izawrcl
26.11.09, 14:43
Witam.Właściwie niewiem od czego zacząc mam problem z meżem, który
trwa juz niemal dwa lata i wydaje się że wszystko zakonczy sie
rozwodem bo ja juz z nim nie wytrzymuję. Nie moge znieśc że maz nie
sprawdza się jako ojciec ani maż w sensie emocjonalnym. mówiąc
kolokwialnie jest zimny jak ryba.
Ale zacznę od początku. Mamy po 30lat jesteśmy małżeństwem od prawie
2,5 roku oraz 21 miesięczną córeczkę. Fakt że dziecko nie było
planowane, ale jakos przez okrez ciązy było w miare dobrze, maż
remontował nasze mieszkanie i wydawało sie że po urodzeniu będziemy
życ szczęśliwie w naszym mieszkanku z córką(mieszkamy w domu z jego
rodzicami i dwoma bracmi na dole, a my na górze). Niestety gdy juz
dziecko przyszło na świat maż zaczał się zmieniać. wydaje mi się że
w miare upływu czasu mąż zniechęca się do mnie i córki i niewiem
dlaczego tak się dzieje. Dbam o dom i córkę, staram się żeby nasze
uczucie nie wygasło, inicjuje wszelki zbliżenia. A z jego strony
spotykam się z dziwnym spokojem. Jest ok kiedy odemnie wszystko
wychodzi, jednak on sam nie potrafi jakby się otworzyc, choc staram
się z nim o tym rozmawiac co niestety jest trudne. Wczesniej
twierdził że mnie kocha, teraz od pewnego czasu już nie potrafi mi
tego powiedziec nawet w sytuacji intymnej albo nie chce, niewiem.
Sporo czasu zabierają mu gry komputerowe, właściwie gdy nie pracuje
(wykonuje wolny zawód)potrafi cały dzien przesiedziec przed
monitorem, cięzko jest się wtedy z nim porozumiec, nic do niego nie
dociera. Najgorsze jest to że cierpia na tym relacje między nami.A
gdy o cokolwiek go poproszę robi to z fochem i łaska że śmiem mu
przeszkadzac.Zawsze lubiał komputery ale mam wrażenie że po
urodzeniu dziecka jego granie zaczeło przeradzać się w manie! Już z
tym nie wytrzymuję. Dochodzi do kłótni w których odłaczam mu ten
komputer z prądu i to przeważnie późna noca (1-2). Niechce aby
dziecko słuchało naszych kłótni więc często bywa tak że odpuszczam i
ide spac a on otrafi grac nawet do 5 rano!!
Nic przy dziecku nie zrobi a jeśli juz to po kilku prośbach wręcz
nachalnych prosbach. Na mojej głowie jest wychowywanie córeczki i
utrzymanie domu. Coraz częsciej mam wrażenie że mąż traktuje mnie
jak gosposie tylko do obowiązków domowych a i tu ma pretensje że coś
jest w tej chwili nie zrobione czy niedoczyszczone itp. (Sam jest
bałaganiarzem)
A ja czuję się juz zmęczona tą sytuacją, poprostu wykorzystywana i
niekochana. Niewiem co robic.Od jakiegoś miesiąca czekam na krok z
jego strony, jakis gest czy dobre słowo że chce to naprawic i tez
się postara, w koncu ja równiez chce byc kochana i czuc sie
potrzebna a on traktuje mnie od miesiąca jak powietrze. wogóle ze
mna nie rozmawia tylko tyle ile musi. Ostatnio powiedział mi że
niemam juz co liczyc na przypływ uczuc z jego strony i że toleruje
mnie tylko dlatego że jestem matka jego dziecka. Załamało mnie to bo
pomimo wszystkiego to kocham go i chciałabym naprawic związek a nie
poprostu odchodzić. tylko niestety nie mam innego wyjścia.
Problem tez w tym że nie pracuje na razie zawodowo zajmuję się domem
i córcia, chociaz wiem że w ostateczności moge liczyc na pomoc ze
strony rodziców.Chcę dziecko od września dac do przedszkola i sama
wrócic do pracy, wiadomo jesli odejdę to napewno nie będzie mi łatwo
do tego czasu.
Moja teściowa widzi co się dzieje choc nie rozmawiam z nią na ten
temat. niewiem czy to zasługa wychowania gdyz mąż dorastał jeszcze z
czwórka braci, więc tesciowej nie było lekko. Jednak odnoszę
wrażenie że nie jest dojrzały do bycia ojcem i mężem.Ja z córką jak
jestesmy w domu to on zachowuje sie jak kawaler widzi tylko grę i
kolegę z przeciwka tez maniaka komuterowego.
Doszło do tego że nie chce iśc ze mna na wesele (5 grudnia mojej
kuzynki)A po weselu chce żebym sie wyprowadziła. Niemam kim dziecka
zostawic na czas wesela a teściowa jest na miejscu i od czasu do
czasu zostaje z córką. nie pasuje mi na to wesele nie isc tylko z
uwagi na kłótnię z meżem. Zaproszenie dostałam od świadkowej z
własnego slubu wiec cięzko odmówic.
Doradzcie co robic? Poddac się juz? Czy cos jeszcze mogę zmienic?
Na dzień dzisiejszy postanowiłam po slubie się wyprowadzic. Pytałam
go jescze dzis czy naprawde, naprawde wie że tego chce?
Odpowiedział, że jest pewny że tak mam odejśc na dobre. Wiec
powiedzcie czy jest tu jeszcze co ratowac??
Z góry dziękuję za rady