Dodaj do ulubionych

Czy da się tak żyć?

12.12.13, 07:31
Witam. Postaram się zwięźle opisać swoją sytuację.
Jestem z mężem 8 lat, po ślubie rok. Nigdy się nie kłóciliśmy, o nic. To było aż dziwne. Ale przez to żadne z nas nie znało swoich potrzeb. Mamy 3,5 letnie dziecko. W lato mój mąż wyjechał do pracy, 4 miesiące- wracał na weekendy. Miałam dużo czasu na przemyślenia. Zaczęłam zauważać wiele rzeczy ( większość jest naszą wspólną winą), mianowicie, że nie satysfakcjonuje mnie nasze życie łóżkowe, że przez te 8 lat nigdzie razem nie wyszliśmy, bo on nie lubi, że byłam bardziej jego matką niż partnerką- kupowanie skarpet, załatwianie wszystkich urzędowych spraw, rejestrowanie do lekarzy ( i gdyby to chociaż działało w obie strony...). Nazbierało się mnóstwo "bzdur". W międzyczasie poznałam kogoś. Zdradziłam. Było... nie do opisania dobrze. Mąż, nie ważne w jaki sposób, dowiedział się. Był wściekły, uderzył mnie ( nie mam mu tego za złe, jego emocje były przeogromne). Ale potem powiedział, że chce to ratować. Gdybym odeszła, musiałabym zamieszkać 500km od obecnego domu, on jest bardzo związany z córką. Nie chcę tego robić. n jest naprawdę dobrym człowiekiem, pracuje, oddaje mi wszystkie pieniądze, nie pije, nie wychodzi z kumplami, z tym, że nie ma ani kawałeczka własnego świata, a tym samym nie daje mi odetchnąć. W tym roku pierwszy raz po 8 latach poszłam potańczyć na dyskotece ( mam 27 lat, on 35), nie patrząc na jego kwaśną minę. On teraz się stara- bardzo - i zadowolić mnie w łóżku, i schudł, i zaczął używać perfum...Ale... mam wrażenie, że poza przywiązaniem... z mojej strony nic nie ma... ani pociągu fizycznego, ani miłości. Czy to jest powód do tego, żeby się rozejść? Żeby rozdzielić ojca i dziecko? Jedynie to mnie chyba trzyma... Czuję do niego... sympatię, jak do dobrego kolegi, przyjaźń może. Ostatnio wiele razy słyszałam, że przyjaźń to zbyt mało, żeby żyć razem... Ale słyszałam to od osób, które nie są w mojej sytuacji...

--
www.alterlife.blog.pl
Obserwuj wątek
    • yoma Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 08:34
      Zostaw dziecko ojcu i odejdź.
      • tully.makker Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 09:12
        A skad przekonanie, ze ojciec chce sie opiekowac dzieckiem, i ze dziecko chce zostac z ojcem?
        • yoma Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 09:53
          Stąd

          > on jest bardzo związany z córką.
          > Czy to jest powód do tego, żeby się rozejść? Żeby rozdzielić ojca i dziecko?

          Poza tym nie mówię, że autorka ma to zrobić pod sankcją tortur - poddaję rzecz pod rozwagę, bo ludziom bardzo często nawet do głowy nie przyjdzie, że to ojciec może się opiekować dziećmi.
          • tully.makker Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 10:04
            bo ludziom bardzo często nawet do głowy nie przyjdzie, że to ojcie
            > c może się opiekować dziećmi.

            Zgadnij dlaczego.
            • yoma Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 10:39
              Z mocy stereotypu?
              • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 11:47
                Odnośnie roli taty- to jest najlepszy ojciec, jakiego dziecko mogłoby zapragnąć. Spędza z małą czas jeśli nie pracuje, może nie jest to basen ani jakieś spektakularne wyjścia, ale zabawa w domu na podłodze, młoda skacze po nim jak po piłce, no taka zwyczajna bliskość.
                Z tym, że zdajemy sobie sprawę z tego, że to mnie mała woła w nocy, że to do mnie biegnie, kiedy jest smutna. No tak to jest chyba, że związek dziecka z matką jest jakby inny niż z ojcem. Nie lepszy. Po prostu inny. Jest jeszcze aspekt opieki nad małą- tam gdzie bym pojechała, są babcie ( z obu stron)- nie byłoby problemu z opieką, pracą. ALE to 500 km ... widzieliby się maksymalnie 2 dni w miesiącu... Mąż nie chce wracać tam... twierdzi, że nie może, nie chce, przez to co zrobiłam- zmieniać całego życia, tak naprawdę zaczynać wszystkiego od nowa. I ma rację. No bo niby dlaczego? Ja już nawet pomijając zdradę... bo wyobraźmy sobie, że po prostu uczucie się wypaliło, i już, czy jest to powód do rozstania...? To ciągle jest dylemat, przed którym stoję. Dodatkowo sfera seksu- to jest dla mnie bardzo ważny aspekt życia. Spełnienie seksualne jest dla mnie bardzo ważne. Rozmawiałam z psychologiem. Stwierdził, i zgadzam się z nim- że jeśli nie będę odczuwać satysfakcji w łóżku to prędzej czy później znów zdradzę. Bo to są bardzo silne potrzeby i nie da się ich tak po prostu wyciszyć. No i, że jeśli zostanę w tym związku jedynie dla dziecka, to dziecko również szczęśliwe nie będzie. sama już nie wiem... Słysząc to w ustach innych wszystko wydaje się być tak proste... a POTEM, SIADAM SAMA, ZACZYNAM MYŚLEĆ, I MAM OCHOTĘ STRZELIĆ SOBIE W GŁOWĘ
          • igge Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 10:14
            Też myśle jak yoma, że są ojcowie, ktorym można powierzyć całkowitą opiekę nad dziećmi.
            A co do związku to wspołczuję autorce wątku sytuacji i pewnie lepiej dla niej chyba odejść.
            Dziecko ma przechlapane.
            Ja bym nie odeszła tylko zostala dla tej przyjaźni i o ile seks jest ok.
            Ale autorka jest młoda a ja to stara kobieta, swoje w życiu przeżyłam i miłością się nasyciłam a ona jakby nigdy nie była naprawdę zadowolona z małżeństwa tylko nie zdawala sobie z tego długo sprawy. Ważne czy lubicie spędzać razem czas, bawicie się razem, śmiejecie, czy miłość kiedyś była obecna? W dawnych czasach co prawda miłość w małżeństwie nie była konieczna :)

            • cat4 Re: Czy da się tak żyć? 14.12.13, 18:24
              "Ja bym nie odeszła tylko zostala dla tej przyjaźni i o ile seks jest ok."

              I marnowała facetowi życie na bycie z kobietą, która go nie kocha?

              Do autorki - uczciwiej jest odejść i dać szanse i jemu, i sobie na ułożenie sobie życia z kimś, do kogo czuje się coś więcej niż tylko sympatię. On też na to zasługuje.
    • default Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 09:20
      Odejdź, nie ma sensu marnować życia z mężczyzną, do którego nic nie czujesz, poza "przywiązaniem, sympatią" - które z czasem na bank zmienią się w niechęć, może wręcz nienawiść. Tylko musisz dobrze przemyśleć kwestię dziecka, ono tak czy owak będzie najbardziej poszkodowane, postaraj się tak rozegrać, by szkody jak najbardziej ograniczyć.
      • korag1000 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 23:06
        default napisała:

        > Odejdź, nie ma sensu marnować życia z mężczyzną, do którego nic nie czujesz, po
        > za "przywiązaniem, sympatią" - które z czasem na bank zmienią się w niechęć, mo
        > że wręcz nienawiść. Tylko musisz dobrze przemyśleć kwestię dziecka, ono tak czy
        > owak będzie najbardziej poszkodowane, postaraj się tak rozegrać, by szkody jak
        > najbardziej ograniczyć.
        Jak to marnować życia z mężczyzną? Ja rozumiem solidarność jajników ale bez przesady. Cztery miesiące nieobecności męża spowodowały, że odkryła nagle wszystkie jego wady. Tylko cztery miesiące wystarczyły by zdradzić.
        Już słyszę Wasze wypowiedzi gdyby post miał tytuł " wyjechał na 4 miesiące do pracy i mnie zdradził". Zmieszałybyście go z błotem.
        A teraz Waszym zdaniem ona marnuje sobie życie z mężczyzną? Bo nie dorosła do związku ani rodziny? Jeśli chciała zobaczyć jak to jest to bez dziecka no sorry. Co chciała spróbować? Spróbować to można zupę pomidorową. I jeszcze teraz zadaje pytanie czy być czy odejść? Powinna iść na kolanach do Kalkuty, że mąż chcę mimo wszystko jej wybaczyć.
        I żeby nie było. Gdyby przez te cztery miesiące przeanalizowała i doszła do wniosku, że to nie jest to i chce odejść bo nie kocha to jeszcze w mojej ocenie by uszło. Ale ona zwyczajnie puściła się z innym i orgazm teraz za nią podejmuje decyzje.
    • alpepe Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 11:47
      zostaw dziecko ojcu i idź żyć. Porzygaj się tą wolnością i adoracją, skoro wcześniej tego nie miałaś i jest to dla ciebie tak ważne.
      Jeśli tylko będziesz dbała o kontakt z dzieckiem, może nie będzie tak źle.
      • aqua48 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 12:04
        Moim zdaniem nie ma najmniejszego sensu podtrzymywać związku. który się skończył "dla dobra dziecka". Taki związek nie istnieje, a dziecko patrząc jak obok siebie żyje dwoje obcych sobie w gruncie rzeczy osób, choćby zachowywali się najbardziej poprawnie nie uczy się właściwych zachowań i żadnego dobra dla niego nie będzie.
    • danaide Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 12:21
      Przez te 8 lat tańczyłaś jak Ci zagrał? To się doigraliście. Ty, spuszczona ze smyczy, poczułaś zew wolności i już nic nie będzie takie same. Nie wiem czemu miałabyś się wynosić 500 km (chyba nie do tej miłostki), ale jeśli się ponownie wtrybisz w małżeństwo to kosmetyka z jego strony nic nie da - Ty po prostu chyba potrzebujesz już czegoś innego. I sama bardzo ładnie to ujęłaś - kwestia rozpoznania potrzeb, jeśli Twoje rozpoznane potrzeby będą kwestionowane przez męża to i tak to się rozleci.
      • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 12:57
        dlatego 500 km, bo tam mam mieszkanie, absolutnie nie do tej miłostki. miedzy nami był czysty układ. zero zobowiazan. obydwoje z rodzinami.
        • aankaa Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:18
          masz 27 lat, od 8 jesteście razem (czyli zaczęłaś w wieku 19 z panem starszym o 8 lat) w tym rok od ślubu (dziecko 3,5 roku)
          wcale się nie dziwię, że to tak wyszło...
          • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:03
            aankaa napisała:

            > masz 27 lat, od 8 jesteście razem (czyli zaczęłaś w wieku 19 z panem starszym o
            > 8 lat) w tym rok od ślubu (dziecko 3,5 roku)
            > wcale się nie dziwię, że to tak wyszło...

            Znam wyjątkowo udane małżeństwo, w którym ona miała 16 lat, a on 25, jak zaczęli ze soba chodzić. Mają dwoje dzieci, są razem kilkanaście lat i znam niewiele par, które są tak zgrane. Nie ma reguły.
      • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:09
        danaide tak trochę było. Tylko nie mam o to pretensji. Nigdy nie musiałam pracować ( długo miałam rentę rodzinną, potem urodziła się córka , często chorowała, na opiekę nas nie stać), mój mąż starał się jak mógł. Tylko brak komunikacji spowodował, że on myślał, że ja potrzebuję jednego, a ja myślałam o czymś innym... I tak przez lata... wychowana w rodzinie gdzie kłótnie były często, poświęciłam własne zdanie na ołtarzu spokoju. Teraz... poczułam się wolna. Dokładnie- jak spuszczona ze smyczy.Tak naprawdę nigdy nie decydowałam sama o sobie. Wyjechałam jak miałam 19 lat, później dom, rodzina... Czułam , że się duszę. To nie jest usprawiedliwienie. Nie zamierzam się wybielać. Takie podjęłam decyzje.Tak jak mówię, mój mąż to dobry człowiek, nie zasługujący na coś takiego. A ja... nie wiem co mam zrobić. On twierdzi, że mnie kocha, że nie potrafi beze mnie żyć... że nigdy nie ułoży sobie życia, jeśli odejdę. Że być może coś sobie zrobi. Wiem, że to ostatnie to manipulacja. Ale wiem też... że dla niego to byłoby niesamowicie ciężkie.
        • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:25
          Strasznie mi żal tego męża:( On może teraz zrobić wszystko, żeby bylo dobrze, ale Ty tego i tak nie docenisz, bo seks nie taki. Ja rozumiem, że seks jest ważny, ale dla niego niszczyć człowiekowi życie? Zabierać dziecku jedno z rodziców? Ten seks kiedyś przestanie być najważniejszy i co wtedy?
          Ja wszystko rozumiem, i tę chęć wyszumienia się, i te brak satysfakcji seksualnej, bo tego nie da się przezwyciężyć, i to, że jesteś młoda, ale człowiek powinien być odpowiedzialny, czy nie lepiej było o tym pomyśleć przed dzieckiem niż teraz? Nie jesteś już sama, powołałaś na świat dziecko, Twoje odejście odbierze mu albo ojca, albo Ciebie, czym ono zawiniło?
          Może to konserwatywne z mojej strony, ale nie umiem doradzić w tym przypadku patrzenia wyłącznie na własną satysfakcję. Wiem, że facet, któremu grozi utrata ukochanej, potrafi się zmobilizować, wiele z siebie dać, czy nie można mu jednak dać szansy?
          • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:36
            Sebalda, dlatego właśnie mam wątpliwości, dlatego pytam. Ujmujesz w słowa myśli, które chodzą mi również po głowie. Czy warto dla własnych emocji jakie by nie były zabierać dziecku ojca i odwrotnie. A z drugiej strony jak żyć- bez miłości, bez żadnego pociągu- teraz kiedy mąż mógłby się kochać ze mną 3 razy dziennie ( kiedyś raz na 2, 3 tygodnie), a ja... nie to, że nie czuję pożądania... czuję, ale to tylko zasługa mojej wyobraźni, fantazji. Ale najchętniej robiłabym to dużo rzadziej...
            • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:08
              Zrób to, co robi wielu facetów na Twoim miejscu: bzykaj się z kimś innym po cichu i czekaj aż dziecko podrośnie. To najbardziej pragmatyczna rada. Jeśli uznasz, że tak nie możesz, nie zniesiesz podwójnego życia, nie możesz patrzeć na męża itd., to wtedy zadecydujesz o rozstaniu.
              • kotobala Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 01:07
                triss_merigold6 napisała:

                > Zrób to, co robi wielu facetów na Twoim miejscu: bzykaj się z kimś innym po cic
                > hu i czekaj aż dziecko podrośnie. To najbardziej pragmatyczna rada. Jeśli uznas
                > z, że tak nie możesz, nie zniesiesz podwójnego życia, nie możesz patrzeć na męż
                > a itd., to wtedy zadecydujesz o rozstaniu.

                I po raz kolejny: PROSTACZKA.
                Nie umiesz czytać kobieto? Nie rozumiesz polskich znaków? Mas problem z czytaniem???
                • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 07:18
                  Każda wypowiedź ma w sobie coś z prawdy o mnie. Prawdą jest, że poczułam chęć ... bycia wolną. Na to ma wpływ i to, że dałam się mentalnie zdominować mężowi ( choć on tego świadomie nie zrobił) i to, że związałam się " na poważnie" w młodym wieku. Prawdą jest, że... bardzo ciężko będzie mi poczuć cokolwiek do męża, chociaż chyba nie jest az tak tragicznie, skoro zależy mi nie tylko na tym, żeby nie krzywdzić córki, ale też nie wyobrażam sobie że jemu mogłabym wyrządzić TAKĄ krzywdę. Prawdą jest, że to ja powinnam teraz błagać go o wybaczenie, dziękować za zrozumienie ( bo jak sam powiedział- teraz widzi , że chciał zamknąć mnie zupełnie w swoim świecie, nie biorąc pod uwagę mojej osobowości i tego, że ja do szczęścia potrzebuję też innych ludzi, znajomych). Najtrafniejszą rzeczą jest na pewno rada, żeby nie podejmować decyzji pochopnie.
                  Teraz wyjeżdżam na miesiąc, może trochę krócej, może trochę dłużej. Żeby ochłonąć , zdystansować się. Być może się stęsknić... OBY.
                  Nie zamykam jeszcze dyskusji, chętnie poczytam jeszcze , jeśli ktoś chciałby coś dodać. Dziękuję bardzo za wypowiedzi na naprawdę dobrym kulturalnym poziomie, poza malutkimi wyjątkami. Jestem na tym forum od lat, pod innym Nickiem, ale nie chciałam, żeby moje wcześniejsze wypowiedzi, sympatia bądź antypatia do mojej osoby rzutowały na ocenę sytuacji.
                  Pozdrawiam serdecznie.
                  • terazkasia Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 09:03
                    Nie zapominaj jeszcze o tym, że miłość męża do Ciebie bynajmniej nie musi być Ci pisana na wieki - a jestem pewna, że Ty podświadomie wychodzisz z założenia, że tobie jest dana, choć pewnie nie przyznałabyś się do tego, nawet sama przed sobą.
                    Może zdarzyć się tak, że po przeskoczeniu pewnego progu wytrzymałości on będzie miał dość.
                    Dodatkowo może się zdarzyć, że też kogoś pozna, i to stanie się katalizatorem (tak jak w Twoim przypadku), dotrze do niego to, jakie rozmiary lekceważenia spotkały go z Twojej strony.
                    Pamiętaj, że jego wyznania, uczucia, chęć naprawy, wybaczenia mogą trwać jeszcze tylko przez jakiś czas.
                    Po prostu on może wkrótce zrozumie, że
                    1. obecna uległa postawa i gotowość przyjęcia Ciebie z powrotem nie sprzyja temu, żebyś go szanowała
                    2. najlepszym sposobem na zmianę Twojego nastawienia i poczucia, że jesteś nieszczęśliwa, jest zgodzenie się na rozstanie z Tobą

                    Tyle że przy pkt. 2 powrót może nie być już możliwy.

                    Natomiast sądzę, że owszem, powinnaś stracić, co masz, tylko wtedy będzie jakaś szansa, żebyś zrozumiała, czy bzyknięcie się z paroma nowymi partnerami było tego warte (może dojdziesz do wniosku, że było, też możliwe).
                    Ps. Uważam, że zabranie dziecka ojcu do miejsca odległego 500 km to barbarzyństwo. Jak w ogóle możesz to rozważać?! Jak sama byś się czuła, gdyby on to zrobił? Przecież mieszkanie można sprzedać!
                    • ma-ura Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 09:56
                      podpisuje sie pod tym, co napisala teraz kasia. ty zwyczajnie nie cenisz tego, co masz. ok. masz prawo. obys tylko po wybzykaniu sie tu i owdzie nie zostala z reka w nocniku i dopiero zrozumiala, co stracilas. mysle, ze maz swoimi staraniami tylko poglebia swoja przegrana pozycje, bo tym wzbudza tylko litosci i lekcewazenie. gdyby zamiast tego odwrocil sie od ciebie, znalazl kobiete, ktora go doceni jestem pewna, ze spojrzalabys na niego innymi oczyma i nagle wydal by ci sie bardzo atrakcyjny i cenny jako facet. tak ze punkt widzenia zalezy od punktu spojrzenia na sprawe.
                    • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:04
                      Absolutnie nie twierdzę, że miłość męża jest mi dana na wieki. Ja nawet sama mu mówiłam, kiedy on tak mocno zaczął się starać, żeby mi pozwolił odczuc, że go straciłam, inaczej nic może z tego nie wyjść. Żeby nie robił nic "dla mnie".
                      Nie zamierzam tez, jeśli doszłoby do rozstania, wiązać się od razu, a już na pewno sypiac z kilkoma osobami w jakimś niedługim odstępie czasu. Moje dylematy to nie tylko sprawy łóżkowe. Tak jak pisała verdana- to również inne aspekty, bo przez lat kilka czułam się jak matka a nie partnerka, to co się dzieje teraz to wypadkowa kilku czynników. Owszem , sprawy łóżkowe najbardziej mi dokuczają. Ale to nie jedyna rzecz.
                      Odnośnie sprzedaży mieszkania- nie mogę tego zrobić. Sytuacja prawna nie jest uregulowana. To mieszkanie spadkowe, nie stać mnie na spłatę zachowku, poza tym, jest moje na pół z bratem- z tym, że brat od zawsze deklarował, że gdyby co, to on się stamtąd wyprowadza ( ma gdzie) i ja mam prawo tam mieszkać. Tak, że sprzedaż odpada, od razu bym o tym pomyślała. Wynajem w naszym mieście też odpada, bo ceny są kosmiczne, nie dalibyśmy rady się tak utrzymać.
                      • terazkasia Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:30
                        alterlife napisał(a):
                        > wno sypiac z kilkoma osobami w jakimś niedługim odstępie czasu. Moje dylematy t
                        > o nie tylko sprawy łóżkowe. Tak jak pisała verdana- to również inne aspekty, bo
                        > przez lat kilka czułam się jak matka a nie partnerka, to co się dzieje teraz
                        > to wypadkowa kilku czynników. Owszem , sprawy łóżkowe najbardziej mi dokuczają.

                        Co u Ciebie było punktem wyjścia, można tylko zgadywać. Zgadywać można też, na ile zrozumienie innych braków związku było wtórne. Ja obstawiam jako punkt wyjścia: nudę i niedowartościowanie, ew. kompleksy (jeśli niedowartościowanie, to nie oznacza, że automatycznie jest / było winą męża!). Moim zdaniem pozostałe "zarzuty" są tylko skutkiem.

                        Alterlife, ja Cię nie oceniam, tylko piszę, że wszystko, co czujesz i robisz, nie jest wzniosłe, jak Ci się wydaje, tylko w sumie strasznie pospolite. Zresztą sama piszesz, że czujesz się jak spuszczona ze smyczy ;)

                        To, że sytuacja prawna mieszkania uniemożliwia sprzedaż, nie oznacza, że zabranie dziecka ojcu do miejsca odległego o 500 km nie jest barbarzyństwem.

                        Może kiedyś zrozumiesz, że dojrzały, mający rodzinę człowiek, nie obraca swoich działań jedynie wokół własnego "ja".

                        Dodam, że swoje dylematy za jakis czas możesz widzieć w zupełnie innym świetle.

                        Ps. Oby Twój mąż jak najszybciej wyszedł z fazy załamania. O ile nie jest z niego totalna doopa (sorry za określenie), wyjdzie prędzej czy później, i to wszystkim wyjdzie na dobre.
                        Pozdrawiam.
                        • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:46
                          Ja o tym wiem, że to byłoby barbarzyństwo , jak ujęłas. Biorę tylko również pod uwagę... że czasem życie układa się , nie , my układamy w taki a nie inny sposób. Że , ok. u nas byłby taki powód do rozstania, ale ludzi rozstają się też z dużo mniej ważnych... Po prostu dochodzą do wniosku, że cos się skończyło i tyle. Układają życie na nowo. Czy trwanie w związku za wszelką cenę to najlepsze rozwiązanie? Czy dla dziecka, życie w rodzinie, w której związek rodziców nie jest naturalny , ciepły - jest zdrowe? Moja psycholog stw., że absolutnie nie... Ja teraz odbiegam od decyzji jaką podejmę, zadaję pytanie w odniesieniu ogólnym- czy trwanie w związku za wszelką cenę jest dla dziecka dobre?
                          • terazkasia Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 11:10
                            „czy trwanie w związku za wszelką cenę jest dla dziecka dobre?” Odpowiadam: nie, trwanie w związku za wszelką cenę nie jest dobre dla nikogo.

                            Ale tu nie chodzi ani tylko o dziecko, ani tylko ogólniki, tylko o konkretną sytuację:
                            tu nie jest tak, że dwie strony chcą odejść
                            Twoje argumenty do odejście wydają się być dyktowane wpływem chwili, trochę niedojrzałością

                            Odnoszę wrażenie (nie tylko ja, zauważ), że to, co robisz, to lot ćmy do zapalonej świecy.
                            Jednak rób, co chcesz, sama musisz zdobyć doświadczenie, dopiero potem ocenisz, czy warto było.
            • pogodoodporna Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 15:19
              alterlife napisał(a):

              > Czy warto dla własnych emocji jakie by nie
              > były zabierać dziecku ojca i odwrotnie. A z drugiej strony jak żyć- bez miłośc
              > i, bez żadnego pociągu- teraz kiedy mąż mógłby się kochać ze mną 3 razy dzienni
              > e ( kiedyś raz na 2, 3 tygodnie), a ja... nie to, że nie czuję pożądania... czu
              > ję, ale to tylko zasługa mojej wyobraźni, fantazji. Ale najchętniej robiłabym t
              > o dużo rzadziej...

              Nawet nie wiesz jak bardzo Cie rozumiem...
              Z moich obserwacji wynika, ze przecietnemu czlowiekowi duzo latwiej przychodzi skrzywdzic siebie, niz kogos innego, stad pewnie Twoje rozterki. Zeby przekreslic meza musialabys go najpierw, nie wiem jak to nazwac, moze- odhumanizowac ? Zrobic z niego przemocowca, brutala i swinie, a tego, jak sama piszesz, nie da sie zrobic, bo facet jest porzadnym czlowiekiem. Dlatego tez tak Ci trudno. Lamiesz sie czy nie poswiecic samej siebie w takim razie, tym bardziej, ze on sprytnie gra na Twoich uczuciach, podkresla jak bardzo Cie kocha i jaki bylby bez Ciebie samotny (znam to doskonale z autopsji).
              Bez wdawania sie w szczegoly mojego osobistego zycia moge Ci napisac, ze tylko cud moglby sprawic, zebys go z powrotem pokochala. Jakies tapniecie ziemi, nagla, a ciezka choroba, cos co by was zjednoczylo wokol jednej sprawy, najlepiej takiej, ktora dotyczy zycia i smierci. Inaczej nie ma szans. Jesli nic zlego w waszym zyciu sie nie stanie (czego Ci absolutnie nie zycze), bedziesz zyla jak do tej pory, meczac sie strasznie. Wiem co mowie.
              I jeszcze jedna drobna uwaga na koniec, dla tych ktorym wydaje sie, ze seks to taka glupotka, ktora z czasem i tak przestaje byc potrzebna. Tylko ignoranci mysla, ze bez satysfakcjonujaceg seksu zwiazek moze przetrwac. Bo seks, oprocz kilku "smiesznych ruchow" jest wyrazem bliskosci, czulosci i potrzeby bycia kochanym, jest wiec istota zwiazku. Jesli ktos umie uprawiac seks dla sportu to jest szczesciarzem, bo moze go odizolowac od uczuc. Jesli jednak jest inaczej, tak jak w Twoim czy moim przypadku, zaden zwiazek nie przetrwa, jesli nie ma w nim pozadania. Moj nie przetrwal, chociaz bardzo sie staralam (dla tzw "dobra dzieci").
              • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 15:27
                Seks nie jest głupotką, nie jest nieważny, ale też nie jest jedynym i wyłącznym wyznacznikiem szczęścia i udanego związku. Bez niego jest słabo, ale jeśli TYLKO on jest filarem, dobrze też nie jest. I o związkach opartych WYŁĄCZNIE na dobrym seksie też jest parę książek i filmów.
                Faceci często manipulują poczuciem krzywdy, tym, że nie wyobrażają sobie życia bez tej jedynej, że sobie żyły podetną. Ale tutaj tak nie jest. Jest coś znacznie więcej: kocham cię tak, że chcę, żebyś była szczęśliwa, nawet jeśli będziesz się dobrze bawić beze mnie. A ja i tak będę czekał, zawsze możesz do mnie wrócić. Którego faceta stać na taki altruizm?
                • pogodoodporna Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 16:26
                  sebalda napisała:

                  > Seks nie jest głupotką, nie jest nieważny, ale też nie jest jedynym i wyłącznym
                  > wyznacznikiem szczęścia i udanego związku. Bez niego jest słabo, ale jeśli TYL
                  > KO on jest filarem, dobrze też nie jest. I o związkach opartych WYŁĄCZNIE na do
                  > brym seksie też jest parę książek i filmów.

                  Otoz to :-) Seks nie jest najwazniejszy, ale bez niego nie ma nic. Warto miec tego swiadomosc.
                  Jasne, kazdy z nas ma inne doswiadcznia i swoja wlasna prawde, ale ja bede sie trzymac wersji, ze trzeba byc uczciwym, zarowno wobec siebie jak i wobec partnera. Jesli zalozycielka watku twierdzi, ze maz jej nie pociaga, a przede wszystkim- nie chce/nie potrafi dzielic z nim intymnosci, bliskosci, to ja moge doradzic jej tylko rozstanie. Sama nie umialam sie charytatywnie poswiecac i oferowac seksu komus kogos nie kocham, wiec rozstanie (zamiast poszukiwania kochanka) uwazam za opcje najbardziej uczciwa.

                  > Faceci często manipulują poczuciem krzywdy, tym, że nie wyobrażają sobie życia
                  > bez tej jedynej, że sobie żyły podetną. Ale tutaj tak nie jest. Jest coś znaczn
                  > ie więcej: kocham cię tak, że chcę, żebyś była szczęśliwa, nawet jeśli będziesz
                  > się dobrze bawić beze mnie. A ja i tak będę czekał, zawsze możesz do mnie wróc
                  > ić. Którego faceta stać na taki altruizm?

                  Sebalda, a powiedz tak szczerze, jakie to ma znaczenie, ze ktos pada mi do nog i spiewa serenady pod oknem? ;-) Przeciez nawet gdyby na rzesach stawal i uszami klaskal, to nie sprawi ze go pokocham. Wiem, brutalnie to zabrzmialo, ale lepiej brutalnie cos przerwac niz tkwic w zwiazku z litosci.
          • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:51
            Wklejasz tu adres swojego bloga, więc pozwolę sobie zacytować:
            "Jak bardzo trzeba kochać, żeby, wiedząc o celu rozłąki, powiedzieć „jedź, baw się dobrze, tylko wróć…, nie potrafię żyć bez Ciebie…a nawet jeśli dokonasz innego wyboru- tutaj zawsze jest Twój dom…”

            Nie wyobrażasz sobie, jak bardzo bym chciała coś takiego usłyszeć. Dla mnie to kwintesencja miłości, zasadniczo nie wierzyłam, że coś takiego istnieje, myślałam, że tylko w literaturze jest możliwe.
            Pewnie wiesz, jak bardzo typowy jest Twój problem, choć to w niczym Ci nie pomoże. Od wieków jest opisywany na setki sposobów. Z tego, co pamiętam, kobiety z takim dylematem jak Twój, nigdy dobrze nie kończą. Nie mówiąc o ich dzieciach.
            Masz przy boku miłość jak z bajki, jak z kart powieści, ale to Ci nie wystarcza. Cóż, ludzie są różni. Nie potępiam Cię, broń Boże, ale też nie rozumiem. Może dlatego, że coś, co dla mnie byłoby ideałem miłości, dla Ciebie nie musi być tym samym. Może dlatego, że ja mam dwadzieścia lat więcej niż Ty. Może dlatego, że wierzysz w to, że masz prawo myśleć tylko o sobie. Z reguły tego nie potępiam, ale tutaj....
            Mimo wszystko współczuję. Ale też radzę nie robić nic pochopnie.
            • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 13:59
              Twój problem jest dla mnie o tyle ważny, że moja córka też jest z facetem starszym (nawet więcej niż Twój mąż), zrównoważonym i kochającym. I ona też w pewnym momencie zauważyła pewnie jego niedomogi (brak romantyzmu, wygodnictwo, niechęć do wyjść) i chciała odejść. Ale on dla niej zmienił wszystko, zawalczył jak lew o ten związek, stara się i nadrabia, a ona jest dzięki temu szczęśliwa. Ktoś powie, że ludzie się nie zmieniają, że to na pokaz i tymczasowe. Może, ale ona już postawiła granice, już wie, że może odejść w razie czego, że ma prawo mieć w związku potrzeby i je realizować. Z tym, że ona nie przestała go kochać, odeszła z rozsądku bardziej. Teraz są na etapie pogłębionego i dojrzalszego związku, może się uda....
              Może spróbuj przyjąć jego dary i je docenić. Dać Wam, całej trójce, jeszcze szansę?
              • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:02
                Tylko nie miej w przyszłości pretensji do córki jeśli zostawi w końcu tego starszego nieruchawego misia, bo uzna że chce pożyć jak jej rowieśnice i poczuć się młodą kobietą.
                • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:09
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Tylko nie miej w przyszłości pretensji do córki jeśli zostawi w końcu tego star
                  > szego nieruchawego misia, bo uzna że chce pożyć jak jej rowieśnice i poczuć się
                  > młodą kobietą.

                  Triss, byłam pierwszą, ktora przyklasnęła jej odejściu. Podtrzymywałam wręcz w tej decyzji. Ubolewałam nad tym, że wróciła, nie będę miała zatem do niej pretensji, jeśli zrobi to znowu. To jej życie. Przy czym na pewno nie pochwalę jej, gdy zrobi to, mając dzieci, ale wtedy też nie potępię, jakie mam do tego prawo?
                  Teraz ona jest młodą kobietą, żyje jak rówieśnice. Wychodzi bez niego, a częściej z nim, on się dostosował.
                  Wysłałam jej bloga autorki. Tak na wszelki wypadek.
                  • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:13
                    Po co ją w ogóle pchasz w ten związek? Pisałaś same - w Twoim odczuciu - superlatywy, że poważny, że starszy, spokojny, nieagresywny itd., że bardzo się cieszysz że jest odwrotnością tatusia, że ma dobry wpływ na córkę, a dla mnie to horror, jakbyś pałeczkę w sprawowaniu pieczy i wychowywaniu córki przekazała temu facetowi.
                    • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:19
                      Dziwczyny, ale się uśmiałam z tego, co Triss napisała:))))))))

                      Seba, mam ostatnio wrażenie, że to co piszesz, to formalnie wszystko gra, ale w drugim obiegu jakoś nie styka;)

                      Triss, czytam to forum może z rok, i zawsze kojarzyłam, że piszesz coś jednym zdaniem. A ostatnio o dwóch rodzajach reagowania na słabość, zmianie w alkoholiku versus zburzeniu układu rodzinnego, wczoraj o dręczeniu zwierzat przez seryjnych morderców. PISZ WIĘCEJ NIŻ 1 ZDANIEM:) Pewnie siedzisz gdzieś w pracy, miliony niech Ci na kontach sie pomnażają, ale dla takich czasem zdań warto tu wejść:)
                    • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:20
                      Triss, wiesz, to nie jest tak, że ja nie widzę wad... Widzę je... Tylko tu chodzi o małą... Jak mogę, dla własnego egoizmu, można to nazwać szczęściem- zmienić aż tak jej życie? Oddzielić od ojca, w którego wpatrzona jest jak w obrazek. Rozmawiałam z wieloma osobami - szukałam rad, pocieszenia itd.
                      Większość twierdzi- skoro nie kochasz, odejdź. Tyle kobiety. Mężczyźni... są Twojego zdania Triss...
                      • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:29
                        Ja odeszłam od męża, który był bdb. ojcem i związałam się z kochankiem z którym wcześniej miałam romans. Odeszłam z powodu, najkrócej mówiąc, ignorowania moich konkretnych potrzeb i stosowania spychotechniki (to było znacznie bardzie wk...ce niż ignor). Nie żałowałam nigdy, a minęło już ładnych parę lat.
                        Inna sprawa, że u mnie logistyka mieszkaniowo-pracowa była inna i znacznie wygodniejsza, a syn kontakt z ojcem miał i ma zapewniony regularny.
                        Zostań jeśli uważasz, że dasz radę układ jeszcze pociągnąć, jeśli uważasz że nie, to daj sobie pół roku- rok na myślenie i odejdź.
                        • bessie_blount Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:52
                          A ja słyszałam takie słowa i wzięłam je sobie głeboko do serca: odejdź dopiero wtedy kiedy jesteś absolutnie pewna. Dopóki masz jakiekolwiek wątpliwości czy to zrobić, to znaczy że jeszcze nie pora.
                          • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:55
                            Też prawda. Ja byłam absolutnie pewna, że jeszcze tydzień-miesiąc, a wyląduję z załamaniem nerwowym i że chcę odejść niezależnie od kosztów, zysków, ewentualnych nowych związków. Do ostatecznej decyzji dojrzewałam rok.
                    • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:23
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Po co ją w ogóle pchasz w ten związek?

                      Triss, chyba czytasz trochę po łebkach i bez chęci zrozumienia. Facet ma wiele zalet, nie da się ukryć. Ma też wady, jak każdy. Ubolewałam nad tym, że jej wybór został dokonany na zasadzie wyboru odwrotności ojca, bo to nie jest dobry doradca, więc tutaj się nieco mylisz. Zresztą ja też dokonałam wyboru na tej zasadzie i starzy bywalcy wiedzą, jak na tym wyszłam.
                      Wspierałam ją w tym odejściu, nawet nie wiesz, jak. Wkurzałam się, gdy wróciła. Nie wierzyłam w poprawę faceta pod presją. Nadal się przyglądam. Ale ona jest teraz szczęśliwa, a z drugiej strony wie, że umie postawić granice. Jak dla mnie, teraz jest ok, jestem o nią już spokojna. Tą bardzo mądra młoda kobieta. I potrafi być asertywna:)
                      • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:32
                        To nie nie wspieraj, nie wkurzaj się, tylko nie wtrącaj? Dorosła jest, ślubu nie ma, dzieci nie ma, tłumaczyć się nie musi.
                        • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:54
                          triss_merigold6 napisała:

                          > To nie nie wspieraj, nie wkurzaj się, tylko nie wtrącaj? Dorosła jest, ślubu ni
                          > e ma, dzieci nie ma, tłumaczyć się nie musi.

                          Robię to tylko wtedy, gdy sama do mnie przychodzi. Mam ją odgonić? Mamy taki kontakt ze sobą, nie zależy mi na tym, żeby go zrywać, to takie dziwne?
                      • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:34
                        Sebalda, jak Ciebie ostatnio czytam, to tez mam takie wrażenie, że Twój najwiekszy problem to nie mąż-przemocowiec (?), ale Twoje "współuzależnienie". Ty zwyczajnie żyjesz tymi romansami córki.
                        • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 14:59
                          paris-texas-warsaw napisała:

                          > Sebalda, jak Ciebie ostatnio czytam, to tez mam takie wrażenie, że Twój najwiek
                          > szy problem to nie mąż-przemocowiec (?), ale Twoje "współuzależnienie". Ty zwyc
                          > zajnie żyjesz tymi romansami córki.

                          Po pierwsze nie romanse, tylko jeden, po drugie słusznie piszesz, że masz wrażenie, co nie jest jednoznaczne z tym, że tak jest. Masz małe dzieci, więc możesz jeszcze nie wiedzieć, że czasami rodzice mają bliski kontakt z dorosłymi dziećmi. To nie złoślowość, tylko stwierdzenie faktu.
                          Poza problemem z mężem (no i z kasą) nie mam innych. A już na pewno nie z dziećmi, tak się składa.
                          Za znak zapytania dziękuję:P
                          • igge Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 13:13
                            popieram Cię Sebalda. Fajnie nie mieć większych problemów z dużymi dziećmi, lubię bardzo sposób w jaki piszesz o swoich dzieciach i chcesz im pomóc (o ile same Cię o taką pomoc poproszą, o ile chcą zwrócić się z małym czy dużym problemem do Ciebie)
        • danaide Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 00:36
          Nie wiń się pisząc - nie chcę się wybielać. Zwyczajnie, dorosłaś i do seksu, do zmysłowości, do innej przestrzeni. Nie wiem co Ci poradzić, pewnie tylko idź za intuicją, zacznij rozmawiać z mężem, ale jak pisałam - kosmetyka to za mało, to muszą być zmiany na poziomie komórkowym, żeby coś w Tobie odżyło. I nie zdziwię się jeśli okaże się, że on nie potrafi, a Ty nie chcesz być nieuczciwa i... no nie wiem.
        • differentview Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:03
          alterlife napisał(a):

          > mój mąż to dobry człowiek, nie zasługujący na coś takiego. A ja... ni
          > e wiem co mam zrobić. On twierdzi, że mnie kocha, że nie potrafi beze mnie żyć.
          > .. że nigdy nie ułoży sobie życia, jeśli odejdę. Że być może coś sobie zrobi. W
          > iem, że to ostatnie to manipulacja. Ale wiem też... że dla niego to byłoby nies
          > amowicie ciężkie.

          wydaje mi sie, ze to jest czesty schemat- ta druga strona jest taka dobra, taka oddana, tak mnie kocha, krzywde by sobie zrobila gdybym odeszla; na pozor uosobienie wszelkich cnot; jednak z drugiej strony- jesli pomimo calej tej wspanialosci ja nie kocham tej osoby, nie pragne, nie chce z nia byc- no to jestem zlym czlowiekiem, ktory niszczy kochajacemu partnerowi zycie? mowiac szczerze- nie wierze w to do konca; probujac odniesc to do siebie- jesli kochalam kogos, kto mnie nie kochal, kto meczyl sie ze mna - no to coz, trudno, swoje musialam przecierpiec i puscic taka osobe wolna- wszystko inne byloby manipulacja; jesli mnie kochal ktos bez mojej wzajemnosci- nigdy nie poswiecalam sie i nie bralam pod uwage zranionych uczuc; owszem- to boli ale musi bolec a potem przestaje; takie sa konsekwencje bycia w relacjach z ludzmi- nikt nie ma obowiazku odwzajemniac uczuc tylko dlatego, ze ta druga osoba jest przyzwoitym i dobrym czlowiekiem;

          jednak w Twoim przypadku musisz sie zastanowic nad jedna kwestia- nieziemski seks z kochankiem to nic nadzwyczajnego; byc moze z mezem na poczatku tez bylo swietnie; wcale nie masz pewnosci, ze gdybys z kochankiem byla w zwiazku nie zobaczylabys tysiaca wad, ktore na poczatku przeslania chemia; bardzo mozliwe tez, ze w konfrontacji z codziennoscia z kochankiem Twoje libido tez by spadlo a po kilku latach czulabys z nim to samo co teraz z mezem; wiec z uwagi na dziecko zastanow sie czy nie moglabys z mezem sprobowac byc na innych zasadach i moze wtedy i seks by sie polepszyl; moim zdaniem to zadanie dla twojego meza zeby stal sie bardziej pewny siebie i niezalezny i nie zabijal zwiazku tekstami o "zabijaniu siebie gdybys odeszla"; mnie takie teksty zawsze odstraszaly, mialam wrazenie, ze ktos chce sie na mnie uwiesic, nie ma poczucia wlasnej wartosci i godnosci a to skutkuje zabiciem pozadania na amen
    • gosiekbia Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 15:00
      żyłaś w związku który tylko wydawał ci sie dobry. Niestety Waszą wina był brak rozmowy. Nie mówiliście sobie o swoich potrzebach tylko razem odhaczaliście kolejny dzień życia. I nagle ty odkryłaś co możesz mieć. - satysfakcję z seksu. To też pomyśl czego możesz nie miec. Rozsypie się rodzinka , córa będzie miała ojca na parę dni. Możliwe że i on sie odzwyczai od ciebie i córki i potem będzie spotkanie raz na parę miesięcy a potem na parę lat. W końcu po próbach pewnie znajdzie inna kobietę i tyle. Jednak na nic nie jest za późno! przede wszystkim rozmawiajcie!
      powiedzcie sobie prawdę ale myślę że warto spróbować ratować rodzinę ! Odejść zawsze możesz ale nie rób tego pochopnie. A nad pociągiem fizycznym można popracować. powodzenia
      • verdana Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 17:10
        Moim zdaniem powinnaś zakończyć ten związek. To nie tylko chodzi o seks, ale o to, zę nie masz w mężu partnera, tylko kolejne dziecko. Zalety zaletami, ale bezwolność, niechęć do załatwiania czegokolwiek, zwalanie drobnostek na partnerkę, jakby była mamusią małego dziecka - to sa wady fundamentalne. Poza tym doskonały seks może nie jest podstawą związku, ale niechęć do seksu jest rzeczą w związku nie do przyjęcia. Rozmowa tu chyba nie pomoże, niestety. Seks rządzi sie innymi prawami. Wcześniej czy później znienawidzisz faceta.
        Sprzedaj mieszkanie, które masz i kup coś innego bliżej.
    • enith Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 17:45
      Jest jedno sensowne wyjście z sytuacji: odejść od męża, sprzedać to mieszkanie, które masz 500 km od obecnego miejsca zamieszkania i kupić/wynająć coś blisko eks-męża. W ten sposób ograniczysz znacząco rewolucję w życiu swojej córki i męża. Mąż mógłby nadal w obecnym zakresie zajmować się dzieckiem, nawet codziennie, jeśli zgracie to logistycznie.
      Przyklaskuję idei odejścia od męża, którego nie kochasz i nie pożądasz. Ja na twoim miejscu zrobiłabym to samo. Ha, w sumie raz zrobiłam, z tym, że nie byłam wtedy mężatką. Wiem, jakie to uczucie, gdy na lata zapomina się o sobie i odwiesza własne istotne potrzeby na kołek, byle tylko nie urazić tej drugiej strony. To się musiało zemścić, niestety. Teraz należy działać tak, by z poszanowaniem własnych potrzeb, narobić jak najmniej szkód w życiu innych ludzi, tu męża i dziecka. Uważam, że twoje odejście w szerszej perspektywie wyjdzie wszystkim na zdrowie, mężowi, o którym piszesz, że jest bardzo porządnym człowiekiem i zasługuje na kochającą żonę także.
    • asfo Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 17:51
      Jak na mój gust to wyszłaś za mąż wcześnie, za spokojnego, starszego gościa, zanim się wyszalałaś i teraz nagle odkryłaś, że jednak chcesz się bawić, pod czas gdy on jest w wieku i takie ma usposobienie, że woli być w domu z rodziną.

      1. Małżeństwo rzadko kiedy jest przez cały czas swego trwania przesycone namiętnością i silnymi wrażeniami, stan w którym spokojnie się żyje z dnia na dzień jest normalny. Źle że ze sobą nie rozmawiacie, ale jeśli jemu na tobie tak zależy, to będzie skłonny do podjęcia starań naprawczych. Z mojego punktu widzenia jest tak, że trzeba chcieć kogoś kochać, świadomie pracować nad tym i tak samo świadomie wyrzekać się pokus w postaci innych atrakcyjnych obiektów które wpadają nam w oko. Jeśli się będzie polegać tylko na przejściowych stanach uczuciowych, to żaden związek na dłuższą metę nie przetrwa.

      2. Nawet jeśli Twój mąż nie lubi podejmować aktywności rozrywkowej, to nie znaczy że nie możesz wyjść, zaszaleć z koleżankami i podjąć działań organizacyjnych w sprawie interesujących wakacji. U mnie jest tak, że to ja planuję wakacje i 90% życia towarzyskiego - zaakceptowałam ten fakt i nie jest to dla mnie powodem do zmartwienia.

    • nammkha Re: Czy da się tak żyć? 12.12.13, 21:02
      No właśnie. Mi się wydaje, że wasz związek po prostu ewoluuje. Ty doszłaś do wniosku, że pewne rzeczy Ci nie odpowiadają i chcesz to zmienić. Może to jest właśnie dobry krok. Może te zmiany są możliwe w Twoim związku? Może twoje potrzeby możesz spełniać nie odchodząc od męża? To naturalne, że ludzie z czasem się zmieniają, dojrzewają. Prawdziwy związek to taki, który właśnie te trudne chwile przetrwa, w którym partnerzy dla siebie nawzajem przeistoczą się w nieco inne, dojrzalsze osobowości. Może i wam się uda? A seks... Seks to także dynamiczny aspekt związku, a dla kobiety, bardzo często przestaje być satysfakcjonujący kiedy oddala się psychicznie od partnera. Dlatego ja bym raczej uznała, że to naturalne, że seks nie jest udany, skoro nawalają także inne aspekty życia partnerskiego. Jeśli uda wam się odbudować ten związek na "wyższym" poziomie to i seks powinien stać się bardziej satysfakcjonujący. Może namów męża na terapie? Pomogłoby mu to stać się bardziej męskim w podejmowaniu decyzji. Ja myślę, że warto zrobić wszystko zanim się człowiek wycofa ze związku, zwłaszcza jeśli jest dziecko. Ale jak się nie uda to trudno trzeba odejść i próbować żyć inaczej.
      Pozdrawiam Cię.
      • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:45
        Ale... mam wrażenie, że poza przywiązaniem... z mojej strony nic nie ma... ani pociągu fizycznego, ani miłości. Czy to jest powód do tego, żeby się rozejść? Żeby rozdzielić ojca i dziecko? Jedynie to mnie chyba trzyma... Czuję do niego... sympatię, jak do dobrego kolegi, przyjaźń może.

        Wg mnie czasem dobrze na związek spojrzeć jako na "sam" związek, pomijając dzieci, finanse, logistykę dnia codziennego. Czy gdybym teraz spotkała tego faceta znów bym go wybrała? Jesli nie, to raczej taki związek nie ma sensu. Nie ma się co oszukiwać. Przyczyny moga być różne, mało małżenstw zawieranych w tak młodym wieku długo trwa (tak podobno mówią statystyki). Ludzie się zmieniają, ich drogi mogą się rozjeżdżać. 19 lat to tak młody wiek, że nawet ciężko zawód/studia wybrać czasem, a co dopiero rozeznać się w sobie i drugiej osobie i stworzyć związek na całe życie. Wg mnie warto dać sobie szansę na fajne życie oraz temu facetowi. Dziecko to tylko wymówka, jakieś operacje z mieszkaniem na pewno da się załatwić, zarobić, zamienić, etc. To są wg mnie kwestie poboczne.
        • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 10:57
          To troche takie odwrócenie kolejności...

          Normalnie: idę do łóżka, bo mam ochote. Jestem z kimś, bo go kocham.

          Tutaj: postaram się chodzic z tym panem do łóżka, bo mam dziecko i wspólne mieszkanie. Lubię go nawet, och jaki porządny, i córka go uwielbia, no to postaram się i go pokocham.

          To tak jakby ktos ze współlokatorem postanowił związa się na całe życie, bo tyle korzyści. Wg mnie takie układy chyba są dość męczące. Bardziej wierzę, że powiedzie sie układ, że obie strony sa faktycznie dla jakiejś fasady, dla pieniedzy, ale wcale się nie kochają, niż, gdy jedna osoba bardzo chce (tu mąż - ta jego "miłość" jakaś taka bardzo lękliwa, nie do konca mnie przekonuje...), a druga raczej się zastanawia, czy się zmusić.
          • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 12:14
            Obserwuję właśnie, jak facet może się starać i zmienić, jeśli naprawdę mu zależy. Sorvina niedawno napisała, że związek, który przeszedł kryzys, przepracował problemy, dojrzał, jest wartościowszy czasami niż taki bezrefleksyjny, udany tylko z pozoru.
            Dla mnie mężczyzna, który mówi ukochanej kobiecie, że nawet jeśli odejdzie, to zawsze może wrócić i on ją przyjmie z powrotem, że jego dom zawsze będzie jej domem, jest nadzwyczajny.
            Mamy pretensje do zdradzającego męża, że po wydaniu się zdrady za mało się stara, a tutaj tak łatwo dajemy odpuszczenie win i zwalniamy z tego starania się o naprawę kobietę.
            Ja wierzę, że związek w niektórych sytuacjach można naprawić. Gdy są ku temu przesłanki, naprawdę warto spróbować. A tutaj są, jak się wydaje.
            • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 12:41
              Kryzys to coś innego niż brak uczucia. To trochę odwrotna sytuacja jak w wątku o zdradzonej żonie sprzed bodajże 3 dni.
              • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 12:43
                Dla mnie mężczyzna, który mówi ukochanej kobiecie, że nawet jeśli odejdzie, to zawsze może wrócić i on ją przyjmie z powrotem, że jego dom zawsze będzie jej domem, jest nadzwyczajny.
                Mamy pretensje do zdradzającego męża, że po wydaniu się zdrady za mało się stara, a tutaj tak łatwo dajemy odpuszczenie win i zwalniamy z tego starania się o naprawę kobietę.

                Dla mnie ten facet jest desperatem. I mało to realistyczne.

                Ja akurat nie wierzę w "wielkie starania". W tym wątku zdradzonej żony akurat o tym pisałam. To opcja Twoja i Zuzi:)
                • pogodoodporna Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 12:56
                  paris-texas-warsaw napisała:

                  > Dla mnie ten facet jest desperatem. I mało to realistyczne.

                  Wedlug mnie nie tylko jest desperatem, ale ma zadatki na damskiego boksera.
                  To cytat z postu zalozycieli watki :

                  " W międzyczasie poznałam kogoś. Zdradziłam.(..) Był wściekły, uderzył mnie ( nie mam mu tego za złe, jego emocje były przeogromne)"
                  • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 13:07
                    Słuchajcie, wiele rzeczy , o których piszecie , dotyczy sytuacji w pewien sposób. Jest desperatem... trochę na pewno. Mój mąż jest człowiekiem... przykro mi to pisać- bardzo zakompleksionym. To wiąże się bezpośrednio z tym zrzucaniem na mnie załatwiania wszelkich spraw, przez długi czas nie zdawałam sobie sprawy z tego- ale nie miałam poczucia bezpieczeństwa. Czułam, że poza pieniędzmi ( które są bardzo ważne, ale...) ja jestem odpowiedzialna za wszystko. Ubranie męża , zarejestrowanie go do lekarza, ogarnięcie domu, dziecka, mój mąż nie potrafi jeszcze zrobić opłat. Bo to ja zawsze byłam za to odpowiedzialna. Zawsze ja to robiłam. Zakupy. Kiedy byłam chora , gorączka, zapalenie oskrzeli , ulubiona rada mojego męża to " porób coś, rozruszaj się, to ci przejdzie". To z negatywów. Ja wiem, zdaję sobie sprawę, że to nie są powody do rozwalenia związku. Ale powodują że uczucia się wypalają, chłodnieją. A czy tak da się żyć... czas pokaże.
                  • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 13:09

                    > Wedlug mnie nie tylko jest desperatem, ale ma zadatki na damskiego boksera.

                    Jeśli nawet ofiara nie ma za złe uderzenia (jednorazowego, w wyjątkowych okolicznościach), zwłaszcza ze strony osoby do tej pory absolutnie bezkonfliktowej (oni nigdy się nie kłócili nawet), to nadużyciem jest stwierdzenie, że ta osoba ma zadatki na damskiego boksera.
                    Cały czas myślę o tej sprawie i zastanawiam się, na ile autorka gloryfikuje teraz męża. Bo wybaczył, bo się stara, bo jest wspaniałomyślny, bo tak bardzo i pięknie kocha, bo ona ma wielkie poczucie winy. To wszystko nie są dobrzy doradcy.
                    Ja bym chciała poznać więcej szczegółów na temat tego mężczyzny. Bo Triss ma rację: może to tylko słowa. Hmmm, to nie jest łatwa sprawa, zapala mi się mimo wszystko gdzieś czerwona lampka.
                    • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 13:32
                      Oj, Sebalda;) Co tu pisac... Facet wyhaczył 19-latkę, nic nie wiedzącą o świecie. Pisze, że nigdzie nie wychodzili, kumpli nie ma. Może to jego pierwsza poważna dziewczyna była. Uderzył - każda agresja podszyta jest strachem. Facet z wiara w siebie nie uderzy babki, bo się z innym przespała. Słaby facet. Wystarszył się, że zostanie sam. Teraz ubiera to w wielką miłość, z impondera.. czy jak to się nazywa, trudniej się walczy:) Ja osobiście coraz częściej widzę, że umiejętności miękkie i ogólny kontakt z ludźmi to najlepszy sprawdzian "normalności". jak ktos nie ma przyjaciół, kumpli, siedzi jak stary grzyb w domu, to najpewniej nie do końca z nim ok.

                      Nie wiem, czemu piszesz, że uderzył raz w wyjątkowych okolicznościach. Jak "Wasz";) miś uderzy córkę, to też może powiesz, że taki altruista. Seba, jak pisałam wczoraj, ostro odjeżdzasz. Ostatnio prawie byłaś zakochana w DDA z jedną walizką siedzącego na sexczatach, teraz bijącego kompleksa wychwalać chcesz. I tak Cię lubię - za A. Miller:))))

                      • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 13:44
                        Z tego co wiem, nie byłam jego pierwszą partnerką. Raz był w związku z kobietą, mężatką, na zasadzie kochanka, potem był z dziewczyną, która również go zdradziła ( dowiedziałam się teraz niedawno, podpytałam trochę, bo nigdy mnie to nie interesowało). Stwierdził nawet , że takie już jest jego życie, jak to ujął, żyje żeby cierpieć chyba. Pamiętam... dwa lata temu chyba, pisałam tutaj z prośbami o rady, bo nie chciał puścić mnie z córą na dwa tygodnie do babć ( właśnie te 500 km ), bo będzie tęsknił , bo jak ja sobie to wyobrażam, że on ma tutaj sam zostać i patrzeć na te zabawki i puste łóżeczko. Dla mnie to był kosmos- wyjazd na dwa tygodnie, a on zachowywał się jakbym chciała na dwa lata wyjechać. Teraz twierdzi, że wcale tak nie było i ciekawe jak ja bym się czuła dwa tygodnie bez córki... Wiele osób radziło mi uciekać jak najprędzej z tego związku. Nie posłuchałam. Ja też nie uważam, że to normalne nie mieć kolegów, i innych zainteresowań poza mną i córką. Był czas kiedy mówił do mnie w liczbie mnogiej, tak jakby mała cały czas stała obok mnie, kwiaty- dla mnie i dla małej. Mała zasypiała, ja cieszyłam się, że chwila dla nas, a on wtedy zaczynał - jaka ona jest wspaniała, duża, mądra itd. Ja rozumiem to wszystko- nie jestem zazdrosna o córkę, tylko chciałabym się czasem czuć partnerką, a nie tylko matką jego albo matką dziecka.
                        • paris-texas-warsaw Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 14:30
                          Jeśli tak się kryłaś z kochankiem, jak teraz ze zmianą nicka i pisaniem o tym wyjeździe 500 km, to nie dziwię się, że wyszlo szydło z worka;)
                          To spytam przy okazji, jak dziecko sąsiadki w obecnym sezonie zimowym?
                          • alterlife Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 14:38
                            :) zmiana nicka nie była jakimś koniecznym warunkiem, nie chodziło przecież o ukrycie tożsamości, tylko bezstronność wypowiedzi. Kiedy uznałam, że to co mogłam usłyszeć zostało już powiedziane, nie było się z czym kryć :) przecież wiem, że pisząc o tym, bardzo łatwo dojść do drugiego nicka :)

                            To tyle :)
                        • sebalda Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 16:14
                          Mała zasypi
                          > ała, ja cieszyłam się, że chwila dla nas, a on wtedy zaczynał - jaka ona jest w
                          > spaniała, duża, mądra

                          I znowu Ci zazdroszczę. Ja miałam odwrotnie. Dzieci były naprawdę wspaniałe i lubiłam o tym mówić, a mąż mnie za to strofował, bo nie można dzieci zanadto rozpieszczać i za dużo chwalić, jeszcze im się w głowach poprzewraca. Zawsze był zazdrosny o dzieci, o moje dobre z nimi kontakty, zawsze był wobec nich nadmiernie wymagający i krytyczny, co ja z kolei musiałam tonować. Choć trochę rozumiem Twoje rozgoryczenie tym, że nie byłaś już tak ważna jak przed narodzinami córeczki, to jednak tak kochający i oddany ojciec jest dla mnie jak bajka. Nie wiesz, a może wiesz, jak ważny jest dobry kontakt córki z ojcem. Moja nigdy go nie miała i mieć nie będzie:( Obecnie są na etapie nieodzywania sie do siebie od 4 tygodni, bo mąż pierwszy ręki nie wyciągnie (choć ewidentnie to on zawinił), a u niej się przelało.
                          Czy mówiłaś mężowi, że chcesz być inaczej traktowana? Wtedy, gdy tak piał nad małą? Może on nie mógł tego wiedzieć?
                          Odbieranie mu córki w tych okolicznościach tez uważam za ciężkie barbarzyństwo:( Wybacz.
                          • ma-ura Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 17:31
                            no i dogodz tu babie:D w watku obok dziewczyna pisze jak to maz totalnie olewa dziecko. to dopiero tragedia. a twoj maz ubostwia corke, to tez zle. ile kobiet by o tym marzylo, a wielu facetow ma gdzies wlasne dzieci. maz moze juz nie dostarcza motylkow, ale no ludzie sama go sobie wybralas i takie tlumaczenie sie, ze mloda bylas i zycia nie znalas jest tylko szukaniem usprawiedliwienia i zrzucania winy na los, zycie. dorosla jednak bylas i pelnosprawna umyslowo chyba tez. tym bardziej, ze slubu nie wzielas jednak w wieku 19 lat, tylko rok temu, wiec chyba moglas sie wtedy juz nad tym zastanowic.
                      • sebalda Re: Tylko nie Seba 13.12.13, 15:51
                        Paris, błagam, nie zwracaj się do mnie per Seba. Seba to od Sebastiana, nie lubię tego zdrobnienia, znałam strasznego dupka, na którego się tak wołało;) Mój nick jest od nazwiska naprawdę genialnego pisarza, razi mnie takie zdrabnianie;)
                        • paris-texas-warsaw Re: Tylko nie Seba 13.12.13, 16:09
                          Dobrze:) A co to za pisarz, nie znam takowego...
                          • sebalda Re: Tylko nie Seba 14.12.13, 17:26
                            paris-texas-warsaw napisała:

                            > Dobrze:) A co to za pisarz, nie znam takowego...

                            W.B. Sebald - pisarz niemiecki, ale mieszkający i tworzący od 22 roku życia w Anglii, autor takich genialnych pozycji, jak Austerlitz, Wyjechali, Pierścienie Saturna. Zmarł przedwcześnie, w wieku 57 lat, inaczej na bank doczekałby nobla. A może i nie, bo z tym nigdy nic nie wiadomo, skoro taki Kundera jeszcze nie dostał. Tak czy inaczej, ja go wielbię.
                            www.wab.com.pl/?autor=189
            • triss_merigold6 Re: Czy da się tak żyć? 13.12.13, 12:53
              Mówi to mówi, mówienie nic nie kosztuje.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy da się tak żyć? 17.12.13, 12:08
      Każde z dwóch zasadniczych rozwiązań takiej sytuacji : zostać dla dobra dziecka lub odejść z powodu braku miłości, pożądania, znużenia - mają tyle samo zwolenników co przeciwników.
      Dla każdego z nich można znaleźć stosowne argumenty.
      Dlatego wybór i podjęcie decyzji jest tak trudne. Każda z podjętych decyzji niesie inne, ale dotkliwe konsekwencje. Przy każdej ktoś będzie cierpiał. Takiego cierpienia nie da się zmierzyć. Które większe i bardziej dotkliwe. Częstym argumentem w takich dyskusjach jest tak zwane "dobro dziecka". To bardzo paraliżuje podejmowanie decyzji.
      Jeśli skupić się na Pani pytaniu to moja odpowiedź brzmi : da się, ale będzie to trudne dla wszystkich. Nie tylko dla Pani.
      Nie da się ciągle udawać, kryć irytację, próbować się zaangażować uczuciowo.
      Mąż, bojąc się zmiany i swoich trudnych do przeżycia uczuć , może mówić, że wszytko zniesie, aby tylko Pani nie odchodziła. Ale nie zdaje sobie sprawy z tego jak takie życie będzie wyglądało.
      Jeśli Pani stosunek do niego się nie zmieni, może z czasem czuć się oszukany, że jego zaangażowanie i dobroć nie doprowadziła do nawrotu Pani pięknych uczuć.
      Dorośli ludzie podejmują wiele ról życiowych. Rodzicielstwo to jedna z nich. Poza tym są partnerami, pracownikami, kochankami, dziećmi swoich rodziców, przyjaciółmi. Rodzicielstwo to ważna rola, ale nie jedyna. Poza tym w razie rozstania, nie abdykuje się z niej tylko inaczej się ją wykonuje. Jeśli robi się to roztropnie i z miłością do dziecka, nie powinno mieć kłopotów. Warto mieć to na uwadze. Decyzje i jej konsekwencje ( strata, poczucie winy, żal, myśl, że zmusiła Pani kogoś do niechcianej zmiany ) są po Pani stronie. Agnieszka Iwaszkiewicz



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka