Dodaj do ulubionych

do Pani Ekspert

27.12.11, 01:15
Wigilie mamy podzieloną. Najpierw bylismy u moich rodziców potem mąż sam pojechał do swoich i tam miał zanocować z dziećmi i wrócić 1 dnia świąt rano. Tak wspólnie ustaliliśmy.

Ja nie utrzymuje kontaktu z teściami ponieważ oględnie mówiąc nie zostałam zaakceptowana i dawano mi to BARDZO mocno odczuć.

Niestety przeziębiłam się, a moj ojciec jest cięzko chory i nie może sie przeziębić (zagrożenie życia), więc po krótkiej wigilii u mojej rodziny wróciłam do domu. Nastepnego dnia mąż zadzwonił, że świetnie sie wszyscy bawią i nie wraca. Powiedziałam, że chce spędzić świeta z dziećmi i jak ma potrzebę spędzić swieta z mama to niech je sobie z nia spedza. Ok powiedzial, ze wracaja. Przyjechal jednak sam bez dzieci - bo nie bedzie psuł im zabawy. Był na mnie obrazony i zniesmaczony oznajmil mi , że jestem nierodzinna i sama sobie winna , że świeta spędzę sama bez dzieci. Moj ojciec nie wygląda na chorego - więc na pewno nie jest. Kłamię. Jego rodzice stesknili się za dziećmi i maja prawo z nimi spędzic święta. Na moje pytanie dlaczego w takim razie nie uzgodnił tego ze mną? Nie zapytał mnie o zdanie? Kłamał że przyjedzie z nimi? Odpowiedział, że po pierwsze to moja wina bo ja zmieniłam plany - zachorowałam i nie byłam 1 dnia świąt u moich rodziców, żeby on mógł tam po mnie rano z dziecmi przyjechać. Ja:A co to za różnica czy odbierze mnie od rodziców czy przyjedzie prosto do domu? Odp: "zmieniłam plany!!! To moja wina. Po drugie bym sie nie zgodziła, więc jako mężczyzna podjął tę decyzje za mnie. Ja muszę odpocząć od dzieci. To dla mojego dobra... a zreszta mogłam przecież z nim pojechać".

Nie robiłam mężowi żadnych trudności jesli chodzi o wigilie i święta z jego rodzicami. Zgodziłam się na luzie na jego propozycje i nocowanie do rana.

Czuje się jakbym poruszała się w lepkiej cieczy. Chyba gorsze od świąt bez dzieci (mąż wie że to dla mnie wązne, ale uważa, że dziadkom się bardziej należy) jest to mówienie, że oszukuje że mój ojciec może umrzeć. Bardzo mi było ciężko kiedy się dowiedziałam o taty chorobie. Próbowałam rozmawiać, ale to tak jakbym rozmawiała ze ścianą. Mąż wie swoje. Z niesmakiem kręci na mój widok głową i obecnie nie odzywa się do mnie obrażony bo "zniszczyłam mu święta". Z tego co rozumiem przeziębieniem, zmiana planów i kłamstwami o chorobie ojca.







Obserwuj wątek
    • panikorbka-to-ja Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 07:37
      klasyczne odwracanie kota ogonem, że to niby twoja wina, bo zmieniłaś plany. W kontekście choroby ojca szczyt chamstwa moim zdaniem, trzeba było go wyrzucić jak przyjechał bez dzieci- niech po nie wraca do mamusi, albo tam siedzi. Pewno dziadkowie go namówili, bo im się dobrze z wnukami siedziało, ale nie powinnaś pozwalać na takie zachowanie. Pewnie też robili mu wymówki, że rodzina podzielona na święta, że synowa to tamto, stąd jego fochy... Nie tłumacz bo się ustawiasz w gorszej pozycji, na sylwestra weź dzieci i idź do rodziców, jak wyzdrowiejesz, nawet jak macie jakiś bal opłacony.
      • anula36 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 09:30
        gdyby naprawde swieta z dziecmi byly dla Ciebie najwazniejsze to bys dojechala do meza i dzieci i posiedziala tam z nimi. czasem uklady rodzinne sa trudne,ale mimo wszystko lepiej strzelic banke dla kurazu, a dume schwac do kieszeni.
        Pisze to z perspektywy dziecka wiecznie skonfliftowanych z tesciami rodzicow i wiecznych przepychanek kto gdzie i z kim, do dzis przez to nie lubie swiat, bo kojarza mi sie z klotniami i obraza.

        Co do choroby ojca - teksty meza nie sa warte jakiegokolwiek komentarza, w ogole bym na nie nie reagowala.
    • mojazima Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 10:21
      zielonydeszcz napisała:

      >Niestety przeziębiłam się, a moj ojciec jest cięzko chory i nie może sie przeziębić
      >(zagrożenie życia), więc po krótkiej wigilii u mojej rodziny wróciłam do domu.

      Dziwne ???? Pojechałaś przeziebiona na wigilię do cięzko chorego ojca, zaworząć mu pod choinke wirusy powodujace zagrożenie jego zycia??? Przeciez Twój ojciec moze od tego umrzeć, prawdaaa.
      Kochajaca córunia albo z tym ojcem to blefff!!
    • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 11:12
      Doskonale Cię rozumiem i rozumiem jak jest Ci ciężko. Brak stosunków towarzyskich z teściami nie jest sprawą rzadką, natomiast postawa Twojego męża jest haniebna.
    • bellagnos Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 12:00
      Najważniejsza jest żona i dzieci a nie rodzice, klasyczny przykład drogi rozpadu małżeństwa gdy wtrącają się rodzice. Nawet gdybyś nie miała racji co do dzieci mąż powinien Cie posłuchać, mało tego być z tobą i zabiegać oto byście się z jego rodzicami pogodzili. Nawet nie wiem co ci doradzić.
    • sootball Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 14:32
      Ja bym skopiowała jakiś wynik badań ojca i rzuciła tym wynikiem mężowi w twarz, a potem też przestała się odzywać. Niczego więcej bym nie tłumaczyła, inicjatywa porozumienia i przeprosiny musiałyby wyjść od niego.
      Absolutnie nie twierdzę że to jest najlepsze rozwiązanie.

      Moim zdaniem prawie na bank został skutecznie nakręcony przez teściów.
    • mama_myszkina Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 14:41
      Oboje jesteście siebie warci. Gdyby CI zależało na spędzieniu świątz dziećmi, to byś schowała urazy do kieszeni i pojechała z mężem i dziećmi.

      Na chamstwow obec siebie nie musisz się godzić, ale zamiast postawy asertywnej i dojrzałej wybrałaś postawę cierpiętnicy. Być może mąż ma tego dosyć i chciał pobyć w święta w miłej atmosferze?

      Ale tego nie zrobiłaś. Masz do dzieci pretensje,że się dobrze bawią u teściów i nie chcą wracać? Oczekujesz, że mają powielać Twoje uczucia względem nich?

      Mam wrażenie, że oboje jesteście niedojrzali i zachowujecie się jak para nastolatków.
      • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 16:56
        Nie wiesz o czym piszesz. Teściowie uważają zapewne ślub syna za mezalians, syna za ordynata, a synową za kogoś z nizin społecznych. To wcale nie jest rzadka postawa niektórych świrniętych rodziców. Im mniej kto jest wart, tym bardziej się wysadza.
        • zielonydeszcz Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:04
          Generalnie tak, jest to mezalians nie do zaakceptowania. Autentycznie było coś o tym, że mąż wychował się w pałacu... dziwne, mówił że w kawalerce :)
          • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:20
            Skąd ja to znam :)
        • mama_myszkina Re: do Pani Ekspert 28.12.11, 19:27
          Dobrze wiem, o czym piszę, bo moja teściowa to alkoholiczka i osoba przemocowa. Mam w tym na tyle doświadczenia, że wiem, że oprócz postawy cierpiętniczej są jeszcze inne.
          • mama_myszkina i dodam jeszcze 28.12.11, 19:30
            że także uważa, że jej syn a mój mąż popełnił mezalians. z finansowego punktu widzenia na pewno ma rację :P ale jakoś nie powoduje to, że się obrażam, zabieram zabawki i siędzę naburmuszona w domu.

            Ale moja tesciowa nie ma wiele do zaoferowania wnukom, więc nie ma mowy o tym, żeby jakiekolwiek dziecko dobrze się u niej bawiło w święta.

            Jesli dzieci mają frajdę, to może jednak teściowie nie są tacy do końca źli?
    • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 14:42
      Więc za rok dzieci niech nie jadą do dziadków na święta. Powiedz, ze pojadą 27 grudnia i zostaną do 2 stycznia:) Dzieci przekonaj, że tak lepiej /nawet bym przekupiła:P/, a mąż niech jak chce siedzi u swoich rodziców od poczatku grudnia, skoro taki rodzinny.

      > Próbowałam rozmawiać, ale to tak jakbym
      > rozmawiała ze ścianą.
      Więc zrób mu karczemną awanturę, że jak jeszcze raz spróbuje potraktować cię jak niepełnosprawną umysłowo, to jego rodzice zobaczą dzieci na własnym pogrzebie.

      A co jest Twojemu ojcu?
    • blue_romka Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 16:39
      Jak rozumiem dzieciom dobrze było u dziadków i nie chciały wracać? Przynajmniej to powinnaś zaakceptować. A dlaczego mąż tego z Tobą nie skonsultował? Może dlatego, że wiedział iż się nie zgodzisz? Coś jest między Wami nie halo i wcale nie chodzi o tę Wigilię.
    • zielonydeszcz Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 17:01
      A znajomi mówią, że jestem żałosna bo nie mam właśnie godności za grosz, że dla męża mimo tego co o mnie mówią, godzę się na ich spotkania, a mąż nie zerwał kontaktu z nimi. O dumie w kieszeni każdy klarował dopóki nie miał z nimi kontaktu i sami o sobie "posłuchali". Wtedy dziwnym zbiegiem okoliczności nikt SWOJEJ dumy do kieszeni nie chciał chować... Najlepiej się oczywiście chowa cudzą :)

      Nie było żadnej kłótni, że mąż jedzie. Dogadaliśmy się , że pół Wigili i 1 dzień świąt rano spędzamy osobno. Poprosiłam męża o decyzję o której im wygodniej się spotkać i gdzie.

      Dzwoni się i mówi co i jak. Ustala ze mną nie z dziadkami. Dla mnie dobra zabawa dzieci nie jest przesłanka, żeby nie wrócic do domu w święta do jednego z rodziców. Chociaż nie powiem ,gdyby mąż mnie zbajerował odpowiednio nie mówię, że bym sie nie zgodziła...

      Po ojcu nie widać choroby. Chemia przed nim. Absurdem jest dla mnie przypuszczenie , że kłamię. Po co? Całą noc nad tym myślałam. Z tego co rozumiem również z niektórych postów tutaj z mojej strony to jakaś grubsza intryga psycho-emocjonalna? Jest więcej osób poza mężem które uważają, że można okłamac bliską osobę w takiej sprawie. Niesamowite... Jestem taka prosta, że nie wpadłam, że o to może chodzić mężowi! Wizyta u mojej rodziny "z wirusem" była na prośbę ojca. Zaproponowałam że nie przyjadę. Jest w bardzo złym stanie psychicznym i prosił mnie o krótka wizytę. Dla mnie to była trudna decyzja i tak czułam się beznadziejnie. Co bym nie zrobiła będzie źle. Pojadę - może zarażę, nie pojadę - będzie płakał. :( Ustaliliśmy, że dłuższa wizyta kilku dniowa z nocowaniem nie wchodzi w grę bo gdyby się zaraził wg jego lekarza z powodu swojej choroby przechodził by przeziębienie bardzo ciężko. Chciałabym usłyszeć przepraszam, że nie ustaliłem tego z tobą więcej się to nie powtórzy i odbyć normalna rozmowę o męża wątpliwościach co do mojej ? rodziny/intencji. Bez oskarżeń. Niestety nic z tego. Ojca nie będę w to mieszać brać badań i etc. Zresztą nie da...myslę, że jest gorzej niż mi mówi. Może źle sie wyraziłam -przeziębienie nie jest śmiertelne tylko ta choroba.
      • blue_romka Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 17:22
        zielonydeszcz napisała:
        >Dla mnie dobra zabawa dzieci nie jest przesłanka, żeby nie wrócic do domu w święta do jednego z rodziców.

        A dlaczego?
        • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 17:38
          No "dobre" pytanie. Jakie znaczenie ma matka wobec świetnej zabawy dzieci.
        • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:21
          A masz dzieci?
          • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:21
            Mam.
            • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 22:02
              To nie do Ciebie, a do romki:)
        • mama_myszkina Re: do Pani Ekspert 28.12.11, 20:12
          blue_romka napisała:

          > zielonydeszcz napisała:
          > >Dla mnie dobra zabawa dzieci nie jest przesłanka, żeby nie wrócic do domu
          > w święta do jednego z rodziców.
          >
          > A dlaczego?

          Być może są rodzice, którzy zadaliby sobie pytanie, dlaczego dzieci czują się lepiej u dziadków niż w domu rodzinnym... .
          • kol.3 Re: do Pani Ekspert 28.12.11, 20:40
            Wniosek z sufitu.
      • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 17:36
        Ależ wszystko jest jasne, z powodu choroby ma obniżoną odporność, lapie wszystkie infekcje jak leci i byle co może mu ostro zaszkodzić.
      • kropeczka455 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:00
        zielonydeszcz napisała:
        > A znajomi mówią, że jestem żałosna bo nie mam właśnie godności za grosz, że dla
        > męża mimo tego co o mnie mówią, godzę się na ich spotkania,

        Nawet status Żony nie upoważnia Cię do prawa decydowania czy Twój mąż i dzieci spotkają się z jego rodzicami. To byłaby próba ubezwłasnowolnienia męża. Byłby trokami od kaleson za które pociąga szanowna małżonka. Czy pozwoliłabyś swemu mężowi aby zabronił Ci kontaktu z Twoim rodzicami??


        Gdyby mój małżonek nie chciał spotkać się w święta z moimi rodzicami, moja noga nie przekroczyłaby progu domu jego rodziców.
        Traktuj jego rodziców tak jakbyś chciała aby Twoi byli traktowani.
        Chyba lubisz teściom obrabiać d...ę skoro dyskutujesz ze znajomymi na rodzinne tematy. Mąż zapewne wie że swe relacje z teściami opowiadasz w kolo znajomym. Może i Twoi teściowie sa złymi ludźmi, może wie o tym twoj mąz ale dyskutowanie ze znajomymi na ich temat jest upadlaniem męża.
        Gdybyś szanowała męża zbyłabyś milczeniem uwagi znajomych. Twoje relacje z teściami sa widowiskiem teatralnym w którym Ty jesteś cacy a rodzice Twego męża tylko be.

        • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:32
          Rany boskie, wywod jak z oddziału obserwacyjnego... dla pacjentów:DDD
        • zielonydeszcz Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:20
          Ale to nie ja dyskutuje z moimi znajomymi. Ja tylko się potem świecę oczami. To w sumie nic złego, że by mi się ulało, ale właśnie męża szkoda. Dlatego tutaj dokonuje "rozpoznania".

          Kropeczko to co piszesz o swoich teściach... to właśnie jest brak szacunku. Nie szanujesz za bardzo swoich teściów i traktujesz ich jako pionki w rozgrywce z mężem. Jak można odwrócić się plecami od miłych i pomagających rodziców męża? Dlaczego oni maja ponosić konsekwencje tego, że twoi rodzice by wyzywali męża od debili i grubasów, a on nie chciał by tego słuchać? Toż to zwykła obrzydliwa manipulacja i szantaż. I jak to ujęłaś ubezwłasnowolnienie męża. Traktuj swoich teściów tak jak radzisz innym szanować swoich. A uwierz mi za dobrych teściów trzeba dziękować i po rękach ich całować.
          • kropeczka455 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:49
            zielonydeszcz napisała:
            > Kropeczko to co piszesz o swoich teściach... to właśnie jest brak szacunku.

            Nie czytasz uważnie. Napisałam w formie domyślnej "Gdyby"

            Zarówno moi rodzice jak i męża nie mieliby odwagi mówić źle o nas. Żadne z nas nie pozwoliłoby na takie zachowanie. U Was brak jest komunikacji w małżeństwie. Stania murem za zona lub mężem. Szanowania wzajemnie uczuć rodzinnych. Twój mąż był z Tobą, podzielił się z Twymi rodzicami opłatkiem. Może liczył sie z tym ze uczynisz ten sam gest pojednania z jego rodzicami. Było mu zapewne przykro ze olewasz jego rodzinę. Czy spadłaby Ci korona z głowy gdybyś nie teściom a mężowi tym gestem sprawiła przyjemność.
            Walka jaka prowadzicie to droga donikąd. Chyba ze macie ochotę dać zarobić adwokatom. Mam nadzieję ze tego nie chcecie oboje.
      • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:30
        Wiesz, co ja bym zrobiła, gdyby tak postąpił mój M? Wsiadła bym w samochód i pojechała po dzieci. Nawet o 4 nad ranem. Nawet 500 km.
        A mężowi nie daruj takiego zachowania - to jest skurw..stwo zrobić coś takiego.
        Albo dosłownie - wywalczysz sobie szacunek, albo takich sytuacji będzie coraz więcej i coraz gorsze.
        Nie daj się niszczyć. Może mieć gdzieś Twojego ojca, ale zniszczyć święta matce swoich dzieci, a zafundowac frajdę swoim rodzicom to po prostu nie do pojęcia.
        • mojazima Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 19:56
          easyblue napisała:
          >Może mieć gdzieś Twojego ojca, ale zniszczyć święta matce
          > swoich dzieci, a zafundowac frajdę swoim rodzicom to po prostu nie do pojęcia.

          Zafundował frajdę dzieciom.

          Zachowanie obojga małżonków jest równią pochylą w drodze do rozwodu.
          • zielonydeszcz Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:27
            Myślę, że dzieciom nic nie będzie jak pojadą na umówiony wcześniej obiad. W tym wypadku ze mną. Miały frajdę w domu moich rodziców- przed wigilia u teściów. Miałam im nie przerywać i nie puścić do rodziców męża?
            • kol.3 Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 20:44
              Wiesz co, abstrahując od wszystkiego, to Twój mąż pozwalając rodzicom na takie traktowanie Ciebie, sam siebie nie szanuje. I niestety wydaje mi się, że jest dość niedojrzały i pod znacznym wpływem swoich rodziców, którzy życzą źle waszemu małżeństwu, manipulują sytuacją, aby zrobić Ci na złość, przyciągnąć do siebie dzieci - nie jest to takie trudne zwłaszcza w BN, kiedy prezenty i atrakcje przesłaniają dzieciom wszystko, zwłaszcza gdy są małe i nie mają rozeznania, co się dzieje. Musisz zdobyć się na bardziej zdecydowane działania. Wierz mi, że tupnięcie i postawienie sprawy ostro, tylko wzmocni Twoją pozycję. Życzę Ci powodzenia bo sama mam podobne doświadczenia za sobą i wyobrażam sobie jak jest Ci ciężko.
          • easyblue Re: do Pani Ekspert 27.12.11, 22:08
            > Zafundował frajdę dzieciom.
            Manipuluje nimi, tak jak nim manipulują jego rodzice. Musieli nieźle dziewczynę przez te święta obgadywać, skoro tak postąpił. Pal sześć rozwód - z kimś kto tak bardzo mnie nie szanuje chyba nie miałabym ochoty dzielić życia. Albo by to zmienił, albo niech mu surogatka urodzi dzieci i nich wtedy wspólnie spędzają święta z dziadkami.

            > Zachowanie obojga małżonków jest równią pochylą w drodze do rozwodu.
            Nie. Zachowanie męża, bo dziewczyna zachowała się fair.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: do Pani Ekspert 29.12.11, 17:26
      Cóż, z tej sytuacji wyraźnie widać, że każdą intencję, każdy fakt, każde zachowanie można wykorzystać przeciwko sobie lub przeciwko innym.
      Może można porozdzielać chirurgicznym skalpelem a następnie zważyć na aptekarskiej wadze kto w opisanej sprawie jest bardziej winny, kto bardziej związany z rodzicami i z czyimi, kto bezmyślny, kto wrogi, kto za świętami, a kto przeciw nim. Kto szanuje ojca i matkę i dzień święty bardziej a kto mniej. Kto bardziej kocha rozbawione dzieci a kto chce im psuć przyjemność. Kto klamie, a kto jest małostkowy.
      Tylko po co to robić i co przez to ma zostać udowodnione. Stało się.
      Myślę, że każde z Was zachowała się w sposób znany doskonale drugiej osobie z innych sytuacji.
      Proponuję zostawić sprawę, zapomnieć, uważać aby się nie powtórzyła na Nowy Rok. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka