Dodaj do ulubionych

masz rodzinę, więc siedź w domu...

11.05.11, 21:37
Jestem 4 lata po ślubie i mam prawie 2 letniego synka. Mój mąż ma bardzo trudny i silny charakter, jest uparty i zawsze ma swoje zdanie, które rzadko zmienia. Ja, z kolei jestem raczej ugodowa i skłonna do kompromisów a może po prostu nie potrafię walczyć o swoje. Mój problem polega na tym, że mój mąż to domator, nie widzi żadnej potrzeby wychodzenia i spotykania się z ludźmi. już dawno porzuciłam próby otworzenia go trochę na ludzi, to że nie marudzi na cotygodniowe odwiedziny u moich rodziców to już wielki sukces, bo na początku nawet o to musiałam walczyć. W rezultacie moje życie towarzyskie przestało istnieć. Spotykam się z siostrą, ale nie wieczorami! Wieczorne wyjście na piwo nie wchodzi w grę. Mąż wręcz terroryzuje mnie stwierdzeniami, że teraz mam rodzinę, dziecko, i że widocznie mi na nich nie zależy skoro potrzebuję gdzieś wychodzić. Pracuje w artystycznej szkole, w której często są imprezy kulturalne i muszę prosić, wręcz błagać, żeby on zajął się dzieckiem, żebym ja mogła pójść raz na semestr a i tak robi ze mnie wyrodną matkę a z siebie męczennika. Twierdzi, ze jak synek podrośnie to będzie inaczej. Nie jestem mu w stanie wytłumaczyć, że ja potrzebuję chociaż raz na miesiąc wyjść i odpocząć od wszystkiego, codziennego biegania między dzieckiem, domem, pracą, korepetycjami itd. moje argumenty do niego nie trafiają. Oczywiście jak się uprę to wyjdę ale okupione jest to strasznym stresem, kłótnia, nieodzywaniem się. Do tego moja mama i siostra to osobniczki 'wyzwolone', wychodzą kiedy chcą i gdzie chcą, twierdzą, że dałam się zniewolić. Jak jest u Was? proszę o radę.
Obserwuj wątek
    • verdana Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 21:39
      Dalas sie zniewolić.
      masz męża, ktory po prostu nie ma ochoty zajmować się dzieckiem, albo uwaza Ciebie za swoją wlasność. Gdy moje dziecko miało dwa lata wyjechałam na miesiąć i swiat się nie zawalił.
      • znowuniedziela Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 21:58
        Czasem tak jest w związkach, że jedna strona dominuje, a druga się podporządkowywuje-to nie ejst reguła, to podczas budowania związku albo się zdarza, albo nie. W Waszym małżeństwie okazało się, że on ma władzę, a Ty się na wszystko godzisz. To, o czym piszesz, nie wyszło z Ciebie wczoraj, czy dzis, tylko dawno temu ... Zgadzałaś się na ten układ zbyt długo, wciąz jednak możesz wypracować NORMALNY model związku, jeśli tylko nie dasz sobą nadal manipulowac i mobbowac się ... Nie możesz być zniewoloną matką/zoną/kucharką/opiekunką/towrzyszką domową-bo jesteś nieszczęśliwa. Popracuj nad poczuciem własnej niezależności w związku, zawalcz o wyjścia, nie raz na miesiąc, raz na tydzień masz prawo się oderwać od kieratu. Cóż, ciche dni, kłotnie-trudno-mówisz, wychodze i wychodzisz, albo się władca pogodzi z tym, albo nie. Niestety, to on mając poczucie niższości, niepewności-nie pozwala Ci na własne, niezależne wyjścia-boi się, że starci nad Toba kontrole, może jesteś dużo mądrzejsza, lepsza w czyms,czuje sie gorszy,niedowartościowany, dlatego chce Cię kontorlować-to jest powód jego frustracji i Waszych kłotni. Musicie to rozwiązac. On ma kompleksy a Ty się jemu poddałóaś, bo łatwiej cierpieć w milczeniu, niż zawalczyć o przestrzeń życiową mieszkając z tyranem domowym.
    • marzeka1 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 21:58
      Masz koszmarnego męża, na dodatek dałaś się zniewolić okropnie, dajesz sobie robić psychiczne jazdy, że nie wolno ci wyjść, bo rodzina. Jeśli nie chcesz,aby kanał w którym jesteś pogłębiał się, nie decyduj się z kimś takim na 2 dziecko.
      Aha, ty nie potrzebujesz jego zgody na to, aby wyjść i spotkać się z koleżanką czy siostrą od czasu do czasu.
    • kozauwoza Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 22:21
      Jak z niego taki domator to powinien ochoczo zostawać w domu gdy Ty chcesz wyjść. To taki domator-tyran
    • joshima Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 22:58
      ni_niak napisała:

      > Do tego moja mama i siostra to osobniczki 'wyzwolon
      > e', wychodzą kiedy chcą i gdzie chcą, twierdzą, że dałam się zniewolić. Jak jes
      > t u Was? proszę o radę.
      Skoro Twoja siostra taka wyzwolona (jest trochę prawdy w tym co mówią) to podrzuć jej malca raz na jakiś czas, żebyś mogła wyjść i pana męża o zdanie nie pytać.
      • adaria38 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 23:07
        pogięło cię?
        a czyje to dziecko? siostry? kobiety? że trzeba innej kobiecie go zostawić by pan i władca się nie zdenerwował albo nie zmęczył? co to za myślenie?

        facet lubi siedzieć w domu to niech dziecka przypilnuje. siostrze mozna dziecko podrzucić gdy oboje rodzice gdzieś razem wychodzą.

        i przede wszystkim, autorka NIE POTRZEBUJE ZGODY MĘŻA NA WYCHODZENIE Z DOMU.

        myślenie, że bez jego zgody nie może wyjść jest przyzwoleniem na niewolnictwo.

        wiesz czym się ten układ może skończyc?
        że tyran domowy podniesie rękę na swoją własność by jej pokazać gdzie jej miejsce,
        na razie wykańcza ją emocjonalnie i trzyma w szachu poczucia winy gdy ona chce wyjść z domu.
        TAK SIĘ ZACZYNAJĄ ZWIĄZKI PRZEMOCOWCÓW!


        • joshima Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 10:56
          adaria38 napisała:

          > pogięło cię?
          > a czyje to dziecko? siostry? kobiety? że trzeba innej kobiecie go zostawić by p
          > an i władca się nie zdenerwował albo nie zmęczył? co to za myślenie?
          To jest takie m yślenie, że jak się nie może liczyć na pana męża to trzeba mu powiedzieć: hak Ci w smak, i samemu sobie życie organizować, bez oglądania się na niego. Ostatecznie siostra mamy nie jest obcą osobą ale dość bliską rodziną.

          Ja tam jestem przeciwna wojnom w stylu don Kichota. Są takie rzeczy na które się wpływy nie ma albo ma się na tyle znikomy, że naprawdę nie ma sensu się szarpać.

          > wiesz czym się ten układ może skończyc?
          > że tyran domowy podniesie rękę na swoją własność by jej pokazać gdzie jej miejs
          > ce,
          I wtedy kobieta przejrzy na oczy i zrobi co trzeba. Wystawi pana męża za drzwi.

          > na razie wykańcza ją emocjonalnie i trzyma w szachu poczucia winy gdy ona chce
          > wyjść z domu.
          Dlatego właśnie proponuję jej, żeby się z nim nie wdawała z jałowe dyskusje i szarpanki. Ty proponujesz jej totalną wojnę. Myśłisz, że to lepiej wpływa na psychikę? Myślisz, że jak pan mąż ma łatwość w biciu to nie walnie jej w ucho jak mu się postawi? Ha ha ha.
          • edw-ina Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 11:30
            Wiesz co, ja kocham moich siostrzeńców, ale gdyby mi moja siostra, którą szczerze uwielbiam, powiedziała, abym została z jej dziećmi, bo ona chce wyjść, a mąż się denerwuje, kiedy musi zostać z własnymi potomkami, chyba tylko zaśmiałabym się jej w twarz. Ktoś z boku ma ponosić skutki faktu, że kobita wybrała za męża barana i przez ileś tam lat nie stawiała granic? Żartujesz chyba. Namawianie do takiego podejścia podpowiada jak nie rozwiązywać problemów, nie leczyć choroby, tylko używać maści na jej objawy.
            • joshima Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 12:09
              edw-ina napisała:

              > Żartujesz chyba.
              Nie. Wcale. Bo ja tak właśnie by postąpiła, gdybym nie mogła liczyć na męża. Tylko ja mam taką rodzinę, że nikt by mi się w twarz w tej trudnej sytuacji nie zaśmiał i raczej znalazłabym pomoc i wsparcie.

