ni_niak
11.05.11, 21:37
Jestem 4 lata po ślubie i mam prawie 2 letniego synka. Mój mąż ma bardzo trudny i silny charakter, jest uparty i zawsze ma swoje zdanie, które rzadko zmienia. Ja, z kolei jestem raczej ugodowa i skłonna do kompromisów a może po prostu nie potrafię walczyć o swoje. Mój problem polega na tym, że mój mąż to domator, nie widzi żadnej potrzeby wychodzenia i spotykania się z ludźmi. już dawno porzuciłam próby otworzenia go trochę na ludzi, to że nie marudzi na cotygodniowe odwiedziny u moich rodziców to już wielki sukces, bo na początku nawet o to musiałam walczyć. W rezultacie moje życie towarzyskie przestało istnieć. Spotykam się z siostrą, ale nie wieczorami! Wieczorne wyjście na piwo nie wchodzi w grę. Mąż wręcz terroryzuje mnie stwierdzeniami, że teraz mam rodzinę, dziecko, i że widocznie mi na nich nie zależy skoro potrzebuję gdzieś wychodzić. Pracuje w artystycznej szkole, w której często są imprezy kulturalne i muszę prosić, wręcz błagać, żeby on zajął się dzieckiem, żebym ja mogła pójść raz na semestr a i tak robi ze mnie wyrodną matkę a z siebie męczennika. Twierdzi, ze jak synek podrośnie to będzie inaczej. Nie jestem mu w stanie wytłumaczyć, że ja potrzebuję chociaż raz na miesiąc wyjść i odpocząć od wszystkiego, codziennego biegania między dzieckiem, domem, pracą, korepetycjami itd. moje argumenty do niego nie trafiają. Oczywiście jak się uprę to wyjdę ale okupione jest to strasznym stresem, kłótnia, nieodzywaniem się. Do tego moja mama i siostra to osobniczki 'wyzwolone', wychodzą kiedy chcą i gdzie chcą, twierdzą, że dałam się zniewolić. Jak jest u Was? proszę o radę.