worried_22
02.07.13, 14:09
Nauczyłam się nie reagować agresją w sytuacjach, gdy czuję się atakowana przez męża (sarkazm, wulgarny język nie wobec mnie lecz nt. sytuacji, "odwracanie kota ogonem") - czasami nie udaje mi się stłumić emocji i zaczynam płakać.
Mąż zarzuca mi że wtedy też stosuję przemoc. Powołuje się na informacje ze strony acn.waw.pl/pietja/psych/przemocF.htm , gdzie jest napisane, m.in. że "Płacz- pojękiwanie i szlochanie";
oraz
"Jęczenie - płaczliwe, niewyraźne wypowiedzi podniesionym głosem, o nieadekwatnej treści"
to przemoc.
I teraz mam pytanie, jeśli rzeczywiście niechcący stosuję przemoc, to co mam robić z emocjami (żal, złość), jeśli nie można ich wyrażać krzykiem (racja!) , ani płaczem (?), a każda próba racjonalnej argumentacji w oparciu o wiedzę nt przemocy psychicznej (choć w rozmowie z mężem tej nazwy nie używam) spotyka się z natychmiastowym "odwróceniem kota ogonem"?
Czuję się całkowicie bezsilna...
Tym bardziej, że jeśli mówię, coś w stylu "nie chcę ci tego tłumaczyć, bo nie mam stosownego wykształcenia, porozmawiasz na ten temat z psychologiem", słyszę coś w rodzaju "Teraz to już ze wszystkim odsyłasz mnie do psychologa!" " W ogóle nie da się z tobą rozmawiać!"
Na moje wychodzenie z pokoju z tekstem "Przepraszam cię, muszę na chwilę się zdystansować i uspokoić" reakcja jest podobna, np. 'Wstąpiłaś do jakiejś sekty! W ogóle nie da się z tobą rozmawiać! Zobaczymy, jak ty się poczujesz, gdy ja będę przerywał rozmowę w połowie!" (doskonale wiem, jak to jest, bo że mąż ma zwyczaj wybiegać z domu w połowie kłótni bez słowa, co najwyżej z tekstem w stylu "ja to pier...!"...)
Czy w tym kontekście mój płacz jest faktycznie przemocą? Jak ją ewentualnie opanować? Bardzo proszę o radę.