Dodaj do ulubionych

Żona mnie bije

31.05.11, 10:29
Hi,

Dziś rano doszło między mną a moją żoną do kłótni, jak to bywa o jakieś pierdoły.
Moja żona jest choleryczką i temperament ma wybuchowy, szybko się denerwuje i szybko jej przechodzi. Jednakże dziś przesadziła bo uderzyła mnie kilkakrotnie pięścią w ramię.
Nie zareagowałem w żaden sposób tylko stwierdziłem że w tym momencie przesadziła. Nie bardzo wiem co mam teraz zrobić, nie chciał bym tego zostawić i zlekceważyć, nie wyobrażam sobie żeby się sytuacja nie powtórzyła (nie to że bym się bał, bo mogę się łatwo obronić nie mówiąc już o tym że mógłbym oddać), ale też nie bardzo wiem co zrobić? Obrazić się i nie odzywać? Wyjść z domu i nie wracać na noc? Oczywiście że porozmawiać tylko uważam że posunęła się w tym momencie zdecydowanie za daleko i myślę że sama rozmowa to za mało w tym przypadku...
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Żona mnie bije 31.05.11, 10:53
      Obrazić się i nie odzywać? Wyjść z domu i nie wracać
      > na noc?

      Moze lepiej zapisz sie na jakeis warsztaty diotyczce umiejetnosci komunikacji w zwiazkach?
    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 10:59
      Oj kobitka musi byc już nieźle wkurzona na Ciebie, skoro posunęła się aż do rękoczynów... Może zanim zastanowisz się, czy się na nią obrazic, pomyśl najpierw co takiego wkurzającego jest w Twoim zachowaniu, że Twoja małżonka musi się aż posuwac do rękoczynów... Od tego bym ten temat zaczęła przerabiac. To, że jest choleryczką to inna sprawa... Najpierw popracuj nad swoimi zachowaniami, porozmawiaj z żoną na temat jej oczekiwań w stosunku do Twojego zachowania. Zapytaj dlaczego posunęła się aż do rękoczynów, jaka była tego przyczyna, co ją dokładnie wkurzyło w tej konkretnej sytuacji. Nie zostawiaj tej sprawy bez niedomówień, nie oceniaj jej jedynie pod kątem tego ależ to ja biedny jestem bo mnie żona bije... Normalnie, nie powinno dochodzic do takich sytuacji, może Twojej żonie się po prostu przelało, jeśli chodzi o Twoje zachowanie czy też podejście do jakiejś sprawy i stąd takie agresywne zachowanie. Nie twierdzę bynajmniej, że to wyłącznie Twoja wina, wina leży zapewne gdzieś pośrodku, ale dla dobra Waszych relacji zacznij od tego, o czym napisałam powyżej. Powodzenia.
      • sorvina Re: Żona mnie bije 31.05.11, 11:27
        Nic nie usprawiedliwia rękoczynów, przemocy (warunki obrony koniecznej są bardzo ograniczone i na pewno nie zawierają sytuacji typu "wkurzyłam się, zebrało mi się, nie mogłem/łam się powstrzymać") i nie można jej tolerować, bo jak druga osoba poczuje bezkarność, to może pozwalać sobie częściej i więcej.
        Natomiast odstawianie pokazowego focha, to nie jest rozwiązanie, bo nic nie wyjaśnia. Nie jest stawianiem granic, jasnym komunikatem - nie życzę sobie tego, jak się powtórzy to się rozstajemy, nie daje też szansy na poznanie stanowiska drugiej strony - czy zdaje sobie sprawę z tego, że przegięła (wtedy może zacząć pracować nad sobą), czy też uważa, że jest całkowicie usprawiedliwiona i sam się prosiłeś (wtedy warto uciec póki czas, bo będzie tylko gorzej). Masz prawo po takiej sytuacji nabrać dystansu i nie chcieć udawać, że wszystko jest ok, ale to trochę coś inne niż zachowanie mające ukarać drugą osobę. Raczej ma na celu zadbanie o siebie i pokazanie drugiej strony konsekwencji - że takie zachowania niszczą bliskość, zaufanie, to co fajne w związku.

        Być może od dawna macie problemy z komunikacją, naprawdę jak się rozejrzeć wiele osób nie potrafi rozmawiać, mówić o swoich uczuciach, potrzebach, przekonaniach i wyborach za szacunkiem dla siebie i rozmówcy. W takich sytuacjach warto skorzystać z pomocy z zewnątrz, warsztatów komunikacji, asertywności itp.

        Obserwowałam podobne sytuacje - tam gdzie mężczyzna spokojnie stwierdził - kochanie masz ze sobą problem, ja nie zamierzam zgadzać się na takie traktowanie, musisz iść na terapię, zmienić to - mogę Cię wspierać przy zmianie, ale nie będę tolerował powtórek gdy nie chcesz nic z tym zrobić - bez wciągania się w pyskówki - kobieta albo szła na terapię i uczyła się inaczej funkcjonować, albo odchodziła szukać partnera, który zgadza się na funkcjonowanie w klimacie awantur i przemocy. Tam gdzie tego jasnego komunikatu i konsekwentnej strategii nie było, po kilkunastu latach mężczyzna był wrakiem człowieka i zmieniało się tylko na gorsze.
    • zziajana Re: Żona mnie bije 31.05.11, 11:07

      kurde
      jakby facet uderzyl zone to by nikt jej nie napisal,ze widocznie cos wkurzajacego bylo w jej zachowaniu i powinna je przemyslec...
      • verdana Re: Żona mnie bije 31.05.11, 11:19
        Wlasnie - facet uderzył kilkakrotnie żone, a ona dostaje rady, ze ma problem z komunikacją w związku i ze na pewno maż słusznie zrobił, bo go wkurzyła.
        Opamiętajcie się - nie ma różnicy kto bije.
        ja, na Twoim miejscu, zażądałabym przeprosin i powiedziała, ze to był absolutnie jedyny raz, kiedy jesteś w stanie wybaczyć. Po następnym uderzeniu składasz o rozwód.
        • sorvina Re: Żona mnie bije 31.05.11, 11:28
          Też mnie to podejście zdumiało...

          I podpisuję się pod słowami Verdany.
        • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 11:39
          A ja mam wrażenie, że jednak żony zdecydowanie rzadziej niż męzowie posuwają się do rękoczynów. Panowie często są z natury agresywni. A dzieje się zazwyczaj tak, gdy panie zostaną wyprowadzone totalnie z równowagi i doprowadzone wręcz do szału przez mężów, olewających całymi miesiącami lub latami nawet różne ważne dla żon sprawy... To, że autor wątku nazwał przyczynę wybuchu żony i ataku "pierdołami" nie oznacza z punktu widzenia tej Pani, że faktycznie była to kłótnia o "pierdoły"... Jasne, że nie ma usprawiedliwienia dla takiego zachowania żony, bo do tego nie powinno było dojśc. Jednak, byc może, że autor wątku m-cami lub latami różnych nieakceptowalnych przez żonę zachowań "zapracował" sobie właśnie na taki atak. Zdarzają się Panowie, którzy nawet najbardziej wytrzymałe emocjonalnie małżonki są w stanie doprowadzic własnie do takiego zachowania. Z tego co napisał autor wątku nie wynika, że do takich akcji w wykonaniu małżonki dochodziło wcześniej lub dochodzi cyklicznie. Napisał, że małżonka jest choleryczką, ale nie było informacji, iż posuwa się do bicia męża, przy okazji każdej kłótni o "pierdoły". Może tej Pani się to zdarzyło w drodze wyjątku i wyprowadzenia z równowagi przez męża. W każdym razie, warto wyraźnie żonie powiedziec, że następna taka akcja może się skończyc rozwodem. I na pewno warto przepracowac podczas długich wspólnych rozmów przyczyny konfliktów domowych i opracowac sposoby na ich rzadsze pojawianie się. Należy ustalic listy priorytetów życiowych obu stron i spróbowac je uszanowac... wówczas moze nie będzie dochodziło do takich akcji...
          • verdana Re: Żona mnie bije 31.05.11, 12:24
            A tak - mąż bije, bo jest agresywny. Męża biją - bo jest agresywny. Niezaleznie, co robi kobieta, to ona jest niewinną ofiarą, a mąż to drań.
            Cóż, można by sprawę przedstawić inaczej - jesli mąż bije żonę, to ma, co chciała , kobiety sa tak upierdliwe, że po prostu co pewien czas nawet idealnie spokojny facet musi, no po prostu musi im dolać.
            I niech się bite kobiety nie skażą, bo swoim zachowaniem sobie zapracowały na taki atak.
          • ewa9717 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 12:26
            O matko!
        • tully.makker Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:16
          Wlasnie - facet uderzył kilkakrotnie żone, a ona dostaje rady, ze ma problem z
          > komunikacją w związku i ze na pewno maż słusznie zrobił, bo go wkurzyła.
          > Opamiętajcie się - nie ma różnicy kto bije.

          Oczywiscie. Ale facet, ktory ma w repertuarze wylacznie rekacje obrazic sie podz nie wrocic do domu na noc, na pewno problemu przemocy - ani zadnego innego w swoim zwiazku nie rozwiaze.

          Facet jak sam pisze nie znajduje sie w sytuacji strachu o siebie, swoja integralnosc fizyczna, czy wrecz zycie - wie doskonale, ze potrafi sie obronic czy tez oddac. W takiej sytuacji priorytetem powinno byc dla niego zakomunikowanie zonie, jasno i konkretnie, ze na przemoc nie ma zgody. A nie niewracanie na noc do domu, bo co to komunikuje, oprocz tego, ze idiota i idiotka dobrze sie dobrali?
      • emil.zola Re: Żona mnie bije 06.06.11, 22:28
        dokładnie!!!
    • blue_romka Re: Żona mnie bije 31.05.11, 12:37
      Z cholerykami tak to już jest, że muszą sobie najpierw obniżyć napięcie, żeby zacząć myśleć. Taki mają temperament, nie do końca są temu winni. Kazać cholerykowi reagować spokojnie to tak samo jak flegmatykowi być dynamicznym i szybkim- nie da się. Dobrze, żebyś sobie zdawał z tego sprawę, bo to nie zła wola żony. Natomiast rękoczyny są oczywiście nie do przyjęcia. Powinieneś stanowczo i jasno powiedzieć żonie, że nie zgadzasz się na taką formę komunikacji. Może niech poczyta o formach rozładowywania napięcia, czy idzie na warsztaty. Powinna znaleźć na siebie jakiś sposób.
    • imasumak Mąż mnie bije 31.05.11, 13:15
      Hi,

      Dziś rano doszło między mną a moim mężem do kłótni, jak to bywa o jakieś pierdoły.
      Mój mąż jest cholerykiem i temperament ma wybuchowy, szybko się denerwuje i szybko mu przechodzi. Jednakże dziś przesadził bo uderzył mnie kilkakrotnie pięścią w ramię.
      Nie zareagowałam w żaden sposób tylko stwierdziłam że w tym momencie przesadził. Nie bardzo wiem co mam teraz zrobić, nie chciała bym tego zostawić i zlekceważyć, nie wyobrażam sobie żeby się sytuacja nie powtórzyła, ale też nie bardzo wiem co zrobić? Obrazić się i nie odzywać? Wyjść z domu i nie wracać na noc? Oczywiście że porozmawiać tylko uważam że posunął się w tym momencie zdecydowanie za daleko i myślę że sama rozmowa to za mało w tym przypadku...


      Czy w tym przypadku drogie panie, każecie mi się zastanawiać, czym sprowokowałam męża?
      • zuzi.1 Re: Mąż mnie bije 31.05.11, 13:44
        Sytuacja, gdy to mąż uderza (bije) żonę znacznie częściej pojawia się na forum, niż sytuacja, gdy żona uderza (bije) męża. Co by wskazywało na to, że jednak większa częśc populacji mężczyzn niż kobiet jest agresywna. Gdyby było odwrotnie, byłaby przewaga postów mężczyzn skarżących się na agresywne zachowania żon (kobiet). Stąd, gdy czytam post od Pana, który został uderzony przez Panią w kłótni o "pierdoły" nie zapala mi się od razu lampka, że mamy tu do czynienia z kobietą przemocowcem, gnębiącą psychicznie i fizycznie swojego męża, a może raczej z sytuacją żony, która BYC MOŻE jest na krawędzi swojej wytrzymałości psychicznej/lub raczej JUŻ tą granicę przekroczyła, jeśli chodzi o wytrzymałośc na zachowania męża. Ale to jest tylko moja reakcja. Stąd mój komentarz. Nie usprawiedliwiam zachowania tej Pani, uważam, że jest naganne i nie powinno się było zdarzyc i gdyby pojawiło się ponownie w przyszłości Pani powinna ponieśc tego surowe konsekwencje. Podpisuję się również pod komentarzem blue_romki.
        • imasumak Re: Mąż mnie bije 31.05.11, 14:07
          zuzi.1 napisała:

          Sytuacja, gdy to mąż uderza (bije) żonę znacznie częściej pojawia się na forum, niż sytuacja, gdy żona uderza (bije) męża.

          Ale jakie to ma znaczenie?

          Co by wskazywało na to, że jednak większa częśc populacji mężczyzn niż kobiet jest agresywna. Gdyby było odwrotnie, byłaby przewaga postów mężczyzn skarżących się na agresywne zachowania żon (kobiet).

          Błędne rozumowanie. Mężczyźni wstydzą się przyznać do tego, że są bici, stąd takie przypadki nie są tak widoczne, jak odwrotne.
          Zresztą dla każdego, konkretnego przypadku nie ma znaczenia, na ile zjawisko jest powszechne.


          Nie usprawiedliwiam zachowania tej Pani, uważam, że jest naganne i nie powinno się było zdarzyc i gdyby pojawiło się ponownie w przyszłości Pani powinna ponieśc tego surowe
          konsekwencje.


          Właśnie usprawiedliwiasz i na dodatek pozbawiasz te zachowania wagi, wypytując czym facet swoją żonę sprowokował. A przemocowcowi naprawdę wiele nie potrzeba. Wystarczy zupa za słona. Albo okruch na stole.
    • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:19
      Porozmawiaj z nią o terapii. Niestety agresorzy mają tendencję do przesuwania sobie granic dopuszczalnych zachowań. Całkiem realne jest, że przy następnej kłótni przydzwoni Ci patelnią w głowę.
      • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:24
        Tak, albo przywiąże Go kajdankami do kaloryfera i będzie chłostac ... :)))
        • verdana Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:28
          Problem bitych facetów narasta. Dlaczego? Z dwóch powodów, obu tu widocznych. Albo uznanie, ze "nic się nie stało, jak żona uderzyła to i tak winny jest mąż, bo sprowokował", drugi - to wysmiewanie się z faceta, bo to takie okropnie smieszne - bity przez zonę mężczyzna.
          Faceci boją się przyznawać, ze sa bici, boją się iść na policję, boją się wystąpić o rozwód.
          A wszystko własnie przez to, ze nikt bicia mężczyzn nie traktuje powaznie.
          • aveva Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:08
            Podsumowując - nie zamierzam się nie odzywać albo wychodzić z domu. Zdaję sobie sprawę że takie zachowanie nie pomaga rozwiązać problemu, dlatego też zwracam się o radę na forum.

            Muszę jakoś stanowczo zareagować, zwłaszcza że zdarzyło się to już drugi raz. Ostatnio bardzo ostro powiedziałem że taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć. Niestety powtórzyło się, pewnego dnia może się zdarzyć że i ja stracę panowanie nad sobą, a wtedy będzie już bardzo źle.

            Nie chcę też stosować szantażu emocjonalnego na zasadzie "zrób to jeszcze raz a złożę pozew o rozwód". Jest problem i trzeba nad nim popracować, na co potrzeba czasu. Jednak wydaje mi się że muszę szybko i zdecydowanie dać sygnał że takie zachowanie nie może mieć miejsca, pytanie tylko jak?
            • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:17
              aveva napisała:

              Jednak wydaje mi się że muszę szybko i zdecydowanie dać sygnał że takie zachowanie nie może mieć miejsca, pytanie tylko jak?

              No cóż, ja bym nie miała oporów, żeby postraszyć rozwodem, o ile pani nie pójdzie się leczyć.
              Przy czym zastanawiałabym się poważnie na separacją do czasu, aż bym miała pewność, że sytuacja się nie powtórzy.
            • sorvina Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:29
              aveva napisała:

              > Nie chcę też stosować szantażu emocjonalnego na zasadzie "zrób to jeszcze raz a
              > złożę pozew o rozwód". Jest problem i trzeba nad nim popracować, na co potrzeb
              > a czasu. Jednak wydaje mi się że muszę szybko i zdecydowanie dać sygnał że taki
              > e zachowanie nie może mieć miejsca, pytanie tylko jak?

              Chcesz dać żonie sygnał, ale tak by broń boże nie było jej przykro i nie uznała, że stosujesz szantaż emocjonalny?? Osoba stosująca przemoc MUSI czuć, ze poniesie konsekwencje swoje postępowania, inaczej NIE BĘDZIE MIAŁA motywacji by coś zmienić. Jak na razie mówisz, że nie podoba Ci się jej zachowanie, a ona wie, że nic z tym nie zrobisz, więc nie traktuje tego poważnie i daje upust swoim emocjom jak ma na to ochotę.
              Konsekwencją nie musi być od razu rozwód, jeśli chcesz ratować związek, ale niebieska karta na policji jak najbardziej i czas na rozpoczęcie terapii przez małżonkę, a jak nie to rozwód.
            • tully.makker Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:53
              No dobrze - czyli mamy postep. Wiesz juz, jak sie nie zachowywac, by do zony cos dotarlo.

              Zanim przedstawisz swoj komunikat, IMHO musisz sie zastanowic, jakie konsekwecje jestes gotow zasrstosowac wobec zony, jesli epizody przemocuy beda sie powtarzac. Wyobraz sobie siebie za 3, 10 i 100 razem. To czujesz? Co chcesz zrobic? To ze teraz nie jestes gotowy by grozic rozwodem nie oznacza ze nie bedziesz za koeljnymi razami. Moze lepiej zone uprzedzic?

              Inna sprawa, ze komunikat, ze czegos sobie nie zyczysz nie musi koniecznie byc obwarowany grozbami. Specjalisci od wychowania twierdza, ze grozac dziecku sankcjami, jesli zrobi cos raz jeszcze mowimy mu, ze dopuszczamy fakt, ze to raz jeszcze bedzie, podczas gdy powinnismy traktowac to jako cos absolutnie niedopuszczalnego. Pytanie, czy jestes w stanie brzmiec dostatecznie serio, by do zony dotarlo, ze nie ma prawa bic?

              PS W przypadku facetow przemocowcow jestem zdania, ze niewiele moze im pomoc - zawsze wczesniej czy pozniej wroca na stare a tak dobrze znane koleiny. Nie wiem, jak jest z kobietami, bo nie bylam swiadkiem wystarczajaco wielu przypadkow. Ale generalnie nie ocenialabym rokowan jako dobrych.
            • asia_i_p Re: Żona mnie bije 31.05.11, 16:21
              Sporo zależy od tego, jak się z tym czujesz.
              Bo jeśli sytuacja cię przestrasza, zawstydza, obniża ci poczucie własnej wartości - jeśli cię dołuje w jakikolwiek sposób, to jesteś ofiarą przemocy i powinieneś się bronić radykalnie, jak każda ofiara przemocy. Założenie karty na policji, wyprowadzka,
              Jeżeli zastraszony się nie czujesz, na twoje poczucie wartości to nie wpływa, to zostaje pytanie, czy są dzieci. Jeśli są, to moim zdaniem patrz akapit wyżej - dzieci nie mogą być świadkami takich scen.
              Jeśli dzieci nie ma, a ty dalej czujesz się stroną silniejszą, możesz dać jeszcze jedną szansę pod warunkiem zapisania się na terapię radzenia sobie ze złością. Potem rzeczywiście moglibyście obydwoje przejść jakiś trening porozumiewania bez przemocy - ale najpierw żona musi nauczyć się panować nad agresją. I może się tak zdarzyć, że tylko twoja decyzja, żeby odejść, jeśli tego nie zrobi, przekona ją.
          • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:13
            No bo temat jest trochę śmieszny, biorąc pod uwagę zazwyczaj występującą przewagę czysto fizycznej siły mężczyzny nad kobietą. Ja mam wrażenie, że takie problemy to mają panowie b. delikatni, wrażliwi, o słabych charakterach, mający za żony osoby o silnych charakterach i wysokim poziomie testosteronu. I stąd pojawia się problem, że taki pan ma problemy z werbalną lub fizyczną obroną przed atakami żony... i z tym, że żona wogóle pozwala sobie na tego typu zachowania w stosunku do niego...
            • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:20
              Uhm, to skoro ma przewagę fizyczną, to powinien jej odwinąć, wtedy przestałby być śmieszny?
              Normalny facet, nie przemocowiec, co nie oznacza, że delikatny i fajtłapa, nie odda kobiecie.
              • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:50
                Tak, moim zdaniem skoro tłumaczenia po 1 razie nie pomogły, to pan nie powinien sobie pozwolic na 2 raz, tj. powinien skutecznie zatrzymac rękę żony, zanim dotrze do jego ramienia (kilkukrotnie zresztą), a skoro to mu się nie udało, to powinien żonie oddac. Wydaje mi się, że taka sytuacja mogłaby dac żonie do myślenia i następnym razem pewnie kilka razy by się zastanowiła, zanim ponownie zaczęła by Go bic...a tak żona jest agresywna, po raz kolejny, a mąż sobie na to pozwala...Normalny facet, nie przemocowiec, ma jak najbadziej prawo oddac zonie w takiej sytuacji, bez wyrzutów sumienia...A następnie zaprosic panią do psychologa na terapię, jeżeli pani wyrazi na to zgodę. Jeśli nie, zakończyc związek z taką osobą.I tyle. Chyba, że dalej zamierza odbierac razy od żony i nie okazywac swojej agresji, żeby Jej nie urazic...
                • sorvina Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:12
                  Bywa, że niektóre agresywne małżonki tylko czekają, aż mąż nie wytrzyma i odda. Wtedy w podskokach biegną na policję i to facet ma w papierach stosowanie przemocy, bo jakoś prawo nie uznaje przyłożenia kobiecie za adekwatną formę obrony.... Także uważaj co radzisz, bo stosowanie się może tylko pogorszyć sytuacje.
                  • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:20
                    Bywa też tak, że niektóre agresywne małżonki dostają kilka razy w ramach odwetu od męża i po sprawie... Nagle zaczynają męża szanowac i potrafią wówczas okiełznac swoją agresję...
                    • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:36
                      Może i tak bywa, ale doradzanie bicia w zamian jest po protu głupie i nieodpowiedzialne.
                    • verdana Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:45
                      Baba, która sanuje męża, bo ja leje jeset kretynką. Doradzanie komus, aby przylał, bo kobieta się uspokoi swiadczy o tym, ze jest się osoba nieodpowiedzialną.
                      • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 16:05
                        No niestety, niektóre kobiety mają chyba w naturze taką potrzebę, żeby chłop nad nimi dominował w pełni, bo jesli nie, to jadą po chłopie jak pani po autorze wątku... A On biedak nie wie jak sobie z tym poradzic...
                        • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 18:35
                          Nie mam pytań.
                        • twoj_aniol_stroz Re: Żona mnie bije 03.06.11, 11:57
                          Nie wiem ile masz lat, ale to co piszesz brzmi jak słowa nastolatki niestety... Nie masz racji, to nie jest tak, że kobieta przemocowiec jak oberwie baty od faceta to natychmiast pokornieje... Możliwe są wówczas dwa scenariusze: jeden to własnie natychmiastowa wizyta pani na komisariacie i zgłoszenie pobicia przez męża. Druga wersja to jeszcze większy wybuch agresji. Która opcja lepsza? Żadna, więc nie doradzaj tu tego typu rozwiązań, bo są one nie tylko niedojrzałe, ale wręcz bardzo szkodzą.
                          I nie jest tak, że facet, który jest bity przez żonę to fajtłapa, totalna jełopa, która ma watę zamiast mięśni. To kolejny stereotyp, który zalągł się w Twojej głowie, a który ma z rzeczywistością niewiele wspólnego., podobnie jak stereotyp o tym, że bity mężczyzna to rzadkość, wręcz margines...
                          • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 03.06.11, 12:29
                            Ja nie napisałam i nie miałam na myśli, że jak kobieta przemocowiec oberwie baty to natychmiast pokornieje. Po pierwsze nie wiemy, czy w tym przypadku ta kobieta to rzeczywiście przemocowiec, mamy bardzo ograniczoną wiedzę na temat stanu faktycznego, z tego co napisał aveva pani zdarzyła się reakcja agresywna 2 razy jak dotychczas, nie wspomniał nic, albo prawie nic na temat szczegółów, ot ścierka nie na miejscu. Za dobrze znam kobiety i ich reakcje, żeby uwierzyc, że babka tak bez powodu wyjechała chłopu z rękoczynami od rana, no chyba, że jest osobą emocjonalnie niezrównoważoną. A wówczas to inna sprawa, ale aveva nic takiego nie napisał, napisał, że kobieta jest choleryczką, szybko się denerwuje itp. Nie każda choleryczka wyjeżdża do męża z rękoczynami od samego rana, z uwagi na ścierkę nie na miejscu. Uważam, ża ta sprawa może miec drugie dno, a to by było wiadomo, gdyby żona tego pana wypowiedziała się co ona sądzi na ten temat i jakie były przyczyny jej wybuchów. Gdyby do mnie mąż wyskoczył z takimi rękoczynami i to dwukrotnie, ja bym mu po prostu oddała, w ramach samoobrony, nie bacząc na dalsze konsekwencje. Wiem, że to nie jest dobre rozwiązanie, ale ja niestety bym się chyba tak zachowała. Ale każdy reaguje inaczej. Każdy ma swój temeperament. Jasne, że nie każdy facet bity przez żonę to fajtłapa i jełop, ale może tak też się zdarzyc, że w związku dobrali się miękki facet i agresywna i silna kobieta z różnym podejściem do życia i różnymi priorytetami, a wówczas tego rodzaju agresywne konflikty mogą się niestety zdarzac...I znam takie przypadki, w których pani wierciła panu dziurę w brzuchu i męczyłą chłopa psychicznie niemiłosiernie, bo pan był bardzo spolegliwy i pozwalał sobie na dosłownie każde żony zachowanie, sytuacja uległa zmianie, gdy ten pan się ostro wkurzył i pokazał żonie, że dalej po nim skakał nie będzie. Od tej pory w żonie zaszła cudowna zmiana na lepsze...Niestety takie sytuacje też się w życiu zdarzają. Nie oznacza to jednak, że nalezy żony bic aby spokorniały i nie wylatywaly w stosunku do męża z rękoczynami. Na pewno nie jest to żadne rozwiązanie...
                            • twoj_aniol_stroz Re: Żona mnie bije 03.06.11, 13:33
                              No więc powiem tak: otóż internet to jest takie miejsce, gdzie z osądem sprawy należy bardzo uważać, a z udzielaniem rady jeszcze bardziej. Fakt, że znasz sytuację gdzie pani dostała lanie i zaszła cudowna odmiana jest jedynie stwierdzeniem, że w tym konkretnym przypadku to zadziałało, natomiast udzielenie rady, że tak powinno się zrobić niestety może prowadzić do sporych problemów jeśli nie zadziała Twój pomysł i wówczas delikwent napyta sobie biedy.
                              Nie znasz kobiet skoro nie jesteś w stanie uwierzyć, że można za ścierkę na podłodze wściec się do takiej furii, żeby skoczyć z pięściami. Oczywiście, że to dowodzi niezrównoważenia psychicznego, tyle, że osób z odchyłami psychicznymi w różne strony jest na tyle dużo, że śmiem twierdzić, że każdy z nas takową osobą w jakimś zakresie jest. Być może sprawa ma drugie dno, a wręcz na pewno ma, bo jest nim choćby brak komunikacji w związku, brak umiejętności jasnego i prostego wyrażania emocji itd natomiast autor wątku zwrócił się z zapytaniem o pomysły w jaki sposób wymusić na żonie zaprzestanie stosowania przemocy i myślę, że właśnie na tym nalezy się skupić. Powielanie stereotypów i tłumaczenie autorowi, że pewnie sprowokował żonę niczego nie zmieni.
                              • sebalda Re: Żona mnie bije 03.06.11, 13:47
                                twoj_aniol_stroz napisała:
                                Powielanie stereotypów i tłumaczenie autorowi,
                                > że pewnie sprowokował żonę niczego nie zmieni.

                                O ile z całą resztą wypowiedzi zgadzam się w 100%, o tyle w tym zdaniu mi zazgrzytało. Uważam bowiem, że jeśli autor przez lata całe (stąd moje pytanie o staż małżeński) źle traktował żonę, dokuczal jej, wyśmiewał czy robil inne rzeczy, ktore narażały jej cierpliwość, ona mogła dojść w pewnym momencie do ściany i z bezsilności wybuchnąć niepohamowaną agresją (bardzo mocno podkreślam, że to nie jest wytłumaczeniem i że bić w żadnym wypadku nie wolno). I wtedy jej akt agresji ma zupelnie inny wymiar niż kolejny wybuch nerwowej i wyładowującej się na mężu kobiety.
                                I teraz, gdyby mąż zastanowil się jednak nad tym, dlaczego ta żona aż tak wybuchła, zdobył się na autorefleksję, pomyślał, czy jednak on nie ma jednak jakiegoś udziału w spowodowaniu tego wybuchu, może szczera rozmowa i pewna zmiana zachowań także u mężczyzny mogłaby zaowocować poprawą. Uważam, że to małżenstwo ma poważne problemy, ktore trzeba przepracować, bo scenariusze są dwa: albo tam jest tak źle między obojgiem, że kobieta straciła cierpliwość, przekroczyła masę krytyczną znoszenia różnego rodzaju szykan, albo kobieta ma poważne problemy z kontrolą emocji i wtedy ona musi odbyć terapię. Stawiam na to pierwsze, oboje powinni popracować nad związkiem, a ona dodatkowo powinna pójść na warsztaty radzenia sobie ze złością.
                                Swoje zdanie opieram też na tym, że autor rozważał karanie żony tym, że nie wróci do domu na noc. Co to za metoda?
                                • twoj_aniol_stroz Re: Żona mnie bije 03.06.11, 14:41
                                  Wszystko cacy, tylko przeczytaj pierwszą wypowiedź Zuzi. Tu nie ma jakiegokolwiek zastanowienia się nad rozwiązaniem problemu bicia przez żonę poza stwierdzeniem: Może zanim zastanowisz się, czy się na nią obrazic, pomyśl najpierw co takiego wkurzającego jest w Twoim zachowaniu, że Twoja małżonka musi się aż posuwac do rękoczynów..
                                  Późniejsze wypowiedzi to też zestaw stereotypów nie mający z rzeczywistością wiele wspólnego. Natomiast wypowiedź: Bywa też tak, że niektóre agresywne małżonki dostają kilka razy w ramach odwetu od męża i po sprawie... Nagle zaczynają męża szanowac i potrafią wówczas okiełznac swoją agresję... jest kuriozalna.
                                  Oczywiście, że może być tak, że autor do tego stopnia zaniedbuje żonę, że może być to powodem ciężkiej frustracji, ale zakładanie na "dzień dobry", że tak jest nie jest najlepszym pomysłem. Na ogól jest tak, że znacznie łatwiej podpowiedzieć człowiekowi właściwe zachowanie bez oceny dotychczasowego, niż wyrąbać wszystkie wady i dopiero potem tłumaczyć jak powinien się zachować. W tej drugiej sytuacji skorzystanie z podpowiedzi właściwego zachowania raczej nie wchodzi w rachubę zwłaszcza jeśli autor poczyta kolejne wypowiedzi świadczące o tym, że radzący kieruje się raczej prostymi stereotypami niż faktyczną wiedzą.
                                  • sebalda Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:29
                                    Aniele, pełna zgoda. Dlatego jak się pojawiają tego typu wątki najchętniej zadaję pytania pomocnicze, a wywalenie na początek teorii skierowanej do osoby uderzonej/bitej/poniżanej, że może sama sobie jest winna, jest rzeczywiście co najmniej nie fair.
                                    Z drugiej strony często zdarzają się wątki, w których ktoś się żali, że żona to czy mąż tamto, a potem wychodzi szydło z worka i okazuje się, że różne to bywa. Ostatnio udzielałam się w pewnym wątku, wczułam sie w sytuację biednego, opuszczonego męża, dawałam mu rady, pocieszałam, a później jedna z uczestniczek forum wkleiła wcześniejsze wypowiedzi pana z innego forum pod adresem tejże żony, jej rodziny i przyjaciółek, z ktorej wynikało, że tę żonę należałoby szybko odszukać i uprzedzić, żeby nigdy do niego nie wracała. Masakra.
                                    Ale jeszcze z innej strony, był tutaj dawno temu wątek młodej dziewczyny, którą mąż tak pobił, że trafiła do szpitala ze złamaną ręką bodajże. Nie pierwszy raz ją zresztą pobił. Dziewczyna z małym dzieckiem, z postu wynikalo, że jest w depresji, przyznawała się, że jest marudna, że często płacze i w zasadzie ona rozumie, że mąż mógł się wkurzyć. Ewidentna ofiara przemocy domowej, zastraszona i zahukana, z wmówionym poczuciem winy. Nie wiesz, ile głosów się odezwało, że może to jej marudzenie było faktycznie wkurzające. Bardzo mnie wtedy te komentarze zdziwiły i zdenerwowały. I nadal będę się upierała, że kobieta rzucająca się z zaciśniętymi pięściami w akcie bezsilności na mężczyznę różni się od tego agresywnego osilka, ktory bije zastraszoną ofiarę przemocy, tylko za to, że ona płacze i jego to denerwuje.
                                    Btw. autor się nie odzywa, na pytania nie odpowiada, to też jest dla mnie zawsze symptomatyczne.
                                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:45
                                      "autor się nie odzywa, na pytania nie odpowiada, to też jest dla mnie zawsze symptomatyczne. " Dokładnie... od samego początku autor nie udziela zbyt wielu informacji odnośnie przyczyny ostatniego wyskoku zony, raczej bagatelizuje temat, jednocześnie nie pisze jednoznacznie, że jego zdaniem żona ma zaburzenia natury psychicznej... Pisze w sposób szalenie opanowany, ani słowem nie próbując wczuc się w zony emocje. Jest coś takiego jak intuicja, czytając tego pana komentarz, miałam od początku dziwne wrażenie, że coś jest na rzeczy. Ale wiadomo, że może to byc błędny odbiór z mojej strony tego, co ten pan napisał. W internecie można napisac wszystko, wybielając się całkowicie. Chętnie bym przeczytała, co żona tego pana miałaby w tej sprawie do powiedzenia. Ale byc może, że autor wątku jest bez jakiejkowliek winy, tylko żonę ma z poważnymi problemami. Mam nadzieję, że w takiej sytuacji nie obrazi się na mnie za poruszenie kwestii tzw. drugiego dna tej sprawy...
                                    • twoj_aniol_stroz Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:48
                                      Sporo zależy tez od naszych własnych przeżyć i spostrzeżeń. Moja teściowa potrafi pchnąć teścia, bo za wolno idzie (facet ma prawie 90 lat i ledwie łazi), więc to tez jest jakiś pryzmat postrzegania wpisów :)
                                • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:29
                                  Dokładnie tak, zgadzam się z tym co napisałaś Sebaldo.
            • annb Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:22
              Takie problemy mają też silni mężczyzni, tzw chłop jak dąb
              taki jakby odwinął ręką to zonę rozpłasczyłby na ścianie
              I taki ktoś wie że tego robić nie może/nie wolno mu.
              I taki człowiek ma ogromnego pecha jak bedzie szukał pomocy i trafi na kogoś takiego jak Ty
              Mam nadzieję że nie pracujesz w policji ani w żadnym centrum pomocy/interwencji kryzysowej.


              • aiczka Re: Żona mnie bije 31.05.11, 14:32
                > Takie problemy mają też silni mężczyzni, tzw chłop jak dąb
                > taki jakby odwinął ręką to zonę rozpłasczyłby na ścianie
                > I taki ktoś wie że tego robić nie może/nie wolno mu.
                Lub tego nie chce. Bo normalni, sympatyczni ludzie nie chcą robić innym krzywdy.
                • annb Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:01
                  To też
                  I normalni sympatyczni ludzie wolą wyjść z domu zamiast oddawac.

                  Skupiłam się na przewadze fizycznej.
                  W sumie to interesujące że padł taki argument-przewaga fizyczna.
                  Jakby to, czy ktoś jest bity czy nie, zależało od tego, czy znęt ma nad nim przewagę czy nie.
                  Dziwne myslenie.
                  • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:11
                    Normalni i sympatyczni ludzie nie pozwalają się bic i nie muszą wychodzic z domu z tego powodu. Kończą takie związki już na samym początku takich akcji, a nie zastanawiają się mocno po fakcie, jak powinni zareagowac i co powinni zrobic...
                    Osoba mająca przewagę fizyczną nie powinna dac się bic. Powinna, z uwagi na własnie tą przewagę zapanowac nad agresorem, w taki czy w inny sposób, byle skutecznie.
                    • annb Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:15
                      Proszę rozwiń w jaki sposób bity mąz może zapanowac nad agresywną zoną?
                      Może ma ją chwycić za ręce?
                      jeśli pani zrobi się chociaż jeden siniak z tego powodu, może pobiec po obdukcję i oskarżyc męża.
                      Jeśli pan podniesie głos, pani może zadzwonić po policję że mąż wszczyna awantury, a sąsiedzi potwierdzą że słychac było krzyki.
                      Przyjedza policja i widzi że "na placu boju" jest rosły mężczyzna i słaba kobieta.
                      no kto jest bitym a kto bije?
                      Nie daj Boże abyś była w tym patrolu
                      Ale nie jesteś policjantką, prawda?

                      • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:29
                        Dobrze, to co w takim razie powinien zrobic Twoim zdaniem autor wątku? Mam trochę wrażenie, że piszesz o jakichś skrajnych sytuacjach, zachowaniach, patologiach. Tutaj chyba jak na razie nie ma takiej sytuacji i takiej patologii. Policjantką nie jestem, więc się nie obawiaj się :)
                        • annb Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:37
                          już lepiej.
                          Co powinien zrobic?
                          Już tutaj w watku napisano.
                          tutaj
                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,125695991,125697945,Re_Zona_mnie_bije.html
                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,125695991,125697652,Re_Zona_mnie_bije.html
                          forum.gazeta.pl/forum/w,898,125695991,125700429,Re_Zona_mnie_bije.html
                          mam wklejać dalej?


                          Przykro że wg Ciebie nic się nie stało.
                          Bo się stało
                          każde podniesienie reki jest złe.
                          • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 15:44
                            Ja się pytałam co według CIEBIE powinien zrobic ?, załączone posty czytałam. Facet nie chce straszyc żony rozwodem ani zapewne się z Nią rozwodzic. Raz już jej tłumaczył i nie pomogło. Terapia. A jak nie będzie chciała z tego skorzystac to wówczas co? Ma zgłaszac jej akcje na Niebieską linię i dalej z nią życ?
                            • annb Re: Żona mnie bije 31.05.11, 18:44

                              powinien rozwazyc rozwód jesli pani nie zechce nauczyc się panowac nad wybuchami złości i agresji
                              no przykre to ale coż poradzic.
                              Albo dajesz się bic, albo chronisz siebie
          • pyzz Re: Żona mnie bije 09.06.11, 17:45
            > Problem bitych facetów narasta. Dlaczego? Z dwóch powodów, obu tu widocznych. A
            > lbo uznanie, ze "nic się nie stało, jak żona uderzyła to i tak winny jest mąż,
            > bo sprowokował", drugi - to wysmiewanie się z faceta, bo to takie okropnie smie
            > szne - bity przez zonę mężczyzna.

            Gdzieś czytałem o badaniach karalności za przemoc domową. Pisano, że odsetek sytuacji, w których kobieta się znęca nad partnerem, a nie odwrotnie rośnie w stosunku do wszystkich przypadków karania (bo jak już zauważyliśmy policyjne statystyki nie odzwierciedlają samego problemu przemocy, a jedynie przypadki karania za przemoc).
            Otóż napisano w tym artykule, że męskie ofiary przemocy domowej wg statystyk karania to są teraz głównie ludzie z dużych miast i z dobrym wykształceniem, czego nie było kiedyś.
            Oznacza to, że to wcale niekoniecznie jest tak, że kobiety teraz częściej znęcają się nad partnerami, niż kiedyś. Równie dobrze (a nawet wydaje się to bardzo prawdopodobne), że na skutek nagłośnienia problemu coraz wiecej tych, którzy są maltretowani szuka pomocy. A jako, że takie zmiany zaczynają się zazwyczaj od lepiej wykształconej części społeczeństwa, to pierwszymi, którzy się zgłaszają są ci wykształceni z dużych miast. A ludzie wychowani bardzo tradycyjnie, może z małych miejscowości i z gorszym wykształceniem są bici i ci właśnie nie szukają pomocy, bo oni mają najsilniej wpojone stereotypy.
            Piszę to, aby zwrócić uwagę na to, że to niekoniecznie kobiety coraz częściej biją. Po prostu powoli zaczynają bić mniej bezkarnie.
        • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:29
          Możesz sobie kpić.
          Znałam parę, gdzie żona tłukła męża. A zaczynało się podobnie niewinnie. Niestety facet wstydził się na początku tego, że żona go bije i prawdopodobnie przegapił moment, kiedy można było coś z tym jeszcze zrobić.
          W efekcie, po kilku latach małżeństwa, wylądował w szpitalu z urazem czaszki, a pani poszła siedzieć.
          • imasumak Re: Żona mnie bije 31.05.11, 13:31
            A i jeszcze - z pozoru nie była to żadna patologia - ona pracownik naukowy, on przedsiębiorczy biznesmen.
    • mama_myszkina nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 14:13
      ... kobiety, opamiętajcie się. nie jest ważne, kto bije. nie można osobie bitej przez współmałżonka mówić, że ona potrzebuej pomocy w komunikacji! to ejst zwalanie winy na ofiarę. kobiecie bitej przez męża też byś cie to doradziły?

      podwójne standardy sa wynikiem szkodliwych stereotypów płci. niby kobieta, jako słaba płeć i tak nie zrobi krzywdy itp. wierzcie mi, zrobi. w mojej poprzedniej pracy widziałam mężczyzn pobitych przez żony, mało tego, rozmawiałam ze sprawczyniami i niestety, ale nie mam o nich dobrego zdania. te same mechanizmy wyparcia i obrony, co w przypadku mężczyzn stosujących przemoc. na zasadzie: to jego wina, bo on jest taki, siaki. żadnej refleksji. i gadka, ze przeciez 'jako kobieta' to ona i tak nie zrobi krzywdy. g*wno prawda. w końcu będzie sytuacja, kiedy ona dostanie szału a w pobliżu będzie leżał nóż do obierania kartofli.

      każda przemoc jest zła, nieważne czy to policzek czy rzucanie o ścianę. bo każda świadczy o problemach w kontrolowaniu emocji i braku szacunku dla drugiej osoby. gadka, że ofiara sama jesto sobie winna bo to i tamto to standardowa śpiewka przemocowców. jeśli zwiazek jest niesatysfakcjonujacy, to się albo nad nim pracuje albo odchodzi a nie bije.

      Osoba, która nie potrafi kontrolować emocji posuwa się do rękoczynów potrzebuje pomocy w komunikacji, a nie jej ofiara. i nieważne, jak mocno bije. bo 10 razy może być w ramię, a 11 cyrklem w oko, bo akurat będzie pod ręką, jak się pani zdenerwuje.

      Proponuję jasno i stanowczo zakomunikowac żonie,że jej zachowanie było niedopuszczalne i że kolejny taki eksces nie będzie już pozostawiony bez konsekwencji (dzielnicowy i niebieska karta). proszę się nie martwić stereotypami, wbrew pozorom policjanci i dzielnicowi nie są aż takimi burakami jesli chodzi o przemoc domową wobec mężczyzn. a na kogoś ze skłonnością do pójścia 'na skróty' i używania argumentów siłowych najlepiej działa kubeł zimnej wody w postaci konsekwencji.
      • annb Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 14:23
        jakie kobiety->liczba mnoga
        na razie widzę jedną panią która kpi z przemocy ze strony kobiet.
        Więc nie jest tak źle
        • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 15:40
          annb napisała:

          > jakie kobiety->liczba mnoga
          > na razie widzę jedną panią która kpi z przemocy ze strony kobiet.
          > Więc nie jest tak źle

          Jeśli tak, to przepraszam. Musiałam przeczytać kilka postów tej osoby i odniosłam wrażenie, że pisało je kilka pań.
          • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 16:26
            A ja bym chciala się dowiedzieć, jakie to były pierdoły i czy o pierdoły poszło, czy może od pierdół się zaczęło, a rozwinęło się w regularną bitwę na słowa.
            Ile lat jesteście razem? Czy zdarzyło Ci się nazwać żonę suką, ku..wą, szmatą w nerwach?
            Jak po fakcie zachowuje się żona? Czy wyraża skruchę, przeprasza, ma poczucie winy?
            • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 16:34
              nieważne, czy wyraża skruchę. większość damskich bokserów wyraza skruchę, ba, następuje miesiąc miodowy! i to im nie przeszkadza za jakiś czas znów zlać żonę.

              osobiście nie uważam, aby nazwanie męża ch*jem, szmatą, je*aką, dziwkarzem, chamem, złamasem, gno*em itp usprawiedliwiało danie żonie po zębach/ramieniu/czymkolwik innym. I trzymam się tego takrze, kiedy role są odwrócone. Nie można wprowadzac podwójnych standardów, bo mózg każdy ma swój i moze go używać, niezaleznie od płci.

              gdyby mnie pan mąż wyzywał to bym go nie biła tylko bym się z nim rozwiodła. raz już to zrobiłam, dobry pomysł ;)
              • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 16:35
                także... naprawdę musze sobie zrobić przerwę od literek ;)
              • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 16:44
                Ja nie chcę usprawiedliwiać żony autora i też uważam, że na wyzwiska nie można reagowac rękoczynami, wiele zależy jednak od tego, ile lat taka osoba jest wyzywana, szmacona, poniżana. Są pewne granice wytrzymałości. Wszystko wskazuje na to, że autor pada ofiarą agresywnej kobiety, ale tło mimo wszystko jest ważne.
                Przeprosiny nie gwarantują poprawy, ale można na ich podstawie ocenić, czy żona rokuje. Warsztaty radzenia sobie ze złością bywają dla rokujących naprawdę wyjątkowo pomocne. Nie byłam, ale znam szczególy takich warsztatów. Jeśli przemocowiec nie wykazuje skruchy, wtedy już nie rokuje wcale, wykazywanie nie gwarantuje, ale daje jeszcze nikłą nadzieję. To jak z mężem, który raz zdradzi. Jak się sadzi i mówi żonie, że to przez nią zdradził, że ona go zaniedbuje, że to jej wina, wiadomo, że to się będzie powtarzało, jak będzie błagał na kolanach o wybaczenie, będzie się kajał, jest nikła szansa, że to byl jednorazowy wyczyn, gwarancji nie ma, ale ....
            • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 16:37
              Na wszelki wypadek dodam, że zawsze zadaję pytania pomocnicze, czy skarży się kobieta, czy facet. Wszyscy wiemy, że jednostronny przekaz bywa subiektywny, czasami w dalszej rozmowie wychodza fakty rozjaśniające sytuację, czasami skarżący obnażają swoją prawdziwą naturę, to widać, gdy na drobne uwagi reagują agresją. Można wtedy łatwo wyczuć, że te skargi niekoniecznie muszą być wiarygodne. Choć tutaj sytuacja jest o tyle klarowna, że przemocy faktycznie nie powinno się nijak usprawiedliwiać, ja chcialabym jednak poznac tło i więcej szczegółów.
              Ostatnio zwrócilam mężowi uwagę o drobiazg, co go tak rozsierdzilo, że mnie wyzywał, krzyczał (na szczęście dzieci nie bylo w domu), w końcu popychał. A poszło o moją niewinną prośbę, żeby odwieszał ręcznik do naczyń, bo zwinięty w kulę na taborecie mi nieco przeszkadza. Dodam, że prosilam już wiele razy i jak zawsze zrobilam to naprawdę nienapastliwie, grzecznie. Błagam, darujmy sobie dywagacje o tym, czy warto mężczyźnie zwracać uwagę, o tym, że jestem czepialska i małostkowa. Chodzi o fakt, że z drobiazgu może wyniknąć taka awantura, że ludzie rzucają się na siebie z wyzwiskami i rękoczynami. Mój mąż opisując tę sytuację, też napisałby, że poszło o pierdoly, a wszyscy wiemy, że nie o to chodzi. Stąd moje wszystkie pytania pomocnicze.
              • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 17:18
                może czas na zmianę męża albo na warsztaty radzenia sobie z emocjami? (dla męża oczywiście) ;)
                • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 19:26
                  mama_myszkina napisała:

                  > może czas na zmianę męża albo na warsztaty radzenia sobie z emocjami? (dla męża
                  > oczywiście) ;)

                  Był raz, wrócił odmieniony... na 3 tygodnie. Stąd wiem, że warsztaty są naprawdę sensowne, znam szczegóły, ludziom o nieco gorętszym temperamencie mogą pomóc, ale prawdziwym przemocowcom raczej nie.
                  Mój mąż od bardzo dawna nie przeprasza, dlatego tak ważna jest tutaj odpowiedź na pytanie, czy żona autora przeprosila, żałuje.
                  • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 31.05.11, 23:23
                    sebalda napisała:

                    > mama_myszkina napisała:
                    >
                    > > może czas na zmianę męża albo na warsztaty radzenia sobie z emocjami? (dl
                    > a męża
                    > > oczywiście) ;)
                    >
                    > Był raz, wrócił odmieniony... na 3 tygodnie. Stąd wiem, że warsztaty są napraw
                    > dę sensowne, znam szczegóły, ludziom o nieco gorętszym temperamencie mogą pomóc
                    > , ale prawdziwym przemocowcom raczej nie.
                    > Mój mąż od bardzo dawna nie przeprasza, dlatego tak ważna jest tutaj odpowiedź
                    > na pytanie, czy żona autora przeprosila, żałuje.


                    Sebaldo, to oczywiście nie jest moja sprawa, ale z Twoich postów na forum wnioskuję, że sensowna z Ciebie kobieta. Dlaczego tkwisz w takim związku? Domyślam się, że masz swoje powody, ale jakoś przykro to czytać :( x
                    • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 01.06.11, 11:48
                      Mamo_myszkina, moja historia jest dość skomplikowana, a może nie, może właśnie typowa, nie wiem, nie znam statystyk na ten temat.
                      Trochę na temat swoich ograniczeń w działaniu pisałam ostatnio tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,567,125662761,125662761,jak_sie_szanowac_.html
                      Mojego drugiego nicka znasz:) Jeśli Cię to oczywiście interesuje. Sama jako osoba interesująca się amatorsko psychologią głowię się nad swoim własnym przypadkiem;) Różne są zboczenia i zahamowania:)))
                      • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 01.06.11, 12:39
                        Sebaldo, po przeczytaniu tego postu włosy mi dęba stanęły.

                        Wygląda na to, że rozczarowany życiem mąż nie przebiera w środkach, aby Ci zakomunikować, że to właśnie Ty jesteś głównym tego powodem. Każdy ma prawo do własnych przemyśleń, ale jeśli bilans życiowy męża go nie satysfakcjonuje, to należy podjąć kroki celem zmiany sytuacji a nie obarczać winą wspołmałżonka.

                        Teraz dużo lepiej rozumiem tę sprawę z Twoim synem, myślę, że on w ten sposób odreagowuje poczucie zagrożenia i niepewności. Potrzebuje się czuć silny.

                        Ewa Woydłło została psychologiem w wieku 45 lat. Naprawdę, nigdy nie jest za późno aby zmienić swoje życie. x
                        • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 01.06.11, 12:57
                          Mamo_myszkina, napisałaś postu, mam nadzieję, że nie zaszła pomyłka i nie myślisz, że jestem autorką tamtego wątku. Ja się do niego wlączyłam po jakimś czasie. Ze mną nie jest aż tak słabo jak z autorką wątku z emamy, bo moja sytuacja życiowa jest znacznie lepsza, nie dość jednak dobra najwyraźniej.
                          • mama_myszkina Re: nie wierzę w to, co czytam... 01.06.11, 13:30
                            aaaa! a ja myślałam, że tamten wątek to Twój!
                            • sebalda Re: nie wierzę w to, co czytam... 01.06.11, 13:42
                              Uchowaj Boże!
                              Choć z drugiej strony tamta dziewczyna jest młodsza, dzieci mniejsze, jak jej się uda wyjść z toksycznego związku, to mniej ucierpią. I nie chodzi o złe traktowanie, o jakieś poważne traumy, ale taki bagaż, garb złych wzorców związku. Pracuję nad tym mocno, bardzo dużo rozmawiam z młodymi, ale wiadomo: słowa, słowa, słowa. A tu działania się liczą.
    • nowy99 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 16:37
      Wydaje mie sie, ze twoja zaplanowana "wyważona" i "rozsądna" w ocenie obiektywnej reakcja na agresje zony spycha cie na plan ofiary niestety. Dla niej bedzie to brak reakcji, a wiec uzna, ze jej sie upiekło i ustanowi to stałym punktem w swoim repertuarze komunikacyjnym z toba.
      Zastosowalabym jednak cos na ksztalt metody wstrzasowej i np.Bez zapowiedzi jednak wrocilabym do domu znacznie pozniej, niz sie zona spodziewa, nie odbieralabym wtedy telefonow, zero kontaktu do czasu powrotu. Na jej pytanie po powrocie, spokojnie i krotko bez wdawania sie w dyskusje odparlaby, ze potrzebowalam sie zastanowic nad tym wszystkim, ze nie podoba mi sie jej agresja i absolutnie, mimo jakiegokolwiek powodu, nie akceptuje takiego zachowania. I tu wbilabym szpile: zachowania niekobiecego i takie tam. Na jej pytanie o wnioski jakie wyciagnales ze swojego rozkminiania, powiedzialabym, ze jeszcze nie wiem. I tak tajemniczo zamknelabym caly watek.
      Moze zona sie przestraszy, co kombinujesz, moze Na spokojnie dojdzie do konstruktywnych wnioskow typu: nastepnym razem zero przemocy.
      A tak w ogole radze wiecej "powietrza" w waszych wymianach zdan, czyli ty nie odpowiadaj natychmiast po jej wypowiedzi. To taka technika pozwalajaca na biezaco uspokajac emocje cholerykowi. Po prostu nie reaguj szybko slownie na jej zaczepki, a jesli zapyta dlaczego nic nie mowisz mow tak jak moj maz;): no zastanawiam sie, co ci odpowiedziec...
      ;) i tak mnie cwaniak warszawski zbywa, ale co mam mu wtedy zrobic? Po prostu uspokajam sie. To dziala na temperamentowcow!
      • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 31.05.11, 20:52
        Aveva odpowiedz jeszcze na kilka pytań, które padły w tym wątku, żeby stan faktyczny doprecyzowac. Pokaż żonie ten wątek, może się kobieta trochę nad swoim zachowaniem zastanowi.
        • aveva Re: Żona mnie bije 01.06.11, 09:49
          Nie ma sensu opisywać o co poszło bo stan napięcia narastał od rana i co chwila dochodził kolejny mały kamyczek do koszyka. Były to naprawdę drobne sprawy typu ścierka nie w tym miejscu co trzeba, jak to ktoś wcześniej pisał. Mam bardziej powściągliwy temperament od żony i w zasadzie nie reagowałem w żaden sposób na jej wybuch, nigdy też nie wyzywałem ani nie ubliżałem jej nawet w momentach złości.

          Zdaję sobie sprawę że jest choleryczką i nie jest w stanie czasem się opanować, jest to częścią jej natury i można powiedzieć "widziały gały co brały". Jednak użycie siły w takim momencie jest dla mnie totalnie nie do zaakceptowania i nie będę tego akceptował.

          Wieczorem powiedziałem na spokojnie że coś takiego nie może mieć więcej miejsca w żadnym wypadku. Oczywiście jest jej przykro że doszło do takiej sytuacji, był płacz itd.

          Tym razem jeszcze przymknę na to oko, jeśli się jednak powtórzy taka akcja wyślę ją na jakieś warsztaty albo trening radzenia sobie ze złością.
          • nat.wroclaw Re: Żona mnie bije 01.06.11, 10:26
            >>wyślę ją na jakieś warsztaty

            .. wyślesz? jak paczkę?

            :)

            Dobrze, że było jej przykro i jakaś refleksja, że nieokej.

            Bo mogłeś usłyszeć: "Ale o co ci chodzi? Czego się czepiasz? Nic nie zrobiłam, jesteś przewrażliwionym paranoikiem."

          • tab-ris Re: Żona mnie bije 01.06.11, 11:55
            Chciałam tylko dodać że przypadków kiedy żona bije męża jest co najmniej tyle samo co na odwrót- kiedy mąż bije żonę. Tylko panowie uznani jako ci silniejsi zazwyczaj wstydzą się otwarcie o tym mówić, natomiast my słabe kobietki mamy do tego pełne prawo i nikt nam niczego złego nie powie.
            Czy jest to duży problem czy mały- a te małe bywają bardziej upierdliwe niż te duże- przemoc nigdy nie jest rozwiązaniem, tylko wywołuje dalszą agresję.
            Rozumiem że flegmatyk nie będzie nigdy dynamiczny, ale po pierwsze- on zawsze znajdzie miejsce w życiu, są zawody w których właśnie flegmatycy się sprawdzają, i po drugie najważniejsze, on nie robi nikomu krzywdy. W przciwieństwie do choleryków którzy posuwają się do przemocy. Alkoholizm też może zaczynać się od kieliszka wina raz w tygodniu ale potem nie usprawiedliwiamy alkoholika- bo on po prostu ma słabą wole i tak już ma- tylko wysyłamy go na leczenie.
            Szacunek do siebie nawzajem...Przemoc jest brakiem szacunku do partnera, dzieci i innych ludzi których krzywdzimy. Tego niemożna tolerować tak samo jak alkoholizmu.
            • sebalda Re: Żona mnie bije 01.06.11, 14:12
              Chciałam tylko dodać że przypadków kiedy żona bije męża jest co najmniej tyle s
              > amo co na odwrót- kiedy mąż bije żonę.

              Zawsze mnie zastanawia, jak można pisać takie zdania, kompletnie nie mając do nich podstaw.
              Skąd czerpiesz takie informacje? To, że teraz częściej mówi się o problemie agresji ze strony kobiet, nadal nie oznacza, że proporcje są takie same. Nawet biorąc pod uwage margines błędu wynikający z faktu, że mężczyźni wstydzą się podawać takie przypadki, nadal to częściej w naturze mężczyzny jest wyładowanie frustracji na kobiecie i dzieciach. Dlaczego wszystkie organizacje pomocowe dla ofiar przemocy domowej kierowane są do kobiet? Zdarzają się mężczyźni pokrzywdzeni, uważam, że istnieją kobiety skłonne do strasznych aktow przemocy, ale to nadal najczęściej mąż/konkubent bije i zabija dziecko. Nadal kobieta ucieka w nocy przed mężem pijakiem. Kto prowadzi wojny? Kobiety się ZDARZAJĄ, to mężczyzn kręci strzelanie i zabijanie.
              Wiem, że badania statystyczne są trudne w tym zakresie, właśnie z uwagi na wstydliwość mężczyzn, ale znając życie, nie uwierzę w takie wyssane z palca stwierdzenia, że "żona bije męża CO NAJMNIEJ tyle samo co na odwrót". Jeśli ma się w rodzinie lub wśród znajomych taki przypadek, to nadal nie upoważnia do takich uogólnień.
              • mama_myszkina Re: Żona mnie bije 02.06.11, 11:50
                Nieprawda. Mam w tym zakresie jakieś tam wiadomości z racji mojej ostatniej pracy. Szacuje sie, że 80% sprawców przemocy fizycznej wobec współmałżonka to mężczyźni. Kobiety nie biją tak często, raczej stosują przemoc psychiczną.
                • tully.makker Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:41
                  Kobiety nie biją tak często, raczej stosują przemoc psychiczną.

                  Ktora to przemoca, jak juz nam kiedys laskawie zdefiniowala tris, jest domagania sie czegokolwiek poza sporadyczna obecnoscia misia.
                  • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 03.06.11, 16:57
                    Dobre :))
                • aiczka Re: Żona mnie bije 07.06.11, 15:22
                  Z pewnością dane bywają nieco rozbieżne w zależności od sposobu przeprowadzania badania, ale np. tu:
                  www.niebieskalinia.pl/spaw/docs/wyniki_badan_20071113_obop.pdf na stornie 30. przeczytamy, że przynajmniej raz przemocy w rodzinie (niezależnie od formy) doznało 39% kobiet i 32% mężczyzn (różnica jest, ale raczej niewielka...). Według tego badania przemoc fizyczna również dotyczy częściej kobiet niż mężczyzn, ale proporcja nie jest oszałamiająca - 20% do 14%...

                  Tu dane z 2005r: www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2005/K_027_05.PDF
                  Na stronie 3 czytamy, że jako ofiary przemocy doznanej w domu zadeklarowało się 8% kobiet i 5% mężczyzn. Znowu kobiet jest więcej, ale nawet nie dwa razy. Ciekawa informacja znajduje się na stronie 5: do jednorazowego doświadczenia przemocy ze strony partnera/ki przyznaje się tyle samo kobiet co mężczyzn! W kategorii kilka - kilkanaście również jest praktycznie równowaga (odpowiednio 4 i 3%) i dopiero "wiele razy" pokazuje różnicę (tu mamy tylko kobiety). Na stronie szóstej przeczytamy też, że "ponad połowa osób, którym zdarzyło się być ofiarą (59%) przyznaje się do aktów agresji".

                  Tu są dane trochę nowsze - sądząc z treści z 2009 r - www.niebieskalinia.pl/newsy.php?id=2083. Jak czytamy, "częściej uderzane są kobiety (11 proc.) niż mężczyźni (7 proc.). Agresja w związkach - czy to małżeńskich, czy partnerskich - jest zwykle obopólna: dwie trzecie ofiar przyznaje się, że same biją. Taki poziom odpowiedzi utrzymuje się od lat."

                  Duże różnice w odsetkach kobiet i mężczyzn pośród sprawców/ofiar można zaobserwować, jeśli posłużyć się danymi policyjnymi (np, www.policja.pl/palm/pol/4/318/Przemoc_w_rodzinie.html). Jest to oczywiście jakaś informacja, ale w zestawieniu z badaniami ankietowymi sugerująca m.in. dużo wyższą wykrywalność sprawców przemocy pośród mężczyzn niż pośród kobiet.
                  • pyzz Re: Żona mnie bije 08.06.11, 13:33
                    > Tu dane z 2005r:
                    rel="nofollow">www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2005/K_027_05.PDF
                    W tym badaniu wyszła jeszcze inna ciekawa rzecz: kobiety częściej od mężczyzn nie tylko przyznawały, że są bite, ale też częściej przyznawały, że same biły. To pokazuje (i chyba nawet gdzieś to jest w tym raporcie napisane), że mniej trzeba, aby kobieta uznała coś za przemoc, niż mężczyzna. I to też może być jeden z powodów niższego odsetka mężczyzn deklarujących bycie bitymi, niż kobiet.
                    Na pewno różne dane (i ich rozrzut) pokazują, że tak naprawdę NIE WIADOMO dobrze, o ile częściej kobiety są bite przez mężczyzn i czy w ogóle.

                    > Duże różnice w odsetkach kobiet i mężczyzn pośród sprawców/ofiar można zaobserwować, jeśli posłużyć się danymi policyjnymi
                    Natomiast wiadomo, na podstawie statystyk policyjnych, że w przypadku przemocy domowej karani są praktycznie wyłącznie mężczyźni.
          • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 01.06.11, 12:40
            A może przyczyny zachowania Twojej żony nalezy szukac nie tylko w jej cholerycznym zachowaniu i nie panowaniu nad agresją, może jest jakaś inna przyczyna, że ten kolejny kamyczek, dochodził do koszyka od rana jak piszesz. Zastanawiałes się nad tym może ? Próbowałeś dociec o co chodzi ? Ciężko mi zrozumiec, że żona reagowała tak histerycznie z rękoczynami włącznie od rana z uwagi na ścierkę nie w tym miejscu itp. lub inny drobiazg. Myślę, że powinieneś spróbowac dokładnie dowiedziec się od żony o co Jej chodzi/-ło? Może ma do Ciebie jakieś zadawnione żale lub pretensje i nie potrafi Ci tego wprost powiedziec, tylko reaguje histerią na bzdury. Czasem kobiety tak się zachowują i duszą w sobie urazy do mężów i wyładowują się na nich przy drobiazgach a dalej nie potrafią powiedziec wprost o co chodzi. Moze kiedy zawiodłes ją mocno i ta wsciekłośc nie wypowiedziana w niej siedzi i objawia się właśnie w taki sposób. Zastanów się czy na pewno jestes bez winy, jeśli chodzi o żony reakcje i zachowania.
            A jeżeli żona kompletnie nie potrafi panowac nad swoimi emocjami z byle powodu, i nie ma to z Tobą i ew. urazami z Twojej strony nic wspólnego, to konieczny będzie niestety specjalista.
    • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 01.06.11, 07:24
      aveva napisała:
      > Moja żona jest choleryczką i temperament ma wybuchowy, szybko się denerwuje i szybko jej przechodzi. Jednakże dziś przesadziła bo uderzyła mnie kilkakrotnie
      > pięścią w ramię.
      Twoja żona przekroczyła granicę. Jak odpuścisz będziesz ofiarą przemocy.
      Nie ważne czy mąż bije żonę czy żona bije męża.. w obu przypadkach jest to przemoc w rodzinie. Jest to patologia.
      Taki kat powinien się leczyć w psychiatryku.
      • sebalda Re: Żona mnie bije 01.06.11, 11:55
        > Taki kat powinien się leczyć w psychiatryku.

        Wyluzuj troszeczkę kropeczko455. Z wątku wynika, że kobieta nie bije, a uderzyła, dla mnie to jest różnica. Kobieta czasami uderza w totalnej bezsilności, nie po to, by dominować, nie z powodu agresji, ale takiej totalnej bezsilności. Nadal zastrzegam, że nie usprawiedliwiam bicia, nikogo przez nikogo, ale jednak mamy tutaj za malo danych, by pisać o kacie.
        Moim zdaniem żona autora kwalifikuje się idealnie do pójścia na terapię radzenia sobie ze złością. To doskonała szkoła komunikacji, treningów panowania nad złymi emocjami, jest skierowana także do rodziców, ktorym zdarza się stracić panowanie w stosunkach z dziećmi albo uczy, jak sobie radzić z teściową:) Polecam szczerze, nie jest to też takie stygmatyzujące jak wizyta u psychiatry. W tym przypadku to byłby absurd. A kobieta, jeśli jest rozsądna, na pewno chętnie pójdzie, bo ide o zakład, że jej samej jest z tym wszystkim źle.
        • nowy99 Re: Żona mnie bije 01.06.11, 15:34
          Nie widzialam wlasciwie na wlasne oczy przemocy pomiedzy zona i mezem, ale bardzo zastanawia mnie fakt stawiania na równi przemocy ze strony zony oraz przemocy ze strony meza. Mam na mysli przemoc fizyczna.
          Hmmm, no jakos nie moge wyobrazic sobie posiniaczonego faceta, natomiast pobite, polamane itp. Kobiety sa zjawiskiem powszechnym. Sam autir tego watku w ogole nie wspomnial o jakism bólu fizycznym czy uszkodzeniu ciala w wyniku razów od żony... Mowi tylko o zniewadze szkodzie psychicznej.
          Dlatego przemoc ze strony mezow, czesto pijanych wiec nie panujacych nad użytą siłą podczas szarpania kobiety, jest dużo niebezpieczniejszym i powazniejszym zjawiskiem spolecznym, niz te spazmatyczne kobiece stukania piąstkami w męskie twarde bicepsy.
          Nie plakalabym wiec tak mocno nad zagrozeniem przemoca panów mężów.
          • sebalda Re: Żona mnie bije 01.06.11, 16:05
            Nie, nie nowy99, nie zgadzam się z Tobą, bo o ile też jestem orędowniczką rozróżniania przemocy, bicia, znęcania się od sporadycznego wybuchu agresji fizycznej będącej wynikiem bezsilności kobiety, kumulacji frustracji, o tyle nie wolno nam przejść do porządku dziennego nad takimi zachowaniami i je lekceważyć. Wszelkie akty fizycznego wyładowywania się na innych (nawet klaps zastosowany u niesfornego dziecka) są godne potępienia i muszą być kategorycznie piętnowane i eliminowane. Nie jestem mężczyzną, ale uważam, że to musi być bardzo bolesne dla faceta, jeśli jest regularnie bity przez kobietę i nie może z tym nic zrobić. Uważam, że nie możemy umniejszać jego cierpienia psychicznego z tym związanego.
            Niemniej wyobrażam sobie taką sytuację, gdy mężczyzna tak bardzo obrazi kobietę, że ta w akcie bezsilności go policzkuje. Jakoś nigdy na filmach ten spoliczkowany facet nie budzi litości, bo zwykle przekroczył granicę obrażenia kobiety, zhańbienia jej honoru.
            • mama_myszkina Re: Żona mnie bije 02.06.11, 17:30
              Przemoc nie może być argumentem. Jeśli ktoś obraża Twój kobiecy honor, Sebaldo, to nalezy sie odwrócić i wyjść. Dawanie kobiecie przyzwolenia na policzkowanie to pielęgnowanie szkodliwych stereotypów, zgodnie z którymi kobiety nie należy brać poważnie.
              • sebalda Re: Żona mnie bije 02.06.11, 21:40
                mama_myszkina napisała:

                > Przemoc nie może być argumentem. Jeśli ktoś obraża Twój kobiecy honor, Sebaldo,
                > to nalezy sie odwrócić i wyjść. Dawanie kobiecie przyzwolenia na policzkowanie
                > to pielęgnowanie szkodliwych stereotypów, zgodnie z którymi kobiety nie należy
                > brać poważnie.

                A kto tu mówi o argumentach w takich sytuacjach? Oczywiście, że to nie argument i ja tego nie usprawiedliwiam, ale jednak ja ciągle widzę przypadki, w ktorych należy rozgraniczyć agresję kobiecą i męską. Nie usprawiedliwiać, ale widzieć różnice sytuacji, schematow, przyczyn i nasilenia.
                Wyjście kobiety w takim momencie daje z kolei mężczyźnie sygnal o bezkarności takich zachowań. Gdyby mogła wyjść i już nigdy nie wrócić, to jeszcze rozumiem taki gest, ale wyjść i zostawić go w pewnym sensie tryumfującego, bezkarnego, gdy potem i tak musi wrócić? Zastosować potem ciche dni? On ma to w duuużym poważaniu, następnego dnia mu powiedzieć: nie życzę sobie takich zachowań i słów? Nie rozśmieszaj mnie, on wtedy roześmieje się jej w twarz.
                Powiesz: odejść od takiego. Ale tego nie da się przeprowadzić od ręki, kobieta ma małe dzieci, nie ma dokąd się wyprowadzić, jest do pewnego momentu jakoś wciąż zależna od mężczyzny. Co proponujesz takiej kobiecie, gdy zdarzy się opisana przeze mnie sytuacja?
                • mama_myszkina Re: Żona mnie bije 03.06.11, 00:13
                  A jeśli żona to zołza i powie mężowi, który wraca zmęczony z pracy, że ma małego, że nigdy nie miała orgazmu, że za mało zarabia i że jego kolega jest lepszy w łóżku, to mąż może jej dać po pysku?
                  • sebalda Re: Żona mnie bije 03.06.11, 09:23
                    mama_myszkina napisała:

                    > A jeśli żona to zołza i powie mężowi, który wraca zmęczony z pracy, że ma małe
                    > go, że nigdy nie miała orgazmu, że za mało zarabia i że jego kolega jest lepszy
                    > w łóżku, to mąż może jej dać po pysku?
                    Ale ja nigdzie nie napisałam, że ktoś kogoś może lać po pysku. To niedopuszczalne. Ale równie niedopuszczalne jest mówienie takich słów, ktore okrutnie ranią, chyba się ze mna zgodzisz. Zatem co, gdy jedno drugie obrazi tak do samego najmocniej i najdotkliwiej? Wyjść, to powiedzieć, obraziłeś mnie, ale i tak guzik Ci mogę zrobić, powiedzieć coś równie bolesnego? To spirala się nakręca. Co zatem?
                    Jest jeszcze pewna różnica. Gdy żona jest zołzą zawsze, jest podła, dochodzi do kolejnej kłótni przez nią wywołanej i w trakcie tej kłótni ona powie takie rzeczy mężowi, on NIE POWINIEN na nią podnosić ręki (mam na myśli policzek, nie bicie jako takie), ale jakoś tak po ludzku chyba bym go ROZUMIAŁA. Musimy się dobrze zrozumieć: nie tłumaczę tego, nie popieram w żadnym wypadku, uważam to za haniebne, ale mimo wszystko też nie oceniam tego faceta jako potwora. Gdyby on wrócił zmęczony z pracy a ona ni z gruszki, ni z pietruszki to powiedziała, on chyba powinien się jej roześmiać w twarz i popukać w głowę.
                    Wiesz, związek to tygiel, w ktorym bez przerwy zachodzą różne reakcje, gdy te reakcje są latami krzywdzące dla jednej strony, to gdzieś dochodzi do powstania masy krytycznej i ...
                    Nie rozmawiamy o idealnym świecie, gdzie mężowie nie wyzywają żon od suk i szmat, a żony nie policzkują mężów po wielu latach poniżeń i upokorzeń. Mówimy niestety o realiach.
                    • mama_myszkina Re: Żona mnie bije 03.06.11, 19:25
                      Jako rozwódka obecnie ponownie mężata zapewniam Cię, Sebaldo, że znam temat z autopsji.

                      I jeśli dwoje ludzi aż tak się szarpie,że ma często ochotę sobie przylać, to chyba czas się rozejść albo szukać dobrego terapeuty. Z tym,ze terapeuta tez nie wszystko poskleja.
    • pyzz Re: Żona mnie bije 08.06.11, 13:40
      Szczerze mówiąc ja bym starał się jasno dać do zrozumienia, że bić nie wolno w obie strony i, że bicie będzie traktowane jak bicie w obie strony.

      Ewetualnie mógłbym Ci poradzić założenie fałszywego konta, opisanie tej samej sytuacji, ale zamieniając płcie. Zobaczysz, jak ta sama sytuacja zostanie diametralnie inaczej potraktowana...

      Jeżelibyś tak zrobił dostałbyś właściwie jedną odpowiedź: udzerzył raz, uderzy i drugi, uciekaj od przemocowca.
      I przemyśl to rozwiązanie.
      • sebalda Re: Żona mnie bije 08.06.11, 14:10
        Pełna zgoda co do tego, że o mężczyźnie byśmy inaczej pisali. To faktycznie jest nie do końca sprawiedliwe, należałoby to przemyśleć. Ja na pewno to zrobię.
        Niemniej milczenie autora jest dla mnie intrygujące. Dlaczego nie odpowiada na postawione mu pytania? W moim odczuciu świadczy to poniekąd o tym, że może są rzeczy, które mogłyby ułatwić nam zrozumienie, dlaczego kobieta rzuca sie z pięściami na mężczyznę. Tylko dlatego, że jest choleryczką?
        Ja nie usprawiedliwiam żadnego bicia. Nigdy. Ale tez uważam, że są sytuacje, w ktorych to bicie jest wyrazem przemocy domowej w czystej postaci, ale są takie, gdzie jest wyrazem dojścia do ściany i przelania się czary goryczy u niektórych gnębionych latami współmałżonków. Płci obojga, żeby nie było.
        I myślę, że część tych kobiet, ktore przyznają się do tego, że były bite, ale same też uderzały, to właśnie takie przypadki. Są kobiety agresywne z natury, są tez takie, które zostały do tego popchnięte. I znowu, dotyczy to także mężczyzn.
        • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 08.06.11, 16:08
          Dokładnie tak, 100 % racji masz.
        • tautschinsky Re: Żona mnie bije 08.06.11, 17:23
          sebalda napisała:


          > Niemniej milczenie autora jest dla mnie intrygujące. Dlaczego nie odpowiada na
          > postawione mu pytania? W moim odczuciu świadczy to poniekąd o tym, że może są r
          > zeczy, które mogłyby ułatwić nam zrozumienie, dlaczego kobieta rzuca sie z pięś
          > ciami na mężczyznę. Tylko dlatego, że jest choleryczką?



          Dlaczego? Dlatego że powiedziano mu tutaj, że pewnie sobie zasłużył!
          W tym poście kolejny raz stawiasz to pytanie, powątpiewasz w jego prawo
          do cielesnej nietykalności zadając pytanie: "Tylko dlatego, że jest choleryczką?"

          Otóż tak! Tak trudno przyjąć do wiadomości, że agresja
          nie ma płci? I że żadna agresja nie jest do przyjęcia tylko dlatego, że on
          fizycznie może być silniejszy?

          • sebalda Re: Żona mnie bije 08.06.11, 23:19
            Napisałam w poście powyżej: "Ja nie usprawiedliwiam żadnego bicia. Nigdy. Ale tez uważam, że są sytuacje, w ktorych to bicie jest wyrazem przemocy domowej w czystej postaci, ale są takie, gdzie jest wyrazem dojścia do ściany i przelania się czary goryczy u niektórych gnębionych latami współmałżonków. Płci obojga, żeby nie było". Czyli kolejny raz, że na bicie nie ma przyzwolenia i go nie usprawiedliwiam i że problem dotyczy obu płci. Niemniej odgraniczam i wyróżniam dwa rodzaje bicia, a właściwie incydentow bicia i widzę między nimi dużą różnicę. O tej różnicy najkrócej jest w zacytowanym zdaniu. Bicie jako przemoc domowa jest nie do zaakceptowania i powinno skutkować rozstaniem się pary, bo będzie się powtarzać i narastać. Incydentalne uderzenie współmałżonka/ki w skrajnym stresie powinno dać niezbity dowód, że to bardzo poważny kryzys w małżeństwie i należy się zastanowić, czy próbować to naprawiać, iść na terapię np. radzenia sobie ze złością czy też terapię dla par. Zatem od diagnozy przyczyn i mechanizmów można dopiero wyjść i zastanawiać się, czy jest jeszcze co naprawiać, dlatego tak zalecałam autorowi zastanowienie się nad przyczynami. Nie dlatego, żeby to z niego wyłącznie zrobić winnego.
            • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 08.06.11, 23:59
              sebalda napisała:
              > Incydentalne uderzenie współmałżonka/ki w skrajnym stres
              > ie powinno dać niezbity dowód, że to bardzo poważny kryzys w małżeństwie i
              > należy się zastanowić, czy próbować to naprawiać, iść na terapię np. radzenia > sobie ze złością czy też terapię dla par.

              Chyba żartujesz ???
              Nie ważne kto kobieta czy mężczyzna jeśli choć raz podniesie rękę na partnera powinien być zdyskwalifikowany jako zona czy maż!!!

              Miłosierna jesteś wiec tego gościa też zapewne wysłałabyś na terapie
              szczecin.gazeta.pl/szczecin/1,34959,9604837,Noc_poslubna_w_areszcie__Pan_mlody_bil_zone_i_demolowal.html
            • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 09.06.11, 00:12
              sebalda napisała:
              > Incydentalne uderzenie współmałżonka/ki w skrajnym stres
              > ie powinno dać niezbity dowód, że to bardzo poważny kryzys w małżeństwie i
              > należy się zastanowić, czy próbować to naprawiać, iść na terapię np. radzenia
              > sobie ze złością czy też terapię dla par.

              ŻONA kilkakrotnie obłożyła MĘŻA pięściami - w skrajnym stresie.
              Ok dajesz pełne zrozumienie bo to kryzys małżeński .
              Ale ...
              Małżonek skrajnie zestresowany incydentalną postawą swej żony choleryczki nie wytrzymał i przyłożył jeden jedyny raz w jej szczękę wybiwszy kilkanascie zębów.
              I niechaj małżonkowie chwycą się za rękę i biegną na terapię.
              • sebalda Re: Żona mnie bije 09.06.11, 09:38
                Co zatem proponujesz, Kropeczko? Autor powinien wezwać policję? Żonę należy wsadzić do więzienia czy może zamknąć w zakładzie psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze?
                A może nie jesteś aż tak surowa i wystarczy rozwód w trybie pilnym z orzeczeniem winy i całkowitym odebraniem pani majątku, praw rodzicielskich, jeśli są dzieci i może przy okazji praw wyborczych, bo tak agresywna kobieta nie powinna miec żadnych praw najlepiej.
                Wiele razy dałam tutaj i w innych wątkach wyraz swojemu brakowi przyzwolenia na jakiekolwiek formy agresji, ale z drugiej strony wiem, że życie bywa bardziej skomplikowane, niż nam się wydaje. Nawet sami o sobie nie wiemy, jak możemy się zachować w skrajnej sytuacji, w sytuacji zagrożenia czy wieloletniego maltretowania na przykład. Dyskutujemy tutaj w tym momencie ogólnie, nie chcę wmawiać autorowi, że jest potworem, uchowaj Boże. Ale wyobrażam sobie kobiety latami maltretowane i poniżane, które w pewnym momencie pękają. Jest taka scena w książce Dolores Claiborne. Mąż pijak, bije ją, wyżywa się, gwałci, a gdy ona nie jest już dla niego atrakcyjna, przerzuca się na ich córkę, znaczy molestuje ją. Kobieta jest zahukana, potulna, wykorzystywana, bardzo ciężko pracuje i pewnego wieczora podchodzi do rozwalonego na kanapie pijanego męża i wali go w ucho dzbanuszkiem do mleka. Opisałam pokrótce, może nie oddałam atmosfery, ale wierzcie mi, nie tylko jej nie potępiłam, ale czułam satysfakcję z powodu tego, co zrobiła. Może jestem potworem.
                • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 09.06.11, 09:52
                  Ale kobiety aby tak zareagowac nie muszą byc długookresowo az maltretowane czy poniżane, wystarczy, że przez kilka lat systematycznie są olewane, kontrolowane, zbywane na każdym kroku, wystarczy, że pan mąż przez b. długi okres czasu olewa systematycznie ich prośby chocby o naprawienie czegokolwiek w domu, pomalowanie ścian etc, wystarczy, że pan mąz jedynie sobie daje swobodę w związku, a żonie zabrania się spotykac z koleżankami zbyt często np. nie sprząta po sobie umywalki czy kibelka po skorzystaniu co też się zdarza, że pomimo żony próśb nie robi permanentnie tego o co ona go prosi, bo ma to zwyczajnie w nosie... itp. przykładów można by mnożyc....Każdemu w końcu w takiej sytuacji może się przelac i reakcją może byc właśnie obłożenie pana męża pięściami...z uwagi na ścierkę nie w tym miejscu....
                  • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 09.06.11, 09:57
                    Popieram Cię zuzi.1.
                  • mysiamarysia Re: Żona mnie bije 09.06.11, 10:00
                    ...z uwagi na ścierkę
                    > nie w tym miejscu....

                    to napewno bylo przez skarpetki walajace se pod fotelem...
                  • noname2002 Zuzi 09.06.11, 10:06
                    Weź przeczytaj swój post jeszcze raz i zastanów się co piszesz. Mam za sobą bardzo nieudane małżeństwo i naprawdę NIGDY w trakcie małżeństwa nie rzucałam się na męża z pięściami.
                    Tak samo można by tłumaczyć faceta, który skatował żonę, no bo przecież go miesiącami olewała, bałaganiara z niej i fleja, to nic dziwnego, że się wkurzył i przylał. Tylko trochę go w nerwach poniosło.
                    • dagli.occhi.azzurri Re: Zuzi 09.06.11, 10:15
                      tu nie chodzi o skatowanie,
                      bo uderzenie pięścią w ramię chyba nie jest z tym równoznaczne?
                      • zwisienkaminauszachsiedzesobie Re: Zuzi 09.06.11, 10:19
                        dagli.occhi.azzurri napisała:

                        > tu nie chodzi o skatowanie,
                        > bo uderzenie pięścią w ramię chyba nie jest z tym równoznaczne?

                        zartujesz prawda?

                      • sebalda Re: Zuzi 09.06.11, 10:23
                        No jednak nie, nie zgodzę się, że z powodu nieporozumień małżeńskich mniejszego kalibru można się posunąć do rękoczynów. Ja wyobrażam sobie jedynie sytuacje skrajne, wieloletnie maltretowanie, niszczenie psychiczne, wykroczenia męża/żony poza granice wytrzymałości, solidarność z bohaterką książki, którą opisałam wynikała u mnie z wczucia się w sytuację kobiety, ktora dowiaduje się o molestowaniu przez męża córki. To właśnie jest jedna z tych skrajnych sytuacji, jakie jestem w stanie sobie wyobrazić. Czy wieloletnie maltretowanie, poniżanie, ale nie niedogranie w kwestiach organizacyjnych czy zwykłe lenistwo męża. Na to powinny być inne metody, taka żona nie jest zahukana i systematycznie niszczona, to inny kaliber po prostu. I znowu, piszę żona, ale mam na myśli obie płcie.
                        • zuzi.1 Re: Zuzi 09.06.11, 23:41
                          Alez te nieporozumienia małżeńskie mniejszego kalibru jak je nazwałas to są własnie wykroczenia mężczyzny/męża poza granice wytrzymałości psychicznej kobiety/żony... Ja nie napisałam w tym poście, że z powodu takich wykroczeń można się posunąc do rękoczynów, napisałam jedynie, że takie zachowania mężczyzn mogą wywołac określone agresywne zachowania u kobiet z rękoczynami włącznie...
                      • lena1952 Re: Zuzi 09.06.11, 10:24
                        Zamiast siadać do komputera i pisać" żona mnie bije",należy pewne sprawy wyjaśnić z żoną,
                        nie milczeć.
                        Milczenie często tak boli,jak to bicie pięściami w ramię.
                        Takie "bicie" to bezradność.
                        Coś się źle dzieje.L.
                        • sebalda Re: Lena 09.06.11, 11:08
                          Ważne słowo Ci Leno umknęło: Takie "bicie" to CZASAMI bezradność. Tutaj nie wiemy, czy tak było. Być może. Ale musimy pamiętać, że bicie to z reguły agresja, w wykonaniu mężczyzn i kobiet. I tylko CZASAMI to bezradność. A jak często, tego nie wiemy i chyba żadne statystyki tego nie policzą, bo to jest tak bardzo indywidualne, subiektywne i intymne.
                          • lena1952 Re: Lena 09.06.11, 11:38
                            Tak Sebaldo,zabrakło słowa "czasami".Zgadzam się z Tobą.
                            I o tym "czasami"-napisałam.Napisałam o tej bezradności,bo uważam ją za ważną.
                            Bezradność mnie zawsze niepokoi.Nie mówię o agresji,dla tej nie mam wytłumaczenia.
                            Nie wiemy,fakt, jak było w tym przypadku,ale jakoś mi to "zapachniało" na nie dla tego pana.
                            Pozdrowienia. Lena.
                            • sebalda Re: Lena 09.06.11, 13:32
                              Rozumiem Cię, Leno, i podejrzewam, że tak jak ja znasz to uczucie, znaczy bezradność i bezsilność wobec pewnych zachowań. Stąd moje podejście do sprawy wydawałoby się oczywistej, że nigdy nie wolno usprawiedliwiać agresji, ale też, że życie bywa skomplikowane.
                              A u autora nie spodobało mi się podejście, że może nie wróci na noc. To nie jest załawianie sprawy. Gdyby autentycznie bał się żony, mogłabym zrozumieć chęć ucieczki, ale tu po piewsze autor napisał, że się nie boi, po drugie ten brak powrotu do domu miałby posłużyć jako kara, a nie prewencja. Ja radziłabym poważną rozmowę i sugestię warsztatów radzenia sobie ze złością, a przy okazji komunikacji (tego typu warsztaty obejmują obie te kwestie). Żonie trzeba uświadomić, że więcej takich incydentów nie może być, to na pewno, ale też wspólnie popracować nad polepszeniem związku.
                              Pozdrawiam:)
                              • lena1952 Re: Lena 09.06.11, 13:56
                                Sebaldo,dosłownie.Czytamy podobnie,ta kara mnie rozłożyła.
                                Siada do komp.i pisze"żona mnie bije"--histeryk,aferzysta-czy co?
                                Kłótnia o"pierdoły"-ciekawe jakie to te pierdoły,szczególnie,jak ważne są te"pierdoły"dla żony.
                                Może to"klucz",ale on kombinuje bez agresji karę"nie wracać na noc"bo rozmowa w tym wypadku
                                za mało.
                                Trzymajta mnie,bo mu dołożę.Posyłam uśmiech.Lena.
                              • pyzz Re: Lena 09.06.11, 15:25
                                > Żonie trzeba uświadomić, ż
                                > e więcej takich incydentów nie może być, to na pewno, ale ...
                                Bez żadnych "ale"
                                Te, jak to nazywasz "incydenty" już się zaczęły powtarzać. I wybacz (mam nadzieję, że autor też wybaczy), ale ON już żony nie przekona. On już za pierwszym razem postawił granicę, ona ją przekroczyła i już wie, że żadne konsekwencje jej za to nie spotkały. On właściwie już nic nie może zrobić oprócz nadania sprawie biegu prawnego. Wszelkie inne próby (jak wychodzenie z domu, groźby) będą bezskuteczne. Nie tylko: on poszukując właściwego straszaka, a nie będąc profesjonalistą w dziedzinie rozwiązywania takich problemów na bank popełni błędy i wypróbuje straszaków, które ona później wykorzysta przeciwko niemu.
                                Jedyne, co ją teraz może przekonać to uruchomienie machiny.
                • pyzz Re: Żona mnie bije 09.06.11, 15:08
                  > ... Ale wyobrażam sobie kobiety latami mal
                  > tretowane i poniżane, które w pewnym momencie pękają. Jest taka scena w książce
                  > Dolores Claiborne. Mąż pijak, bije ją, wyżywa się, gwałci...
                  Taaa. Książki i filmy są tego pełne.
                  I właśnie na podstawie tego typu przekazów ludzie automatycznie zakładają, że jak przemoc, to tylko on ją. To się nazywa syndromem dostępności.

                  I wiesz, gdzie jest seksizm? Jak się pojawi kobieta, ktora głosi, że mąż kiedyś ją popchnął w złości, to jakoś nikt się nie doszukuje, jak na przykład Ty tutaj, że podobno coś ukrywa "bo nie odpowiada na pytania internautów". Nie. Całe forum jest zgodne, co do bestialstwa oprawcy i cierpienia ofiary. Mimo, że jak się dokładniej przyjrzeć, to większość, a nie mniejszość tych relacji de facto pokazuje, że atak ze strony partnera był reakcją na dłuższą przemoc psychiczną ze strony partnerki. Pamiętam nawet jak jedna ofiara żaliła się, że facet ją mocno złapał i zagroził w domyśle pobiciem. Z jej opisu sytuacji wynikło, że chronologia zdarzeń była następująca: ona chce, aby on coś zrobił, on mówi, że potem i zaczyna oglądać ona zaczyna mu wyrywać pilota od telewizora i wyłącza, on też wyrywa i włącza, ona "nie wytrzymuje" i mu daje w twarz, on ją łapie i grozi. I nawet w takiej sytuacji ta kobieta uchodziła za jedyną biedną ofiarę.
                  Tu tak naprawdę NIE MA POWODU nie wierzyć. wybacz, ale powody Twoich wątpliwości są zwyczajnym szukaniem dziury w całym. Pisał wyraźnie, że się pokłócili o pierdoły. To jest zupełnie prawdopodobna wersja. On nie chce przyjąć jej argumentacji i ona z powodu poczucia bezsilności (bezsilności właściwie w kwestii braku możliwości narzucenia mu swojego zdania) zaczyna bić. Spokojna, że jej nie odda. To się właśnie tak dzieje. W obie strony. Wszyscy co sie tym zajmują to wiedzą. Tylko jeżeli się na to powołuje mężczyzna, to mu odpowiadają, że granicy bicia nie ma prawa przekroczyć. A jak kobieta, to się nad biedactwem użalają, bo on taki zły.
                  Takie szukanie dziury w całym odbywa się ZA KAŻDYM razem, kiedy facet pisze o przemocy ze strony partnerki. I ZA KAŻDYM razem broniący sprawczyni zapewniają o tym, jak to ich zdanie jest niezależne od płci. Wybacz, ale jest. I sądzę, że Twoje też.

                  > Co zatem proponujesz, Kropeczko? Autor powinien wezwać policję? Żonę należy wsa
                  > dzić do więzienia czy może zamknąć w zakładzie psychiatrycznym o zaostrzonym ry
                  > gorze?
                  W dalszej części wątku facet wyraźnie napisał, że sytuacja z biciem odbyła się najpierw raz, on jasno i ostro stwierdził, że takie coś nie ma prawa się powtórzyć, po czym się już ZACZĘŁO powtarzać. I za każdym razem po kolejnym biciu są łzy i przepraszanie. Aż do następnego razu. Jeżeli w istocie pracowałaś "w dziedzinie" to powinnaś wiedzieć, że jest to scenariusz najbardziej typowy z typowych.
                  Dlatego tak, zupełnie poważnie uważam, że to JUŻ jest moment na zakładanie niebieskiej karty.
                  A w ogóle, to kolejny seksistowski obrazek: pytanie "Żonę zamknąć w więzieniu?" Jakoś zamykanie mężów w więzieniach nie jest nigdy używane, jako argument ad absurdum...
                  • sebalda Re: Żona mnie bije 09.06.11, 16:22
                    Pyzz, często o tym pisałam, ale Twój nick jest dla mnie tutaj nowy, więc powtórzę. Nasza ocena przedstawianych tutaj sytuacji jest subiektywna i podyktowana własnymi przeżyciami i doświadczeniami. To z jednej strony źle, bo subiektywizm (też istniejący w opisie wydarzenia przez autora czy autorkę) jest mylący, ale też dobrze, bo można się przyjrzeć sprawie pod różnymi kątami i z różnej strony. Ja wiele razy się nacięłam, że jakiś pokrzywdzony misio albo pokrzywdzona pani w ferworze późniejszych odpowiedzi wygadywali się i na światlo dzienne wychodziły fakty zmieniające diametralnie pierwotny odbiór. Jestem już na tym punkcie czuła. Mam tez swoje lata i wiem, że życie nie jest czarno-białe, że sprawy mają swoje niuanse. Stąd czasami drążę, podpytuję, sugeruję. Są czasami sprawy oczywiste, jak na przykład problem toksycznych rodziców, a czasami bardzo niejednoznaczne, jak podejście do wychowania dziecka na przykład.
                    Przyznaję, że inaczej widzę przemoc w wykonaniu mężczyzn i kobiet. Muszę nad tym pracować, już to deklarowałam tutaj.
                    Ale tak jak ja doszukuję się i wymyślam scenariusze (jak dla mnie wcale nie takie nierpawdopodobne, bo wszyscy wiemy, że to nie o ścierkę w takich sytuacjach idzie i nie o duperele), tak Ty niestety dodajesz i jedziesz. "W dalszej części wątku facet wyraźnie napisał, że sytuacja z biciem odbyła się najpierw raz, on jasno i ostro stwierdził, że takie coś nie ma prawa się powtóryć, po czym się już ZACZĘŁO powtarzać." Typowa nadinterpretacja: nie można napisać, że coś ZACZĘŁO się powtarzać, gdy zdarzyło się dwa razy, a tak napisał autor, opisane wydarzenie było drugim takim. Oczywiście scenariusz: narastanie napięcia, wyładowanie i potem przeprosiny i miesiąc miodowy jest typowy, ale tego autor chyba nie opisywał. Znowu dodajesz.
                    Jak było naprawdę i na czym polega problem tej pary, nie dowiemy się nigdy. Jest bardzo prawdopodobne, że Ty masz rację, ale może też ja ją mam albo racja jest gdzieś po środku.
                    W moim wypowiedziach chodziło mi jedynie o to, że zdarzają się skrajne sytuacje i nie zawsze takie incydenty wynikają ze skłonności do przemocy jako takiej, nakazującej natychmiastowe działanie w postaci wyciągania najcięższych dział, wzywania policji i rozwodu. Gdyby ten wątek w identycznej formie założyła kobieta, też nie od razu napisałabym: natychmiast zakładaj Niebieską kartę. Tez bym chciala znać więcej szczegółów tego zajścia. I też rozumiem tego typu sytuacje, w ktorych meżczyzna może być poniżany i cierpieć psychicznie z powodu agresji żony.
                    Czy żeby założyć komuś Niebieską kartę, nie należy udowodnić przemocy? Nie nalezy wezwać policji od razu albo iść na obdukcję najpierw? Przecież autor wyraźnie napisał, że nie czuje się zagrożony.
                    I jeszcze: uważasz, że opisy takie jak w przytoczonej przeze mnie książce są nierealne? Że takie rzeczy się nie dzieją? I ciekawe, dlaczego jednak częściej opisywana jest przemoc męska? A opisują ją wszak mężczyźni? Dolores Claiborne napisał Steven King. Jest też film z Katy Bates, polecam gorąco jedno lub drugie, książka lepsza, choć film też niezły.
                    Pozdrawiam:)
                    • pyzz Re: Żona mnie bije 09.06.11, 23:10
                      > Czy żeby założyć komuś Niebieską kartę, nie należy udowodnić przemocy? Nie nale
                      > zy wezwać policji od razu albo iść na obdukcję najpierw? Przecież autor wyraźni
                      > e napisał, że nie czuje się zagrożony.
                      I Ty pracowałaś "w dziedzinie"?
                      Nie: niebieska karta jest WŁAŚNIE PO TO, aby pomóc ofierze, która ni była w stanie zebrać dowodów.
                      Bez względu na wszystko: facet był bity. Jasno postawił granicę, że bicie to za dużo, a ta granica została już przekroczona. To jest ten moment, w którym kobieta albo pozna szybkie konsekwencje, albo nastąpi eskalacja. Koniec i kropka. Zaproponowałem niebieską kartę, ponieważ ona sama w sobie nie jest żadnym dowodem, jest zakładana na podstawie wyłącznie deklaracji ofiary, a może stanowić właśnie psychologiczną konsekwencję bicia.
                      Jeżeli on założy jej niebieską kartę, przyjdzie do domu i porozmawia z żoną, to być może ten fakt będzie dla żony straszakiem wystarczającym do tego, aby następnym razem jednak się powstrzymać.
                      I radzę już teraz, bo im później się zacznie, tym jej opory, z każdym następnym razem będą słabsze. Jeżeli przestanie, to karta pozostanie pusta.
                      Wybacz, ale porównywanie propozycji założenia niebieskiej karty do propozycji zamknięcia w szpitalu psychiatrycznym, to jest zwyczajna manipulacja. To są dwa kompletnie różne kalibry.
                  • verdana Re: Żona mnie bije 10.06.11, 17:42
                    O pierdoły - na przyklad mąż po raz kolejny widzi, ze "zupa byla za słona" - i bezradnie zaczyna bić.
                    ma prawo, nie? Bo został doprowadzony do ostateczności przez drobiazgi.
                • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 09.06.11, 18:28
                  sebalda napisała:
                  > A może nie jesteś aż tak surowa i wystarczy rozwód w trybie pilnym z orzeczeniem winy

                  Sabalda nie przeczytałaś dokładnie autora postu.
                  Poprzez solidarność ze swoja płcią uważasz ze MĘSKA BOKSERKA moze być bezkarna skoro nie pierwszy raz łapki jej lecą do bicia.

                  TO PRZEMOC KTÓRĄ NALEŻY TĘPIĆ.
                  aveva napisała:

                  > Podsumowując - nie zamierzam się nie odzywać albo wychodzić z domu.
                  > Zdaję sobie sprawę że takie zachowanie nie pomaga rozwiązać problemu, dlatego też zwracam się o radę na forum.
                  > Muszę jakoś stanowczo zareagować, zwłaszcza że zdarzyło się to już drugi raz.
                  > Ostatnio bardzo ostro powiedziałem że taka sytuacja nie ma prawa się powtórzyć.
                  > Niestety powtórzyło się, pewnego dnia może się zdarzyć że i ja stracę panowanie nad sobą, a wtedy będzie już bardzo źle.
                  > Nie chcę też stosować szantażu emocjonalnego na zasadzie "zrób to jeszcze raz a
                  > złożę pozew o rozwód". Jest problem i trzeba nad nim popracować, na co potrzeb
                  > a czasu. Jednak wydaje mi się że muszę szybko i zdecydowanie dać sygnał że taki
                  > e zachowanie nie może mieć miejsca, pytanie tylko jak?
                  • sebalda Re: Żona mnie bije 09.06.11, 20:59
                    Kropeczko, wyluzuj trochę, zastanów się, skąd możemy mieć pewność, że żona autora jest męską bokserką? Byłaś przy tym? Widziałaś na własne oczy? Znasz to małżeństwo bardzo dobrze, żyłaś z nimi wspólnie przez długi czas? Uważasz, że autor jest ciężko pokrzywdzony, bity, maltretowany i, jak napisałaś gdzies wyżej, żonę trzeba zamknąć w psychiatryku? Czy wyobrażasz sobie niesamowite przeludnienie w psychiatrykach, gdyby każdą osobę, ktorej w zlości zdarzylo się podnieść na kogoś rękę, zamykać w szpitalu psychiatrycznym? Zastanow się nad tym. Dla mnie sto razy bardziej karygodne jest bicie małych dzieci, ktore jest powszechną praktyką w większości polskich domów. Co zalecałabyś zrobić z ojcem, ktory bierze pas i z zimną krwią, dla dobra dziecka, z miłości, wymierza mu karę za jakieś przewinienie, lejąc je paskiem? Albo silny klaps dla dziecka, bo tatuś wrócił zmęczony z pracy, a dziecko biega po domu i hałasuje? Trzeba znać miarę rzeczy, ot co.
                    Nie rozumiem czasami tego forum. Nie mogę teraz znaleźć tego wątku, ale tutaj naprawdę żaliła się młoda matka z depresją, że mąż ją POBIŁ, aż trafiła do szpitala, bo płakała i marudziła i odezwalo się dużo głosów, że może ona faktycznie była denerwująca z tym marudzeniem. POBIŁ ją nie pierwszy raz, matkę malutkiego dziecka! Czy naprawdę nie widać różnicy między pobiciem, biciem wielokrotnym, a dwoma incydentami UDERZENIA mężczyzny przez kobietę? Autor nie jest zastraszony, maltretowany, sam pisze, że uznał, że namówi żonę na warsztaty, oni najprawdopodobniej już się pogodzili, może jest szansa, że ona na te warsztaty trafi i nauczy się hamować złość, a niektorzy tutaj zalecają zakładanie jej Niebieskiej karty albo zamknięcie w psychiatryku?!?
                    Kropeczko, albo jesteś młoda i nie znasz życia, albo wychowałaś się w rodzinie, gdzie byla przemoc i jesteś przeczulona, albo znasz przypadek, gdzie kobieta się znęca nad facetem (tak, wiem, że się zdarza, choć nie znam osobiście takiego przypadku, a znam sporo malżeństw, nie jestem już młoda), albo nie potrafisz sobie wyobrazić sytuacji osoby doprowadzonej do ostateczności (zazdroszczę, jeśli nie spotkało Cię to nigdy). Ja natomiast znam z autopsji problem bycia latami bardzo źle traktowaną przez wydawałoby się najbliższą osobę, zatem patrzę oczami takiej osoby i mój ogląd jest zupełnie inny. Wszyscy filtrujemy poprzez nasze doświadczenia, nie ma w tym nic złego, to naturalne.
                    I teraz popatrz, może oni się pogodzili, może ich to otrzeźwiło, a tyle osób zaczęło ją wyklinać i robić z niej kryminalistkę, czy to nie mogło dodatkowo nakręcić tego faceta? Ja myślę, że tam już jest dobrze, facet może zapomniał o tym wątku, może nie chce do tego wracać i dlatego zamilkł. Mam głęboką nadzieję, że tak jest:)
                    • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 09.06.11, 21:50
                      Sebalda, to Ty wyluzuj!
                      W swym życiu stosuje jedna zasadę dla wszystkich i nie widzę różnicy miedzy biciem przez mężczyznę czy przez kobietę. Dla wszystkich stosuje jedna miarę.
                      Dla mnie bicie żony, męża, dziecka i zwierząt jest karygodne.
                      Osoba którą swędzą łapki aby uderzyć jest przemocowcem!
                      Takie zachowanie powinno być karane i nie ważne kto to czyni kobieta czy mężczyzna. Nie byłoby wówczas dramatów maltretowania zony czy męża.
                      Nigdy nie zaznałam żadnej przemocy ani w rodzinnym domu ani w małżeństwie.


                    • pyzz Re: Żona mnie bije 09.06.11, 23:17
                      > Co zalecałabyś zrobić z ojcem, ktory bierze
                      > pas i z zimną krwią, dla dobra dziecka, z miłości, wymierza mu karę za jakieś
                      > przewinienie, lejąc je paskiem? Albo silny klaps dla dziecka, bo tatuś wrócił z
                      > męczony z pracy, a dziecko biega po domu i hałasuje?
                      A dlaczego to zawsze w Twoich opowieściach "ten zły" co bije, to zawsze tatuś, mąż? O ile wobec dorosłych przemoc fizyczna jest częstsza ze strony mężczyzn w stronę kobiet, niż odwrotnie (choć dysproporcja bardzo dużo mniejsza niż dysproporcja w karalności), to w przypadku bicia dzieci się akurat okazuje, że kobiety przestają być wcale delikatne. W przypadku dzieci największe dysproporcje jakie istnieją dotyczą ofiar: bici są prawie wyłącznie chłopcy, za to dziewczynki są częściej ofiarami przemocy na tle seksualnym. Za to w opowieściach jest to ZAWSZE zły tata, który co gorsza ZAWSZE bije z jakiś błahyh powodów.
                      Wybacz, ale już sam się zaczynam czuć urażony przez Twoje coraz bardziej antymęskie wpisy.
                      • sebalda Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:01
                        pyzz napisał:
                        > A dlaczego to zawsze w Twoich opowieściach "ten zły" co bije, to zawsze tatuś,
                        > mąż?

                        Pyzz, przyznałam się już tutaj kilka razy do tego, że może nie do końca jestem obiektywna i że przemyślę. Staram się czasami wtrącać ukośnik: mąż/żona, mężczyzna/kobieta, ale czasami niewygodnie się pisze tak podwójnie, uzywam skrótów myślowych.
                        Nie wiem dlaczego, ale tak się składa, że znam z autopsji wyłącznie przypadki agresywnych mężczyzn, że niemal cała literatura i większość filmów opisuje agresywnych facetów znęcających się nad żonami/dziećmi/rodzicami. To niesamowite, jak mało jest pozycji na temat przemocy kobiet, jeśli już, to pisze się o femme fatale. Zawsze to ojciec bije, musztruje, poniża dziecko, matka bardzo rzadko. Dlaczego jest Centrum Praw Kobiet, a nie ma takiego centrum dla mężczyzn? Do kogo najczęściej kierowane są organizacje pomocy ofiarom przemocy w rodzinie? Przyrzekam, że wiem o zjawisku przemocy stosowanej przez kobiety, ale doświadczenia własne, znajomych i te wyniesione z lektur i filmów bardzo jednak utrwalają obraz przemocowca mężczyzny, tak już niestety jest.
                        I jeszcze uwaga: czytam fora o wychowaniu, moją uwagę szczególnie przyciągają wątki o dyscyplinowaniu dzieci, na tych forach jest malo mężczyzn, ale ci, ktorzy się w miarę regularnie wypowiadają, prawie w 100% popierają surowsze kary dla dzieci, chwalą się tym, że sami byli bici w dziecinstwie i wyrośli na porządnych facetów, zatem swoim dzieciom też wymierzają kary, z miłości i troski. Wrrrr. Stąd mój obraz ojca surowo dyscyplinującego, nic na to nie poradzę.
    • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 09.06.11, 13:50
      Jak poszło wg ciebie tak daleko, to spróbuj tutaj: www.forum.niebieskalinia.pl/.
      ale myślę, że przesadzasz... Może spróbujesz porozmawiać z partnerką, bo wydaje mi się, że problemów trochę się nagromadziło. Myślę, że uderzenie Ciebie spowodowane było bezradnością partnerki. Być może lekceważysz problemy, jakie są w Waszym związku? To nie jest na pewno powodem do bicia, ale do dyskusji i poświęcenia przez Ciebie partnerce jednak trochę uwagi.
      • pyzz Re: Żona mnie bije 09.06.11, 15:16
        dagli.occhi.azzurri napisała:
        > Myślę, że uderzenie Ciebie spow
        > odowane było bezradnością partnerki. Być może lekceważysz problemy, jakie są w
        > Waszym związku?
        Normalnie biedactwo bezradne. Bezradność i poczucie słabości sprawcy to główne przyczyny przemocy domowej w ogóle. Ale jak widać gdy sprawcą jest kobieta (i tylko wtedy) ta bezradność NAGLE staje się okolicznością łagodzącą.

        > To nie jest na pewno powodem do bicia...
        I KROPKA.
        > ... ale do dyskusji i poświę
        > cenia przez Ciebie partnerce jednak trochę uwagi.
        NIE. Teraz ich GŁÓWNYM problemem jest bicie, a o jego dla niej uwadze i ścierkach nie w tym miejscu będzie można sobie podyskutować, jak problem bicia zostanie rozwiązany.
        • aveva Re: Żona mnie bije 09.06.11, 23:41
          Witam,

          Moje życie nie kręci się wokół tego forum, więc po całym zajściu zaglądałem tu przez jakiś czas, potem przestałem śledzić wątek.

          Jak widzę wiele osób patrzy poprzez pryzmat swoich doświadczeń, szuka drugiego dna, etc.

          Nie opisuję przyczyn wybuchu żony z dwóch powodów:
          1. Nie zrobię tego obiektywnie
          2. Suche przedstawienie faktów to za mało, aby rzetelnie ocenić sytuację. W tak delikatnych sprawach potrzeba znać cały kontekst, a nie da się tego opisać w kilku zdaniach. A tym bardziej obiektywnie.

          Dla waszej informacji: nigdy żonie nie ubliżałem, nie maltretowałem jej, nie stosowałem przemocy psychicznej ani fizycznej.

          Możecie przyjąć moją wersję, możecie też sobie dopowiadać co wam się żywnie podoba, wtedy nie ma w zasadzie znaczenia co napiszę.

          Oczywiście że musimy popracować nad komunikacją, ale pyzz trafia w sedno:
          Zostałem uderzony raz, dałem jasno do zrozumienia że to nie może się powtórzyć. Miałem nadzieję że się to nie powtórzy, niestety stało się to ponownie.
          Żona musi otrzymać jasny sygnał że jest to nie dopuszczalne.

          Zdarzyło się to dwukrotnie i widzę dziś że niestety może się to powtórzyć, chcę wiedzieć jak najlepiej zareagować następnym razem. Być może skorzystam z niebieskiej linii, może trzeba się rozejrzeć za jakąś terapią lub warsztatami.
          Na pewno na tym etapie nie myślę o rozstaniu czy rozwodzie.
          • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 09.06.11, 23:59
            Jak dla mnie aveva zbytnio skupiasz się na tych 2 uderzeniach a za mało na ich przyczynach. Tak jak przewidywałam Twoja kolejna odpowiedź jest bardzo gładko i ogólnie sformułowana, aczkolwiek nic nie wnosi i nic nam nie rozświetla. Przydała by się nam jednak wypowiedź, chocby skromna, Twojej żony. Daj Jej choc małą szansę na obronę, bo jak na razie z Twojej wypowiedzi wynika, że zona jest winna w 100 %, po prostu żona 2-krotny przemocowiec.
            A dlaczego nie rozważasz rozstania czy rozwodu, skoro przewidujesz, że może uderzyc po raz 3? Po co byc dalej w związku z przemocowcem? Ja wiedząc, że mąż jest przemocowcem i przewidując, że uderzy mnie po raz 3 zgłosiłabym jego przypadek na niebieską linię od razu i rozstałabym się z nim w przyspieszonym tempie...
            • aveva Re: Żona mnie bije 10.06.11, 00:12
              Piszę o użyciu siły bo nie wiem jak sobie z tym poradzić.

              A nie myślę o rozwodzie dlatego że nie skupiam się tylko na 2 uderzeniach, patrzę całościowo i myślę że jesteśmy razem krótko (2,5 roku), i jeszcze w wielu rzeczach musimy się wzajemnie "dotrzeć", pewnie jeszcze nie raz pokłócić ale nigdy z użyciem siły.
              • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 00:15
                Dobrze, to w takim razie zapytam tak, czy czujesz się w jakikolwiek sposób winny temu jak zachowała się w stosunku do Ciebie Twoja żona?
                • aveva Re: Żona mnie bije 10.06.11, 00:45
                  Było kilka elementów które w sumie doprowadziły do wybuchu, każdy może sobie wybrać z jedną z wersji jeśli już tak bardzo wam na tym zależy:

                  Wersja A)
                  1. Po raz kolejny założyłem dziecku nie te skarpetki/bodziak/bluzeczkę co trzeba
                  2. Okazało się że spódnica którą wyprasowałem ma jeszcze jakieś fałdy i żona musi ją doprasować
                  3. Powiedziałem że nie mogę dziś podwieźć do żłobka i pracy bo w tedy ja spóźnię się do pracy, więc muszą jechać autobusem (owszem zapowiadał się gorący dzień), ale nie od dziś wiadomo że musimy wyjść o 7.10 żebyśmy wszyscy zdążyli
                  4. Najgorsze że wziąłem małego na ręce tuż przed wyjściem, co na pewno zakończy się jego płaczem jak wyjdę i ich zostawię

                  Wersja B)
                  1. Po raz kolejny nie zrobiłem nic przy dziecku przed wyjściem do pracy
                  2. W ostatniej chwili przypomniało mi się że mam dziś ważne spotkanie i poprosiłem żonę żeby mi wyprasowała koszulę
                  3. Nagle przypomniało mi się że po drodze do pracy muszę jeszcze zajechać do warsztatu i dlatego nie mogę ich zawieść do pracy i żłobka
                  4. A tak w ogóle to oberwałem tuż przed wyjściem bo żona nie mogła znieść że w ogóle nie
                  interesuje mnie co się dzieje rano i mam wszystko gdzieś, po prostu zabieram się i idę.
                  • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:04
                    Rozumiem, że ta wersja A i wersja B to są przyczyny właśnie tych 2 uderzeń. To ja Ci napiszę jak sobie poradzic z prozą życia, bo jak widac właśnie to leżało u podstaw wściekłości małżonki:

                    Wersja A
                    Ad.1. Poproś zonę o przygotowywanie ubrań dla dziecka co wieczór na następny dzień dla 2 różnych wersji pogody, bo jednego dnia rano może byc 25 st. C a następnego już tylko 13. To zdecydowanie ułątwi Wam poranną organizację i przyspieszy wyjście z domu. Wytłumacz spokojnie żonie, że Ty zwyczajnie nie umiesz i nie potrafisz dobrac dziecku odpowiednich ubranek a żona potrafi to zrobic bez zbędnego zastanawiania sie. Wytłumacz, że zazwyczaj panowie mają problemy z takimi prozaicznymi wydawałoby się sprawami i wolisz w związku z tym nie doprowadzac do niepotrzebnych sytuacji stresowych rano, z uwagi na swoje niezbyt trafne wybory co do ubran dziecka. Powiedz Jej, że chętnie w zamian za to ubierzesz dziecko rano lub żonie pomożesz przy tej czynności. Nie stoj i nie czekaj biernie aż żona Cię o pomoc poprosi, takie podejście stosowane codziennie może niestety prowadzic do wkurzenia żony. Podejdź do tej sprawy tak, wstań trochę wcześniej rano, aby wszystkie te poranne czynności, które nalezy wykonac, udało się zrobic w miarę spokojnie i jeszcze żeby została choc chwila na wypiscie kawy i buziak dla żony. Polecam Ci jeszcze jedno zrób żonie kawę z samego rana (jeżeli pije) jeśli nie to herbate i zaproś żonę do kuchni na wspólne wypicie albo podaj Jej nawet do łóżka. Uwierz mi, żona na pewno doceni Twoje starania i wynagrodzi Ci takie zachowania na różne sposoby. Przyjmij jedno założenie, wszystkie obowiązki i sprawy związane z dzieckiem/-mi to są Wasze wspólne sprawy i obowiązki, żadne z Was nie jest do tych obowiązków w jakiś szczególny sposób b. nadające się (chodzi mi o stereotypy typu sprawy kobiece i meskie). Zapomnij dla swojego dobra o stereotypach, zamiast stac biernie jak dziecko i czekac o co żona Cię poprosi przejmij inicjatywę, nie bądź bierny, pokaż żonie, że jestes dorosłym człowiekem i że w każdej sytuacji może na Ciebie liczyc. Biernosc jest straszna, bo prowadzi do tego, że żona i Ciebie powoli zaczyna traktowac jak niepełnosprawne dziecki i się wkurza na to, kogo to sobie na męża wybrała...

                    Ad.2 Powiedz żonie, że niestety pomimo Twoich starań prasowanie nie wychodzi Ci tak idealnie jak Jej. Zaproponuj Jej taki układ Ty prasujesz wszystkie swoje rzeczy w tym koszule, a Ona prasuje swoje. Rzeczami dziecka do prasowania dzielicie się wspólnie, w miarę możliwości zcasowych każdego z Was. Wydaje mi się, że żona powinna odebrac taki podział jako sprawiedliwy, poproś Ją, żeby pokazała Ci na różnych rzeczach do prasowania kilka sztuczek i umiejętności, które pozwolą doprasowac różne rzeczy prawie że idealnie. Może Twoja żona jest oprócz choleryczki również perfekcjonistką, stad tego typu zachowania. Powiedz Jej, że takie podejście pozwoli Wam unikac niepotrzebnych konfliktów, a na tym Ci najbardziej zależy. Powiedz Jej, że nie chcesz, żeby sią na Ciebie wkurzała o takie bzdury, bo potem jest zła, ma kiepski humor, wścieka się na Ciebie i generalnie wszystko jest do dupyyyy.

                    Ad.3. Zrób takie założenie, że Twoim obowiązkiem jest podwożenie żony z dzieckiem do żłobka, a szczególnie w gorący dzień i nie proponuj Jej w związku z tym poruszania się z dzieckiem komunikacją miejską. Rozumiem, że żona nie ma prawa jazdy i nie jest zmotoryzowana. Zaproponuj Jej może zrobienie kursu na prawo jazdy, tak żeby również i Ona mogła szybko i sprawnie poruszac się samochodem i załatwiac takie rzeczy jak podwożenie dzieci czy zakupy samochodem. Wiem jak to bardzo ułatwia życie. I wiem też, jak żona moze się czuc poszkodowana, że Ona z dzieckiesi zasuwac autobusem, gdy Ty wozisz swoje cztery litery samochodem. Po prostu zrób założenie, że do czasu jak zona nie będzie jeździc sama będziesz miał obowiązek w postaci pdowożenia Jej i dziecka. Nie jest to jakieś straszne obciązenie, można sobie z tym jakos poradzic, trzeba po prostu wczesniej wstawac i organizowac się tak, aby zdązyc. Przyjmij, że nie ma innej możliwosci niż taka i wowczas będzie Ci łatwiej. Mój sąsiad codziennie podwozi do pracy żone i dziecko do przedszkola i robi to jeszcze z uśmiechen na ustach i w podskokach. Widac bardzo kocha swoją żone i nie stanowi to dla niego problemu. Wiec tam gdzie to możliwe nie rób problemów i Ty, a wówczas i zona okaże się fajną babką a nie wściekła zołzą :))

                    Ad.4.Zona może miec rację, że tak dziecko zareaguje. Niektóre dzieci w takich przypadkach mogą zareagowac wręcz histerią, rzucaniem się po podłodze itp. i wyobraz sobie wówczas ile zdrowia kosztuje w takiej sytuacji żone zapanowanie nad dzieckiem i wyszykowanie się do wyjscia. I wyobraz sobie, ze taką akcję musi przechodzic sama co rano. Wyobraz sobie, ze to T zostajesz z dzieckiem a zona wychodzi i to Ty walczysz na porannym froncie z rozhisteryzowanym maluchem. Spróbuj może zrobic to sam, a wówczas i Twoje reakcje na żony reakcje ulegną zmianie, bo zobaczysz ile to nerwów może i Ciebie kosztowac. A dzieci bywają różne, wrażliwe itp. i tego się nie zmieni, nalezy poznac zachowania własnego dziecka i probowac je oswoic tak, aby nie było przy tym niepotrzebnych konfliktów i wściekłości ze strony żony.

                    Wersja B
                    Ad. 1. To co wyżej, masz obowiązek pomóc żonie rano przy dziecku, im szybciej to zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie i dla Twoich realacji z żoną. Nie zostawiaj Jej samej z tym wszystkim rano, wyobraz sobie, że oprócz spraw związnych z dzieckiem, żona musi się jeszcze ubrac, zrobic sobie fryzurę i makijaż i to zajmuje Jej zdecydowanie więcej czasu niż Tobie, nawet gdy robi to zona perefkcyjnie szybko. Jeszcze raz NIE BĄDZ BIERNY, traktuj wszyskie sprawy do zrobienia jako Twój również obowiązek, na równi z żoną, SPRÓBUJ WCZUWAC SIĘ W ŻONY EMOCJE I POTRZEBY, to Ci naprawdę ułatwi życie i nie wymiguj się od żadnych spraw. Powiem Ci, że lepiej będzie dla Ciebie jak zrobisz za dużo, niz gdy nie zrobisz nic i nawet się do niczego nie poczujesz SAM, a jedynie będziesz czekał na rozkazy:) czy prośby żony. Musisz wykazywas się INICJATYWA, nie ma innej możliwosci.

                    Ad.2. Zapomnij o prasowaniu koszul rano w ferworze codziennej walki porannej przed wyjsciem z domu. W weekend wyprasuj sobie i przygotuj odpowiednią liczbę koszul na cały tydzień, tak ze 3 szt. w zapasie i wówczas nie będzie tego typu problemów, bo będziesz po prostu sięgał do szafy i nie zawracał żonie głowy. Są już teraz nawet takie koszule, których nie trzeba prasowac, są również już w internecie takie urządzenia do automatycznego prasowania koszul, są również pralnie do których mozna oddac koszula do prania i do uprasowania lub tylko do uprasowania. Poprosiłes żone w niewłaściwym czasie o uprasowanie koszuli, to pewne, stąd wściekłosc. Najlepiej prasuj je sobie SAM. Powiem Ci, ze wiele kobiet ma z tym codziennym prasowanie męskich koszul problem, jest to b. upierdliwy obowiązek i generalnie koszule nie są łatwe do prasowania. Powiem Ci jeszcze coś, ja nie prasuję swojemu mężowi koszul wcale co najmniej od kilku lat. Mąż się przyzwyczaił do tego, że to jest Jego obowiązek i robi to wyśmienicie, 100 razy lepiej ode mnie. I ja nie wymagam, aby mąz prasował mi moje spódnice, skoro On nie wymaga ode mnie prasowania swoich koszul. Myśle, że takie rozwiązanie zapewni Ci po prostu spokój, również ze strony żony.

                    Ad.3. i Ad.4. -nie będę się powtarzac, wyżej napisałam, co powinienies zrobic, podwozic żonę i dziecko do złobka i przejąc na siebie obowiązek ubierania dziecka rano. Generalnie przyjmij zasadę, że pomagasz żonie gdzie się da i w każdej kwestii, bez zbędnego proszenia Cię przez żone. Niektóre żony wściekają się o to właśnie na mężów, że ci bez prośby żony SAMI I SAMODZIELNIE NIGDY NIC NIE ZROBIĄ. JEST TO W WIELU DOMACH PRZYCZYNA OGROMNYCH FRUSTRACJI ZON.
                    I na kon., po prostu kochaj swoją żonę i traktuj Ją jak siebie samego i jak Twój cenny dar, który otrzymałes na życie. Kupuj żonie kwiatki i małe drobiazgi bez powodu, sprawiaj Jej radosc
                    • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:10
                      Niezła analiza;-)
                      Zgadzam się w każdym punkcie.
                      Między partnerami istotna jest komunikacja, a w tym związku jej chyba brakuje?
                    • pyzz Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:47
                      > Rozumiem, że ta wersja A i wersja B to są przyczyny właśnie tych 2 uderzeń. To
                      > ja Ci napiszę jak sobie poradzic z prozą życia, bo jak widac właśnie to leżało
                      > u podstaw wściekłości małżonki:
                      Ja rozumiem, że wersja A i wersja B to są opisy dwóch różnych sytuacji, raz w jego własnej wersji, drugi raz w wersji jego żony.

                      > Ad. 1. To co wyżej, masz obowiązek pomóc żonie rano przy dziecku, im szybciej t
                      > o zrozumiesz, tym lepiej dla Ciebie i dla Twoich realacji z żoną.
                      Wybacz, ale to już zależy wyłącznie od jego relacji z żoną. W wielu rodzinach jest tak, że na dom ma zarobić facet. Jeżeli żona nie bierze na siebie obowiązków zarobkowych, to nie ma powodu, aby mąż brał obowiązki domowe. To nie jest model rodziny, w który ja wierzę, ale nie znaczy to, że nie funkcjonuje on w innych rodzinach.
                      • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:02
                        "Wybacz, ale to już zależy wyłącznie od jego relacji z żoną. W wielu rodzinach jest tak, że na dom ma zarobić facet. Jeżeli żona nie bierze na siebie obowiązków zarobkowych, to nie ma powodu, aby mąż brał obowiązki domowe. To nie jest model rodziny, w który ja wierzę, ale nie znaczy to, że nie funkcjonuje on w innych rodzinach."

                        Taaaaaak, ja Mu tego nie narzucam, ja Mu tylko sugeruję, co powinien zrobic aby zapanował spokój i dobre relacje z zoną. Tak, znam takie małżeństa, w których to pan mąż właśnie z uwagi na stereotypy narzucił żonie taki właśnie model życia, tj.pan mąż zarabia na dom i palcem nie tknie w kwestiach obowiązków domowych, i nie koniecznie w takim małżeństwie żona nie pracuje wcale, wystarczy, że pracuje 8h dziennie ale mało zarabia i taki mąż uważa, że od wszelkich obowiązków domowych jest wolny. Dla mnie taki mąż to zwyczajny gó...arz, który nie wie wogóle co oznacza bycie mężem w pełnym tego słowa znaczeniu. I znam też sfrustrowane taką sytuacją zony, traktowane jak baby od mopa i osoby drugiej kategorii albo i trzeciej nawet. Sorry, ale pisanie, ze taki model funkcjonuje w wielu rodzinach i jak rozumiem Twoim zdaniem się w tych rodzinach sprawdza to jest jakieś nieporozumienie i zwyczajna nieznajomośc życia i psychiki kobiecej z Twojej strony....Nie znam żony, która sama by się dobrowolnie na taki model zgodziła i jeszcze była w tym układzie szczęśliwa i zadowolona, że mąż w niczym jej nie pomoże anie przy dzieciach aniw obowiązkach domowych, bo zarabia na dom i jest z tego zwolniony. Sorry, ale tak to nie powinno działac, łączymy się po to m.in. w pary małż. aby sobie nawzajem pomagac i taka pomoc powinna byc objawem miłości małżonka do współmałżonka, a nie jakąś łaską pańska pana dla niewolnika tj. żony.
                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:49
                      I dopiszę jeszcze końcówkę, na którą mi miejsca nie starczyło w poprzednim poście:

                      I na koniec, po prostu kochaj swoją żonę i traktuj Ją jak siebie samego i jak Twój cenny dar, który otrzymałes na życie. Kupuj żonie kwiatki i małe drobiazgi bez powodu, sprawiaj Jej radosc a wówczas i żona stanie się spokojniejsza, bardzie opanowana, kochająca, mniej denerwująca się i odpłaci Ci za Twoje starania z nawiązką.

                      I jeszcze coś, ponieważ Twoja żona jak piszesz ma choleryczny charakter i jak mi się wydaje jest również perfekcjonistką, dlatego wybierzcie się dla Waszego dobra i dla poprawy relacji w związku RAZEM na warsztaty radzenia sobie ze złością i na warsztaty poprawiające komunikację w związku, wydaje mi się, że jest to Wam bardzo potrzebne. Na pewno dzięki takim zajęciom zona będzie mogła sobie uświadomic, że jej zachowania i reakcje są nieadekwatne do Twoich przewinien i że problem też w sporej części leży w niej samej, w Jej reakcjach na Twoje zachowanie, w Jej porywczości i w Jej charakterze. Łatwiej będzie to żonie przeżyc, gdy nie będziesz wyłącznie Jej samej tego proponował i gdy nie będziesz bezpośrednio lub pośrednio wyłącznie Jej obwiniał za całą tą nieciekawą sytuację, jaka między Wami miała miejsce. Trzeba to przejsc WSPÓLNIE i bez niepotrzebnego obwiniania się, bo obwinianie się nic tu nie pomoże... Myślę, że dacie radę sobie z tym poradzic, a poniewaz to Ty jestes bardziej opanowaną osobąw związku, to na Tobie ciązy też większa odpowiedzialnosc za nauczenie się nie doprowadzania do sytuacji rodzących konflikty. Spróbuj aveva poznac swoją żone i Jej reakcje na różne Twoje zachowania celowe bądź nie, a wówczas łatwiej Ci będzie życ w tym związku z taką szybko denerwującą się i wymagającą kobietą, jak Twoja żona. Powodzenia. Chętnie przeczytalibyśmy za jakies kilka m-cy lub rok opis tego co Ci się udało zrealizowac i jak Wasze wspólne życie wygląda :) Pozdrawiam, zuzi.1
                  • sebalda Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:16
                    Aveva, dzięki za wyjaśnienia. Nie rozumiem za bardzo tych wersji, bo są jednak wyjątkowo rozbieżne. Założyłeś dziecko ubranie czy nie? W wersji A jest, że założyłeś, w wersji B, że nic przy dziecku nie zrobiłeś. To wielka różnica.
                    Ale abstrahując od wersji, jeśli żony w kłótni nie wyzywałeś (wierzę, że nie, bo jaki miałoby sens tak jawne okłamywanie obcych ludzi, jakimi jesteśmy na tym forum?), agresja nie była po obu stronach (agresja to też gesty, wyszydzanie, obrażanie nawet bez słów nieparlamentarnych), żona po prostu się zdenerwowała, bo się śpieszyliście i coś było nie po jej myśli, to faktycznie nie możesz tego pozostawić tak, jak jest.
                    Pisałeś, że żona żałowała swojego wybuchu. Rozumiem, że ma świadomość swojego problemu. Jak zareagowała na propozycję pójścia na warsztaty radzenia sobie ze zlością, jeśli jej to zaproponowałeś? W wielu miastach działają różnego rodzaju fundacje, nie poradnie psychologiczne, ale takie właśnie fundacje zajmujące się różnego rodzaju dzialalnością, nie tylko psychologiczną, ale też szkoleniami na przykład. Te fundacje co jakiś czas organizują takie na przykład 2-dniowe warsztaty, dwie soboty po 6-8 godzin. Przychodzą tam rodzice, ktorzy nie radzą sobie ze złością wobec dzieci, pary mieszkające z teściami i nieradzące sobie z konfliktami na tym tle, pary, ktore się bardzo kłócą, mężowie lub żony wysłani przez współmałonkow albo sami uświadamiający sobie problem niepanowania nad gniewem. To idealne miejsce dla Twojej żony. Przynajmniej na początek.
                    Z Twojego opisu jawi się jednak dość nieciekawy obraz żony. Tego typu agresja jest naprawdę trudna do zrozumienia, nie mówię do zaakceptowania, bo do zaakceptowania nie jest żadna forma agresji. Na pewno nie można tego pozostawić bez reakcji.
                    Ważne pytanie: jak żona reaguje wobec dziecka? Czy kiedykolwiek straciła w rażący sposób panowanie nad sobą przy dziecku, wobec dziecka?
                    Mniej ważne pytanie: czy naprawdę prasujesz żonie spódnicę, czy to była figura retoryczna z tym prasowaniem?:) A jeśli prasujesz, to ona potrafi to skrytykować?
                  • aggu Re: Żona mnie bije 10.06.11, 10:49
                    Aveva, co prawda nigdy nie posunęłam się do rękoczynów, ale mam momenty, że wkurzają mnie w naszym codziennym życiu prozaiczne rzeczy, mam podobne zarzuty / pretensje. A dzieje się to wtedy, kiedy mam wrażenie, że WSZYSTKO jest na mojej głowie i po prostu mnie to przerasta / dobija / stresuje.

                    Ja to widzę tak, łącząc Twoją wersję z naszymi gorszami wersjami poranka:

                    Szykujemy się rano, dzieci wyjątkowo nie w humorze, więc ja się uwijam w wymyślaniu ubrań, dopasowaniu ich do pogody i dzisiejszych gustów dzieciowych, ubieraniu, myciu zębów, przekonywaniu do jajecznicy, czesaniu, pakowaniu podwieczorka do przedszkola, itp, itd. Latam z wywieszonym jęzorem, dzieci marudzą, ja w piżamie nie mam kiedy wlecieć pod prysznic, a mąż już pięknie wyszykowany wiąże sobie przez kwadrans krawat przed lustrem. Oczywiście, tą jajecznicę to on zaraz zrobi, ale nie osładza to faktu, że ja już jestem spóźniona, a np. spódnica, którą miał mi wyprasować (u mnie mąż w większości prasuje, bo lubi), nie nadaje się do ubrania. Co więcej, parę minut przed wyjściem dowiaduję się, że nie podwiezie nas do przedszkola, bo dzisiaj nie może...

                    Na szczęście nie biję, ja po prostu wybucham. Ale przegadaliśmy już na ten temat tyle nocy, że wiemy oboje - ja wybucham, gdy przerasta mnie kompletnie ciężar obowiązków do wykonania w tym momencie; kiedy mam wrażenie, że kompletnie wszystko (dom, dzieci, odwiezienie do przedszkola) jest na mojej głowie, a mój mąż jakby czuł się zwolniony. To nawet nie chodzi o realne wykonywanie tych wszystkich czynności (bo to on wyprasował spódnicę i to on robi jajecznicę), co o konieczność "ogarnięcia tego wszystkiego umysłem" - to ja myślę, ja zerkam na zegarek, mi się mózg gotuje, to ja muszę pamiętać, żeby zabrać podwieczorek dla dzieci, ich bluzy / kurtki...

                    Kobiety zazwyczaj chcą, żeby mężczyźni przejęli część "myślenia". Ja już wiem, że to niewykonalne ;)
                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:09
                      Zgadzam się z Tobą, PYZZ napisz proszę z Twojej perspektywy, czy to jest rzeczywiście niewykonalne dla faceta?????? Będziemy wdzięczne :)))
              • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 00:22
                I jeszcze jedno aveva chciałam dodac, traktuj żonę nie gorzej niż samego siebie a nawet lepiej, wówczas żona i Tobie POWINNA odpłacic takim postępowaniem.
                • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 10.06.11, 09:38
                  pyzz napisał/a:
                  NIE. Teraz ich GŁÓWNYM problemem jest bicie, a o jego dla niej uwadze i ścierkach nie w tym miejscu będzie można sobie podyskutować, jak problem bicia zostanie rozwiązany.

                  Oczywiście, że problemem jest bicie, ale uważam, że należy również doszukać się źródła problemu, żeby to wyeliminować.
                  Oczywiście POWINNO to być OSTATNI RAZ, ale jest to wynikiem czegoś. Nie znam tej pary, nie wiem jakie mają problemy, czy rzeczywiście potrafią ze sobą rozmawiać, ale WINA ZAWSZE JEST PO OBU STRONACH. Na pewno partnerka źle WYRAZIŁA swoje niezadowolenie, mając problem z jego formą i nie ma tu usprawiedliwienia, bo Ciebie uderzyła. Ale nie stało się to chyba tak po prostu?
                  Chyba, że żona jest bokserem i robi to dla sportu, to zapraszam w odpowiednie do tego miejsce i z odpowiednim przeciwnikiem (może to źle określiłam).
                  • sebalda Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:32
                    dagli.occhi.azzurri napisała:
                    > Oczywiście POWINNO to być OSTATNI RAZ, ale jest to wynikiem czegoś. Nie znam te
                    > j pary, nie wiem jakie mają problemy, czy rzeczywiście potrafią ze sobą rozmawi
                    > ać, ale WINA ZAWSZE JEST PO OBU STRONACH.

                    Wybacz, ale nie powinniśmy tak pisać, bowiem zwyczajnie to nie zawsze jest prawda. Często, ale nie zawsze. Czy bitej żonie alkoholika też napiszesz, że WINA ZAWSZE JEST PO OBU STRONACH? I że powinna się zastanowić, co powinna robić, by nie denerwować przemocowca? Nie wiemy, czy tutaj jednak nie mamy do czynienia z kobietą nadpobudliwą i agresywną, czy z przypadkiem, gdy ona nie daje już sobie rady, bo mąż nie dość jej pomaga i nie dość dobrze traktuje. A wmawianie ofierze przemocy, że wina zawsze jest po obu stronach sprawia, że taka osoba dalej tkwi w przemocowym związku i część winy bierze na siebie, stając się tym samym współuzależnioną. Wierz mi, wiem, co mówię, sama przez to bardzo ucierpiałam, ucierpiały tez moje dzieci. W związku przemocowym nie wolno wmawiać ofierze, że jest po części winna atakom, to wielka krzywda dla niej.
                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:49
                      Sebaldo, zgadzam się z tym co napisałas. Ale jedno mam ale w związku z przemocowcem nie powinno się życ, szkoda własnego zdrowia i zycia i szkoda zdrowia i zycia wspólnych dzieci. Taką osobę panią lub pana należy po prostu JAK NAJSZYBCIEJ wyrzucic ze swojego życia. Innej rady nie ma. Pozostawanie w toksycznym związkum z przemocowcem jest po prostu nienormalne. No chyba, że ktoś jest masochistą i uwielbia sam tak cierpiec. Ale nawet w takiej sytuacji najważniejszym priorytetem powinny byc dzieci i ich zdrowie psych. i możliwosc zapewnienia normalnego życia. Tyle ludzi chodzi po świecie, zarówno kobiet jak i mężczyzn, po co trwac w związku z przemocowcem???? należy poszukac kogos innego lub zyc samodzielnie bez partnera i tyle. Mniej to wówczas rodzi zła.
                      • kropeczka455 Gdy żona maltretuje męża 10.06.11, 15:05
                        zuzi.1 napisała:
                        > w związku z przemocowcem nie powinno się żyć,
                        > szkoda własnego zdrowia i życia i szkoda zdrowia i życia wspólnych dzieci.
                        > Taką osobę panią lub pana należy po prostu JAK NAJSZYBCIEJ
                        > wyrzucić ze swojego życia. Innej rady nie ma.

                        wystarczy wrzucić w google i mamy. Bite kobiety przetarly juz droge do szukania pomocy. I bardzo dobrze. Męzczyźni wstydzą sie swej bezsilnosci i milczą, głośno jest tylko o pojedynczych sytuacjach :

                        plock.gazeta.pl/plock/1,35681,7586456,Przemoc_w_rodzinie__zona_maltretowala_meza.html
                        Pięć lat więzienia może grozić płocczance podejrzanej o znęcanie się nad swoim mężem. Kobieta biła mężczyznę ciężkim domowym sprzętem, raz podbiła mu oko, raz groziła nożem. - Dajcie spokój, jakie znęcanie - tłumaczyła próbującej interweniować rodzinie. - Co najwyżej biję go czasem kablem

                        www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110523/WEEKEND/673275495
                        Dramat maltretowanego mężczyzny. Moja żona to oprawca!
                        Kopała w krocze, wbijała nożyczki w ręce i nogi, uderzała w głowę tłuczkiem, dusiła w nocy poduszką. Doprowadzony do ostateczności Grzegorz nie wytrzymał. Zaczął walczyć o wolność i o dziecko. A łatwo nie było...

                        W policyjnych statystykach mężczyźni to tylko 20 proc. wszystkich doświadczających przemocy. Dlatego tak trudno im udowodnić, że są dręczeni przez słabsze fizycznie kobiety. Na własnej skórze przekonał się o tym 32-letni Grzegorz z okolic Jasła. Długo nikt nie chciał mu uwierzyć, że z dzieckiem na rękach musiał uciekać przed swoją żoną.
                        Zaczęło się od nagłych wybuchów złości. Najpierw tłumaczyła to problemami z hormonami, a później ciążą. Z biegiem czasu z pozoru niewinne rozdrażnienie zamieniło się w napady prawdziwej furii. Zaczęła się też przemoc fizyczna.

                        Patrycja nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego krzywdzi własnego męża. Na to pytanie z satysfakcją odpowiadała: muszę się na kimś wyżyć. Normą stało się bicie, kopanie w krocze z zaskoczenia, duszenie poduszką podczas snu, straszenie nożem i grożenie zemstą osiłkowatych przyjaciół z dawnych lat.

                        - Raz pobiła mnie tłuczkiem do mięsa. Wylądowałem w szpitalu z podejrzeniem urazu czaszki. Na szczęście skończyło się na kilku szwach. Obiecała, że będzie chodzić na terapię, że mnie kocha, więc miałem nadzieję, że wreszcie wszystko wróci do normy... - zawiesza głos.

                        Jak się później okazało, na żadną terapię Patrycja się nie zapisała, choć udawała, że na nią wychodzi. Za to domowe awantury stawały się coraz brutalniejsze. Grzegorz ze łzami w oczach wspomina pewien jesienny wieczór, kiedy z córką na ręku, w koszulce i w pantoflach uciekał przed Patrycją. Ta bez opamiętania wbijała nożyczki w jego dłonie i stopy.

                        To wtedy ich kilkuletnia córka Ania po raz pierwszy trafiła do domu dziecka, a policja zaczęła uważniej przyglądać się temu, co dzieje się w ich domu.


                        • sebalda Re: Gdy żona maltretuje męża 10.06.11, 15:54
                          Kropeczko, nikt tu nie neguje, że są kobiety maltretujące mężów. Są, pewnie jest ich nawet sporo, są też kobiety znęcające się nad dziećmi, sama bardzo mocno się zaangażowałam w sprawę nagłośnioną przez ojca w Internecie o byłej żonie, ktora strasznie traktuje ich dziecko. Ale czego to dowodzi, że są takie sprawy, że się zdarzają? Przecież nikt normalny nie napisze i nie pomyśli, że tak nie jest. Skala zjawiska jest inna, ale ono istnieje, to nie ulega wątpliwości.
                  • pyzz Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:32
                    > Oczywiście, że problemem jest bicie, ale uważam, że należy również doszukać się
                    > źródła problemu, żeby to wyeliminować.
                    Tia. Budujecie te posty na zasadzie "Ja nie usprawiedliwiam bicia, ALE (i tu następuje długie usprawiedliwienie i racjonalizacja bicia)". Głoszenie, co bity może zacząć robić, aby bijący przestał bić jest moim zdaniem skandaliczne.

                    Źródło problemu leży w żonie. W tym, że zaakceptowała cios, jako "ostateczny argument". W tym, że to tylko kwestia "odpowiedniego" poziomu zdenerwowania, żeby zaczęła sięgać po rękoczyny.
                    Tak usłyszałby każdy facet.
                    Dziecko najwyraźniej chodzi teraz do żłobka. Co będzie, gdy podrośnie i zacznie się buntować? Wtedy sytuacja, w której matka "poczuje bezsilność" tym, że mówi po 10 razy i dziecko NIE WYKONUJE będzie na porządku dziennym. Też bitemu dziecku wytłumaczycie, że jest bite bo niegrzeczne i jak nie chce być bite, to ma ONO się zmienić?
                    Przykro mi to mówić, ale nieporozumienia i żale za niewykonane "prośby" (choć ja bym się zastanowił, czy słowo "polecenia" nie byłoby tu bardziej na miejscu) są obecne w życiu każdego jednego człowieka. Nie może być tak, że każdemu bitemu mówi się "zmień SWOJE" zachowanie. To w żadnym wypadku nie jest rozwiązanie. Jak zacznie właściwie skarpetki dziecku dobierać, to żonie zaczną przeszkadzać inne rzeczy. Powód ZAWSZE się znajdzie.
                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:47
                      "Źródło problemu leży w żonie. W tym, że zaakceptowała cios, jako "ostateczny argument". W tym, że to tylko kwestia "odpowiedniego" poziomu zdenerwowania, żebyzaczęła sięgać po rękoczyny.Tak usłyszałby każdy facet."

                      Daj spokój, jak można pisac, że Ona zaakceptowała cios, jako "ostateczny argument", ta pani nad tym nie panuje, to nie ma nic wspólnego z Jej akceptacją badź nie, to się odbywa wyżej w sferze emocji (trochę poza Nia), Ona coś robi, reaguje drastycznie, a za chwilę łapie się za głowę dlaczego tak zrobiła i tak zareagowała-taki charakter. To jest jak odruch w Jej wykonaniu, coś przekracza granicę Jej wytrzymałości psychicznej i Ona wówczas np. wydrze się jak wściekła, wybuchnie, walnie ręką w ścianę, znam takie co rzucają talerzami lub czym popadnie na podłogę i takie też, które obłożą męża pięściami niestety. Jest to niestety objaw uboczny cholerycznego charakteru, dlatego łatwiej mają panowie, którzy nie mają za żony choleryczek...
                      • pyzz Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:58
                        > Ona coś robi, reagu
                        > je drastycznie, a za chwilę łapie się za głowę dlaczego tak zrobiła i tak zarea
                        > gowała-taki charakter.
                        Taaa. To jest idealny opis cyklu "bicie-miodowy miesiąc". Nic ponadto. Tak to powstaje. Oczywiście w opisywanym przypadku NASILENIE zjawiska jest zupełnie inne (jeszcze - to dopiero początkowe stadium), ale mechanizm jest dokładnie ten.
                        Jak żona jest choleryczka to powinna sama jasno odbić się od REALNEJ perspektywy, że przestanie być żoną i przestanie być matką ALBO zmieni swój charakter. Na mniej choleryczny.
                        Tak byłby potraktowany "choleryczny" mężczyzna.
                        • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 13:09
                          Czy tak będzie jak piszesz, mam nadzieję, że nie, i że to nie jest jednak początkowe stadium bycia przemocowcem. Mam nadzieję, że aveva jeszcze powróci do tego wątki i napisze jak dalej zachowuje się żona.

                          "Jak żona jest choleryczka to powinna sama jasno odbić się od REALNEJ perspektywy, że przestanie być żoną i przestanie być matką ALBO zmieni swój charakter. Na mniej choleryczny.
                          Tak byłby potraktowany "choleryczny" mężczyzna."

                          Taaak, to powiedz choleryczce jak ma się Twoim zdaniem odbic od realnej perspektywy albo jak ma zmienic swój charakter. Myślę, że gdybys znalazł sposób na zmianę takiego charakteru, to mógłbys zostac milionerem... :)))
                      • sebalda Re: Żona mnie bije 10.06.11, 13:09
                        Ja jednak nie wyobrażam sobie sytuacji, w ktorej żona bije męża, bo jest ogólnie zdenerwowana i zestresowana. Toż to regularne wyżywanie się. Ona się nie wyrabia, sytuacja wymyka się spod kontroli, to dołoży mężowi, upuści sobie złej krwi. Bo maż musi wszystko znieść, przeciez jej nie odda, przecież jej nie zostawi z malym dzieckiem. Takie coś jest absolutnie nie do zaakceptowania i nie do zrozumienia nawet. Bicie za to, że mąz latami nie słucha jej poleceń czy próśb albo nie spełnia jej oczekiwań, to juz przemoc fizyczna w czystej postaci. Gdy mówiłam o próbie zrozumienia dla uderzenia jednorazowego mężczyzny, wymierzenia mu na przykład policzka, myślałam o sytuacji naprawde skrajnej, jak z tym mężem, ktory molestuje córkę (za to sama gotowabym była wymierzyć sprawiedliwość jeszcze dosadniej) albo z kobietą latami poniżaną, maltretowaną, niszczoną, ktora dochodzi do kresu wytrzymałości. To są dwie zupełnie różne rzeczy: uderzenie z bezradności po latach znoszenia przemocy a uderzenie, bo jestem nerwowa i nie daję sobie już sama rady.
                        Po wyjaśnieniach autora wątku jestem niestety skłonna uwierzyć, że w tym przypadku chodzi o ten drugi rodzaj, o wyżywanie frustracji na bezbronnym mężu. Trzeci taki incydent uznałabym za recydywę i odeszła albo na stałe, albo przynajmniej czasowo z zastrzeżeniem, że powrót byłby możliwy jedynie w przypadku podjęcia przez żonę jakiejś formy pracy nad emocjami, terapii jednym słowem.
                        • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 14:48
                          A ja tą żonę rozumiem, tutaj nałożyło się kilka spraw: zonie się przelało jeśli chodzi o zachowania męża, jego bezradnośc, biernosc i przerzucanie na nią wszystkich porannych spraw, presja czasu poranna, problemy z dzieckiem i z jego ubraniem, problemy z dojazdem do żłobka i w końcu choleryczny charakter żony. Ta kobieta potrzebuje pomocy i nauczenia się umiejętności bezpiecznego rozładowywania swojej frustracji i złosci. Daleka jestem od tego, aby nazwac tą panią przemocowcem.

                          Nie rozumiem natomiast pisania o kwestii wymierzenia policzka, jako strasznej kary fizycznej w kontekście wykorzystywania seksualnego czy cierpień kobiety latami poniżanej, maltretowanej i niszczonej psychicznie i fizycznie. Rozumiem, że ofiara swój los powinna znosic dzielnie, a uderzyc jej nie wolno bo bicie jest be, a już wymierzenie policzka to po prostu skandal w takiej sytuacji. "Uderzenie z bezradności po latach znoszenia przemocy"- no sorry, piszac cos takiego trzeba miec naprawde duża wytrzymałosc na znoszenie przemocy latami bez grama agresji ze swojej strony. Ostatnio czytałam, że jakas pani zgwałcona przez sąsiada w Indiach obcięła mu po prostu "ptaka"- czy to też uznałabys za skandal, facet wcześniej całaymi miesiącami zaczepiał, zagadywał, robił jej seksualne propozycje, moelstował wręcz, az w końcu nie wytrzymał, zebrał się , przyszedł do jej domu i ja zgwałcił. Uwazasz, ze postąpiła niesłusznie. Czy powinna go była twoim zdaniem jedynie spoliczkowac a nie obcinac mu "ptaka" od razu? Bo ja uważam, ze zrobiła bardzo dobrze. Jeszcze tego ptaka zaniosła na policję, ale że od czasu obcięcia go do czasu zaniesienia minęło kilka godzin "ptak" już na szczęscie nie nadawał się już do przyszycia. I dzięki bogu, bo facet na tej jednej ofierze b zapewne nie poprzestał.
                          • sebalda Re: Żona mnie bije 10.06.11, 15:36
                            Zuzi, ja nie wiem, czy Twój post jest skierowany do mnie, ale jeśli tak, to chyba mnie nie zrozumiałaś. Ja właśnie chce podkreślić różnicę między kobietą, ktora się wyżywa na mężu, bo jest sfrustrowana, a kobietą, ktora uderza, bo była wcześniej maltretowana. Cały czas w tym wątku piszę o takich właśnie sytuacjach i o ile dla Ciebie i kilku jeszcze osób jest to jakoś zrozumiale, o tyle dla niektórych to nadal jest nie do wybaczenia i zrozumienia. Żeby osądzać maltretowaną kobietę, ktora w końcu wybucha, trzeba albo przez to samemu przejść, albo mieć więcej wyobraźni i rozumieć, że są w życiu sytuacje skrajne, a do nich należy wybuch u osoby latami krzywdzonej, wybuch w odwecie.
                            W związku z przemocowcem psychicznym można żyć długo, bo ma się na tyle niską samoocenę i tak się przejmuje obiegowym: BO W ZWIĄZKU ZAWSZE WINNE SĄ DWIE STRONY, że długo nie zdaje się sobie z niej sprawy. Wiem, co piszę.
                          • pyzz Re: Żona mnie bije 11.06.11, 00:18
                            Nie wątpię, ze rozumiesz również tę panią.
                            forum.gazeta.pl/forum/w,851,96468348,96528663,Re_bije_swoje_dziecko.html
                            Może przeanalizuj sytuację i wytłumacz trochę półtorarocznemu dziecku, że powinno słuchać, co się do niej mówi i nie płakać, aby nie denerwować mamy...
                            Biedna kobieta! Wyobraź sobie jej bezradność, po prostu jej się przelewa z powodu bierności dziecka! I w końcu jej choleryczny charakter!

                            > Nie rozumiem natomiast pisania o kwestii wymierzenia policzka, jako strasznej k
                            > ary fizycznej w kontekście wykorzystywania seksualnego czy cierpień kobiety lat
                            > ami poniżanej, maltretowanej i niszczonej psychicznie i fizycznie.
                            A ja nie rozumiem czepiania się w ogóle tego tematu w wątku o tym, jak jakiś facet właśnie zaczyna być bity przez partnerkę.
                            • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 11.06.11, 16:30
                              Facet to nie dziecko, to dorosły człowiek, wiec co to za porównanie...
                            • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 11.06.11, 16:46
                              I żeby było jasne, podejścia tej pani z wątku o biciu dzieci nie rozumiem i nie popieram.Powinna iśc na terapię.
                              A co do drugiej kwestii którą poruszyłes odnioslam się jedynie do tego co zostało napisane, trochę to odbiegało od sprawy wątkowej to fakt, ale przeciez takie dygresje nie są zabronione na forum...
                • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 10.06.11, 09:39
                  cytuję: pyzz napisał/a:
                  NIE. Teraz ich GŁÓWNYM problemem jest bicie, a o jego dla niej uwadze i ścierkach nie w tym miejscu będzie można sobie podyskutować, jak problem bicia zostanie rozwiązany.

                  Oczywiście, że problemem jest bicie, ale uważam, że należy również doszukać się źródła problemu, żeby to wyeliminować.
                  Oczywiście POWINNO to być OSTATNI RAZ, ale jest to wynikiem czegoś. Nie znam tej pary, nie wiem jakie mają problemy, czy rzeczywiście potrafią ze sobą rozmawiać, ale WINA ZAWSZE JEST PO OBU STRONACH. Na pewno partnerka źle WYRAZIŁA swoje niezadowolenie, mając problem z jego formą i nie ma tu usprawiedliwienia, bo Ciebie uderzyła. Ale nie stało się to chyba tak po prostu?
                  Chyba, że żona jest bokserem i robi to dla sportu, to zapraszam w odpowiednie do tego miejsce i z odpowiednim przeciwnikiem (może to źle określiłam).
                  • noname2002 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:31
                    Czytam to wszystko i co raz szerzej otwieram oczy ze zdumienia. Naprawdę uważacie uderzenie w ramię za normalny sposób komunikacji w małżeństwie? Każda z Was jak jest zmęczona czy zdenerwowana, to wyładowuje się w ten sposób na mężu?
                    • zuzi.1 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 11:55
                      Noname nie upraszczaj, czytaj ze zrozumieniem, nikt nie pisze, że uderzenie w ramię to jest normalny sposób komunikacji w małżeństwie.... to może byc raczej objaw totalnego braku komunikacji w małzenstwie i objaw bezsilności jednej ze stron w związku na zachowania drugiej strony. Nikt nie pisze, że to jest normalne. Normalne to nie jest, ale tak sie niestety zdarza. Każdy jest tylko człowiekiem i ma garnice swojej wytrzymałości psychicznej umiejscowione na innym poziomie. I na pewno osobie nie będącej cholerykiem lub nie będącej z cholerykiem, opanowanej aż do granic cieżko jest zrozumiec takie zachowania jakie wystapiły u zony autora wątku...
                    • lena1952 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:13
                      Noname2002--nie,nie,nie,uderzenie w ramię nie jest normalnym sposobem komunikacji
                      w małżeństwie.To jest alarm dla obojga.Nie każda z nas jak jest zmęczona,czy zdenerwowana,
                      to wyładowuje się w ten sposób.Każda z nas jak jest zmęczona czy zdenerwowana,chce aby
                      mąż się temu przyjrzał,zatrzymał i spojrzał na żonę,ale i na siebie,na swoje reakcje.
                      Spojrzenie z tak zwaną "troską". L.
                      • lena1952 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 12:30
                        Z obserwacji życia,często sobie myślę,że z cholerykiem,któremu szybko przechodzi-wolę zgubić,
                        niż z "podejrzanie" grzecznym znaleźć.Nie mówię o żadnej agresji.Tak czasami widzę,jak się przyglądam. L.
                        • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 10.06.11, 15:18
                          Ostra dyskusja. Uważam, że jeśli problemu nie umiecie rozwiązać między sobą, to zapraszam na komisariat policji i do sądu. Wszystko mówi za siebie... Szkoda tylko, że druga strona nie bierze udziału w dyskusji, bo w tym momencie porównanie do alkoholika znęcającego się nad swoim partnerem jest nie na miejscu.
                          • noname2002 Re: Żona mnie bije 10.06.11, 17:18
                            Dlaczego porównanie do alkoholika znęcającego się nad żoną jest nie na miejscu? Alkoholik też pewnie zaczynał od popchnięcia czy jednego uderzenia.
    • dagli.occhi.azzurri Re: Żona mnie bije 10.06.11, 15:26
      Zrób coś z tym!
    • obrazo-burca Do autora i niektórych pań 10.06.11, 23:57
      Autorze wątku!
      Niech Cię ręka boska broni oddać! Znęty masz jak w banku. Po drugie lecisz chłopie po obdukcję NOW!!!. Znęty możesz mieć tylko i wyłącznie na podstawie tego, że ona komuś opowiadała, że Ty ją lejesz (sic!) - taka równość wobec prawa w naszym pięknym kraju. A nawet jak Ty zgłosisz znęty, to umorzą. W zeszłym roku było tylko 5 spraw w całej Polsce o znęcanie się kobiet nad facetami.
      Więcej na priv. Masz pocztę gazetową?

      Drogie Panie, którym się pewne rzeczy w głowie nie mieszczą -->polecam lekturę:
      Kobieca przemoc
      • gregornh Re: Do autora i niektórych pań 12.09.11, 22:16
        Moi mili.

        Nigdy bym nie przypuszczał że przyjdzie wypisywać swoje żale w takim miejscu ale stwiedzam że płeć męska jest aktualnie w mocnym odwrocie i piszę co by każdy facet mający problem z kobieta agresorem- choleryczką dał sobie z nią spokój.

        Byłem z kobietą rok czasu. Pierwszy raz chciała mi przywalić liścia jak raczyłem zmienić film w kinie, drugi raz dusiła mnie jak stwierdziłem że nie godze się na obrażanie mnie i mojej rodziny i zaczałem wychodzić w nocy, trzeci raz dostałem taką tube w okulary, że byłem liczony na kolanach przez sędziego, widząc ciemność a w niej małe gwiazdki ponieważ powiedziałem że chciałbym się wyspać ( pracuję w trybie zmiennym )

        Po fakcie teksty typu" to nie ja- to alkohol" , "zmienie się , pójde do psychiatry i do kościola" , " błaganie o pozostanie" - a w miedzyczasie walenie z nerwów głową w ściane , czy przychodzenie do mnie z tekstem " przytul mnie"

        Wariatkom mowimy NIE ! Dodam tylko że dziewczyna jest niepatologiczną feministką , marząca o spokojnym domu. Mamiony tymi obrazkami wytrzymałem z nią rok czasu nabawiając się przy tym nerwicy. Przykłady ktore podalem wyżej były" tylko" objawiami fizycznej złości, werbalne przekleństwa np za za dużo mleka w porannej kawie były codziennością.

        Dodam tylko że miłe momenty również były. Ale sami powiedzcie, jak można w ogóle myślec o budowaniu czegokolwiek z kimś takim?
        • zuzi.1 Re: Do autora i niektórych pań 12.09.11, 22:24
          No rzeczywiście, nieźle trafiłes...:) współczuję, z taką osobą nie warto byc...
    • grosz-ek Re: Żona mnie bije 16.06.11, 19:53
      www.youtube.com/watch?v=Xv5WmNr2tCY

      "Pan jesteś dupa, a nie poszkodowany. Dupa i popierdółka. Taka łajza, co sobie w domu rady nie daje i przychodzi do sądu i mi gitarę zawraca, bo go baba leje. Poszkodowana to jest ta biedna kobieta, że sobie taką łajzę za męża wzięła."

      Cała kwintesencja społecznych poglądów - także wyrażonych tu na forum - w tej sprawie.
      • kropeczka455 Re: Żona mnie bije 16.06.11, 23:10
        Kabaret super !!!



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka