marzena6336
18.10.15, 11:26
Z mezem jestem 15 lat, 10 lat po slubie. Dwojka dzieci 8 i 6 lat.
Tesciowa pochodzi z malego miasteczka A, tesc z wiekszego miasta B. Moj maz urodzil sie i wychowal w miescie B - tam tez nadal mieszkaja jego rodzice. Maz ma mlodszego brata.
Tesciowa, kobieta bez matury przyjechala do miasta B, gdzie tesc sie w niej szalenczo zakochal - ciaza i szybki slub. Tesc przerwal nauke i poszedl do pracy z zakladzie ZZZ, gdzie tez pracowala tesciowa. Tesciowa nigdy nie zostala zaakceptowana przez rodzine tescia. Przez wiele lat mieszkali, nawet juz z dziecki na wynajmowanym pokoju, pozniej dostali mieszkanie z pracy. Klepali biede.
Tesc z szanowanej rodziny, majetnej i wyksztalconej. Czlowiek ( nawet to ja pamietam) wesoly i towarzyski. Niestety dosc mlodo mial dwa zawaly. Rodzina tescia placila za leczenie w koncu zalatwila mu rente i tak siedzial w domu od 40stego roku zycia. Kompletenie pod pantoflem tesciowej, ktora nadal pracowala w firmie ZZZ (podrzedne stanowisko).
Dzieci rosly, tesciowa narkecala tescia - ten zaczal wyciagac kase od swojej rodziny. Zadnych kontaktow towrzyskich nie utrzymywali ( maz pamieta ze babcia go pierwszy i jedyny raz odwiedzila na jego komunie). Tesc dostal dzialke od rodzicow i pieniadze na dom. Wybudowali go w miescie B - wykonczyli na top top, ogrodzili wielkim plotem i kupili wielkie psy. Nikogo tam nie wpuszczali, tesciowa odseparowala sie od swojej rodziny tez, nie przyjmowali rodziny, sasiadow, znajomych, sami tez nigdzie nie chodzili. Z nikim nie rozmawiaja.
Ja pochodze z duzego miasta C, moi rodzice wyksztalceni, majacy dobre prace, stanowiska. Ja po studiach. Odwiedzialam tesciow przed slubiem, owszem goscili mnie i wiedzialam ze sie odizolowali od wszystkich. Z moimi rodzicami przed slubiem spotykac sie nie chcieli. Na slub przyszla tylko tesciowa i brat meza - oboje ubrani na czarno, zdjec grupowych unikali i zmyli sie z imprezy.
Teraz mieszkamy w duzym miescie D, kilkaset kilometrow od wszytskich rodzicow, mamy dwojke dzieci, prace dom. Radzimy sobie we wszystkim sami, jest ok. Czesto odwiedzamy moja rodzine, oni przyjezdzaja do nas, dziadkowie pisza i dzwonia do wnukow, biora ich na wakacje. Jest fajnie i normalnie.
Za to u rodziny meza kiks kompletny. Brat meza w miedzyczasie tez opuscil dom rodzinny i przeprowadzil sie do duzego miasta C, z ktorego ja na pochodze. Zrobil jakies bzdurne studia ale pozniej kursy ekonomiczne i teraz robi kariere. Maz z bratem probowal utrzmywac kontakty ale tamten sie caly czas wywyzszal i opowiadal co to nie on i sie urwalo. ( Maz studia przerwal). Brat meza nie ma rodziny, ani dzieci. Wchodzi rodzicom do d.
Tesciowie nasze dzieci widzieli kilka razy, mlodszego chyba tylko raz. Raz do nas przyjechali i my bylismy u nich klika razy. Zawsze gdy chcielismy do nich jechac im nie pasowalo sie z nami spotkac.
Pamietam raz byla taka akcja ze mowilismy ze chcemy przyjechac na weekend, oni mowili ze sezon grypowy i oboje sa ciezko chorzy. I tam bylismy w tamtych rejonach wiec odwiedzialimy dalsza rodzine meza i spotkalismy.. tesciow na spacerze. Najpeirw powiedzieli ze juz wyzdrowielei a pozniej zrobili mezowi awanture na sto fajerek ze ich osmiesza przed rodzina.
Za kazdym razem - swiat czy wakacji im nie pasowalo sie spotkac - dzwonilismy i sie zapowiadalismy - a to mieli remont, a to psy cieczke, a to wyjezdzali itd.
Sami nigdy do nas nie zadzwonili. Nie wysylaja zyczen. Dzieciom skladaja tak zyczenia ze wysylaja smsa do meza. Ciagle mowia ze dzieci male i tak nic nie rozumieja.
Probowalam dzieci namowic aby mi cos narysowali badz napisali i wyslali - nigdy nie podziekowali a zapytani odpowiedali ze dostali te bazgroly badz kartki z ktorych nie mgli nic odczytac.
Ja z tesciami rozmawialam sporadycznie przez telefon - zawsze byli mega mili i podczas odwiedzin tacy slodcy az slabo. Tesc raz mi tylko na osobnosci powiedzial ze zmarnowal sobie zycie z tesciowa. Pewnie jest czlowiekiem honorowym i sie przed swoja rodzina nie chce przyznac i w to brnie. Tesc sam na sam to super facet. Wesoly i normalny. Niestety tesciowa zabrala mu telefon komorkowy, odciela od kolegow, zamknela w domu. W rodzinie tescia mowi sie ze tesciowa jest chora psychicznie ( moj maz zadnych incydentow nie pamieta, ja tez nie z moich pobytow u nich).
Maz z nimi rozmawia ale na tematy neutralne, jak twierdzi aby utrzymac pozory. Krew mnie zalewa jak slysze co tesciowie opowiadaja:
- dlaczego kupiles sobie Fiata, to taki szajs - najlepsze sa mercedesy, nasz sie nigdy nie psuje
- do kuchni kupcie sprzety firmy X badz Y i te sa najlepsze i nie bierzcie bialych ani srebrnych - te sa dla plebsu, wezcie sobie kolorowe z katalogu
- w ogrodzie to zrobcie sobie najpierw projekt w firmie i niech wam tez ten ogrod zrobia od razu
- na wakacje tanimi liniami nie leccie - w tych samolotach smierdzi. Twoj brat lata (zawodowo) Lufthansa i tam jest pelen komfort.
i w ta melodie wszytskie rady i porady, glownie od tesciowej.
Kilka razy maz chcial aby mu cos w urzedzie badz u lekarza odebrali nigdy nie pomogli, choc wprost nie odmowili.
Niedawno w firmie tesciowej byla redukcja etatow, dostala gigantyczna odprawe i z tesciem sprzedali akcje firmy ZZZ i sie zaczelo.
Najpierw z powodu bzdury tesciowa napisala mezowi smsa ze nie chce go znac, ze i tak sie nimi nie interesuje i ze ja zawiodl. Maz ja udobruchal.
Mezowi brata splacili kredyt we frankach, sobie kupili nowy samochod z salonu ( stary, 3 letni dali mlodszemu synowi), kupili sobie dom w gorach ( mezowi powiedzieli ze jego brat tak swietnei zarabia ze sobie kupil i oni tam tylko mu go dogladaja). Falsz i klamstwo - wszystko co sie dokladnie dzieje, lacznie z zastrzykiem gotowki wiemy od rodziny tescia. Tesciowa dom przepisala na siebie i sporzadzila testament ze bedzie on w calosci mlodszego syna. Teraz ta sciema z domem w gorach - przeziez to po to aby maz nie roscil do niego praw.
Mam ogromny zal do meza ze slucha tych klamstw, przytakuje i nic nie robi.
Twierdzi ze probowal ale jak grochem o sciane. Mnie tak ta sytuacja stresuje ze czesto z tego powodu robie mezowi wyrzuty i robi sie miedzy nami niefajnie. Rozumiem ze sa to jego rodzice, on ich szanuje ale do jasnej ciasnej tanczy jak mu zaspiewaja.
Moglabym i ja porozmawiac z tesciami ( i tak maja mnie za najgorsza) ale nie chce chodzic i ich relacje. Juz sama nie wiem.
Dlaczego jest tak dziwnie?