Dodaj do ulubionych

Pani Psycholog proszę o radę!

19.02.11, 17:36
Już nie wiem, jak mam rozmawiać z mężem. Pracuje po 14 godzin dziennie, czasem także w soboty. Zarabia dużo. Mamy dwóch niespełna 2-letnich synów, których czasem wieczorem zdąży wykąpać, ale nie zawsze, najczęściej ich w ogóle nie widzi. W weekendy stara się nimi zajmować, ale jest mnóstwo rzeczy z całego tygodnia do załatwienia, więc też nie zawsze jest to owocny czas. Wiele razy prosiłam, żeby zmienił pracę, nawet na mniej płatną, ale żeby więcej był w domu. Mąż się nie zgadza, twierdzi, że pieniądze nie są ważne dopóki są, a stają się bardzo ważne, kiedy ich brakuje. Żadne argumenty do niego nie przemawiają. Mnie go na co dzień zwyczajnie brakuje, czuję się bardzo samotna. I nie chodzi nawet o to, że cały dom jest na mojej glowie, bo przychodzi pani do pomocy, chodzi o emocjonalną sferę życia. Nasze małżeństwo wisi na włosku, bo dla mnie to nie jest życie, to nie jest rodzina. Proszę o radę, co mogę zrobić.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 18:04
      A ty pracujesz czy mąż zarabia na całą waszą rodzinę?
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 18:38
        Pracuję.
        • marzeka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 18:53
          W takim razie tym bardziej coś takiego nie jest w porządku, bo dzieciom nie tylko pieniądze są potrzebne. Sama mam 2 synów i wiem/widzę, jak ważny jest ojciec w ich wychowaniu. W sumie wygląda na to, jakbyś była samotną matką z 2 dzieci. Bo dla mnie nie jest czyms normalnym praca po 14 godzin codziennie + jeszcze praca w soboty, nie- gdy ma się rodzinę i dzieci, z którymi trzeba zbudować bliskie relacje. To KIEDY mąż ma to zrobić? Pomijam, że po tylu godzinach pracy wraca się zwyczajnie zmęczonym.
          • sebalda Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 19:31
            Ale czy mąż musi tak długo pracować? Nie każ mu może zmieniać pracy, ale poproś o jej ograniczenie. Czy tak będzie już zawsze, czy teraz jest akurat cięższy okres? Mąż rozkręca interes?
            Ja mam odwrotny problem, bo firma męża się sypie, od dwoch miesięcy bez pensji, a o nową pracę bardzo ciężko. Musisz zwrócić uwagę na to, że jednak jest kryzys, że jest coraz trudniej, że bezrobocie rośnie. Znam przypadku utraty pracy na bardzo wysokim stanowisku, ze świetnymi referencjami, i właśnie te świetne referencje nie pomagają w znalezieniu nowej pracy.
            Jeśli mąż przynajmniej w weekendy próbuje nadrobić zaległości z synami, to może nie jest taki ostatni. Ja Ciebie rozumiem, ale spróbuj też zrozumieć mężczyznę, może ta praca jest dla niego bardzo ważna i może nie na zawsze, ale tylko czasowo, może trzeba teraz trochę zacisnąć zęby, jeszcze trochę wytrzymać, a potem mąż będzie mógł spędzać trochę mniej czasu w pracy.
            Chyba że jest pracoholikiem i wiesz, że to się nie zmieni. Wtedy należałoby pomyśleć o terapii.
            • pa.prot.ka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 20:04
              Niestety, to nie jest tymczasowe. Mąż pracuje w firmie z widokiem na jej kierowanie, a w przyszłości przejęcie. Wówczas może być jeszcze gorzej. I nie chcę się wdawać w szczegóły, ale nie może ograniczyć godzin, tam wszyscy pracują od rana do nocy, matki na macierzyńskim przychodzą z dziećmi do pracy, obłęd po prostu.
              • tully.makker Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 13:33
                Mi tez sie kiedys tak wydawalo,jak twojemu mezowi. A potem wyrobilam sobie pozycje zawodowa i zaczelam wychodzic do domu o 17. Swiat sie nie zawalil, nie ucierpialy tez wyniki mojej pracy, ani oceny przelozonych.
          • pa.prot.ka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 19.02.11, 20:08
            Wielokrotnie mu tłumaczyłam, że nie da się zbudować relacji z dziećmi nie przebywając z nimi. Mąż twierdzi, że nie ilość jest ważna, tylko jakość. Zarzuca mi też, że chciałabym, żeby było idealnie, a w życiu tak nie jest.
            Kompletnie nie możemy się porozumieć, dlatego tak zależy mi na opinii Pani Psycholog, czy tu jeszcze jest coś do zrobienia.
            • megi110174 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 12:26
              jesli wymusisz na mężu zmiane pracy to moze sie okazac że za pare tygodni bedziesz miala w domu wyplutego kapcia zamiast męża i ojca. jesli facet sie realizuje w tej pracy, jesli spelnia swoje ambicje i widzi przyszłosc w tym co robi to świetnie. Chyba chcesz aby tówj partner byl dowartosciowanym, ambitnym i spelnionym zawodowo facetem. Dla mężczyzn praca zawodowa jest bardzo ważna - to jak kiedys polowanie. Czasem wydaje im sie że jak zacharowuja się w pracy to własnie wypełniają swój podstawowy obowiazek wobec rodziny mimo ze ta rodzina (głownie partnerka) wolalaby czegos innego.Twój M troche sie w tym wszytkim zagalopował i teraz trzeba "sprytnie skrócic mu godziny pracy". Jeśli szykuje sie na objecie dyrektorskiego stołka to MUSI nauczyc sie ważnej managerskiej umiejetności - delegowania obowiazków na innychy pracowników. jest wiele osób którym sie wydaje że tylko oni mogą zrobic cos w pracy dobrze stąd zawalaja się robotą nie dajac nikomu innemu dotknac sie nawet do tematu. Pogadaj z nim na ten temat ale sprytnie.
              mam tez taka rade aby w domu nie suszyc mu juz głowy bo tym bardziej niechetnie bedzie do niego przyjeżdżal. W tym maż ma racje że ważna jest jakosc czasu spedzana z rodziną. dlatego daruj mu wbijanie gwoździ i dokrecanie kranu (stac was przeciez aby wykonal to ktoś z zewnatrz za pieniadze) Skupcie sie na byciu rodziną, na aktywnym wypoczynku, wspólnym dzieleniu pasji. zostaw dzieciaki na weekend pod opieką i spedx ze swoim M troche czasu sam na sam. doceni wówczas bycie z toba w domu i może chetniej bedzie sie zrywal z pracy :-) a dzieciom nic sie nie stanie. gwarantuję że widząc kochajacych się rodziców czuja sie bardziej bezpeczne i zadowolone.
              • sebalda Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 13:02
                a dzieciom nic si
                > e nie stanie. gwarantuję że widząc kochajacych się rodziców czuja sie bardziej
                > bezpeczne i zadowolone.
                Bardzo dobrze powiedziane.
                Znam takich tatusiów, ktorzy przez cały weekend niby siedzą w domu, ale jak mają gdzies pojechać z dziećmi, to foch, że on przecież też musi odpocząć. I niby jest obecny, ale jakoby go nie było, bo cały czas podsypia (wtedy trzeba na paluszkach, żeby tatusia nie obudzić) albo ogląda telewizję, tudzież siedzi na kompie, od biedy raz na miesiąc pójdzie z dziećmi do kina, ale to już wielki wysiłek. Może mąż ma trochę racji z tą jakością, a nie ilością.
                Piszesz, że pracujesz. Ale czy to jest praca etatowa? Wychodzisz z domu? Może jesteś przemęczona siedzeniem w domu?
    • menodo Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 14:50
      Sorry, ale dla ambitnych facetow, zona, ktora prosi, aby zmienil prace na mniej platna, ale za to "czesciej byl w domu" - to jakas tragedia.Niech zrezygnuje z mozliwosci przejecia firmy, byle tylko nie nudzilo jej sie w domu z dzieciakami.
      Zwlaszcza gdy nie jest to zona zaharowana, bo moze liczyc na platna pomoc domowa, tylko po prostu "samotna".
      Ojej, ale sie wzruszylam:D




      • pelapa Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 16:24
        A ja doskonale rozumiem że można wymagać od męża i ojca aby uczestniczył w życiu rodziny. Z firmą ślubu nie brał, nie jej ślubował miłość. Zauważ ze dzieci potrzebują ojca, a nie kolejnych kilka tysięcy na koncie. Ciekawe co byś napisała gdyby sytuacja była odwrotna, że to żona i matka spędza 15 godzin w pracy? Nie wyobrażam sobie życia w takim układzie.
        • menodo Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 16:38
          Hehe, przez jakis czas sama bylam w takim ukladzie - tzn. ja pracowalam po 14 godzin na dobe:D Poza mna (zdrowie) nikt specjalnie na tym nie ucierpial :D
          W kazdym razie z doroslymi juz dziecmi mam swietny kontakt:D
          • pelapa Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 17:26
            IMO: kluczowe są słowa "przez jakiś czas" :) Przez jakiś czas też bym to zaakceptowała.
      • sanciasancia Re: Pani Psycholog proszę o radę! 21.02.11, 18:13
        > Sorry, ale dla ambitnych facetow, zona, ktora prosi, aby zmienil prace na mniej
        > platna, ale za to "czesciej byl w domu" - to jakas tragedia.
        O panu spod budki z piwem powiesz, że jest koneserem alpagi? Pracoholizm to też choroba.
        > Zwlaszcza gdy nie jest to zona zaharowana, bo moze liczyc na platna pomoc domow
        > a, tylko po prostu "samotna".
        Żona ma czelność chcieć spędzać trochę czasu z mężem, którego kocha. No po prostu nie do wiary i nie do przyjęcia.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Psycholog proszę o radę! 22.02.11, 16:01
      Państwo skupiliście się na objawie. A tu, myślę, trzeba poznać źródło takiej sytuacji. Tym sposobem szukania i poznawania źródła jest poznanie. własnych wzajemnych potrzeb i to nie tych uświadomionych i racjonalnych ( potrzebuję zarabiać pieniądze, potrzebuję, aby mąż miał większy kontakt z dziećmi ), ale tych właśnie nieuświadomionych. Może to są potrzeby imponowania, lęk przed utratą pozycji, potrzeba opieki, równorzędności, poczucie odrzucenia, zróżnicowanie ideałów. Podałam przykłady, lista ich może być długa, ale to Państwo musicie je rozpoznawać. Jeśli nie pomogą rozmowy ( na jedną nie ma co liczyć ) radzę zgłosić sie na konsultacje dla par i przy pomocy fachowca odkryć potrzeby. Może wtedy uda się dojść do porozumienia i łatwo będzie rozumieć drugą stronę.
      Wymagania zmiany objawowej, zmiany zachowań może rodzić wzajemne poczucie krzywdy, przymuszenia, opresji, co nie sprzyja utożsamieniu się i integracji własnej decyzji nawet już podjętej.
      Inną sprawą, którą chcę krótko podnieść to rodzaj i jakość kontaktów ojca z dziećmi. Mimo zmian społecznych i zmiany w postrzeganiu ojcostwa i chęci wielu mężczyzn do zwielokrotnienie opieki nad dziećmi, to jednak ich kontakty i potrzeby są inne w tym zakresie, od potrzeb kobiet. W istocie potrafią mieć ten kontakt intensywniejszy, ale krócej go mogą wytrzymać. Często podejmują takie kontakty, bo chcą zadowolić swoje żony, a nie dzieci. Potrzeba kontaktu z dziećmi wzrasta u mężczyzn wraz z ich wiekiem. oczywiście istnieją tu indywidualne różnice, istnieją mozliwści korygowania swoich zachowań, ale o tym trzeba rozmawiać. Agnieszka Iiwaszkiewicz
      • tully.makker No to ekspertka znowu nas oswiecila 22.02.11, 16:26
        Inną sprawą, którą chcę krótko podnieść to rodzaj i jakość kontaktów ojca z dzi
        > ećmi. Mimo zmian społecznych i zmiany w postrzeganiu ojcostwa i chęci wielu m
        > ężczyzn do zwielokrotnienie opieki nad dziećmi, to jednak ich kontakty i potrze
        > by są inne w tym zakresie, od potrzeb kobiet. W istocie potrafią mieć ten kon
        > takt intensywniejszy, ale krócej go mogą wytrzymać. Często podejmują takie kon
        > takty, bo chcą zadowolić swoje żony, a nie dzieci. Potrzeba kontaktu z dzie
        > ćmi wzrasta u mężczyzn wraz z ich wiekiem. o

