Dodaj do ulubionych

Moja matka i ja...

21.11.12, 16:50
Może zacznę od początku. Byłam chcianym dzieckiem, niekoniecznie szczęśliwie dobranych rodziców. Relacje matka - ojciec od zawsze były napięte, co wiązało się głównie z pracą ojca, która wg matki nigdy nie była wystarczająco płatna i rozwijająca. Mam wrażenie, że w ziwązku z tym matka pokładała nadzieje we mnie. Byłam uczennicą ze świadectwami z paskiem, poszłam na wybrane studia i ... no właśnie. Nie mam pracy. Studiowałam dziennie, łączyłam pracę ze studiami, mam doświadczenie i nic. Skończyłam różne kursy podnoszące kwalifikacje i d..pa. Utrzymuję się sama - wyjeżdżam do pracy za granicą i nie uważam tego za ujmę na honorze, skoro nie udaje mi sie w kraju. Niestety od skończenia studiów jestem dla matki wrogiem publicznym numer 1 (na zmianę z ojcem). Moja matka, wysoko postawiony urzędnik uważa, że jestem nieudacznikiem takim jak ojciec. Ciągle rozlicza mnie z tego, że to moja wina iż nie mogę znaleźć pracy. Wstydzi się mnie przed znajomymi i rodziną. Nigdy nie byłam z nią blisko, swą miłość wyrażała w postaci pieniędzy i zakupów. Ale moja obecna sytuacja, bądź co bądź dorosłej kobiety, która ciągle słyszy, że zmarnowała życie nie jest budująca. Nie wiem po co to piszę - może żeby się wygadać? nie chcę naprawiać relacji z matką, chcę mieć tylko święty spokój..
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 17:11
      To odetnij się, wyjedź- ogranicz na maksa kontakty- a może pomyśl o terapii, bo czasem można być daleko od toksycznego rodzica i ciągle być na emocjonalnej smyczy.
      • yoma Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 20:08
        Ratunkuuu... niedługo złamany paznokietek będzie powodem do pomyślenia o terapii.
        • sorvina Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 20:18
          yoma napisała:

          > Ratunkuuu... niedługo złamany paznokietek będzie powodem do pomyślenia o terapii.

          Pewnie. Bo twardym trzeba będzie być nie miętkim i zacisnąć zęby i walić głową w mur jak dotychczas, może w końcu zadziała... A czemu nie szukać pomocy u kogoś, kto pomoże nam się uporać z naszym problemem szybciej i lepiej? Terapie są różne, nie każdy potrzebuje kilkuletniej ciężkiego kalibru. Czasem jedno spotkanie z fachowcem pomoże sobie coś uświadomić i zmienić sposób myślenia, dalej już pójdzie.
          • yoma Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 20:34
            OK, ale prześledź forum - najpóźniej w trzecim poście pojawi się Ciotka Dobra Rada "idź na terapię". Nieważne, czego dotyczy problem, nieważne, czy przypadkiem człowiek nie chciał się po prostu wygadać, ma iść na terapię. Ludzie się kompletnie oduczają radzić sobie z problemami, z emocjami, bo po co - jak coś jest nie po myśli, to pójdą na terapię.

            A terapeuta ma takie same problemy, tylko dyplom do tego :)
            • sorvina Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 21:58
              Większość ludzi nie pisze na tym forum z powodu pierduł, które wystarczy obgadać z psiapsiułą czy kimkolwiek. Porady "idź na terapię" dostają osoby, które widać nie radzą sobie z emocjami, nie uporały się z nieciekawym dzieciństwem itp. i same hasła "dorośnij, przestań przejmować się matką" nic nie dają, bo nie wiedzą JAK to zrobić. Pewnie, niektórym wystarczy książka o radzeniu sobie z emocjami, wielu osobom przyda się jednak terapeuta konwencjonalny czy też nie, który pomoże uporać się z tym co męczy. Nie wiem czemu masz przeświadczenie, że na terapii klient nie pracuje, nie radzi sobie z emocjami, tylko idzie na łatwiznę jakby terapeuta robił wszystko za niego. Dla mnie terapia to bardzo intensywna praca nad sobą, tylko pod okiem i przewodnictwem kogoś doświadczonego.
              Na warsztatach NLP fajnie nam trenerka mówiła - metody, które przerabiamy są naturalne dla wielu osób. Wykonują je bezwiednie, np. wzmacniając lub osłabiając jakieś wspomnienia czy emocje z czymś związane. Jednak niektórzy nie potrafią tego, lub nie potrafią zastosować świadomie do pewnych sytuacji. Wtedy przyda się ktoś kto na początku poprowadzić przez proces.
              Metod jest wiele, tak jak dróg terapii, każdy może znaleźć coś co pasuje do niego i mu pomaga.
              • tortola Re: Sorvina 22.11.12, 11:05
                Sorry, ale NLP jest uznawane za nienaukowe choć ma wielu zwolenników. To coś jak homeopatia- pomaga tym co w nią wierzą . Wiara czyni cuda .Wiara w NPL tez czyni cuda .
                • sorvina Re: Sorvina 22.11.12, 12:22
                  tortola napisała:

                  > Sorry, ale NLP jest uznawane za nienaukowe choć ma wielu zwolenników. To coś j
                  > ak homeopatia- pomaga tym co w nią wierzą . Wiara czyni cuda .Wiara w NPL tez
                  > czyni cuda .

                  Mam wiele szacunku do niektórych "nienaukowych" terapii, bo pomogły mi tam, gdzie naukowe metody jakoś nie sprawdziły się. Gdybym przekładała czołobitność do dr przed nazwiskiem nad patrzenie na efekty, nadal byłabym na prochach z diagnozą - "do końca życia". Mam podejście praktyczne - interesuje mnie to co działa.
                  Znam osobiście zbyt wiele osób, które dzięki NLP w bardzo krótkim czasie uporały się np. z fobiami, męczącymi wspomnieniami, czy innymi problemami - w sposób trwały, by uznać, że skoro naukowcy mówią, że nie działa, to nie działa bo tak mówią. Oczywiście NLP jest szerokim pojęciem i wielu trenerów używa go bez większego zrozumienia raczej w formie manipulacyjnej niż terapeutycznej, sugerując zakłamywanie problemu zamiast jego uzdrowienia. Ale w rękach mądrego trenera to potężne narzędzie, choć na pewno nie cudowny lek na wszystko, raczej pakiet technik do wykorzystania w konkretnych sytuacjach. Zwłaszcza świetnie się sprawdza w szeroko rozumianym rozwoju osobistym i dlatego jest często używany przez coachy do np. pracy nad motywacją, nastawieniem itp.

                  Niektórzy naukowcy twierdzą, że jakakolwiek terapia pomaga dlatego, że pomaga zwykła rozmowa oraz wiara pacjenta w skuteczność takiej terapii - owszem, coś w tym jest. Natomiast osobiście uważam, że sposób "rozmowy" i inne techniki trzeba dobrać do siebie - jednej osobie wystarczy pogadać, inna musi sobie wizualizować, inna woli ruch - musi poczuć - bardziej zadziałają formy pracy z ciałem oraz ustawienia grupowe itp. Na szczęście człowiek ma obecnie możliwość wyboru. Warto tylko trafić na fachowca w swojej branży, a w dziedzinie terapii niekonwencjonalnych o pozorantów i niedouczonych "mistrzów", bardzo pazernych na kasę jeszcze łatwiej niż wśród psychologów. Najlepiej szukać osoby sprawdzonej.
            • margonik Terapia 22.11.12, 11:47
              A ciekawe, czy rzeczywiście tak dużo ludzi korzysta z terapii? Przecież to kosztuje i to słono. Nie orientuję sie dokładnie (niech wypowiedzą się ci, co byli), ale pewnie ze 100zł za wizytę, a na jednej wizycie się nie kończy...
              Z pewnością czasami sie opłaca, bo jeśli kogoś miałoby to postawić na nogi, to i czasami 1000zł warto wydać, co może się zwrócic z nawiazką, ale...
              Powiem szczerze, że osobiście wolę jednak rozwiązywać swoje problemy tańszymi metodami :-)
    • zuzi.1 Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 17:38
      Nieudacznikiem to jest Twoja mama, która jako wysoko postawiony urzędnik nie pomogła Ci jeszcze czegos sensownego znalezc w czasach kryzysu i braku pracy...
      • ola33333 Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 18:14

        zuzi.1 napisała:

        > Nieudacznikiem to jest Twoja mama, która jako wysoko postawiony urzędnik nie po
        > mogła Ci jeszcze czegos sensownego znalezc w czasach kryzysu i braku pracy...

        dokladnie
        • mwiktorianka Re: Moja matka i ja... 21.11.12, 19:17
          Rzadko reaguję ostro, ale tym razem nie będę się hamować; twoja matka jest po prostu głupią, toksyczną matką.Głupim człowiekiem po prostu.
          Po co masz się męczyć w relacjach z kimś takim? Odetnij się od niej całkowicie, na pewno nie jest to łatwe bo to jednak matka, ale nie daje ci wyboru.
          Jak można nazwać nieudacznikiem dziecko inteligentne, ambitne, które skończyło studia i jest zaradne.Jak można wstydzić się takiego dziecka?
          Aż strach pomyśleć jak by cie traktowała gdybyś sprawiała problemy wychowawcze; nie uczyła się, brała narkotyki itd...
          Takiej babie to się powinien trafić taki mąż co to jak zupa będzie za słona to....Może wtedy byłaby zadowolona.Mąż nie dobry córka to samo, ech szkoda słów.
          Bardzo współczuję ci takiej matki.Dla własnego dobra trzymaj się od niej tak daleko jak tylko się da i nie pozwól się gnoić.

          A swoją drogą ciekawe czy jak ona skończyła by studia teraz, a nie w czasach kiedy praca praktycznie była wszędzie to czy tak łatwo by ją znalazła?
    • sootball Re: Moja matka i ja... 22.11.12, 07:12
      Powiedz jej żeby nie uzależniała swojego poczucia wartości od TWOICH sukcesów lub porażek i żeby przestała być na Tobie tak uwieszona emocjonalnie. Jesteś dorosłą kobietą, rób to, co jest dobre dla Ciebie, nie masz obowiązku ciągłego uszczęśliwiania mamusi. Być może czujesz, ze jesteś jej to winna - dzieci kochane warunkowo, którym uczucie było/jest okazywane tylko gdy coś osiągnęły, były najlepsze itp., tak mają.
      Nie musisz żyć tak jak ona to sobie wyobraża, a ona nie ma prawa czegoś takiego od Ciebie wymagać.
    • default Re: Moja matka i ja... 22.11.12, 08:19
      Ja poniekąd rozumiem Twoją matkę, bo sama jestem matką dorosłej córki po studiach, która od dawna nie może znaleźć pracy. Więc wiem, jak bardzo jest to dla rodzica trudne i frustrujące. To naturalne, że matka chce jak najlepszego życia dla swojego dziecka, że oczekuje, że ułoży się ono dla niego jak najkorzystniej - znajdzie dobrą pracę, usamodzielni się, wejdzie w dobry i stabilny związek itd.
      I kiedy widzi się, że te marzenia i nadzieje się nie spełniają, że dziecko nie jest tak szczęśliwe i spełnione jak się spodziewaliśmy że będzie - bo nie ma pracy, bo nie ma stabilizacji, bo... coś tam - to jest to szalenie dołujące, człowiek przeżywa niepowodzenia dorosłego dziecka dużo gorzej niż swoje własne, rodzi się poczucie winy ("a może powinnam była jednak inaczej je wychować, może to wskutek moich błędów teraz ma tak a nie inaczej?") oraz poczucie bezsilności, gdy nie wiadomo jak pomóc (gdy np. nie ma się możliwości "załatwienia" dziecku posady).

      Podejrzewam, że te uczucia miotają także Twoją mamą - tyle że z jakichś powodów wyraża je w najgorszy dla Ciebie - i dla siebie w sumie - sposób. Może dlatego że taki ma charakter i nie umie inaczej. Może dlatego że nigdy nie miałyście dobrych relacji i nie umiecie szczerze rozmawiać ze sobą o uczuciach. Jeśli nie chcesz naprawiać relacji z matką - to faktycznie odetnij się i urwij kontakty.
      Ale spróbuj może przez chwilę inaczej spojrzeć na jej intencje - być może (niekoniecznie, ja pzrecież nie znam Twojej matki) tak naprawdę, w głębi serca wcale nie uważa Cię za nieudacznika, nie jesteś jej wrogiem, a to co mówi wyraża po prostu jej troskę o Ciebie. Chociaż wyraża w jak najgorszy sposób...
      • sootball Re: Moja matka i ja... 22.11.12, 10:05
        Myślę że trochę projektujesz na jej matkę własne uczucia. Ja pewnie też ;)
        Nie sądzę żeby jej matka miała poczucie winy, wręcz przeciwnie, ona ma pretensje, że córka nie spełnia jej oczekiwań.
        • default Re: Moja matka i ja... 22.11.12, 11:24
          Być może. Mnie osobiście trudno wyobrazić sobie, że można od dziecka oczekiwań spełnienia swoich własnych oczekiwań. Ja oczekuję, że moje dziecko spełni swoje oczekiwania, czyli np. znajdzie dobrą pracę. I to uszczęśliwi i ją, i mnie.
          Natomiast rzeczywiście odczuwam czasem coś na kształt "pretensji" - to uczucie bezsilnej złości z gatunku tych "dlaczego akurat my mamy tak do bani, a innym się układa", ale jest to złość ogólna, a nie skierowana konkretnie przeciwko mojej córce.
          Z tym że ja rozumiem mechanizm tej złości, tej pretensji i nie wyżywam jej na córce, natomiast są osoby, które nie potrafią zracjonalizować i zdefiniować swojej frustracji i obracaja ja przeciwko najblizszym.
          • mojko-2 Moja matka i ja... 22.11.12, 14:22
            Jestem matką dorosłej córki i nasze relacje nie zawsze były łatwe ale nie bardzo rozumiem co miałaby naprawiać córka tej "wariatki" z wątku ? Za złe relacje odpowiada matka i to ona powinna je naprawić . Myślę jednak, że wygodniej jest wylewać pomyje na córkę i męża którzy nie spełniają oczekiwać "mamusi " i "żonusi".
            Na miejscu córki odsunęłabym się jak najdalej od matki ale wcześniej bardzo jasno i wyraźnie powiedziałabym dlaczego to robię . Jeśli matka zechce naprawić relację z córką, podejmie wysiłek . Jeśli nie, trudno . Znacznie gorzej będzie dla córki tkwić w toksycznych relacjach z matką .
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moja matka i ja... 28.11.12, 06:17
      Najprawdopodobniej pełni Pani dla matki rolę tak zwanego " narcystycznego obiektu". Czyli takiego, który zaspokaja jej potrzeby i ją tylko gratyfikuje. Pani jako odrębna osoba z własną linią rozwoju, światopoglądem, życiem, które tych walorów nie spełnia jest dla mamy rozczarowaniem i budzi jej złość. Pani ją zawodzi i ona to w swojej psychice bardzo mocno odczuwa. Dlatego za wszelką cenę próbuje się ratować przed zalewającymi ją uczuciami do Pan, jako swojego psychicznego oprawcy. Stąd krytyka, która ma Panią zmobilizować. Odetchnie z ulgą jak się nasyci, ale to nie potrwa długa, bo zaraz mama poczuje znany sobie niedosyt i zostanie wymyślone inne zadanie. Prawdopodobnie takim samym obiektem dla mamy jest Pani ojciec a jej mąż.
      To okropna rola choć ostatnio dość częsta. Niewiele w mamie da się już zmienić.
      Może takie zrozumienie swojej uprzedmiatawiającej funkcji pomoże Pani realnie się odseparować.
      Więc póki jest Pani młoda i ma szanse na psychiczną separację, to proszę to zrobić jak najszybciej. Choć nie mogę zagwarantować świętego spokoju. W Pani psychice, taka postawa mamy na pewno już swoje odcisnęła piętno. Ale treść ostatniego zdania Pani wpisu napawa nadzieją, że to może się zmienić we dorosłym życiu, które ułoży Pani na swój rachunek, nie mamy. Agnieszka Iwaszkiewicz



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka