luciolalu
19.09.11, 12:52
Ma 70 lat, jest w całkiem dobrej kondycji jak na swój wiek i różne choroby (do których sama się doprowadziła sposobem życia, jedzeniem tłusto i słodko, brakiem dbałości o siebie) ale wiecznie narzeka. Mogłaby już sobie odpuścic i prawie nic nie robić, mogłaby siedzieć przed tv, dziergać serwetki, pojechać do sanatorium - ona nie chce. Koniecznie musi uprawiać jarzyny i narzekać jak się przy tym napracowała, musi kopać w ogródku - najlepiej gdy pada, a potem kaszleć i obnosić się z tym jaka ciężko przeziębiona, gdy ponad 30 stopni w słońcu to bez kapelusza na głowie pójdzie pracować w polu-bo przecież jest tyyyyle do zrobienia i ona musi bo niiikt za nią tego nie zrobi i niiikt w domu się za niic nie bierze...
Mówię, żeby odpuściła codzienne gotowanie dwudaniowych obiadów bo tak naprawdę nikomu one nie są tak bardzo potrzebne, dwoje mocno dorosłych dzieci współmieszkających w domu poradzi sobie bez tego - ale nie chce odpuścić swojej roli głównej gospodyni domowej, a potem narzeka jak ją nogi bolały bo ma wrzodziejące żylaki a musiała się nachodzić by ten obiad przygotować.. Widać, że wcale nie lubi gotować tych obiadów, robi je coraz bardziej na odczep-się , ale nie potrafi oddać innym pałeczki, ani powiedzieć "nie będę już gotować bo mnie to męczy, gotujcie sami", wymyśla jakieś cierpiętnicze powody dla których koniecznie musi stać przy garach, a jak ktoś ma urlop i w domu chce przejąć jej wszystkie obowiązki by sobie odpoczęła to po kilku dniach zaczynają się kłótnie bo matka do wszystkiego usiłuje się wtrącić.
Rozmowa, telefon - to mówi tylko o chorobach, problemach, same złe wieści. O innych osobach wymyśla sobie różne rzeczy i jako fakty podaje swoje domysły. Nie można jej słów traktować poważnie, bo potrafi nieźle knować i obgadywać innych, radość jej sprawia gdy może wylać na słuchacza hektolitry żali i niechęci na męża- za to że źle się do niej odnosił ..20..30 lat temu. Jeśli myśli że coś dorosle dzieci od niej potrzebują, to leci natychmiast robić, bo czuje się wtedy ważna i potrzebna. Nie dociera do niej, że wszyscy wolą by już nic nie robiła, niż by potem cała rodzina musiała chodzić za nią i koło niej by skutki tego jej "poświęcania się" leczyć i usuwać... Uważa, że na pewno ma raka, jeśli nie płuc (lekarz "byle co" opisał na zdjęciu a ona widziała wyraźne plamy) to raka macicy albo śródpiersia.
Lekarz zasugerował, żeby położyła się do szpitala jeśli ma tyle chorób i źle się czuje. Oczywiście iść nie zamierza, ale opowiada wszystkim że lekarz chciał ją dać do szpitala bo taka jest chora. Sama sobie robi krzywdę głupimi zachowaniami a potem cała przejęta dzieciom które przyjeżdzają pokazuje na jakie ważne badania dostała skierowania bo na pewno jest bardzo ciężko chora.. O niczym innym nie da się rozmawiać. No może jeszcze o problemach poruszanych aktualnie w radio maryja, gdzie ma zapędy do umoralniania innych i sprowadzania swoich 40-50 letnich dzieci na "lepszą" drogę życia... co niezmiennie kończy się obrazą, ze "dzieci" mają inne zdanie..
Opowiedzieć coś ze swojego życia, nawet mało istotnego - będzie wałkowac temat miesiącami, przeżywać, dodając swoje wersje wydarzeń, obgadując do pozostałych domowników, przekręcając...robiąc z niewinnego tematu jakieś monstrualne wydarzenie.
I tak w kółko.
Wymiękam.
Po latach cierpliwego znoszenia, pocieszania, wysłuchiwania, zabierania jej z rąk za ciężkiej pracy do której się brała niby dla dorba innych, starania się by zaspokoić jej potrzebę bycia w centrum, współczucia, litowania się nad nią... coś pękło. Mam dość tego chorego cierpiętnictwa, mam tego szantażu chorobami, mam dość manipulacji. Mam swoje życie w którym sobie radzę zupełnie sama i nie dostaję żadnego wsparcia, gdy ja będę stara nie będę miała kupy dzieci których bym szantażami trzymała jak najbliżej siebie,
czara się przelała - nie mam energii którą można doić w nieskończoność, gdy u niej jestem i znowu i znowu wysłuchuję tych samych opowieści o chorobach i widzę te same niereformowalne zachowania - wolę nic nie mówić by nie zjebać z góry na dół...bo w końcu starszej osoby nie wypada..
Poradźcie jak to wytrzymać.
Poradźcie jakie pozytywne książki jej kupić ktore czytając mogłaby dojść do jakiejś autorefleksji... Bo ja już nie umiem z nią rozmawiać, ani się nagiąć do jej potrzeb.