gadamzrybami
24.08.10, 09:41
Od dawna przeglądam to forum i wreszcie postanowilam też opisać Wam
swoją sytuację. Po ślubie jesteśmy trzy lata, a wcześniej wiele lat
byliśmy razem. Moi teściowie [obydwoje na raz] po ponad roku od
ślubu przypomnieli sobie, że mnie nie lubią :). Symptomy oczywiście
były wcześniej, ale wydaje mi się, że jakieś zgrzyty są wszędzie i
nie chciałam się niepotrzebnie czepiać.
Objawienie spłynęło na nich, gdy dowiedzieli się, że jestem w ciąży,
a termin porodu zbiega się ze ślubem ich córeczki [która nienawidzi
mnie szczerze od wielu lat i specjalnie tego nie ukrywa]. Nie
mieszkamy razem, sami się utrzymujemy. Ba! Dzielą nas setki
kilometrów i widywaliśmy się raz na dwa miesiące w weekend.
Awantury trwały, bo w ciążę zaszłam [wg nich sama!] specjalnie [ona
uważa, że wyliczyłam sobie co do dnia, kiedy mam w ciążę 'zajść' i
nie dociera, że to naprawdę nie była kwestia jednego miesiąca].
Dodatkowo teściowej zebrało się na wypominki, np. że 5 lat temu
krzywo popatrzyłam na nią w święta, a 10 lat temu, kiedy szliśmy do
znajomych nie zabraliśmy jej córeczki ze sobą. Na tym cholernym
weselu byliśmy, bo dziecko urodzilo się dwa tygodnie wcześniej. Też
było dla teściów źle, bo rodzina pytała o dziecko, co uważam za
normalne, bo w końcu przybył nowy członek rodziny, ale uwaga od
córci była odwrócona. Poza teściami nikt nie komentował tego, że
dziecko zostało z moimi rodzicami w domu, bo wszyscy [oprócz nich]
uznali, że to norma.
Wieczne komentarze teścia, że syn jest zmanipulowany, bo nie słucha
mamusi [dosłownie], że nie zostawiamy im dziecka pod opieką i
teściowa nie może sobie 'ponosić' itp. doprowadziły do kolejnej
eskalacji. Szczytem był telefon do mnie mojego teścia, kiedy zaczął
mi nieparlamentarnie i krzykiem 'tłumaczyć', jakie mam wobec nich
obowiązki [oni nie mają wobez nas żadnych - powiedzieli to obydwoje
wyraźnie]. Zerwałam z nimi kontakt, bo wystarczyło mi tych awantur w
ciąży, a nie chciałam, żeby dziecko rosło w takiej atmosferze.
Mąż cały ten czas wrzał w środku, ale nie zabierał na forum głosu,
żeby ich nie prowokować. Rozmawialiśmy o tym dużo i często. On
kompletnie nie wie do dzisiaj, co im odbiło. Po tym telefonie
wreszcie stanowczo zareagował, ale naiwnie myślał, że im zależy na
kontakcie choćby z nim i z dzieckiem. Awantury trwały rok i teraz
sam nie ma z nimi kontaktu. Dowiedzieliśmy się w tym czasie wielu
ciekawych rzeczy, że moja rodzina jest patologiczna, naszego ślubu
nie chcieli, ja za bardzo słucham, co się do mnie mówi, no i cała
rodzina nas już nie lubi. Po rodzinie tyłki nam obrabiali od lat -
wiem to, bo nie wszyscy są tak lojalni wobec teściowej, jak jej się
wydaje. Boli jednak, że wciągnęli w te histerie całą rodzinę i
oczywiście odbiło się to na naszych relacjach.
Klops w tym, że pochodzimy z jednego miasta i kiedy przyjeżdżamy do
moich rodziców spotykam ich na ulicy. Córeczka też się obraziła, ale
za co, obydwoje nie wiemy. Z mamusią już nie mieszka, ma męża i sama
będzie miała dziecko, ale co jej odbiło nie wie nikt.
Pozdrawiam wszystkie żmijowate synowe :)