monaxa
04.01.11, 09:59
Witam...
postanowiłam napisac ten post bo nie wiem jak wyjść z tego problemu.
Mam 37 lat, 7 lat temu zostałam sama z rocznym dzieckiem, mąż mas zostawił ja przeprowadziłam sie i nadal mieszkam z rodzocami.
Rodzice bardzo mi pomagają i bardzo angarzuja sie w zycie mojego dziecka...
Do tej pory, moje zycie to była praca i dom, zadnych wyjść, znajomych, wąski krąg przyjaciół ograniczał sie do wizyt u mnie w domu z dziećmi albo ja z dzieckiem u nich...
Od pewnego czasu pojawił sie pewiem mężczyzna w moim życiu, przyjaciel na którego zawsze moge liczyć, znamy sie już bardzo długo, ale dopiero teraz zaczęliśmy śpedzać ze soba inaczej czas, zblizyliśmy sie do siebie...
No i tu pojawia się problem, nie do przejscia z moimi rodzicami, bo niby go znają, akceptują, lubią z nim rozmawiać, ale jak z nim gdzieś wychodzę to zaczynają się dąsy, jakieś pretensję, nie wiem o co chodzi, jakby nie rozumieli co się dzieje.
Ostatnio umówiłam się z nim powiedziałam że wróce wieczorem, wróciłam o 21 i ogromna pretensja, że tak późno, gdzie byłam...
A przecież ja mam 37 lat! a traktują mnie jak dziecko...
Postanowiłam, że porozmawiam z nimi, ale zupełnie nie wiem jakich argumentów użyć, zeby do nich dotarło, że przecież chciałabym sobie jakos ułozyć życie, a takie ciągłe pretensje powodują, że on mysli, ze mi nie zalezy, że cos kombinuję, a ja po prostu boję sie kolejnych problemów w domu...
Jak im to wytłumaczyć, jak w ogóle zacząć tą rozmowę,
prosze o pomoc bo sama nie potrafie tego rozwiazać.
Ostatnio żyję w takim stersie, że boję się ze to odbije sie na moim zdrowiu.