spowiednik.online
24.03.11, 10:41
Toksyczni rodzice
Pisze o tym dlatego, że takie pisanie pozwala zrzucić trochę ciężaru.
Otóż mam toksycznych rodziców – nie jest to przypadek jakieś szczególnej toksyczności, jednak potrafią napsuć krwi. Główną "toksyną" jest moja mama (którą mimo wszystko kocham), tata pełni rolę dopełnienia i "narzędzia"
Mój brat najpierw wziął ślub cywilny, potem wziął ślub kościelny. Podczas poprawin poprosił moich rodziców i swoich teściów „na bok” i razem ze swoją żoną poinformowali – prosząc o dyskrecję – że są we wczesnej ciąży. W reakcji na taką wiadomość –zastrzegam, że zdecydowanie prosili o dyskrecję – moja mama (inwalidka I grupy od niepamiętnych czasów, wiecznie schorowana, nie mogąca dźwigać, mająca problemy ze spacerami dłuższymi niż 300m itd. itp.), zerwała się z krzesła i odpychając wszystkich na boki wybiegła na salę krzycząc – „będziemy dziadkami”.
Ci którzy nie znają jej wyczynów mogli pomyśleć, że to wielka radość spowodowała chwilowe zaćmienie, w efekcie którego zignorowała prośbę młodego małżeństwa i oznajmiła wszystkim gościom ta radosną nowinę. Jednak wytrawni gracze (bo miano gracza pasuje najbardziej do osób które znajdują się w bliskich relacjach z moją mamą) wiedzieli, że chodziło o to, żeby ta wiadomość został przekazana właśnie przez nią i przez nikogo innego.
Mój brat zamieszkał z moją bratową u moich rodziców. Moi rodzice raczej nie umilali im życia. Jakiś czas później zdarzyła się tragedia i moja bratowa poroniła. Bardzo ciężko to przeżyli. Najgorsze jednak było to, że moja mam jak się tylko dowiedziała to obdzwoniła cała rodzinę i znajomych z informacją jaka tragedia IM się przydarzyła. Teksty do mojego brata w stylu – „gdyby to dziecko się urodziło to na pewno byłoby niedorozwinięte” to była normalka. Ogólnie nieciekawie.
Brat wyprowadził się z zoną na ciasną kawalerkę i… jakiś czas potem udało im się zajść w ciąże. Oczywiście tym razem bogatsi w doświadczenie ustalili, że powiedzą teściom mojego brata i ew. dziadkom (zw wzgl. na to, że to pierwszy prawnuk a dziadkowie są wiekowi i mogliby nie dożyć). Oczywiście jakiś czas potem inf. wyciekła (dziadkowie czasem nie kojarzą co mówią). Brat oczywiście szedł w zaparte. Odczekali najgorszy czas no i powiedzieli rodzicom (w tzw. międzyczasie podzielili się informacją z innymi). Moja mam przyjęła tą wiadomość BARDZO chłodno po czym szybko zaczęła obdzwaniać najbliższych, gdy tylko zorientowała się, że większość już wie, zrobiła awanturę mojemu bratu i jego żonie (kobiecie która już raz poroniła a teraz była w zaawansowanej ciąży). Oczywiście nie omieszkała zadzwonić do mnie żeby podzielić się „krzywdą i niesprawiedliwością” jaka ją spotkała ze strony starszego syna. Ponieważ mam ten luksus i mieszkam w znacznej odległości, to staram się nie angażować zbyt aktywnie w ich gierki – stosuję zasadę, „mówić jak najmniej i udawać idiotę” co działa.
Tak czy inaczej wkrótce potem urodziła się wnuczka. Moi rodzice są na „wojennej ścieżce z wyrodną synową”.
Teraz część najlepsza. O ile Bóg pozwoli, to wkrótce zostaną dziadkami po raz drugi. Tym razem ze strony młodszego syna – czyli mnie. Tyle, że jeszcze o tym nie wiedzą, a może właśnie wiedza (babcia znowu się wygadała) tyle, że nie od nas.
Moja mama zadzwoniła i zaczęła pytać „czy nie macie mi nic do powiedzenia!!” – tonem terrorysty. Stąd wiemy, że babcia się wygadała – bo babcia sama pewnie nawet nie jest świadoma, że coś palnęła. Oczywiście zgrywam idiotę, że nie wiem o co chodzi ale jak to mówią karty zostały rozdane i zaczyna się kolejna gra. Zobaczymy co z tego wyjdzie…. Tak na marginesie dodam, że ustaliliśmy z moją małżonką, że jeśli nie będzie knuła intryg i zapyta wprost to jej powiemy. Nie potrafiła się jednak zdobyć na taką odwagę i woli kombinować i knuć.
Tak czy inaczej napisałem to dla ocalenia własnego zdrowia psychicznego oraz ku uciesze tłumów. Jeśli będzie zainteresowanie tym wątkiem to pociągniemy go dalej.
Ps. Wszystkim dzieciom z toksycznych domów polecam takie pisanie, nawet „do szuflady” mnie to pomaga i dzięki temu jeszcze nie zwariowałem
Na koniec dodam tylko, że zastanawia mnie „kiedy” lub ewentualnie „czy w ogóle” moi rodzice zorientują się jaką krzywdę robią innym no i w konsekwencji sobie (bo ludzie się od nich odsuwają). Dotychczasowe działania nie przyniosły niestety spodziewanego efektu.