Dodaj do ulubionych

ogromny osobisty problem

04.01.11, 09:59
Witam...
postanowiłam napisac ten post bo nie wiem jak wyjść z tego problemu.
Mam 37 lat, 7 lat temu zostałam sama z rocznym dzieckiem, mąż mas zostawił ja przeprowadziłam sie i nadal mieszkam z rodzocami.
Rodzice bardzo mi pomagają i bardzo angarzuja sie w zycie mojego dziecka...
Do tej pory, moje zycie to była praca i dom, zadnych wyjść, znajomych, wąski krąg przyjaciół ograniczał sie do wizyt u mnie w domu z dziećmi albo ja z dzieckiem u nich...
Od pewnego czasu pojawił sie pewiem mężczyzna w moim życiu, przyjaciel na którego zawsze moge liczyć, znamy sie już bardzo długo, ale dopiero teraz zaczęliśmy śpedzać ze soba inaczej czas, zblizyliśmy sie do siebie...
No i tu pojawia się problem, nie do przejscia z moimi rodzicami, bo niby go znają, akceptują, lubią z nim rozmawiać, ale jak z nim gdzieś wychodzę to zaczynają się dąsy, jakieś pretensję, nie wiem o co chodzi, jakby nie rozumieli co się dzieje.
Ostatnio umówiłam się z nim powiedziałam że wróce wieczorem, wróciłam o 21 i ogromna pretensja, że tak późno, gdzie byłam...
A przecież ja mam 37 lat! a traktują mnie jak dziecko...
Postanowiłam, że porozmawiam z nimi, ale zupełnie nie wiem jakich argumentów użyć, zeby do nich dotarło, że przecież chciałabym sobie jakos ułozyć życie, a takie ciągłe pretensje powodują, że on mysli, ze mi nie zalezy, że cos kombinuję, a ja po prostu boję sie kolejnych problemów w domu...
Jak im to wytłumaczyć, jak w ogóle zacząć tą rozmowę,
prosze o pomoc bo sama nie potrafie tego rozwiazać.
Ostatnio żyję w takim stersie, że boję się ze to odbije sie na moim zdrowiu.
Obserwuj wątek
    • nat.wroclaw Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 10:20
      A wyprowadzic sie nie da rady? wynajac chocby i malenkie mieszkanko?

      we Wroclawiu 2 pokoje, 33 mkw w bardzo dobrej dzielnicy i bardzo dobrym standardzie wynajmuję za 1300 zł.

      Z rodzicami to niestety jest jedna prawda - wyżej wałka nie podskoczysz. Zebys miała 60 lat będą robic fochy, skoro robią jej blisko 40-letniej kobiecie z odchowanym dzieckiem.

      Nie nazwałabym tego problemu "ogromnym", a juz z pewnością nie jest on wyjątkowy. Moi rodzice mają to samo. Gdy okazjonalnie nocuję u nich (od dawna jestem na swoim, mam męża i dwoje dzieci) - to gdy wychodzę wieczorem - ojciec chodzi od okna do okna póki nie wrócę i zawsze są dąsy, że dlaczego nie zadzwonilam, dlaczego tak późno, a ile sie nagadają zanim wyjdę.

      Cóż, taki koloryt rodziców- neurotyków.
    • narrinka Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 10:22
      Widac ze rodzice troche Cię uzależnili od swoich decyzji. Żyjesz pod ich "dyktando".
      Szkoda bo widac, że może coś wyjsc z waszej znajomosci. Musisz zacząc życ wlasnym życiem. Rozmowa z rodziami powinna byc dosc konkretna. Musz powiedziec, że myslisz poważniej o związku z tym Panem, że nie powinni kontrolowac oraz dopytywac gdzie chodzisz(No 37 lat i pretensje ze o 21 wróciłas do domu?). Będziesz chciała to im to powiesz. Mysle, że Twoi rodzice są przewrażliwieni bo juz raz zostałaś skrzywdzona lub nie chcą Cię stracic, bo mysleli, że będziesz z nimi juz zawsze, wczesniej nigdzie sie z domu nie ruszałas i sie przyzwyczaili.
      Nie możesz się tak zadręczac. Może druga szansa Ci sie juz nie trafi i stacisz fajnego faceta? Bo bedziesz się bała rodziców.
      Za mało dałaś nam informacji o rodzicach jacy są? Jak wyglądają owe pretensje?
    • tully.makker Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 10:38
      2 mozliwosci – rodzice jak rozumiem zajmuja się twoim dzieckiem, gdy cie nie ma, I maja o to pretensje. Możliwość druga – bardziej prawdopodobna – uważają, ze powinnas się w 100% poswiecic dziecku i nie masz prawa do zycia osobistego. Albo kombinacja obu tych czynnikow. Ja mialam to szczescie, ze przez jakis czas, gdy mój babelek był maly, mieszkałam z moja ciotka i często po położeniu babelka spac mogłam wyjsc spotkac się ze znajomymi, wiec rodzina była przyzwyczajona, ze mam jakies zycie towarzyskie.

      Czeka cie powazna i nieprzyjemna, ale konieczna rozmowa z rodzicami. Pamiętaj, ze jestes dorosla kobieta, masz prawo mieć znajomych, faceta, a nawet uprawiac sex.
    • nawrotka1 Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 10:59
      Niestety, jedyna metoda na niezależność to bycie samowystarczalnym:)
      Rodzice opiekują się Twoim dzieckiem, kiedy idziesz na randkę, dlatego uważają, że mają prawo do komentowania tych wyjść.

      > Rodzice bardzo mi pomagają i bardzo angarzuja sie w zycie mojego dziecka...
      > Do tej pory, moje zycie to była praca i dom, zadnych wyjść, znajomych, wąski kr
      > ąg przyjaciół ograniczał sie do wizyt u mnie w domu z dziećmi albo ja z dziecki
      > em u nich.

      Weszłas po rozwodzie ponownie w rolę córki, ktora wymaga opieki, bo tak było Ci wygodnie.
      Teraz ta rola Ci ciąży i chciałabyś zmienić sytuację - niestety jedyną metodą na to byłaby wyprowadzka z domu.
      Szkoda, ze wcześniej nie miałas żadnego życia towarzyskiego i nie wychodziłas bez dziecka, chocby z kolezanką do kina lub na kolację - teraz trudno będzie wprowadzić nowe zasady.
      Zdaj sobie sprawę, że rodzicom niekoniecznie zależy, abyś ułozyła sobie zycie i odeszła razem z ich wnukiem - są starzy i pewnie dobrze im tak, jak jest.
      Ta sytuacja to dla nich zagrożenie, nie licz na to, że będą cieszyć się Twoim szczęsciem.


      a ta
      > kie ciągłe pretensje powodują, że on mysli, ze mi nie zalezy, że cos kombinuję,
      > a ja po prostu boję sie kolejnych problemów w domu...

      Dziwne podejście, Twoj partner zdaje sie nie rozumieć faktu, że nie wiąże się z wolną kobietą.
      A przecież, jesli zamieszkalibyście razem, nie będziesz mogła dysponowac swoim czasem wg jego/waszych zyczeń, trzeba brać pod uwagę dziecko, ktore będzie z Wami.

    • monaxa Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 11:08
      Wydaje mi się, ze rodzice, szczególnie mama nie maja pretensji o to ze zajmuja sie dzieckiem jak ja wychodzę, bo dziecko jest absolutnie bezproblemowe i kochaja go nad zycie, wiem o tym.
      Natomiast jest dziwna postawa wobec mnie, niby chcieliby zebym jakos ułozyła sobie życie, bo takie teksty czasami słyszę jak rozmawiaja np ze znajomymi, natomiast wobec mnie postawa jest ich calkowicie odmienna, na prawdę nie wiem dlaczego tak jest.
      Pan z którym jestem, jest dobrym człowiekiem,, wiele dla mnie robi i widzę to ze sie stara, ale najbardziej najbardziej wytrwały człowiek może się zniechecić, gdy ja tak ciagle jestem na nie.
      Nie wiem całkowicie jak mam z tego wszystkiego wyjść, by wszyscy byli szczęśliwi.
      Smutne jest to, że ja próbuję uszczęśliwić wszystkich na około tylko nie siebie, a przecież tu chodzi o moje zycie...
      • verdana Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 11:19
        To ja Ci powiem.
        Twoi rodzice są w trudnej sytuacji. Wprowadzilas się do nich z malutkim dzieckiem, współuczesniczą w jego wychowaniu bardziej na zasadzie rodziców, a nie dziadków. Tymczasem Ty w kazdej chwili możesz związać się z facetem, o ktorym niewiele wiedza. I wtedy przede wszystkim zabierzesz dziecko, w dodatku dziecko będzie wychowywane przez obcego faceta. Nie sądzę, aby rodzicom chocdziło tu o Ciebie - oni nie chcą stracic dziecka.
        Z jednej strony to absurd, dziadkowie powinni zdawać sobie sprawę, ze nie sa rodzicami. Z drugiej, skoro sama zamieszkałas u nich i doprowadzilas do tego, ze traktują dziecko jak swoje - nie dziw się, że zabranie go będzie dla nich autentyczna tragedią.
        Nie ma szans, aby tu wszyscy byli szczęśliwi, niestety. Tyle, ze Ty masz absolutnie prawo do ulożenia sobie zycia i zabrania dziecka, ale powinnaś też mieć swiadomość tego, co to oznacza dla rodziców.
        • tully.makker Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:00
          Mialam kolezanke, ktora byla w takiej sytuacji jak verdano opisujesz. Tylko ze ona nie zajmowala sie specjalnie dzieckiem i z przyjemnoscia scedowala obiowiazki rodzicielskie na dziadkow. Nie wiemy, czy tak jest u autorki watku.

          Wydje mi sie jednak, ze sytuacja, gdy rodzice awanturuja sie, a 37 corka dostaje trzesawki bo wrocila do domu o 21, to jakas przerazajaca patologia. O 21, po polozeniu dzieci spac, to ja na ogol wybywam w miasto...
      • notting_hill Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:04
        Nie wiem całkowicie jak mam z tego wszystkiego wyjść, by wszyscy byli szczęśliwi.
        Smutne jest to, że ja próbuję uszczęśliwić wszystkich na około tylko nie siebie, a przecież tu chodzi o moje zycie...


        Jako była już "grzeczna dziewczynka" podzielę się osobistym doświadczeniem, które spłynęło na mnie w dorosłym wieku 40+

        Nie da się uszczęśliwić wszystkich dookoła, samemu przy tym pozostając szczęśliwym. Niby to prosty fakt, a jakoś do wielu, kobiet zwłaszcza, przebija się to z trudem.
        Twoi rodzice mają zapewne swoje powody (jakie by one nie były), żeby mieć zastrzeżenia do Twojego postępowania, ale to Ty wybierasz czy się przed nimi uginasz czy nie, bo to są ich powody. Nie ma sensu z tym dyskutować, warto wysłuchać, przyjąć do wiadomości... i robić swoje. Możesz ROZUMIEĆ ich punkt widzenia i nawet z nimi współodczuwać, ale nie znaczy to że musisz postępować wg ich widzimisię.
        Zapewne jesteś dobrze wytresowana do spełniania oczekiwań ludzi Cię otaczających, nawet tych wyrażanych nie w prost- jak w tym wypadku, ale może w dorosłym wieku w jakim jesteś warto uwolnić się od takich zależności.

        **********************
        Jeśli chodzi o średnią chamstwa, można zaobserwować przesunięcie widma ku czerwieni, jak by powiedział astrofizyk.
    • monaxa Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:22
      U mnie nie jest tak ze zwaliłam na rodziców całą odpowiedzialność za wychowanie dziecka.
      Opiekuję sie nim i zawsze do tej pory kazda wolna chwilę spędzam własnie z dzieckiem, nigdy nie wychodziłam nie zostawiałam go na jakis dłuzszy czas, ja zawsze jestem, praca i dom.....
      Zdaję sobie sprawę, że gdy im ulegne to może przegapię wielką szansę w moim zyciu, ale z drugiej strony to moje poczucie winy jak patrzę na swoja matkę jak ona sie boczy i dąsa, to że o 21 wróciłam do domu i jest źle to chyba nikt nie moze zrozumieć ze 37 letnia kobieta ma tak ograniczone zycie, ale własnie tak jest, nie wyobrażam sobie sytuacji gdzie mogłabym wrócic nad ranem, nawet gdyby wiedzieli z kim i gdzie jestem...
      • annb Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:30
        daj spokój, twoja matka jest dorosła.
        Strzeli focha raz i drugi ale może do niej dotrze że jej dziecko już dawno z pieluch wyrosło.
        Dla własnego zdrowia psychicznego poszukaj sobie mieszkania do wynajęcia, i wyprowadz się.
        I zacznij życ jak dorosły człowiek.
      • notting_hill Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:34
        Marzy mi się, żeby już szkoła od najmłodszych lat wbijała ludziom do głowy tę najprostszą życiową zasadę: choćbym nie wiem jak się napięła, nie mam żadnego wpływu na to, co robią/myślą/mówią inni ludzie. Mam za to wpływ na to, jak na nich reaguję. Dopóki, Autorko wątku sobie tej prawdy nie uwewnętrznisz, zawsze będziesz się miotać między spełnianiem różnych dziwnych oczekiwań innych ludzi, własnych rodziców w to włączając.
        **********************
        Jeśli chodzi o średnią chamstwa, można zaobserwować przesunięcie widma ku czerwieni, jak by powiedział astrofizyk.
      • malwa200 Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 12:36
        ja miałam tak samo. w końcu kupiłam mieszkanie w TBS i teraz mieszkam sama z synem. po przeprowadzce zerwałam z facetem i teraz nigdzie nie wychodzę, takze problemu z mamą i tak by juz nie było. za to bulę czynsz prawie 1000 zł.
        • zakletawmarmur Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 14:10
          A jakbyś chciała jeszcze gdzieś wyść to jeszcze musiałabyś zapłacić opiekunce:-)
      • burza4 Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:13
        Moja matka miała dokładnie tak samo swego czasu i to mimo tego, że nie mieszkałyśmy razem. Wynikało to z głębokiego przekonania, że przyzwoita kobieta nie musi wychodzić z domu (na to ma się czas w młodości), a potem są obowiązki, które trzeba wypełniać, a nie myśleć o sobie. Coś takiego jak robienie czegoś dla własnej przyjemności było dla niej nie do pojęcia. Aha, jeśli już się wychodzi - to wyłącznie z dzieckiem, bo co sobie ludzie pomyślą, że matka dziecko zaniedbuje, i zostawia żeby za facetem latać? no i jeszcze jak to wygląda, kiedy samotna kobieta wraca do domu późno w nocy? Słowem - dulszczyzna w pełnej krasie, niekoniecznie wyartykułowana, ale wyczuwalna.

        Powiedziałabym prosto z mostu, że jestem wdzięczna za pomoc, ale nie mam 14 lat, żeby wracać o tej porze. Chyba ci jednak nie zależy na tym facecie naprawdę, skoro przyszło ci do głowy, że mogłabś zrezygnować ze związku, bo mama ma focha. No i trudno się dziwić facetowi, że trudno mu ogarnąć, że dorosła kobieta jest pod takim wpływem rodziców, że boi się wrócić później do domu. Też bym nie wierzyła, że traktujesz to poważnie, wygląda to bardziej jakbyś się zasłaniała rodzicami, żeby zachować dystans.
    • monaxa Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:00
      ....strasznie to trudne wszystko, wiem ze jestem dorosła i nikt inny nie "pozamiata" za mnie własnego życia...
      • marzeka1 Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:10
        A masz szansę na wyprowadzkę? Tak, aby rodziców odwiedzać, ale jednak żyć bardziej niezależnie?
    • enith Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:26
      Myślę, że twoi rodzice przyzwyczaili się do myśli, że już na zawsze rodzinę tworzyć będą oni + ty i twoje dziecko. I nawet jeśli osobom postronnym mówią, że chcą, byś sobie ułożyła życie, ich czyny, dąsy, próby kontrolowania 37-letniej kobiety świadczą o czymś zgoła przeciwnym. Masz siedzieć na dupie w domu z dzieckiem, a nie ciekać "po nocach" z jakimś obcym facetem.
      Czas, kolokwialnie mówiąc, ponownie dorosnąć i wyjść z roli córeczki, której życiem kierują rodzice. Wychodź z domu nie tylko na spotkania z partnerem, ale też na babskie ploteczki do przyjaciółki, do kina czy galerii, zabieraj też czasem swoje dziecko, jeśli sytuacja pozwala. Nie tłumacz się rodzicom z tych wyjść, bo nie masz 15 lat. I niestety, musisz nauczyć się ignorować fochy i dąsy rodziców, a tych pewnie nie braknie, gdy ty zaczniesz się częściej "urywać" z domu. Oczywiście najlepsza byłaby wyprowadzka na swoje, ale domyślam się, że cię nie stać. Pozostaje określanie granic swojej prywatności, bez konieczności spowiadania się rodzicom co, z kim i kiedy robisz. Rodzice poboczą się, a potem pewnie im przejdzie. W końcu kiedyś już wyszłaś z domu i założyłaś własną rodzinę, prawda?
      • verdana Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:41
        Tu jest jeszcze jeden powazniejszy problem. W zwiazku z tym, ze dziecko zostaje pod opieką dziadków, oni mogą wyznaczać godzinę, do ktorej chcą sie dzieckiem opiekować. I mogą powiedzieć - o 20 ty masz zająć sie dzieckiem - więc o 20 masz byc w domu. Trudno przyjąć, ze z tego pounktu widzenia dziadkowie nie mają prawa wyznaczać godziny, do której masz być w domu...
        Bez wyprowadzenia się ani rusz.
        • marzeka1 Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:44
          Dlatego myślę, że kobieta powinna wyprowadzić się nawet nie tyle ze względu na poznanego pana, ale ze względu NA SIEBIE, na to, aby samej stanąć na nogi, dorosnąć. Bo dla mnie robienie awantury przez mamę kobiecie lat 37 jest niepojęte.
          • verdana Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:47
            Robienie awantury jest pojęte:) Niepojęte jest, ze trzeba sie z tym liczyć.
        • tully.makker Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 15:47
          I mogą powiedzieć - o 20 ty masz zająć sie dzieckiem - więc o 20 mas
          > z byc w domu.

          To akurat bardzo latwo obejsc - mozna zajac sie dziekciem, polozyc je spac i wtedy wybyc. Rodzice sa w domu, dziecko ma opieke, ale nie musza sie nim zajmowac.
        • enith Re: ogromny osobisty problem 04.01.11, 16:04
          > Tu jest jeszcze jeden powazniejszy problem. W zwiazku z tym, ze dziecko zostaje
          > pod opieką dziadków, oni mogą wyznaczać godzinę, do ktorej chcą sie dzieckiem
          > opiekować.

          Ja myślę, że tu nie chodzi wcale o konieczność zaopiekowania się wnukiem. Gdyby tak było, próbujący za wszelką cenę kontrolować córkę rodzice, wyciągnęliby ten argument już dawno, zwyczajnie każąc córce wracać do dziecka o określonej godzinie. Nie robią tego, więc można założyć, że nie w tym problem. Problem w tym, że rodzice nie chcą, by córka ponownie się z kimś związała i założyła rodzinę. Pasuje im tak, jak jest. Wielka szkoda, że dziewczyna tuż po rozejściu się z mężem nie zadbała o posiadanie strefy prywatnej od rodziców, o swoje wyjścia, swoje sprawy. Można powiedzieć, że dobrowolnie się podłożyła, oddając rodzicom prawo do sterowania jej życiem. Teraz faktycznie trudniej będzie wprowadzać jakiekolwiek zmiany do utartej rutyny, ale należy to zrobić! Dla jej zdrowia psychicznego i dla rodzącego się związku.
    • spiewajaco Bez określenia celu nie przestaniesz dryfować 04.01.11, 16:30
      Jestem w bardzo podobnej sytuacji (34 lata, dziecko 2,5, od końca ciąży mieszkam u mamy, też bardzo długo funkcjonowałam na smyczy między pracą a domem, też od pewnego czasu spotykam się z kimś).
      Rozumiem Cię i bardzo współczuję.
      Moja mama też deklaruje, że chciałaby żebym ułożyła sobie życie, ale jej postawa i działania wskazują na coś zupełnie odwrotnego. Na szczęście mam ogromne wsparcie przyjaciół i nie jestem aż tak potulna (chociaż dużo mnie to kosztuje energii i zdrowia).
      Ja zamierzam się wyprowadzić kiedy tylko będzie mnie/nas na to stać, to będzie najzdrowsze dla wszystkich zainteresowanych (również dla dziecka).
      My w pewnym momencie po prostu zaczęliśmy o tym rozmawiać - o mieszkaniu razem, o wspólnym życiu, o jego roli w życiu i wychowaniu mojej córki, nawet o takich głupotach jak ulubiona zupa. I zaczęliśmy planować kolejne kroki.
      Nie chcę już zawsze być przy mamie i nie chcę żeby moja córka stała się kolejnym pokoleniem smutnych i samotnych kobiet w tej rodzinie.
      Nie ma w Twoim poście nic o relacji Twojego faceta z dzieckiem, o waszych planach, możliwościach, etc. Myśleliście już o tym co zamierzacie zrobić wspólnie?
      Może czas przestać oglądać się na rodziców i próbować ich zmienić (bo to i tak niemożliwe), za to czas poważnie zastanowić się nad tym czego Ty chcesz i jak sobie wyobrażasz swoją przyszłość (bez względu na to czy i jak wyjdzie Ci z obecnym partnerem)?
      • mruwa9 Re: Bez określenia celu nie przestaniesz dryfować 04.01.11, 16:41
        Ja mysle, ze postawa matki wynika z obawy przed powtornym niepowodzeniem corki w zwiazku. Ot, chec ochrony wlasnego dziecka przed skrzywdzeniem, zranieniem. Bo niezaleznie od tego, czy dziecko ma lat 5, 15 czy 45, dziecko jest dla rodzicow zawsze dzieckiem, o ktore sie martwia. Czesto o tym rozmawiam z wlasna rodzicielka :-)
        • spiewajaco Re: Bez określenia celu nie przestaniesz dryfować 04.01.11, 17:05
          Zgadzam się. Ale postawa matki/ojca/obojga rodziców nie może wyznaczać drogi życiowej dorosłego dziecka, szczególnie że w przypadku autorki jest to wpływ hamujący, negatywny, powodujący lęk i konflikt.
          Zresztą już napisałam, nie ma sensu oglądać się na rodziców, których i tak nie można zmienić. Trzeba zrobić to co jest najważniejsze dla siebie. Rodzice się przyzwyczają. W końcu, jak już ktoś wyżej napisał, autorka już raz wyszła z domu i poszła na swoje. Wiadomo, że potrafi być niezależna i odrębna od rodziców. Pytanie - czego chce w tej konkretnej sytuacji dla siebie i dla swojego dziecka?
        • enith Re: Bez określenia celu nie przestaniesz dryfować 04.01.11, 17:10
          Takie jest prawo rodziców: martwić się o swoje dzieci, niezależnie od tego czy mają pięć czy 50 lat. A prawem dzieci jest mieć swoje życie i swoje sprawy. Sytuacja, w której prawie 40-letnia kobieta dostaje burę od matki za przyjście do domu o 21-ej, jest zwyczajnie absurdalna i świadczy o niezdrowych relacjach w tej rodzinie. Trzeba ciachąć tę ponownie zawiązaną pępowinę.
          • mruwa9 Re: Bez określenia celu nie przestaniesz dryfować 04.01.11, 21:55
            bura jest usprawiedliwiona (no, moze zrozumiala), gdy dziadkowie (niechetnie) niancza wnuka/i w tym czasie i pozniejszy powrot corki traktuja nie w kategoriach wyskoku niegrzecznego, nieposlusznego dziecka, ale w kategoriach nieodpowiedzialnego rodzica, ktory zamiast opiekowac sie wlasnym dzieckiem szwenda sie po swiecie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ogromny osobisty problem 06.01.11, 10:42
      W związku z tak ułożonym życiem jako dorosła osoba zregresjonowała się Pani do pozycji dziecka. I Pani siebie tak przeżywa i rodzice Panią. Tak więc siła działa dwustronnie. Oczywiście warto rozmawiać o tym, to zawsze pomaga. Ale teraz są już potrzebne działania. Oczywiście motywacje działań można ujawniać, ale już w formie oznajmującej, a nie pytająco- prosząco- tłumaczącej się.
      Proszę pamiętać, rodzice sobie poradzą z Pani decyzjami. Trzeba im dać czas i odpowiednio stanowczo trwać przy swoim.
      I jeszcze jedno. czy przypadkiem nie jest tak, że Pani swoje własne lęki: przed nowym życiem, życiem z partnerem, zmianą, decyzją, podjęciem dojrzałej relacji z mężczyzną, przypisuje rodzicom. Wtedy już nie Pani się boi tylko oni. Oni nie pozwalają na zmianę. Pani nowego może bać się równie bardzo jak nie bardziej. A zachowanie rodziców daje Pani znakomite wytłumaczenie swojego własnego dystansu i wycofania. Warto i tak na to spojrzeć.Może da to Pani siłę do jednak bardziej ryzykownego działania, ale za to Pani własnego. Warto też się zastanowić czy to nie jest jakiś ogólny schemat Pani postępowania. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • monaxa Re: ogromny osobisty problem 07.01.11, 09:09
        Pani Agnieszko, serdecznie dziekuje za odpowiedź. Wiem, że ja własnie jestem taka osoba, która sie boi, boi sie zmian, boi sie podejmowac decyzję. Zdaję sobie również sprawę z tego iz sama doprowadziłam do tego by rodzice, zwłaszcza matka zaczęła traktować mnie jak dziecko...
        Wiem rórwnież, że ich pretensje moga byc podyktowane pewnym lekiem o mnie, bo przecież juz raz podjęłam decyzję, która tak tragicznie wpłynęła na moje zycie...
        Chyba od zawsze byłam osobą taka w cieniu, najpierw rodziców potem męża, nie potrafiłam uparcie dążyc do celu, nawet wtedy gdy widziałam że to jest dobre, nie potrafiłam, bo komus to mogło sie nie spodobać i dlatego czesto moje decyzje były złe, często żałowałam, że nie podjęłam tego ryzyka...
        Spróbuję, dla swojego zdrowia psychicznego i dla własnego spokoju zmieniać taki stan...
        Dziekuję Wszystkim za wypowiedzi, cenne wypowiedzi...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka