przed rozwiązaniem

03.07.15, 09:55
Postaram się jak najzwięźlej ;)

Obecnie jestem w końcówce ciąży, poród planowany na 16 lipca. Razem z partnerem mieszkamy w mieście X, natomiast wybrany szpital znajduje się w moim rodzinnym mieście Y (oddalonym o ponad 200km). Od 1,5 tygodnia jestem w Y, w moim rodzinnym domu, gdzie planuję zostać do rozwiązania i potem kilka tygodni, aż dojdziemy z dzieckiem do siebie.

Problem leży w zachowaniu mojego partnera. Mam wrażenie, że z radością pozbył się "balastu" z domu i nie zamierza zjawić się tutaj w żaden weekend przed rozwiązaniem. Na najbliższy zaplanował sobie malowanie mieszkania, na kolejny imprezę z kolegami w pustym mieszkaniu. Jestem zawiedziona i dałam to wyraźnie odczuć - usłyszałam, że całe życie radzę sobie sama, więc on nie ma po co przyjeżdżać. To prawda, zawsze byłam niezależną i samodzielną osobą, ale sytuacja jest dla mnie nowa, to pierwsze dziecko, ciąża z niewielkimi komplikacjami, które skończą się najprawdopodobniej cesarskim cięciem, więc jestem zdenerwowana i do tego zmęczona już ciążą.

Na pytanie, czemu nie może malować w tygodniu, a w weekendy przyjechać do mnie usłyszałam że:
- jest zmęczony po pracy
- nie będzie spał w oparach farby (?) ani nocował nigdzie indziej, bo nie będzie robił ludziom problemu
- już ma tak zaplanowane i nie da się inaczej.
Natomiast impreza musi się odbyć, bo jeden kolega specjalnie przyjeżdża z Niemiec z tej okazji, a w ogóle to nie dbałam o jego uczucia podczas ciąży i on się czuje odsunięty, niepotrzebny i ogólnie rzecz biorąc - to moja wina, że w ogóle mu nie przyszło do głowy być przy mnie.

I teraz sama nie wiem. Czy popełniłam jakiś błąd? Może przesadzam? Jeśli potrzebne są jakieś szczegóły, chętnie dopowiem.
    • asia_i_p Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:06
      Nie popełniłaś żadnego błędu, facet ma poczucie, że z pojawieniem dziecka skończy się wolność i łapie jej ostatnie dni.
      Powiedziałaś mu, że za nim tęsknisz i chcesz się z nim zobaczyć, czy że powinien tu być, bo ciąża z komplikacjami?
      • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:10
        Przyznaję uczciwie, że raczej dałam się ponieść nerwom. Ale właściwie to tak... uważam, że powinien tu być i powinien o tym wiedzieć sam.
        • asia_i_p Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:30
          No bo powinien, ale przypomnij sobie swoje momenty paniki z czasu ciąży - jeśli miałaś takie - i zastanów się, na ile pozytywnie byś wtedy reagowała na sugestie, co powinnaś, i na pretensje. Oczywiście masz prawo do rozczarowania i pretensji, ale nie wiem, czy opłaca ci się podtrzymywać ten ton w komunikacji.

          Jasne, że to twoje ciało się zmienia i ty odczuwasz niedogodności ciąży. Ale po urodzeniu dziecka zmieni się życie was obydwojga. W 90% sytuacji to partner tobie powinien okazywać zrozumienie, bo ty jesteś, że tak powiem, zaangażowana fizycznie, ale w tych pozostałych 10% dobrze byłoby, żebyś okazała zrozumienie jemu.

          No i jeszcze zależy, co on tam robi na miejscu - czy przeważnie remontuje i pozwala sobie na tę jedną imprezę, czy głównie imprezuje pod pozorem remontu. Zależy też trochę do czego przyjeżdża - czy wtedy normalnie egzystujecie razem, czy też twoja rodzina go rozlicza ze stopnia przygotowań na pojawienie się potomka.

          Czeka was ciekawy i trudny okres, dobrze byłoby, żebyście się nie okopywali na swoich pozycjach, tylko uczciwie usiłowali dogadać. Nie tylko starając się przekazać swoje uczucia, ale i starając się zrozumieć drugą osobę.
        • jehanette Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 10:42
          Sorry, ale to Ty wyjechałaś, facet powinien być ale Ty powinnaś być u siebie w domu, razem z nim...
    • froshka66 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:11
      miejsce matki i dziecka jest w TWOIM domu rodzinnym - czyli tam gdzie mieszkasz z mężem. jak będziesz tam mieszkać to będzie sie wami opiekował. Tez bym nie kiwnęła palcem gdyby partnerka wyniosła sie pielęgnować dziecko do mamusi...
      Dokonałas wyboru to sie nie dziw...
      • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:17
        To była wspólna decyzja, powiem nawet że partner bardzo mnie na to namawiał i to ja miałam więcej wątpliwości. Gdyby był przeciwny, na pewno zostałabym w naszym wspólnym mieszkaniu.
        • froshka66 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 10:51
          dla mnie w ogóle nie ma dyskusji o takim rozwiązaniu.
          Ty jesteś matka a on ojciec i zajmujecie się RAZEM dzieckiem od jego narodzin.
          Nawet jak partner ma ciągoty ”to jeszcze sobie żonka posiedzi u mamusi” to mu się te ciągoty wybija z głowy w 5 minut.
          Wspólne dziecko , wspólne odpowiedzialności i zasługi w opiece nad dzieckiem. Od dnia nadrodzin.
          A później miliony wpisów na forum : bo matka mi się wtrąca w opiekę nad dzieckiem” „ bo mnie poucza a ojciec się nie interesuje”
          Drzwi maja klamki z 2 stron.
          Od dnia powrotu do domu: SAMI, macie parę dni na „zżycie się z dzieckiem”, sami , a nie w towarzystwie rodziny.
          Jak się na początku ustawi jak trzeba to ani mama się nie wtrącać nie będzie, a mąż się nauczy odpowiedzialności/
          Chcesz rady?
          Wróć na poród do swojego lokalnego szpitala, po porodzie wróć do domu i mamusi powiedz, że przyjmiesz ją w domu "Jak dojdziesz z mężem do siebie”. Maż będzie musiał pomalować wcześniej…
          Jak małżonek będzie się buntował, przypomnij mu grzecznie , że to jest również twój dom i nie da rady ciebie wyrzucić z niego przed porodem.
          I będzie miał niepowtarzalna okazje poczuć prawdziwa niezakłócona więź z dzieckiem…
          • zuzi.1 Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 16:15
            W pelni zgadzam sie z Froshka, popelnilas blad. Powinnas rodzic w szpitalu obok Waszego mieszkania z partnerem, nie blisko mamusi. A teraz ponosisz konsekwencje swojego wyboru.
    • angeka2 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 11:54
      Jęczenie kobiety, która pępowiny nie przecięła i nawet w obliczu tak dorosłych wydawać by się mogło wydarzeń jak urodzenie dziecka, zostawia męża i leci do mamuni. Masz 16 lat?

      Daj mu spokój. O co Ci chodzi? Żeby przyjechał i potrzymał Cię za rączkę? Facet robi malowanie przed urodzeniem dziecka, dalej źle. Powinien pracować, potem robić remont, potem lecieć Ci wymasować stopy, potem paść na pysk i broń Boże żadne spotkanie z kolegami.

      Po co w ogóle wróciłaś do domu rodzinnego i maminej spódnicy? I jeszcze te kilka tyg po porodzie? Po co? powinniście się wtedy zbliżać do siebie, a wy się oddalicie na 100%.

      I spróbuj odpowiedzieć nie zwalając odpowiedzialności na złe szpitale i na BYĆ MOŻE złe samopoczucie po cesarskim cięciu. Ja siedziałam w szpitalu po cc 10 dni, dziecko miałam na innym piętrze i latałam po schodach 20x dziennie, po powrocie do domu mąż musiał wrócić do pracy i jakoś miałam poprane, posprzątane, dziecko ogarnięte, nie pieściłam się ze sobą, tylko robiłam to, co trzeba było zrobić. Mamę zaprosiłam do siebie 2tyg później, kiedy JA I MĄŻ się przystosowaliśmy do nowej sytuacji. Jak nie masz 16 lat, to poradzisz sobie z życiem bez mamy.

      Pewnie po paru tyg u boku mamusi wrócisz do domu i będziesz się żalić, że mąż nie umie zmienić pieluchy, boi się wziąć dziecko na ręce, wszystko robi źle i w dodatku się od Ciebie oddalił. Będziesz to miała na własne życzenie.

      Może po prostu czas dorosnąć i zacząć żyć z mężem, a nie mamusią?

      Jakby mi mama powiedziała, żebym z nią mieszkała po urodzeniu dziecka to chyba bym ją śmiechem zabiła. Chociaż w sumie by tak nie powiedziała, bo wie, gdzie leżą granice rodziny - i jej, i mojej. Po urodzeniu dziecka to się zamyka z mężem w domu i się przystosowuje do nowej sytuacji, uczy się nowych czynności, a nie robi sobie urlop od związku, bo w takim momencie to nikomu na dobre nie wyjdzie.

      Tylko mamusia zapewne zadowolona :D
      • jatojagodnik Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:11
        Też mnie to zawsze zadziwiało. I jeszcze bardziej popularny kierunek przesiedlenia na czas po porodzie - czyli tesciowa do noworodka na 2-3 miesiące. Co najmniej 3/4 znajomych w momencie urodzenia dziecka zaliczyło ta przeciagajacą sie wizytę... Nigdy nie mogłam zrozumieć jak młoda rodzina może sie na to godzić. Po co ta babcia jest potrzebna. owszem, nie jest łatwo dostosowac się do nowej roli, ale właśnie trzeba sie tego nauczyć. A babcia ma przyjechać w odwiedziny, przywieść prezenty, wypić kawę i wracać do siebie. Dobrych rad może udzielać przez telefon :-)
        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:17
          Rozumiem wasz punkt widzenia, dlatego pisałam że sama mialam wątpliwości w tym temacie i naprawdę nie było tak, że sobie w strachu postanowiłam "uciec do mamusi". Owszem, propozycja wyszła od mojej rodziny, ale mój facet naprawdę wydawał się tym ucieszony i uznał, że to bardzo dobre rozwiązanie. Być może był to błąd, nie wiem, bo nie mam żadnych znajomych posiadających dzieci czy podobne dylematy. Być może nie powinnam była się na to zgadzać, ale nie jest to kwestia tego, że się zamierzam jakoś schować za swoją rodziną.
          • pade Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:30
            Ja to widzę tak:
            -Ty jesteś pełna obaw, pierwsze dziecko, cc, nie wiesz jak to będzie, czy sobie poradzisz, i szukasz pomocy u rodziców
            -Mąż, pełen obaw, na pomysł o przenosinach do mamy reaguje entuzjastycznie, bo będzie miał z głowy ewentualną opiekę nad Tobą, wsparcie emocjonalne, a jak już nauczysz się wszystkiego przy noworodku to się nim zajmiesz. Gdy poprosisz o pomoc, mąż będzie miał wiarygodną wymówkę, Ty umiesz- on nie, bo nie mia okazji się nauczyć.
            Być może mąż obawia się całej tej emocjonalnej otoczki wokół porodu i dziecka, może uważa, że opieka na maleństwem to sprawa kobiety. I Ty mu pomagasz się w tym utwierdzać.
            Uwierz, każda kobieta rodziła kiedyś pierwsze dziecko i dawała sobie świetnie radę. Ty też sobie poradzisz. A mąż od pierwszych dni będzie miał z dzieckiem kontakt, nauczy się "obsługi" i w razie czego Cię wyręczy.
            Jesli pojedziesz na parę tygodni do rodziców, pozbawicie siebie wszystkiego, co jest związane z narodzinami i zmianą. Siebie, czyli Was, Wasze małżeństwo. Będziesz Ty-matka, przywiązana hormonami i ojciec, który nie wie o co chodzi i dopiero musi przywyknąć.
            Oboje prezentujecie zachowania ucieczkowe, z lęku. Warto to przemyśleć.
            Na pewno razem świetnie sobie poradzicie.
            • pade Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:31
              I jeszcze jedno. Pomysł padł ze strony rodziny, mąż go podchwycił, a czego Ty chcesz?
              Zgodziłaś się, bo?
          • angeka2 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:34
            Wracaj do domu.
            Facet może być przerażony nowymi obowiązkami, małym dzieckiem, opieką i pielęgnacją - więc odsunięcie problemu mogło go ucieszyć, ale z tym trzeba się zmierzyć, a nie uciekać. Na okres odsmoczkowania czy buntu dwulatka też was odstawi do teściów? Rodzicielstwo jest pełne wyzwań, a do mężczyzn z reguły później dociera świadomość, że będą OJCEM. To może powodować strach, ale dorośli ludzie stawiają temu czoła.

            Uważam, że warto odkręcić tę sytuację przed porodem - nawet kosztem wysiłku, zachodu, długiej podróży i fochów rodziny, która poda 100 argumentów żeby zostać. Ale unormowanie sytuacji będzie dobre dla waszej relacji i jego odnalezieniu się w roli ojca. Ja bym sobie nie mogła wyobrazić, że męża nie ma przy nas w tym jedynym i niepowtarzalnym okresie noworodkowym, a zamiast tego kręciła się rodzina i wprowadzała zamieszanie w te chwile intymności zarezerwowane dla was.
            • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:06
              Przed porodem może być ciężko. Przyjechałam do domu tylko z powodu imprezy rodzinnej i chciałam jak najbardziej wrócić do siebie, ale niestety trafiłam do szpitala i tam po badaniu powiedziano mi, że podróże "tylko na własną odpowiedzialność", boję się ryzykować. Do szpitala ostatecznie mam się zgłosić w przyszłym tygodniu i starać się nie urodzić przed terminem. Nie chciałabym raczej urodzić na autostradzie :)
              Natomiast przyznam wam chyba rację, że siedzenie tutaj dłużej jest zbędne - to zresztą mówiłam głośno od początku i słyszałam tylko, że mam nie wozić tak małego dziecka taki kawał. I chodziło mi tylko i wyłącznie o to.
              • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:13
                I dodam, że z uporem maniaka nie chciałam dać się wyekspediować do domu od 7 miesiąca, do czego namawiał mnie mąż, tłumacząc to częstymi wyjazdami. W ogóle starałam sie być w naszym domu praktycznie cały czas i nie zgadzałam się na weekendy (chyba że chciał zaprosić kolegów na weekend, wtedy wyjeżdżałam). Może to mnie trochę odciąży w waszych oczach :)
                • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:15
                  Że co proszę? Wyjeżdżałaś z waszego domu będąc w ciąży, żeby mąż mógł z kolegami pobalować?
                  • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:21
                    No... tak. Jechałam po prostu odwiedzić rodziców, on zostawał. Prosił mnie o to, więc kilka razy się zgodziłam.
                    • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:25
                      Sorry, ale macie jakies niezbyt zażyłe to malżeństwo. Nie mogliście razem pojechać odwiedzić waszych rodzicow? A innym razem przyjąć razem kolegów w waszym domu? A jak mąż chce się zabawić z kolegami , to dlaczego eksmituje ciebie z domu a nie idzie sam do kolegów?
                      Czy twój mąz lubi dużo wypić?
                    • froshka66 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:37
                      No... tak. Jechałam po prostu odwiedzić rodziców, on zostawał. Prosił mnie o to, więc kilka razy się zgodziłam.

                      Dżizasssss
                  • angeka2 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:27
                    My w ciąży organizowaliśmy spotkania towarzyskie normalnie we dwoje + wspólni znajomi. Czasami mąż chciał spędzić czas z samymi kumplami w męskim gronie - nudzi mnie gadanie o samochodach i rybach, więc robiłam sobie babskie wieczory. Ale skoro on chciał, to on sobie kombinował miejsce, a nie na zasadzie proszenia mnie o opuszczenie domu. Ale w życiu nie jeździłabym w tym celu 200km od domu, bo by mi taka prośba śmierdziała czymś innym...
                    • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:30
                      > mnie o opuszczenie domu. Ale w życiu nie jeździłabym w tym celu 200km od domu,
                      > bo by mi taka prośba śmierdziała czymś innym...


                      To też..... żona w ciąży 200km dalej, weekendy wolne, wiadomo, że znienacka się żona nie zjawi w domu przez wiele tygodni.
                    • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:35
                      My też, jak najbardziej. Ale to było zwykle mieszane towarzystwo, a tu chodziło o męską popijawę, przynajmniej tak to miałam argumentowane. Przemyślałam sprawę i uznałam, że może chodzi o ostatnie chwile wolności, jak pisała asia w komentarzu powyżej. A może po prostu zgadzanie się na coś takiego doprowadziło do obecnej sytuacji, stąd właśnie mój wątek. Nie ukrywam że mnie to martwi, dlatego konieczność siedzenia tutaj tak długo (bo to wyjdą prawie trzy tygodnie osobno) raczej mnie wściekła niż cieszyła, może nie przekazałam tego wystarczająco jasno
                      • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:43
                        Czy jak już dziecko będzie, to mąż zechce się uchlać jak świnia z kolegami, to tez pokornie dzieciaka weźmiesz pod pachę i pijakom dom zwolnisz?... Dziewczyno, co jest ważniejsze, to żeby ciężarna kobieta miała komfort we własnym domu i bliskość męża, czy to, żeby paru mięśniaków miało wolną chatę na uchlanie się?
                        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:49
                          Oczywiście, że ja i dziecko jesteśmy ważniejsi, przynajmniej z mojej perspektywy. Dlatego tym razem postawiłam weto, bo uznałam, że to zmierza w złym kierunku, czego być może jestem współwinna. Ale trafiłam na ścianę i czuję się lekko bezradnie, dlatego chcę zebrać jak najwięcej opinii, każdych
                          • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 14:00
                            Nie szafuj "winą" , nie katuj się obwinianiem, bardziej myśl o współodpowiedzialności za to co tworzysz.
                            Oboje pochodzicie z zaburzonych komunikacyjnie rodzin, oboje musicie przejśc dłuższą drogę do znalezienia wspólnego kierunku w tym związku. Bo jak na razie to bardziej to idzie w życie oddzielne choć niby w malżeństwie.
                            Nie musisz wrzeszczeć na męża i być heterą, żeby coś od niego egzekwowac. Można to negocjowac rozmową, wieloma rozmowami, aż do ustalenia czego faktycznie oboje chcecie.
                            Przewija się u ciebie, że "dałaś się wygonić" itp. Przecież też masz wolną wolę, robiłaś bo chciałaś z jakichś wtedy myślałaś słusznych względów.
                            Na razie możecie zabrnąć w schemat, że facet lubi popić z kolegami, żona coraz bardziej sfrustrowana i wkurzona tylko wrzeszczy, więc facet pije jeszcze więcej i unika żony, obwinia o to "złą" żonę heterę, więc żona chwilami w poczuciu winy oddaje mu cale pole by robił co chciał, a za chwilę znowu wybucha, więc facet znowu ma pretensje.. i tak w kółko.
                      • onmytoes Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:05
                        metka_89 napisała:

                        > Nie ukrywam że mnie to martwi, dlatego
                        > konieczność siedzenia tutaj tak długo (bo to wyjdą prawie trzy tygodnie osobno)


                        Ale jaka KONIECZNOŚĆ? Czy Ty nie masz nic do powiedzenia w kwestii tego gdzie chcesz przebywać przed i po urodzeniu dziecka? Rodzina namaiwała, mąż namawiał, Ty nie chciałaś ale się zgodziłaś... To nie konieczność, tylko Twój wybór. A raczej oddawanie swojej decyzji innym (mężowi, rodzinie)
                        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:19
                          Konieczność ze względu na niespodziewany szpital i zagrożenie porodem przed terminem.
          • froshka66 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:44
            Być może nie powinnam była się na to zgadzać, ale nie jest to kwestia tego, że się zamierzam jakoś schować za swoją rodziną.

            jest 12:43 - za ile będziesz spakowana aby wrócić do SWOJEGO domu?
            200 km to nie 2 500 i nie 6 godzinny lot....
            • onmytoes Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:08
              froshka66 napisała:

              > jest 12:43 - za ile będziesz spakowana aby wrócić do SWOJEGO domu?
              > 200 km to nie 2 500 i nie 6 godzinny lot....

              Dokładnie, to samo chciałam napisać. 200km to nie koniec świata. A sposób w jaki piszesz o przeciwnościach co do powrotu brzmi conajmniej jakby to była niebezpieczna podróż przez pustynię ;)
              • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:23
                Opisałam już, dlaczego mam opory przed wybraniem się w podróż. Lekarz stwierdził, że mogę to zrobić na swoją odpowiedzialność, chyba nic dziwnego że nie umiem do tego podejść beztrosko, tym bardziej że miałam przeboje na początku ciąży.
                • panizalewska Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 23:53
                  Jak się ma przeboje na początku ciąży to się nie wyjeżdża do rodziców ilekroć Jaśniepan zażyczy sobie mieć wolną chatę na popijawę, tylko mówi się słodkim głosikiem "kochanie, a może pójdziesz do Staszka / Mietka i tam zrobicie sobie tą imprezę, co? Wiesz jak mnie męczą podróże, a i niebezpieczne to jest dla NASZEGO dziecka, hm?" I nos w gazetę / internety / mieszanie w garnku etc.
                  Ejsz, denerwują mnie takie niunie, jak słowo daję :P To ile Wy macie lat ludzie?
        • jehanette Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 11:00
          No, może jeszcze przywieźć gar zupy, michę sałatki, ciasto drożdżowe czy co tam lubi i umie robić najlepiej. Gotowe jedzenie w pierwszych tygodniach zawsze w cenie :)
    • vilez Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:44
      Wracaj do domu. Kiepsko wybraliście, ale tego błędu już nie ciągnijcie. Przyznajcie się głośno, że to był błąd.
      Ze szpitala wróć wprost do mieszkania męża i Twojego, dziecko wytrzyma podróż, będzie spało.
      Inaczej będziesz żałowała.
    • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:45
      Zacznę od pytania, dlaczego się zgodziłam. Sam początek ciąży był problematyczny, miałam duże kłopoty zdrowotne, musiałam szybko zrezygnować z pracy, co z kolei zafundowało mi bardzo nieprzyjemną jazdę ze strony szefostwa i na chwilę obecną nie mam gdzie wrócić po urlopie. Kumulacja tego wszystkiego sprawiła, że kwestia porodu wydawała mi się odległa, do tego wszyscy mnie przekonywali że to świetne rozwiązanie i lepszego nie będzie. Mogę się wydawać bezwolnym baranem, ale naprawdę tak nie jest i nie wiem dlaczego nie przemyślałam kwestii głębiej. Hormony może albo co?
      Chciałam też sprostować - to nie jest tak, że chcę męża zamordować remontem, krążeniem tam i z powrotem przez Polskę i nie pozwalam się mu spotykać z kolegami. Wraca zawsze z pracy około 16, ma czas na swoje hobby (które sporo tego czasu pochłania, bo to gry online), sport, z kolegami spotyka się bez ograniczeń, bo nie chciałam swojego uwiązania przelewać na niego.
      • pade Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:33
        "nie chciałam swojego uwiązania przelewać na niego. "
        Przegięłaś w drugą stronę. I to mocno.
        A już te wyjazdy z domu, kiedy mąż zaprasza kolegów....
        Jakie Wy w ogóle macie relacje?
        I czy Twoim domu, Twoja mama usuwała Twojemu ojcu każdy pyłek sprzed nóg?
        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:40
          Moi rodzice są dobrymi dziadkami i rodzicami, natomiast małżeństwo niezbyt im wyszło. Żyją obok siebie. Mój partner z kolei pochodzi z rodziny z problemem alkoholowym, wprawdzie kontrolowanym, ale jednak. Od zawsze jest mi przypisywany raczej ciężki charakter (pewnie nie bez powodu) i nie chciałam być heterą w ciąży, ale właśnie teraz widzę, że może przez to sytuacja wygląda jak wygląda
          • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:48
            Czy twój facet był kiedykolwiek na terapiach DDA, współuzaleznionych, AA itd? Albo sama byłaś?
            Bo z tego co pokazuje, to on też ma problem alkoholowy ktory może się źle skończyć.
            Ty nie jesteś od tego, żeby "pilnować" go żeby nie pił,
            ale jeśli sama wyjeżdżasz z domu w ciąży by zostawić mu chatę na popijawę by się chłopina wyszalał zanim urodzisz ..... ....... musisz w przyszłości odbyć terapię dla współuzależnionych. Dla dobra swojego i dziecka. Bo inaczej powielicie problem waszych złych domow wyjściowych. Przykro mi.
            • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:54
              Nie był, chociaż proponowałam. Większy problem niż z alkoholem jest z tymi kolegami, bo zaczynam dostrzegać, że są jakoś podejrzanie mocno ważni. I martwi mnie to wszystko, bo liczyłam że to będzie inaczej wyglądało, a tu wyskoczył remont, impreza i mocno mnie to stresuje. A nie powinnam się denerwować.
              • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 14:09
                Dlatego niemądre było wyjeżdżanie z domu, to maż powinien czuwac na telefonie żeby w te pędy przyjeżdżać z pracy i zawieźć żonę do szpitala. To mąż powinien czekać w szpitalu az się dziecko urodzi, to on powienien je widzieć pierwszy zaraz po tobie i wziąc na ręce. To jemu położna powinna pokazac jak przewinąć maluszka by w domu od razu to robił. On ma przywozić wam do szpitala potrzebne rzeczy, a jak będzie ok, to zawieźć do waszego domu. Dajesz mu malucha od razu i jako ojciec niech się nim zajmuje tak samo jak i ty, wszystko oprócz karmienia piersią może od razu robić.
                Może i mężowi było na rękę, że nie musi w to wchodzić, że jemu w ten sposób zostanie luz i kumple, a dziecko to będzie twoja sprawa.
                Ale zostając z nim w domu, nie miałby wyjścia, zostalby wdrożony od razu w dziecko czy mu się podoba czy nie, o ile byś go do dziecka dopuściła i zaufała mu, że potrafi być ojcem.
                • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 14:18
                  Mąż jak najbardziej będzie robił to wszystko, bo bierze urlop i dołączy do nas tutaj, tak było od początku ustalone i nie zgodziłabym się na separację. Będzie dowoził rzeczy do szpitala, itd. Ja chciałam tylko zapytać, czy przesadzam z reakcją na to, że nie będzie go wcześniej, chociaż obiektywnie jest to możliwe. Czy machnąć ręką i niech siedzi tam te dwa tygodnie (to byłoby ciężkie, ale jestem w stanie), czy stanowczo się domagać obecności
                  • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 14:39
                    Mąż będzie gościem u teściów, pod ich nadzorem i kontrolą, dziecko przewijać będzie twoja matka a nie on, założymy się?
                    Właściwie pytasz : "nie zamierzam nic zmieniać ani wracać szybciej do domu choć to męża wina że mnie ty wysłał, czy mam przymusem i pretensjami wymusić teraz na mężu żeby zrobił po te 200km w obie strony w weekend by posiedzieć przy mnie- on wkurzony że musiał, ja wkurzona że sam z siebie nie chciał?" Na to trudno odpowiedzieć, bo to wasze życie z wieloma jego "dnami"...
                    • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 14:43
                      Jak to? Napisałam powyżej dlaczego powrót przed porodem jest utrudniony, ale przyznałam wam rację i postaram się zrobić tak, żeby jak najszybciej wrócić do siebie, w trójkę.
                      • zuleyka.z.talgaru Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 10:36
                        Wracaj do siebie. Ciążę masz już donoszoną i jak urodzisz nawet jutro to nic się nie stanie. A męża ustaw do pionu inaczej skończy się to rozwodem.
                  • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 15:04
                    metka_89 napisała:

                    > Mąż jak najbardziej będzie robił to wszystko, bo bierze urlop i dołączy do nas
                    > tutaj, tak było od początku ustalone i nie zgodziłabym się na separację.

                    Pobozne zyczenie trudne do zrealizowania :-) Zreszta wyobraz to sobie praktycznie- Twoj maz nie bedzie ani w swojej kuchni, ani w swojej lazience, ani w swojej sypialni, ale zakladasz, ze bedzie "robil to wszytko". Wszystko to mozna robic we wlasnym domu, na swoich wlasnych zasadach i w swoim wlasnym tempie. Tam bedzie inwigilowany przez tesciowa i reszte rodziny. Nie chce Cie zniechecac ale kiepsko to widze.

                    > Czy machnąć ręką i niech siedzi tam te dwa tygodnie (to byłoby ciężkie, ale jes
                    > tem w stanie), czy stanowczo się domagać obecności

                    Przepraszam za brutalnosc, ale nie rozumiem, czego mozesz sie teraz domagac skoro wyjechalas z domu dobrowolnie ? Trzeba bylo siedziec z mezem, nie mialabys teraz takich dylematow.
                    • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 16:46
                      Podkreślałam, że decyzja nie była tylko moja. Owszem, ja wyjechałam (okoliczności tak się złożyły, że dużo wcześniej), ale absolutnie nie był postawiony przed faktem dokonanym i porzucony. To było w dużej mierze spowodowane jego entuzjazmem.
                      • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:05
                        metka_89 napisała:

                        > Podkreślałam, że decyzja nie była tylko moja. Owszem, ja wyjechałam (okolicznoś
                        > ci tak się złożyły, że dużo wcześniej), ale absolutnie nie był postawiony przed
                        > faktem dokonanym i porzucony. To było w dużej mierze spowodowane jego entuzjaz
                        > mem.

                        Pasuje Ci siedzenie u rodzicow ? To siedz tam do porodu, albo nawet pol roku dluzej. Chcesz byc z mezem ? To do niego wracaj. Nie da sie rownoczesnie byc i tu i tu, zadac pomocy od meza, oczekiwac jego czestych przyjazdow, korzystac z opieki matki, mieszkac w domu rodzicow itd, bo to sie wzajemnie wyklucza. Na cos sie musisz zdecydowac.
                        I obym sie mylila, ale mam wrazenie, ze Twoim najwiekszym problemem jest obawa, ze maz ma Cie totalnie w d... i jawnie okazuje radosc, ze sie pozbyl Ciebie z domu :-(
                        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:12
                          Dlaczego masz się mylić? Dokładnie o to mi chodzi i tego się obawiam. Że było mu to bardzo na rękę i chce ciągnąć ten stan, ile tylko się da.
                          • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:21
                            W takim razie moja rada tym bardziej jest aktualna-wracaj do domu, zeby umozliwic mezowi podjecie obowiazkow przed ktorymi robi uniki.
          • panizalewska Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 23:55
            Żyją obok siebie

            No ciekaweż okrutnie, czemuż to tak?
    • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 12:50
      Metka, wracaj do domu, do meza i to jak najszybciej. Przed Wami czas proby, a Ty tchorzysz ? :-)
      Jesli do tej pory maz byl dla Ciebie najblizsza osoba, a wierze, ze tak bylo, to rozstanie w takim momencie, to najgorsza rzecz jaka mogliscie sobie zrobic, sobie jako parze i sobie jako rodzinie.
      Nie zakladaj czarnych scenariuszy, ze po porodzie bedzie tak ciezko, ze bez pomocy rodziny sie nie da. Moze nie bedzie lekko, ale przeciez macie siebie. Jest was dwoje, a dziecko bedzie tylko jedno ;-) Dacie rade, wiele osob daje.Taka wspolna opieka nad niemowleciem nie tylko hartuje, ale tez bardzo zbliza. Nie zmarnuj tego czasu, nie odsuwaj ojca od dziecka, bo mozesz tego pozniej bardzo zalowac.
      Trzymam kciuki za pomyslny porod i zycze Ci duzo zdrowia i wytrwalosci. I goraco namawiam do szybkiego powrotu do domu.
      • froshka66 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:03
        Ok, rozumiem,
        lecz teraz skoro czujesz, że obecność męża jest dla Ciebie ważna nic nie stoi na przeszkodzie, żebyś się spakowała i dziś wróciła do domu?
    • ola_dom Jako nie-matka 03.07.15, 13:05
      Nigdy nie byłam w ciąży, ale pozwolę sobie dodać swój głos - zbieżny z większością tutaj.

      I jeszcze jedno - może to akurat pora wykorzystać fakt, że jesteś w ciąży i NIE WOLNO CI ODMAWIAĆ ;). A także to, że będąc w ciąży, masz święte prawo do "nieracjonalnych zachowań" - BO TAK! Więc na dwa tygodnie przed porodem zachciało Ci się zmienić zdanie, BO TAK!

      Wydajesz się być bardzo rzeczową, konkretną, racjonalną osobą i taką, która na ile to możliwe, nie chce sprawiać innym kłopotu. Ale przecież masz prawo w tej sytuacji sprawić kłopot i zachować się "nieracjonalnie", np. ogłaszając mamie i mężowi, że oto właśnie wracasz do domu, bo poczułaś, że tego pragniesz najbardziej. I już!
      Osobiście uważam, że ciężarna ma prawo (niemal) do wszystkiego.
      Skorzystaj z sytuacji :).
      • froshka66 Re: Jako nie-matka 03.07.15, 13:11
        sorry, a od kiedy to niby chęć powrotu do domu - WŁASNEGO - trzeba tłumaczyć ciążą?
        i tym , że "nie wolno mi odmawiać"???
        Proszę , nie wariujmy.
        Stawia sie spakowana torbę, pije się ostatnia kawę, dziękuje się za gościnę, całuje się czule mamusie, obiecuje zadzwonić za -1 -2 -3 tygodnie ( wedle uznania) i tyle.
        Do tego trzeba mieć skończone 18 lat a nie 3 trymestr…
        • ola_dom Re: Jako nie-matka 03.07.15, 13:21
          froshka66 napisała:

          > sorry, a od kiedy to niby chęć powrotu do domu - WŁASNEGO - trzeba tłumaczyć ciążą?

          Od kiedy jest się osobą, która nie pozwala sobie nigdy na nieracjonalne zachowanie i nagłą zmianę decyzji. Trochę mi się wydaje, że taka jest metka.
          • froshka66 Re: Jako nie-matka 03.07.15, 13:36
            No nie… nie wierze.
            Siedzę w restauracji I zamawiam pizzę, po pól godzinie proszę kelnera , czy można jeszcze zmienić zamówienie bo mam ochotę jednak na rybę – I ja mam się z tego tłumaczyć?
            Zamówiłam w styczniu wycieczkę do Gdańska, w czerwcu wycofuje pieniądze i jadę do Zakopanego – i JA mam się z tego tłumaczyć????
            A niby czemu?
            Mój czas , moja sprawa, moje pieniądze..
            Dopóki inne osoby nie są dotknięte jakkolwiek finansowo lub organizacyjnie ( np. ponoszą koszty kupna nowego łóżka a mój pobyt, a ja nie przyjeżdżam) to mogę robić co chce.
            W ciąży , podczas miesiączki, w menopauzie i w głębokiej starości.
            A jak oddam im kasę za poniesione koszty to i tak mam prawo przez całe życie do zmiany zdania i nie ma siły, które mnie zmusi do jakichkolwiek tłumaczeń.
            Zresztą żadnego logicznego powodu do tłumaczenia się szczegółowego tez nie ma.
            To nie jest irracjonalne zachowanie. To jest miana zdania z powodów znanych tylko mnie. A tłumaczyć się nie muszę. Nie ma takiego prawa.
            • ola_dom Re: Jako nie-matka 03.07.15, 13:55
              froshka66 napisała:

              > No nie… nie wierze.
              > Siedzę w restauracji I zamawiam pizzę, po pól godzinie proszę kelnera , czy można jeszcze
              > zmienić zamówienie bo mam ochotę jednak na rybę – I ja mam się z tego tłumaczyć?
              > Zamówiłam w styczniu wycieczkę do Gdańska, w czerwcu wycofuje pieniądze i jadę
              > do Zakopanego – i JA mam się z tego tłumaczyć????
              > A niby czemu?

              Oczywiście! Gratuluję i szczerze zazdroszczę, że tak podchodzisz do spraw, które wydają się oczywiste. Mam wielką nadzieję, że i ja kiedyś osiągnę ten etap. Bo - jeśli jeszcze nie miałaś okazji spostrzec - są osoby, którym naprawdę trudno to przychodzi i kwestie dla innych oczywiste, dla nich są nie do przejścia. Owszem - głupie. Ale tak bywa.
              I wtedy przydaje się czasem wytrych.
              • froshka66 Re: Jako nie-matka 03.07.15, 14:08
                rozumiem, Sa ludzie dla których to trudne, ale stosowanie takich wytrychów zamiast mowienia wprost tylko umacnia ta blokadę.
              • pade Re: Jako nie-matka 03.07.15, 14:14
                To, co Froska pisze, może brzmi brutalnie, ale jest bardzo, bardzo prawdziwe. To są nasze podstawowe prawa.
                • ola_dom Re: Jako nie-matka 03.07.15, 14:20
                  pade napisała:

                  > To, co Froska pisze, może brzmi brutalnie, ale jest bardzo, bardzo prawdziwe. To są nasze
                  > podstawowe prawa.

                  Ależ ja się w 1000% z nią zgadzam!
                  Tylko wiem, jak trudno jest czasem skorzystać ze swoich praw.
                  Choć trudno się nie zgodzić, że stałe stosowanie wytrychu może być zgubne. Ale czasem, na samym początku, może pomóc.
                  Co nie zmienia faktu, że oczywiście najlepiej jest zakomunikować mężowi wprost i jednoznacznie, co się zamierza. I wcale nie miałam na myśli rozpoczęcia komunikatu od: "bo ja jestem w ciąży i nie można mi odmawiać!", tylko raczej od POCZUCIA tego.
                  • froshka66 Re: Jako nie-matka 03.07.15, 16:53
                    ja bym zaczęła od POCZUCIA podstawowego prawa :
                    -mogę mieszkać w swoim domu KIEDY TYLKO CHCE i nie muszę się nikomu z tego tłumaczyć.
                    -Nie mam tez zamiaru usuwać się ze SWOJEGO domu, żeby innym było wygodniej.
                    To ostatnie może się przydać w wielu sytuacjach rodzinnych…
            • wioskowy_glupek Re: Jako nie-matka 15.07.15, 19:09
              Chyba cie pogrzało po pół godziny od zamówienia kiedy pizza jest w piekarniku to sorry zamówiłaś to musisz zapłacić. Jesteś niepoważna kto ma niby za nią zapłacić?
    • ludvi Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 13:12
      Nie psuj swojego małżeństwa wyjazdem do rodziny.
      To TY I MAŻ powinniście zająć się wspólnie organizacją porodu, mąż powinien z tobą być w szpitalu dopilnowac lekarzy, to mąż powinien was zawieźć do waszego domu ze szpitala.
      Dla twoich rodziców nie powinno tu być w ogole miejsca do wtrącania się... a ty wybrałaś ich zamiast męża.
      Swoim wyjazdem do rodziny powiedziałaś mężowi, że nie jest ci potrzebny do niczego, że dziecko będziesz wychowywać z matką a nie z nim, że on ma pracować, remontowac i chodzić do kumpli, a ty z dzieckiem to sprawa twoja i twojej rodziny która dzieckiem się zajmie lepiej od niego..
      Wracaj do męża jeśli chcesz mieć małżeństwo i rodzinę w której małżonkowie się sobą zajmują bo wiedzą, że są najbliższą rodziną. W waszej okolicy nie ma szpitali?

      > - usłyszałam, że całe życie radzę sobie sama, więc on nie ma po co przyjeżdżać
      jeśli facet nie jest typem olewacza ktory wcześniej też rodzinę miał gdzieś i wolał kumpli, to słychac w tej wypowiedzi człowieka który się poczuł odtrącony i niepotrzebny w bardzo ważnym wydarzeniu życiowym.
    • enith Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:40
      Jest piątek wieczór, mąż pewnie już w domu. Zadzwoń teraz do niego, że jutro z rana ma po ciebie wyjechać, a ty zacznij pakować się już dziś. Malowanie może poczekać, tak samo popijawa z kumplami. Czas przyznać, że usunięcie się panu z drogi na kilka tygodni to był błąd. Cóż, nikt nie jest nieomylny, a błąd łatwo da się naprawić. Wracaj do domu do męża.
      • vilez Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:59
        Nie może teraz jechać- nawet, gdyby ciąża była bezproblemowa, nie czas na takie podróże.
        Ale ze szpitala prosto do WŁASNEGO domu. Duża podpacha, cyc lub butla i w drogę.
        Mężowi dac zadanie: przygotować mieszkanie na przybycie matki i dziecka. Poczuje się potrzebny.
        Przyznać się do błędu- to dobra droga do rozpoczęcia nowego porządku: WSPÓLNEGO życia.
        • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:01
          vilez napisała:

          > Nie może teraz jechać- nawet, gdyby ciąża była bezproblemowa, nie czas na takie
          > podróże.

          No bez przesady, 200 km samochodem to rzut beretem, a warunki wiecej niz komfortowe, bo moze przemieszczac sie na lezaco.
          • vilez Re: przed rozwiązaniem 04.07.15, 18:02
            Poród w samochodzie to nie betka...
        • asia_i_p Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:24
          Prosto po cesarce 200 kilometrów na siedząco z pasem przez bliznę? Czarno ja to widzę.

          Postawiłabym jednak na bardzo ostrożną jazdę przed rozwiązaniem, zaplanowaną na cały dzień, spokojną, z postojami.
          • vilez Re: przed rozwiązaniem 04.07.15, 18:01
            No to po cesarce poczekać tydzień. Chodzi o zasadę.
    • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 17:55
      Ja bym nie jechała teraz w podróż wbrew opiniom lekarzy, jeżeli to może sprowokować przedwczesny poród.
      Natomiast zupełnie nie przekonuje mnie, dalczego Twój mąż nalegał od 7 m.c., żebyś się przeniosła do rodziców. Przemyślałabym życie seksualne, przejrzała komputer męża, a wieczorem w dniu imprezy z kolega z Niemiec wysłała do domu kogoś, komu ufam, że np. chce pozyczyc jakaś sukienkę, książkę, szybkowar, 100 zł, whatever, że Ty się zgodziłaś, etc., żeby sobie towarzystwo tej imprezy obejrzała. Chlać na umór można z kumplami nie tylko w domu, można świetnie pić w knajpie i wziąć taksówkę. Myślę, że mąż mydli Ci oczy i korzysta z jakichs Twoich ciągot do opierania się na Twoich rodzicach. Nie wiem, czy chce być sam, cos robić, czy z kimś być, ale wg mnie ma w tym jakiś interes.
      • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 18:14
        "to nie dbałam o jego uczucia podczas ciąży i on się czuje odsunięty, niepotrzebny i ogólnie rzecz biorąc - to moja wina, że w ogóle mu nie przyszło do głowy być przy mnie"
        Tralalala. Słyszałaś faceta gadajacego takimi melodramatami? Jakoś i przyczynę i skutek pięknie w wypowiedzi obmyślił i zawarł. Sprawdź, co rozumie pod tym pojeciem "dbania o uczucia", skoro chciał Cię wyekspediować z domu. Raczej osoby z tych "martwiących się o uczucia" nie wysyłają do teściów na kilka miesięcy żony.
      • asia_i_p Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:27
        Wcale nie musi tak być. Może być tak, że facet przytłoczony i przerażony problemami z ciążą zwyczajnie czuje się lepiej wiedząc, że z żoną przez cały czas ktoś jest, a nie siedzi sama w domu. Że obydwoje panikują na punkcie przedwczesnego porodu.
        • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:49
          asia_i_p napisała:

          > Że obydwoje panikują na punkcie przedwczesneg
          > o porodu.

          Przedwczesny porod to zdaje sie przed 37 tyg. jest, a zalozycielce watku zostalo jakies 13 dni do rozwiazania.
      • szpil1 Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 10:18
        No, dokładnie. Dziwnie to wygląda. Może to towarzystwo kumpli to po prostu towarzystwo jednej "kumpeli"?
    • molly_wither Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 18:16
      Witaj w krainie piotrusiow-panow.
    • rycerzowa Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 19:30
      Zaraz zaraz - w pierwszym poście piszesz "partner", kilkakrotnie.
      Czyli nie jest to twój mąż, nie jest to twoje/wasze mieszkanie.
      Zatem i rozmowa musi być trochę inna, niestety.
      • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 19:38
        Nie jesteśmy małżeństwem. "Mąż" brzmi po prostu krócej, po prostu przejęłam tę formę od reszty forumek. Mieszkanie jest wynajmowane, jeśli ma to jakieś znaczenie.
    • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 20:38
      Czytam watek troche pobieznie i widze, ze opisana sytuacja ma drugie dno, ale chcialam ie wyrywkowo odniesc do tego, czy jedyna dobra i dopuszczalna opcja po porodzie to "z partnerem"? Wspolne rodzenie to jakby wynalazek ostatnich kilkunastu, kilkudziesieciu lat; zas przez cale tysiaclecia kobiety w pologu "obslugiwane" byly przez inne kobiety- matki, ciokti, siostry, a facet wracal do swojego polowania czy gdzies tam. Wiec nie traktowalabym tak histerycznie tego, ze miedzy ojcem a dzieckiem nie utworzy sie wiez, jesli nie beda sami we dwojke (trojke) - (dziewczyna pisze, ze bedzie tam bywal).
      W zwiazku z tym nie ryzykowalabym komplikacji, jakie moga wystapic na skutek podrozy. Jesli lekarz zaleca by nie jechac, to proponuje, by forumki, ktore wrecz nakazuja Autorce podroz w tej chwili, zastanowily sie, czy na pewno chca miec na sumieniu czyjes problemy.
      • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:02
        ada1214 napisała:

        > Wspolne rodzenie to jakby wynalazek ostatnich kilkun
        > astu, kilkudziesieciu lat; zas przez cale tysiaclecia kobiety w pologu "obslugi
        > wane" byly przez inne kobiety- matki, ciokti, siostry, a facet wracal do swojeg
        > o polowania czy gdzies tam.

        Swietny pomysl. Zalozycielka watku moglaby pomieszkac u rodzicow do siodmego roku zycia dziecka, a potem urzadzic uroczyste postrzyzyny i oddac dziecko pod opieke ojca. Stare metody sa ponoc najlepsze ;-)
        • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:09
          Az tak to nie ale nie wydaje Ci sie, ze wielu przypadkow depresji poporodowej mozna by uniknac, gdyby kobieta miala na podoredziu inne, starsze kobiety? Na przyklad mnostwo kobiet ma problemy z karmieniem (sledzilam kiedys jakis blog laktacyjny i to niestety, ale bywa ze przeradza sie w dramat) , i osobisty facet jest w tym temacie calkowicie bezuzyteczny. A taka babka, matka, siostra- na pewno w tym gronie znalazlby sie ktos kto by problemowi zaradzil w 5 minut. Mysle, ze sporo problemow okolomacierzynskich nie istnialo w czasach gdy rodziny mieszkaly w stadach.
          • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:15
            ada1214 napisała:

            > Mysle,
            > ze sporo problemow okolomacierzynskich nie istnialo w czasach gdy rodziny mies
            > zkaly w stadach.

            Pelna zgoda, tylko ze zalozycielka watku nie mieszka w stadzie, wiec ze swoimi problemami wczesniej czy pozniej i tak zostanie sama. Chodzi wiec o to, zeby maz na miare swoich mozliwosci ja wspieral, bo teraz tylko sie cieszy, ze pozbyl sie problemu z domu.
            • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:22
              Dlatego tez napisalam, ze odnosze sie to tego problemu wyrywkowo, abstrahujac niejako od konkretnej sytuacji. W sensie, chcialam zakwestionowac poglad, jakoby inna opcja niz "tylko we dwojke(trojke) byla zla, i wrecz katastrofalna w skutkach. Mysle ze jest sporo takich kobiet, dla ktorych wieksza wartoscia byloby poczucie bezpieczenstwa i unikniecie depresji niz obecnosc malzonka, z ktorego - technicznie rzecz biorac- niewielki pozytek, bo noworodek godzinami wisi na cycu. A maz oprocz pogugania i przewiniecia moze sie tylko przygladac wiekszosc czasu.
              • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:33
                ada1214 napisała:

                > Mysle ze jest sporo takich kobiet, dla ktorych wieksza wartoscia byloby p
                > oczucie bezpieczenstwa i unikniecie depresji niz obecnosc malzonka, z ktorego -
                > technicznie rzecz biorac- niewielki pozytek, bo noworodek godzinami wisi na cy
                > cu. A maz oprocz pogugania i przewiniecia moze sie tylko przygladac wiekszosc c
                > zasu.

                Ale to przeciez jest wlasnie fajne, ze to on przewija tego niemowlaka, gada z nim i czystego przynosi matce do piersi :-) A potem go zabiera, przeklada przez ramie zeby mu sie odbilo, odklada do lozeczka, a matka moze sobie spac spokojnie. Nigdy bym nie zamienila tamtych chwil na opieke matki czy tesciowej. I przy kapieli taki maz jest bardzo przydatny, przy mierzeniu temperaury, zawiezieniu do pediatry... Babcie moga miec jakies staroswieckie poglady na temat wychowania niemowlat, a maz to zawsze jakis taki bardziej nowoczesny i otrzaskany mi sie wydawal ;-)
                • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:48
                  a matka moze sobie spac spokojni
                  > e.

                  no, jesli rzeczywiscie moglas/mialas warunki by sypiac spokojnie to rzeczywiscie moglas czuc sie bezpiecznie. Byc moze Twoj maz ma lekki i czujny sen, ale wiekszosci facetow mozna czolgiem przejechac nad glowa i sie nie obudza. Ja w takich warunkach na pewno nie moge spac spokojnie. Ale byla u mnie tesciowa przez tydzien (a propos tesciowej) i wtedy rzeczywsicie moglam spac spokojnie, bo ona po prostu przy dziecku czuwala, nie spala! (bo ni emogla przestac sie na nego patrzyc).
                  Tak wiec widzisz, sytuacje sa rozne.
                  • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:58
                    ada1214 napisała:

                    > no, jesli rzeczywiscie moglas/mialas warunki by sypiac spokojnie to rzeczywisci
                    > e moglas czuc sie bezpiecznie.

                    Jesli dziecko bylo przeze mnie nakarmione piersia, a przez meza "odbite" i polozone do lozeczka, to dlaczego nie moglam spac spokojnie, skoro nawet z lozka nie musialam wychodzic ? A jak obudzil mnie w nocy placz corki, to budzilam meza i on wstawal bez szemrania :-) To bardzo dobrze funkcjonowalo przez pierwsze tygodnie zanim ja nie stanelam na nogi.

                    > i wtedy rzeczywsicie moglam spac spokojnie, bo ona
                    > po prostu przy dziecku czuwala, nie spala!

                    W takich przypadkach nadmiernego stresu matki zaleca sie wypozyczenie urzadzenia monitorujacego oddech niemowlecia. Pisze serio, bez nabijania sie.
                    • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 22:19
                      > W takich przypadkach nadmiernego stresu matki zaleca sie wypozyczenie urzadzen
                      > ia monitorujacego oddech niemowlecia. Pisze serio, bez nabijania sie.

                      Teraz juz wchodzimy na poziom indywidualnych cech, oczywiscie mozna by ciagnac te dyskusje i zasypywac sie radami; ale i tak nas to zbyt daleko nie zaprowadzi. Mi chodzi/lo glownie o to, ze ludzie/kobiety sa naprawde rozne, jednej po porodzie niezbedny jest maz, innej wiecej pozytku przyniosla by obecnosc innej kobiety. Stad apelowalam, by nie robic ze zmiennego czynnika reguly obowiazujacej zawsze.
                      I wciaz uwazam- choc przyznaje nie jestem antropologiem- ze odizolowanie mlodych matek (czyli tylko trio matka, ojciec i dziecko) w okresie popologowym jest jednym z powodow galopujacego stopnia/ilosci depresji poporodowych. Bo w zalozeniu wyglada to tak, ze jest sobie swiezo powstala rodzinka, ktora spedza sobie sielsko czas cieszac sie soba, a w rzeczywistosci facet idzie do pracy, kobieta jest sama calymi dniami i sama w nocy bo przeciez facet musi sie wyspac. Zareczam Ci, ze gros kobiet odczuloby wielka ulge majac przy sobie kogokolwiek, kto by je odciazyl. Chociaz mam wrazenie, ze nie czujesz bluesa, bo z opisu wyglada, ze mialas spokojne dziecko i opanowana sytuacje :)
                      • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 22:44
                        ada1214 napisała:

                        > . Bo w zalozen
                        > iu wyglada to tak, ze jest sobie swiezo powstala rodzinka, ktora spedza sobie s
                        > ielsko czas cieszac sie soba, a w rzeczywistosci facet idzie do pracy, kobieta
                        > jest sama calymi dniami

                        No ale tego jakby juz nie zmienimy, bo malo jest wilopokoleniowych gospodarstw domowych, gdzie domownicy dziela sie zadaniami i wzajemnie pomagaja.

                        > Zarecz
                        > am Ci, ze gros kobiet odczuloby wielka ulge majac przy sobie kogokolwiek, kto b
                        > y je odciazyl.

                        Ada, ja absolutnie sie z Toba zgadzam, ze kazda pomoc przy niemowleciu jest cenna dla matki, dla niemowlecia pewnie tez, bo im wiecej osob je kocha i sie o nie troszczy tym lepiej. Dzialac jednak nalezy i podejmowac decyzje w oparciu o sytuacje taka jaka jest. Skoro wiec rodzina zalozycielki watku jest daleko, a na podoredziu zostal jej tylko maz, to czy nie lepiej zorganizowac sobie zycie tak, zeby przynajmniej z tym mezem sie nie rozstawac ? ( przeciez on teraz zostal sam ze swoimi myslami i watpliwosciami). Mysle, ze warto wyjsc z zalozenia, ze to maz jest dla zalozycielki watku najblizsza osoba i najwazniejsza osoba dla dziecka, po co wiec odsuwac w nieskonczonosc obowiazki, ktore na niego, jako ojca i tak niebawem spadna ?
                      • ashraf Re: przed rozwiązaniem 06.07.15, 16:45
                        To faceci pracuja cala dobe, ew. po powrocie tylko spia? Bez przesady, jest urlop ojcowski, mozna wziac wypoczynkowy, a potem zajmowac sie dzieckiem po pracy. I co to znaczy "musi sie wyspac"? A matka zajmujaca sie caly dzien noworodkiem to juz przypadkiem nie musi? Od odciazania matki, a raczej od wspoldzielenia obowiazkow jest ojciec dziecka i to jest jego psi obowiazek. Depresje poporodowe maja rozne przyczyny, ale rozwiazaniem nie jest ucieczka do mamusi, tylko zaangazowanie meza w opieke od dnia porodu i nie robienie z niego lamagi. Maz jest najblizsza osoba dla zony i ojcem dla dziecka, da sobie rade.
                        • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 06.07.15, 19:19
                          > I co to znaczy "musi sie wyspac"? A matka zajmujaca sie caly dzien noworodkiem
                          > to juz przypadkiem nie musi?

                          Ales sie zapowietrzyla, zmasowany atak.
                          Co to znaczy, ze musi sie wyspac, pytasz?
                          Na ematce spedzasz ponadprzecietnie duzo czasu, wiec chyba sie zorientowalas, ze to temat powracajacy jak bumerang "jestem przemeczona opieka nad dzieckiem, maz dlugo pracuje, a w nocy tez nie pomaga, bo mowi ze musi sie wyspac".
                          A reszty Twojich wypowiedzi mi sie nie chce komentowac, bo takie dyrdymaly.
                          • ashraf Re: przed rozwiązaniem 06.07.15, 20:42
                            Wiesz, wyspać to ja się też "muszę". I to nie jest żaden przywilej ojców, chyba że mają głupie żony, które uważają, że sprawowanie opieki nad dzieckiem jako obowiązek rodziców, a nie babć czy dziadków, za "dyrdymały". W sumie jak ktoś chce się umartwiać na własne życzenie, to jego sprawa, byle nie rozciągał męskiego uje...nia rączek na wszystkich mężczyzn, bo to dla nich obraźliwe.
                            Naprawdę spędzam na emamie dużo czasu? To ciekawe, bo dzisiaj odpisałam tylko na twoje posty :)
                            • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 10:07
                              głupie żony, które uważają, że sprawowanie opieki nad dzieckiem jako o
                              > bowiązek rodziców, a nie babć czy dziadków, za "dyrdymały".

                              Dyrdymaly sie odnosily do Twojego wyobraznia swiata, widzisz wycinek horyzontu i nic wiecej . Piszesz o rzeczach oczywistych w tonie jabys nam tu jakies ukryte prawdy objawiala. Oczywiscie ze ojcowie powinni, oczywiscie, ze to i tamto. Ameryki nie odkrylas. Ale to, czego nie widzisz, nie wiesz, nie rozumiesz to: ludzie sa rozni, sytuacje sa rozne, problemy i przeszkody sa rozne. Ani Ty, ani nikt inny nie ma monopolu na racje, a wiele spraw mozna wykonac na kika sposobow, a nie tylko ashrafowy. A ty zawsze (nie tylko tu, na ematce tez) "ja" "ja" "ja" jako wzorzec z sevres. Dlatego dyrdymaly.
                              • ashraf Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 10:14
                                Skoro to takie oczywiste, to po co angazowac dziadkow, starsze kobiety i pol plemienia? Owszem, sytuacje sa rozne, ale nie robmy normy z patologii i nie wmawiajmy dziewczynie, ze ewakuacja pod skrzydelka mamusi w 9 mcu ciazy to wlasciwe postepowanie, a ojcowie, ktorzy olewaja wlasne dzieci i "nie potrafia, nie slysza, maja mocny sen, nie rozumieja" powinni byc usprawiedliwiani i ze "kiedys nadrobia, wiec tragedii nie ma". Teraz jest ostatni moment, zeby uswiadomic panu jaka odpowiedzialnosc wiaze sie z posiadaniem rodziny, potem bedzie tylko gorzej.
                                • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 10:37
                                  Czy Ty w ogole nic nie zrozumialas z moich wpisow? Na to wyglada.
                                  • ashraf Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 11:03
                                    A konkrety? Bo jesli chodzi ci o to, ze nie zgadzam sie z przerzucaniem obowiazkow rodzicow na innych, zwlaszcza w tym najwazniejszym dla budowania wiezi okresie okoloporodowym i noworodkowym, to masz racje. To maz jest odpowiedzialny za opieke nad rodzina, za zapewnianie poczucia bezpieczenstwa mlodej matce i wychwycenie pierwszych sygnalow depresji poporodowej. Towarzystwo rodzicow czy tesciow moze byc mile i nie mam nic przeciwko temu, ale nie na zasadzie przejecia obowiazkow rodzicow i rozwiazywania ich problemow.
                                    • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 11:39
                                      Konkrety juz napisalam. Jak Ty ich nie widzisz to ja nic na to nie poradze. Poczytaj wiecej, jak masz ochote.
                                      Z tego co sie zorientowalam na ematce , masz niebywale ciagoty do kilometrowych jalowych dyskusji, mowienia o masle maslanym a mnie to nie kreci. Sorry.
                                      • ashraf Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 11:44
                                        Widac nie jest to taka jalowa dyskusja, skoro dopuszczasz mozliwosc, ze mozna akceptowac wd..iemanie dziecka i zony przez meza. Ale jak wolisz, nie mam wizji zbawiania swiata, jedyne co moge zrobic to wychowac syna tak jak zrobili to moi tesciowie, tak zeby jego zona nie musiala sie pytac, czy to normalne, ze przed porodem wysyla ja do rodzicow i namawia, zeby pozostala tam z noworodkiem.
                  • pade Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 23:38
                    Faktycznie różne:) Od dziecka spałam jak zając, bardzo czujnie, wszystko mnie budziło. Kiedy urodziłam syna, odmieniło mi się o 180 stopni. Dobrze, że był mąż, bo synuś mógłby płakać, sąsiadów obudzić, a ja bym spała w najlepsze:)
                    Gdy dzieci były chore, w ogóle się nie kładłam, bo wiedziałam, że nie jestem w stanie czuwać przez sen.
                  • ashraf Re: przed rozwiązaniem 06.07.15, 16:47
                    Nie, mocny lub lekki sen to cecha osobnicza. Mnie ciezko dobudzic, maz ma lekki sen, do dziecka wstawalismy od poczatku na zmiane, natomiast zadne z nas przy dziecku nie czuwalo, noc jest od spania. Jak plakalo, to sie wstawalo i tyle.
          • zuleyka.z.talgaru Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 10:40
            Tak, zwłaszcza, że w latach 70 i 80 najlepszym sposobem karmienia była butelka....
          • ashraf Re: przed rozwiązaniem 06.07.15, 16:46
            Ja najwieksze wsparcie w problemach z karmieniem otrzymalam wlasnie od meza, fachowych rad udzielaly polozne i lekarze. Czemu niby facet nie mialby miec wiedzy na temat kp? Nie fiksowalabym sie na wszystkowiedzacych starszych kobietach, obsluga dziecka to nie konstruowanie bomby atomowej, da sie to rozpracowac samemu.
      • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:05
        Rozwiązanie z tego wątku - wybycie przed porodem do matki kobiety rodzącej i pozostanie w domu rodzinnym przez jakiś czas to np. tradycyjne rozwiązanie w kulturze japońskiej. Rozwiązania są różne, jak różne kultury. Myslę, że jednak nie to jest clue tego problemu.
        • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 03.07.15, 21:37
          Dla mnie to sprawa coś jak w starej piosence:

          Zaczynasz wozić ją do krewnych
          A potem mówisz: sama idź
          I w końcu trudno - jesteś pewny
          Że dłużej z nią nie możesz być.

          Jak to w literaturze, tematy stare, forma nowa (tu nawet i forma stara).
          • renata1152 Re: przed rozwiązaniem 04.07.15, 10:28
            Jestem babcią siedmiomiesięcznego wnuka.Z przyczyn zdrowotnych mojego męża
            nie odwiedzaliśmy rodziny córki zaraz po porodzie .To nie ja byłam wyrocznią
            i pomocą przy dziecku.Nie ukrywajmy, pewnie bym się bardziej bała niż córka
            np. przy kąpieli.Córka ze swoim mężem doskonale sobie poradzili ze wszystkim .

            Poradzisz sobie i ty.Jeśli będziesz miała jakieś wątpliwości rób listę pytań
            i na wizycie u lekarza zadawaj pytania.
            Z tego co opowiada córka to wszystko się zmienia
            inaczej było za naszych czasów inne jest podejście do dzieci teraz.
            Buduj dobrą relację z partnerem.Jego podejście żeby cię wyekspediować
            do rodziców nie wróży nic dobrego. Pracuj nad sobą ,aby być bardziej
            stanowcza, przestań być popychadłem!!!!!!!!!!.
            Nie obrażaj się ,,,,,,,,to ja taka byłam i może jestem chociaż pracuję nad tym.

            Nie wróży nic dobrego rozrywkowy i alkoholowy tryb życia partnera.
            Dlaczego imprezki są robione w waszym mieszkaniu?
            Czy koledzy męża mają rodziny i żaden nawet nie pomyśli ,
            żeby zrobić balangę u siebie tak jak twój partner '''dusza towarzystwa''''?.


            Od samego początku wdrażaj faceta w pomoc przy dziecku
            niech nie ucieka od obowiązków ,tak tworzy się więź z dzieckiem.
      • jehanette Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 11:52
        Tylko widzisz, mamy inne czasy, inną kulturę. Nie żyjemy w wioskach, nie mamy podziału zajęć na męskie i kobiece. Facet nie poluje, nie mieszka w domu mężczyzn, skąd wychodzi by spotkać się na seks z kobietą, która mieszka we własnej chałupie z dzieciakami, starymi kobietami i niemiesiączkującymi siostrami i zasadniczo na co dzień facet nie jest jej potrzebny do życia. Dziś podstawową komórką społeczną jest rodzina nuklearna, a żeby ona dobrze funkcjonowała, to powinna być rodziną od początku -rodzi się dziecko, zajmują się nim rodzice, a reszta dalszej rodziny może być pomocą dochodzącą, i najlepiej od tych rzeczy bytowych, które pomogą młodym rodzicom skupić się na tym co najważniejsze.
    • mama.gucia Re: przed rozwiązaniem 04.07.15, 21:50
      Czy ja dobrze rozumiem: nie widzieliscie sie od 3 tygodni, a maz odmawia przyjazdu do Ciebie mimo ze sam Cie tam wyslal?. Tobie lekarz odradza jazdy ze wzgledow zdrowotnych, a wiele osob radzi Ci tutaj bys wracala do meza juz. Zalozylam kiedys watek na emamie dotyczacy podrozy w ciazy wbrew zaleceniom lekarza I zostalam zmieszana z blotem, ze rozwazam w ogole opcje wyjazdu (nie chodzilo o 200 km, a duzo mniej). Tutaj natomiast jestes namawiana do powrotu...
      Mysle, ze skoro jestes na finiszu to nie warto ryzykowac z powrotem. Porod moze nastapic szybko I jeszcze zaczniesz rodzic podczas jazdy. Po co ci takie przygody?. Dziecku nie chcesz zaszkodzic, nie?.
      Pytasz o bledy: za duzy luz dalas partnerowi. Skoro nie bylo cie 3 tyg to moglby juz skonczyc remont a nie dopiero zaczynac. Pewnie zajela go pasja do gier komputerowych I rozrywka z kolegami. Te Twoje wyjazdy na czas meskich spotkan to rowniez nieprzemyslane posuniecia. Nie zdziwie sie jak cie z dzieckiem bedzie wysylal do mamy. Jednak czasu nie cofniesz tylko wyciagnij wnioski I zmien styl relacji z partnerem. Zamiast dzwonic by przyjechal, bo tak powiedz przyjedz tesknie za toba, potrzebuje sie przytulic itd. Rozumiem jesli ktos pracuje od rana do nocy ale Twoj m robi zdaje sie do 16. Ma teraz taka swobode, ze gdy wrocisz z dzieckiem jemu sie swiat wywroci do gory nogami. Gdy znalazlam sie niespodziewanie w szpitalu bedac w ciazy moj maz codziennie po pracy jezdzil do mnie pokonujac trase ok 120 km w jedna strone, w druga 60, ale chcial przyjezdzac i ja go do tego nie zmuszalam. Byl codziennie, a na kulminacyjny moment spoznil sie 5 min!. Zawsze to wspomina bo bardzo chcial byc...no ale porod niespodziewany.
      Jeszcze na koniec dodam, ze fakt zostania u rodzicow po porodzie przez kilka tygodni moze sie wiazac z pogorszeniem I tak nadszarpnietych wiezi miedzy wami. Lepiej dla waszego zwiazku byscie byli we wlasnym mieszkaniu. Babcie niech sie wnukiem/ wnuczka ciesza po tym jak ogarniecie wszystko wy sami. Decyzja nalezy do ciebie. Powodzenia!
    • rycerzowa Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 00:30
      metka_89 napisała:

      > Nie jesteśmy małżeństwem. "Mąż" brzmi po prostu krócej, po prostu przejęłam tę
      > formę od reszty forumek. Mieszkanie jest wynajmowane, jeśli ma to jakieś znacze
      > nie.

      W pewnych układach pewne rzeczy mają znaczenie.
      Bo tak naprawdę wcale ci nie chodzi o formę waszych wzajemnych kontaktów w okresie okołoporodowym.
      Różni ludzie różnie układają sobie życie w tym okresie, i z babciami, i bez, zależy to od wielu czynników, a - wbrew pozorom - od tego zależy nie tak wiele. Bardzo wielu młodych ojców z oddaniem opiekuje się noworodkiem, a potem rozwodzi się i unika alimentów.

      Ty się po prostu nie czujesz pewna w tym związku, zadajesz pytania o swoje prawa, pytasz o rady, jak je wyegzekwować.
      Jest różnica między związkiem formalnym a nieformalnym. W małżeństwie są " zwyczaje utarte", przykładowo dziewczyny ci piszą, że zabiłyby śmiechem męża na propozycję wyjazdu z chaty, bo pan mąż ma ochotę na popijawę z kolegami.

      Ale jest też plus związku nieformalnego - że się idzie na kompromisy, "dba wzajemnie o swoje uczucia", że - jak to się mówi - ludzie się bardziej starają. A jak w końcu konkubinat zalegalizują, to zdarza się szybki rozwód, z powodu tego, że któreś nagle zaczęło realizować swoje prawo własności do drugiego człowieka.

      Z jakiegoś powodu nie jesteście małżeństwem. To istotne, czy to dlatego, że czułaś się na tyle silna i niezależna, że żaden formalny opiekun ani balast nie wydawał ci potrzebny, czy dlatego, że nie miałaś odwagi za bardzo obciążać sobą i swoimi sprawami swojego mężczyznę.
      A on nie nalegał dlatego, że go nie chciałaś, czy dlatego, by całkiem nie stracić wolności?

      Na razie jesteście związkiem nieformalnym, z dużym marginesem swobody.
      Ma to swoje złe i dobre strony.
      Tak naprawdę, to prawdziwym ślubem jest dziecko, bo nic bardziej i trwalej ludzi nie łączy.
      Po porodzie przekonasz się, czy twój partner to jest ten ktoś na zawsze.
      No, przynajmniej na bardzo długo.

      Życzę szczęśliwego rozwiązania. To teraz najważniejsze.
      • alsk9 Re: przed rozwiązaniem 05.07.15, 11:58
        Mam podobne wrażenie. Nowoczesne modele "bez papierka" nie są dla wszystkich.
    • drogikocie Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 06:46
      Nie wiem co ci napisać, więc napiszę coś o sobie :)

      Mam dziecko z facetem, który nigdy nie znalazł czasu, żeby pójść ze mną na jakiekolwiek badania w ciąży, jak leżałam na patologii przyjmował kolegów i koleżanki (a także jedną koleżankę, osobno od innych, połapałam się w tym lata po fakcie)

      Na badania woził mnie mój tata (a jak czułam się dobrze chodziłam sama). Do szpitala duperele dowoził mi tata. W domu po pół roku czekania na inicjatywę sprzęty etc naprawiałam z tatą (poza rzeczami, które umiem zrobić bez pomocy - jako koncertowa idiotka w zagrożonej ciąży sama malowałam przedpokój)


      Wyjeżdżałam co roku sama z dzieckiem na wieś, robiłam dla niego przetwory z grzybów, warzyw (mi nie wolno jeść marynat, więc robiłam nie "do domu" tylko wyłącznie dla niego. "bo on tak bardzo je lubi") On imprezował. Jeszcze przy naszym rozstaniu się tym z dumą chwalił, że ja sądziłam, że on coś maluje czy szykuje a on zapraszał kolegów.

      Gdy miał położyć panele w 15 metrowym pokoju pomagało mu 3 kolegów (znam ich i sądzę, że zrobili to sami) a ja prosto z patologii wróciłam do totalnie brudnego mieszkania, góry zmywania w WANNIE i spleśniałych obiadów, które naszykowałam na cały tydzień (kretynka, co?) BTW sama, bez ciąży, potrafię położyć panele w jednym pomieszczeniu w dzień, a nie tydzień :)

      Ogarnąć ten syf pomogli mi rodzice.

      Wiesz kto był "winny tej sytuacji?
      Ja.

      Bo wymyślałam miliony usprawiedliwień tak naprawdę nie mając cienia refleksji nad tym, że potrzebuję innej gratyfikacji od życia niż mieć ciągle podpopiecznego, biednego dziubdziusia. I, że naprawdę, jak ktoś chce to szuka sposobu, a jak nie chce to szuka powodu.
      I że takie działania to jasny komunikat, więc nie ma co wmawiać takiemu człowiekowi "czarne jest białe, na pewno TAK NAPRAWDĘ mnie kochasz i szanujesz. Lepiej się skonfrontować z tym, jak jest.

      Prośby, groźby, próby, "ostatnie szanse", zawsze dawałam ciała i zgadzałam się na poprzedni układ, do czasu.

      Moja córka, jeśli potrzebuje "męskiej pomocy" nigdy nie dzwoni do swojego ojca, tylko do dziadka. Minęło kilkanaście lat, nic się nie zmieniło, poza najważniejszym tzn JA nie jestem ZALEŻNA od iluzji, że ten człowiek chce i kocha tylko tornado Ważnych Spraw mu to uniemożliwia :P

      Jest taka piosenka Taty Kazika "Notoryczna narzeczona" a w niej taki tekst
      "Notoryczna narzeczona
      Nie pamięta chamskich wrzaw
      W całym świecie tylko ona
      Wierzy w wielkość waszych spraw" Znasz tą piosenkę?

      Myślę, że właśnie teraz możesz zastanowić się czy twój mąż rokuje i ile czasu chcesz poświęcić na naprawianie tego układu.
      Nie poświęcaj na czekanie, naprawianie, karmienie się iluzjami kliku lat, całego życia :)
      Każdy moment jest dobry na zmianę, żaden nie jest dobry na zgodę na niesatysfakconujący, oparty na twoim życzeniowym myśleniu, układ.

      Życzę Ci powodzenia i wiele radości.
      I radzę zadbać o liczne i zróżnicowane grono koleżanek, będą ci potrzebne, niezależnie czy zdecydujesz się reformować czy rozstać.
      • zuzi.1 Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 08:40
        Trafnie napisane, 10/10. Autorko masz za partnera faceta rozleniwionego, wygodnego, niechetnego do podejmowania obowiazkow zyciowych.
      • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 08.07.15, 16:11
        "góry zmywania w WANNIE"
        :)))
        Szkoda, że nie dałaś mu szansy i nie zaczekaliście jeszcze chwilę ze sprzątaniem, pewnie konstruował mobilną zmywarkę z wanny i prysznica:)
    • attiya Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 19:07
      w pewnym sensie odpowiedź na ów post nasuwa się sama...
      a przy okazji jak będziesz rejestrować dziecko w USC, to nadaj mu swoje nazwisko
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: przed rozwiązaniem 07.07.15, 23:40
      W istocie dla związku spodziewającego się dziecka jest lepiej od początku być razem. To raczej czas w trójkę, niż z rodzicami. Zgadzam się z przytaczanymi w innych wypowiedziach argumentami i konsekwencjami innej decyzji, choć na pewno swoje stanowisko wyraziłabym z większą powściągliwością. Można jeszcze decyzję zmienić lub zmodyfikować i po porodzie szybciej wrócić do domu.
      Trzeba tez pamiętać, że mężczyzna, nie będąc kobietą, inaczej przeżywa ciążę partnerki. To nigdy nie będzie symetryczna relacja i nie powinna taka być. To że partner teraz imprezuje od czasu do czasu też nie znaczy że tak będzie po przyjściu dziecka na świat. Mężczyźni spełniają się w działaniu, malują, szykują i tez żegnają się z wolnością. Czemu nie właściwie? Myślę, że warto sobie powyjaśniać wątpliwości i wzajemne zaniedbania i jak najszybciej zacząć opiekować się razem dzieckiem. Porzucić już pretensje i skoncentrować się na czym innym co Was czeka. A czemu pretensji nie służą. Agnieszka Iwaszkiewicz

    • wuika Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 07:32
      Partner ewidentnie się sfochował z racji trudów ciąży i teraz odreagowuje. Pogadaj z nim nieco bardziej twardo - dlaczego Cię zostawia w takim trudnym momencie? Zamierza pojawić się na poród?
    • jehanette Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 10:39
      Moim zdaniem popełniłaś błąd na samym początku, nie stworzyłaś z partnerem rodziny, waszej własnej. Dziwnym pomysłem na wyjazd z własnego domu do rodziców na czas przed i po urodzeniu dziecka pokazałaś mu wyraźnie, gdzie jest jego miejsce i że to nie jest miejsce koło Twojego boku. Czas ciąży, porodu i pierwszych tygodni życia dziecka to czas na uczenie się życia w nowej, powiększonej rodzinie, tworzenie więzi, uczenie się nowych ról. Nie dziwię się twojemu facetowi, że potraktowany jako dawca spermy - tak się zachował. Zamiast spędzać ostatnie chwile we dwójkę ze swoją partnerką we własnym domu, korzystać z ostatnich chwil we dwoje, wymyślać gdzie ustawić wanienkę, jak parkować wózek i podniecać się kopniakami z głębi brzucha, miałby siedzieć gdzieś kątem u obcych dla siebie ludzi, odsunięty na bok i mający spełniać rolę sługi... nie dziwię mu się!

      Wróć jak najszybciej do niego, i z nim wspólnie układaj nową rzeczywistość, jeszcze nie jest za późno!
    • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 10:56
      Aktualizacja.
      Dziękuję za wszystkie porady, te ostrzejsze i te bardziej łagodne.
      Partner na propozycję wcześniejszego przyjazdu nie zareagował pozytywnie, uznał że będzie to kłopotem w czasie remontu, nie zgodził się także na przyjazd w ten weekend. W poprzedni wpadł na jeden dzień, ale powiedział mi potem, że było to zbędne, niepotrzebne, że wymyślam głupoty i żebym siedziała w domu (chodziło o mój rodzinny), bo on jest zajęty w tamtym mieszkaniu, jest dużo roboty. Impreza za to jak najbardziej ma się odbyć, kiedy powiedziałam że mi się to nie podoba, dostałam potokiem przekleństw (do teraz jestem w szoku, bo to się naprawdę wcześniej nie zdarzało). Resztę moich wiadomości zignorował, połączenia odrzucał, sam nie zadzwonił od dwóch tygodni.
      Nie napisałam wcześniej dość istotnej rzeczy - mieszkanie jest wynajmowane tylko na jego nazwisko, to zmienia nieco postać rzeczy.
      A propos ostatniego postu - partner nie był zainteresowany tymi sprawami, sama skręciłam łóżeczko przy pomocy bratowej i resztę spraw organizacyjnych też załatwiłam sama, chociaż próbowałam go w to angażować. Po prostu mnie zbywał twierdząc, że jest jeszcze czas, że łóżeczko jest za trudne do poskładania, itp.
      Obawiam się, że nic już z tego nie będzie. Najwyraźniej byłam głupia i zaślepiona i tak, wiem o tym,, ale teraz już nic na to nie poradzę.
      Jeszcze raz dziękuję za odzew.
      • ola_dom Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 11:29
        Trzymaj się metko!
        Nie pierwszy to chłop, który okazał się palantem, ale teraz masz coś o wiele ważniejszego "na głowie".
        Wszystkiego najlepszego dla Ciebie i Dzidziusia.
      • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 11:43
        • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 11:58
          Zjadło mi post. Podtrzymuję swój pomysł, żeby poszedł tam ktoś i choćby zobaczył, jak wyglada sprawa remontu i przygotowywania domu dla dziecka. Dlatego o tym myslałam, żebyś nie żyła właśnie złudzeniami i karmiła się jego kłamstwami, o ile to wszystko kłamstwa. Zastanowiłabym się nad calokształtem sprawy i czy na pewno facet daje Ci teraz pieniądze, czy też mu wygodniej, że może za Twoje utrzymanie płacą rodzice i czy kwapi się do przejścia z Tobą do USC po urodzeniu dziecka i dalszego dawania pieniedzy. Może miał nadzieję, że sprawa tak się potoczy, że już zostaniecie z dzieckiem u rodziców.
          W ogóle to by mnie nie zdziwiło, że najbardziej go wkurza, że nie może w spokoju grać w gry (jak to nazwałaś "hobby" gier on line).
          Zawsze dobrze sie jest przyjrzeć partnerowi bez klapek na oczach wcześniej niż później.
          Może rodzice już wcześniej widzieli, jak jest z tym facetem i dlatego namawiali Cię na ten pobyt u nich. Z boku pewne sprawy od razu sa widoczne.
          Ale lepiej sobie ostatnie chwile spędzić jakoś miło np. poogladać fimy, poczytać książkę.
          • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 12:33
            I jeszcze jedno - bez względu na to, czy daje, czy nie daje teraz pieniędzy, zaczęłabym kolekcjonować "koszty" związane z dzieckiem, porodem i połogiem. Chyba zaczęłabym od rachunku od specjalisty od składania łóżeczek (min. 300 zeta).
      • panizalewska Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 16:02
        Pozamiatane.
        Trzymaj się mocno dziewczyno, zaraz będziesz miała dla kogo. I nie popełniaj tego samego błędu drugi raz (z chłopem, nie z dzieckiem), bo teraz będziesz miała więcej do stracenia
      • enith Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 16:47
        Szybko się posypało, nie ma co. Bardzo współczuję, ale jak już wielokrotnie pisano, nie warto karmić się złudzeniami. Facet, który intensywnie wypycha ciężarną partnerkę z dala od domu i odmawia wizyt, a na sugestie zmian reaguje przekleństwami, nie rokuje, po prostu nie rokuje. Dobrze, że masz wsparcie rodziców. Teraz liczysz się ty i dziecko.
        P. S. Długo byliście parą? Chyba nie, bo z tego co piszesz, ty praktycznie w ogóle tego człowieka nie znasz. I to jego "hobby" czyli granie całymi dniami... Nie mam nic przeciwko grom, hobby jak każde inne, ale też jak każde inne, jeśli negatywnie wpływa na pozostałe aspekty życia, to już raczej podpada pod uzależnienie. Pan jest chyba jeszcze bardzo młody, zajęty sobą, swoimi przyjemnościami, kompletnie niedorosły do odpowiedzialnej roli partnera i ojca.
        • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 18:56
          Byliśmy parą w latach licealnych i na początku studiów, potem się rozstaliśmy, a kontakt odnowił się dużo później. Postanowiliśmy spróbować jeszcze raz niecałe dwa lata temu, szukaliśmy razem mieszkania, dostałam pierwszą pracę. Może chodzi o to, że przed ciążą byłam trochę inną osobą - uprawiałam dużo sportów, miałam super figurę, makijaż, zrobione paznokcie. Potem wyszły komplikacje, siedziałam w domu i się zamartwiałam, no a teraz dla kogo jest interesująca blada, zmęczona kluska i jej problemy z bólem pleców, obrzękami, hemoroidami i ciągły stres, czy z dzieckiem będzie wszystko w porządku. Sory, że tak się użalam, ale naprawdę nie jest mi teraz łatwo. Dziękuję za słowa wsparcia.
          • pogodoodporna Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 19:10
            metka_89 napisała:

            > Sory, że tak się użalam, ale n
            > aprawdę nie jest mi teraz łatwo.

            Wcale sie nie uzalasz, mysle ze nawet wrecz przeciwnie- jestes bardzo dzielna. Zycze Ci pomyslnego rozwiazania i zdrowego, spokojnego maluszka. Przykro mi, ze tak Ci sie poukladalo z partnerem :-(
          • enith Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 19:26
            > res, czy z dzieckiem będzie wszystko w porządku. Sory, że tak się użalam, ale n
            > aprawdę nie jest mi teraz łatwo. Dziękuję za słowa wsparcia.

            Masz pełne prawo do żalu. Rozpad związku to prawie zawsze ciężkie przeżycie, a dla kobiety będącej dodatkowo na finiszu ciąży to dopiero musi być emocjonalny sajgon.

            > Może chodzi o to, że przed ciążą byłam trochę inną osobą - uprawiałam dużo sportów, mia
            > łam super figurę, makijaż, zrobione paznokcie. Potem wyszły komplikacje, siedzi
            > ałam w domu i się zamartwiałam, no a teraz dla kogo jest interesująca blada, zm
            > ęczona kluska i jej problemy z bólem pleców, obrzękami, hemoroidami i ciągły st
            > res, czy z dzieckiem będzie wszystko w porządku.

            Innymi słowy ty dojrzałaś, on nadal tkwi na etapie kumpli, imprez i gier. Nieciekawy z niego materiał na ojca dziecka, choć pozostaje mieć nadzieję, że może jednak trochę się po urodzeniu dziecka ogarnie. Na całe szczęście masz rodzinę, która cię wspiera. Dasz radę!
            • metka_89 Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 19:37
              No tak, czuję się strasznie paskudnie. Dzisiaj byłam na ktg w szpitalu i na pytanie położnej, czy ktoś ze mną jest, naprawdę poczułam się totalnie w rozsypce.
              W dodatku, jak się wyraził podobno jeden z tych kolegów, to mój facet jest w bardzo komfortowej sytuacji, bo może bez problemu przespać się z inną dziewczyną, a ja "to już raczej o innym facecie mogę sobie tylko pomarzyć".
              • enith Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 19:58
                Metko, do szpitala chodź z mamą lub siostrą lub przyjaciółką, dla otuchy.

                Komentarze partnera zlewaj równo. To, co panowie sobie nawzajem opowiadają w pijackim zwidzie, powinno ci w tej chwili zwisać i powiewać. Masz ważniejsze sprawy na głowie. Skup się na sobie i dziecku, na rozprawy z partnerem przyjdzie czas, gdy staniesz pewniej na nogach.
              • paris-texas-warsaw Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 22:11
                "W dodatku, jak się wyraził podobno jeden z tych kolegów, to mój facet jest w bardzo komfortowej sytuacji, bo może bez problemu przespać się z inną dziewczyną, a ja "to już raczej o innym facecie mogę sobie tylko pomarzyć".

                Nie wiadomo, kto jest większym myślicielem - ten, kto wymyślił to, czy ten, kto Ci to powtórzył.
      • ada1214 Re: przed rozwiązaniem 10.07.15, 17:40
        Serdecznie wspolczuje. No i wychodzi na to, ze wyjazd do domu rodzinnego byl znakomita decyzja bo a) wyszlo szydlo z worka, im szybciej tym lepiej b)po porodzie bedac u swoich rodzicow przynajmniej bedziesz miala pomocna dlon, bo na partnera jak widac nie moglabys liczyc w niczym. Teraz mysl o sobie i malenstwie i trzymaj sie.
Pełna wersja