikt nie przewidział że będzie to huragan co najmniej chimeryczny w zachowaniu.
    • magdolot Re: "El Faro" 05.10.15, 15:39
      Też mnie to niepokoi i prawdę mówiąc liczyłam na Twój wątek tutaj w sprawie El Faro i na Twoje eksperckie zdanie w tej sprawie, bo dziennikarze się zwyczajnie nie znają, jako i ja się nie znam. Będę śledzić ten wątek i dzięki Ci za niego, a za ludzi z El Faro kciuki ja sobie trzymam, nadzieję mam że się znajdą i współczuję rodzinom. I czekam niecierpliwie na dalsze doniesienia z komentarzami eksperta.
    • man_sapiens Re: "El Faro" 01.11.15, 12:13
      Odnaleziono wrak.

      Piszą, że załoga meldowała przed zniknięciem nabranie wody, poważny, 15° przechył i kłopoty z silnikiem. To znaczy, że wśród ponad 10-metrowych fal załoga była przygotowana na konieczność opuszczenia statku. Mimo to żaden system sygnalizujący mayday nie zadziałał, nie znaleziono żadnej tratwy czy łodzi ani ciał załogi w kamizelkach czy kombinezonach (poza jednym).

      To musiała być fala fenomenalna, 25 metrowa albo większa. Te fale mają nie tylko gigantyczną wysokość (i energię) ale mają też inny kształt niż "zwykłe", sinusoidalne fale, mogą poruszać się w innym kierunku niż te regularne i mają prawie pionową ścianę, jak fale załamujące się na płyciźnie. Kapitan "Queen Mary", która spotkała taką 30m falę w 1995r. opowiadał, że wyglądała jak klify Dover. "El Faro" mógł zatonąć w kilkanaście sekund
      Ciekawe filmy BBC na temat tych fal są www.youtube.com/watch?v=0YVZn46KgTs&list=PLF7FBE5EA5E56AF7E&index=1

      Morze bywa okrutne. Na jachtach nieraz słyszałem, że dobrego skippera poznaje się po tym, że kiedy zaczyna się sztorm, to on otwiera butelkę z zimnym piwem. W portowej knajpie.
      Kiedy pływa się nie dla przyjemności ale dlatego, że to praca to nie jest tak prosto, "El Faro" musiał wypłynąć pomimo niekorzystnej prognozy.

      Zapalmy dzisiaj świeczkę za tych wszystkich, którzy zginęli na morzu.
      • man_sapiens Re: "El Faro" 02.11.15, 22:56
        Amerykanie obejrzeli wrak podwodnym bezzałogowym okręcikiem CURV 21 i potwierdziło się że to "El Faro".
        Teraz starają się znaleźć i wydobyć VDR - taką statkową czarną skrzynkę. To pewnie potrwa, ale jak się uda, to będziemy dokładnie wiedzieć co się stało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka