behemot17-13
13.05.18, 16:37
Wchodzę do spożywczaka celem zrobienia zapasów na weekend. W sklepie kilka pań i kilka panów i "atrakcja" - dobrze wstawiony facet nie za bardzo umiejący się wysłowić. Gość po przeżyciach, dłoń owinięta bandażem, prowizoryczny temblak i widoczne cierpienie na twarzy. Jest młody (na oko 25 lat), pomimo niewyraźnego wyglądu stara się być miły, przeprasza klientów i ekspedientki, jest głodny i prosi o parówkę i bułkę do niej, aaa, nie menel. Dochodzi do kasy, wyjmuje portfel, zdejmuje rękę z temblaku i płaci, a wszystkie te czynności jakże proste okupione wysiłkiem i grymasem bólu pokryte. Idzie do drzwi i jest bezradny, nie daje rady ich otworzyć, jedna ręka na temblaku zawieszona, druga zakupem obarczona. przeciskam się i otwieram drzwi by się wytoczył spokojnie, a gdzieś z otchłani sklepu słyszę - sam sobie winny.
Wracam z zakupami, facet siedzi w bramie i stara się konsumować, dalej z wyrzeźbionym grymasem bólu. Zakupione zapasy zostawiam i udaję się ponownie do spożywczaka, by zaspokoić moją lodówkę i znowu ten pijak. Znowu prosi tym razem o więcej parówek i pieczywa i płaci starając się być miłym i jak poprzednio ma kłopot z wyjściem, więc widząc bierność użytkowników sklepu przeciskam się i otwieram a gdzieś między ladą a półkami dobiega głos rozsądku - i tu niestety cenzura mogłaby nie przetrawić.
A mnie zrobiło się żal tego zaprawionego, tak po prostu.