kasienka7511
29.01.10, 13:49
Witam,
Czytam to forum od dłuższego czasu, ja również mam problem, tyle, że
z teściami. Szukam opinii, bo czuję, że wariuję, nie wiem już kto ma
racje, czy słusznie postępuję.
Moi teściowie, dało się zauważyć już przed ślubem byli
nadopiekuńczy, oczekiwali ciągłej uwagi i chcieli uczestniczyć we
wszystkim w naszym życiu. Oczekiwali częstych odwiedzin, opowiadania
o wszystkim co się dzieje w naszym życiu a wszystko to podane pod
hasłami rodziny, miłości i troski o syna. Generalnie staraliśmy się
robić swoje, nie reagowaliśmy na te naciski, chociaż nieraz
denerwował mnie brak stanowczości u mojego wtedy jeszcze chłopaka.
Generalnie dawało się to wytrzymać.
Przed ślubem zaczęły się problemy, zaproponowali nam pomoc
materialną i chcieli relacjonowania na bieżąco tego co
załatwiliśmy. Podziękowaliśmy za pomoc, oboje pracujemy, zarabiamy
porównywalne pieniądze, jesteśmy dorośli (oboje ok. 30-tki), ślub
był cywilny i dość skromny, co nie wymagało dużych nakładów i
spokojnie daliśmy radę. Na trzy tygodnie przed ślubem, pojawił się
problem, przyszli teściowie zażądali podpisania przez nas
intercyzy. Oni kupili synowi mieszkanie, które jest w kredycie i
oni to mieszkanie spłacają. Tłumaczyłam, że to co syn dostał przed
ślubem nie będzie nigdy moje, a oni na to, że w wypadku rozwodu
mogłabym się domagać jakiejś tam części spłacanych rat. Dodam, że ja
również mam mieszkanie (mniejsze) i również spłacam kredyt i nawet
gdyby doszło co do czego trzeba by to dokładnie wyliczyć, czy
miałoby mi się to opłacać. Ja też mam coś do stracenia. Jeśli tak
się boją że im coś zabiorę, to niech przepiszą to mieszkanie na
siebie. Nie zgodziłam się intercyzę i im to powiedziałam. Wtedy
rozpętało się piekło. Usłyszałam, że oni nie będą patrzeć jak
puszczam ich syna z torbami, że to oni powinni być dla syna
najważniejsi, że jeśli nie podpiszemy to oni nie przyjdą na ślub i
nie będziemy już rodziną. Wyszłam stamtąd jak ogłuszona. Szok. Długo
rozmawialiśmy, mąż był w szoku, bał się że straci rodziców.
Stwierdziłam, że nie chcę ślubu w takiej atmosferze, wolę go odwołać
i przemyśleć co dalej. Powiedzieliśmy, że odwołujemy ślub, niech
sprzedają to mieszkanie, my mamy gdzie mieszkać. Wtedy zmiana
frontu, stwierdzili że powiedzieli to wszystko w nerwach, że
zgadzają się na „nasze warunki”, że przepiszą mieszkanie na siebie,
że chcą żebyśmy byli kochającą się rodziną.
Nie spodobało mi się to wszystko, chciałam się zastanowić co dalej,
odwołać cały ten slub. Ale okazało się że jestem w ciąży, więc nie
odwołaliśmy ślubu, po wielu rozmowach ustaleniu ( z mężem), że będę
tam jeździła max raz w miesiącu, ograniczę kontakty z nimi.
Do tej pory było ok. Byłam tam z okazji Świąt, urodzin, ale, źle się
tam czuję nie potrafię zapomnieć, denerwuję się, kiedy oni oczekują
że nasze stosunki będą serdeczne. Nie mam na to teraz ochoty -
jestem w ciąży, więc kiedy próbowali się do nas wprosić na herbatkę
i zawiodły już wszystkie pomysły, ze jesteśmy zajęci bo coś tam,
powiedzieliśmy że ze względu na to że ciągle się źle czuję po tym
wszystkim i denerwuję w ich obecności lepiej żeby teraz nie
przyjeżdżali. Wtedy znowu się zaczęło, stracisz rodziców mówią do
męża, będziesz odwiedzał grób matki, babka straciła przez was chęć
do życia.
Co robić? Jak postępować, mam już tego dość.