mgielka_mgielka
21.11.12, 16:50
Może zacznę od początku. Byłam chcianym dzieckiem, niekoniecznie szczęśliwie dobranych rodziców. Relacje matka - ojciec od zawsze były napięte, co wiązało się głównie z pracą ojca, która wg matki nigdy nie była wystarczająco płatna i rozwijająca. Mam wrażenie, że w ziwązku z tym matka pokładała nadzieje we mnie. Byłam uczennicą ze świadectwami z paskiem, poszłam na wybrane studia i ... no właśnie. Nie mam pracy. Studiowałam dziennie, łączyłam pracę ze studiami, mam doświadczenie i nic. Skończyłam różne kursy podnoszące kwalifikacje i d..pa. Utrzymuję się sama - wyjeżdżam do pracy za granicą i nie uważam tego za ujmę na honorze, skoro nie udaje mi sie w kraju. Niestety od skończenia studiów jestem dla matki wrogiem publicznym numer 1 (na zmianę z ojcem). Moja matka, wysoko postawiony urzędnik uważa, że jestem nieudacznikiem takim jak ojciec. Ciągle rozlicza mnie z tego, że to moja wina iż nie mogę znaleźć pracy. Wstydzi się mnie przed znajomymi i rodziną. Nigdy nie byłam z nią blisko, swą miłość wyrażała w postaci pieniędzy i zakupów. Ale moja obecna sytuacja, bądź co bądź dorosłej kobiety, która ciągle słyszy, że zmarnowała życie nie jest budująca. Nie wiem po co to piszę - może żeby się wygadać? nie chcę naprawiać relacji z matką, chcę mieć tylko święty spokój..