eurydykitanczace
24.03.14, 13:45
Witam,
odważyłam się tu napisać o moim problemie z mamą, bo sytuacja nie daje mi spokoju i liczę, że ktoś z boku doradzi. Do rzeczy. Jestem po 30-ce, mam męża, dwoje dzieci, pracuję, prowadzę normalne życie dorosłej osoby. Mam starszego brata, on też ma swoją rodzinę, pracuje. Mama lekko po 60-ce, na emeryturze, jest wdową, tata zmarł 10 lat temu. Mieszkamy wszyscy w jednym mieście. Problem polega na tym, że mama związała się jakiś czas temu z pewnym panem, też wdowcem na emeryturze i od tego czasu bardzo zmieniły się nasze relacje, na niekorzyść. Mama bardzo mocno zaangażowała się w ten związek i rodzinę tego pana. Spotykam się z mamą dużo rzadziej niż kiedyś i nie jesteśmy już tak blisko, ponieważ nie mogę zaakceptować zmiany z jej strony a ona nie może zaakceptować moich potrzeb. Opiszę jak to wygląda. Wszystko robią razem. Mama nie przyjedzie do mnie ani do brata sama, tylko z nim. Nie spotka się ze mną na mieście jak kiedyś. Chce, żebym odwiedziła ją w domu, bo ona sama nie chce iść, a pan jest domatorem. Jeśli do niej przychodzę, nie mam możliwości porozmawiać z mamą w cztery oczy spokojnie, bo zawsze jest ten pan w pobliżu. Wszelkie okazje - urodziny, imieniny, święta - mama organizuje, zapraszając dorosłe dzieci tego pana ze swoimi rodzinami. Dzieci moje i brata zmuszone zostały do mówienia temu panu "dziadek", bo wnuki tego pana mówią do mamy "babciu". Od jakiegoś czasu pan mieszka u mamy, wcześniej już spędzał u niej całe dnie. Pan niby jest miły, ale jednocześnie ma moim zdaniem zupełnie inną wizję życia niż mama (miała kiedyś bo teraz nie jestem już niczego pewna) i chyba postawę roszczeniową. Mama zapisuje go i chodzi z nim na wizyty do wszystkich lekarzy, kupuje rzeczy dla niego, obsługuje go (bo inaczej tego nazwać nie można) przy stole (nasypuje cukru do kawy i nalewa mleka, nakłada na talerz), podaje i pomaga ubierać marynarkę i płaszcz, podaje lekarstwa i mierzy ciśnienie, przynosi okulary. Na uroczystościach rodzinnych obsługuje całą rodzinę, on tylko siedzi. Wnuki tego pana przychodzą do nich po szkole, mama często się nimi opiekuje, gotuje im. To o czym rozmawiam z mamą przez telefon jest później przekazywane dalej i okazuje się, że wszyscy o tym wiedzą. Ostatnio mama poinformowała nas, że biorą ślub, a ten pan przepisuje swoje mieszkanie na córkę, która tam z nim mieszkała cała czas. Nie wiem, co o tym myśleć. Brat uważa, że mama jest dorosła i robi co chce, chociaż tak jak ja niechętnie przychodzi na uroczystości i ma żal, że mama nie ma czasu dla jego dzieci. Mąż uważa, że jestem zazdrosna i dlatego nie mogę pogodzić się, że mama układa sobie życie. A mi nie o to chodzi, nie mogę się pogodzić, że mama tak się zmieniła i nie ma już czasu dla nas. Nie mogę się też pogodzić z tym, że mam nagle tworzyć rodzinę z obcymi ludźmi, spotykać się z nimi regularnie. I boję się o mamę, o przyszłość. Mama nie rozumie, że dla mnie to nie jest rodzina, że chciałabym by chociaż po części zostało tak jak było, byśmy mogły spotkać się same, by ona przyjeżdżała też do nas. Uważa, że jestem egoistką, nie pozwalam jej na własne życie, specjalnie odsuwam się od niej, muszę zaakceptować, że to jest teraz moja rodzina. Czy we mnie naprawdę tkwi problem tej sytuacji? Czy ze mną jest coś nie tak, że oczekuję by mama poświęcała nam też trochę czasu? Co możemy zrobić, żeby obie strony były zadowolone?