        A gdzie tu potrzeby dzieci? A gdzie obowiazki rodzica? Gdzie zrozumienie, ze odpowiedzialnosc oznacza, ze czasami sie trzeba nagiac do potrzeb tych, ktorych sie powolalo na swiat - i o zgrozo, nie dotyczy to wylacznie kobiet? Gdzie wreszcie szacunek do mezczyzny, ktory zasluguje chyba na to, by nie traktowac go jak rozpuszczonego gowniarza, ktory biedaczej, krocej moze wytrzymac kontakt z wlasnymi potomkami. A jesli matka tez ktorko wytrzymuje, to moze na reszte czasu dzieci do jakiejsc placowki opiekunczej i stamtad odbierac na godzine dwie w weekend - no do czasu az nie dorosna i biedny uposledzony bedzie w stanie z nimi wytrzymac godzine albo dwie dluzej? Bo wszak oczekiwac czegos wiecej to szalenstwo - w koncu mezczyzna krocej wytrzymuje i tyle!
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: No to ekspertka znowu nas oswiecila 23.02.11, 00:18
          W niektórych ważnych życiowych sprawach istotne jest zachowanie realizmu. A właściwie proporcji między realizmem a górnolotnym idealizmem.
          Otóż na szczęście dzieci posiadają dwoje rodziców. Dzięki temu, że rodzice się różnią, również w zakresie opieki nad dziećmi, mogą zaspokajać różne potrzeby swoich dzieci i to na różnych etapach ich życia . To się ma uzupełniać, a nie powielać. Takie ujęcie sprawy, nie ma nic wspólnego z brakiem odpowiedzialności za powołanie potomka na świat. Po prostu daje mu się inne rzeczy w innym czasie. Próba zunifikowania mężczyzn do jednego wzorca jest , według mnie, traktowaniem ich paternalistycznie czyli jak "rozpuszczonych gó...arzy", którzy nie wiedzieliby co czynią, gdyby nie oświecone kobiety - matki , żony i kochanki, mówiąc nieco żartobliwie.
          Nie wiem czy Pani, "tully", wypowiedź pomoże autorce wątku. Zastanawiam się czy nie jest zachętą do pozostania w schematycznym postępowaniu, bez możliwości spojrzenia szerzej. A mnie właśnie o to chodzi, aby wyjść poza swój schemat i spojrzeć dalej. Zawsze można wrócić na starą ścieżkę. Ale można też zaciekawić się innością i powrócić na starą ścieżkę odmienionym.
          Oprócz tego można też założyć, na wszelki wypadek, że mężczyźni kierują się pozytywnymi intencjami i nie zawsze mają na myśli jak tu się wymigać z ojcowskich obowiązków. Czasem mogą pragnąć, aby pozwolono im działać po swojemu, co nie zawsze oznacza źle.
          To, co napisałam dotyczy także umiejętności obchodzenia się z przeczytanym tekstem. Różnice warto zauważać i rozważać, nie koniecznie zaś atakować. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • pa.prot.ka1 Re: No to ekspertka znowu nas oswiecila 23.02.11, 08:52
            Pani Psycholog, dziękuję za odpowiedź, bardzo dla mnie cenną. Myślę, że ma Pani rację, iż trzeba dotrzeć do przyczyn a nie utyskiwać na objawy. Sądzę też, że tak jak Pani sugeruje, będzie nam potrzebny specjalista, bowiem te nieuświadomione przyczyny trudno będzie samemu wydobyć na wierzch. Tym bardziej, że atmosfera naszych rozmów na temat pracy męża jest napięta. Jeszcze raz dziękuję za wskazówkę.
          • tully.makker Sugeruje, zeby pani sobie darowala 23.02.11, 10:08
            Sugeruje, zeby ekspertka sobie darowala prseudodowcipne uwagi o matkach, zonach i kochankach, choc w pewnym sensie sa one cenne poniewaz pokazuja jakie sa zrodla pani wiedzy na temat roznic miedzy plciami. Moze zamiast ogladac seriale pofatyguje sie pani do biblioteki i signie po nieco powaniejsze lektury. Choc rozumiem, ze osobie, ktorej horyzonty intelektualne ograniczaja sie do bycia matka, zona i kochanka pewnie bedzie trudno wyjsc poza schemat. Warto jednka zapoznac sie z lekturami dotyczacymi skutkow permanentnej nieobecnosci ojca w zyciu dzieci i nie rozgrzeszac ojcow zaniedbujacych swoje obowiazki stwierdzeniem, ze "nie moga wytrzyma zbyt dlugiego kontaktu z dzieckiem". Zwlaszcza, ze jest to kompletna brednia - mozna wskazac cale stada mezczyzn, ktorzy sa zaangazowanymi ojcami i bez problemu "wytrzymuja " spedzanie czasu z dziecmi, ba, aktywnie do niego daza. jak rowniez matki, ktore aktywnie tego kontaktu unikaja. Taki niestety problem gdy czerpie sie wiedze z seriali, ze moze sie ona znaczaco rozmijac z realnym zyciem.

            To nie ja probuje zunifikowac mezczyn do jednego wzorca, to pani to robi, uzasadniajac nieodpowiedzialnosc tego kokretnego ojca uniwersalnymi cechami meskiej natury, o ktorych widze wyssala pani z seriali. Czy moj post pomoze autorce watku? Moze nauczy ja, by nie akceptowac wszelkich zachowan meza tylko dlatego, ze sa zgodne z patriarchalna tradycja i serialowa wiedza o naturze plci, a zaczac negocjowac ksztalt wlasnej rodzinny nie w oparciu o srereotypy, a o relane ptorzeby wszystkich jej czlonkow. W czym pani post zachecajacy do bezwarunkowej akceptcji zachowan meza, jako plynacych z jego natury, a wiec nie podlagajacych zmienia, raczej nie pomoze.

            W sumie nie wiem, po co sobie jezyk strzepie, bo nie zdarzylo sie jeszcze na tym forum, by przyznala sie pani dl bledu, i z cala pewnoscia tutaj rowniez sie pani nie przyzna. A juz tym bardziej brak pani samoswiadomosci, by zauwazyc w jakim blednym kole szowonistycznych stereotypow sie pani permanentnie obraca.
            • megi110174 Re: Sugeruje, zeby pani sobie darowala 23.02.11, 10:57
              może otwórz poradnię.... ale najpierw sama zastanów sie czym umotywowane sa twoje poglady, czy czasem to ty nie obracasz sie w jakiś schematach wynikajacych z własnych doswiadczeń lub wyobrazen. Po pierwsze pani psycholog wcale nie ogranicza postepowania do szowinistycznego schematu tylko próbuje rzucic swiatło na rózne aspekty i dopasować role rodziców do sytuacji i potrzeb (wszystkich - nie tylko dzieci ) Uwazam osobiście że spełnieni, zadwoleni i kochajacy sie rodzice sa bardziej dzieciom potrzebni niż frustraci robiacy coś na siłę ale za to po równo i czesto. Po drugie to ty masz schematyczne i nazbyt feministyczne spojrzenie na sprawę nie uwzgledniające róznic miedzy osobami, płciami itp. Dla ciebie człowiek to robot ktory ma postepowac wg twojego wzorca ktory ty uważasz za najlepszy. Masz zamknięty umysł i nie dopuszczasz innych rozwiązań niz te które uważasz za sluszne. jajogłowa.
            • sebalda Re: Sugeruje, zeby pani sobie darowala 23.02.11, 11:06
              Tully, zasadniczo rozumiem Twoje oburzenie. Też uważam, że darowanie facetowi pewnych ważnych rzeczy tylko go utwierdza w tym, że on nie musi. Ale...
              To, że są tabuny facetów, ktorzy zajmują się małym dzieckiem na równi z żoną, nie znaczy, że tak jest w większości przypadków, a znając zycie, śmiem twierdzić, że nie jest. I teraz spójrz na to z tej strony: facet nie jest z tych poświęcających się dla domu, żony, dzieci, nie jest ciepłym domatorem, ma misję zapewnienia rodzinie dobrych warunków materialnych. I takiego faceta nakłoń, żeby wszystko przewartościował, zmienił swój charakter, wracał do domu o 16 i od tej pory zajmował rodziną. Zmusić można, są różne sposoby, ale czy taki zmuszony na siłę, będzie sprawował tę rolę z przekonaniem, z sercem, z chęcią? Czy walka na siłę z naturą tego faceta ma sens? Tutaj nie jest tak, że on nic nie robi i w ogóle nie zajmuje się dziećmi. Robi to w takim zakresie, w jakim pozwala mu praca, ktora jest dla niego ważna. Z innego wątku wiemy, że jest na dorobku, że pracuje nad pozycją w firmie, że taraz jest ten wytężony okres. Potem może sytuacja nieco się unormuje, może będzie mógł tak zorganizować pracę, żeby inni wykonywali te obowiązki, z ktorymi on się teraz boryka.
              Ja zgadzam sie o tyle z opinią Pani ekspert i Menodo, że oboje małżonkowie mają tutaj swojej racje i walka, kto kogo przeciągnie na swoją stronę może nieść poważne niebezpieczeństwa. Tu trzeba rozwagi, próby zrozumienia i wypracowania jakiegoś konsensusu, a nie tylko wymagania, żądania, pretensji. Ja w tym przypadku rozumiem oboje.
              • triss_merigold6 Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 11:27
                Dobra, to ja uproszczę przekaz. Pracoholizm jest formą uzależnienia, zaspakaja różne potrzeby pracoholika, które często niewiele mają wspólnego z dobrem całej rodziny.

                Rozumiem autorkę i rozumiem Tully. Nie jest mi do niczego potrzebny mężczyzna, którego fizycznie NIE MA. No nie jest. I w zasadzie jest mi obojętne czy walczy o kierownictwo w firmie, wyjechał szukać siebie do Tybetu, zdobywa biegun północny czy się zapija w rowie. Przelewów na konto można dokonywać bez zbędnych iluzji, że tworzymy jakiś związek i robimy coś razem. Jeśli prowadzenie domu i cała logistyka, zajmowanie się dziećmi, organizowanie rozrywek, wypełnianie sobie i dzieciom wolnego czasu + PRACA ZAWODOWA miałby spoczywać tylko na mnie to cóz... panu kopa, alimenty, spotkania z dziećmi w weekend (efektywne, a nie polegające na przyysypianiu przed tv).
                Od mężczyzny oczekuję, że zaangażowanie w związek i aktywne ojcostwo będą na pierwszym miejscu. Pieniądze ma zarabiać oczywiście, ale naprawdę można to robić krócej niż 14 godzin na dobę.
                • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 11:53
                  wszytko pieknie ale zauwaz jak sama piszesz : ja oczekuję....
                  • triss_merigold6 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:00
                    Oczywiście. Inne kobiety mogą oczekiwać czegoś zupełnie innego, miec inne potrzeby.
                    Oczekuję realistycznie i dlatego nie związałabym się z mężczyzną z silnym parciem na karierę zawodową wymagającą CZASU, z pracą wyjazdową, ponieważ pieniądze nie rekompensowałyby mi innych strat. Podkreślam - facet ma zarabiać i współutrzymywać rodzinę, ale bez pracoholicznych tendencji. Praca jest środkiem do pozyskiwania forsy, mniej lub bardziej nieprzyjemnym (jak jest fajna i twórcza to duży BONUS), koniecznością.
                    • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:12
                      ale dlaczego piszesz tylko o oczekiwaniach kobiet? co z oczekiwaniami mężczyzn?
                      • triss_merigold6 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:18
                        Ponieważ oczekiwania mężczyzn interesują mnie w mniejszym stopniu. Proste. Uważam, że kompromisy i uzgodnienia są możliwe tylko w pewnych granicach, a co do podstaw to obie strony powinny być zgodne. Jeśli oczekiwania i potrzeby mężczyzny są diametralnie odmienne od moich to naprawdę nie musimy tworzyć związku, to wolny kraj.
                • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:19
                  > Od mężczyzny oczekuję, że zaangażowanie w związek i aktywne ojcostwo będą na pi
                  > erwszym miejscu. Pieniądze ma zarabiać oczywiście, ale naprawdę można to robić
                  > krócej niż 14 godzin na dobę. "

                  Hehe, powiedz to mlodym chlopakom, ktorzy maja 25 lat, skonczyli dwa kierunki studiow, wladaja czteroma jezykami i wlasnie znalezli 'swietna robote" za 2,5 tys.PLN - tak jak moj syn:)
                  Na szczescie jest rozsadnym facetem, zwiazal sie z rownie rozsadna dziewczyna i na razie nie maja dzieci.
                  Kiedy wyjezdzal na polroczne "prestizowe" zagraniczne stypendium - nie uslyszal "a co ze mna, taka bede samotna, umre z tesknoty, ty kutasie-egoisto' - a moglby, prawda? Dziewczyna nie jest typem cierpietnicy, tesknili oboje; poza tym sie odwiedzali; ona tez zreszta za chwile wyjezdza na wlasne stypendium.
                  • triss_merigold6 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:24
                    Słowo klucz "nie mają dzieci".
                    Stypendium to inna bajka, jest ograniczone czasowo, wiadomo kiedy się skończy. Tu dziewczyna tez wyjeżdża, nie ma konfliktu interesów.
                    • tully.makker Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 20:52
                      Nie mowiac juz o roznicy miedzy sytuacja dziewczyny, ktora moze czqs wyjazdu chlopaka wypelnic sobie randkami ze stadem innych kolesi, a sytuacja zony, ktora sie zobowiazala do wylacznosci.
                      • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 21:34
                        Nie wiem, co tam sobie porabiala w czasie jego nieobecnosci, Ty tym bardziej, ale od 6 lat sa razem i nie wygladaja na nieszczesliwych.
                        Fakt, dzieci nie maja, ale nie dlatego, ze nie wiedza, jak sie je robi.

                • pa.prot.ka1 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:22
                  triss_merigold6 napisała:
                  >Nie jest mi do niczego potrzebny mężczyzna,
                  > którego fizycznie NIE MA. No nie jest.

                  Ot co.
                  • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:28
                    rozwód?
                  • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 12:51
                    pa.prot.ka1 napisała:

                    > triss_merigold6 napisała:
                    > >Nie jest mi do niczego potrzebny mężczyzna,
                    > > którego fizycznie NIE MA. No nie jest.
                    >
                    > Ot co."

                    No wlasnie, bo moze miedzy Wami nie ma juz zadnej wiezi, a te pretensje, ze maz za duzo pracuje, a ja taka samotna, to tylko zastepczy problem.

                    Ale jesli serio nie jest Ci do niczego potrzebny taki facet,bo wolalabys kochajacego misia z pensja 1200 - to sie z nim rozwiedz.



                    '

                    • pa.prot.ka1 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 13:02
                      menodo napisała:
                      > No wlasnie, bo moze miedzy Wami nie ma juz zadnej wiezi, a te pretensje, ze maz
                      > za duzo pracuje, a ja taka samotna, to tylko zastepczy problem.

                      Hm, nie ma to jak diagnozy psychologa- amatora.

                      > Ale jesli serio nie jest Ci do niczego potrzebny taki facet,bo wolalabys kochaj
                      > acego misia z pensja 1200 - to sie z nim rozwiedz.

                      Widzę, że masz skłonność do popadania w skrajności. Twój problem.
                      • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 13:40
                        pa.prot.ka1 napisała:

                        > menodo napisała:
                        > > No wlasnie, bo moze miedzy Wami nie ma juz zadnej wiezi, a te pretensje,
                        > ze maz
                        > > za duzo pracuje, a ja taka samotna, to tylko zastepczy problem.
                        >
                        > Hm, nie ma to jak diagnozy psychologa- amatora. "

                        To nie jest diagnoza, zwroc uwage na uzycie przeze mnie slowa "moze'. Zreszta, z tego co piszesz, wynika, ze czujesz sie olewana przez malzonka, wiec o co Ci chodzi? Bardzo mozliwe, ze twoj zaharowany maz nie chciec dzwigac ciezaru twojej 'samotnosci' - ojejku jejku - i zwyczajnie ciebie unika.

                        Co do moich kompetencji - hehe, niech Ci bedzie :D Ale czego ty sie spodziewasz na otwartym forum internetowym? Jesli chcesz sobie wykupic profesjonalna ekspertyze, nie ujadaj na swoj los w internecie tylko udaj sie Laboratorium Psychoedukacji czy innej firmy - z malzonkiem lub bez:D Zaplac - i bedziesz miala pelna profeske:D
                        • pa.prot.ka1 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 18:19
                          Zreszta,
                          > z tego co piszesz, wynika, ze czujesz sie olewana przez malzonka, wiec o co Ci
                          > chodzi? Bardzo mozliwe, ze twoj zaharowany maz nie chciec dzwigac ciezaru twoj
                          > ej 'samotnosci' - ojejku jejku - i zwyczajnie ciebie unika.

                          Spłaszczasz cały opisany przeze mnie problem i sprowadzasz go do nieusprawiedliwionego Twoim (subiektywnym) zdaniem odczucia samotności. Więc albo jesteś tępa albo wyjątkowo złośliwa. Jako kontrprzykłady podajesz sytuacje nijak mające się do mojej: a to Twój bezdzietny syn wyjeżdża na półroczne szkolenie, a to Ty sama nie jedziesz w delegację, bo Ci się nie chce. Pierwszy przykład nie wymaga komentarza, przy drugim napiszę tylko (o czym już wspominałam), że mojemu mężowi nie może się nie chcieć, jego sytuacja nie jest przejściowa, będzie tak samo pracował do emerytury. Nie ma sezonu ogórkowego, jak w Twojej firmie (kolejny Twój przykład od czapy), a jego urlop trwa tydzień. To wszystko oznacza, że jeśli nic z tym nie zrobimy, to i dzieci i ja będziemy go do emerytury widywać głównie w weekendy, kiedy to z kolei musi się znaleźć czas na wszystko. Jeśli Ty uważasz, że to właściwy model rodziny, to Twoja sprawa. Ja mam prawo obawiać się o relacje męża z synami i mam prawo czuć się samotna, nawet jeśli Ty masz na ten temat inne zdanie.
                          • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 19:47
                            Spłaszczasz cały opisany przeze mnie problem i sprowadzasz go do nieusprawiedliwionego Twoim (subiektywnym) zdaniem odczucia samotności. Więc albo jesteś tępa albo wyjątkowo złośliwa."

                            Nie, to nie ja splaszczam - i to Ty sprowadzasz problem Waszej rodziny do usprawiedliwionego Twoim zdaniem odczucia Twojej samotnosci.
                            Nie wiem, gdzie pracujesz, ale najprawdopodobniej nie masz pojecia, jak obecnie wyglada rynek pracy, zwlaszcza dla ludzi wyksztalconych i ambitnych. Nie masz pojecia, co to znaczy lek przed bieda - bo pieniedzy masz wiecej niz potrzebujesz. I nawet o zwyklej harowce w domu przy dwojgu malych dzieciach nie masz pojecia - bo mozesz liczyc na pomoc domowa.

                            Stad byc moze moja tepota - bo nie ogarniam Twoich problemow, zwlaszcza tych wprost przez Ciebie zwerbalizowanych. I stad takze moja zlosliwosc, bo sprawiasz na mnie wrazenie niedojrzalej, egocentrycznej panci, ktorej sie zwyczajnie w zyciu nudzi.


                            • pa.prot.ka1 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 20:17
                              Powtórzę- podając przykłady nijak się mające do mojej sytuacji wykazałaś, że kompletnie nie rozumiesz, w czym rzecz. Może dlatego, że Twój mąż miał szansę, jak to określiłaś w innym wątku, docierać się z dziećmi kiedy Ty wyjechałaś, a mój nie ma takiej możliwości i być może nigdy nie będzie miał, bo częściowe weekendy mogą mu na to nie wystarczyć.
                              • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 22:22
                                pa.prot.ka1 napisała:

                                > Powtórzę- podając przykłady nijak się mające do mojej sytuacji wykazałaś, że ko
                                > mpletnie nie rozumiesz, w czym rzecz. Może dlatego, że Twój mąż miał szansę, ja
                                > k to określiłaś w innym wątku, docierać się z dziećmi kiedy Ty wyjechałaś, a mó
                                > j nie ma takiej możliwości i być może nigdy nie będzie miał, bo częściowe weeke
                                > ndy mogą mu na to nie wystarczyć. "

                                W kazdym watku sa tworza sie podwatki, offtopy itd. Z tego co pamietam, przyklady ktore podalam dotyczyly chyba wypowiedzi Triss i w zadnym stopniu nie nalezy ich traktowac jako kontrprzyklad do Twojej sytuacji (az tak tepa nie jestem).

                                Co do mojej osobistej sytuacji - rzeczywiscie, wyjechalam kiedys na pare miesiecy, zostawiajac kilkuletniego syna z mezem, ale zanim wyjechalam - prawie 3 lata "siedzialam w domu" . Przez rok mieszkalismy tylko we dwoje, bo moj maz byl w wojsku (kiedys obowiazkowym po studiach); niespecjalnie tez moglam liczyc na pomoc rodzicow czy tesciow, wiec ja z tym dzieckiem chodzilam wszedzie, nawet na uczelnie.
                                I nie wiem, czy bylabym w stanie sobie wtedy wyobrazic, jak bedzie wygladalo moje zycie za kilka - kilkanascie lat.
                                Ty tez nie mozesz wiedziec, ile godzin dziennie bedzie pracowal Twoj maz za jakies czas albo jakie bedzie mial relacje z dziecmi, bo przyszlosc nie jest przedluzeniem terazniejszosci. Ale jesli nie odpowia Ci to, jak zyjesz teraz - zacznij cos zmieniac.
                    • triss_merigold6 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 13:22
                      Doprawdy, sugerujesz, że pracując w normalnym wymiarze czasowym tj. 8 godzin dziennie, nie da się zarobić więcej niż 1200 zł? Serdeczne wyrazy współczucia.
                      • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 13:56
                        Triss, mowimy o ludziach mlodych. Sama takich zatrudniam, place niezle i dlatego jestem konkurencyjna. Ale niestety - ktos, kto po 8 godzinach spieszy sie, bo zona/maz teskni i dzieci placza, a tu trzeba napisac kolejne oferte albo cos poprawic, albo jechac do klienta - sorry, ale w mojej firmie nie ma miejsca pracy dla takich osob, a nie uwazam siebie za bezdusznego kapitaliste.
                        • triss_merigold6 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 14:04
                          Hm...a kodeks pracy nie reguluje przypadkiem wymiaru czasu pracy?
                          BTW posiadanie małych dzieci nie musi być skorelowane z byciem młodym. Mam 37 lat i jestem w połowie drugiej ciąży, mój facet ma 36 i to jego pierwsze dziecko, nie określiłabym własnego wieku jako "młody".
                          • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 14:30
                            Tak, zgodnie z kodeksem pracy to ja moge zaplacic 1200- 2 tys. zl. za ustawowa liczbe przepracowanych godzin. Ale tez pracownicy sa swiadomi, ze ci, ktorzy wypracuja wiecej zysku dla firmy - moga liczyc na wieksze zarobki, premie, awans, udzialy itd.
                            A to niestety wiaze sie czesto z praca "po godzinach". Taka specyfika branzy.

                            Sama kiedys tak zapieprzalam a teraz patrz - mialam dzis jechac sluzbowo do Torunia, ale mi sie chcialo, bo za zimno - pojechal mlody chlopak i bardzo chetnie sie na to zgodzil; nie wiem, moze jego zona tez sie dzis poczuje samotna, bo wroci pozno wieczorem :D
                            • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 14:42
                              jestem przerazona jak czytam takie wypowiedzi pracodawców. jak ma byc dobrze w naszym kraju i jak ma funkcjonowac RODZINA i CZŁOWIEK. Rozumiem że sa sytuacje w firmie ktore wymagaja okresowego wzmozenia wysiłków co czesto powiazane jest z nadgodzinami. Rozumiem tez ambitnych ludzi ktorzy maja w perspektywie awans albo rozwoj i musza przez pewien czas poswięcic na to życie prywatne (nawet kosztem partnera i dzieci) Nie rozumiem zaś slepego zapier.... okragły rok bo taka wizje ma pracodawca. Czasy faraonow juz się skonczyły i piramidy juz zostaly wybudowane. Mam tylko nadzieję że u ciebie w firmie jest elastycznie (jesli dzis zostane dłużej bo jest robota to jutro wyjde wczesniej jesli nie ma "pozaru")
                              • les.vacances Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 14:46
                                megi110174 napisała:

                                > jestem przerazona jak czytam takie wypowiedzi pracodawców

                                Ludzie mają wybór. Mogą zarabiać za osiem godzin pracy grosze i czas spędzać z rodziną i mogą pracować dużo za duże pieniądze. Nikt nikogo nie zmusza do niczego.
                                • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 15:08
                                  oczywiscie mozna tez wogole nie pracowac i jesc ze smietnika... chodzi mi o rónowagę. czy 8 godzin nie wystarcza normalnym ludziom do wykonania normalnych obowiazków w normalnej pracy? czy wszytko musi byc postawione do gory nogami?
                                • tully.makker Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 20:49
                                  Ludzie mają wybór. Mogą zarabiać za osiem godzin pracy grosze i czas spędzać z
                                  > rodziną i mogą pracować dużo za duże pieniądze.

                                  A moga tez tak jak np ja, pracowac w razsadnych godzinach za rozsadne pieniadze. Wiesz tylko czego do tego potrzeba - swiadomosci wlasnej wartosci i szanowania samego siebie. Bo inaczej zawsze bedziesz wykorzystywanym zuczkiem tyrajacym na innych od rana do nocy.
                              • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 15:02
                                Zapewniam Cie, ze nie jestem zlym pracodawca, sama mam tez syna, ktory wchodzi na rynek pracy i wiem, jak roznie on wyglada.

                                Ale sorry, nie moge sie czuc odpowiedzialna za to, jak ma funkcjonowac RODZINA i CZLOWIEK w naszym kraju, a zwlaszcza za to, czy partnerzy moich pracownikow czuja sie wystarczajaco dopieszczeni.
                                Niemniej, staram sie, aby moi pracownicy godziwie zarabiali; jestem lojalna i uczciwa, ale nerwy wspolmazonkow to juz nie moj problem:D
                                • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 15:05
                                  ja ci zadałam konkretne pytanie czy jeśli dziś "gasimy pozar" w firmie i siedze dłuzej bo tego wymaga sytuacja i dobro firmy to czy potem jak jest sezon ogórkowy moge wychodzic szybciej? tylko tyle chce wiedziec i to mi wystaczy
                                  • menodo Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 15:21
                                    Tak, moze.
                                    • megi110174 Re: Ok, to ja uproszczę 23.02.11, 15:33
                                      w takim razie jest to uczciwe
              • pa.prot.ka1 Re: Sugeruje, zeby pani sobie darowala 23.02.11, 12:20
                Sebalda,
                po pierwsze powtarzałam wielokrotnie, że sytuacja męża nie jest przejściowa, bo taką rozsądnie byłoby zaakceptować. Jeśli mąż będzie kierował firmą (do czego zasadniczo wszystko zmierza), to jeszcze rzadziej zajrzy do domu.

                >facet nie jest z tych poświęcających się dla domu, żony, dzieci, nie jest ciepłym domatorem, ma misję zapewnienia rodzinie dobrych warunków materialnych. I takiego faceta nakłoń, żeby wszystko przewartościował, zmienił swój charakter, wracał do domu o 16 i od tej pory zajmował rodziną.

                To też nie do końca tak. Mąż wysyła sprzeczne sygnały, twierdzi np., że bardzo chętnie zostałby w domu, nie pracował w ogóle, spędzał czas ze mną i dziećmi. Dlatego myślę, że Pani Psycholog ma rację radząc, byśmy dotarli do źródeł takich a nie innych zachowań i decyzji, a nie leczyli skutki.
            • pa.prot.ka1 tully 23.02.11, 12:05
              pozwolisz, że się wypowiem jako autorka wątku.
              tully.makker napisała:
              >Moze nauczy ja, by nie akceptowac wszelkich zachowan meza tylko dlatego, ze
              > sa zgodne z patriarchalna tradycja i serialowa wiedza o naturze plci, a zaczac
              > negocjowac ksztalt wlasnej rodzinny nie w oparciu o srereotypy, a o relane pto
              > rzeby wszystkich jej czlonkow.

              Rzecz w tym, że ja właśnie nie akceptuję weekendowego (a i to nie w pełni) ojca. Uważam za sprawę oczywistą, że jeśli zakłada się rodzinę, a konkretnie płodzi potomstwo, to odpowiedzialność za nie nie może się ograniczyć do przynoszenia pieniędzy. Stąd w ogóle ten wątek. Patriarchalny model rodziny u nas się nie sprawdza, choćby dlatego, że ja także pracuję.

              >W czym pani post zachecajacy do bezwarunkowej ak
              > ceptcji zachowan meza, jako plynacych z jego natury, a wiec nie podlagajacych z
              > mienia, raczej nie pomoze.

              Ja tak nie odebrałam rady Pani Psycholog. Myślę, że istotnie kobiety i mężczyźni różnią się w podejściu do dzieci (my jesteśmy w tym przypadku hojniej przez naturę obdarowane), jak i w wielu innych sprawach, co bynajmniej nie usprawiedliwia ojców nieuczestniczących w życiu swoich pociech. Nie zawsze można robić to, co się chce, wielokrotnie trzeba się nagiąć, szczególnie jeśli rzecz dotyczy własnego potomstwa, które się na świat nie prosiło.
              Zwróć też uwagę na pierwszą część wypowiedzi Pani Agnieszki, która niczego nie usprawiedliwia, czy nie bagatelizuje, tylko zawiera konkretną wskazówkę (z jakiej zamierzam skorzystać).
              Pozdrawiam.
              • menodo Re: tully 23.02.11, 12:42
                Zwróć też uwagę na pierwszą część wypowiedzi Pani Agnieszki, która niczego nie
                > usprawiedliwia, czy nie bagatelizuje, tylko zawiera konkretną wskazówkę (z jaki
                > ej zamierzam skorzystać).

                No wlasnie. Tez uwazam, ze warto z tej wskazowki skorzystac,
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Sugeruje, zeby pani sobie darowala 24.02.11, 00:19
              Nie jest moja rolą na tym forum zajmować się polemikami na swój temat. Dlatego odniosę się tylko do jednego zarzutu jaki "tully" użyła wobec mnie.
              Otóż w istocie nie przyznam się do błędu, a to dlatego, że odróżniam błąd od poglądu czy stanowiska. A stanowiska jakie zaprezentowałam w tym wątku nie zmieniam, ponieważ jest ono wynikiem mojej wiedzy i doświadczenia zawodowego, bynajmniej nie światopoglądu, który na forum staram się zawsze zatrzymywać dla siebie. Oraz dlatego, że zajęłam je kierując się rzetelnością zawodową.
              Z tym stanowiskiem można się nie zgadzać, mieć inne zdanie, polemizować. Chętnie wtedy biorę udział w dyskusji i bywa ( a jednak ! ), że daje się przekonać i zmieniam zdanie.
              Dzieje się to wtedy dyskusja jest merytoryczna, a nie polega na inwektywach wobec zajętego stanowiska lub osoby je reprezentującej. Dlatego nie będę odnosiła się do zaprezentowanych poglądów o moim ograniczonym horyzoncie intelektualnym i różnych tego skutkach. Mam nadzieję, że mój intelekt obroni się sam.
              Poza tym wolę, i wiem, że to ułatwia polemikę, jeśli dyskusja dotyczy faktycznie użytych w przedstawionym stanowisku argumentów, a nie fantazji interlokutora na ich temat lub na przyjętym przez niego nielogicznym założeniu czy też na celowym przypisywaniu przewrotnych intencji drugiemu dyskutantowi.
              To, niestety, częsty grzech tego forum i zdarza się, że dotyczy także moich wypowiedzi. Oby pojawiał się jak najrzadziej.
              Dlatego pozwolę sobie jeszcze raz w tym wątku dokonać wyjaśnienia swojego stanowiska, jedynie po to aby nie został wypaczony główny nurt mojej wypowiedzi.
              Otóż z mojego stwierdzenia ( opartego na współczesnych badaniach biologicznych, socjologicznych i antropologicznych. Zainteresowanych odsyłam m.in. do prac biologa prof. Pawłowskiego z Wrocławia ), że mężczyźni krócej i mniej cierpliwie wytrzymują kontakt z małymi dziećmi, nie wynika w żadnym razie wniosek, że tym samym lansuję tezę, że nie muszą oni wobec tego podejmować bezpośredniej opieki nad swoimi dziećmi.
              Wynika jedynie tyle, że mężczyźni mają w tym zakresie inne potrzeby niż kobiety i że w rodzicielstwo wchodzą z innym wyposażeniem. Co oczywiście nie oznacza, że te potrzeby są niepodatne na modyfikację, która się zresztą na naszych oczach dzieje. Ale jest to wpływ kultury a nie natury i różne osobniki ))) różnie na to reagują. Jedni szybciej coś przyswajają, inni wolniej. Co nie oznacza, że są nieodpowiedzialni. Taki zarzut w stosunku do męża autorki wątku jest absolutnie nieuprawniony. Nie używa go nawet jego własna żona.
              Takie podstawowe różnice trzeba dostrzegać i rozumieć, a nie obrażać się na nie lub uznawać je wyłącznie za wady, które należy wypalić ogniem. Dopiero wtedy można coś negocjować i zmieniać. Nie zgadzam się, że jest to szowinizm. To jest raczej uznawanie rzeczywistości. Bardzo zresztą przydatne.
              Z cytowanego wyżej mojego stwierdzenia nie wynika również, że daję tym samym prawo do nieobecności ojca w życiu dziecka. Zawsze mocno podkreślam jego rolę i w wielu wątkach chroniłam tę postać przed dawaniem mu kopa w tyłek czy rugowaniem go z życia dziecka z powodu jego niepowodzeń w relacji z matką dziecka, czy też z powodu rozczarowania nim kobiety.
              W tym wątku, zachęcając parę do badania swoich potrzeb i celów, tych czasem głęboko ukrytych, chciałam aby zbliżenie ojca do dzieci było świadome i nie musiało zamieniać się we frustrację.
              To już ostatni mój wpis w tym wątku. Teraz będę jedyni śledzić dalszą dyskusję, jeśli taka jeszcze się tu potoczy. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • blue_romka Re: Pani Psycholog proszę o radę! 23.02.11, 12:57
      Łatwo jest spłodzić dzieci i zostawić je w domu żonie (również pracującej zawodowo), a to wszystko pod hasłem, że pan jest ambitny i chce się rozwijać zawodowo. A jest to zjawisko powszechnie akceptowane i usprawiedliwiane, także tu na forum. Gdyby kobieta zechciała się realizować 14 godzin dziennie, od razu okrzynięto by ją wyrodną matką.
    • les.vacances Macie różne proprytety. 23.02.11, 13:43
      Ty chcesz, aby mąż przebywał w domu.
      Mąż chce realizować się zawodowo i finansowo.

      Co można zrobić?

      Ty zagospodaruj swoje życie tak, abyś nie czuła się bez męża samotna, mąż niech zrezygnuje z innych zajęć w weekendy i poświęci je wyłącznie rodzinie.

      Da się?
      • sebalda Re: Macie różne prioprytety. 23.02.11, 14:14
        les.vacances napisała:

        > Ty chcesz, aby mąż przebywał w domu.
        > Mąż chce realizować się zawodowo i finansowo.
        >
        > Co można zrobić?
        >
        > Ty zagospodaruj swoje życie tak, abyś nie czuła się bez męża samotna, mąż niech
        > zrezygnuje z innych zajęć w weekendy i poświęci je wyłącznie rodzinie.
        >
        > Da się?
        Nie da się, bo mąż już zawsze będzie pracowal ponad miarę (to już wiadomo teraz, choć zaledwie rok temu rozpoczął pracę w ogóle, prosto po studiach), bo tak lubi, a żona go nie rozumie. Nie da się, bo wuj, stary szowinista, go buntuje, bo jako przyszły właściciel firmy bedzie jeszcze więcej musial pracować, bo nie bedzie umiał scedować części pracy na podwładnych. Bo w oczach żony jest ze wszystkim na nie. Może tak jest, a może nie do końca.
        Ja najbardziej bym chciała, żeby mój mąż zarabial bardzo dużo pieniędzy, a jednocześnie mial dużo czasu i sily dla rodziny. Tymczasem jest tak, że właśnie traci pracę, ma może więcej czasu, ale sily, energii i zapału do bycia z rodziną nie ma za cholerę, bo jest ciężko sfrustrowany brakiem pracy, brakiem perspektyw, swoją niemocą i kryzysem na rynku. I ja go nawet nie winię, bo rozumiem tę frustrację. Z dwojga złego wolałabym mieć męża rzadziej, ale za to miec poczucie bezpieczeństwa finansowego (jego brak, zwłaszcza przy dzieciach, jest bardzo bolesny, wiem, co mówię) i męża usatysfakcjonowanego i niesfrustrowanego, mieć go w mniejszym wymiarze, ale za to zadowolonego.
        Tully i Tris piszą z pozycji kobiet silnych, wydolnych i w miarę potrzeby samodzielnych finansowo. I ja podpisuję się pod ich postulatami, zwłaszcza gdy jest się taką kobietą, gdy ma się dobry zawód (autorka jest nauczycielką, jeśli mnie pamięć nie myli), gdy nie grożą zwolnienia, brak pracy, brak stabliności finansowej. Ale sytuacja na rynku pracy naprawdę jest ciężka i czasami pojawia się konieczność pracy w ponadstandardowym wymiarze godzin. Każda kobieta chciałaby, żeby mąż mniej pracował, ale dobrze zarabiał. Ale co w sytuacji, gdy to jest niemożliwe?
        • pa.prot.ka1 sebalda, punkt widzenia 23.02.11, 18:32
          zależy od punktu siedzenia. Twój mąż traci pracę, więc oczywiste jest, iż wolałabyś, żeby pracował dużo i dużo zarabiał, niż nie pracował wcale i nie zarabiał nic, bo to teraz chwieje Twoim poczuciem bezpieczeństwa. Dlatego też sądzę, że nie bardzo mnie potrafisz zrozumieć.

          >Każda kobieta chciałaby,
          > żeby mąż mniej pracował, ale dobrze zarabiał. Ale co w sytuacji, gdy to jest ni
          > emożliwe?

          Nie jestem idealistką i zdaję sobie sprawę, że mniej pracy oznacza (najczęściej) mniejsze zarobki. Wielokrotnie podejmowaliśmy z mężem kalkulacje, z których wynikało, że spokojnie wystarczyłoby nam o wiele mniej niż mamy.
          Są kobiety, które wolą kiedy facet się po domu nie plącze, tylko zarabia kasę na ich przyjemności, ba, nawet niektóre po to wychodzą za mąż. Ja do nich nie należę.

    • demonsbaby Re: Pani Psycholog proszę o radę! 23.02.11, 17:12
      byłoby mi ciężko wymagać od drugiej strony jak i stanąć w pozycji spełnienia roszczenia "zaprzestania wykonywania zawodu" tyt. poczucia osamotnienia czy odczucia wykonywania samotnego rodzicielstwa. Wiążąc się z marynarzem, musiałabym brać pod uwagę ryzyko, czy kwestia wybywania z domu na parę miesięcy tyt. wykonywania zawodu (i często robienia tego co się lubi czy też takiego powołania) będzie mi stać na przeszkodzie czy raczej podołam temu "samotnemu rodzicielstwu", podobnie jak związek z żołnierzem wybywającym na misje, policjantem wybywającym do kosova, itp ... pierwsze zagadnienie - czy ja dam radę się odnaleźć ... faktem jest, że te zawody / środowiska są specyficzne.
      Doskonale też rozumiem twoje rozgoryczenie i chęć posiadania przeciętnej rodziny, z tego względu, że ani z żołnierzem, ani z marynarzem się nie związałaś.
      Zadałabym podobne pytanie, jak les ... to gdzie wasze drogi mogą się przeciąć, jeśli brałabyś pod uwagę, że zaprzestanie wykonywania zawodu przez męża (niezależnie od pobudek, powołania, realizacji ambicji, pracoholizmu) może go wcale nie uszczęśliwić?
      • pa.prot.ka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 23.02.11, 18:40
        Demons, zgadza się- za marynarza bym nie wyszła.
        Mąż nie przepada za swoją pracą. Jest ona trudna, stresująca, czasochłonna itd. Nasuwa się więc pytanie, dlaczego jej nie zmieni. No właśnie, tu są te przyczyny, o których pisała pani Agnieszka. Być może boi się stanąć w konkury z innymi na rynku pracy (jest zatrudniony u wuja), obawia się ewentualnego bezrobocia, może to kwestia ambicji, chęci udowodnienia czegoś komuś. Nie wiem, on pewnie też nie, dlatego musimy nad tym popracować.
        • menodo Re: Pani Psycholog proszę o radę! 23.02.11, 19:07
          pa.prot.ka1 napisała:
          "Nasuwa się więc pytanie, dlaczego jej nie zmieni. No właśnie, tu są te przyczyny, o których pisała pani Agnieszka. Być może boi się stanąć w konkury z innymi na rynku pracy (jest zatrudniony u wuja), obawia się ewentualnego bezrobocia, może to kwestia ambicji, chęci udowodnienia czegoś komuś. Nie wiem, on pewnie też nie, dlatego musimy nad tym popracować. "

          Wydaje mi sie, ze pani Agnieszka zachecala nie tylko do poznania ukrytych potrzeb, lekow i motywacji Twojego meza, ale takze Twoich.
          • pa.prot.ka1 Re: Pani Psycholog proszę o radę! 23.02.11, 20:18
            > Wydaje mi sie, ze pani Agnieszka zachecala nie tylko do poznania ukrytych potrz
            > eb, lekow i motywacji Twojego meza, ale takze Twoich.

            To oczywiste.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka