aniag1989
25.01.11, 22:30
Opisując "pokrótce" sytuację:
- jestem młodą osobą, niesamodzielną finansowo, mieszkam z rodzicami
- od dłuższego czasu spotykam się z chłopakiem - człowiekiem bardzo pozytywnym, porządnym, mającym dobre relacje z moją rodziną (nigdy nie było żadnych spięć, konfliktów), jesteśmy szczęśliwą parą, co jest powszechnie w rodzinie wiadome
Niedługo będzie miała miejsce mała uroczystość (nic poważnego, raczej wyjście rodzinne w celu podkreślenia wagi pewnego dnia) organizowana dla mnie przez moich rodziców, mamy zamiar zjeść wspólnie uroczysty obiad na mieście.
Podczas omawiania szczegółów organizacyjnych wyjścia rodzice zasugerowali mi (raczej mało delikatnie), że nie czują się w obowiązku finansować udziału mojego chłopaka w tym spotkaniu (tj. sprowadza się to do tego, że nie uważają za zasadne zapraszać go i finansować zjedzonego przez niego obiadu).
Doszło na tym tle do kontrowersji, ponieważ poczułam się tym dotknięta.
Powiedziałam wyraźnie, że chcę, aby mój partner uczestniczył w tym spotkaniu, które jest organizowane z okazji związanej ze mną i ma być przyjemnością dla mnie - prezentem, niezaproszenie go uważam za afront, nietakt, a dla mnie byłaby to też duża przykrość.
Należy moim zdaniem wziąć pod uwagę fakt, że nie jesteśmy razem od wczoraj, wcześniej uczestniczył w kilku rodzinnych spotkaniach z różnych okazji i ogólnie w moim odczuciu angażuje się w moje życie rodzinne ponad przeciętną, porównując do innych tego typu związku z moim środowisku (ma stosunkowo częsty kontakt z moją rodziną, chętnie rozmawia, nawiązuje relacje, nie jest tak, że widujemy się tylko na mieście, a rodzice chłopaka widzą "od święta" i jest dla nich kimś obcym, nieraz nam pomaga).
Powiedziałam, że rozumiem, że z jakiś powodów mogą nie chcieć płacić za zamówione przez chłopaka dania, więc możemy przemyśleć inną formę płacenia (np. ja mogę im pieniądze za chłopaka zwrócić albo powiedzieć mu jak wygląda sprawa i poprosić, żeby za siebie zapłacił...).
Rodzice odparli, że przemyślą sprawę, ale widzę, że wyraźnie są niechętni i ucięli tą rozmowę dla świętego spokoju .
Są oni zasadniczo osobami dość skąpymi, wrażliwymi na punkcie pieniędzy i dawania komukolwiek czegokolwiek, co może mieć wymiar finansowy (zdarzyło im się np. wypominać skromne kanapki zjedzone przez moich gości, który byli u mnie w domu w godzinach kolacji za ich wiedzą i przyzwoleniem itp.), w wielu kwestiach mają szokujące mnie i dość odbiegające od standardów spojrzenie na relacje międzyludzkie (rodzinno - towarzysko - związkowe).
Jak Wy zapatrujecie się na tą sytuację? Po której stronie są racje - mojej czy rodziców?
Jak taktownie wyjść z tej sytuacji, a jednocześnie nie doprowadzić do jakiegoś rodzinnego konfliktu? Nie mam zamiaru iść z rodzicami na noże, bo jestem osobą ugodową, cenię spokój i harmonię, ale nie chciałabym też, aby mój partner poczuł się dotknięty ewentualnym brakiem zaproszenia.
Mówiąc szczerze zmartwiła mnie i zdenerwowała ta sytuacja, co sprawia, że jestem mało obiektywna, więc docenię każdą poradę i opinię:(.