edzi-a40
05.04.13, 09:53
Problem, który chce opisać, może nie jest szczególnie poważny czy spędzający sen z powiek, ale ja mimo wszystko się martwię.
Mój syn w tym roku zdaje maturę. A przynajmniej miał zdawać. Bo kilka dni temu oświadczył mi, że on maturę olewa, i jej nie potrzebuje. Zaskoczyło mnie to, ponieważ planował iść na studia na matematykę. A teraz, miesiąc przed maturą słyszę, że nic z tego. Dlaczego? Bo mu się nie chce. Bo studia nie są gwarancją znalezienia pracy. Bo już się tyle uczył, że kolejnych lat nauki nie zniesie. Że nie potrzebuje wykształcenia wyższego.
Chociaż sam dotychczas twierdził, że po zwykłym LO nie ma nic, i trzeba gdzieś dalej iść.
W pierwszym półroczu tez był cyrk, bo był zagrożony z angielskiego, i jak się okazało, prawie w ogóle na niego nie chodził. Poprawić ocenę poprawił, ale w sumie w ostatniej chwili.
W tym półroczu jest inaczej, chociaż też sporo zajęć opuszcza. Tyle że to nie jest tak, że nie idzie do szkoły, tylko potrafi dwie godziny siedzieć w szkole, po to, żeby później dwie godziny ,,opuścić'', i z powrotem do niej wrócić. I to też tłumaczy tym, że mu się już uczyć nie chce.
Ogólnie nie ma problemów z nauką, ale taka jego postawa mnie trochę dziwi. Zwłaszcza, że nagle mu się wszystko zmieniło. W sumie w tej klasie. W poprzednich latach nie było takich sytuacji.
Jeszcze dodał ostatnio, że źle się czuje, i tym bardziej nie ma ochoty na naukę, i żebym nie myślała, że on będzie zdawał maturę i szedł na studia, bo nie pójdzie i koniec, i to jego ostateczna decyzja.
Martwię się. I teraz: przesadzam? Dać mu spokój, niech robi, co chce? Wiem, że na siłę go do niczego nie zmuszę, ale sama nie wiem, co robić.