worried_22
26.06.13, 11:26
Śledzę od pewnego czasu tematy związane z przemocą psychiczną.
Przeczytałam też kilka spośród polecanych książek.
Rozmawiałam przez telefon zaufania z dwoma osobami. Jedna powiedziała mi, że mąż stosuje przemoc psychiczną, druga że nie.
Stąd moja konsternacja i prośba o wyjaśnienie raz jeszcze ;) czym się to zjawisko charakteryzuje.
Gdy powiedziałam mężowi, że podejrzewam problem, zaczął bardziej uważać na to, co robi czy mówi. Ale i tak dochodzi do dziwnych sytuacji (znacznie rzadziej niż kiedyś), tyle że teraz mnie za nie przeprasza, czego wcześniej nie robił.
Jakie konkretnie zachowania skłoniły mnie do zgłębiania tematu? Wyszydzanie, wyśmiewanie, ironia obecna prawie non stop, fochy z trzaskaniem drzwiami, udawanie płaczu, gdy dziecko (4 l.) nie spełni oczekiwań męża, teksty w stylu "mam to w d...", "przestań pier...!", niesprzatanie po sobie, niewykonywanie żadnych obowiązków tzw. domowych, kontrolowanie wydatków (zawsze jak po coś idę, muszę powiedzieć, ile to będzie kosztowało i dokładnie tyle dostaję, a jak źle obliczę kwotę w przypadku np. większych zakupów spożywczych to jest foch i mówienie, że znów przyszłam lub dzwonię po pieniądze).
Jakie jest natężenie tych zachowań? Po urodzeniu dziecka próbowałam z mężem rozmawiać, dzielić obowiązki itp. Nie było rezultatu rozmów. Potem uznałam, że będę milczeć i robić swoje, nawet sprzątać po nim, że zaakceptuję ten układ i nie będę się denerwować, a tylko cieszyć, kiedy jest ok. Nie wytrzymywałam i raz na kilka tygodni mówiłam, co mi nie leży i zwykle robiła się z tego awantura. Jak okazało się, że mąż więcej na mnie "burczy" niż się normalnie odzywa, a podczas kłótni mnie nawet raz przewrócił, zaczęłam szukać informacji.
M.in. tutaj.
Po tym co przeczytałam porozmawiałam z nim i zaczęłam znów nie pozwalać mu na pewne zachowania. Teraz reaguję natychmiast na konkrety, a nie próbuję ogólnie tłumaczyć. Przynosi to pewne rezultaty, ale mam wrażenie, że zmiany są na poziomie zachowania a nie postawy. Nadal zdarza mi się usłyszeć o "pokrętnym babskim myśleniu", czy "bo baby to muszą narzekać", czy coś w stylu "wymyśliłaś problem i teraz próbujesz mnie do niego dopasować". Dlatego mam wątpliwości, czy te zmiany w zachowaniu są trwałe... Na sugestię o terapii usłyszałam: "Jak chcesz, to pójdę", a później "Mam pewną teorię na twój temat i jak ją skonsultuję ze specjalistą to ci powiem".
Co o tym wszystkim myśleć? Jak uważacie, jest tu przemoc, czy nie? Bo ja już mam kompletny mętlik w głowie... :(