twojabogini
23.07.16, 11:49
Wiele znanych mi matek ma problem z nadopiekuńczością wobec dzieci. Ja w wielu sferach również.
Obsługa dzieci (i męża) przez długi czas była wręcz utożsamiana z rolą dobrej matki. Matka to ta co usługuje, kocha, wyręcza, chroni, ujmuje trosk, bierze na siebie ciężar obowiązków, poświęca się. To ona swoim poświęceniem budowała ciepło rodzinne.
Mężczyzna-ojciec był tym, który miał dawać skrzydła - wprowadzać w świat, uczyć, stawiać wymagania.
Jak widzicie rolę matki współcześnie? Czy rodzina w której każdy dba o swoje potrzeby (za wyjątkiem osób bezradnych, zwierząt i dzieci do 3 roku życia) ma swoją wartość i nadal coś ją łączy? Co to jest, skoro nie ma już spoiwa w postaci troskliwej matki?
Taka teza - dzieci od 12 roku życia są w stanie (jeśli zostały do tego przygotowane) samodzielnie dbać o swoje potrzeby - od dbania o ubrania, po samodzielną naukę, zaspokajanie potrzeby snu i jedzenia, porządek we własnym pokoju. Czyli nie wymagają już nie tylko obsługi, ale nawet pomocy. Czyli w rodzinie w której są już dorosłe dzieci każdy dba o swoje potrzeby sam. W rodzinie w której są małe dzieci, rodzice wspólnie dbają o ich potrzeby, a kiedy dzieci rosną rodzice wspólnie wdrażają je do samodzielności. Co wy na taki model i jaka jest wtedy w tym wszystkim rola matki? Czy taka rodzina wydaje się wam chłodna i pozbawiona kobiecego ciepła?