              > Namawianie
              > do takiego podejścia podpowiada jak nie rozwiązywać problemów, nie leczyć choro
              > by, tylko używać maści na jej objawy.
              Jeśli sytuację da się zmienić zmieniając poglądy męża (szczerze wątpię) to własnie kilka takich akcji może być w miarę spokojnym sposobem na wzbudzenie u męża refleksji a następnie na rozmowę o sytuacji. Ja tam wolę takie metody niż bezowocne awantury i wieczne użeranie się o swoje.
              • edw-ina Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 12:14
                wiesz co, jeśli mąż nie miał do tej pory refleksji, to takie rozwiązanie, jakie zaproponowałaś utwierdzi go w przekonaniu, że dzieci to sprawa kobiety. I skoro już chce popełnić ten występek i opuścić gniazdo rodzinne, to niech myśli, co zrobić, bo w końcu pan i władca nie ma żadnych obowiązków.
                nadal twierdzę, że to głupia rada.
                • joshima Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 21:05
                  edw-ina napisała:

                  > wiesz co, jeśli mąż nie miał do tej pory refleksji, to takie rozwiązanie, jakie
                  > zaproponowałaś utwierdzi go w przekonaniu, że dzieci to sprawa kobiety.
                  A co dobrego przyniesie wojna? W czym Twoja rada jest lepsza? No?
                  • edw-ina Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 22:49
                    no sorry, ale jeśli nie znasz wyjścia pomiędzy ściemą i uciekaniem przed problemem a wojną, to gratuluję wiedzy dt. relacji.
                    • joshima Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 13.05.11, 00:25
                      Widzę, że tylko sprawiasz pozory, że masz cokolwiek do powiedzenia w tym temacie. No cóż. Ja przynajmniej przedstawiłam swój punkt widzenia.
                    • joshima a poza tym... 13.05.11, 00:27
                      Wygląda, że nic nie zrozumiałas z tego co napisałam. Szkoda czasu na rozmowę z Tobą. Co miałam do powiedzenia autorce wątku to powiedziałam, a co ona zrobi to jej sprawa.
                      • edw-ina Re: a poza tym... 13.05.11, 09:14
                        sugerujesz autorce wątku ściągnięcie odpowiedzialności z męża z nadzieją, że domyśli się, iż żona ma potrzeby. To nie jest żadne wyjście. To tylko prowadzi do dalszych nieporozumień. W dodatku uznajesz, że skoro siostra jest "taka wyzwolona" to niech posiedzi z dzieckiem, jakby "wyzwolenie" było czymś złym, a jedyną właściwą drogę stanowiło uziemienie w domu z dziećmi. Brak umiejętności komunikowania swoich potrzeb, fałszywe rozwiązania problemów domowych, angażowanie z bezsilności osób trzecich w swoje sprawy to jedne z bardziej typowych działań prowadzących do dezintegracji związku, podkreślania braku równości w tymże i próba postawienia na swoim używając sztuczek, zamiast otwartej komunikacji. Jeśli to jest twój pogląd na związek i rada dla autorki, to gratuluję.
                        • mama_myszkina Re: a poza tym... 13.05.11, 12:10
                          Zgadzam się z edw-ina. problemy w związku załatwia się w związku. Oddawanie dziecka siostrze to nie jest stawienie czoła problemowi ale unikanie go.
                        • joshima Re: a poza tym... 13.05.11, 16:22
                          edw-ina napisała:

                          > sugerujesz autorce wątku ściągnięcie odpowiedzialności z męża z nadzieją, że do
                          > myśli się
                          Nigdzie nie napisałam nic o domyślaniu się. Nadal uważam, że albo nie czytałaś moich wypowiedzi albo nie wysiliłaś się, żeby zrozumieć co tam było napisane, bo nie napisałam nic z tego co mi imputujesz. EOT.
              • edw-ina jeszcze jedno 12.05.11, 12:16
                Nie. Wcale. Bo ja tak właśnie by postąpiła, gdybym nie mogła liczyć na męża. Ty
                > lko ja mam taką rodzinę, że nikt by mi się w twarz w tej trudnej sytuacji nie z
                > aśmiał i raczej znalazłabym pomoc i wsparcie.
                - mąż jest twoją rodziną i masz prawo przede wszystkim wymagać od niego. Jeśli jest niewydolny to dopiero zwracasz się do reszty rodziny.Ale fakt, że panu się nie chce i strzela focha nie jest niewydolnością.
                • verdana Re: jeszcze jedno 12.05.11, 12:38
                  tergo typu postepowanie jest przyznaniem racji mężowi - to znaczy, ze kobieta ma siedzieć w domu, a mąż nie musi zajmować się własnymi dziećmi. Żona chce odpocząć - zgadza sie z tym, ze nigdy 'kosztem" faceta, musi wszystko tak zorganizować, aby mąż nie odczuł tego, ze ma dziecko.
                  Bardzo niebezpieczna metoda, bo oznacza akceptację tego, ze mąż nic nie musi, a kobieta nie ma prawa ani do wypoczynku, ani do opuszczania domu bez dziecka. Jesli pewnego dnia siostra odmowi, albo zdarzy sie coś nieprzewidzianego - okaze się, zę nie ma już odwrotu - niewolnictwo bowiem zaakceptowały obie strony.
                • joshima Re: jeszcze jedno 12.05.11, 21:08
                  edw-ina napisała:

                  > Nie. Wcale. Bo ja tak właśnie by postąpiła, gdybym nie mogła liczyć na męża. Ty
                  > jest niewydolny to dopiero zwracasz się do reszty rodziny.Ale fakt, że panu się
                  > nie chce i strzela focha nie jest niewydolnością.
                  Ho ho ho. A Ty kończyłaś psychologię na Sorbonie, że potrafisz takie diagnozy stawiać?
                  • edw-ina Re: jeszcze jedno 12.05.11, 22:52
                    nie, na Oxfordzie. Wiem przynajmniej, że nie czeka się, aż ktoś się czegoś domyśli i po minie pozna, który ząb boli.
        • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 07:57
          > facet lubi siedzieć w domu to niech dziecka przypilnuje.



          jasne, przypilnuje...
          znam takiego faxceta, ktory nie pozwala swojej zonie wychodzic z domu, dziecko maja, ale on nawet jedzenia mu nie poda, bo to rola kobiety, wiec myslisz, ze taki dzieciaka przypilnuje?
          zartujesz chyba:D
      • wespuczi Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 01:07

        > Skoro Twoja siostra taka wyzwolona (jest trochę prawdy w tym co mówią) to podrz
        > uć jej malca raz na jakiś czas, żebyś mogła wyjść i pana męża o zdanie nie pyta
        > ć.

        doslownie niemal spadlam z krzesla!
        ale rada..
      • triss_merigold6 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 09:01
        Normalna jesteś? To nie dziecko siostry tylko pana męża. Pan mąż chciałby, żeby opiekunka do dziecka w postaci matki była pod kontrolą i dyspozycyjna.
        • skwargosia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 13.05.11, 12:17
          tak jestem normalna, to zależy oczywiście co Ty triss uważasz za normę. ktoś w postach niżej napisał b. mądrze , że ten gość to przemocowiec. to racja w 100 procentach. tylko Ty nie rozumiesz tego pojęcia , bo nie miałaś do czynienia z takowym. i masz szczęście nawet nie jesteś świadoma jak duże.
    • soffia75 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 11.05.11, 23:06
      A czy Twój mąż nie wychodzi od czasu do czasu spotkać się ze znajomymi? Jakichś chyba ma, prawda? Nie uwierzę, że twardo siedzi w czterech ścianach i "kursuje" tylko na linii praca-dom; nawet zaprzysięgły domator miewa czasem potrzebę wyjścia do ludzi.
    • motylek_82 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 08:03
      Czytam i nie wierze ze dałas sie tak zrobic bo jak piszesz raczej jestes ugodowa. Kobieto to jest wasze dziecko WASZE a nie Twoje i mąz ma zas......any obowiązek zostac z nim kiedy Ty masz ochote wyjsc i odreagowac. Jakiej rady oczekujesz? Dam Ci jedną nie pytaj męza o pozwolenie wyjscia z domu tylko stanowczo oznajmij mu ze tego dnia chcesz wyjsc zeby zostal z dzieckiem i koniec zadnego proszenia czy błagania.

      Do tego moja mama i siostra to osobniczki 'wyzwolon
      > e', wychodzą kiedy chcą i gdzie chcą, twierdzą, że dałam się zniewolić

      Tak dalas sie zniewolic maja 100% racje.
      • skwargosia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 08:57
        oj Motylku , Motylku . są tacy tatusiowie , którzy zapominają , że mają dziecko odebrać z przedszkola , czy żłobka. zaręczam Ci , że gdyby parę rzazy Ci się tak przytrafiło to nie pisałabyś głuput o obowiązkach i zas... i odreagowaniach.
        • triss_merigold6 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 09:03
          Nie wiesz co się robi z takimi ojcami? Wysyła im pozew i ogranicza kontakty z dzieckiem do takiego poziomu na którym nie mają szans narobić większych szkód. Pan zapomina? Cóż, najwyraźniej jest zbędny.
          • skwargosia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 13.05.11, 12:21
            tak jestem normalna, to zależy oczywiście co Ty triss uważasz za normę. ktoś w postach niżej napisał b. mądrze , że ten gość to przemocowiec. to racja w 100 procentach. tylko Ty nie rozumiesz tego pojęcia , bo nie miałaś do czynienia z takowym. i masz szczęście nawet nie jesteś świadoma jak duże.
        • mamameg Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 09:29
          "oj Motylku , Motylku . są tacy tatusiowie , którzy zapominają , że mają dziecko
          > odebrać z przedszkola , czy żłobka. zaręczam Ci , że gdyby parę rzazy Ci się
          > tak przytrafiło to nie pisałabyś głuput o obowiązkach i zas... i odreagowaniac
          > h."
          Albo wyładują frustrację na dziecku, chociażby wrzeszcząc na nie.
        • motylek_82 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 15:19
          Ale autorka wątku nic nie pisze ze maz zle sie zajmuje dzieckiem tylko nie chce tego robic a to OGROMNA róznica tak samo jak nie na reke jest mu kiedy zona wychodzi. Rola ojca nie konczy sie na zaplodnieniu to jest do chole....ry ich wspolne dziecko chyba czy nie?
          Ja nie rozumiem tego a potem kobiety piszcza ze siedza w domu i łapia doła no pewnie ze tak skoro tak sie daja załatwic.
    • cahir4 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 09:26
      Nie wierzę, że jesteś sterroryzowana. Gdyby małżonek zmuszał mnie do COTYGODNIOWYCH odwiedzin u swojej rodziny dostałabym depresji albo się rozwiodła. Twój nawet nie marudzi, a Ty uważasz to za oczywistą oczywistość i absolutne minimum. Zazwyczaj małżeństwa mają potrzebę posiadania czasu dla siebie, w swojej małej rodzinie. Macie taki czas? Czy też dla Ciebie "dom" to tylko element "codziennego biegania między dzieckiem, domem, pracą, korepetycjami itd.", a dobry czas jest tylko poza domem? Może to boli Twojego męża?

      Nie chodzi mi o to, że masz nie wychodzić, większość ludzi tego potrzebuje, jeśli Twój mąż nie, to jest raczej wyjątkiem. Ale jeśli okazujesz mu, że jesteś szczęśliwa i naprawdę żyjesz tylko poza domem - bez niego i dziecka, to jego frustracja może być zrozumiała.

      Przeczytałam w jednym z postów:
      "Czytam i nie wierze ze dałas sie tak zrobic bo jak piszesz raczej jestes ugodowa. Kobieto to jest wasze dziecko WASZE a nie Twoje i mąz ma zas......any obowiązek zostac z nim kiedy Ty masz ochote wyjsc i odreagowac. "

      i zaczęłam się zastanawiać, co bym poczuła i powiedziała, gdyby ktoś wystartował do mnie z tekstem, że "dziecko jest wasze i masz zasrany obowiązek zostać z nim, kiedy mąż ma ochotę wyjść i odreagować".

      Cóż, szczęśliwie w moim małżeństwie nie jest to kwestią zasrania, a raczej wzajemnych uzgodnień z uwzględnieniem potrzeb wszystkich zainteresowanych. Jeśli Twój mąż nie ma potrzeby odreagowania "na zewnątrz", to jest to trudniejsze o tyle, że ma kłopot ze zrozumieniem, że ktoś może mieć inaczej. Ale przecież nie byłaś zapiekłą domatorką, kiedy Cię poznał, pokochał i wybrał na żonę, więc też nie miał podstaw spodziewać się, że się nagle gwałtownie odmienisz. Chociaż... w końcu Ty próbowałaś go odmienić, więc kto go tam wie...
      • notting_hill Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 10:10
        O, bardzo mądry post.
        Przecież tu nie chodzi o to, żeby walczyć z sobą, tylko żeby zaspokoić potrzeby obu stron.... W przeciwnym razie wasze poczucie obcości i skrzywdzenia w związku będzie się pogłębiać aż uznacie, że nic was nie łączy.

        Co przeszkadza mężowi w fakcie, że chcesz spędzać czas poza domem? Poza oczywistymi komunałami, których używa jako dymnej zasłony. Spróbuj się tego dowiedzieć spokojnie. Bo może chodzi o to, że chciałby więcej czasu spędzać wspólnie, i czuje się zagrożony i zraniony, kiedy dążysz do samodzielnego spędzania czasu.
        Myślę, że wnioski pt "unika za wszelką cenę zajmowania się swoim dzieckiem" należy wyciągnąć dopiero wtedy, jak będziesz miała pewność, że wszelkie inne pobudki męża można wykluczyć, że jemu głównie chodzi o święty spokój i swoją wygodę. Bo może przecież o coś zupełnie innego.
    • tully.makker Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 10:10
      O rany... czuje, ze sie dusze...

      jesli maz nie ma ochoty prowadzic zycie towarzyskiego to jego broszka, ale czemu ty ulegasz jego terrorowi?
    • asfo Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 10:37
      Cotygodniowe wizyty u rodziców to bardzo często, jakby mi TŻ kazał co tydzień jeździć to też bym się buntowała, bo wolę spędzać weekend z TŻ i to niekoniecznie zawsze gdzieś wychodząc. Czasem miło jest poleniuchować w domu.

      Co do wieczornych piwek, to też uważam, że jak się ma małe dziecko piwko nie jest priorytetem. To jest po prostu taki czas w życiu, że trzeba się głównie zajmować dzieckiem, chociaż dla młodych osób, które się jeszcze nie wyszalały może to być trudne do zniesienia.

      Taki maluch pozbawiony na wieczór mamusi potrafi spędzić cały ten czas wyjąc, bez względu na to, co się z nim robi. Może to dziecko też tak ma? Może wychodząc znikasz na zbyt wiele godzin i nie dotrzymujesz pory powrotu?

      Z drugiej jednak strony, nie powinno tak być, że nie masz nic do powiedzenia, decyzje powinny być podejmowane na drodze pokojowych negocjacji. To wygląda jakby w Waszym związku panowała rywalizacja i przepychanie się kto rządzi, zamiast ducha współpracy i wzajemnych ustępstw.
      • triss_merigold6 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 11:05
        Być może te cotygodniowe wyjazdy do rodziców to jedyna okazja, żeby - poza pracą - pani wyrwała się z domu.
        Zdrowy dwulatek nie wyje godzinami bez matki, jeśli wyje to znaczy, że został źle wychowany.
        Mam fazę byia skrajną domatorką ale mimo wszystko, wyjście raz w miesiącu bez towarzystwa faceta i dziecka, jest potrzebne dla zdrowia psychicznego.
      • sanciasancia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 16:55
        > Co do wieczornych piwek, to też uważam, że jak się ma małe dziecko piwko nie je
        > st priorytetem. To jest po prostu taki czas w życiu, że trzeba się głównie zajm
        > ować dzieckiem, chociaż dla młodych osób, które się jeszcze nie wyszalały może
        > to być trudne do zniesienia.
        Każdy ma prawo do odrobiny wytchnienia. Matka też. I to o zgrozo raz na jakiś czas przy piwie alkoholowym.
        > Taki maluch pozbawiony na wieczór mamusi potrafi spędzić cały ten czas wyjąc, b
        > ez względu na to, co się z nim robi. Może to dziecko też tak ma? Może wychodząc
        > znikasz na zbyt wiele godzin i nie dotrzymujesz pory powrotu?
        Czyżby dziecko za rzadko zostawało z kimś innym niż matka? A poza tym, srsly, co to za ojciec, który się nawet dwulatkiem nie umie zająć?
    • malamelania Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 11:16
      Dziecko, dom, praca , korepetycje...a na wizyty co tydzień u rodziców jest czas? ;)
      Nie pisałaś, jak dokładnie to praca i ile czasu w niej spędzasz - ale przy 2letnim dziecku pracę należy traktować właśnie jako "wyjście do ludzi", na inne rozrywki w takiej sytuacji mało kto może sobie pozwolić.
      A kontakty z ludźmi to nie tylko wyjścia na piwo i na imprezy, można zapraszać znajomych do domu.

      . Do tego moja mama i siostra to osobniczki 'wyzwolon
      > e', wychodzą kiedy chcą i gdzie chcą,

      Obie mają maleńkie dzieci i są świeżo upieczonymi mężatkami? ;)

      • angazetka Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 20:42
        Znam kilka matek małych dzieci. Niemal od początku owe matki wychodziły, spotykały się ze znajomymi, żyły nie tylko swoimi dziećmi. Wiadomo, że dla młodych rodziców dziecko jest priorytetem, ale nie warto się ograniczać TYLKO do niego.
    • tully.makker Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 11:35
      Musicie przyjac do wiadomosci, ze nie u kazdego czlowieka urodzenia dziecka amputuje, tak jak u was, wszelkie inne potrzeby orprocz przebywania z dzidzia, skakania wokol dzidzi, mowienia o dzidzi i myslenia wylacznie o dzidzi.

      I moze takie matki dostarczaja dzieciom duzo lepszych wzorcow i maja wiecej do zaoferowania, niz odmozdzone ofiary dzidziomanii?
      • cahir4 Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 13:00
        Zakładając z góry, że nie "dzidzia", zastanawiam się, co sprowokowało Cię do wyprodukowania tak odmóżdżonego postu.

        Masa wyzwisk, masa agresji i średni związek z tematem. O pozostawieniu jakiejkolwiek możliwości dialogu nie wspomnę. Co wywołało tak skrajne emocje? Stwierdzenie, że dwuletnie dziecko pracującej matki może potrzebować jej obecności chociaż wieczorem? Że mało kto może sobie pozwolić na intensywne życie towarzyskie pracując na cały etat i mając malutkie dziecko? Że cotygodniowe wizyty u teściów mogą nie być dla współmałżonka idealnym sposobem spędzania wolnego czasu?

        Osobiście sądzę, że niewielu osobom pojawienie się dziecka amputuje potrzeby, natomiast wielu osobom poważnie przycina możliwości swobodnego ich realizowania. (Panowie, którzy tego nie rozumieją, są częstymi bohaterami postów na tym forum i diagnozowani są jako osobniki niedojrzałe i/lub nieodpępowione.) I zdaje się o tym właśnie były powyższe posty. (Nie wiem, czy i mój podpadał pod "was"). Zwiększa się ilość potrzeb, bo dochodzą potrzeby dzieci, nie zwiększa się ilość czasu. Co w tym spostrzeżeniu aż tak bulwersującego?
      • malamelania Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 13:09
        A czy to nie Ty śpisz w jednym łóżku z 6latkiem?
        Wobec tego sama powinnaś wiedzieć, że urodzenie dziecka potrafi amputować różne potrzeby :DDD
        • tully.makker Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 13:31
          No tak, np potrzebe samodzielnego snu. Innych potrzeb zapewniam cie nie amputuje, czego dowodzi chociazby to, ze wlasnei spodziewamy sie kolejnego dziecka. Zreszta obecnego 6
          latka splodzilismy majac 2 starszych dzieci, ktore tez chetnie korzystaly z rodzinengo lozka.

          Wiem ze trudno sobie wyobrazic, ze mozna inaczej niz pod koldra i po ciemku i w nocy, ale blagam, chociaz sprobuj.
          • sebalda Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 13:53
            Tully może pisze dosadnie, ale uważam, że ma rację. I co ciekawe, samej bliżej mi do odmóżdżonej matki niż wyzwolonej kobiety. Spędziłam z dziećmi oba pełne 3-letnie urlopy wychowawcze (bo moglam sobie na to pozwolić, bo bardzo tego chciałam i to kochalam), jestem wyjątkową domatorką, najlepiej czuję się w domu, dzieci są dla mnie najważniejsze na świecie (choć nie jedynie one się liczą), kocham je i uznaję za wyjątkowo udane egzemplarze (jedno już dorosłe, drugie dorastające). A mimo to doskonale rozumiem kobiety, ktore mają inne potrzeby, powiedzialabym jak najbardziej normalne i naturalne. W autorce nie widzę niczego złego, ona nie ma jakichs wygorowanych potrzeb, nie rezygnuje z macierzyństwa, nawet się nie zająkneła, że ją macierzyństwo męczy, a że czasami chce od niego odpocząć nie oznacza, że jest lekkomyślną latawicą. Litości.
            • verdana Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 14:11
              A ja z kolei nie dotrwałam nawet do końca macierzyńskiego. Dla mnie sam na sam z dzieckiem 24/7 jest niemożliwe i nie dlatego, ze dzieci nie kocham. Kocham, ale jestem dorosla i mam takze prawo do bycia z ludźmi dorosłymi, do wlasnej pracy - a dziecko ma nie tylko matkę, ale i ojca. Matka nie ma obowiązku siedzieć przy dziecku na okrągło.
              Gdybym byla uwięziona z dzieckiem, przede wszystkim mialabym jedno, a nie troje, a poza tym przypuszczam, że skonczylabym na oddziale pstychiatrycznym, a dziecko na oddziale leczenia nerwic.
              Bycie matką nie polega na nieustannej obecnosci.
              • tully.makker Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 16:49
                Dla mnie sam na sam
                > z dzieckiem 24/7 jest niemożliwe i nie dlatego, ze dzieci nie kocham.

                Sam na sam z dzieckiem 24/7 to przede wszystkim sytuacja, do ktorej czlowiek jako gatunk na jest przystosowany. Przez tysiaclecia dzieci wychowywaly sie w grupie plemiennej, wsrod czlonkow rodziny rozszerzonej, majac wokol siebie nie tylko rodzicow, ale i babcia, dziadkow, ciocie, wujkow i stada kuzynek i kuzynow. Matka praktycznie nigdy nie byla z dzieckiem sama i mogla sie spokojnie wisikac zostawiac dziecko w ramionach innego czlonka rodziny. Mogla powadzic normalne zycie spoleczne jednoczesnie bedac z dzieckiem i nie musiala wybierac miedzy pogawedka z przyjaciolka, a byciem matka.

                Nawiasem mowiac, fala depresji kobiet w latach 50 wynikala mniej wiecej z tego wlasnie powodu - zamkniete po raz pierwszy od stuleci sama na sam z dziecmi matki dostawaly zwyczajnie kota - wczesniej na ogol mieszkalo sie albo z rodzina, albo w jej poblizu i matke mogl ktos odciazyc psychicznie.
                • verdana Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 22:53
                  Otóż to własnie. Te trzy layta duetu matka-dziecko nie jest zadnym powrotem do natury, jest nieporozumieniem.
                  Żadna matka w dawnych czasach nie mogła sobie na to pozwolić, bo miała pracę, miała inne dzieci i gospodrastwo do obrzadzenia. A jak nie musiała pracować, to miała niańkę. Albo pięciolatek zajmował się młodszym rodzenstwem. Skupienie się trzy lata tylko na dziecku było niemożliwe.
                  • malamelania Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 13.05.11, 09:17
                    Bardzo pięknie piszecie, ale jak to się ma do tematu?
                    Kto tu jest uwięziony i skazany na ciągłe przebywanie z dzieckiem?
                    Chyba nie bohaterka wątku, bo ona pisze wyraźnie o "bieganiu między dzieckiem, domem, pracą, korepetycjami itd."
                    • triss_merigold6 Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 13.05.11, 09:30
                      Sądzisz, że praca i korepetycje dostarczają jej wystarczającej rozrywki i kontaktu z ludźmi?
                      Litości, potrzeba wyjścia raz w miesiącu w celach czysto rekreacyjnych i spotkania się z innymi dorosłymi ludźmi w miejscu pozadomowym, nie jest czymś dziwnym czy niestosownym.
                  • noname2002 Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 13.05.11, 09:29
                    " Otóż to własnie. Te trzy layta duetu matka-dziecko nie jest zadnym powrotem do
                    > natury, jest nieporozumieniem.
                    > Żadna matka w dawnych czasach nie mogła sobie na to pozwolić, bo miała pracę, m
                    > iała inne dzieci i gospodrastwo do obrzadzenia. A jak nie musiała pracować, to
                    > miała niańkę. Albo pięciolatek zajmował się młodszym rodzenstwem. Skupienie się
                    > trzy lata tylko na dziecku było niemożliwe. "
                    A kto mówi o powrocie do natury? Chyba odwrotnie, o postępie. Niemowlęciu i malutkiemu dziecku jest najlepiej w domu z kochającą go osobą. Co rzecz jasna nie znaczy, że musi ona się nim nieustannie zajmować i że nie może nigdzie bez dziecka wyjść. Rozumiem osoby dla których takie bycie z dzieckiem na co dzień jest męczące, ale nie wmawiajmy sobie, że to dziecku jest lepiej w żłobku czy z nianią.
                    • triss_merigold6 Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 13.05.11, 09:31
                      Ta kochającą osobą równie dobrze może być ojciec dziecka i mąż owej pani.
                      • noname2002 Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 13.05.11, 10:03
                        " Ta kochającą osobą równie dobrze może być ojciec dziecka i mąż owej pani. "
                        Oczywiście, specjalnie nie pisałam "matka".
      • sebalda Re: Odezwaly sie ofiaryy amputacji 12.05.11, 13:14
        Nie ilość, a jakość czasu z dzieckiem się liczy. Zestresowana matka zniewolona w domu na pewno nie jest tak atrakcyjna dla dziecka, jak matka zadowolona i uśmiechnięta,, nawet jeśli jeden wieczór w miesiącu spędzi poza domem. Autorka nie wydaje się imprezowiczką, ktora każdy weekend chce spędzić w klubie, pisze o imprezach raz w semestrze, o marzeniach, by bez wpędzania ją w poczucie winy mogła wyjść gdzieś raz w miesiącu. I może nie chodzi o to, że chce uciec z domu od męża, tylko jako młoda osoba lubi wyjść i pobyć w towarzystwie, to nie zbrodnia. I zakladam, że gdyby mąż nie był domatorem, to może nie miałaby nic przeciwko temu, żeby razem wychodzili, to wyjścia bez niego nie wbrew jemu, ale dlatego, że on nie chce wyjść. Jednocześnie gdyby on lubił towarzystwo, sądzę że nie mówiłby, że ona jest wyrodną matką i razem by wychodzili, zostawjając dziecko pod czyjąś opieką. Ale on działa na zasadzie psa ogrodnika.
        Z opisu sytuacji jasno dla mnie wynika, że mąż jest z gatunku manipulatorów. Manipuluje uczuciami żony, a już samo to jest niefajne. Próbuje wpędzić ją w poczucie winy, każe się błagać o pozwolenie, robi wielką łaskę, zajmując się WŁASNYM dzieckiem. Co to za metody? Uważam, że diagnoza postawiona przez Znowuniedzielę jest celna. Znam ten typ człowieka swoje frustracje i kompleksy leczącego posiadaniem władzy w domu, to bardzo źle wróży i należy temu stawiać ostro granice, póki nie jest za późno.
        Najlepiej byłoby móc oznajmiać wyjście, a nie prosić o nie. W końcu skoro mąż i tak jest w domu, sam nigdzie nie wychodzi, kocha syna, to czemu taką łaskę robi, zostając z nim w domu?
    • motylek_82 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 12.05.11, 15:31
      Kobiety co wy piszecie!!!!!!!!!!!! no wlos na głowie i nie tylko sie jeży.

      Z waszych wypowiedzi mozna wywnioskowac ze kobieta jak urodzi to koniec nie ma zycia tylko praca - chociaz wedlug co po niektórych praca to odskocznia wiec jest raczej relaksem, po pracy dom i obowiazki przy dziecku. A w tym czasie ojciec dziecka co ma robic? ma jakies obowiazki czy nie? jakie ma znaczenie czy sie pracuje 3 godziny dziennie czy na pelen etat? po pracy jest jeszcze drugi etat - bycie mamą + ogarniecie domu to chyba wyjscie raz na jakis czas i oderwanie sie od tego wszystkiego to nie jest pólroczna wyprawa dookoła swiata? Z tego co czytam to autorka nie wychodzi nałogowo codziennie z kolezankami na ploty i piwko a pisze o wyjsciu raz na miesiac bez wpedzania jej w poczucie winy ze strony męza czy to tak duzo? do tego jest potrzebne błaganie zeby jaśniewielmozny pan sie łaskawie zgodzil i zostal z dzieckiem? ABSURD
      • sebalda Re: Edwino 13.05.11, 09:50
        Edwino, zgadzam się z Tobą w pełni, ale też rozumiem Joshimę. Rozumiem, bo sama tak działałam w podobnym związku. Życie w ciągłej wojnie, walka o każdy bzdet jest uciążliwa i wykańczająca. Dla świętego spokoju stosowałam wiele różnych uników, stosowałam je do niedawna. Mężowi się nie mówiło, że kupiłam synowi na Allegro figurki do gry, bo przez tydzień by marudził, po co taki wydatek, młody zaraz się znudzi, to glupie i niepoważne. Tysiące przemilczeń, niedopowiedzeń, podchodow, byle nie słuchac marudzenia, nie narażać się na awantury, nie doświadczać cichych dni.
        Teraz jesteśmy w takim wieku, że męża nic już nie zreformuje, dzieci nauczyły się postawy uników, dziś wiem, jak źle to rozwiązałam. Dlatego apel do autorki i do kobiet, ktore żyją w związku z zakompleksionymi, a wyżywającymi się na nich i dzieciach mężami, ktorzy tylko w domu mogą dzierżyć władzę i rządzić niepodzielnie, stosując przemoc słowną, manipulacje, szantaż emocjonalny, wpędzanie w poczucie winy: póki nie jest za późno, nie dajcie się, stawiajcie granice, róbcie swoje bez tłumaczenia się, nie przyzwyczajajcie ich do tego poczucia niepodzielnej władzy. A gdy się nie da, ......
        A do dziewczyny, ktora pisze, że przeciez autorka nie jest zniewolona i zamknięta z dzieckiem, bo biega między dzieckiem, domem, pracą, korepetycjami, powiem, że to nie jest wolność, ale kierat, z którego ona ma prawo czasami się wyrwać, bo tego potrzebuje, a wyrwaniem się od czasu do czasu nikogo nie krzywdzi, wręcz przeciwnie, wzmacnia się do całotygodniowego ciągnięcia tego kieratu. Przy czym nie twierdzę, że ten kierat jest czymś strasznym, że dziecko jest tylko obowiązkiem, a nie też radością, ale to zabieganie, powtarzalność, monotonia też męczą i też ciągłe bycie w tym wymaga nabrania oddechu od czasu do czasu.
        • ni_niak nic dodać nic ująć 13.05.11, 14:04
          Sebalda, nic dodać nic ująć!!!! mój mąż jest dokładnie taki jak piszesz; wiecznie niezadowolony, robiący problemy z niczego, dąsający się, humorzasty, manipulujący. Moje potrzeby towarzyskie odbiera jako wymierzone przeciwko niemu. Do tego jest tak uparty, że jestem pewna że jak zacznę walczyć, a powoli zaczynam do tego dojrzewać - bo ile można w imię miłości odpuszczać, on nie cofnie się przed niczym i w swojej zaciętości skrzywdzi mnie, siebie i nasze dziecko. To dlatego jeszcze próbuję, a próbowałam już chyba wszystkiego ale z moim 2 letnim synem prędzej dojdę do ładu niż z dorosłym facetem. Moje wyjścia to tak na prawdę pryszcz w porównaniu z tym co nam mój mąż serwuje prawie codziennie. Wieczne czepianie się o WSZYSTKO, stwarzanie problemów, wybuchy gniewu, mnóstwo negatywnej energii którą wali we mnie dzień po dniu. Jestem pedagogiem i myślałam, miałam nadzieję, że może jakoś do niego dotrę, nie chciałam się poddawać bo on potrafi być też cudowny. I to jest moje przekleństwo. Miesiąc w raju, pól roku w piekle i tak w kółko od kiedy jesteśmy razem.
          • sebalda Re: nic dodać nic ująć 13.05.11, 15:19
            1. Faza narastania napięcia
            W tej fazie partner jest napięty i stale poirytowany. Każdy drobiazg wywołuje jego złość, często robi awanturę. Może poniżać partnerkę, poprawiając swoje samopoczucie. Prowokuje kłótnie i staje się coraz bardziej niebezpieczny. Sprawia wrażenie, że nie panuje nad swoim gniewem. Kobieta stara się jakoś opanować sytuację - uspokaja go, spełnia wszystkie zachcianki, wywiązuje się ze wszystkich obowiązków. Często przeprasza sprawcę. Zdarza się, że kobieta wywołuje w końcu awanturę, żeby "mieć to już za sobą".

            2. Faza gwałtownej przemocy
            W tej fazie partner staje się gwałtowny. Wpada w szał i wyładowuje się. Eksplozję wywołuje zazwyczaj jakiś drobiazg, np. lekkie opóźnienie posiłku. Kobieta stara się zrobić wszystko, żeby go uspokoić i ochronić siebie. Zazwyczaj, niezależnie od tego jak bardzo się stara, wściekłość partnera narasta coraz bardziej. Czuje się bezradna, bo ani przekonywanie sprawcy, ani bycie miłą, ani unikanie , ani bierne poddawanie się mu nie pomaga i nie łagodzi jego gniewu.

            3. Faza miodowego miesiąca
            Gdy sprawca wyładował już swoją złość i wie że posunął się za daleko nagle staje się inną osobą. Szczerze żałuje za to, co zrobił, okazuje skruchę i obiecuje, że to się nigdy nie powtórzy. Stara się znaleźć jakieś wytłumaczenie dla tego, co zrobił i przekonuje ofiarę, że to był jednorazowy, wyjątkowy incydent, który już się nigdy nie zdarzy. Sprawca okazuje ciepło i miłość. Przynosi kwiaty, prezenty, zachowuje się jakby przemoc nigdy nie miała miejsca. Rozmawia z ofiarą, dzieli się swoimi przeżyciami, obiecuje, że nigdy już jej nie skrzywdzi. Dba o ofiarę spędza z nią czas i utrzymuje bardzo satysfakcjonujące kontakty seksualne. Ofiara zaczyna wierzyć w to, że partner się zmienił i że przemoc była jedynie incydentem. Czuje się kochana, myśli, że jest dla niego ważna i znowu go kocha. Spełniają się jej marzenia o cudownej miłości, odczuwa bliskość i zespolenie z partnerem. Ale faza miodowego miesiąca przemijają i znowu rozpoczyna się faza narastania napięcia. Zatrzymuje ona ofiarę w cyklu przemocy, bo łatwo pod jej wpływem zapomnieć o koszmarze pozostałych dwóch faz. Prawdziwe zagrożenie, jakie niesie ze sobą faza miodowego miesiąca jest związane z tym, ze przemoc w następnym cyklu jest zazwyczaj gwałtowniejsza.

            Tekst pochodzi ze strony Niebieskiej linii (trochę go skrócilam), definiuje przemoc domową. Dotyczy przemocy fizycznej, ale w innych miejscach tej strony jest też mowa o przemocy psychicznej, ktora (a twierdzę to na podstawie własnych i nie tylko własnych doświadczeń) ma te same fazy. Piszesz o tym, że mąż potrafi być cudowny. Wierzę Ci, mój też. I tak jak w tej definicji miesiąca miodowego i ja łudziłam się latami. Mam grubo ponad 40 lat i zapewniam Cię, to się nie zmieni, mąż nie przemieni się cudownie na stałe w tego kochanego czlowieka, jakim bywa w okresie miesiąca miodowego. Tylko Twoje zdecydowane działania i stawianie granic mogą coś tu zmienić, ale to bardzo trudne i nie zawsze owocne. Miej się na baczności.
          • edw-ina Re: nic dodać nic ująć 13.05.11, 15:22
            Nie namawiam cię do wytoczenia mężowi wojny, ale ugodowością tylko potwierdzasz jego racje. Im dłużej będziesz tak robiła, tym trudniej będzie się spod tej przemocy - ponieważ de facto mówisz o przemocy psychicznej - wydobyć. Nie wspominając nawet o tym, że jeśli przez ileś tam lat godziłaś się na zachowanie męża, to on nie pojmie, że robiłaś to wbrew sobie.
            Może spróbuj poradzić się terapeuty, może podpowie ci jak konstruować komunikaty, by mąż je rozumiał. Ja w takich sytuacjach powtarzam jak mantrę to samo zdanie, np. jesteśmy dorosłymi ludźmi i normalne jest spotkanie się raz na jakiś czas z innymi dorosłymi. Potrzebuję chwili dla siebie. Szanuję twoje zdanie, ale mam również własne - itd, itd.
            Cokolwiek zrobisz, nie poddawaj się, bo wygląda na to, że czym jak czym, ale ugodowością nic nie zdziałasz.
      • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 07:35
        > Z waszych wypowiedzi mozna wywnioskowac ze kobieta jak urodzi to koniec nie ma
        > zycia tylko praca - chociaz wedlug co po niektórych praca to odskocznia wiec je
        > st raczej relaksem, po pracy dom i obowiazki przy dziecku


        ale na to wyglada, ze tak wlaasnie czesto jest...
        i pozniej czyta sie, albo slyszy, jak to matka glupieje, bo iles tam czasu SIEDZI w domu z dzieckiem i staje na gloie, zeby wrocic do pracy, bo ja meczy dziecko, monotonnia, bo sie nudzi, bla bla bla...
        dla nich wlasnie praca jest odskocznia i jedynym miejscem, zeby wyjsc do ludzi, bo tak naprawde oprocz pracy i domu, nie maja niczego wiecej.
        nie maja przyjaciol, znajomych i pewnie zyja, jak autorka tego watku.
    • mama_myszkina Twój mąż to przemocowiec 13.05.11, 12:06
      i manipulant, a Ty tego nie widzisz?

      Jaki silny charakter? Osoba z silnym charakterem nie ma potrzeby kontrolowania wszystkich wokół. Twój mąż to nadrabiający miną frustrat do tego przywiązany do stereotypów.

      Wybacz, ale ja bym nigdy nie wzięła ślubu z kimś takim. Skoro już to zrobiłaś, to zastanów się teraz, jak zaaranżujesz wyjścia do psychologa. Bo mąż pewnie nie będzie o tym chciał słyszeć, a Tobie terapia się przyda, bo chyba masz zadatki na osobe bierną i uległą. Po terapii zdecydujesz, czy chcesz trwać w tym kieracie. Bo mąż się nie zmieni, będzie tylko gorzej.
      • zgielk Re: Twój mąż to przemocowiec 14.05.11, 00:44
        mnie sie podoba rada joshimy

        autorka by tak podrzucila dziecko siostrze raz, drugi, siedemnasty, az odkrylaby, ze ten facet w domu nie jest w ogole ani mezem, ani ojcem (w syt. ekstremalnej)

        oni czesto zamiast powiedziec "mam cie w dupie" wystosowuja ten komunikat czynami - czy tez bezczynnosciami. jak dziewczyna bedzie latami probowala go zmieniac, to go nie dostrzeze. nie warto marnowac czasu.

        zmiany sa dobre, uswiadomienie, ze cos nie dziala - rowniez.

    • jagusiia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 06:46
      Ja sądzę, że może on po prostu nie chce, abys wychodziła na spotkania bez niego, może chciałby abyście razem gdzieś chodzili, w końcu jestescie młodym małżeństwem i troche tak nie fair chodzić na spotkania z artystami a męża zostawiać z dzieckiem. Ja bym tam nie chciała, aby mój mąz wieczorkami spotykał się z artystkami. Ale jakaś forma rozrywki razem, albo z dzieckiem. Wyjścia z dzieckiem, chyba że koniecznie muszą to być wyjścia wieczorami na piwo, jak piszesz. Myślę, ze to nic złego, że ktoś jest domatorem. Nie znałaś jego charakteru przed ślubem ? 2 letnie dziecko to jeszcze maluch, więc ja też bym przy takim dziecku nie szalała po nocach. W ogóle jakieś imprezowanie w pojedynkę wieczorami bez męża uważam za nieporozumienie. Byłoby mi przykro. Imprezujemy razem, jeśli mamy ochotę. Chyba, że chodzi o spotkania z przyjaciółkami, itp, ale to często znajduję czas w ciągu dnia i idę z dzieckiem, one też mają dzieci. Uważam, ze w tej chwili przy małych dzieciach - to one są priorytetem i do nich się dostosowuję, może po prostu wyszalałam się przed urodzeniem dzieci i dziś nie czuję takiej potrzeby. Dziwię się, ze nie możesz znalezc opieki nad dziecmi i isc na te imprezy razem z mężem. Mama i siostra jak się tak wtrącają oceniając męża, to może by pomogły wam wyjść zajmując się dzieckiem przez te 3 godzinki.
      • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 18:00
        jagusiia napisała:

        > Ja sądzę, że może on po prostu nie chce, abys wychodziła na spotkania bez niego
        > , może chciałby abyście razem gdzieś chodzili, w końcu jestescie młodym małżeńs
        > twem i troche tak nie fair chodzić na spotkania z artystami a męża zostawiać z
        > dzieckiem. Ja bym tam nie chciała, aby mój mąz wieczorkami spotykał się z artys
        > tkami.



        no i teraz wiadomo, o co ci chodzi...
        jestes podobna do meza autorki watku i dlatego go tak bronisz:D
    • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 07:25
      matka i siostry maja racje.
      dalas sie zniewolic i sterroryzowac.
      jak maz nie chce, niech siedzi w chalupie, ale Ty wychodz do ludzi, powinnas miec przyjaciol i znajomych.
      sorry, ale ja sama zabilabym takiego chlopa smiechem, gdyby powiedzial, ze teraz mam rodzine i powinnam siedziec w domu.
      bez jaj.
    • jagusiia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 07:59
      Moim zdaniem, nie bierz sobie żadnej z tych rad za bardzo do serca, bo wynika z tego, ze Twój mąż jest jakimś potworem, którego powinnaś jak najszybciej kopnąć w tyłek i rozwieść się z nim, a najlepiej jeszcze porzucając dziecko, aby móc wreszcie odreagować i chodzić na imprezy. Dziwię się, ale z tych rad wynika, że ważniejsze niż rodzina mają być wyjścia ze znajomymi i wypady na piwo. Mimo, że męza przedstawiłaś jako potworka (nie wiem czy nie koloryzujesz) to moim zdaniem ma rację, że rodzina jest najważniejsza. Znam takie małżeństwa, które chciały być własnie wolne i wyzwolone, zamiast spędzać czas z rodziną rozchodziły się każdy w swoja stronę do swoich znajomków - i są już po rozwodzie - a mam 30 lat, z mojej klasy jest już sporo rozwodników i rozwódek i to własnie takich dla których własnie "COS" było ważniejsze niż rodzina - dla jednej praca, dla innego imprezy i wolność od "nudnej" żony. Jak dowiaduję się o kolejnych osobach z mojego rocznika lub młodszych rozwiedzionych, zastanawiam się po jakiego grzyba się pobierali, dziś maja roczne dzieci, które nie zaznają normalnej rodziny, taty i mamy. Trzeba wypracować jakiś wspólny system rozrywki a nie wychodzić sobie samemu na wychodne jak wolne od pracy. Razem musicie to wypracować, wiadomo trzeba utrzymywać więzi z przyjaciółmi, znajomymi, ale przecież mozna ich zaprosić do siebie, albo spotykać się razem z dziećmi i z mężami. Twój mąż jest i tak ugodowy, że jezdzi do Twoich rodziców co tydzień, a do jego rodziców dlaczego nie jezdzicie. Jeśli jest domatorem, to na pewno dla niego też niełatwe. W dodatku chce, żebyś wychodziła, jak synek podrośnie. Jesli codziennie jestes taka zabiegana między pracą, korepetycjami, tzn ze nie spędzacie zbyt wiele czasu razem a może on chce spędzać ten czas z Tobą, którego jest tak niewiele (tylko wolne wieczory). Dziwię się, ze nie zaplanujecie tego tak, aby wyjść razem. Macie osobno jakiś swoich znajomych, każdy ma swoich i spotyka się z nimi tylko sam, bez drugiej strony ? Moim zdaniem to normalne że masz rodzinę i mąż nie musi ci o tym przypominać. I nie jest to aż taka zbrodnia, że tak powiedział. Piszę trochę na przekór tym wszystim radom jakie tu dostałaś, bo z nich wynika że jestes nieomal dręczona przez własnego meża, który chce z Tobą spędzać swój wolny czas i powinnaś niemalże go porzucić. Z drugiej strony znałaś charakter męża przed ślubem i to, że jest domatorem nie powinno być teraz takim problemem. Twój synek nie ma jeszcze 2 lat a Twoja mama nie ma już takiego małego dziecka, więc moze chodzić gdzie chce i kiedy chce. Dziwne, że ci doradza, buntuje na męża a sama nie zaproponuje pomocy w opiece nad wnukiem, jeśli już tak koniecznie musisz wyjść na to piwo.
      • motylek_82 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 09:48
        o matko nastepna AUTORKA NIC O ZADNYM PIWIE NIE PISZE!!! Czytac ze zrozumieniem
      • mruwa9 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 12:17
        ale bredzisz. Tu nie ma mowy o kompromisie, tu jest przymus siedzenia w domu , bo Pan Maz tak sobie zyczy. Byc moze z czystego lenistwa, zeby uniknac obowiazku opieki nad dzieckiem. tak samo, jak Pan Maz ma potrzebwe bycia domatorem, tak samo jego zona ma potrzebe wyjscia do ludzi od czasu do czasu. jaki wspolny system rozrywki maja sobie wypracowac, jesli Pan Maz zamyka zone w domu jak w wiezieniu? W bierki maja grac wieczorami? Mozna, ale jak dlugo? W dobrym zwiazku partnerzy wzajemnie szanuja swoje potrzeby, a nie zmuszaja do zachowan sprzecznych ze swoim temperamentem. Jesli emzowi nie sprawia przyjemnosci wychodzenie z domu, niech siedzi , ale niech nie zaklada przy okazji kajdanek zonie. Na tym to polega w dobrym zwiazku.
        • jagusiia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 13:19
          Ciekawa jestem czy szanowne Panie NIEdomatorki i tak wieszające psy na mężu domatorze byłyby szczęśliwe, gdyby ich męzowie powzięli ochotę spędzać wieczorki z towarzystwem z pracy (artystkami) na róznych bankietach czy po prostu na piwie, zamiast z żoną i malutkim bądz co bądz dzieckiem. Z postu wynika, ze "zniewolona" mama prowadzi aktywny tryb życia - oprócz małego dziecka pracuje poza domem, więc w dzień jest w pracy, udziela korepetycji a wieczorem ma w końcu czas, aby spotkać się z mężem i dzieckiem. Ciekawe czy będąc na miejscu tego "potwornego" męża, byłybyście szczęsliwe. Czy byłybyście zadowolone, gdyby wasi mężowie zamiast wieczorem w końcu pobyć trochę z wami i z dzieckiem zażyczyliby sobie spotkań ze swomi przyjaciółmi i przyjaciółkami z pracy, z którymi przeciez spotykają się w ciągu dnia, pracując w szkole(imprezy są często w miejscu pracy żony). Wygląda to na to, że ten mąż jest tak nudny, że nie ma kompetnie co z nim robić. Tylko się ewakuować z domu.
          Pytasz co można z nim robić - grać w bierki ? Jak nie ma innych pomysłów, to można grać w bierki, my z mężem i naszymi 5 i 3 letnimi dziecmi często gramy w bierki, układamy puzzle wieczorami, gramy w inne gry, bo taką mamy w tej chwili możliwość, nie mamy możliwości chodzić na piwa z kumplami i potrafimy się tego chwilowo wyrzec a zresztą nie czujemy potrzeby uciekać od siebie układając grafik p.t."kto dziś wieczór zostaje z dzieckiem, gdy ja idę na imprezę"
          • triss_merigold6 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 13:44
            Pani nie pisze o potrzebie zapewniania sobie rozrywek poza domem kilka razy w TYGODNIU tylko chciałaby raz w miesiącu móc wyjść bez fochów, czepiania się, marudzenia etc.
            Nie manipuluj więc podawaniem przykładów mężów, którzy chcieliby często bywać na bankietach.
            Z drugiej strony - czy mąż pani autorki ma jakieś propozycje wspólnego ciekawego spędzania czasu we dwoje lub z dzieckiem, czy też ogranicza się do szantaży emocjonalnych, a wieczór/weekend spędza przed kompem lub tv?
            Ja jestem generalnie teraz domatorką, wyjścia do pubów/klubów już mnie nie bawią, ale raz na jakiś czas muszę spotkać się z inną dorosła kobietą/kobietami - koleżankami bez asysty chłopa. Tak samo partner idzie do kolegi beze mnie, ale we dwójkę spędzamy sporo czasu na WSPÓLNYCH wyjściach.
            Mój aktualny dawno temu miał fazę na spotykanie się i przebywanie wyłącznie w domu. Jakiś czas było ok, a potem wyjaśniłam, że ja mam jednak bardziej rozbudowane potrzeby społeczne i rozrywkowe więc albo coś uzgodnimy albo zacznę organizować sobie czas samodzielnie, a wtedy mogę uznać, że w zasadzie do niczego nie jest mi potrzebny. Machałam przed oczami żywym przykładem mojego eks-a, który nie wierzył w powyższe, nie chciało mu się, bo wolał kompa i został zostawiony, dziecko mi nie przeszkodziło.
            Stał się cud, aktualny przemyślał kwestię i od tamtej pory zaczęliśmy ciekawiej i aktywniej spędzać czas.
          • niebieski_ptak5 a bierzesz pod uwagę 14.05.11, 13:50
            czyjeś inne potrzeby niż swoje? Bo z Twojej pisaniny to niestety nie wynika? I autorka nie ucieka chciałaby tylko wyjść -raz w miesiącu a nawet w tyg. to nie jest wielkie halo! I jeszcze jedno mąż tej pani nie jest domatorem bynajmniej. Nazwałabym to inaczej ale by mnie zbanowano.
          • sanciasancia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 16:41
            Każdy człowiek, nawet dużo pracująca matka małego dziecka ma prawo raz na jakiś czas wyjść gdzieś dla przyjemności.
            Twój post to bardzo interesująca projekcja, zwłaszcza, że autorka nigdzie nie napisała, że chciałaby wychodzić gdzieś codziennie.
          • all.those.yesterdays Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 20.05.11, 22:50

            wiemy wiemy że rodzina jest najważniejszą komórką społeczną
            na szczęście nie jesteśmy wszyscy tacy sami i każdy ma inny temperament
            Mój facet i ja mamy takie natury, że musimy się wyszaleć (po nocach) bez dziecka, czasem razem, czasem osobno. wyobrażasz to sobie??? i to z artystkami i artystami!
            widzisz, myliłaś się myśląc, że Sodoma i Gomora zostały spalone
      • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 17:58
        Dziwię się, ale z tych rad wynika, ż
        > e ważniejsze niż rodzina mają być wyjścia ze znajomymi i wypady na piwo. Mimo,
        > że męza przedstawiłaś jako potworka (nie wiem czy nie koloryzujesz) to moim zda
        > niem ma rację, że rodzina jest najważniejsza.



        ot, jesli sama tak zyjesz i ci to pasuje, to nie znaczy, ze autorka ma byc tak zniewolona, jak ty.
        siedz sobie w tych swoich czterech scianach, tylko pozniej nie zakladaj pod innym nickiem watku, podobnego do tego:D
        chyba boli cie to, ze autorka pojdzie po rozum do glowy i bedzie miala lepiej, niz ty sama.
        • jagusiia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 18:36
          Dziękuję za psychoanalizę (darmową !). Jeśli chodzi o mnie, to spotykam się ze znajomymi, ale nie po nocach, to prawda. Wieczory rezerwuję dla rodziny i jakoś dobrze mi z tym, na szczęscie mój mąż ma takie same upodobania i nie szlaja się po nocach ze swoimi osobnymi znajomymi odreagowując "życie rodzinne". Ktoś kto jak ja ceni sobie życie rodzinne - nie znaczy, że jest zniewolony (wg nowoczesnych lewackich kryteriów zapewne TAK). Widocznie dobraliśmy się z mężem odpowiednio i nie mamy teraz takich dylematów, znajomych przyjmujemy w domu, w ogrodzie, lub na spacerach, różnych wypadach. Zresztą mając 3 malutkich dzieci, w tym jedno dwumiesięczne do głowy by mi nie przyszło szukać atrakcji w klubach. Dlatego trudno mi zrozumieć potrzeby jakich sama nie mam (wychodzenia nocnego) bo jak rozumiem w dzień autorka "swobodnie się porusza" a z dzieckiem siedzi ktoś inny. Są już takie przechowalnie 24 godzinne dla dzieci, czynne również nocą - tam można podrzucić brzdąca.
          • szpil1 Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 19:09
            jagusiia napisała:

            > Dziękuję za psychoanalizę (darmową !). Jeśli chodzi o mnie, to spotykam się ze
            > znajomymi, ale nie po nocach, to prawda. Wieczory rezerwuję dla rodziny i jakoś
            > dobrze mi z tym, na szczęscie mój mąż ma takie same upodobania i nie szlaja si
            > ę po nocach ze swoimi osobnymi znajomymi odreagowując "życie rodzinne".

            No własnie, wy macie podobne upodobania. Autorka wątku i jej mąż - nie. Przy czym mąż autorki wątku narzuca jej sposób spędzania wolnego czasu - nie uznając jej prawa do innych zainteresowań i upodobań. Ty jesteś domatorką, autorka - nie.

            Ktoś kt
            > o jak ja ceni sobie życie rodzinne - nie znaczy, że jest zniewolony (wg nowocze
            > snych lewackich kryteriów zapewne TAK). Widocznie dobraliśmy się z mężem odpowi
            > ednio i nie mamy teraz takich dylematów, znajomych przyjmujemy w domu, w ogrodz
            > ie, lub na spacerach, różnych wypadach.

            Znowu: wy się dobraliście, macie podobne upodobania, a autorka wątku i jej mąż nie.


            Zresztą mając 3 malutkich dzieci, w tym
            > jedno dwumiesięczne do głowy by mi nie przyszło szukać atrakcji w klubach.


            Dlaczego nie? Ty takich atrakcji nie szukasz, bo ich nie lubisz. Inni ludzie lubią wypady do nocnych klubów. Czy posiadanie dzieci automatycznie oznacza, ze do klubu chodzić nie wolno, nie wypada? Czy coś grozi dziecku jeśli pozostanie pod dobrą opieką, a rodzice/jedno z nich pójdzie do klubu?

            Dla
            > tego trudno mi zrozumieć potrzeby jakich sama nie mam (wychodzenia nocnego)

            No dokładnie. Nie masz takich potrzeb - nie rozumiesz ich, i to jak to możliwe, ze ktoś inny je ma? Na pewno coś z nim nie tak - to twoje rozumowanie.


            bo
            > jak rozumiem w dzień autorka "swobodnie się porusza" a z dzieckiem siedzi ktoś
            > inny.

            "Swobodne porusznie" w dzień nie koniecznie oznacza relaks i odpoczynek, a o to autorce chodzi. No, ale skoro ty lubisz siedzieć w domu to jak to możliwe, że ktoś inny może się odprężać poza domem, np. w tych nieszczęsnych klubach nocnych? To na pewno jakaś patologia musi być.


            > Są już takie przechowalnie 24 godzinne dla dzieci, czynne również nocą -
            > tam można podrzucić brzdąca.

            No, tak. Bo nie ma rozwiązań pośrednich. Każdy kto lubi wyjść z domu bez dziecka to osobnik zdegenerowany, który tylko czyha na okazję by dziecko oddać obcym pod opiekę. I każdy kto lubi się relaksować poza domem robi to dzień w dzień, prawda?

            Jesteś jedną z tych osób które absolutnie nie rozumieją, nawet nie próbują zrozumieć, ze inni mają zupełnie różne potrzeby. Dla ciebie każdy kto myśli inaczej niż ty to na pewno patologiczny rodzic. I zupełnie nie dostrzegasz, ze autorka wątku ma zupełnie inną sytuację od twojej.
            Szczerze mówiąc, ludzi twojego pokroju trzeba omijać z daleka - absolutna nietolerancja osób o odmiennych upodobaniach i pogarda w stosunku do nich, poczucie wyższości "bo tylko ja postępuję właściwie", czarno-białe widzenie świata - to co ty lubisz i uznajesz za właściwe jest cacy, to czego nie lubisz - absolutnie jest be. Chroń mnie Panie Boże przed takimi.
          • deodyma Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 14.05.11, 20:03
            jagusiia napisała:

            > Dziękuję za psychoanalizę (darmową !). Jeśli chodzi o mnie, to spotykam się ze
            > znajomymi, ale nie po nocach, to prawda.


            rozumiem, ze ty nie prowadzisz zadnych psychoanaliz?
            czyli tobie wolno wychodzic i spotykac sie ze znajomymi, ale jej juz nie i tluczesz, podobnie, jak jej maz, ze teraz rodzina jesdt najwazniejsza?
            no i autorka nie pisze tu o jakims imprezowaniu, bywaniu w klubach, tylko ty to sama napisalas.
            nie pojmujesz, ze zycie to nie tylko praca-dom.
          • sanciasancia Re: masz rodzinę, więc siedź w domu... 15.05.11, 08:28
            > Dziękuję za psychoanalizę (darmową !). Jeśli chodzi o mnie, to spotykam się ze
            > znajomymi, ale nie po nocach, to prawda. Wieczory rezerwuję dla rodziny i jakoś
            > dobrze mi z tym, na szczęscie mój mąż ma takie same upodobania i nie szlaja si
            > ę po nocach ze swoimi osobnymi znajomymi odreagowując "życie rodzinne".
            A normalny człowiek ma szansę spotkać się ze znajomymi wieczorem, bo w dzien i on/ona i znajomi pracują i spotkać się nie mogą. W weekendy ogarnia dom i resztę bieżączki.
            > ę po nocach ze swoimi osobnymi znajomymi odreagowując "życie rodzinne". Ktoś kt
            > o jak ja ceni sobie życie rodzinne - nie znaczy, że jest zniewolony (wg nowocze
            > snych lewackich kryteriów zapewne TAK).
            Co, rozumku nie starcza, żeby sobie wyobrazić, że ktoś może być inny, chcieć żyć inaczej, mięć inne potrzeby i mimo wszystko cenić sobie życie rodzinne i być bardzo dobrym rodzicem?
            Nie?
            To takie małe ćwiczenie mentalne:
            Nikt, tak jak mój osobisty mąż, nie ceni sobie życia rodzinnego, i żeby je przedłużyć i zwiększyć sobie oczekiwany czas życia, trzy wieczory w tygodniu uprawia sport. Liczy na to, że aktywnie będzie się też cieszył prawnukami.
            > Zresztą mając 3 malutkich dzieci, w tym
            > jedno dwumiesięczne do głowy by mi nie przyszło szukać atrakcji w klubach. Dla
            > tego trudno mi zrozumieć potrzeby jakich sama nie mam (wychodzenia nocnego) bo
            > jak rozumiem w dzień autorka "swobodnie się porusza" a z dzieckiem siedzi ktoś
            > inny.
            Nie swobodnie porusza się, tylko swobodnie i dużo pracuje. To duża różnica. Masz w ogóle jakieś doświadczenie zawodowe? Przepracowałaś jakiś dzień w życiu? To naprawdę bardzo smutne, że utożsamiasz pracę z życiem towarzyskim, bo w większości wypadków, to są zupełnie różne rzeczy i jedno utrudnia drugie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka