Dodaj do ulubionych

Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długie)

30.07.10, 12:39
Wróciłam do byłego męża a teraz zaczynam czuć, że to jednak nie
miało większego sensu. Bylismy parą 11 lat, w tym małzeństwo 6.
Rozstalismy sie rok temu z hakiem. Mamy 3,5 letniego synka.
Postaram się krótko o mnie, o nas i w ogole na temat, Pozwole czasem
wrzucać pewne kwestie, które moze jakoś nieszczególnie sensowne, w
moim odczuciu jednak mogące miec znaczenie.

Poznaliśmy sie gdy ja mialam 19 lat, mąż 21. Ja bylam na pierwszym
roku studiow. Mąz nie studiował, pracował. Od początku różniło nas
wszystko; począwszy od statusu spolecznego i materialnego,
skonczywszy na zainteresowaniach i niestety poziomie intelektualnym.
Bylismy w sobie bardzo zakochani. Dla nas oboje był to pierwszy
poważny zwiazek i w sumie jedyny. Ja mialam na koncie kilka
nieodwzajemnionych "milosci" i byłam dosc zakompleksioną.
W naszym zwiazku jednak to ja byłam osobą wytyczającą cele i je
realizującą. Zmotywowałam męża by szedł na studia. On sam mial
szereg roznych pomyslow ktorych bez mojego wsparcia i pokierowania
nie umial sfinalizowć. Generalnie zawsze był bierny i mało
wymagający od życia. Tzn plany i marzenia miał wielkie, tym mi
swojego czasu imponował. Natomiast inicjatywy niewiele. Budowa
wlasnego domu, z ogrodem i szereg roznych "projektow" nigdy nie
ujrzalo swiatla dziennego.
Pierwsze 2-3 lata były ok. Potem kolejne lata nasz związek w duzej
mierze "toczył" sie na odleglosc bo mąż jeszcze w ostatnich latach
moich studiowo wyjechal zarobkowo za granice, potem musial ruszyć
sie za pracą w Polsce i zdecydować co dalej co tez wiązało sie z
widywaniem w weekendy. Ten okres nazwalabym "czekaniem na bliskość",
rezygnowaniem z wielu rzeczy, wakacji zeby on mógł się "rozwijać".
Ja byłam można powiedziec ustawiona, konczylam studia, obroniłam
prace z wyróżnieniem. Mielismy juz swoje mieszkanie, ktore dostalam
od rodzicow. Potem zaczelam pracować. Nie robie oszałamiającej
kariery ale od poczatku zarabiam więcej od męża. Dla niego nigdy nie
był to problem wrecz przeciwnie byl dumny ze mnie. Generalnie
pasowalo mu ze to ja dominuje i nosze spodnie, niby decyzje
podejmowalismy wspolnie ale to zwykle moje pomysly i ja zajmowalam
sie ich wykoaniem. On angazowal sie minimalnie. Znajomi potem z
perspektywy czasu oceniali ze go rozpuscilam.
Gdy skończyl sie okres tego mojego czekania na bliskosc, czyli
pracowalismy już oboje w miare stabilnie, mielismy mieszkanie,
samochod, duzo czasu dla siebie i ja wlasnie wtedy poczulam ze nie
ma tej bliskosci na ktora czekalam. Bylo to jakios po 6 latach bycia
razem. Pytalam go wtedy czy nie czuje ze niby jestesmy razem a jakby
osobno. Na co on odpowiadal że jak osobno, skoro jest obok mnie. Ja
chcialam wtedy wychodzic gdzies, spotykac sie ze znajomymi, spedzac
czas inaczej niz tylko w domu. On moich znajomych za bardzo nie
lubil, inna sprawa ze tez ich jakos nie bylo bardzo dużo, a on niby
znajomych - kolegow mial duzo ale nie bardzo nadawli sie na nasze
wspolne spotkania. Wg niego oczywiscie, byli to jego koledzy z
silowni czy treningow. Wtedy tez mialam krótki flirt z kolega w
pracy. Zaczelo sie od rozmow a skonczylo na kilku spotkaniach. On
sie troche za bardzo zaangazowal ja natomiast czulam sie strasznie,
ze przeciez mam takie fajne zycie, fajnego meza i jestem
niewdzięczna ze czegos ciągle mi brak. Zakonczylam tą znajomosc. Ale
pustkę i jakies deficyty emocjonalne niestety chcialam koniecznie
czyms wypełnic. Stwierdzilam ze byc moze to wszystko dlatego ze nie
mamy jeszcze dziecka, ze moze dlatego czuje co czuje. Spytalam meza
co o tym myśli. On oczywiscie jak zawsze (jak to oceniam teraz z
perspektywy) bierna akceptacja, skoro chcesz to jak najbardziej.
Wiem, ze to juz wtedy byly znaki ostrzegawcze, ze decyzja o dzicku
na tamten moment nie byla dobra-wiem to juz to z sobą rozliczylam...
Ale stało sie. Nie tak od razu bo okazalo sie, że bede miala dosc
powazne problemy z zajsciem w ciąze, o ile w ogole to bedzie
mozliwe. Zaczeło sie wiec staranie o dziecko, jezdzenie po
lekarzach, badania. Po 2 latach udało sie i zaszlam w ciąze. Mąż
wtedy niestety zostal przeniesiony do innego miasta i znowu moglismy
widywac sie tylko w weekendy. Zostalam wiec w sumie sama w ciązy, do
pojawienia sie komplikacji pracowalam i dawalam sobie swietnie sama.
Okres ciązy wspominam jako najcudowniejszy okres w moim zyciu. Mimo
ze pod koniec 2 trymestru pojawilo sie zagorozenie porodem
przedwczesnym to jakos udalo sie dotrwac do bezpiecznego dla dziecka
terminu. Troche lezalam w szpitalu, troche u rodzicow. Jak odeszly
mi wody bylam z mama i to ona byla ze mna w szpitalu jak urodził sie
synek. Mimo ze byla taka mozliwosc maz nie przyjechal na drugi dzien
bo byl na szkoleniu, z ktorego wracal we srode, wiec stwierdzil ze
nie oplaca mu sie jechac na drugi dzien jak bedzie w domu juz we
srode. Nie trudno nie przyznac mu racji... Jednak bolało. To ze
nigdy nie czułam sie dla niego najwazniejsza. Mówił ze kocha ale
nigdy chyba tego tak w pełni nie czulam.
Nigdy tez jakos specjalnie nie okazywal mi uczuc, nie przytulał ale
zawsze tlumaczyl ze on nie potrafi bo w domu go tego nie nauczyli. Z
czasem to mialam wrazenie ze jak sie przytula to tylko wtedy gdy ma
ochote na sex. Z seksem tez z czasem było słabo, glownie z mojej
strony. Potem juz sam mi mówił ze powinnam isc do seksuologa bo cos
ze mna nie tak, ze nie mam ochoty wiecznie, ze jestem zimna jak lód.
Ale wracajac do tematu... okres po narodzinach synka był poczatkowo
przyzwoity. Maz angazowal sie pod wplywem moich prosb w opieke nad
malym, kapal, przewijal przez kilka pierwszych tygodni. Potem ja
wrocilam do pracy, maz wrocil znowu do domu (sluzbowo zostal znowu
przywrocony) powinno wszystko zaczac sie ukladac. Ale bylo coraz
gorzej. Wiadomo czas dla zwiazku dla mnie w tzw okresie
wczesnodzieciecym moze rodzic problemy. Niestety dla nas to juz byla
rownia pochyła. A juz calkowicie stracilam nadzieje ze to sie da
uratowac, gdy zorganizowalam (niestety znowu sama) chrzest malego i
rownoczesnie nasz slub koscielny. To był koszmarnie glupi pomysł...
wiem... Ale mądry Polak po szkodzie, sama tez potrafie sie surowo
ocenic. Slub koscielny podsunal nam ksiadz ze niby konieczny do
ochrzczenia dziecka. Ja mimo kryzysu bylam tak zaprogramowana ze ten
moj zwiazek to na cale zycie, ze zawsze bedziemy razem a moze
ceromonia, przysiega obudzą w mezu jakies uczucia. Moze tos sie
zacznie jeszcze tlic. Niestety ta uroczystosc to był najbardziej
koszmarny dzien w moim zyciu. Po ceremonii byla mala impreza dla
rodziny i znajomych. Potraktowal mnie okropnie... Poczawszy od
momentu skladania przysiegi kiedy nie spojrzal mi nawet w oczy
skonczywszy na imprezie, na ktorej bylam wrogiem nr 1 bo tylko mu
przeszkadzalam w zabawie z jego kolegami...
Potem bylo juz tylko gorzej. Maly zaczal chorowac, miał zabieg w
szpitalu, gdzie spedzilam z nim kilka dni, nie opuszczajac go nawet
na chwile. Mąz wtedy intewsyniwe pracowal, nie byl z nami w
szpitalu, raz odwiedzil nas wieczor to nie wpadl nawet ze moge byc
glodna bo przeciez 1,5 rocznego dziecka nie zostawie samego zeby
sobie isc na obiad. Bylam coraz bardziej rozczarowane. Frustracja
rosła i napiecie przez rok. Az w koncu pekłam jak uslyszalam od
niego serie wyrzutow ze odebralam mu radosc z zycia, ze przeze mnie
nie zrealizowal swoich marzen zawodowych, ze jestem zimna i nie ma
ze mna nawet udanego sexu. Ja nie mogłam zniesc jego lenistwa,
codziennego spania po pracy, braku incjatywy, biernosci i z drugiej
strony postawy roszczeniowej, ze mu sie cos nalezy. Wtedy cos we
mnie pękło i powiedzialam ze daje mu czas zeby soebi cos znalazł i
sie wyprowadzil od nas. Poczatkowo myslal ze to jakas fanaberia z
mojej strony. Ja jednak wiedzialam ze nie ma odwrotu, ze nie chce go
znac. W koncu spakowalam jego rzeczy i sie obrazony wyprowadzil.
Poczatkowo liczylam ze
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 30.07.10, 12:59
      Błagam, skróć o połowę tę wypowiedź.
      • milo_z_wenus Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 30.07.10, 13:39
        nawet nie wiedzialam ze wyjdzie takie dlugie ale ciezko to streścic,
        naprawde. Najwyzej nie czytajcie, rozumiem ze moze byc irytujace
        • carrie78 Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 30.07.10, 13:59
          A ja przeczytałam...
          Współczuję Ci, ale chyba to taki typ faceta motylka. Dawałaś mu
          dużo, skończyło się, to sie postarał na tyle, żeby to odzyskać. Nie
          wygląda, żeby coś więcej z tego było.
          A skoro Ty nic nie czujesz do niego... Tylko dla dziecka, to nie
          możesz się męczyć. Będziecie się kłócić, będziesz sfrustrowana i
          jeszcze bardziej zaszkodzisz małemu.
          Chyba bym na Twoim miejscu zrezygnowała z tego związku.
    • milo_z_wenus C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 30.07.10, 13:36
      Poczatkowo liczylam ze jak dotrze do niegoe ze mnie stracil i
      dziecko to sie opamieta, ze bedzie walczyc zeby nas odzyskac. Nic
      takiego sie nie stalo, jedynie co potrafil mi powiedziec ze
      zrozumial jakim jest glupcem ze po tylu latach wylądował na bruku,
      ze nie ma mieszkania, nic! Na szczescie mieszkanie bylo moje wiec
      bylam panią swojego losu. Dziecko w ogole go nie interesowalo,
      powiedzial ze moze placic alimenty i nie jest mu do niczego
      potrzebny. Bylam zszkowana, ze nie ubolewa nad tym ze stracil
      kobiete i dziecko tylko mieszkanie. Przez nastepne miesiace troche
      sie polepszylo, przychodzil do dziecka praktycznie codziennie bo
      mielismy taki uklad ze on zwalnial opiekunke, ja pracowalam dluzej.
      W weekendy jezdzil do swojego rodzinnego miasta i tam sie bawil i
      imprezowal. W miedzyczasie wmanewrowal mnie jeszcze w spłacanie rat
      za komputer, ktory kupil na krotką chwile przed rozstaneim, bez
      mojej zgody oczywiscie. Pozalil sie ze nie ma kasy, ze go wyrzucilam
      i on sie nie ma gdzie podziac wiec ze skoro nie ma gdzie tego
      komputera i tak gdzie wziasc to moze bym splacila te raty. Zgodzilam
      sie bo zrobilo mi sie go jeszcze zal. Zreszta nieważne, nie ma sensu
      mnozyc takich przykladem. Zawsze byl lekkoduchem jezeli chodzi o
      pieniądze, w dodatku czego nigdy w nim nie lubilma taką
      cechę „drobnego cwaniaczka“ zeby miec ale sie nie narobic za
      specjalnie. Nie bylo nigdy to groźne ani szczegolnie uciążliwe,
      zwłaszcza ze finansowo bylismy ustawieni, glownie dzięki mnie
      niestety.
      Tak stosunek do mnie trwal do momentu az doszedl do wniosku ze
      pewien facet pojawil sie na powaznie w moim zyciu. Faktyycznie tak
      nie bylo, byly to początki znajomosci ale jakos nic nie wyszlo. On
      jednak zrobil sobie nadbudowe ze ja odchodze od niego bo mam kogos i
      on na to nie pozwoli. ZBieglo sie to z moim pozwem rozowodym. Wtedy
      zaczal niby walczyc, okazalo sie ze zainstalowal jakiego szpiega na
      tym moim komputerze i sledzil moja korespondencie itp. Niby z
      milosci, niby tak mnie kochal ze sobie nie wyobraza ze moze mnie
      stracic, ze dla niego najwazniejsza jest rodzina itp. Ja czulam ze
      go nie kocham i poki synek jest mały trzeba to skonczyc bo on sie
      nigdy nie zmieni a ja pewnych rzeczy nie zaakceptuje. Rozwod bez
      orzekania o winie trwal 20 minut. On prawie sie poplakal, przyznal
      przed sadem ze to wszystko jego wina, ze zaniedbal i nie podolal
      roli ojca i meza. Wszystko pięknie brzmialo ale mnie to nie ruszalo.
      Wtedy. Czekalam na swoje nowe zycie. Wychodzilam do ludzi, kilka
      razy bylamna randce, bylo mi dobrze. Dawalam sobie rade ze
      wszystkim. Ale on zaczal coraz bardziej wchodzic w moje zycie,
      troche stracilam czujnosc… Przychodzil codziennie do malego i
      siedzial do wieczora, bo sam nie wynajął nic tylko zamieszkal w
      internacie ktory oferuje jego praca, wiec nie mial gdzie synka
      zabierac. Mi zalezalo na tym by maly mial kontakt z ojcem jak
      najczesciej, zeby nie odczuwal tak bardzo ze nie jestesmy razem wiec
      pozwalalam na jego wysiadywanie kazdego dnia u mnie. Do jakiegos
      momentu bardzo sie pilnowalam, o nic go nie prsoilam, sama robilam
      zakupy, planowalam wszystko, chcialam jasno mu dac do zrozumienia ze
      jestem niezalezna i nie chce jego pomocy. Raz zabral mi smieci,
      potem zaczal robic to czesciej, zrobil zakupy czy poniosl ciezkie
      siatki. Potem stwierdzilam ze czemu nie? W koncu i tak ja dzwigam na
      sobie wszystko. I tak jakos wlazl w moje zycie znowu. Czasem
      opowiadal cos o sobie, bylam zdziwiona ze zmienil pewne
      przyzwyczajenia, ze mysli cos powaznie i zaczal cos tam realizowac.
      Rano biega przed pracą, wstaje o 6 a wczesniej nigdy nie szlo go
      sciagnac z lozka, w weekendy to zwykle on spal do 10 a ja zasuwalam
      juz od samego rana. Nie wiem czemy ale tak sobie pomyslalam ze moze
      sie zmienil, zrozumial…. Byl zawsze do dyspozycji, nawet na
      sylwestra poszłam ze znajomymi a on zostal z malym. Jedynie na
      weekendy wyjezdzal i pewnie sobie imprezowal ale mi akurat nic do
      tego. Ja w miedzyczasie poznalam faceta, myslalam ze to moze byc
      obiecująca znajomosc, pewnie troche idealizowalam (mam tendencje)
      ale nic z tego nie wyszło. Byłam rozczarowana, pewnie samotna, w
      okolicy rozchodzace sie z mezami kolezanki w bardziej drascznych
      okolicznosciach. W dodatku bardzo monco siedzi we mnie poczucie winy
      w stosunku do synky, ze pozbawilam go w jakims sensie posiadania
      pelnej rodziny, ze zaden mezczyzna ktory pojawilby sie w moim zyciu
      nigdy go nie zaakceptuje i pokocha tak jak jego ojciec. Bylam taka
      zdołowona ze stwierdzilam ze moze da sie cos wykrzesac, ze przeciez
      tak sie kochalismy kiedys, ze w sumie nie jest taki najgorszy, ze
      jaki facet przez tyle mscy nie szukalby innej kobiety, tylko
      przychodzil do bylej zony i dziecka. Ze pomaga mi wiec moze jednak
      mnie kocha? On przeciez nigdy mnie nie zostawi, nie odejdzie, skoro
      dzo dziz tkwi przy mnie… I poddana takim myslom i nastrojom wrocilam
      do niego… Początkowo bylo nieźle bo oboje mielismy pracowac nad ta
      strona emocjonalna zeby sobie okzywac uczucia itp. Poniewaz zostawal
      na noc wiec sama nie wiem kiedy ale sprowadzil sie spowrotem. I
      wtedy zaczely mnie irytowac kwestie finansowe; okazalo sie ze ma
      dlugi; karta kredytowa zadluzona, i 2 inne pozyczyczki. Kasa poszła
      na ciuchy i imprezy, telewizor plazmowy dla taty i gaz do samochodu.
      Wyszło na to ze mieszka a daje mi tylko alimety, co de facto
      stanowii tylko polowe tego co place opiekunce. Zeby dolozyc mi do
      mieszkania to powiedzial ze nie ma niestety, ze bedzie mial podwyzke
      w pracy to bedzie dawal. A na jedzenie i bieżace wydatki placil
      sobie karta kredytowa. Wtedy mnie troche zdystansowalo… Nagle te
      wszystkie palny ktore zaczelismy snuc po powrocie, ze moze bysmy
      wzieli kredyt wynajeli moje mieszkanie i wybudowali dom, zeby miec
      cos swojego poszły w łeb. Znowu niestety jego mrzonki i marzenia
      ktorych jesli nie zrealizuje ja za nas oboje on na pewno ich nie
      urealni. Nie wiem jak wyobrazam sobie splacanie duzego kredytu na
      dom jezeli nie potrafi ogarnoac swoich finansow w perspekwywie
      blisko roku, tak zeby starczalo mu do 1. Niestety zaczelam myslec ze
      tak naprawde ta wielka milosc ktora deklaruje to moze wygoda jednak.
      Wprowadzilam wtedy podzial kasy i ustalilam ze ma dokladac sie do
      mieszkania jezeli chce mieszkac plus oczywiscie alimenty. Zgodzil
      sie ale z racji ze podwyzka z pracy mu sie opoznia w sumie 2 msce
      nie dostalam wiecej niz alimenty. Zakupy do domu robimy na zmiane.
      Niby ustalenia są ale ja mu nie ufam. I dochodze do wniosku ze chyba
      nie kocham… Zaczelam patrzec juz z boku ze oprocz dziecka to w sumie
      nie wiele nas łączy. Tylko o malym rozmawiamy z pasją i godzinami. I
      w sumie tyle. Nie mamy wspolnych zainteresowan, marzen, nawet
      wspolnych znajomych… Z drugiej strony w miare moglibysmy sie
      dogadac, funcjonowac tak ze wzgledu na dziecko, ale ja tęsknie za
      innym zyciem.
      Nie wiem czy warto to ratować? Po tych moich wątpliwosciach, ciezko
      mi sie teraz przelamac i w oogole o to walczyc…On twierdzi i
      zapewnia ze kocha ale ja juz sama nie wiem czy ma to znaczenie bo ja
      chyba nie. Boje sie jednak ze jak odejde juz ostatecznie to
      przyjdzie moment ze znowu bede chciala wrocic, nie wiem trudno mi to
      zrozumiec ale w jakis sposob daje mi poczucie bezpieczesntwa bo jest
      przewidywalny. I przeraza mnie to ze on zwiaze sie z jakas kobieta i
      wybuduje z nią ten cholerny dom i ze bedzie dla niej taki jak dla
      mnie nidgy nie byl. I ze synek mi kiedys wypomni ze tata chcial z
      nami byc, a ja go odrzucialam. I to ostatnie jest najgorsze…
      • doctor.no.1 Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 13:51
        Przeczytałam wszystko i ... nie bardzo rozumiem sytuację - czy teraz
        wszystko jest okej poza finansami?


        • milo_z_wenus Finanse 30.07.10, 19:38
          Finanse i związane z tym ustalenia rzutuja na moje zaufanie do niego. Dlatego
          reszta robi sie nie ok bo ja sie zacinam w sobie bo nie wiem na ile moge mu
          ufać. Wiesz umawiamy sie ze bierze nieoprocentowany kredyt z pracy zeby splacic
          karte kredytowa zeby móc ją zamknac. Karty jednak nie zamyka bo okazalo sie ze
          wyszly niezapowiedziane wydatki i nie ma na zycie wiec karte zadluza od nowa. W
          momencie kiedy ustalamy te kwestie mógł powiedziec karte splace ale nie zamkne
          bo nie wyrobie finansowo. Równolegle mówi mi ze chcialby zebysmy wybudowali dom
          i ze rodzina jest dla niego najwazniejsza teraz, ze chcialby nawet drugie
          dziecko. Jak mam mu ufac skoro nie ogarnia i dotrzymuje slowa?
          Mi nigdy nie chodzilo o kase, moge znowu miec wszystko na glowie ale wlasnie
          chcialam od nowa budowac na podziale odpowiedzialnosci. Nie chcialam zeby
          wrocily dawne czasy i warunki wtedy panujace.
          • bez_przekazu Re: Finanse 26.04.13, 18:44
            no i co cie przy nim trzyma poza finansami?
            milo_z_wenus napisała:

            > Finanse i związane z tym ustalenia rzutuja na moje zaufanie do niego. Dlatego
            > reszta robi sie nie ok bo ja sie zacinam w sobie bo nie wiem na ile moge mu
            > ufać. Wiesz umawiamy sie ze bierze nieoprocentowany kredyt z pracy zeby splacic
            > karte kredytowa zeby móc ją zamknac. Karty jednak nie zamyka bo okazalo sie ze
            > wyszly niezapowiedziane wydatki i nie ma na zycie wiec karte zadluza od nowa. W
            > momencie kiedy ustalamy te kwestie mógł powiedziec karte splace ale nie zamkne
            > bo nie wyrobie finansowo. Równolegle mówi mi ze chcialby zebysmy wybudowali dom
            > i ze rodzina jest dla niego najwazniejsza teraz, ze chcialby nawet drugie
            > dziecko. Jak mam mu ufac skoro nie ogarnia i dotrzymuje slowa?
            > Mi nigdy nie chodzilo o kase, moge znowu miec wszystko na glowie ale wlasnie
            > chcialam od nowa budowac na podziale odpowiedzialnosci. Nie chcialam zeby
            > wrocily dawne czasy i warunki wtedy panujace.
        • jagoodka29 Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 26.04.13, 13:16
          Moja Kochana. Rozumiem CIe w całej rozciągłosci. Twoja historia jest bardzo podobna do mojej. Ty masz mieszkanie ( swoje po które łapy Twój ex nie wyciagnal- ja swoje wydarłam rodzicóm, a potem ex mi wydarł połowę przy rozwodzie).A co gorsza odeszłam do innego faceta i to z deszczu pod rynnę ( duzó by pisac o malzenstwie i tym kolejnym zwiazku nawet wiecej niz Ty).Moj maz tez byl moim piewszym mezczyzną. Teraz przezywam tak naprawde dwa rozwody, kłopoty finasowe i logistyczne które juz stały sie codziennoscia z która sie godzę powoli i czekam na lepsze jutro Poszłam n aterapię, bo okazało sie ze baaardzo jej potrzebuję i to nie w kontekscie rozwodu ale raczej całokształtu. Dopiero tam zrozumialam co chcialam budowac... ten dom ktory mielismy miec z mezem tez przerabialam i to ze on ma juz teraz inna ( od razu po rozwodzie zaczal sie z nia spotykac... wiec nie czekał długo). Te mysli ze to wlasnie z ta inna ten dom zbuduje mimo ze to ja mam z nim 2 dzieci i "kochalam za bardzo" . Coz CI poradzic. Tez chcialam wracac do exa.. nawet to z nim przerabialam ale nie chcial sluchac. W koncu to ja od niego odeszlam. To po terpaii zrozumiaam ze nie ma takiej opcji, nie chce i oby sobie Bóg nie zażartował i nam dróg nie skrzyował. Nie wchodiz sie dwa razy do tej samej rzeki. Never. Chociaz wiem ze sa pary ktorym sie udało. No cóz mysle ze było wiele czynników które na to wpłynęly zupełnie innych niz u mnie. Ja w kazdym razie juz nie chcę. Zbyt duzo poswiecałam zeby miec faceta, meza , rodzinę... Nie było warto i teraz to zrozumialam. Nie warto dla dzieci- bo najczesciej to na nich sie te powroty odbijaja najbardziej negatywnie.
          POszukaj pomocy, wygadaj sie ( i tu i gdzie tylko mozesz:morpel@interia.pl) i skieruj sie w zupełnie inna stronę.
          Pozdrawiam
      • iwoszka.0 Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 14:30
        Ciekawe co p. Agnieszka o tym napisze. Mi się tak jakoś wydaje, że
        szanse na związek z dobrymi emocjami są niewielkie.
        Dobra kooperacja na etapie związku na odległoąść posłużyła Ci za
        przesłankę do wniosku, iz można odbudować życie wspólne we
        wszystkich wymiarach. To było chyba błedne rozumowanie.
        Co dalej?
        Pozostaje próba powrotu do dobrego związku na odległość. Dobre
        rozmowy od synku pokazują, że on jest wspólną wartoscią.
        Inny wariant, to wspólne życieobok siebie, ale bez ograniczania
        sobie mozliwości budowania mocnych związków na zewnątrz.
        Najgorszy wariant, to udawanie, że jesteście znowu szcześliwą parą,
        która zaspokoaja wszystkie swoje potrzeby. Bo to chyba raczej nie
        jest możliwe.
        Pyatnie, jak żyć w nieudanym związku, nie marnując przy tym życia,
        wcale nie jest ani teoretyczne, ani głupie.
      • serendepity Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 16:14
        Podsumowujac: wrocil na stare smieci i do starych przyzwyczajen i to co
        przeszkadzalo Ci wczesniej nie zmienilo sie. Skoro nie chcialas o juz przed
        rozwodem, to po co Ci on po rozwodzie?
        • lusitania2 Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 16:46
          >Boje sie jednak ze jak odejde juz ostatecznie to
          >przyjdzie moment ze znowu bede chciala wrocic, nie wiem trudno mi
          >to zrozumiec ale w jakis sposob daje mi poczucie bezpieczesntwa bo
          >jest przewidywalny.

          lęk przed samotnością

          >I przeraza mnie to ze on zwiaze sie z jakas kobieta i
          >wybuduje z nią ten cholerny dom i ze bedzie dla niej taki jak dla
          >mnie nidgy nie byl.

          pies ogrodnika.


          >I ze synek mi kiedys wypomni ze tata chcial z
          >nami byc, a ja go odrzucialam. I to ostatnie jest najgorsze…

          szczerze wątpię w to, że przed dzieckiem można ukryć emocjonalny
          chłód, brak szacunku, panujący między rodzicami. Znam sporo osób,
          które wcale nie są wdzięczne rodzicom za to, że dla tzw. "dobra
          dzieci" się nie rozstali. wręcz przeciwnie, uważają, że lepiej
          byłoby gdyby rodzice postanowili się rozejść, pozostając z jako
          takim szacunkiem dla exmałżonka i współpracując dla dobra dziecka,
          niż zostając razem odgrywali ten codzienny teatr, kiepsko ukrywając,
          że na drugiej stronie mało im zależy, nie szanują się wzajemnie,
          uważają za nieudacznika (który zniszczył im życie), tolerują z musu
          itpitd.
        • kochamkotyijuz Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 17:06
          Boje sie jednak ze jak odejde juz ostatecznie to
          przyjdzie moment ze znowu bede chciala wrocic, nie wiem trudno mi to
          zrozumiec ale w jakis sposob daje mi poczucie bezpieczesntwa bo jest
          przewidywalny. I przeraza mnie to ze on zwiaze sie z jakas kobieta i
          wybuduje z nią ten cholerny dom i ze bedzie dla niej taki jak dla
          mnie nidgy nie byl.

          Nie wiem czy cie dobrze zdiagnozuje, ale strasznie zalatuje mi tu
          psem ogrodnika.Sama go nie chcesz ,ale mysl ,ze mogly miec inna cie
          PRZERAZA.Hmmmm wiesz jakos nie wierze ,ze on tak bez powodu nie
          szukal innej baby.Mysle ,ze (moze i calkiem nieswiadomie) dawalas mu
          nadzieje na powrot.Mysle ,ze trzymalas go w takej rezerwie jak sie
          nic ciekawszego nie trafi.A ,ze zaliczylas kosza randkowego to
          pewnie samoocena troche podupadla,wiec dla otarcia lez zdecydowalas
          sie przyjac z powrotem tego wiernego, sprawdzonego,
          przewidywalnego ,dajacego poczucie bezpieczenstwa i najwazniejsze
          ojca twojego dziecka.
          Ja mam takie wrazenie ,ze ty sama nie wiesz czego chcesz.Jesli go
          nie kochasz to sie z nim rozejdz.Dlaczego do niego wrocilas???Z
          braku laku??Dla dziecka???Poza tym ponowie pytanie po kolezance
          doktorownie.Co jeszcze oprocz finansow ci w nim przszkadza???Czy
          poza ta sfera wszystko jest ok??
          Z twojego dlugiego wpisu wynika ,ze twoj byly nie tuli ,nie patrzy
          gleboko w oczy ,nie uzywa pieknych slowek ,ale to ty go odsunelas bo
          stracilas ochote na sex,bylas zimna jak lod.Czy staralas sie to
          jakos zmienic??bylas u ginekologa u sexuologa z tym problem???

          Tutaj nikt za ciebie decyzji nie podejmie.Bycie z kims kogo sie nie
          kocha dla dziecka tez nie jest rozwiazniem.
          A czy ty przypadkiem nie boisz sie samotnosci???
          • milo_z_wenus kochamkoty 30.07.10, 20:07
            Tak, myśle ze sporo w tym racji z tym psem ogrodnika. Mimo wszystko strasznie
            boli ze spedzilas z facetem ponad 10 lat, bylas z nim w trudnych albo i
            najtrudniejszych momentach w zyciu, pomagalas studiować i realizowac jego
            marzenia, rezygnowalas z wakacji zeby byla kasa i czas na jego plany a on tak
            naprawde nie wiele dawal z siebie. To raczej wiec bardziej bolesne niz slepo
            ogrodniczo-zawistne, ze teraz byc moze obdarzy inna kobiete takim uczuciem na
            jakie ja zawsze czekalam. No ale co tam, zwał jak zwał jestem psem ogrodnika.
            Wierz mi ze chetnie bym tego nie chciala odczuwac :-/

            Sama nie wiem czego chce. Hmmm to prawda dlatego pewnie tu sie "wypociłam" bo to
            co tu napiszecie pozwoli mi moze dostrzec cos czego nie widze lub nie chce
            widziec. Byc moze tez spojrze na sprawe z innej perspektywy.
            Wiem ze zawsze chcialam miec rodzine, ktora sie nie rozpadnie. Tęsknie za
            uczuciem, pertnerstwem, zebym mogla kochac i to z wzajemnoscia. Naiwne pewnie?
            Wiem. Mam tego swiadomosc dlatego probuje mimo wszystko odbudowac cos, obudzic w
            sobie jezeli jeszcze sie da.
            Co do sexu, to wiesz, trudno zdobyc sie na entuzjazm w lozku kiedy nie ma zadnej
            bliskosci w ciagu dnia a zwykle przytulenie inicjowane z jego strony mialo sie
            wg niego konczyc zblizeniem. Trudno miec ochote na sex jak choruje Ci non stop
            dziecko, a maz ma gleboko gdzies i znika sobie z domu na caly wieczor zeby potem
            wrocic o 23 i miec pretensje ze nigdy go nie zaskocze czekajac w ekstra
            seksownej bieliznie. Gdyby nie bylo komunikacja jeszcze to faktycznie mozna
            byloby mnie winic ale ja mówilam o swoich potrzebach, czego potrzeba mi i co on
            powinien zrobic zeby mnie wtej bieliznie zastac. To wiesz co uslyszalam? Ze
            jestem nienormalna bo jego kolezanka z pracy to jest od razu wilogtna jak maz
            jej powie ze chce uprawiac z nia sex.A ja w sumie chcialam zeby byla jakas gra
            wstepna, czulosc, zainteresowanie czy chociaz proba nawiazania jakiesj bliskosci
            w ciagu dnia. Wszystko to dopiero zrozumial jak bylismy rozwiedzeni. Wtedy juz
            nie bylam nienormalna tylko moje potrzeby mialy jednak sens. Wiec blagam nie
            wysylaj mnie do seksuologa bo ze mna wszytko w tej sferze ok.

            Samotnoci tez sie boje.

            A co do finansow i tej sfery jeszcze to brak zaufania jaki sie wkradl wynika tez
            z podejrzenia ze mna ma wygodne i spokojne zycie. Komfort. O nowa kobiete
            musialby zawalczyc. Muialby cos miec a nie ma nic, procz dlugow. Przez wiele lat
            nie czulam sie tak do konca kochana dlatego teraz strasznie boje sie czy uczucia
            ktore deklaruje jest faktycznie takie jak zapewnia. Blokuje mnie to i trudno
            wykrzesac mi teraz zeby sie zblizyc i dopuscic do siebie czy to faktycznie z
            mojej strony tez jakies uczucie, czy po prostu to o czym piszesz
            • milo_z_wenus Re: kochamkoty 30.07.10, 20:13
              I jeszcze jedna wazna mysle sprawa, malzenstwo moich rodzicow. Bardzo podobny
              schemat, ojciec w jaki sposob marzyciel, po dzis planuje wyjazd na narty kore
              stoja w garazu a nigdy sie na nie nie wybral, wszystko cale zycie organizowala
              mama, ojciec byl nieudolny i mocny tylko w "gębie". Do tego ojciec jest
              alkoholikiem. Pije od zawsze. Mama nigdy nie miala sily, odwagi zeby odejsc od
              niego bo nie mogla przebolec ze musialaby podzielic sie swoim majątkiem i tym na
              co charowala cale zycie a on na dzis nawet na spacer sie z nią wybierze.
              Dzis mama zaluje ze mogla odejsc od razu jak bylam mala, ze moze mialaby szanse
              ulozyc sobie jeszcze zycie a tak? Zyje i znosi go.

            • iwoszka.0 Re: kochamkoty 30.07.10, 20:32
              Odczuwasz gigantyczną potrzbę zycia z kimś, a masz kogoś kto zyje
              obok Ciebie. Ty także żyjesz obok niego.
              Ideał jest taki, że w małżeństwie żyjemy z kimś, a poza małżenstwme
              są ci, obok których żyjemy.
              Co robić, gdy w małżeństwie nie żyję z kimś, ale obok kogoś, i nie
              ma szans na zamianę?
              Pyatenie jest takie: czy w ogóle masz kogoś, z kim mogłabyś zyc,
              przed kim możesz otworzyć się we wszystkich sprawach? Może to jest
              tak, że ten facet jest Ci potrzebny tylko ze względu na dziecko, a
              tej prawdziwej relacji musisz szukac w innym miejscu? Rozczarowanie
              pojawia się wtedy, gdy przypisujemy komuś rolę, której on nigdy nie
              potrafi zagrać. Nie oczekuje od niego tego, czego on nigdy Ci nie
              da. Ale także nie rezygnuj z tego, czego od niego oczekujesz.
              • milo_z_wenus Re: kochamkoty 30.07.10, 21:04
                Hmmm bardzo trafnie to ujęłaś... Wiemy tylko że ideałów nie ma.
                Czy jest ktos z kim mogłabym zyc? Nie bardzo rozumiem, pytasz o faceta czy o
                kobiete, przyjaciolke? Mam kilka przyjaciolek od dziecinstwa, ktore znaja mnie
                na wylot, moge im o wszystkim powiedziec i wiem ze dostane wsaprcie i
                zrozumienie. Ale one maja swoje zycie, swoje problemy.
                Tak, odczuwam wielka potrzebe bycia z kims i kochania. Dlatego samotnosc tak
                mnie smuci. Ta potrzeba mnie goni od lat, wiem ze tesknie za tym juz od wielu
                lat, z powodu braku bliskosci w zwiazku realizowalam ciagle nowe pomysly;
                musialam ciagle miec w zyciu cos co by mnie pochłanialo ale teraz juz nie
                potrafie tego odsunac.

                Mam tez swiadomosc ze obciążenie (ojcice alkoholik, projekcja malzenstwa
                rodzicow na moje wlasne) wzorcami jakie dostalam w spadku od rodzicow nie wroza
                zbyt dobrze na ewentualne nowe zwiazki. Ryzyko ze schemat sie bedzie powtarzal
                niestety jest spore a i ze sytem zacznie dzialac to raczej przesądzone. Dlatego
                tez mysle o bylym mężu, by mimo wszytko zawalczyc bo to czego sama szukam i
                potrzebuje nie pojawi się w naturalny sposob jak ostatecznie od niego odejde.
                Tylko jak to z siebie wykrzesac? Jak zrobic zeby chciec?
                racjonalnie wiem ze szukanie nowego zwiazku czy bycie z kims innym i tak w
                dalszej perspektywie niczego nie rozwiązuje i niczego nie zmienia a emocje i
                niezaspokojone potrzeby chca zamknac tamten rozdzial i każą wierzyc ze nastepny
                zwiazek moze bylby bardziej udany.
                • lusitania2 Re: kochamkoty 31.07.10, 08:55
                  milo_z_wenus napisała:

                  >Dlatego
                  > tez mysle o bylym mężu, by mimo wszytko zawalczyc bo to czego sama
                  szukam i
                  > potrzebuje nie pojawi się w naturalny sposob jak ostatecznie od
                  niego odejde.
                  > Tylko jak to z siebie wykrzesac? Jak zrobic zeby chciec?


                  może ex mąż nie jest odpowiednią osobą dla ciebie, żeby
                  stworzyć ten udany związek, którego pragniesz. Może trzeba
                  powiedzieć sobie raz a wreszcie odpowiednio dobitnie: źle wybrałam
                  męża, przyznać się przed sobą do tej porażki, a nie za wszelką cenę
                  próbować przekonać siebie, że czarne jest białe, a białe czarne.


                  > racjonalnie wiem ze szukanie nowego zwiazku czy bycie z kims innym
                  i tak w
                  > dalszej perspektywie niczego nie rozwiązuje

                  bzdura zupełna.
                  To tkwienie w złym związku niczego nie rozwiązuje i nic nie zmienia,
                  poza pogłębianiem frustracji. Uczciwe rozliczenie się ze sobą,
                  pogodzenie się z poniesioną porażką (źle wybrałam) daje nadzieję na
                  nowy etap w życiu. Może być lepszy, gwarancji nikt nie da.
                  Dotychczasowy związek może tylko "osładzać" lęk przed samotnością,
                  raczej jednak nie przyniesie ci tego, czego od partnera oczekujesz.
                  Osobnik bierny, mało wrażliwy, tak jak opisujesz exmęża nie stanie
                  się człowiekiem aktywnym, z inicjatywą, empatycznym.

                  Sama zauważyłaś, że powielasz schemat z rodzinnego domu. Jest spora
                  szansa, że twój syn wpadnie w takie same koleiny - tego dla niego
                  chcesz?

            • basiastel Re: kochamkoty 27.04.13, 22:52
              Przykro mi to pisać, ale uważam, że w tym związku nie znajdziesz szczęścia. Mąż też nie zmieni się w odpowiedzialnego człowieka. Mami Ciebie wizją szczęśliwej i żyjącej w dostatku rodziny, ale nie robi nic, by tą wizję zrealizować i raczej niczego w tym kierunku nie zrobi. Nie wierz w jego obiecanki. Jest wygodny i sądzę, że chcąc być z Tobą, nie kieruje się miłością, tylko własnym interesem. Ja na Twoim miejscu bym sobie jego darowała. Życzę Ci, byś znalazła kogoś, z kim będziesz szczęśliwa.
          • jagoodka29 Re: C.D. Ogrom.. do "kochamkoty..." 26.04.13, 13:26
            Jestes surowa i to dowód na to ze nie chcesz jej pomoc tylko dowalić. Widzisz kobietę pogubiona , niespełniona, owszem mająca głód miłości.I to do tego stopnia, ze jest gotowa utrzymywać i ciągnąc za uszy faceta który prawdopodobnie facetem do końca nie jest. Raczej dużym chłopcem. I co w tym złego ze tego chce? patrzenia w oczy, czułości. To chyba jest zdrowe i naturalne i przede wszystkim oznacza ze dwojgu ludziom wciąż zależy. Ja ją rozumiem, ale Ty pewnie nie doświadczyłaś czegoś podobnego , poza tym jesteś najprawdopodobniej z innej gliny ulepiona. Stąd sarkazm i rady w styl" jeśli go nie kochasz to nie badź psem ogrodnika".
            A ginekolog, seksuolog... oczywiście wszystko to tylko do niej ma należeć... facet ma nie robić nic, to kobieta ma zacząć walczyć. Mi jej szkoda, jest wiele takich kobiet. Ciebie zresztą tez. Może kochając koty łatwiej jest się w ten sposób wypowiadać niż kochając ludzi.
          • basiastel Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 27.04.13, 23:12

            >
            > Z twojego dlugiego wpisu wynika ,ze twoj byly nie tuli ,nie patrzy
            > gleboko w oczy ,nie uzywa pieknych slowek ,ale to ty go odsunelas bo
            > stracilas ochote na sex,bylas zimna jak lod.Czy staralas sie to
            > jakos zmienic??bylas u ginekologa u sexuologa z tym problem???
            >
            > Seksuolog nie pomoże, bo problem jest w mężu. Trudno pragnąć faceta i spędzać z nim upojne noce, gdy ma się do niego masę zastrzeżeń w ciągu dnia.

            >
        • milo_z_wenus Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 19:42
          Jakis czas funkcjonowal tak, ze zasugerowalam sie ze wiele zmienil, przemyslal i
          zrozumial. To dość naiwne bylo ale widze tez jakis wysilek z jego strony.
          Dlatego tez nie licze ze on sie zmieni, tylko ile i czy jestem w stanie
          zaakceptowac to czego zmienic sie nie da i przy okazji byc szczesliwa
          • iwoszka.0 Re: C.D. Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie ( 30.07.10, 22:30
            Zderzają się dwie potrzeby: bycia w związku i życia z kimś. Są
            szczęśliwcy, którym się to udaje. Żyją z kimś w zwiazku. I są
            szczęsliwi. Co jednak robić wtedy, gdy nie da się tego pogodzić?
            Jest kilka scenariuszy. Rozwalać związek i budować nowy. Niektórtm
            się udaje.
            Realizowac się poza związkiem: praca, aktywnośc społeczna, polityka,
            sport, gorzej jesli alkohol. W zwiazku ustalić w miarę rzetelne
            reguły gry. Wiele nie oczekiwać, ale i nie demonstrować wrogosci.
            Szkuać bratniej duszy, tzn. kogoś, kto żyje w podobnej sytuacji. I
            budować z nim wspólnotę. Jak mocną? To odrębne i trudne pytanie.
            Recepty sa różne. Wazne, by do minimum ograniczac złe emocje, bo jak
            piszą mądrzy ludzie, złe emocjie szkodzą zdrowiu, a w przypadku
            kobiet szkodzą znacznie mocniej. O tym także trzeba pamiętać.
    • tully.makker Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 30.07.10, 16:24
      Nie sanujesz i nie akceptujesz meza takim, jakim jest, a czekanie na
      jego zmiane jest czekaniem na Godota.

      Sa ludzie, ktorzy odnajduja sie w zwiazku na odleglosc, a
      codziennosc ich zabija. ten wymiar sprawy tez warto wziac pod uwage.
    • bea1974 Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 31.07.10, 09:16
      początkowo liczyłam że...i co dalej?
      • bea1974 Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 31.07.10, 09:30
        już znalazłam:)i nie wiem co napisać. Myślę że i tak jesteś już
        bardzo odważną kobietą. Mój m to też marzyciel, ale realizuje tylko
        swoje pasje. Widzę jak się odsuwamy i jakoś coraz mniej mnie to boli-
        najważniejsze że jest wspaniałym ojcem- to dla mnie jest
        najważniejsze- przyjdzie czas i mi się ułoży życie- myślę że i u
        ciebie nastąpi taki moment:)
        • milo_z_wenus II czesc - watek z 13:36 31.07.10, 09:32
          • rapunzel1 Re: II czesc - watek z 13:36 31.07.10, 10:58
            Z twoich postów milo bije ogromny głód miłości. Nie dostałaś jej w dzieciństwie, ale wymyśliłaś sobie że jak cię mężczyzna pokocha, to jego miłość ci te deficyty z naddatkiem zwróci.
            A że niedokochanie ci bardzo doskwierało, a przy tym zaradna jesteś, to nie zostawiłaś sprawy losowi, tylko zorganizowałaś sobie faceta i rozlicznymi usługami i poświęceniami próbowałaś kupić sobie miłość.
            Bilans:
            "spedzilas z facetem ponad 10 lat, bylas z nim w trudnych albo i
            najtrudniejszych momentach w zyciu, pomagalas studiować i realizowac jego
            marzenia, rezygnowalas z wakacji zeby byla kasa i czas na jego plany a on tak
            naprawde nie wiele dawal z siebie"

            W gruncie rzeczy widzisz, że on nieodpowiedzialnym, samolubnym cwaniaczkiem i miałaś dość zdrowego instynktu i szacunku do siebie aby się nie prostytuować dla zatrzymania męża.
            Naprawdę rozwód nie był błędem, błędem jest brak faktycznego rozstania, bo pozwoliłaś by facet sprytnie, małymi kroczkami wprowadził się znowu, gdy groziła mu utrata dojnej krowy.
            BTW:
            O tym do jakich bajerów są zdolni "podwieszacze" jak grunt im się pali pod nogami pisze Katarzyna Miller w "Chcę być kochana tak jak chcę"

            Przeraża mnie to że ty poważnie chcesz iść w ślady swojej matki. Nie jesteś psem ogrodnika. To co ty sobie robisz jest znane jako strategia [auto]manipulacji "utopione koszty". Porzuć wreszcie nadzieje na zwrot swoich 10 letnich inwestycji w tego faceta.
            Owszem rzucanie się w nowy związek to nie jest wyjście, bo bez gruntownej zmiany podejścia będzie to tylko inwestowanie w nowego mężczyznę, żeby on w rewanżu mnie pokochał.
            Wywal eksa z mieszkania i nie pozwól mu przesiadywać pod pozorem kontaktów z dzieckiem (nie piernicz o dobru dziecka, twoje jest równie ważne, a ty potrzebujesz prawdziwej separacji).
            Daj sobie czas na wylizanie ran z dzieciństwa. Zaprowadź siebie na terapię lub spotkanie DDA. Oducz się organizowania życia innych dorosłych, naucz się troszczyć z miłością o siebie.
            • milo_z_wenus Re: II czesc - watek z 13:36 01.08.10, 13:55
              mocne słowa ale duzo w tym prawdy co napisalas... Nie myslalam o tym w ten
              sposób. Dziękuje.
    • aadzia21 Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 31.07.10, 12:02
      Masz dużą samoświadomość i doskonale sama siebie diagnozujesz.
      Dla mnie z Twojej wypowiedzi przebija przeraźliwa samotność. Masz
      głód uczucia, bliskości, a także poczucia bezpieczeństwa,
      stabilności. Nie jesteś tak silna, jak Ci się wydaje (mimo że
      świetnie sobie radzisz), potrzebujesz mężczyzny czułego,
      kochającego, romantycznego, ale z drugiej strony takiego, który
      wesprze Cię w codziennych trudach, w całkiem pragmatycznych
      sprawach, jak opłaty, zakupy etc. Nie wyręczy Cię, tylko pomoże. Tym
      mężczyzną nie jest Twój były mąż i nigdy nie będzie.
      Ja bym na Twoim miejscu ostatecznie rozwiązała tę relację,
      ograniczając ją do spraw fundamentalnych związanych z synem. I nie
      pozwoliła na ponowne "zasiedzenie". Facet nie ma mieszkania? Niech
      weźmie synka do kina, na lody, do małpiego gaju, zoo- możliwości
      jest wiele. Albo jeśli już musi widzieć się z małym u Ciebie (co
      należałoby ograniczyć do absolutnego minimum), Ty idziesz w tym
      czasie do koleżanki, do kina, kosmetyczki etc. Żadnego ciepełka
      domowego, typu obiadek. I jednocześnie pomyśl o sobie- potrzebujesz
      mężczyzny, spróbuj go znaleźć. Może internet? Znam kilka par
      połączonych w ten sposób.
      Co do poczucia winy w związku z pozbawieniem syna ojca- Wasze
      małżeństwo się nie udało, to nie tylko Twoja wina. Obcość, która
      jest między Wami nie przysłuży się dziecku.
      • milo_z_wenus Problem z dzieckiem 01.08.10, 14:13
        Niestety synek tez odczuwa to co sie dzieje albo i "nie dzieje" miedzy nami. Od
        jakiegos czasu coraz bardziej charaktersytyczne są napady złosci/agresji i
        histerii. Praktycznie z byle powodu. Nigdy tak sie nie zachowywal tzn nie do
        takiego stopnia. Sytuacja ktora jest miedzy mna i mezem faktycznie sie poglebia
        i do tego 2 tydzien mały jest "odsmokowany" i pewnie wszystko razem daje
        mieszanke wybuchową. Ostatnio jednak ciągle pyta o tate, jak wychodzi do sklepu
        to nieustannie dopytuje kiedy wroci.
        Ostatnio jak synek spedza czas ze mną jest grzeczny, chetnie sie bawi, duzo
        rozmawia ze mna. Jak jestesmy we 3trojke nie jest juz wspolpracujacy, buntuje
        sie, generalnie jest niegrzeczny, podobnie jak jest z tata sam. Dzis sytuacja
        siegnela jednak zenitu. Synek wrocil z tata ze spaceru, z placzem i w lekkiej
        histerii bo on chcial jeszcze spacerowac natomiast tata zadecydowal ze wracaja
        bo trzeba bylo jeszcze podejsc do sklepu. W domu ciag dalszy histerii bo on nie
        chce isc do sklepu, nie umyje rać itp. Tata wiec powiedzial ze skoro nie myje
        rąk i nie chce isc to on idzie sam. I poszedl. Maly dostal szału, wył, plakal,
        tupał, podbiegal do mnie zeby mnie uderzyc i krzyczal co chwile ze on chce isc
        do sklepu z tata, dantejskie sceny. Probowalam przytulic czy rozmawiac z nim to
        bylo jeszcze gorzej wiec czekalam w poblizu zeby czegos sobie nie zrobil.
        Krzyczal tez ze tata nie wroci. Uspokoil sie jak ojciec przyszedl ze sklepu
        dopiero.
        I jak w takiej sytuacji mialabym meza wyrzucic z domu? Do tego maly zaczyna
        przedszkole od wrzesnia, nie moge mu fundowac takich zmian. Co robic? Udawac juz
        nie moge sama przed soba ze cos z tego bedzie ale synek jest najważniejszy i
        chcialabym zeby cierpial jak najmniej..
        • rapunzel1 Re: Problem z dzieckiem 03.08.10, 10:11
          Zachowanie synka - histerie i napady złości - to normalka na tym etapie rozwojowym. Dziecko uparcie chce rządzić całym światem, moje dopiero po kilku latach wytrwałych eksperymentów zaczęły popuszczać. Tylko wyjątkowe niunie nie dają wtedy rodzicom popalić. Ja byłam spokojna z natury, więc zachowanie moich dzieci było dla mnie szokiem, i zaraz pojawiło się poczucie winy.

          Dzieciak może też być nie pewny uczuć taty.
          Ale wyrzucając eksa z domu, nie pozbawiasz syna ojca. To tylko sprawdzenie prawdziwości jego obecnego zainteresowania synkiem.

          "I jak w takiej sytuacji mialabym meza wyrzucic z domu? Do tego maly zaczyna
          przedszkole od wrzesnia, nie moge mu fundowac takich zmian. Co robic? Udawac juz nie moge sama przed soba ze cos z tego bedzie ale synek jest najważniejszy i chcialabym zeby cierpial jak najmniej.."

          Ty jesteś równie ważna jak twój syn, a tu widać jak próbujesz zmusić się do przełknięcia tego syfu pod tradycyjnym pretekstem "dla dobra dziecka". Twoja matka też używała tej wymówki?

    • serendepity Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 02.08.10, 12:51
      Pozalisz sie troche, wrocisz do tego co bylo, a za pare lat obudzisz sie i
      bedziesz zastanawiac sie dlaczego zmarnowalas kolejne lata zycia.
      Przypomnij sobie dlaczego rozwiodlas sie z mezem i jaki byl tego cel.
    • izabelski Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 02.08.10, 13:10
      zakochalas sie w wyidelizowanym obrazie meza
      nie zauwazalas jego wad i bledow

      a on jest taki sam teraz jak byl 10 lat temu
      tyle, ze tobie braklo cierpliwosci

      on sie nie zmieni
      wrocil do ciebie, bo by zbankrutowal


      • to_la1 Zrobiłaś krok do przodu więc się nie cofaj 04.08.10, 08:35
        Trudno jest komuś innemu radzić czy tłumaczyć co ma robić w sytuacji
        rodzinnej bo każdy ma swoje problemy, z którymi nie zawsze umie
        sobie poradzić. Napiszę Ci jednak swoje przemyślenia po tym co
        przeczytałam. Uważam, że zatrzymywanie męża dla dobra synka nie jest
        odpowiednią opcją. To tylko pogłębi jego złość i bunt. Napisałaś, że
        synek miał napad histerii bo tata wyszedł do sklepu i go nie zabrał,
        bał się że nie wróci. Czy mieszkając z mężem na stałe nie będzie
        takich sytuacji? Sądzę, że będą i to w dużo większym stopniu. Wtedy
        tatuś będzie imprezował z kumplami (Twoje słowa) a co powiesz
        dziecku, że tata poszedł do pracy? Będziesz go okłamywać dla jego
        dobra? Nie mieszkając razem jesteś pewna kiedy były mąż zajmie się
        synkiem, kiedy weźmie go na spacer itp. Będąc z nim w stałym związku
        uważam, że niekorzystnie się to odbije na dziecku. Tata będzie się
        czuł pewnie i nie będzie się musiał już tak starać.

        Sama żyłaś z nim kilka lat i wiesz dobrze, że dorosłego człowieka
        nie da się całkowicie zmienić. Przykładem jest ta nieszczęsna karta
        kredytowa. Mąż powiedział, że ją zlikwiduje a gdy przyszło co do
        czego to nie zrobił tego bo nie ma za co żyć. Nie powiedział tego
        wcześniej. Podobnie może być w kwestii wychowania synka. Powie, że o
        konkretnej godzinie się nim zajmie a wcale tego nie zrobi.

        Oczywiście jest dużo przykładów związków, gdzie ludzie do sibie
        wrócili, ale starali sie o to RAZEM. U Was wydaje mi się, że to Ty
        nadal się starasz, tłumisz emocje dla "dobra dziecka" a mąż
        spokojnie i cichaczem wchodzi znów w wygodne życie.


        Wasz syn już teraz widzi co się dzieje a co powie mając ...naście
        lat? Nie sądze, że będzie Ci wdzięczy za powrót taty widząc Wasze
        kłótnie i brak uczucia. Pozdrawiam.
    • nabakier Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 26.04.13, 18:29
      Uciekasz od dojrzałej decyzji. Oszukujesz się idealizacjami.
      Obudź się do poważnego życia. Podejmij wreszcie decyzję i ją wykonaj.
      • esteraj Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 26.04.13, 19:03
        Nabakier, chyba troszkę spóźniłaś się ze swoją radą.
        Teraz to należałoby się zapytać autorki, jak potoczyły się jej losy przez te ponad dwa i pół roku...
        • nabakier Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 26.04.13, 22:12
          O k-urde, znowu dałam się nabrać na daty ...
    • bez_przekazu Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 26.04.13, 18:41
      czy ktos przeczytal tego tasiemca? ja nie . wystarczylo mi pierwsze zdanie.
      ktos madry wymyslil powiedzenie,ze "dwa razy do tej samej wody sie nie wchodzi".
      ale baba,jak to baba, wie swoje. i po co teraz ten placz?
      ps. gwoli wyjasnienia mojego napastliwego postu-weszlam dwa razy do tej samej wody:)
      • idoli Re: Ogromne dylematy - powrót po rozwodzie (długi 26.04.13, 21:35
        też jestem zdania, że jeśli coś się nie sprawdziło, nie funkcjonowało jak należy, to powrót do tego to po prostu masochizm. Dlaczego rozwiodłaś się z mężem? Czy powody rozwodu zniknęły? Przypuszczam, że nie..
        Czujesz, że to nie to, więc nie ładuj się ponownie w to samo, bo odbierasz sobie szansę na uporządkowanie swoich uczuć i poznanie kogoś, kto będzie dla Ciebie prawdziwym oparciem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka