krysia.paprotka
27.06.16, 03:10
Jestem mamą dwójki dzieci, są zdrowe, mądre, bardzo się kochają. Niemal odkąd pojawiło się drugie na świecie, myślałam, że cudownie byłoby mieć jeszcze jedno. Wiele razy mimochodem wspominałam o tym mężowi, on jednak - mimo bycia super tatą - sprzeciwiał się temu. Twierdził, że jest szczęśliwy w układzie 2+2. Ostatnio po rozmowie ze znajomym, ojcem trójki dzieci, poczułam znowu ten ucisk, żal, że dla mnie to rozdział zamknięty. Kilka dni później zaszaleliśmy z mężem, ja w sumie zdawałam sobie sprawę z ryzyka, ale je zaakceptowałam. No i stało się, wkrótce dwa paski na teście.
Od tej pory jestem w rozsypce, płaczę niemal bez przerwy, nie mogę zaakceptować tej myśli. Nagle wszystkie wizje słodkiego malucha znikły, widzę tylko zagrożenia, boję się ciąży, porodu, lękam się o zdrowie dziecka. Całe ciało i psychika mówi nie. Gdy lekarz powiedział mi na wizycie, że ciąża jest zagrożona i nie wiadomo czy dobrze się skończy, poczułam wręcz nadzieję... Nie rozumiem co się ze mną dzieje - jeszcze kilkanaście dni wcześniej, skarżyłam się przyjaciółce, że nie wiem jak rozmawiać z mężem, żeby go namówić na kolejne dziecko. Teraz on się cieszy, jest ogromnym wsparciem, przejął opiekę nad dziećmi, przyznał, że wiedział, że w końcu mi ustąpi w sprawie trzeciego - bo widział jak bardzo mi zależy, a ja po prostu leżę i nie mogę się podnieść. Co najgorsze, moje uczucia względem obecnych dzieci też jakby osłabły, do tej pory uważałam je za sens mojego życia, teraz najszczęśliwsza jestem gdy dziadkowie zabierają je do siebie, nie chce mi się bawić z nimi, kiedyś gotowałam zdrowe obiadki, piekłam domowy chleb, teraz odgrzewam parówki, bo wszystko straciło sens.
Kiedyś wzruszałam się na widok zdjęć noworodków, teraz jest mi po prostu słabo na tę myśl, wizja rosnącego brzucha mnie paraliżuje.
Pytanie: czy to jest po prostu kwestia hormonów, kiedy to się może uspokoić, jak funkcjonować? Czy szukać pomocy u psychologa, terapeuty? Poprzednie ciąże były dokładnie zaplanowane, wyczekane. Czułam się błogo, był to prawdziwie błogosławiony stan, a teraz dramat. Kompletnie nic nie sprawia mi teraz radości, na niczym nie mogę się skupić. Czy to normalne :(