Dodaj do ulubionych

Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem

09.11.09, 16:00
Nie wiem sama od czego można zacząć, za dużo nazbierało się rzeczy.
Ale ta najważniejsza. Pokłóciliśmy się ostatnio z moim mężem, a
raczej on naskoczył na mnie że nie powiedziałam mu o pewnej rzeczy
(nie zdrada). Świadkami tego zachowania były moja mama i teściowa. W
zasadzie maja mama była punktem zapalnym bo dopiero kiedy przyszła
ON zaczął się tak zachowywać. Leciały wyzwiska pod moim adresem,
najgorsze maksymalnie.. ALe potem mąż kierując się do mojej mamy
powiedział "jak pani się coś nie podoba to tam są drzwi", tej pani
już dziękujemy... Wspomnę że jesteśmy małżeństwem kilka lat. Mamy
dzieci. Nigdy się nie zdarzyło żeby moja mama zachowała się źle do
mojego męża. Wręcz odwrotnie. On musi pokazać co to on nie jest.
Moja teściowa reagowała tylko tak: jak możesz tak mówić, co w ciebie
wstąpiło, uspokój się. A on jej odpowiadał nie wkur.. mnie jeszcze
ty, i zamknij się. Cały czas powtarzał że nie on zrobił coś złego i
może sobie tak krzyczeć, bo jest u siebie.
Na drugi dzień po wszystkim sytuacja wróciła "do normalności" on się
uspokoił jeśli można tak powiedzieć. Ogólnie on ma wybuchowy
charakter i byle drobnostka urasta u niego do wielkiej awantury.
Poza tym zdarza mu się krzyczeć i przeklinać jak ja mu zwracam uwagę
żeby nie przeklinał (małe dzieci...) to on odpowiada że to jego
sprawa jak się będzie odzywał i żebym go nie upominała bo jest
dorosły. Wracając do tej sytuacji pytałam go co będzie z moimi
rodzicami, jego stosunkiem do nich, po tym jak się do mamy mojej
odezwał. To powiedział że on nie czuje się winny i że to moi rodzice
jego nie lubią (akurat tak nie jest) i nic nie będzie z tym robił.
Od czasu tej awantury upłynęło dużo czasu a ja nie słyszałam słowa
przepraszam. On uważa że to ja go powinnam przeprosić, za to co było
powodem jego wybuchu. Moich rodziców nie przeprosi bo uważa że nie
ma za co.
Czy warto być z takim człowiekiem? Który nie ma szacunku do innych?
Jak z nim rozmawiać? Czy w domu muszą być tylko awantury o byle co?
Że dziecko przejdzie do pokoju w butach jak coś zapomniało a on
odkurzał, albo że dziecko przy jedzeniu nakruszy lub rozleje zupę,
Dodam jeszcze że jemu wystarczy tv, nie chodzimy nigdzie (bo
wszystko kosztuje), nawet jakbym chciała gdzieś iść (nie wiem już co
to beztroska impreza) to on mi mówi że tęsknię za latami przed
ślubem jak się włóczyłam... Wszystko się w kółko kotłuje, on potrafi
mi wypomnieć rzeczy które miały miejsce jeszcze przed ślubem,
Wszystko robi się nie do wytrzymania. Co rozsądnie powinnam zrobić?
Poradźcie coś.
Obserwuj wątek
    • alexxa6 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 16:39
      Co tu radzić? jak opisujesz sama: żyjesz z chamem i tyranem,już kilka lat,
      prawdopodobnie zawsze był taki, więc jakoś musiało Ci to odpowiadać wcześniej,
      lub nie przywiązywałaś wagi do jego zachowania.Masz dwa wyjścia, albo dalej żyć
      beznadziejnie z beznadziejnym mężem, ale zmienić i życie i męża.
      • ki_czort Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 16:52
        Mnóstwo było wątków o mężach awanturnikach i burakach. Poszperaj na forum a
        standardowe rady zwykle są takie:
        a) rzeczowa rozmowa o tym, co Ci nie pasuje i czego tolerować nie będziesz,
        wspólne propozycje rozwiązań wdrażanych natychmiast,
        b) wyprawa do terapeuty, żeby szanowny mąż zobaczył, że ma jakiś problem a dalej
        wg wskazówek terapeuty,
        c) jak nic nie wypali - rozwód.
        Jak kochasz męża to próbuj, chociaż nie wygląda na to, byś żyć bez niego nie
        mogła. A jak Wasze finanse?

        Awanturnika można też izolować od domowników np. on zaczyna się wydzierać i kląć
        to mówisz "nie będziemy w taki sposób rozmawiali, pogadamy jak się uspokoisz" i
        wychodzisz z pokoju, z tym że to rozwiązanie czasami jeszcze bardziej rozsierdza
        gościa albo robi mu się smutno, ze jest ignorowany a on tak bardzo pragnie
        uwagi, etc.

        Jest o co walczyć między Wami? Bo jak nie, to odpuść sobie, szkoda tylko, że
        następna kobieta się będzie męczyła, bo facet zostanie nieświadomy swego chamstwa.
        • tiana77 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 17:07
          Mówiłam mu że nie podoba mi się to w jaki sposób odezwał się do
          mojej mamy a on na to że nie widzi u siebie winy, jakikolwiek
          psycholog odpada bo on nie pójdzie i już, on nie ma żadnego
          problemu. izolacja nie wchodzi w grę bo dla mnie to nie sposób na
          wyegzekwowanie dobrego wychowania. Poza tym jak były jakieś imprezy
          rodzinne typu urodziny to on zawsze wyraża się o innych idioci
          durnie debile itd. Jak go pytam czemu tak mówi o osobach których
          teoretycznie nie zna to odpowiada że nie lubi tej osoby.
          • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 12.11.09, 21:50
            > psycholog odpada bo on nie pójdzie i już, on nie ma żadnego
            > problemu.

            I jest w tym trochę racji.

            Postaw się na jego miejscu. Prawdopodobnie od zawsze był takim awanturnikiem.
            Długo z nim jesteś, długo wszystko było w najlepszym porządku
        • sebalda Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 17:11
          Nie wiem, czy Twój mąż jest beznadziejny, jedno jest pewne: jest typowy.
          Rzeczywiście takich historii, jak ta przez Ciebie przedstawiona było na tym
          forum bardzo dużo, z większym lub mniejszym nasileniem przemocy słownej, a
          czasami nawet fizycznej.
          Nie wiem, co takiego jest w facetach, że nie potrafią panować nad swoimi
          negatywnymi emocjami. Testosteron? Byc może życie, które nakłada na nich
          obowiązek utrzymania rodziny, praca, która na ogól nie tylko nie
          satysfakcjonuje, ale z reguły jest znienawidzona. Na szefa nie można się
          wydrzeć, gdy coś jest nie tak, na rodziców i znajomych nie wypada, ale pod ręką
          sa na ogół bezbronne żona i dzieci. Gdzieś się trzeba wyładować.
          Nie napisałaś, co było powodem ostatniego wybuchu, a to może być istotne. Nie
          usprawiedliwiam chamstwa i to nie tylko wobec Ciebie, ale i świadków, ale chyba
          jednak sprawa musiała być poważna, skoro aż tak puściły mu nerwy.
          Przemocowiec i cham zawsze zwalają winę na żonę, partnerkę. Słynne już tutaj:
          "jak byś chodziła jak w zegarku, to bym nie musiał się denerwować". Z drugiej
          strony czasami żony tez nie są święte, zdarzają się rozżaleni, skrzywdzenia
          faceci (rzadko).
          Czy Ty jesteś święta? Jeśli nie masz sobie nic do zarzucenia, to faktycznie rady
          ki_czort będące podsumowaniem rad w takich sytuacjach są dobre. Musisz zagrozić
          mężowi, że nie będziesz tolerowała takich zachowań. Oni z reguły nic sobie nie
          robią z takich gróźb, więc najlepiej wprowadzić je w czyny i na przykład na
          jakiś czas się wyprowadzić z dziećmi, jeśli to możliwe i jeśli po wielu prośbach
          i groźbach mąż nie zmieni zachowania. Dalej b, a w ostateczności c.
          Trochę się mądrzę, a sama trwam od dawna w nieco podobnym ukladzie, przy czym
          mój mąż ma też wiele dobrych cech i jakoś nam rekompensuje złe chwile. Czy Twój
          mąż ma takie dobre cechy, czy kocha dzieci i jest dla nich poza wybuchami złego
          humoru dobrym ojcem? Czasami trzeba przeprowadzić rachunek zysków i strat. Ale
          najlepiej walczyć o to, żeby tych strat było jak najmniej.
          • tiana77 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 17:22
            Może i miał powód chodziło o kasę ale wiedział o sprawie 2 tygodnie
            wcześniej a "wybuchł" dopiero wtedy. Wyprowadzenie nie wchodzi w
            grę, bo mam 2 małych dzieci i ciężko by było. Poza tym mąż kocha
            dzieci, poza tym ciągłym zwracaniem uwagi, cho nie jestem takim
            super tatusiem, żeby każdą chwilę poświęcić dziecku, woli tv lub
            komp. Z córką 3 lata nie był na obiecanym wówczas puszczaniu
            latawca, o czymś to świadczy. Zawsze ma jakieś wytłumaczenie a to
            idzie do pracy a jak jest w domu to mówi że w końcu ma dzień wolny
            więc spędzi go w domu. Może i przeżyłabym te jego wybuchy ale nie
            pozwolę na to by izolował mnie od rodziców. A jakoś nie wyobrażam
            sobie by ży z nim razem i osobno chodząc tylko z dziećmi do
            rodziców, bo on nie pójdzie a dwa ze oni po tym jak się zachował nie
            chcą go widzieć w swoim domu. Dodam jeszcze że jak rodziłąm dzieci,
            to nie odwiedził mnie w szpitalu, mówiąc że nie ma jak się tam
            dostać... A poza tym pracuje i mu nie pasuje...
            • marzeka1 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 09.11.09, 20:36
              "Wyprowadzenie nie wchodzi w
              grę, bo mam 2 małych dzieci i ciężko by było. "- czyli lepiej dalej, przez
              kolejne lata znosić chama i prostaka, który się się zdenerwuje obrzuci się
              wyzwiskami, przy którym twoje dzieci będą to chłonąć????
              Wiesz, jeśli nie chcesz podjąć żadnych zdecydowanych kroków, to trudno,
              spieprzysz sobie życie i tyle, nie ty jedna. A wiem, że można, bo dziś
              dowiedziałam się, że moja znajoma kopnęła w dupę męża przemocowca, wzięła 3
              dzieci i zaczęła żyć samodzielnie, pana podała o alimenty. Da się, a ty nic z
              tym nie zrobisz. Nie jest ani dobrym mężem, ani dobrym ojcem, bo samo
              przynoszenie pensji to za mało.
              • ki_czort Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 10.11.09, 00:02
                Pewnie, że z nim jeszcze wytrzymasz. Córa też zdąży sobie zakodować, kogo w
                przyszłości (nie)świadomie wybrać na partnera i ojca dzieciom (jeśli córa będzie
                hetero ma się rozumieć).
                Po co właściwie pytasz o rady, skoro nic się nie da zrobić? Czy to miały być
                rady w rodzaju: zamiast ogórkowej niech będzie rosół? Życie to nie bajka, jak
                jest poważny problem, to i poważne rozwiązanie, często bardzo kosztowne
                (emocjonalnie, finansowo itd.) jest potrzebne.
                Żyje się raz a Ty już chyba zdecydowałaś, czego chcesz - zostać z nim, bo
                'inaczej się nie da'. Może i nie da - Twoja strata.
                • koni42 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 12.11.09, 13:14
                  Miałam takiego męża przez 5 lat. Rozwiodłam się w 2006. Obecnie mam
                  drugiego męża który darzy mnie szacunkiem i bardzo kocha mnie i moją
                  córkę. Czekamy na wspólną - styczeń 2010 :-)
                  Nie wiem, co masz robić, ale ja bardzo się bałam, dużo mnie to
                  kosztowało i moralnie i fizycznie i psychicznie (chyba przede
                  wszystkim). Rozwiodłam się, kiedy stanęłam na nogi (profesjonalnie)
                  a córka poszła do przedszkola.
                  Oczywiście rodzina ex zarzuciła mi wszystko prócz chamstwa męża!
                  Ktoś tu napisał, że "znała go przed ślubem". I tak i nie, bo nie da
                  się kogoś poznać/przetestować w 100% wcześniej. Oczywiście takie
                  cechy jak: wybuchowość, autorytarność...można wcześniej rozpoznać,
                  ale zwykle jest się w innej konfiguracji. Np. Chodzi się tylko na
                  randki lub nie ma dzieci, więc łątwiej jest się pokłócić i np. wyjść
                  z domu trzaskając drzwiami...
                  Jeszcze rozmawiaj, ale jeżeli ON jest niereformowalny jak mój ex
                  mąż...radzę rozwód.
                  P.S. Mój ex jest teraz lepszym/czulszym/lepiej zajmującym się ojcem
                  niż w małżeństwie ze mną. Dziecko też odpoczęło od ciągłych kłótni i
                  wyzwisk.
                  • tiana77 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 12.11.09, 20:14
                    Oczywiście noszę się z rozwodem od dłuższego czasu. Co nie zmienia
                    faktu że nadal z nim mieszkam. paranoja. Pewnie nic lepszego nie
                    wymyślę, mój mąż już taki pozostanie. To wiem. Chociaż jak słyszy
                    moje "groźby" o rozwodzie tudzież straszenie wyprowadzką, to jakby
                    się uspokaja, albo mówi że ja mogę się wynieść ale bez dzieci. A
                    najlepsze jest to że niejako planuje naszą przyszłość mówiąc o tym
                    co będzie kiedyś tam... nie wierząc mi że do tego rozwodu faktycznie
                    dojdzie, pewnie zbyt często o tym mówię i nic poza tym, że przywykł
                    do moich "kaprysów" o rozwodzie. Przeraża mnie cała ta procedura, i
                    czekanie na rozprawę i dalej wspólne mieszkanie. Może do tej mojej
                    decyzji dojrzeję. Dziękuję za wszystkie rady.
                    JA WIEM ŻE ON SIĘ NIE ZMIENI I ZAWSZE TAK BĘDZIE JESTEM TEGO
                    ŚWIADOMA.
                    • stoprocent Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 14.11.09, 00:04
                      To absolutnie nie jest prawda, że nic się nie może zmienić. Piszę to
                      jako osoba wybuchowa, skłonna do awantur itp, której łatwo puszczają
                      nerwy. Kiedy byłam z facetem, który dawał sobie robić dowolne
                      awantury i ciosać kołki na głowie - robiłam to i to coraz ostrzej. Z
                      kolei inny mój chłopak po jakiejś nieuzasadnionej jego zdaniem
                      awanturze po prostu wyszedł, przestał odbierać telefony i nie
                      kontaktował sie ze mną parę dni - nigdy w życiu juz na niego nie
                      krzyknęłam. Przy czym zrobił to wszystko bez rzucania się, bez
                      agresji - po prostu powiedział bardzo spokojnie, że nie zamierza w
                      ten sposób rozmawiać, niczym nie groził, niczego nie żądał, tylko
                      wyszedł:-) Jako osoba z drugiej strony barykady - polecam z całego
                      sercatę metodę.
                      Natomiast przy Twoim nastawieniu - tego się nie da, bo za trudno,
                      tego się nie ,bo ja tego nie uznaję - czarno widzę możliwość
                      jakiejkolwiek poprawy Twojej sytuacji. Na marginesie, jeden ze
                      skuteczniejszych sposobów (właśnie wyjście do innego pokoju i bojkot
                      do czasu, gdy się uspokoi) odrzucasz, bo nie uznajesz takiej metody!
                      Mam wrażenie, że byłabyś w stanie zaakceptować tylko radę w stylu:
                      podaj mu 4 rutinoskorbiny i niech popije słodką herbatą, to na pewno
                      pomoże. Chociaż nie wiem, czy nie napisałabyś wtedy, że nie ma
                      takiej możliwości, bo on nie słodzi herbaty:-)
                      • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 15.11.09, 12:51
                        > Jako osoba z drugiej strony barykady - polecam z całego sercatę
                        > metodę.

                        Obiektywnie trzeba powiedzieć, że metoda całkiem niezła.

                        W tym konkretnym przypadku trudna do zastosowania i nie wróżę jej skuteczności.
                        A to dlatego, że wątkotwórczyni właśnie przez długi czas pozwalała na
                        ciosanie kołków na głowie.

                        Czy w Twoim przypadku ta metoda zadziałałaby też, gdyby zastosował ją ten
                        spolegliwy facet?
            • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 12.11.09, 21:53
              > A jakoś nie wyobrażam sobie by ży z nim razem i osobno chodząc
              > tylko z dziećmi do rodziców,

              Czy na pewno on MUSI z Tobą tam chodzić, czy to tylko Twoje chciejstwo?

              Pytam poważnie. Po co ciągać go do ludzi, których on nie lubi (lub, którzy nie
              lubią jego)?
              • koni42 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 13.11.09, 14:08
                ...Po to, że jest się w rodzinie a nie w układzie współlokatorsko -
                łóżkowym.
                • tiana77 krzysztof-lis 13.11.09, 14:18
                  A jak twoim zdaniem mają wyglądac wszelkie uroczystosci rodzinne?
                  Najblizsze swieta? Urodziny dzieci? Moi rodzice do nas nie przyjda
                  ze wzgledu na jego zachowanie. Owszem moge i chodze tam sama ale
                  albo jestesmy małżeństwem albo nie. Ja ego rodziców nie unikam, on
                  wrecz przeciwnie. Potrafi na druga strone ulicy przejsc zeby nie
                  spotkac sie z nimi.
                  • krzysztof-lis Re: krzysztof-lis 13.11.09, 20:20
                    > A jak twoim zdaniem mają wyglądac wszelkie uroczystosci rodzinne?
                    > Najblizsze swieta?

                    W święta niech się zmusi, pozostałe uroczystości mu odpuść.

                    Póki tylko wymagasz, nie licz na zbyt wiele. Musisz trochę ustąpić.

                    > Urodziny dzieci?

                    To na urodziny dzieci chodzicie do Twoich rodziców?

                    > Ja ego rodziców nie unikam, on wrecz przeciwnie.

                    Bo Ty jego rodziców tolerujesz, on wręcz przeciwnie. Słusznie czy nie, to inna
                    historia. Co to za argument zresztą?
                • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 13.11.09, 20:19
                  > ...Po to, że jest się w rodzinie a nie w układzie współlokatorsko -
                  > łóżkowym.

                  Jak się człowiek z kimś wiąże, nie oznacza to, że dołącza do jego rodziny --
                  tylko zakłada z nim własną. Wcale niekoniecznie musi więc spędzać czas z rodziną
                  partnera.
                  • phantomka Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 14.11.09, 11:43
                    To teraz jeszcze wytlumacz jakos logicznie, gdzie ta milosc do
                    dzieci jest? Bo zestawilas dwa zdanie "kocha dzieci" z "nie poswieca
                    im w ogole czasu" (tak skrocilam twoje wczesniejsze wypowiedzi
                    odnosnie opieki nad dziecmi) Ja tu milosci nie widze, ty sobie
                    wmowilas, ze on je kocha, bo jest ci to potrzebne, bo wszyscy z gory
                    zakladaja, ze skoro jest sie rodzicem, to sie dzieci kocha. Ja bym
                    spadala z takiego ukladu, a ty go jeszcze tlumaczysz. Gdyby moj
                    partner osmielil sie odezwac do mojej matki w taki sposob,
                    nastepnego dnia musialby pudrowac nosek. Sa pewne granice.
                    • tiana77 krzysztof-lis 14.11.09, 16:01
                      "W święta niech się zmusi, pozostałe uroczystości mu odpuść.

                      > Urodziny dzieci?

                      To na urodziny dzieci chodzicie do Twoich rodziców? "

                      Jeśli chodzi o święta to nie oczekuję od niego że ze mną pójdzie do
                      moich rodziców, bo po
                      1. Moi rodzice nie chcą by do ich domu przyszedł po tym wszystkim,
                      poza tym może sobie tak ułożyć że będzie wtedy w pracy, poza tym jak
                      może się "zmusić"? żeby zepsuł innym ten nastrój bo on będzie
                      niezadowolony? (wcześniej tak bywało)
                      A jeśli chodzi o urodziny to chodziło o odwrotną stronę, że to moi
                      rodzice nie chcą mieć z nim kontaktu i nie przyjdą do mnie do domu
                      tym samym nie będą na urodzinach dzieci.
                      Wg ciebie jest to normalne? I co ważne i moi rodzice i teściowie
                      mieszkają blisko, a nie np. 300km ode mnie.
                      Poza tym stanowimy rodzinę i ja nie zamierzam zrywać kontaktów z
                      moją tylko dlatego że pan szanowny mój "m" tego sobie życzy. Nie
                      karzę mu chodzić tam jak na sraczkę ale obowiązują pewne zasady
                      szacunku dla naszych rodziców. Chodzi tylko o to.
                      • krzysztof-lis Re: krzysztof-lis 15.11.09, 12:53
                        > Wg ciebie jest to normalne?

                        Według mnie cały Wasz związek jest nienormalny, ale najbardziej dziwi mnie to,
                        czemu tak istotne są dla Ciebie te wspólne wyjścia do Twoich rodziców, jeśli są
                        obiektywnie sprawy znacznie ważniejsze do rozwiązania.

                        > Poza tym stanowimy rodzinę i ja nie zamierzam zrywać kontaktów z
                        > moją tylko dlatego że pan szanowny mój "m" tego sobie życzy.

                        Przecież nie życzy sobie tego! Przecież on tylko nie chce ich widzieć, a nie
                        zabrania Ci odwiedzania ich...

                        Chyba, że nie napisałaś wszystkiego.
                  • koni42 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 14.11.09, 16:52
                    Sa pewne formy zachowan spolecznych...ktorych NIE TRZEBA, ale warto
                    przestrzegac chocby z uwagi na partnera i jego odczucia. Malzenstwo
                    jest zakladaniem wspolnej rodziny, ale taki uklad jst mozliwy, bo
                    dzieci rodzicow lacza sie! A jak rodza sie dzieci? To dzieci nie sa
                    juz wspolne? Nie sa wnukami jednych i drugich dziadkow?
                    A tak z innej beczki: jak sie kogos kocha, to chce sie dla tej osoby
                    jak najlepiej, zeby doswiadczala od zycia jak najmniej zlzgo,
                    przkrosci. co to za partner, ktory stawia drugiego partnera w tak
                    niewygodnej sytuacji? Poza tym to sa rodzice partnera, iec ich
                    dziecko. Skads sie takowe dziecko wzielo i to dzieki nim partner ma
                    szanse na malzenstwo. Czy nie chocby z tego powodu nelazy im sie
                    szacunek?
                    Nikt nie mowi o wspolnych wakacjach, czy przyslowiowych wypadach z
                    tesciem na ryby, ale chyba swieta mozna spedzic raze, no nie?
                    • tiana77 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 14.11.09, 18:11
                      Właśnie wczoraj dowiedziałam się że mój mąż w najlepsze rozpisuje
                      się w sms'ach ze swoją koleżanką z pracy. Nie sprawdzałam jego
                      komórki po prostu dostałam biling z połączeń. Sms'ów jest cała masa
                      a dodatkowo połączenia na np 5 10 minut. I w zasadzie oprócz mojego
                      numeru i pojedynczych innych jest przede wszystkim numer tej
                      dziewczyny. Ja to traktuję jako zdradę, tym bardziej że zapewniał
                      mnie że to tylko koleżanka z pracy. Więc o czym świadczą te sms'y?
                      Jak się z kimś tylko koleguje to można wysłać 2, 3 smsy ale żeby 20
                      pod rząd co minutę każdego prawie dnia i to o różnych porach? Chyba
                      coś jest nie tak. I tak oprócz tych wyzwisk doczekałam się też tego.
                      Ale ja byłam naiwna...
                      Oznajmiłam mu dziś że to definitywnie koniec, a on na to że chce się
                      dogadać. Dupek
                      • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 15.11.09, 12:56
                        > Ja to traktuję jako zdradę

                        Przesadzasz...

                        > Więc o czym świadczą te sms'y?

                        O tym, że lubi z nią smsować?
                        • koni42 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 19.11.09, 09:39
                          A twoja zona/partnerka tez tak <<naturalnie>> i niewinnie smsuje z
                          kolegami lub lepeiej: z jednym i tym samym kolega? I fco ty na to?
                          Sms nie jest zdrada jako taka, ale moze swiadczyc o zdradzie lub o
                          zamiarze... Poza tym rzeczywiscie (wybacz) twoj maz to dupek, bo
                          ucieczka w jakies inne relacje zamiast rozwiazac problem w domu.
                          Typowy MALY CHLOPIEC.
                    • krzysztof-lis Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 15.11.09, 12:55
                      > Czy nie chocby z tego powodu nelazy im sie szacunek?

                      Z definicji prawo do szacunku ma każdy.

                      Z jakichś przyczyn mąż odmawia teściom prawa do tego szacunku. Chyba sobie czymś
                      na to zasłużyli
                  • sanciasancia Krzysiu, wyrzuć te gumofilce po dziadku 15.11.09, 12:43
                    > Jak się człowiek z kimś wiąże, nie oznacza to, że dołącza do jego rodziny --
                    > tylko zakłada z nim własną. Wcale niekoniecznie musi więc spędzać czas z rodzin
                    > ą
                    > partnera.
                    Trudno jest od kogokolwiek wymagać, żeby po ślubie wyrzekł się swojej rodziny.
                    Tak proste jest to tylko w model pt."jak się ożenie, przejmę gospodarstwo,
                    wybiję rodzicom zęby i wyślę ich na żebry". W normalnej rodzinie, oprócz
                    stworzenia własnej, człowiek wraz z małżonkiem funkcjonuje również w rodzinie, w
                    której się urodził i rodzinie małżonka.
                    Tak samo, w normalnej rodzinie, jak dziecko ma urodziny i w przypadku innych
                    uroczystości rodzinnych, na obiad rodzinny zaprasza się również dziadków z obu
                    stron i inne osoby z rodziny, które są dla nas ważne.
                    • krzysztof-lis Nie mam gumofilców po dziadku. 15.11.09, 12:58
                      Obaj dziadkowie żyją.

                      > Trudno jest od kogokolwiek wymagać, żeby po ślubie wyrzekł się
                      > swojej rodziny.

                      Chyba równie trudno jest czytać ze zrozumieniem. Już któryś z kolei raz
                      tłumaczę, że nie chodzi tu o definitywne zerwanie kontaktów. Tylko o to, żeby
                      nie zmuszać męża do wizyt u teściów tylko dlatego, że takie wizyty "wypada"
                      odbywać.

                      Moim skromnym zdaniem ta kwestia jest najmniej istotna z całej litanii spraw do
                      załatwienia, więc czepianie się tego akurat teraz jest głupie.

                      Zresztą nie ma to w ogóle znaczenia, skoro wątkotwórczyni już postanowiła.
                      • sanciasancia Re: Nie mam gumofilców po dziadku. 15.11.09, 15:16
                        > Obaj dziadkowie żyją.
                        To trzeba było gumofilców nie pożyczać.

                        > Chyba równie trudno jest czytać ze zrozumieniem. Już któryś z kolei raz
                        > tłumaczę, że nie chodzi tu o definitywne zerwanie kontaktów. Tylko o to, żeby
                        > nie zmuszać męża do wizyt u teściów tylko dlatego, że takie wizyty "wypada"
                        > odbywać.
                        Człowiek żeniąc się/wychodząc za mąż de facto żeni się/wychodzi za mąż za całą
                        rodzinę partnera, przyjaciółeczki od ploteczek i kumpli od skuwania się w
                        piątki. I dorosły, inteligentny człowiek dość szybko orientuje się w sytuacji i
                        idzie na pewne ustępstwa, czyli po prostu godzi się z tym, że teściową spotyka
                        częściej niźli by chciał (mówimy o normalnych rodzinach bez patologicznych
                        teściów). Jeżeli go nie stać na widywanie się z teściami w (małżeńskim)
                        mieszkaniu, powinien wrócić do przedszkola, zwłaszcza że oznacza to, że jego
                        partner nie ma takich samych praw, jak on sam. I wbrew pozorom nie ważne jest
                        czyje jest mieszkanie (tzn. czy jest majątkiem odrębnym któregoś z małżonków),
                        bo w czasie trwania małżeństwa, oboje małżonkowie powinni mieć takie same prawa
                        przyjmowania gości.
                        Gdybyś był Krzysiu, słońce gumofilców, założycielski post przeczytał dokładnie,
                        pamiętałbyś, że cała awantura odbyła się w mieszkaniu załozycielki wątku, a nie
                        jej mamy. I nie jest to bynajmniej drobiazg. Dzieci mają prawo do widywania we
                        własnym domu rodziców, a wnuki dziadków.
                        • krzysztof-lis Re: Nie mam gumofilców po dziadku. 15.11.09, 16:38
                          > To trzeba było gumofilców nie pożyczać.

                          Co Ty bredzisz? Próbujesz mnie obrazić, czy siebie ośmieszyć?

                          > Człowiek żeniąc się/wychodząc za mąż de facto żeni się/wychodzi za
                          > mąż za całą rodzinę partnera, przyjaciółeczki od ploteczek i
                          > kumpli od skuwania się w piątki.

                          A czy wychodzi za mąż również za wszystkie wady swojego partnera, włącznie z
                          jego wybuchowością i tendencją do obrażania się na nawet bliskich ludzi?

                          > cała awantura odbyła się w mieszkaniu załozycielki wątku, a nie
                          > jej mamy. I nie jest to bynajmniej drobiazg. Dzieci mają prawo do
                          > widywania we własnym domu rodziców, a wnuki dziadków.

                          To niech się widują. W czym problem?

                          On tam prowadzi strajk okupacyjny? Przykuł się do kaloryfera? Zamknął drzwi na
                          klucz, który później połknął?

                          Jakby chciała się z rodzicami spotkać, metoda by się znalazła. Tymczasem
                          wątkotwórczyni chciała, aby w tych spotkaniach uczestniczył i facet.

                          > w czasie trwania małżeństwa, oboje małżonkowie powinni mieć takie
                          > same prawa przyjmowania gości.

                          W czasie trwania małżeństwa, oboje małżonkowie powinni mieć takie same prawo do
                          posiadania wad, których druga strona nie planuje zmienić.
                          • tiana77 Krzysztof-lis 15.11.09, 18:30
                            Najbardziej podoba mi się określenie "wątkotwórczyni". No więc
                            piszę. Oczywiście nikt nie broni mojej mamie przychodzić z tym że
                            ona poczuła się urażona tym co usłyszała od mojego męża bez słowa
                            przepraszam po całej sytuacji, i nie uśmiecha jej się przyjść tutaj
                            do mnie czy też wnuków i wysłuchiwanie podobnych rzeczy. I wcale jej
                            się nie dziwię. Podobnie patrzenie na siebie spod byka na wszelkich
                            uroczystościach rodzinnych o których pisałam, chodzi tylko o to.
                            Ponad to jego rodzina jest kochana a moja be. To jego podejście.
                            Jestem ciekawa czy pan chciałby słyszeć na swój temat jakieś
                            obraźliwe rzeczy od męża siostry czy też żony brata, jeśli ma pan
                            rodzeństwo np. na urodzinach . Napewno nie byłoby panu miło, i o to
                            mi głównie chodzi.
                            A jeśli chodzi o inną sprawę tych sms'ów, to dlaczego ze mną nie
                            pisze sobie tak sms"ów? Z własną żoną? Nie doczytał pan że również
                            były wykonywane połączenia nawet na 15 minut, to dość długo jak na
                            jakieś rozmówki o pogodzie? Prawda? Poza tym mój mąż nie skomentował
                            sprawy tych sms"ów i roamów, powiedział że będzie pisał z kim chce,
                            więc świadczy to o jednym, i nie przesadzam, tym bardziej że mówił
                            mi że jak z nią pracuje to nie ma z nią o czym rozmawiać, więc o
                            czym do cholery była romowa przez 15 minut? To naprawdę długo.
                            I jak sądzę chociaż nie ma to tu żadnego znaczenia dla MOJEGO wątku
                            jest pan kawalerem a przynajmniej z nikim na stałe nie związany
                            stąd te różne co najmniej "dziwne" nie tylko moim zdaniem pana
                            uwagi. Pozdrawiam
                            • krzysztof-lis Re: Krzysztof-lis 15.11.09, 23:22
                              > Jestem ciekawa czy pan chciałby słyszeć na swój temat jakieś
                              > obraźliwe rzeczy od męża siostry czy też żony brata, jeśli ma pan
                              > rodzeństwo np. na urodzinach .

                              Oczywiście, że nie. Oczywiście, że jest mi przykro, gdy żona narzeka na moją
                              rodzinę. Ale nie odbieram jej do tego prawa. I nie zmuszam jej do zintegrowania
                              się z nimi ponad minimum, które mnie jest do szczęścia potrzebne.

                              > A jeśli chodzi o inną sprawę tych sms'ów, to dlaczego ze mną nie
                              > pisze sobie tak sms"ów? Z własną żoną?

                              Na to pytanie musi Pani sama odpowiedzieć. Widocznie nie jest Pani dla męża
                              interesującą rozmówczynią. Proszę sobie przypomnieć, czy ostatnio rozmawiacie
                              Państwo o czymś innym poza Pani pretensjami?

                              Nie twierdzę, że powinna Pani natychmiast zainteresować się hobby męża aby móc z
                              nim długo i namiętnie konwersować na tematy, które go interesują. Bynajmniej!
                              Chodzi mi natomiast o to, że spędzanie z kimś każdego dnia przez kilka kolejnych
                              lat powoduje, że z kimś takim trudno jest później smsować przez cały dzień.

                              Kawalerem nie jestem, choć żonaty jestem niedługo, ledwie półtora roku.
                              • tiana77 Re: Krzysztof-lis 16.11.09, 15:36
                                krzysztof-lis napisał:

                                > Oczywiście, że nie. Oczywiście, że jest mi przykro, gdy żona
                                narzeka na moją
                                > rodzinę. Ale nie odbieram jej do tego prawa. I nie zmuszam jej do
                                zintegrowania
                                > się z nimi ponad minimum, które mnie jest do szczęścia potrzebne.
                                > Jakies minimum jest panu potrzebne mnie też a u mnie tego nie ma.
                                I Tu nie chodzi u narzekanie na czyjąś rodzine tylko obrażanie
                                konkrenej osoby. Czy tez jak jest w przypadku mego meza negatywne
                                nastawienie do całego swiata i negowanie wszystkiego i wszystkich
                                dookoła.
                                > Widocznie nie jest Pani dla męża interesującą rozmówczynią. Proszę
                                sobie przypomnieć, czy ostatnio rozmawiacie Państwo o czymś innym
                                poza Pani pretensjami?
                                > Skoro ja nie jestem dla meza odpowiednia rozmówczynia to po prostu
                                inna kobieta niejako "przejmuje" moje miejsce. Tym bardziej ze
                                biling jest z zeszłego miesiaca, kiedy to ja przebywałam na
                                porodówce... żona nie wazna,wazne sms'y i tel. do kolezanki.
                                > Nie twierdzę, że powinna Pani natychmiast zainteresować się hobby
                                męża aby móc
                                > z
                                > nim długo i namiętnie konwersować na tematy, które go interesują.
                                Bynajmniej!
                                > Chodzi mi natomiast o to, że spędzanie z kimś każdego dnia przez
                                kilka kolejnyc
                                > h
                                > lat powoduje, że z kimś takim trudno jest później smsować przez
                                cały dzień.
                                > Jakoś nigdy nie było problemów miedzy nami z sms'ami, tylko po
                                prostu do niej wypisuje trzy razy wiecej niż do mnie. Poza tym
                                twierdził niedawno jak z nia pracował ze przez 8 godzin sie nudzi,
                                nie ma z nia o czym rozmawiac, gdyby tak faktycznie było to tym
                                bardziej nie pisałby z taka osobą sms'ów. Ponadto mówił ze odpisuje
                                jak ktos do niego pisze ale jak spytałam o rozmowy inicjowane przez
                                niego to nic nie powiedział. A też zdarzyło się wcześniej jak
                                pytałam go do kogo pisze (przecież to żadna tajemnica) to ściemniał
                                że do brata, więc czemu nie powiedział że do niej? Bo byłaby wtedy
                                afera.
                                Prawda jest taka że jakbym nie miała tego bilingu to wogóle bym o
                                tym nie wiedziała. I żyła nadal w pełni nieświadoma. A że telefon
                                jest na mnie i zażyczyłam sobie pisemną fakturę, z której on
                                wcześniej zrezygnował, może świadomie, żeby móc właśnie sms'ować z
                                nią, no cóż... Tego się nie spodziewał.

                                • krzysztof-lis Re: Krzysztof-lis 16.11.09, 23:23
                                  > Czy tez jak jest w przypadku mego meza negatywne nastawienie do
                                  > całego swiata i negowanie wszystkiego i wszystkich dookoła.

                                  Trzeba sobie było wybrać na męża partnera, który ma pozytywne nastawienie do
                                  całego świata i afirmuje wszystko i wszystkich dookoła.

                                  > Skoro ja nie jestem dla meza odpowiednia rozmówczynia to po prostu
                                  > inna kobieta niejako "przejmuje" moje miejsce. Tym bardziej ze
                                  > biling jest z zeszłego miesiaca, kiedy to ja przebywałam na
                                  > porodówce... żona nie wazna,wazne sms'y i tel. do kolezanki.

                                  Życie. Jak się nie zaspokaja potrzeb partnera, trzeba się liczyć z tym, że
                                  partner poszuka zaspokojenia u kogoś innego.

                                  > Poza tym twierdził niedawno jak z nia pracował ze przez 8 godzin
                                  > sie nudzi, nie ma z nia o czym rozmawiac, gdyby tak faktycznie
                                  > było to tym bardziej nie pisałby z taka osobą sms'ów.

                                  Widocznie Panią okłamał. Może dlatego, żeby mieć święty spokój od Pani zarzutów?

                                  > A też zdarzyło się wcześniej jak pytałam go do kogo pisze
                                  > (przecież to żadna tajemnica) to ściemniał że do brata, więc czemu
                                  > nie powiedział że do niej? Bo byłaby wtedy afera.

                                  Jak wyżej.

                                  Podsumowując, mój obraz Pani postawy względem męża jest następujący:
                                  * źle wybrała sobie Pani partnera na męża,
                                  * nie zaspokaja Pani jakichś jego potrzeb,
                                  * gdy widzi Pani, że mąż ucieka w kierunku innej kobiety, nie próbuje go Pani
                                  przyciągnąć, tylko awanturuje się, że ucieka.

                                  Chętnie wysłuchałbym opinii drugiej strony. Aż mi się nie chce wierzyć, że może
                                  Pani tego wszystkiego nie widzieć...
                                  • ki_czort Re: Krzysztof-lis 17.11.09, 12:59
                                    Sprawa jest prosta: może i wyszłaś za niezbyt sympatycznego faceta, ale trzeba
                                    było o jego potrzeby dbać (chociaż on nie dbał o Twoje) i pilnować skurczybyka
                                    (chociaż on nie zabiegał o Twoje względy), bo faceci to się chętnie oglądają na
                                    boki. Pamiętaj, że mężczyzna zawsze niewinny, kobieta zawsze winna i na nią
                                    spada cały trud utrzymania związku. Mężczyźni to takie mówiące penisy,
                                    rozumiesz? Jak im jedna dupa marudzi, to sobie drugą znajdą - ot i całe
                                    wyjaśnienie małżeńskiego pożycia i kłopotów w nim. Czy można oskarżać mówiącego
                                    penisa o to, że z kimś romansuje na boku? Nie można. Świętego obowiązku żony nie
                                    dopełniłaś więc masz.
                                    A na przyszłość obniż znacząco swoje wymagania i wiedz, że żona wszystkiemu
                                    winna i za wszystko odpowiada bo mężczyźni to mówiące etc.

                                    Aż mi się wierzyć nie chce, że można tego wszystkiego nie widzieć.
                                    • tiana77 Re: Krzysztof-lis 17.11.09, 13:51
                                      Akurat w kwseti dbania nie macie racji. Ja przez całą ciążę
                                      siedziałam w domu i on miał wszystko gotowe zrobione. Jesli chodzi o
                                      sferę intymną to też nigdy nie narzekał ani ja. Poza tym on mnie
                                      przekonuje ze jestem jedyna kobietą w jego życiu. Tyle że mi już
                                      teraz nie chodzi konkretnie o zdradę fizyczną, takiej nie
                                      dopuszczam, ale poza nią po prostu zdradził mnie emocjonalnie itd.
                                      Ta dziewczyna (zna mnie), tez mi nie wyjasniła moich watpliwosci.
                                      Nie dzwoniłam do niej tylko napisałam sms'a. Cholera gdyby nie mieli
                                      nic do ukrycia to by sie tak nie zachowywali. Nie widze nic złego w
                                      pisaniu z kims sms'ów, jesli nie robi sie z tego sciemy. A poza tym
                                      jakby mnie inna baba posądziła o jakies stosunki z jej mezem to
                                      napewno nie pozostałabym na to głucha. Bo wtedy by mnie obrażała, a
                                      jesli ona sie nie odzywa to ma cos do ukrycia. Przekazałam jej
                                      informacje ze skontaktuje sie z jej mezem i tez zero reakcji. Jestem
                                      ciekawa jak on na to zareaguje.
                                      • krzysztof-lis Re: Krzysztof-lis 17.11.09, 20:07
                                        > przez całą ciążę siedziałam w domu i on miał wszystko gotowe
                                        > zrobione. Jesli chodzi o sferę intymną to też nigdy nie narzekał
                                        > ani ja.

                                        Rany, ale w małżeństwie nie chodzi tylko o wikt, opierunek i seks!

                                        > Nie widze nic złego w pisaniu z kims sms'ów, jesli nie robi sie z
                                        > tego sciemy

                                        A on o tym wie? Nie było już awantur o jego kontakty z innymi kobietami?
                                    • krzysztof-lis Re: Krzysztof-lis 17.11.09, 20:12
                                      > Sprawa jest prosta: może i wyszłaś za niezbyt sympatycznego
                                      > faceta, ale trzeba było o jego potrzeby dbać (chociaż on nie dbał
                                      > o Twoje) i pilnować skurczybyka (chociaż on nie zabiegał o Twoje
                                      > względy), bo faceci to się chętnie oglądają na boki.

                                      Mimo próby ironizowania, jest to święta prawda.

                                      Jeśli człowiek wiąże się z drugim człowiekiem akceptując jego osobowość,
                                      postawę, zachowanie, nie powinien mieć później o to wszystko pretensji.

                                      To, że ktoś ma jakieś wady (mniejsze, większe, czy kolosalne), które się
                                      wchodząc w związek zaakceptowało, nie zwalnia drugiej osoby od spełniania tych
                                      obowiązków, które z bycia w związku wynikają
                                      • ki_czort Re: Krzysztof-lis 18.11.09, 03:54
                                        Pod jednym warunkiem - jeśli ten gbur i prostak albo kretynka, zechcą nad swoimi
                                        wadami trochę popracować, żeby były bardziej znośne.
                                        To prawda, że łatwiej pielęgnować zalety niż tłumić wady, ale bez przesady, na
                                        wysiłek ograniczenia swoich wad to chyba stać każdego kto w minimalnym stopniu
                                        nad sobą panuje.

                                        Jeśli związek ma być kwestią kompromisu, dlaczego którakolwiek ze stron ma w
                                        całości akceptować wady drugiej strony? Można powiedzieć przecież - wzięłaś mnie
                                        fleją to nigdy po sobie szklanki nie zmyję a Ty to akceptuj. Ale powinien raczej
                                        ten ktoś powiedzieć - wzięłaś mnie fleją, ale wiem, że moje brudactwo to dla
                                        Ciebie uciążliwa sprawa, więc postaram się zmywać co trzeci raz ale za to będę
                                        prasował/a i pielił/a grządki.

                                        Nie można? Można, ale łatwiej powiedzieć: "taki już jestem" albo "taka już
                                        jestem", nie podoba się to won.
                                        Takie obcesowe traktowanie partnera/partnerki raczej nie wróży długotrwałego
                                        pożycia.
                                        • krzysztof-lis Re: Krzysztof-lis 18.11.09, 21:45
                                          > Pod jednym warunkiem - jeśli ten gbur i prostak albo kretynka,
                                          > zechcą nad swoimi wadami trochę popracować, żeby były bardziej
                                          > znośne.

                                          Niekoniecznie.

                                          > Jeśli związek ma być kwestią kompromisu, dlaczego którakolwiek ze
                                          > stron ma w całości akceptować wady drugiej strony?

                                          Bo akceptowała je w momencie pieczętowania tego związku oświadczynami,
                                          przeprowadzką do partnera, małżeństwem, dziećmi?

                                          > Nie można? Można, ale łatwiej powiedzieć: "taki już jestem" albo
                                          > "taka już jestem", nie podoba się to won.
                                          > Takie obcesowe traktowanie partnera/partnerki raczej nie wróży
                                          > długotrwałego pożycia.

                                          Jasne, ale chyba wolałbym się rozstać z kimś, kto wymaga ode mnie zbyt wiele,
                                          niż się do niego naginać robiąc wbrew sobie.
                                    • cab-ron Mężczyźni to takie mówiące penisy????????????????? 13.12.09, 14:49
                                      > Mężczyźni to takie mówiące penisy,
                                      > rozumiesz? Jak im jedna dupa marudzi, to sobie drugą znajdą - ot i > całe
                                      wyjaśnienie małżeńskiego pożycia i kłopotów w nim. Czy można > oskarżać
                                      mówiącego penisa o to, że z kimś romansuje na boku? Nie można.

                                      Dawno nie slyszalem czegos rownie prymitywnego. A w takim razie czym mialybybyc
                                      kobiety? Mowiacym kroczem ?????????
                                      Widocznie zasluzylas sobie kobitko tylko na mowiacego penisa jesli zaden
                                      interesujacy, szarmancki mezczyzna nie uznal Ciebie za osobe na tyle
                                      interesujaca by zawiesic na niej wzrok.
                                      Tak jak i kabiety mezczyzni bywja zarowno prymitywni jak i niezwykle
                                      warrtosciowi, czuli, opiekunczy, wyrozumiali i z wielkim gestem. Tylko ze jak to
                                      mowia: swoj ciagnie do swojego, kolezanko "mowiaca to i owo..."
                                      • ki_czort Re: Mężczyźni to takie mówiące penisy???????????? 13.12.09, 19:28
                                        A teraz uważaj: to była i r o n i a. Wypowiedź KL w krzywym zwierciadle. Kapewu?
    • barbasia017 Re: Beznadziejne życie z beznadziejnym mężem 19.11.09, 11:19
      Przeczytałam wszystko i doszłam do wniosku ,że "zdziczeliście" trochę w tym domu
      nie wychodząc nigdzie.Mąż przypomina dzikie zwierzę zamknięte w klatce z tv.W
      tle przewijają się :moja rodzina ,jego rodzina.Błędem jest zamykać się w
      czterech ścianach ,ale jeszcze większym za jedyne towarzystwo mieć tylko swoje
      rodziny i tylko albo do jednej albo do drugiej zmuszając jeszcze męża by oglądał
      teściową.Co interesuje męża a co Ciebie,np.na mecz siatkówki z nim iść ,ale broń
      Boże na zakupy,mężczyźni ich alergicznie nie cierpią.Narosło między Wami tyle
      pretensji ,że trudno będzie to przeciąć.On reaguje takimi wybuchami ,bo zauważył
      że tylko tak postawi na swoim.Widać ,że od początku każde ciągnęło w swoją
      stronę za nic mając zdanie drugiego.
      Pytanie też czy Wy się każde czujecie w
      swoim domu jak jedyny władca czy jako współgospodarze,czy Ty uzgadniasz wizyty
      swojej rodziny z mężem i czy on robi to samo.Z tą koleżanką to też dziwna
      sprawa,bo na razie to wygląda na wyżalanie się skrzywdzonego biedaka ,a że
      kobiety łatwowierne i naiwne są to tamta może zabawić się w
      pocieszycielkę.Pewnie szybko się to skonczy jak zobaczy furiata w
      akcji.Bezwzględnie powinien też wszystkich przeprosić tylko czy on to
      kiedykolwiek robił , czy umie i czy zechce to inna bajka.Może i dojdziecie do
      porozumienia ,ale spokojnie się wysłuchajcie .Czy mąż naprawdę musi widywać
      swoją teściową ,czy Ty ustąpisz w tej kwestii i czy on w ramach rewanżu pohamuje
      swoje napady złości? Od czegoś trzeba zacząć.Powodzenia.
    • paolo74 Sprawa prosta, nie warto 02.12.09, 06:11
      Sam używam bluzgów jako przecinków i żona opieprza mnie, że klnę przy dzieciach. Zdarzają się sytuacje, że wpadam we wściekłość jak Lord Vader, wtedy w ogóle nie panuję nad językiem, to samo za kierownicą samochodu, szczególnie gdy gdzieś się spieszę.

      Ale nigdy nie obrzuciłem wyswiskami żony, teściowej, ani dziecka. Z resztą powody moich wybuchów są bezosobowe, typu "pie...ny program nie działa jak chcę", "stoję w korku", "widzę mordę Tuska w TV", "walnę się o otwartą szafkę". Jeśli przesadzę i widzę, że np. dzieci się przestraszyły (chociaż są już uodpornione), to przepraszam. A już na pewno nie zrzucam winy na mimowolnych świadków moich przejść na ciemną stronę mocy. W twoim wypadku moment, w którym wnerwiony małżonek trafi cię z pięści jest tylko kwestią czasu. Co więcej nie będzie czuł wyrzutów sumienia, tylko kolejne przypływy agresji.
      Czym innym jest wpadanie we wściekłość i gwałtowne wyrażanie emocji łącznie z wyżywaniem się na przedmiotach martwych (nie zliczę już ile klawiatur rozwaliłem), a agresją słowną wobec najbliższych.
      Bycie świadkiem scen sprawia dyskomfort, ale jest nieporównywalne z byciem celem.

      • zabcia35 Re: Sprawa prosta, nie warto 03.12.09, 18:11
        Bez względu na to jak istotnej sprawy dotyczyło Twoje kłamstwo, czy
        naduzycie zaufania ,nic nie usprawiedliwia takiej agresji
        skierowanej zarówno do Ciebie jak i osób zupełnie neutralnych.
        Nic innego nie przychodzi do głowy...cham, z problemem w
        kontrolowaniu emocji, który napewno sie nie zmieni, jeśli już to na
        gorsze.
        Nie warto. Kopnąć w tyłek jak najszybciej, dzieci na tym na pewno
        nie stracą

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka