2kowalska
11.08.13, 21:17
Od dawna czytam forum, dzisiaj postanowiłam opisać swój problem. Proszę o radę Panią Agnieszkę i inne życzliwe osoby. Ogląd z zewnątrz może mi pomóc.
Jestem DDA, oprócz tego, moja rodzina zawsze była bardzo biedna, nie jestem biologicznym dzieckiem ojca, z którym się wychowałam, rodzice mi o tym nie powiedzieli, ale sprawa dość szybko wypłynęła z innej strony i całe dzieciństwo przeżyłam w takim poczuciu, że nie jestem tym za kogo uchodzę. Oprócz tego moja siostra była od dziecka poważnie chora i pamietam ciągłą obawę o jej życie. Jedynym słowem mnóstwo stresu, poczucie własnej wartosci równe zeru i po prostu cięzkie życie. Mimo tego wszytskiego udało mi się wyjśc na ludzi, to znaczy bardzo dobrze sie uczyłam, skończyłam studia, zna jezyki, założyłam własna firmę, mam sukcesy, może finansowo mogłoby być trochę lepiej, ale mam poczucie satysfakcji, jestem niezależna, lubię to co lubię i nie stresuję się w pracy. Mam męża, przeżywamy lepsze i gorsze chwile, ale zdaję sobie sprawę, ze to w dużej mierze z mojego powodu, bo wyłazi moje DDA, ale pracuję nad tym. Nie mamy dzieci i jest mi z tym dość ciężko, ale mamy jakieś plany alternatywne, więc mam nadzieję, że w ten czy inny sposób spełnie sie jako matka. A teraz do rzeczy. Jak to bywa w podobnych sytuacjach, długo nie dopuszczałam do siebie myśli, że coś jest ze mną nie tak, a moja rodzina jest dysfunkcyjna, ale po wielu próbach znalazłam dobrą terapię i terapeutkę, której zaufałam. Przepracowałyśmy mnóstwo spraw, miałam terapie grupową i indywidualną, radzę sobie ze sobą lepiej, rozumiem mechanizmy wielu moich zachowań, próbuję dzięci temu reagować inaczej niż tego się wyuczyłam latami żyjąc w rodzinie dysfunkcyjnej. Ale oczywiście nie wszystko jest dobrze. Nie radze sobie z kilkoma sprawami. Po pierwsze mojej rodzeństwo. Mam takie silne poczucie winy, ze mi sie udało, a im niekoniecznie. To znaczy dużo gorzej powodzi im się finansowo, brat jest mało zaradny życiowo, jąka się, jest mało przystosowany, znalazł dorywczą pracę fizyczną, ale tak naprawdę jest skazany na rodziców. Wiem, wiem, każdy jest kowalem własnego losu, ale on akurat nie miał ani możliwości intelektualnych ani psychofizycznych, zeby zrobić ze swym życiem coś więcej. Próbuję nie mieszać jego życia z moim, żeby nie oszaleć, od czasu do czasu kupuje mu coś (telefon, ubranie, jakiś film), czy zabieram do siebie na dzień dwa, żebyśmy mogli coś razem porobić, ale spotkania te to z jednej strony stres, z drugiej poczucie obowiązku. Cieszę się, ze coś mogę dla niego zrobić, ale też fatalnie się wtedy czuję psychicznie, wszystko mnie dopada, takie poczucie beznadziejności, wspomnienia, smutek z tego powodu jak wygląda i jak będzie wyglądać jego życie. Z drugiej strony, jakoś nie potrafię naprawdę uczynić go częścią mojego życia, to znaczy w pewnym sensie wstydzę się tego jaki on jest. To tak, jakbym całe życie uciekała przed swoim starym życiem, a on jest żywym przykładem, jakie ono było. Inna sprawa to mój dom rodzinny. O moich rodzicach powiedziałabym przede wszystkim, że są nieudolnie życiowo, zwłaszcza mama. Na przykład zawsze panuje w domu bałagan. Nawet jak się stara i próbuje coś robić, to wychodzi jej to beznadziejnie. Brudne szklanki, kurz na telewizorze grubości centymetra, smród w lodówce, walające się wszędzie śmieci, ohydna łazienka. Wiem, ze moją rolą nie jest sprzątanie tam, ale jak tam jadę i widzę to wszystko, to czuję się beznadziejnie. Siada mi samopoczucie natychmiast. Z drugiej strony, ja ich kocham, bo poza tym moja matka nie robi nic złego, widać, ze nas po swojemu kocha i jej zależy. Ale ja jej takiej nie potrafię zaakceptować. Ona to oczywiście widzi i jest jej smutno. Jakaś pokręcona sytuacja. Wiem, że mam żyć przede wszystkim swoim życiem, ale to nie jest tak, ze jestem gotowa ich od siebie odciąć i wcale tego nie chcę, co więcej czuję się winna, ze mam trudności z zaakceptowaniem ich takich jacy są, więc staram się coś dla nich zrobić i wtedy to poczucie beznadziejności do mnie wraca. Proszę o jakieś mądre słowa, jak sobie to wszystko poukładać, aby łatwiej z tym żyć.