Dodaj do ulubionych

dylemat moralny (?)

14.08.16, 00:38
Chciałabym poznać Wasze zdanie w takiej oto sprawie, która nie daje mi spokoju aktualnie.

Kto czytał mój poprzedni wątek, ten wie, że mój mąż zaliczył romans. Wiedzieli o tym cały czas jego koledzy z pracy (i moi jednocześnie) oraz młodszy brat. Po wielu kłótniach, rozmowach i moich przemyśleniach, zdecydowałam dać nam szansę. Nie chcę rozwijać tego tematu. Nie mają tutaj znaczenia powody. Generalnie aktualnie jesteśmy razem, a co będzie dalej, nie wiem.

Mój dylemat dotyczy brata mojego męża, który uczestniczył w całym oszukiwaniu mnie oraz jego narzeczonej, która nic o tym nie wie. Szwagier mieszka w naszym starym mieszkaniu w bloku od naszej przeprowadzki do nowego domu we wrześniu zeszłego roku. Udostępniał kilkakrotnie to mieszkanie mojemu mężowi na spotkania z kochanką (w maju w ciągu 2 tygodni, taka jest wersja). W rozmowach ze mną w trakcie trwania romansu potwierdzał, że mąż był u niego i spędzali razem czas, pomagał mu, choć oczywiście szwagra w tym czasie w mieszkaniu nie było. Gdy pytałam szwagra, czy wie, czy coś się dzieje np. w pracy, bo mąż zachowuje się inaczej, odpowiedział mi, patrząc prosto w oczy, że wszystko jest OK i on nic nie wie.

Ze szwagrem mieliśmy częsty i dobry kontakt od kilku lat od kiedy przyjechał na studia do miasta, w którym mieszkamy. Przez 5 lat bywał u nas co tydzień na obiedzie, pomagałam mu wiele razy w ogarnięciu spraw domowych, uczyłam gotować. Dzwonił do mnie w różnych sprawach z prośbą o pomoc. Pomagałam mu szukać pracy, poprawiałam CV. W zeszłym roku douczałam go do kursu na prawo jazdy, bo chciał, a mój mąż stracił cierpliwość do niego. Zawsze gdy my jeździliśmy do teściów mógł liczyć na miejsce u nas w samochodzie, nie musiał jechać kilka godzin autobusem. Wiele razy jeździł z nami na różne wypady na plaże, na deski, nad jezioro. Zawsze dostawał od nas propozycje, jego obecność nigdy nie była dla mnie problemem. Lubiłam go, zawsze dobrze się dogadywaliśmy, twierdził, ze jesem jego ulubioną szwagierka. Jest ojcem chrzestnym naszej młodszej córki, która miała I Komunię 2 tygodnie po tym, gdy wyszedł na jaw romans męża.

Szwagier od 1,5 roku spotyka się z dziewczyną, z którą zaręczył się w kwietniu. Byliśmy pierwszymi osobami z rodziny, którzy ją poznali. To było rok temu. Widzieliśmy się kilka razy. Polubiłam się z dziewczyną bardzo, jest bardzo fajna naturalna, szczera, dobrze dogaduje się z dziećmi. Miałyśmy kontakt na facebooku i telefoniczny w trakcie terapii męża, gdy my nie spotykaliśmy się z nikim. W marcu przed Wielkanocą szwagier prosił mnie, byśmy pojechali do teściów razem z nimi, bo chce przedstawić ją rodzinie, a bez nas nie pojedzie.

Mam do szwagra żal ogromny za jego zachowanie, za to że dał się wciągnąć w oszukiwanie, chociaż zna nas tyle lat, zna mnie i moje nastawienie do męża, zawsze twierdził, że jesteśmy dla niego ideałem małżeństwa i sam chciałby tak trafić. Wiem, że braterska miłość, solidarność plemników i bla bla bla. Jest młody, ma prawo nie myśleć o konsekwencjach, ale przyzwoitość obowiązuje zawsze. On nie rozumie w ogóle o co mi chodzi, wg niego on nic nie zrobił i w ogóle nic się takiego nie stało. Jego odpowiedzią na moje zarzuty i pytanie dlaczego był atak na mnie połączony z obrażaniem mnie. Mam zupełnie inne wartości niż ten człowiek, poglądy które poparł praktyką są dla mnie nie do zaakceptowania. Nie chcę utrzymywać z nim kontaktów. W związku z tym również nie wyobrażam sobie kontaktów z jego narzeczoną.

Problem polega na tym, że ona nie wie nic o romansie mojego męża ani o tym, że szwagier o tym wiedział. Wie tylko, że ja pokłóciłam się z mężem, dlatego mieszkał 2 tygodnie u brata, a dzieciom powiedzieliśmy, że robią tam remont. Pytała mnie bezpośrednio, co się stało między mną a mężem, bo nie pojechałam na I Komunię siostrzeńca męża tydzień po wyjściu na jaw jego romansu. Ona do mnie dzwoni, pisze, chce się spotykać. Ja sobie tego nie wyobrażam. Czuję się źle, że ją okłamuję, że nie powiedziałam jej prawdy. Nie wiem, jak wytłumaczyć, że nie będziemy utrzymywały kontaktu. I mam takie przekonanie, że ona powinna wiedzieć, co robił jej narzeczony. Ja bym chciała wiedzieć. Prawda, uczciwość, wiedza na czym stoję, z jakim człowiekiem jestem jest podstawą. Jednocześnie nie chcę być odpowiedzialna za popsucie się ich relacji. Są fajną parą, szczęście ich roznosi, oboje w sobie bardzo zakochani, planują przyszłość.

Obserwuj wątek
    • bergamotka77 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 00:58
      nie przesadzaj - mial brata podkablowac? To nie byla jego sprawa wiec nie zabieral glosu. Uwazam, ze dziewczyna powinna wiedziec co sie stalo i nie powinnas jej karac za winy narzeczonego.
      • ann.38 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 02:17
        bergamotka77 napisała:

        > nie przesadzaj - mial brata podkablowac? To nie byla jego sprawa wiec nie zabie
        > ral glosu.

        Niezupełnie tak było. Mógł nie podkablować, ale jednak odciąć się od tego i nie wymyslać historyjek, że brat jest u niego. Nie tylko nie doniósł na brata, co jeszcze mogło być zrozumiałe, ale i ułatwiał mu zdradę.
      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 11:56
        To "tylko" zdrada, jakiejś tam nic nie znaczącej kobity, w sumie przyszłej rodziny. Ale co tam. A gdyby szwagier coś ukradł? Zrobił gruby przekręt finansowy? Czy szwagierka nie miałaby prawa dowiedzieć się, z jakim człowiekiem wchodzi w związek? Gdzie leży granica "nakablowania"? Gdzie leży granica zamykania oczu na zło? Jak mój mąż wywinąłby taki numer to bym ozłociła kobietę, która by mi to powiedziała. Wolę trudną CAŁĄ prawdę o człowieku, z którym jestem, niż tylko radosne pitu pitu i jedzenie z dziubków. To jest zakłamywanie rzeczywistości.
        • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:18
          Dzięki, właśnie o tym piszę. Jednocześnie gdzieś tam myślę, że nie mam prawa wtrącać się między nich, skoro szwagier nic narzeczonej nie powiedział.
      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 22:44
        bergamotka77 napisała:

        > nie przesadzaj - mial brata podkablowac? To nie byla jego sprawa wiec nie zabie
        > ral glosu.
        Nie podkablować, tylko powiedzieć prawdę. Właśnie dlatego mam żal do szwagra, że ja w tej sytuacji bez cienia wątpliwości powiedziałbym zdradzanej osobie. Powiedziałabym szwagrowi, gdyby siostra go zdradzała i powiedziałabym mężowi przyjaciółki, gdybym wiedziała, że go zdradza. To jest uczciwość. Znamy się ze szwagrem wiele lat, rozmawialiśmy na różne tematy, również teoretycznie na temat zdrady. On wiedział, że ja w takiej sytuacji chciałabym wiedzieć. Nie wyobrażam sobie ukrywania tego. Wszystko można przejść, zdrady się zdarzają, oszustwo najtrudniej zrozumieć. Wystarczyłoby powiedzieć. Szwagier wiedział, że ja widzę, że coś się dzieje. Wiedział, że to wyjdzie na jaw, a w związku z tym i jego udział w tym.

        Uwazam, ze dziewczyna powinna wiedziec co sie stalo i nie powinnas j
        > ej karac za winy narzeczonego.
        >
        Nie chcę jej karać, bo nie mam nic do niej, jest fajna i gdyby nie ta sytuacja z pewnością chciałabym zacieśnienia kontaktów, bo bardzo dobrze nam się spędzało razem czas. Nie chcę po prostu utrzymywać kontaktów ze szwagrem. Nie wyobrażam sobie wspólnych kolacyjek czy wyjazdów, rozmawiania jakby nic się nie stało. Ja właśnie czuję się jak oszustka w stosunku do tej dziewczyny, bo uważam, że powinna wiedzieć, jak zachował się jej narzeczony.
        • bergamotka77 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:02
          to jej powiedz prawde. Ja tez bym brata kryla no niestety jakie mam prawo mowic komus o takich rzeczach? Poza tym skup sie kaszubska na mezu bo jego role w tym wszystkim pomijasz, a to on cie zdradzil, jak wszyscy zauwazyli, nie szwagier. Rozumiem ze ze szwagrem nie masz dzieci ani kredytow ale znaj proporcje mocium pani :)
          • enith Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:20
            > Rozumiem ze ze szwagrem nie masz dzieci ani kredytow ale znaj proporcje mocium pani :)

            Niech mi ktoś, proszę, wyjaśni, od kiedy to istnieje obowiązek wybaczania WSZYSTKIM po równo. Kaszubska zostaje z mężem. To jest jej decyzja. Ma widać swoje powody. Z jakiej jednak racji ma utrzymywać kontakty ze szwagrem - gnojkiem na tych samych zasadach, jak dotychczas? Co w ogóle fakt pozostania w małżeństwie ma wspólnego z jej stosunkami ze szwagrem? Który to szwagier rżnie głupa i atakuje kaszubską, bo ta nie ma ochoty na kontakty z kimś, kto paskudnie się wobec niej zachował.
            Inna sprawa to logistyka takiego odcięcia się od członka rodziny, ale to też, jak mi się zdaje, nie jest tematem tego wątku.
        • amb25 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 08:02
          Powiedziałabym szwagrowi, gdyby siostra go zdradzała i powiedziałabym mężowi przyjaciółki, gdybym wiedziała, że go zdradza - to nie jest uczicwosc. To wtracanie sie w cudze sprawy...
    • heniek.8 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 01:07
      dziewczyna brata męża?
      technicznie nie masz z nią relacji,
      no chyba że stałyście się koleżankami BFF
      ale chyba nie, więc po prostu kilka razy ją olej i przestanie dzwonić
      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 22:51
        heniek.8 napisał:

        > dziewczyna brata męża?
        > technicznie nie masz z nią relacji,
        > no chyba że stałyście się koleżankami BFF
        > ale chyba nie, więc po prostu kilka razy ją olej i przestanie dzwonić

        Oczywiście, że to da się zrobić. Tylko że to rozwiązuje jeden problem - niechęci do utrzymywania kontaktów ze szwagrem. A co z uczciwością wobec tej dziewczyny? Czy nie ma prawa wiedzieć, jak zachował się facet, z którym wiąże swoja przyszłość? Czy powinnam to zataić, bo to nie moja sprawa? Stawiam się w sytuacji tej młodej kobiety i ja bez wątpienia chciałabym wiedzieć.
        • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:53
          To jej to powiedz !!!!
          Albo napisz.

          Mnie sie cos podobnego zdarzyło. Byłam związana z pewnym chłopakiem, wiele lat temu w czasach studenckich. Podczas jakiejś imprezy jedna z jego koleżanek z grupy , starsza ode mnie o kilka lat, ostrzegła mnie przed nim. Powiedziała ze to potworny cham i do tego straszny maminsynek. Przestrzegła mnie przed jego zaborcza matka, zapowiedziała ze sie wykończę walcząc z nią. .

          Jestem jej dozgonnie wdzięczna. Zerwalam z tym chłopakiem pomimo ostrzeżenia, potem wrocilam do niego ( czyli tak jak kaszubska tolerowałam jego chamstwo ). Jaki był efekt ? Jego pewność siebie i chamstwo sie zwielokrotniły, puściły mu wszelkie hamulce.

          Co do przyszłej szwagierki - powiedz jak wyglądały fakty powstrzymując sie od oceny. Czyli ze maz Cie zdradzał a szwagier go krył a Ty nie masz ochoty na spotkania ze szwagrem i jego oblubienica.
          Jesli to inteligentna osoba, to bedzie Ci wdzięczna.
    • eukaliptusy Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 01:11
      Kaszubska
      Bardzo to wszystko poplątane co piszesz.
      Moim zdaniem stosujesz gigantyczną projekcje, zajmując sie tym czy szwagier jest uczciwy i czy jego narzeczona o tym wie.

      Jesteś zła na szwagra i chcesz go wyrzucić ze swojego życia, tymczasem to maź wyrządził ci krzywdę, na niego jesteś wściekła, ale to jest uczucie które musi zostać zduszone bo postanowiłaś zostać z mężem.

      Wiec zamiast na niego wściekasz sie niewspółmiernie na szwagra i Bogu rucha winna szwagierkę.

      Przeczytaj co napisałaś.

      "Prawda, uczciwość, wiedza na czym stoję, z jakim człowiekiem jestem jest podstawa."
      Czy to naprawde jest problem jaki ma teraz szwagierka, czy ogromny problem jaki masz w tej chwili ty w swoim życiu?
      Aktywnie budujesz i uczestniczysz w pajęczynie kłamstw na temat romansu swojego męża kryjąc prawdziwe przyczyny ochłodzenie stosunków.
      Mało tego. Fantazjujesz, ze związek szwagierki sie rozpadnie kiedy ona dowie sie o romansie twojego męża(!). Skąd pomysl, ze ich relacje sie popsują?
      Mam tylko jedna radę.
      Zostaw szwagra i szwagierkę jako tematy zastępcze. To jest twój najmniejszy problem w tej chwili.

      • ann.38 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 02:13
        eukaliptusy napisał(a):
        " i Bogu rucha win
        > na szwagierkę. "

        Nie wścieka się na nią, tylko, że skoro wścieka się- mówiąc twoim językiem- na szwagra, to trudno jej utrzymywać dotychczasowe relacje z jego narzeczoną,

        > Mało tego. Fantazjujesz, ze związek szwagierki sie rozpadnie kiedy ona dowie si
        > e o romansie twojego męża(!). Skąd pomysl, ze ich relacje sie popsują?

        Mogą się popsuć, kiedy dowie się, że jej narzeczony jest osobą nieuczciwą, kłamał i być może też ma takie podejście do wierności małżeńskiej jak brat.
    • eukaliptusy Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 01:19
      Jest tego więcej.
      Masz do szwagierki pretensje, ze nie wiedziała, ze sie nie domyśliła. Bo powinna była sie domyślić i wiedzieć czym niecnym sie zajmuje jej narzeczony. Przecież to sa wypisz wymaluj pretensje jakie masz, zakładam, sama do sobie w kwesti swojego męża.
      Naprawde warto poświecić czas żeby sie przyjrzeć tym zaplątanym emocjom.
      • ann.38 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 02:07
        Chyba nie zrozumialaś. Ona nie ma pretensji do szwagierki, tylko zastanawia się, czy powinna powiedzieć dziewczynie jaki pogląd na wierność ma jej narzeczony. Tak ja zrozumiałam. ponadto nie jest to przenoszenie złości z męża na szwagra. Męża nadal kocha, chce z nim być, jest dla niej kimś ważnym, więc próbuje mu wybaczyć, co nie oznacza, że nie ma żalu. Natomiast szwagier nie jest już tak bliską osobą, więc z tą relacją jest inaczej.
        Nie wiem, co doradzić autorce. Na pewno mocno rozluźniłabym relacje ze szwagrem, a tej narzeczonej powiedziała, np. że mam trudny okres w życiu i na razie nie mogę się spotykać. Z czasem emocje opadną i na nową będzie można przemyśleć, co dalej.
        • eukaliptusy Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 02:22
          A masz racje. Przeczytałam to jako "powinna była wiedzieć".
          Tak czy owak, szwagrostwo to ewidentne problem zastępczy.
          Kaszubskiej dom sie pali, a ona sie tymczasem zastanowia czy ma przestać sie kłaniać sąsiadowi które jej mala gaśnice ukradł w zeszłym miesiącu.
          • bergamotka77 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 02:31
            dokladnie. "Blizsza cialu koszula" wiec kaszubska wini szwagra nie meza, bo jemu wybaczyla i na tym obcym koncentruje swoj zal. Podobnie szwagrowi byl blizszy maz kaszubskiej wiec jego chronil a nie lubiana nawet szwagierke.
            • ann.38 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 10:42
              bergamotka77 napisała:

              > dokladnie. "Blizsza cialu koszula" wiec kaszubska wini szwagra nie meza, bo jem
              > u wybaczyla i na tym obcym koncentruje swoj zal.

              O matko, kobiety, na serio nie rozumiecie? Nie chodzi o przenoszenie winy na innych tylko o to, że w zależności od tego, jaką mamy z kimś relację inaczej taką sytuacją zarządzamy. Jak obrazi mnie sąsiad, to mogę przestać z nim rozmawiać, ale jak bliska koleżanka, to próbuję się dogadać, nie dlatego, że umniejszam jej winę ale dlatego, że zależy mi na tej relacji. Tak samo z kochanką- czy jak żona zdecyduje się dać męzowi drugą szansę, to ma też zaprosić na kawkę kochankę, bo ona przecież mniej winna niż mąż? Żal do męża zostanie pewnie na zawsze. Wybaczenie nie oznacza zapomnienia, co się wydarzyło.
              Ponadto w tym przypadku mąż jak rozumiem wyraził skruchę i chce pojednania, natomiast szwagier raczej nie bardzo.
            • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:15
              bergamotka77 napisała:

              > dokladnie. "Blizsza cialu koszula" wiec kaszubska wini szwagra nie meza, bo jem
              > u wybaczyla i na tym obcym koncentruje swoj zal.
              Dopowiadasz sobie. Nie wybaczyłam i nie wybaczę tego, bo nie potrafię. I on o tym wie doskonale.

              Podobnie szwagrowi byl blizszy
              > maz kaszubskiej wiec jego chronil a nie lubiana nawet szwagierke.
              >
              Co ma bliskość do rzeczy w takiej sytuacji? Tacie też byś nie powiedziała, gdybyś wiedziała, że mama go zdradza, bo z mamą masz bliższą więź niż z tatą?
          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:08
            eukaliptusy napisał(a):

            > A masz racje. Przeczytałam to jako "powinna była wiedzieć".
            > Tak czy owak, szwagrostwo to ewidentne problem zastępczy.
            > Kaszubskiej dom sie pali, a ona sie tymczasem zastanowia czy ma przestać sie kł
            > aniać sąsiadowi które jej mala gaśnice ukradł w zeszłym miesiącu.

            Moje emocja związane z mężem omawiam z nim. Żal do niego nie wyklucza żalu do szwagra. To są dwie różne sprawy. Gdy oszukają Cię 2 osoby, jedna na 20 000, a druga na 2000, to przejmujesz się tylko tą pierwszą stratą, tylko do pierwszej osoby masz żal i tylko od niej dochodzisz zwrotu? Mniejszą stratę bagatelizujesz?

            Nie zamierzam ziać nienawiścią wobec szwagra, nie zamierzam też całkowicie wyciąć go ze swojego życia, bo jest wujkiem moich córek, z którym miały dobry i częsty kontakt i nie chcę, żeby przez nasze urazy niezrozumiałe dla nich straciły jakikolwiek kontakt. Rozumiem w jakiej sytuacji on się znalazł. Zachował się tak, jak się zachował, podjął taką decyzję, miał ku temu swoje powody pewnie. Jest młody, nie ma rodziny, inaczej patrzy na życie, ma swoje sprawy. A mimo to nie rozumiem go, bo ja postąpiłabym inaczej.
            • sasanka4321 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 08:29
              >To są dwie różne sprawy. Gdy oszukają Cię 2 osoby, jedna na 20 000, a druga na 2000, to przejmujesz się tylko tą pierwszą stratą, tylko do pierwszej osoby masz żal i tylko od niej dochodzisz zwrotu? <

              Ty juz w ogole nie dostrzegasz proporcji. W Twoim przypadku jedna osoba oszukala Cie na 200 000, a duga na 20 zl. A Ty podajesz do sadu tego z 20 zl.
              • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 09:53
                Pytanie czy ta druga osoba wogole ja oszukala? To akuray wcale nie jest oczywiste.
              • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:00
                sasanka4321 napisała:

                > >To są dwie różne sprawy. Gdy oszukają Cię 2 osoby, jedna na 20 000, a drug
                > a na 2000, to przejmujesz się tylko tą pierwszą stratą, tylko do pierwszej osob
                > y masz żal i tylko od niej dochodzisz zwrotu? <
                >
                > Ty juz w ogole nie dostrzegasz proporcji. W Twoim przypadku jedna osoba oszukal
                > a Cie na 200 000, a duga na 20 zl. A Ty podajesz do sadu tego z 20 zl.

                Nie, to Tobie sie pomieszaly proporcje. Nie znam meza Kaszubskiej, nie wiem czy czytalam jej wczesniejsze posty, skoro mowicie ze taki straszny to moze i jest, ale ja chce podkreslic cos w oderwaniu od tych konkretnych osob, a tylko w odniesieniu do sytuacji:

                NIE, krycie i ulatwianie zdrady nie jest wcale rzedu 20 zl. Zdrada jest gorsza, ale czasami mozna ja zrozumiec (nie usprawiedliwic tylko zrozumiec) bo czlowiek jest w pewnym sensie niepoczytalny gdy go zalewaja seksualne endorfiny. Natomiast ten drugi, obok, wspoludzialoweiec, nie ma zadnego wytlumaczenia. Dzialal na zimno, nie w afekcie. Nie jest ani troche lepszy od zdradzajacego. Wiec jesli zdrada to 200 000 to udostepnianie mieszkania to zdrady rowniez 200 000 albo 190 000. Nie wybielajcie lajdaka.
                • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:09
                  kobieta kobiecie wilkiem :P
                • wuika Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 20:52
                  Na zimno, nie w afekcie? Brata bronił :> Może mają bardzo silną relację. I co teraz?
    • enith Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 05:04
      Ja nie miałabym na twoim miejscu żadnego dylematu moralnego. Ze szwagrem, który mnie wielokrotnie okłamał ograniczyłabym kontakt do absolutnego minimum, a jego narzeczonej, będącej moją bliską przyjaciółką, na pytanie dlaczego tak się stało, powiedziałabym prawdę. A co ta przyjaciółka by z tą wiedzą zrobiła, to już jej sprawa. Absolutnie nie kłamałabym kryjąc szwagra, bo to dokładnie to samo, co zarzucasz szwagrowi, że krył brata i okłamywał ciebie.
      Ja nie wierzę w solidarność jajników i plemników. Gdyby mój ukochany brat poprosił mnie o udostępnienie lokum na seks z kochanką, a potem oczekiwał, że będę bratowej kłamać prosto w oczy, to kazałabym mu spadać na szczaw. No żesz kurka, tak się nie robi. Jak się chodzi na boki, to nie wciąga się w swoje brudne sprawki rodziny.
      • enith Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 06:23
        Uściślę jeszcze, bo niejasno się wyraziłam. Nie uświadamiałabym narzeczonej szwagra, jaki to z niego numer. Uważam, że to nie moja sprawa, jeśli szwagier ma takie samo podejście do wierności lub jej braku, co mój mąż. Powiedziałabym tylko zgodnie z prawdą, że z mężem rozeszliśmy się tymczasowo, bo wyszła na jaw jego zdrada, a ze szwagrem zerwałam kontakt, bo wielokrotnie pytany, czy coś się z jego bratem dzieje, wielokrotnie mnie okłamał i w związku z tym utrzymywanie dalszych z nim stosunków jest dla mnie niemożliwe. Nie musisz i nie powinnaś zachowania szwagra oceniać w stosunku do jego narzeczonej. To są ich sprawy. Ale masz prawo powiedzieć prawdę, że szwagier bardzo poważnie cię zawiódł, a do tego nie poczuwa się do winy i jeszcze próbuje atakować ciebie. Czyli zimne fakty. A narzeczona już może sama sobie wyciągnąć na ten temat wnioski.
        • alpepe Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 09:22
          tak samo bym postąpiła.
      • kim5 Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 16:18
        Enith, spod klawiatury mi to wyjęłaś! Kaszubska, nie rób swojej przyszłej szwagierce tego, co zrobił Ci szwagier. On też kierował się tą głupią lojalnością wobec brata... Nie bądź taka jak on.
        Trzymaj się!
    • szpil1 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 07:44
      Ja bym powiedziała. Krótko, że mąż miał romans, że brat wiedział i go krył, że pytany o to obraża mnie , że kłóci sie to z moimi wartościami życiowymi i nie mam ochoty utrzymywać z nim kontaktu. I że lubię ją, ale niestety z powyższego powodu kontaktów nie będzie. Dziewczyna z tą wiedzą zrobi co będzie chciała, ale przynajmniej Ty nie będziesz postrzegana jako histeryczka, fochmistrzyni i wariatka. Bo niestety, ale weż pod uwagę, ze jeśli brat męża zdolny jest do obrażania Ciebie to jest szansa, ze zapytany przez nią odmaluje Cię w nieciekawych kolorach.
      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 09:16
        Ja też jestem za powiedzeniem. Widzę zło, reaguję, ostrzegam innych. Nie solidarność jajników, ale ludzi, po prostu.
    • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 11:58
      Kaszubska, i mąż i szwagier to konkretne ch*je złamane są. Dajesz szansę - Twoja sprawa. Wybaczenie super rzecz, ale nie trzeba przez to żyć w niepewności i mieć do czynienia z takimi oślizgłymi osobnikami. Ja bym pobiła obu złamasów.
      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:31
        panizalewska napisała:

        > Kaszubska, i mąż i szwagier to konkretne ch*je złamane są.
        Dzięki za sprowadzenie na ziemie, świadomość tego nie pomogła mi. Generalnie wszystko to jest wielka masakra.

        Dajesz szansę - Twoj
        > a sprawa. Wybaczenie super rzecz, ale nie trzeba przez to żyć w niepewności i m
        > ieć do czynienia z takimi oślizgłymi osobnikami.
        Wybaczenie mężowi z mojej strony jest niemożliwe. Szansę dałam raczej na rozejście się bez pretensji, w spokoju i bez żalu do końca życia, ze świadomością, że tak będzie lepiej. Nie wierzę niestety w inne rozwiązanie.

        >Ja bym pobiła obu złamasów.
        • bergamotka77 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:00
          przeczysz sobie kaszubska - dalas szanse czy pozwolilas na rozejscie sie bez petensji bo to dwie rozne rzeczy? Slubowal ci tylko maz, szwagier mlody i glupi wiec bym mu wybaczyla. Gdy ja mialam kryzys malzenski to wszyscy przyjaciele meza mnie skreslili od razu, choc nie znali prawdy a i mnie wczesniej ponoc bardzo lubili. Faceci to sa zlamasy wierz mi.
          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:28
            bergamotka77 napisała:

            > przeczysz sobie kaszubska - dalas szanse czy pozwolilas na rozejscie sie bez pe
            > tensji bo to dwie rozne rzeczy?
            Do rozejścia bez pretensji potrzeba akceptacji obu stron, że rozstanie będzie lepsze dla wszystkich. Ze strony mojego męża tego nie ma. On nie wyobraża sobie, że moglibyśmy się rozejść. Wg niego: kocham cię, wybacz, zapomnij o tym, to był błąd, wszystko naprawię, miłość jest na zawsze, na dobre i na złe, nie możesz po prostu powiedzieć koniec, każdy popełnia czasem błąd, sama mówiłaś, że wszystko można naprawić, jeśli się chce, nie możesz poddać się, bo ci się nie chce itd. Ma pretensje do mnie, że nie chcę spróbować, że wiem od razu, że nie wybaczę, że skreśliłam wszystkie wspólne lata z powodu jednej głupoty. Mówi, że ode mnie wszystko zależy, jeśli tylko będę chciała, to będzie dobrze. Ja nie wyobrażam sobie naszego życia po tym, co się stało. Nie chcę odpowiedzialności za to, co będzie, ale ją mam. Minie trochę czasu, on przestanie się nakręcać i będziemy mogli rozejść się bez żalu, mam nadzieję.

            Slubowal ci tylko maz, szwagier mlody i glupi w
            > iec bym mu wybaczyla.
            Może i mu wybaczę za jakiś czas, ale nie umiem z nim mieć już normalnych relacji. Żadnych rozmów, żartowania, kolacyjek i wyjazdów. Nie chodzi tylko o jego nieuczciwość, ale i zachowanie wobec mnie. Mógłby zachować trochę rozsądku po tym, co się stało, a nie jeszcze dokładać mi.

            Gdy ja mialam kryzys malzenski to wszyscy przyjaciele mez
            > a mnie skreslili od razu, choc nie znali prawdy a i mnie wczesniej ponoc bardzo
            > lubili. Faceci to sa zlamasy wierz mi.
            >
            Jak teraz układają się Twoje relacje z jego kolegami?
            Ja pytałam męża, jak wyobraża sobie dalej to wszystko. Że będzie jak gdyby nigdy nic się nie stało z nimi codziennie jadał obiadki w pracy, grał w piłkarzyki i rozmawiał jak dotychczas o tym, kto z nim jest aktualnie, kto z kim chce być, a kto z kim już nie chce, kto gdzie wyjeżdża na urlop, kto gdzie był, kto co kupił, umawiał się do pubu, na strzelnicę i na paintball? Że będą jak gdyby nigdy nic przychodzić do nas do domu na mecze, rozmawiać z naszymi dziećmi, a ja będę im gotować golonki, kaszanki i kiełbaski i rozmawiać dlatego kobiety są jakie są? Że będziemy spotykać się na jego urodzinach? Że będziemy razem bawić się na firmowych imprezach? Czy on nagle zerwie kontakty z wszystkimi? Odpowiedzi nie otrzymałam.
            • bergamotka77 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 02:14
              Kaszubska kontaktów z x przyjaciółmi męża brak od tego czasu a jeden z nich też jest chrzestnym naszego synka i nawet na jego urodziny nie wpadł...Ja ich olewam i do domu nie zapraszam a maz widuje się z nimi czasem sam na piwie...Uważam że byli nielojalni bo zamiast pomoc nam przejść przez to i naprawić relacje, a jeden był nawet naszym druzba, doradzali mężowi natychmiastowy rozwód.
            • pade Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 10:28
              Czyli bez zmian. Mąż nadal zwala odpowiedzialniść na Ciebie.
    • sasanka4321 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 12:00
      Jesli wybaczylabym mezowi, ktorego wina i brak moralnosci sa tak mniej wiecej 1.000 razy ciezsze niz przewinienie brata, to z bratem nie mialabym wielkiego problemu. W porownaniu z tym, co zrobil Twoj maz, to zachowanie brata to takie drobne przewinienie. Eukaliptusy ma calkowita racje.
    • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 13:00
      Ja jestem prosta jak budowa cepa i nie miala bym obiekcji powiedziec w czym rzecz. Moze niekoniecznie polecialabym z wlasnej inicjatywy na skarge, ale w sytuacji kiedy ktos na mnie wywiera presje a jak chce sie go skutecznie pozbyc (. Ona do mnie dzwoni
      > , pisze, chce się spotykać. Ja sobie tego nie wyobrażam
      )- powiedziala bym dokladnie jak jest.
      • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 13:05
        ps.
        jeszcze co do tego:
        nie chcę być odpowiedzialna za popsucie się ich relacji.
        zastanow sie dwa razy, dlaczego miala bys sie czuc odpowiedzialna. Jesli sie popsuje, to nie dlatego ze ty mowisz prawde gdy jestes przyciskana do muru tylko dlatego ze gosciu jest faciem bez kregoslupa moralnego nie majacego oporow przed przykladaniem reki do czyjejs zdrady malzenskiej. Fuj.
        • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 14:44
          ada1214 napisała:

          > tylko
          > dlatego ze gosciu jest faciem bez kregoslupa moralnego nie majacego oporow prze
          > d przykladaniem reki do czyjejs zdrady malzenskiej. Fuj.

          Czasem dla swoich przyjaciol jestesmy tez spowiednikami, byc moze bracia sie przyjaznia. Rola spowiednika jest trudna, zwlaszcza kiedy widac jak na dloni, ze przyjaciel robi glupstwa, ze ewidentnie jego postepowanie kloci sie z naszym systemem wartosci. Zawsze wtedy chcialoby sie pomoc, zapobiec, a nie wolno puscic pary z geby. Na tym miedzy innymi polega przyjazn i lojalnosc wobec przyjaciela. Ksiadz na spowiedzi tez slucha, milczy i stara sie nie oceniac ;-) Ja juz pare razy znalazlam sie w takiej sytuacje gdzie musialam postawic na szali ponad dwudziestoletnia, serdeczna przyjazn i moj wlasny system wartosci. Nikomu nie zycze.
          • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 15:01
            Zawsze wtedy chcialoby sie pomoc, zapobiec, a nie wolno puscic pary z geby. Na tym miedzy innymi polega przyjazn i lojalnosc wobec przyjaciela.

            Sorry, ale zasadniczo się nie zgadzam. A gdzie lojalność wobec prawdy i wyższych wartości? Świat też się rodzi od mamusiek, które kryją swoich synków; zdradzających mężów, gwałcicieli, morderców, złodziei. Bo lojalność w rodzinie. Normalnie mnie trzęsie, jak do takich sytuacji przypina się "lojalność". Ja już padłam ofiarą takiej chorej lojalności. Dziwne, że Ty też usprawiedliwiasz małżonka i do tego wzywasz. Upadek moralny :P
            • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 15:51
              panizalewska napisała:

              > Sorry, ale zasadniczo się nie zgadzam.

              Ale z czym sie nie zgadzasz ? Ze taka sytuacja moze miec miejsce ? Oczywiscie, ze moze. Od tego ma sie przyjaciol i to do nich wlasnie idzie sie jak w dym w momencie kiedy popelnia sie zyciowe glupstwa. Przyjaciel jest od tego, zeby mnie wysluchac, podniesc, otrzepac i wytlumaczyc, ze te glupstwo popelniam, ze zbladzilam. On ma mi wybic durnoctwa z glowy, a nie na mnie donosic.

              > Dziwne, że Ty też usprawiedliwiasz małżonka
              > i do tego wzywasz. Upadek moralny :P

              W ktorym miesjcu usprawiedliwiam malzonka ? Mozesz mi wskazac ?
          • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 15:05
            Zawsze wtedy chcialoby sie pomoc, zapobiec, a nie wolno pusci
            > c pary z geby. Na tym miedzy innymi polega przyjazn i lojalnosc wobec przyjacie
            > la.

            Nie, wlasnie to skrzywiona lolajnosc.
            Lojalnoscia bedzie zaingerowanie kiedy bliska Ci osoba pakuje sie w tarapaty. Zdrada to zawsze pakowanie sie w powazne klopoty wraz z mozliwoscia zrujnowania sobie zycia. Brak reakcji i wrecz popychanie do wpadniecia w gnoj (tu: udostepniajac mieszkanie) to nie jest lojalnosc. To jest wlasnie brak zasad.
            • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 15:56
              ada1214 napisała:

              > Lojalnoscia bedzie zaingerowanie kiedy bliska Ci osoba pakuje sie w tarapaty.

              Widoczeni inaczej pojmujemy ingerowanie. Nie oszukujmy sie- z jezorem i z falszywa troska poleca do zdradzanej zony plotkarskie baby, chyba tylko po to, zeby pobiadolic sobie wspolnie na wiarolomnych chlopow. Bo niby na czym innym mialaby ta ingerencja polegac ?
          • pade Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:01
            Nie zgodzę się z Tobą. Brat przyjaciel, który ma inny system wartości niż zdradzający mąż może po prostu odmówić krycia i udostępniania mieszkania. Tu najwidoczniej obaj panowie mają ten sam system wartości.
            • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:08
              pade napisała:

              > Nie zgodzę się z Tobą. Brat przyjaciel, który ma inny system wartości niż zdra
              > dzający mąż może po prostu odmówić krycia i udostępniania mieszkania. Tu najwi
              > doczniej obaj panowie mają ten sam system wartości.

              Przeciez autorka watku pisze wyraznie, ze mieszkanie jest wlasnoscia jej i meza. I to oni udostepniali je bratu. Brat mogl sie oczywiscie nie zgodzic, bo na czas okreslony to on byl "wlascicielem". Ale abstrahujac od tego - myslenie, ze moj przyjaciel nie zdradzi jesli ja mu nie udestepnie chaty, jest bardzo, bardzo naiwne :-)
              • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:14
                Ale abstrahujac od tego - myslenie, ze
                > moj przyjaciel nie zdradzi jesli ja mu nie udestepnie chaty, jest bardzo, bardz
                > o naiwne :-)

                Nikt tego nie powiedzial. To oczywiste, ze zdradzi i tak. Chodzi o ten kregoslup moralny, ktory zakwestionowalas.
                • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:30
                  ada1214 napisała:

                  > Nikt tego nie powiedzial. To oczywiste, ze zdradzi i tak. Chodzi o ten kregoslu
                  > p moralny, ktory zakwestionowalas.

                  Niczego nie zakwestionowalam. Zauwazam natomiast, ze nie mozemy byc odpowiedzialni za kregoslup moralny innych, zwlaszcza jesli zobowiazani jestesmy do zachowania tajemnicy. Odpowiadamy tylko i wylacznie za wlasne postepowanie. W tym przypadku- szwagier nie ponosi winy za zdrade meza, nawet jesli go kryl i wypozyczal mu mieszkanie. Oczywiscie, ze zdradzona zona moze miec do szwagra pretensje i pewnie zrobi sie jej lzej jesli zerwie z nim kontakty. W tym przypadku doskonale ja rozumiem.
                  I wiesz co Ada, watpie tez czy autorka bylaby wdzieczna szwagrowie gdyby jednak doniosl na brata, poslancy zlych wiesci tez sa niemile widziani. Jednym slowem szwagier znalazl sie miedzy mlotem a kowadlem :-P
                  • enith Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:57
                    > I wiesz co Ada, watpie tez czy autorka bylaby wdzieczna szwagrowie gdyby jednak
                    > doniosl na brata, poslancy zlych wiesci tez sa niemile widziani. Jednym slowem
                    > szwagier znalazl sie miedzy mlotem a kowadlem :-P

                    Znalazł się na własne życzenie, bo wystarczyło powiedzieć: nie wciągaj mnie brat w swoje brudne sprawki. I trzymać się od tego goowna z daleka. Tak postąpiłby człowiek mający te minimum zasad.
                    A jedną z moich zasad życiowych jest: nie pchaj palców między drzwi = nie wpychaj się pomiędzy pary, nie stawaj po niczyjej stronie w tego typu konfliktach. Doświadczenie pokazuje bowiem, że skłócone pary się ze sobą schodzą, a ci, co opowiedzieli się w czasie konfliktu po jednej ze stron, często wręcz dolewając oliwy do ognia, zostają personae non gratae. Czasem i do końca życia. I przypuszczam, że tak będzie w przypadku kaszubskiej i jej głupa rżnącego po fakcie szwagra.
                  • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 17:16
                    W tym prz
                    > ypadku- szwagier nie ponosi winy za zdrade meza, nawet jesli go kryl i wypozycz
                    > al mu mieszkanie.

                    Rozproszylas sie i umyka Ci temat przewodni tego watku. Szwagier nie ponosi winy za zdrade meza, ale gdyby odmowill brania udzialu w procederze (nie uzyczyl mieszkania) to okazalby sie byc przyzwoitym czlowiekiem ergo Autorka nie mialaby powodu by czuc do niego odraze. Ergo, nie oberwalaby rykosztem narzeczona, ktora teraz napiera na Kaszubska i chce wiedziec co sie stalo. A skoro szwagier nie okazal sie byc przyzwoitym czlowiekiem, to teraz bedzie zbieral konsekwencje, czyli wszystko gra i buczy.
                    • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 17:55
                      ada1214 napisała:

                      > Szwagier nie ponosi win
                      > y za zdrade meza, ale gdyby odmowill brania udzialu w procederze (nie uzyczyl m
                      > ieszkania) to okazalby sie byc przyzwoitym czlowiekiem ergo Autorka nie mialaby
                      > powodu by czuc do niego odraze.

                      Szczerze, to na miejscu autorki watku mialabym w dupie czy szwagier jest przyzwoitym czlowiekiem czy nie, bardziej bym sie skupila na tym czy przywoitym czlowiekiem jest moj maz. W kwestii donoszenia zdania jednak nie zmieniam, wlasnego brata czy siostre tez bym kryla, pewnie by dostali ode mnie po lbie za zdrade zony/meza, liczylabym , ze perswazja uda mi sie ich przekonac, ze bladza, ale na pewno nikomu bym o tym nie powiedziala. Ja akurat tego szwagra rozumiem.
                      • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 18:39
                        > Szczerze, to na miejscu autorki watku mialabym w dupie czy szwagier jest przyzw
                        > oitym czlowiekiem czy nie, bardziej bym sie skupila na tym czy przywoitym czlow
                        > iekiem jest moj maz.

                        Byc moze sie skupila barrdziej na mezu, tylko z przyczyn osobistych nie chce tego dyskutowac na forum. Dyskutuje o szwagrze, a nawet ba! nie o nim, bo co do niego Autorka nie ma wyrzutow sumienia odsuwajac sie od niego. Tematem watku jest "narzeczona czuje sie odrzucona czy powiedziec jej dlaczego" a Ty jak widze juz 5 wpis zrobilas naklaniajacy Kaszubska do rozwodu. Ona nie prosi o opinie czy odejsc czy nie, a Ty sie narzucasz z radami.
                        • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 18:51
                          ada1214 napisała:

                          > a Ty jak widze j
                          > uz 5 wpis zrobilas naklaniajacy Kaszubska do rozwodu.

                          ? Nie pomylilo Ci sie cos czasem ?
                    • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:55
                      ada1214 napisała:

                      > Szwagier nie ponosi win
                      > y za zdrade meza, ale gdyby odmowill brania udzialu w procederze (nie uzyczyl m
                      > ieszkania) to okazalby sie byc przyzwoitym czlowiekiem ergo Autorka nie mialaby
                      > powodu by czuc do niego odraze.
                      Dokładnie. Nie mam żalu do szwagra, że nie zapobiegł temu, bo nie miał na to żadnego wpływu. Mąż jest dorosłym człowiekiem z własnym rozumem i sumieniem, zrobił, co chciał. Ale gdyby odmówił, przynajmniej pokazałby, co o tym myśli, odciąłby się, a nie przykładał do bzykania w mieszkaniu, w którym my żyliśmy 10 lat, w byłym pokoju naszych dzieci.
                      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 11:44
                        To obrzydliwe jest :P
                  • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:44
                    pogodoodporna napisał(a):

                    > I wiesz co Ada, watpie tez czy autorka bylaby wdzieczna szwagrowie gdyby jednak
                    > doniosl na brata, poslancy zlych wiesci tez sa niemile widziani. Jednym slowem
                    > szwagier znalazl sie miedzy mlotem a kowadlem :-P
                    Dlaczego nie miałabym być wdzięczna za to, że po wielu dniach zastanawiania się o co chodzi i zamartwiania się, dowiedziałam się w końcu prawdy? Przynajmniej wiedziałabym wcześniej, nie czułabym się zdradzana i oszukiwana przez dwie osoby przez kolejne dni. Ten cały romans mógł równie dobrze trwać kolejne tygodnie i miesiące. Niby co korzystnego mogłoby wyniknąć z dalszego utrzymywania tego w tajemnicy?
              • pade Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:54
                Nie chodziło mi o zapobieganie tylko o odmówienie brania udziału.
                • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 18:20
                  Ja na pewno bym kryła rodzeństwo. Nie wiem czy bym współdziałała czy nie - nie byłam nigdy w takiej sytuacji.
                  Moze wg brata Autorka jest upierdliwa babą ktora w kolko gada o dzieciach, zrzędzi i jeszcze jej sie zachciewa remontu domu kosztem rozrywek pana meza. To niech biedny braciszek chociaż bzyknie na boku....... Nie wiemy jak mąż ta sytuacje przedstawił.
                  Ale to nieistotne bo zdradził mąz a nie szwagier.
                  • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:01
                    fusun1804 napisała:

                    > Moze wg brata Autorka jest upierdliwa babą ktora w kolko gada o dzieciach, zrzę
                    > dzi i jeszcze jej sie zachciewa remontu domu kosztem rozrywek pana meza. To nie
                    > ch biedny braciszek chociaż bzyknie na boku....... Nie wiemy jak mąż ta sytuacj
                    > e przedstawił.
                    Odniosę się tylko do tego. Każdy może wmawiać Ci różne rzeczy, ale każdy z nas ma swoje oczy, swoje uszy i swój rozum i jest w stanie sam ocenić sytuację, gdy jest blisko.
                    • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 17:01
                      >Odniosę się tylko do tego. Każdy może wmawiać Ci różne rzeczy, ale każdy z nas ma swoje >zy, swoje uszy i swój rozum i jest w stanie sam ocenić sytuację, gdy jest blisko.

                      To jak ty w takim razie oceniłaś zachowanie męża i szwagra, gdy byłaś blisko, że nie zorientowałaś się, że cię w konia robią?
                      Wygląda na to, że interpretujesz rzeczywistość bardzo po "kalemu". Stawiasz wysokie wymagania innym (oni powinni się domyślić/mieć inne charaktery), a to samo olewasz i usprawiedliwiasz u siebie (że się nie domyśliłaś prawdy i że masz charakter taki że za zaletę uważasz pozę "poświęcania się" zamiast podjęcia dojrzałej decyzji, co każdy normalny uzna za zło samo w sobie).
                      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:39
                        alsk9 napisała:

                        > >Odniosę się tylko do tego. Każdy może wmawiać Ci różne rzeczy, ale każdy z
                        > nas ma swoje >zy, swoje uszy i swój rozum i jest w stanie sam ocenić sytua
                        > cję, gdy jest blisko.
                        >
                        > To jak ty w takim razie oceniłaś zachowanie męża i szwagra, gdy byłaś blisko, ż
                        > e nie zorientowałaś się, że cię w konia robią?
                        ???
                        Odpowiadam na zarzut, że mój mąż przedstawiał mnie swemu bratu w negatywnym świetle, dlatego pomyślał, że pewnie sama sobie na to zasłużyłam. Szwagier spędzał z nami dużo czasu przez wiele lat, zna mnie. Nie wierzę, że można mu było coś takiego wmówić, musiałby zaprzeczyć rzeczywistości.

                        > Wygląda na to, że interpretujesz rzeczywistość bardzo po "kalemu". Stawiasz wy
                        > sokie wymagania innym (oni powinni się domyślić/mieć inne charaktery), a to sa
                        > mo olewasz i usprawiedliwiasz u siebie (że się nie domyśliłaś prawdy i że masz
                        > charakter taki że za zaletę uważasz pozę "poświęcania się" zamiast podjęcia doj
                        > rzałej decyzji, co każdy normalny uzna za zło samo w sobie).
                        ???
                        Domyśliłam się w ciągu 2 tygodni, nie sądzę, by było to długo, biorąc pod uwagę, że nie miałam żadnych dowodów, a mąż mi wmawiał, że wszystko jest OK.
                  • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 12:48
                    www.gazeta.tv/Wideo/12,130309,17967629,_Malzenstwo_to_nie_musi_byc_koniec____nietypowa_terapia.html
    • pogodoodporna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 14:31
      Golym okiem widac, ze jednak nie wybaczylas mezowi zdrady, za to zal do niego rozwijasz na inne osoby z jego najblizszego otoczenia. Nie pisze tego, zeby Ci dopiec, to naturalny, ludzki odruch, reakcja zupelnie prawidlowa. Mozna by do kompletu obwiniac jeszcze przyjaciol meza- bo nie powstrzymali go przed zdrada, albo rodzicow, ze nie wpoili mu kregoslupa moralnego, ktory moglby go przed tym krokiem ustrzec. Trudno jednak, stalo sie. Szwagier wybral lojalnosc wobec brata, mial do tego prawo, chociaz to przykre dla Ciebie. Mysle, ze wtedy kiedy widzial, ze jego brat bladzi powinien przyjsc do Ciebie pogadac. Nie po to, zeby sypac brata i z detalami opowiadac Ci z kim i gdzie sie spotyka, tylko, zeby zapytac, czy nie mozna wam jakos pomoc. O to masz sluszna do niego pretensje. Jego dziewczynie powiedzialabym prawde. I nie miej skrupulow, sama widzisz jak konczy sie nie mowienie o swoich uczuciach i zamiatanie trudnych sytuacji pod dywan. Jesli czujesz, ze w obecnej sytuacji nie chcesz utrzymywac kontaktow ani ze szwagrem, ani z jego dziewczyna, to im to oznajmij i nie martw sie, ze beda musieli sie z ta prawda zmierzyc. Zostalas zraniona, wiec jak najbardziej masz do tego prawo.
      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:11
        Ja nie rozumiem jednego, co jest trudnego w przyjściu i powiedzeniu: "Słuchaj, X się bzyka z laską z pracy. Ja tam nie wiem, co między wami się dzieje, po prostu ci to mówię." I koniec, z jego strony sprawa byłaby uczciwie załatwiona.
        • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 09:59
          Tiaaaa, a zona konfrontuje meza a ten sie wypiera wszystkiego,mowiac ze X chcial mu zaszkodzic bo cos tam...tu wstawia powod. On ogranicza kontakty z kochanka, zaciera slady i udaje dobrego meza jednoczesnie nastawiajac zone przeciw temu szczeremu informatorowi. Zona oczywiscie nie ma zadnych dowodow, a poza tym chce wierzyc mezowi i utrzymac malzenstwo, w koncu sa ze soba 14 lat i maja dzieci. Informator zostaje wrogiem pary i dociera do niego ze mogl siedziec cicho.
          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:45
            marie30 napisał(a):

            > Tiaaaa, a zona konfrontuje meza a ten sie wypiera wszystkiego,mowiac ze X chcia
            > l mu zaszkodzic bo cos tam...tu wstawia powod. On ogranicza kontakty z kochanka
            > , zaciera slady i udaje dobrego meza jednoczesnie nastawiajac zone przeciw temu
            > szczeremu informatorowi. Zona oczywiscie nie ma zadnych dowodow, a poza tym ch
            > ce wierzyc mezowi i utrzymac malzenstwo, w koncu sa ze soba 14 lat i maja dziec
            > i. Informator zostaje wrogiem pary i dociera do niego ze mogl siedziec cicho.
            Dlaczego zakładasz jeden scenariusz?
            Ja widziałam, że coś jest nie tak. I tak bym doszła do tego, bo chciałam po prostu wiedzieć, co jest przyczyną. I tak by się wszystko wydało, bo wiedzieli o tym koledzy męża z pracy no i szwagier, z którymi przecież mam stały kontakt. Myślisz, że to nigdy by się nie wydało?
            Prawdę można wydobyć zawsze, nawet nie mając dowodów. Zawsze można tak poprowadzić rozmowę, by otrzymać odpowiedź. Nikt nie jest w stanie kłamać stale.
    • koronka2012 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:19
      Tej sprawy nie da się ukryć na dłuższą metę przed narzeczoną szwagra. Być może dziewczyna nalega, bo zwyczajnie widzi, że jest kwas i zastanawia się o co tu chodzi i jak ma się w tej sytuacji odnaleźć.

      Powiedziałabym po prostu co i jak, dokładnie tak jak pisały dziewczyny powyżej choćby po to, żeby wiedziała, że ona w tej sytuacji nic nie zawiniła, tylko obrywa rykoszetem.

      Co zrobi z wiedzą o charakterze narzeczonego to już jej sprawa, ale ta wiedza z pewnością jej nie zaszkodzi. Lepiej, żeby wiedziała w co się pakuje.
      • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 16:57
        Jak długo zamierzasz jeszcze kontynuować związek z tym wiecznym chłopcem ?
        Nie mozesz na niego w niczym liczyć, nie pomaga Ci , nie wspiera, w czasie remontu domu marudzi ze nie ma pieniedzy na rozrywki ..... Do tego zdradza .........
        Jak długo jeszcze ?

        W Twoim poprzednim wątku ( tym o pieniądzach w trakcie remontu ) to ja wpadłam na to ze on ma kochankę, to było jak 2+2=4. Oczywista oczywistość. Facet ma w dupie Ciebie, Twoje potrzeby, dzieci i obowiązki domowe go nudzą. Jesli bedziesz nadal to,erowac jego postępowanie i wybaczać zdradę to facet nigdy Cie nie bedzie szanował.

        Moze powiedz co Toba kieruje w decyzji o wybaczeniu i zostaniu z nim. Domyślam sie ze tzw dobro dzieci.
        • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 17:03
          Nie ma ofiar, są tylko ochotnicy :P
          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:16
            Dzięki, od razu lepiej się poczułam:P
            • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:12
              Nie łam się Kaszubska, będzie lepiej ;)
              Ja też byłam ochotniczą ofiarą przez wiele lat - własnych rodziców. Jako dorosła osoba. Więc znam ból. Tulę Ciebie
        • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 17:04
          A teraz w temacie ( przyszłej ? ) szwagierki.

          Nie wyobrażasz sobie spotkań i rozmów z nią. To sie nie spotykaj i nie rozmawiaj. Nie musisz. To w ogóle jakis problem jest ?

          A jak sobie wyobrażasz dalsze zycie ze zdradzającym Cie chłopcem o mentalności nastolatka ?
          • enith Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 17:22
            > Nie wyobrażasz sobie spotkań i rozmów z nią. To sie nie spotykaj i nie rozmawia
            > j. Nie musisz. To w ogóle jakis problem jest ?

            Ale możnaby wyjaśnić przyszłej szwagierce, dlaczego zrywa się z nią kontakt, a nie zostawić w niepewności do końca życia, co takiego zrobiła, że zasłużyła sobie na takie traktowanie. Uważam, że taka rozmowa się jej należy (może być e-mail, jeśli kaszubska nie chce dziewczyny oglądać).

            A na marginesie, choć nie to jest tematem wątku, przyznam, że też nie rozumiem motywów pozostania z mężem. Pisałam chyba we wszystkich poprzednich wątkach kaszubskiej i już wtedy widać było, że mąż jej jest (że zacytuję Sapkowskiego) "śliski jak gó... w majonezie". Młodszy brat, jak widać, dzielnie stąpa po śladach starszego. Świetna rodzinka, nie ma co.
            • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 18:15
              Napisałam to bo uważam ze wsród wszystkich problemów jakie ma Kaszubska, szwagier i jego byc moze przyszła żona sa nieistotni. Istotne jest to ze Autorka ma męza ktory sie zachowuje jak krnąbrny i pyskaty gó...arz, nie szanuje jej, zdradza , ma w dupie dzieci a ta sie zastanawia co i jak powiedzieć przyszłej szwagierce.
              To jakby chory na raka zamartwiał sie pryszczem na nosie.

              Ja bym kopnęła w dupę męża z cała jego rodzina. Mężowi bym powiedziała zeby w przyszłości liczył na pomoc brata. A szwagierce wyjasnilabym wprost dlaczego.

              Zastanawiałam sie kiedy Kaszubska założy kolejny wątek zaczynający sie od słów " jak dotrzeć do męża" albo " co zrobic bo mąż nie rozumie ....... " i padną przykłady zachowań męza średnio rozgarniętego nastolatka. A problem polega na tym ze maz ma zonę i dwoje dzieci a chciałby szaleć jak student - singiel.

              • ann.38 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 19:13
                fusun1804 napisała:

                > Napisałam to bo uważam ze wsród wszystkich problemów jakie ma Kaszubska, szwagi
                > er i jego byc moze przyszła żona sa nieistotni. Istotne jest to ze Autorka ma m
                > ęza ktory sie zachowuje jak krnąbrny i pyskaty gó...arz, nie szanuje jej, zdrad
                > za , ma w dupie dzieci a ta sie zastanawia co i jak powiedzieć przyszłej szwagi
                > erce.
                > To jakby chory na raka zamartwiał sie pryszczem na nosie.

                Kaszubska wie, że ma problem z mężem, ale w tym poście prosi o radę w innej sprawie. Chorzy na raka owszem martwią się pryszczem, fryzurą, szukają w sklepie modnych spodni itd, żyją normalnie, jak inni. Choroba nowotworowa jest długotrwała, inne problemy mniejsze i większe oraz te całkiem malutkie są nadal obecne.
                • zuzi.1 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 21:04
                  Kaszubska ludzi sie, ze to da się posklejać i dalej będą żyli dlugo i szczęśliwie. Nic bardziej mylnego, nastolatek sie na jakiś czas wyciszy aż do następnego razu. A każdy następny raz moze być w jego wykonaniu jeszcze lepszy. Ludzisz sie, ze finanse wyprowadzisz na prosta, ale jakim swoim emocj. kosztem. Przyszłej szwagierce powiedziałabym po prostu prawdę, bez owijania w bawełnę. Oj Kaszubska, zapewniasz sobie rozrywkowe życie decydując sie na ciag dalszy z tym pożal sie boże...mezem. To jest kawal gnoja, bez jakichkolwiek zasad moralnych. Jego brat przy nim to tzw. pryszcz. Ten mąż to jest kawal bezczelnego gnoja, którego należy pozbyć sie z zycia a nie dawać mu szanse. Szanse na co? Ten facet to przypadek beznadziejny.
                  • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:33
                    Odpowiem tutaj wszystkim. Nie wybaczyłam i wiem, że to się nie stanie, bo nie potrafię tego wybaczyć. Dałam nam szansę, bo on tego chce, bo wolę wybrać spokój i szczęście swoich dzieci niż poczucie własnej godności i wyznawane wartości, bo nie chcę być w oczach dzieci, jego i swoich odpowiedzialna za rozwalenie nam wszystkim życia bez próby naprawienia tego. I również dlatego że nie potrafię po 14 latach wspólnego życia po prostu powiedzieć to koniec. Myślę, że nie jest to nic nowego w porównaniu z tym, jak tłumaczyły swoją decyzję setki kobiet przede mną, będących w takiej sytuacji. Zrobiłam to wbrew sobie, ale wiem, że to dobra decyzja.
                    • enith Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 05:03
                      Chyba tylko czas pokaże, czy była to decyzja dobra dla kogokolwiek.
                      Moim zdaniem powinnaś iść na terapię. Próbujesz sklejać małżeństwo z człowiekiem, któremu nigdy nie wybaczysz jego wybryków, więc o faktycznej naprawie nie ma mowy. Zapewne skończycie jako para współlokatorów z dwójką dzieci i kredytem. Nie będzie prawdziwej bliskości. Zastanów się, jak wychowywanie się w takich "lodowych" warunkach wpłynie na te dzieci. Co wy im z mężem przekażecie, czego nauczycie w sprawie stosunków między rodzicami? Z jakim obrazem "rodziny" wyjdą one z domu? I jakie będą mieć realne szanse na założenie fajnych własnych rodzin, a nie rodzin skrzywionych, gdzie rodzice się nienawidzą, ale są ze sobą "dla ich dobra". Swoją drogą nie licz na to, że dzieci ci w przyszłości za to poświęcenie własnego dobra podziękują. Nie podziękują, bo nie ma nic gorszego, niż matka Polka cierpiętnica, która została z mężem, bo "przecież są dzieci, a ja im domu nie rozbiję". Otóż dom wasz robił twój mąż. To już się stało, tylko ty nie przyjmujesz tego do wiadomości. Dlatego terapia dla ciebie i to od zaraz.
                      A co do przyszłej szwagierki, to nie zbywaj jej w nieskończoność i nie wymyślaj nie wiadomo jakich wymówek, tylko normalnie z nią porozmawiaj. Ty nie chcesz być okłamywana i ona zapewne też nie. Powiedz jej, jak było z tym romansem, kryciem go i kwasem z tym związanym. Nie mam wątpliwości, że dziewczyna zrozumie twoje motywy. Kto wie, może nawet przemyśli pod wpływem tej historii swoje dalsze życiowe decyzje. A nawet jeśli nie, to i tak ma prawo wiedzieć, czemu się od niej odcięłaś. Postaw się w jej sytuacji. Jak ty byś się czuła, gdybyś dostała od w sumie chyba dość ci bliskiej osoby kopa w tyłek bez słowa wyjaśnienia?
                      • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 09:26
                        Ah kaszubska,ty masz gdzies swoje wartosci i temu koszmarnemu mezowi dajesz szanse a od szwagra domagasz sie bycia lojalnym dla ciebie,prawym i zero szans na wybaczenie.
                        Nawet nie probujesz jego postepowania zrozumiec.
                        Twoje malzenstwo to trup i to nawet nie zabalsamowany,jego rozklad zatruje i ciebie i dzieci. No ale kiedys bedziesz mogla swietowac zlote gody.
                        • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:15
                          marie30 napisał(a):

                          > Ah kaszubska,ty masz gdzies swoje wartosci i temu koszmarnemu mezowi dajesz sza
                          > nse a od szwagra domagasz sie bycia lojalnym dla ciebie,prawym i zero szans na
                          > wybaczenie.

                          Co w tym dziwnego?
                          Probuje sie postawic w jej sytuacji. Nie wiem, czy bym zdrade wybaczyla, czy nie, to by zalezalo o wielu innych okolicznosci, bo zdrada zdradzie nierowna. Zalozmy ze bym wybaczyla. Jednak z osobami, ktore uzyczaly mieszkania do zdrady nie chcialabaym miec nic wspolnego. Tu nie chodzi o wybaczenie. Tu chodzi o moj wlasny system wartosci i selekcje ludzi, z ktorymi sie zadaje. Nie zadaje sie np. z oszustami podatkowymi albo z osobami znecajacymi sie nad zwierzetami. Ktos, kto bez skrupolow uzycza mieszkania zdradzajacemu tez wpada do tej kategorii.
                          • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 13:04
                            Ale sam zdradzajacy jest poza ta kategoria? Ciekawy system wartosci.
                            • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 13:15
                              marie30 napisał(a):

                              > Ale sam zdradzajacy jest poza ta kategoria? Ciekawy system wartosci

                              Nie wiem czy ciekawy, przede wszystkim racjonalny. Z mezem laczy wiele, 15, 25, czy 30 lat razem nie wyrzuca sie ot tak do kosza. Szwagra mozna wyrzucic do kosza bez zalu.
                              Argumentujesz jakbys zycia nie znala.
                              • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 13:22
                                A może to relatywizm moralny jest jednak? I oportunizm? Jakaś wykrzywiona chęć przetrwania? Że zacytuję internety "jest ch*jowo, ale stabilnie" :P
                                • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:05
                                  Mozesz to nazywac jak chcesz, kto Ci zabroni. To nie ma znaczenia. Fakt pozostaje: ludzie w swoich wyborach kieruja sie roznymi strategiami, decydujac co moga uniesc na swoich barkach a czego nie moga i nie chca. A strategia zyciowa Panizalewskiej nie jest poki co ustawowym nakazem, dzieki Bogu.
                                  • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 17:27
                                    True! :D
                              • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:06
                                ada1214 napisała:

                                > Nie wiem czy ciekawy, przede wszystkim racjonalny. Z mezem laczy wiele, 15, 25,
                                > czy 30 lat razem nie wyrzuca sie ot tak do kosza. Szwagra mozna wyrzucic do ko
                                > sza bez zalu.
                                > Argumentujesz jakbys zycia nie znala.

                                Racjonalny? Maz gnojek, do tego lubi bzykac inne,w zwiazku z tym zycie w upokorzeniu, ciaglej obawie kiedy to znowu zrobi i czy juz nie robi,a moze zrobil dziecko innej albo przywlecze jakas chorobe. Najgorsze jest jednak zycie codzienne z taka gadzina, wiecznym nastolatkiem miernym ojcem i mezem. Naprawde jakas szanujaca sie kobieta,ktora ma spojny system wartosci bedzie z kims takim dzielic zycie? Dzieci beda na to patrzec, na ten system wartosci w ktorym oszukiwanie jest ok,albo te watpliwe wartosci przejma albo straca do matki szacunek.
                                Co jest takie wazne,portki w domu?
                                Kobieta z prawidlowym systemem wartosci przede wszystkim wyrzucilaby do kosza meza - smiecia a szwagier poszedl by przy okazji.
                                • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:11
                                  > Racjonalny? Maz gnojek, do tego lubi bzykac inne


                                  Pisalam o swoich odczuciach, wiec jak sie domyslasz mosialam pisac o swoim mezu. W zwiazku z tym okreslenia maz gnojek bzykajacy inne sobie wypraszam. Wczesniej tez napisalam ze nie znam casusu Kaszubskiej. Ochlon i wroc do moich wpisow.
                                  • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:16
                                    Nie wiedzialam ze to watel o twoim mezu. Moze piwinnas zalozyc osobny bo ja dyskutuje o sytuacji a wiec i mezu kaszubskiej a nie twoim.
                                    • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:38
                                      To nie jest watek o moim mezu, ale wczuwajac sie w role zdradzonej musze automatycznie umiescic w roli winowajcy mojego wlasnego meza, czyz nie?
                                      Zreszta to w zasadzie nieistotny szczegol. Staram sie Tobie przekazac, ze to co Ty uwazasz za nierozsadne, ktos inny uzna za racjonalne, bo ma wiecej danych niz Ty.
                                      • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 16:55
                                        ada1214 napisała:

                                        > To nie jest watek o moim mezu, ale wczuwajac sie w role zdradzonej musze automa
                                        > tycznie umiescic w roli winowajcy mojego wlasnego meza, czyz nie?

                                        No skoro tak to czemu sie oburzasz na nazwanie twojego meza "gnojkime'?
                                        Twoj maz nim jest na potrzeby twojej wyobrazni,wiec skoro tak sie wczuwasz to przeciez nie moze byc fajnym gosciem (pewnie jest w rzeczywistosci) a gnojkiem.

                                        > Zreszta to w zasadzie nieistotny szczegol.

                                        Alez to jaki jest ten maz prawdziwy (autorki) czy wyobrazony (na potrzeby twojego wczuwania sie) jest bardzo istotne. Fajnemu facetowi, dobremu mezowi i ojcu ktoremu zdarzyl sie skok w bok mozna wybaczyc i to szczerze, gnojkowi nie.

                                        • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 18:18
                                          Dla mnie jest to nieistotny szczegol, poniewaz trzymam sie tematu watku. A tematem watku nie jest postepowanie z niewiernymi mezami tylko kwestia czy Kaszubska ma prawo odsunac sie od szwagra. A Ty jak widze jak w tym kawale o pytaniu o zarowke.
                                          • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 19:02
                                            Nie, w watku chodzi o caloksztalt. Kaszubskiej posypalo sie malzenstwo, jednak meza przyjela i podjela decyzje ze bedzie z nim zyc,a ze szwagrem i jego dziewczyna nie chce miec kontaktow. Szwagier nie wyrzadzil jej krzywdy, zrobil to maz. Oczywiscie,ona moze sie odsunac od kogo chce, jednak bedzie musiala to wytlumaczyc nie tylko dziewczynie szwagra ale tez corkom,bo one tez zapytaja wkrotce co tez wujek takiego zrobil ze ona nie chce miec z nim nic wspolnego. Albo jej zwiazek z mezem bedzie oparty na szczerosci i postara mu sie wybaczyc albo rozleci sie predzej czy pozniej a ona bedzie pelna goryczy i zlosci. To dotyczy tez rodziny meza. Ona oczekiwala od brata lojalnosci ale sie rozczarowala. Trudno, to jest doswiadczenie i tak powinna to traktowac, jednak zrywanie kontaktow z nim mozna sobie darowac.
                                            • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 19:07
                                              jednak zrywanie kontaktow
                                              > z nim mozna sobie darowac.

                                              O wlasnie wlasnie. To jest ten glowny problem w tym watku. Dyskutantki chca udowodnic Kaszubskiej, ze zerwac kontakty moze ze szwagrem dopiero jak wykopie meza z domu, nie odwrotnie.
                                              Ale Kaszubska ma ochote zatrzymac meza, zas wywalic szwagra. I co jej zrobisz?
                                              • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 19:41
                                                A co ja mam zrobic, opanuj sie ada :D
                                                Enith napisala bardzo trafny komentarz. Kaszubska ma dylemat moralny tyle ze to nie szwagier nim jest. Jak kaszubska sobie to wyobraza, kaze mezowi i corkom tez zerwac kontakt z wujkiem?
                                                • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 20:06
                                                  > Enith napisala bardzo trafny komentarz. Kaszubska ma dylemat moralny tyle ze to
                                                  > nie szwagier nim jest.

                                                  ja nie wnikam w dylematy, kore nie zostaly przez Autora wyartykulowane a sa jedynie przedmiotem domyslow. Kaszubska nie pytala czy rozwiesc sie z mezem, tylko czy powiedziec narzeczonej brata dlaczego nie chce sie ja miec za psiapsiolke. Czemu szanowne kolezanki maja mi za zle, trzymam sie zadanej tematyki?
                                                  • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 20:38
                                                    Nie wiem w takim razie o czym dyskutujesz skoro nie wnikasz w dylematy bo ona je jak najbardziej wyartykulowala,nawet to tytul watku.
                                                    A nieprzetrawiony problem z mezem jak najbardziej wiaze sie z jej dylematem co do dziewczyny szwagra, bo ona takze z nia chce te kontakty zerwac, jakby to akurat mialo jej pomoc i rany zagoic. Z tego beda tylko wieksze prpblemy z rodzinie. Brat meza to nie jakas daleka rodzina ktora mozna do kosza wyrzucic i po problemie. Ona nie ma prawa zadac od meza zeby z bratem kontakty zerwal wiec jak sobie to wyobraza? Za kilka miesiecy stworzy watek w ktorym bedzie pytac jak ma postapic i sie zachowac bo w swieta maz chce z bratem sie spotkac no i corki tez. Roznych okazji bedzie duzo wiecej,a jesli maz jest z nim blisko to on bedzie chcial z nim kontakty utrzymywac i jak najbardziej bedzie mial prawo,tak samo jak ich corki a wiec kaszubska moze miec duzy problem jesli te kontakty zerwie.
                                                  • ada1214 *zerwanie kontaktow* 15.08.16, 23:49
                                                    Czegos tu nie rozumiem.
                                                    Co Wy macie na mysli piszac zerwanie kontaktow?
                                                    Ostentacyjne dawanie do zrozumienia ze ktos jest powietrzem? Bojkotowanie spotkan rodzinnych i werbowanie stronnikow? To jakies sposoby z nizin.

                                                    Dla mnie zerwanie kontaktow oznacza zerwanie serdecznych kontaktow. Oglada wymaga, zeby zachowywac sie przyzwoicie, nie prowokowac, nie podjudzac, nie robic scen. Zachowywac sie zgodnie z protokolem. Ale jednoczesnie mozna zrezygnowac ze spoufalania sie, zwierzania, z wyswiadczania przyslug, ze spedzana wiekszej ilosci czasu niz absolutne minimum itp. A wiec rezygnujac z tych wszystkich rzeczy, jakie maja miejsce pomiedzy osobami bliskimi i zzytymi.

                                                  • fusun1804 Re: *zerwanie kontaktow* 16.08.16, 04:39
                                                    Taki scenariusz jak przedstawiłaś, tez istnieje.
                                                    Ale większość osob tutaj pisząc " zerwanie kontaktów" ma na mysli niewidzenie sie w ogóle, niepisanie do siebie i niedzwonienie.
                                            • enith Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 19:22
                                              > . Oczywiscie,ona moze sie odsunac od kogo chce, jednak bedzie musiala to wytlum
                                              > aczyc nie tylko dziewczynie szwagra ale tez corkom,bo one tez zapytaja wkrotce
                                              > co tez wujek takiego zrobil ze ona nie chce miec z nim nic wspolnego.

                                              W ogóle cała logistyka takiego "odcięcia się" od szwagra i jego narzeczonej przy jednoczesnym pozostaniu w rodzinie będzie bardzo trudna do przeprowadzenia. Co kaszubska będzie robić, gdy para przyjdzie w odwiedziny? Chować się w sypialni czy wychodzić na spacer? Co z ich nadchodzącym ślubem? Nie pójdzie w ogóle czy pójdzie i odstawi szopkę o kochającej się rodzince? Co z wszystkimi innymi imprezami rodzinnymi? Będzie na nie chodzić i udawać, czy wszystkie co do jednej zbojkotuje? Co z resztą rodziny, która na pewno i tak już wie, że coś się dzieje, skoro kaszubska nie stawiła się na komunii? Wątpliwości na pewno są i tylko czekać, aż pytania i snucie domysłów przez rodzinę się na kaszubką zwalą jak tsunami. Co będzie wtedy robić? Zmyślać? Mówić prawdę? Nic nie mówić? A córki, które na pewno już też wiedzą, że coś jest na rzeczy? Powie im prawdę czy będzie zmyślać do czasu, aż ktoś inny dziewczynki uświadomi (co stanie się prędzej czy później, bo takie sprawy ZAWSZE wypływają na wierzch).
                                              Zaiste, ma kobieta dylemat moralny, ale zupełnie nie tam, gdzie się jej zdaje. Ja przewiduję, że za dwa, trzy lata ta para będzie albo w trakcie rozwodu albo już po, bo mowy nie ma, żeby to się dało poskładać tak, jak kaszubska sobie wyobraziła. Bo albo się idzie na terapię małżeńską i próbuje ratować związek, ale się idzie każde w swoją stronę. Dobrych wyjść pośrednich, a na to chyba liczy kaszubska, nie ma.
                                            • pade Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 22:11
                                              Ja myślę, że Kaszubka uważa, że szwagier też ją zdradził. Emocjonalnie. Była z nim blisko, jak z bratem. To nie znajomy, tylko szwagier.
                                              • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 22:31
                                                Zapewne tak to odbiera. Tyle czy warto zrywac kontakty i poglebiac negatywne uczucia, tworzyc tym takze trudne relacje rodzinne,w koncu to brat meza z ktorym ona jednak zdecydowala sie zyc i wujek jej corek? Ja bym jednak wolala ulozyc te delacje od nowa, madrzejsza po doswiadczeniach wiec i ostrozniejsza ale jednak pozytywnie.
                                              • zuzi.1 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 22:55
                                                No zdradził, podobnie jak i mąż. A z mężem spanie w jednym łóżku przeszkadzać nie będzie, ale spotkania ze szwagrem juz tak. Szwagier to tutaj zastepcza ofiara,zamiast meza. Ktos musi oberwać, a ponieważ malzonek jest nietykalny, bo dobra kasę do domu przynosi, zapewnia bezpieczeństwo itp itd to dla ' dobra dziecię dalej będą tworzyć rodzinę. Tylko szwagier zlamas mniej wyleci. Co za hipokryzja i podwójne standardy. Pomieszanie z poplątaniem jakich malo. I tylko dzieci żal...
                                                • pade Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 23:35
                                                  To nie hipokryzja. Za tą decyzją stoi najprawdopodobniej ogromny strach przed przyszłością i niezgoda na to, by plany, które Kaszubska poczyniła (dom, remont w określonym czasie) się nie zrealizowały. Ona nie przyjęła jeszcze do wiadomości, że wszystkie jej marzenia szlag trafił, że w tym domu, z tym mężem szczęśliwa nie będzie.
                                                  Wcale się nie dziwię, że się przed tym broni.
                                                • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 23:56
                                                  a ponieważ malzonek jest nietykalny, bo dobr
                                                  > a kasę do domu przynosi, zapewnia bezpieczeństwo
                                                  itp itd to dla ' dobra dziecię
                                                  > dalej będą tworzyć rodzinę. Tylko szwagier zlamas mniej wyleci. Co za hipokryz
                                                  > ja i podwójne standardy

                                                  Nie znam sytuacji Kaszubskiej, ale dla mnie rowniez bezpieczenstwo finansowe dzieci byloby w rankingu wartosci na samym szczycie. Uwazam to za moj macierzynski obowiazek i gdybym miala do wyboru miedzy karmieniem dzieci suchym chlebem a odprawieniem zdrajcy wybralabym to pierwsze.
                                                  • pade Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:05
                                                    ale to nie tylko zdrajca jest
                                                    zerknij jednak w wyszukiwarkę
                                                  • ada1214 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:17
                                                    Przy calej mojej niecheci do wyszukiwarki przelamalam sie. Ale niestety wyszukiwarka nie pokazuje zadnego watku rozpoczetego przez Kaszubska (zwykle jest obok adnotacja) a przez wszystkie wpisy nie mam sily sie przedzierac. Trudno, pozostane w niewiedzy, ale z waszych wpisow wynikaloby ze to niemal bandzior. Jesli nie przesadzacie.
                                                  • pade Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:19
                                                    nie bandzior tylko piotruś pan
                                                  • pade Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 00:24
                                                    np.
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,156639218,156639218,wzajemnosc_wspolpraca_w_malzenstwie.html
                                                • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 21.08.16, 23:33
                                                  Obrażasz mnie, pisząc, że dla kasy zostanę z nim bez względu na wszystko. Zostałabym dla dzieci, ale kasa widocznie jest dla mnie za mała, żeby brać ja pod uwagę. Myślisz tak samo, jak moja teściowa: "Nie wydziwiaj, co ty zrobisz, jak zostaniesz bez jego pensji".
                      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 01:07
                        enith napisała:

                        > Chyba tylko czas pokaże, czy była to decyzja dobra dla kogokolwiek.
                        Na dzisiaj jest, gdybym teraz odeszła, to na pewno nie stałoby się nic dobrego dla nas.

                        > Moim zdaniem powinnaś iść na terapię. Próbujesz sklejać małżeństwo z człowiekie
                        > m, któremu nigdy nie wybaczysz jego wybryków, więc o faktycznej naprawie nie ma
                        > mowy. Zapewne skończycie jako para współlokatorów z dwójką dzieci i kredytem.
                        > Nie będzie prawdziwej bliskości.
                        Ja to wiem, nie chcę tego, ale to musi też pojąć druga strona.

                        Zastanów się, jak wychowywanie się w takich "l
                        > odowych" warunkach wpłynie na te dzieci. Co wy im z mężem przekażecie, czego na
                        > uczycie w sprawie stosunków między rodzicami? Z jakim obrazem "rodziny" wyjdą o
                        > ne z domu? I jakie będą mieć realne szanse na założenie fajnych własnych rodzin
                        > , a nie rodzin skrzywionych, gdzie rodzice się nienawidzą, ale są ze sobą "dla
                        > ich dobra".
                        Nienawiści z mojej strony nigdy wobec niego nie będzie, raczej żal po tym co było i co mogłoby być. A nienawiści z jego strony staram się właśnie uniknąć.
                        Wbrew temu, co twierdzisz, myślę, że jednak lepsze jest dla naszych dzieci to, co jest teraz niż nasze rozejście. Ich życie zmieniło się niewiele, nadal spędzamy razem czas i nadal jest właściwie tak jak było. Poza tym, że my nie całujemy się, nie dotykamy, nie żartujemy. Wiem, że to nie może trwać wiecznie, dzieci w swoim czasie i tak przeżyją dramat.

                        Swoją drogą nie licz na to, że dzieci ci w przyszłości za to poświę
                        > cenie własnego dobra podziękują. Nie podziękują, bo nie ma nic gorszego, niż ma
                        > tka Polka cierpiętnica, która została z mężem, bo "przecież są dzieci, a ja im
                        > domu nie rozbiję".
                        One mi nie mają dziękować, wystarczy mi świadomość, że zrobiłam wszystko, by przeszły jak najspokojniej to, co musi się stać.
                        Powiedz, czy lepsze niby jest życie na dwa domy, czy lepsza jest nieustanna tęsknota za którymś z rodziców, czy lepszy jest rozpad całego dotychczasowego życia, w którym rodzice byli zawsze razem? Czy lepsza jest wyprowadzka z domu, który razem z nami urządzały, przeniesienie ze szkoły, w której dopiero co się odnalazły? Myślisz, że dzieci nie będą miały poczucia krzywdy?

                        Otóż dom wasz robił twój mąż. To już się stało, tylko ty nie
                        > przyjmujesz tego do wiadomości.
                        A jakie to ma znaczenie z punktu widzenia dzieci?

                        Dlatego terapia dla ciebie i to od zaraz.
                        > A co do przyszłej szwagierki, to nie zbywaj jej w nieskończoność i nie wymyślaj
                        > nie wiadomo jakich wymówek, tylko normalnie z nią porozmawiaj. Ty nie chcesz b
                        > yć okłamywana i ona zapewne też nie. Powiedz jej, jak było z tym romansem, kryc
                        > iem go i kwasem z tym związanym. Nie mam wątpliwości, że dziewczyna zrozumie tw
                        > oje motywy. Kto wie, może nawet przemyśli pod wpływem tej historii swoje dalsze
                        > życiowe decyzje. A nawet jeśli nie, to i tak ma prawo wiedzieć, czemu się od n
                        > iej odcięłaś. Postaw się w jej sytuacji. Jak ty byś się czuła, gdybyś dostała o
                        > d w sumie chyba dość ci bliskiej osoby kopa w tyłek bez słowa wyjaśnienia?
                        Zdecydowałam, ze powiem jej, tylko muszę jeszcze jak i gdzie.
                        • enith Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 04:04
                          Kaszubska, zaszło nieporozumienie. Ja zrozumiałam, że postanowiłaś zostać z mężem na zawsze. Tak zrozumiałam twoje słowa o poświęceniu własnych zasad dla dobra dzieci. I chyba nie ja jedna tak te słowa zrozumiałam, wnosząc z reakcji i postów innych forumowiczów. Nie napisałaś jasno, że zamierzasz od męża odejść, gdy tylko sytuacja się trochę uspokoi. To zmienia postać rzeczy. Kulturalny rozwód jest nie do przecenienia, zwłaszcza, gdy para ma dzieci. Sam rozwód zresztą wcale nie musi być dla dzieci traumą. Traumę powodują publiczne pranie brudów w sądzie i pogrywanie dziećmi w celu odegrania się na małżonku. Samo rozejście się nie musi więc być dla twoich dziewczynek tragedią, jeśli mądrze to z mężem rozegracie. Ja osobiście znam ludzi, którzy jako dzieci z ulgą przyjęli decyzję rodziców o separacji, bo dość mieli przyglądania się i uczestniczenia w tym, co się między rodzicami działo. Nie zakładaj więc od razu, że jak dziewczynki będą mieć nowe lokum i dochodzącego ojca, to będzie dla nich trauma. To zależeć będzie od ciebie i męża.
                          Co do czekania, aż mąż się uspokoi, to nie bardzo rozumiem, jak zamierzasz to rozegrać. Mąż odmawia w tej chwili rozwodu. Czekasz więc, aż emocje opadną. No, ale czekając nie dajesz przypadkiem mężowi złudnej nadziei, że chcesz dać mu szansę? Chciałaś się rozejść, teraz zmieniasz zdanie, czyli wszystko w odczuciu męża wraca na stare tory i gitara gra. Tymczasem ty nie masz najmniejszego zamiaru o małżeństwo walczyć, chcesz tylko spokojnego rozwodu. Twój mąż to wie? Bo jeśli nie wie, to zwyczajnie go oszukujesz i gdy tylko temat rozwodu powróci, znajdziesz się w punkcie wyjścia plus mąż wkoorwiony, bo go oszukałaś co do intencji ratowania małżeństwa. Na tej strategii daleko nie zajedziesz. Jeśli nie wyobrażasz sobie zostać z mężem, to mu to powiedz i zacznij przygotowywać się do rozwodu.
                          • marie30 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 10:32
                            No wlasnie. Po przeczytaniu ostatnich postow kaszubskiej wogole nie wiem o co jej chodzi, w poscie startowym napisala ze podjela decyzje o pozostaniu z mezem a teraz napisala ze to tylko tymczasowa decyzja bo maz nie chce rozstania? Napisala ze ta decyzja to ze wzgledu na dobro dzieci, dla nich nic sie wlasciwie nie zmienilo ale teraz wychodzi jednak na to,ze to tylko tymczasowa sytuacja bo ona wkrorce ten rozwod wezmie. Po co wiec udawanie i tworzenie dzieciom bezpiecznego swiata z mama i tata skoro za chwile to bedzie zburzone. W dodatku gdy sie uspokoi czyli emocje kaszubskiej opadna, to przeciez dla dzieci bedzie szok. Jesli miedzy rodzicami zle sie dzieje to dzieci to widza, rozmawia sie o tym z nimi przedstawiajac im problem w sposob w jaki sa w stanie zrozumiec. Te dziewczynki (nie takie male juz) nie maja o niczym pojecia, one beda zyly w poczuciu ze maja stabilna rodzine az tu nagle booom, rozwod. Jak dlugo kaszubska ma zamiar w taki sposob zyc?kilka miesiecy, lat? Przyznam ze zupelnie nie rozumiem takiego postepowania. To ze strachu przed podjeciem decyzji? Udawanie jest oszustwem, tak dzieci jak i meza, czemu to ma sluzyc?
                            Kaszubska ma prawo czuc zal,zlosc,upokorzenie, to sa normalne uczucia, moze nawet odseparowac sie od meza i dac sobie (i jemu) czas na przemyslenie, ochloniecie, podjecie decyzji,ale bez oszustwa i udawania. Jesli jedno w zwiazku nie chce byc to drugie go nie zmusi,sad i tak udzieli rozwodu. Maz moze chciec drugiej szansy ale zona nie musi mu jej dac, to jej prawo. W tej sytuacji to kaszubska daje mu druga szanse ale tylko na niby. On za jakis czas poczuje sie zdradzony,oszukany i bedzie mial sluszne pretensje,zreszta corki tez.
                            Co do szwagra to ja bym go tak negatywnie nie oceniala. 'Pierdolnieta', 'walnieta', 'glupia zdrada' to nie brzmi dobrze, ale my znamy tylko wersje kaszubskiej, a po ostatnich postach w ktorych to zdecydowala sie tylko na niby zostac z mezem moze jednak wersja szwagra bylaby istotnym uzupelnieniem tego obrazu. Moze tez zarzuty szagra o rozwalanie rodziny nie sa takie bezpodstawne.
                          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 21.08.16, 23:23
                            Rozmawiałam z nim kilka razy, mówiłam, że nie ma dla nas żadnej szansy i jedyne rozwiązanie to rozejść się w spokoju. On tego nie przyjmuje do wiadomości. Te rozmowy do niczego nie doprowadziły, prócz nerwów i ogromnego bólu. Powiedziałam, że ma ochłonąć, pomyśleć, a po remoncie porozmawiamy, jak to załatwić. On powiedział, że nie będzie rozmawiał o rozwodzie, bo go nie chce i nigdy się na to nie zgodzi. Myślę, że emocje niedługo opadną i coś ustalimy. Ja mam już rozwiązanie, ale potrzebuję jego pomocy we wsparciu dzieci. Nie zrobię nic teraz, kiedy on sam nie jest sobie w stanie poradzić z emocjami i tylko utrudni wszystko dzieciom.
                    • phantomka Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 10:01
                      Czyli niby masz jakies zasady moralne, niby one sa inne niz to, co teraz robisz, ale jednak to robisz dla wyzszych celow (tu tzw.spokoj dzieci, co jest oczywiscie wymowka)
                      Natomiast ta podwojna moralnosc u szwagra juz Ci wadzi. Moze on tez mial problem z romansem brata, ale w imie wyzszych celow czyt.spokoju Waszej rodziny, jednak milczal.
                    • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:47
                      Kaszubska, nie idź tą drogą.
                      Nie martwi Cię to, jak Cię ocenią dorosłe już dzieci? Bo moi starzy mieli dość podobną sytuację. Ojciec debil, wieczny radosny nastolatek, imprezy, zdrady, brak odpowiedzialności. I moja matka TAKIE WIELKIE TRU LOVE dla dobra dzieci ach i och jak ja się poświęcam! A tymczasem WCALE nie jest lepsza! Ja jąoceniam jako szmatę. Mówię poważnie. Nie obroniła siebie, nie obroniła nas DZIECI przed debilem. Bo dobrze r*chał, i generalnie fajny był. Dawała i wciąż mu daje szanse, a potem cyklicznie do mnie spazmy, że się zaraz z nim rozwiedzie, bo łolaboga, jak on mnie nie szanuje! O ja biedna. I tak mi nadawała. Ja już nie wiedziałam, jak do kobiety dotrzeć. Bo krzywdzi siebie, krzywdzi nas, nic do pustego łba nie dociera. A ojczulek dalej jak pączek w maśle, jest mu prane, obiadki pod nos i jeszcze matka go utrzymuje i PŁACI za sprzątanie (a stary w domu pół dnia przesypia na kanapie). Czaisz mój poziom żenady taką matką?

                      Przestałam się do niej odzywać. Straciła córkę, straciła trójkę wnuków. Chcesz tego dla siebie? Chcesz stracić dzieci? Dla własnej wygody TERAZ? Wiesz jaki jest koszt takiej operacji? Czy liczysz na to, że jednak dzieci będą miały morale po tatusiu i radośnie będą uczestniczyły jako dorośli ludzie w tej tragikomicznej farsie pt "jedna wielka szczęśliwa rodzina"? Ty się weź zastanów poważnie, dobra?
                      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:57
                        P.S. Zostawanie z takim złamasem "dla dobra dzieci" = traktowanie dzieci jak debili. Bo po pierwsze, albo się ma wartości, które się wyznaje i wg nich postępuje w KAŻDEJ sytuacji, albo traktujemy SIEBIE i bliskich jak debili - mówimy jedno, robimy drugie. Tak tak dziecko, zdrada jest zasadniczo zła, ale ja nie mam nic przeciwko temu, żeby Twój tatuś mnie zdradzał. Serio, wszystko git, żyjemy dalej.

                        Po drugie, naprawdę myślisz, że dzieci nie zauważą nic i nie poczują różnicy? SERIO??? To jest dopiero brak szacunku DO NICH. Dzieci widzą wszystko i wyciągają wnioski. Ja wyciągnęłam takie, jak napisałam powyżej. Że nie warto z takimi osobami się zadawać. Bo czego dobrego nauczą moje dzieci? Że w zasadzie krzywdzenie innych jest be, ale w rodzinie to można? A w innych sytuacjach? Gdzie leży granica przyzwolenia na krzywdę?

                        Jesteś gotowa stracić szacunek swoich dzieci do siebie? Bo chyba Ty do siebie i do nich już dawno straciłaś? Nie chciałabyś go jednak odzyskać?
                        • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 01:17
                          Panizalewska sorry, ale jednak Twoja historia jest trochę bardziej złożona. Mój mąż jest innym ojcem niż Twój. Nie jest ideałem w tym, na pewno można mu trochę rzeczy zarzucić. Ale kocha i mówi o tym codziennie, przytula, chwali, wspiera, rozśmiesza, spędza czas z nimi codziennie i one go uwielbiają i niech tak zostanie. Wobec mnie również przy nich nie zachowywał się nigdy źle czy chamsko i też niech tak już zostanie.
                      • sasanka4321 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 13:00
                        Widze to dokladnie jak panizalewska. I tez przeszlam przez cos podobnego. To nie jest poswiecenie sie dla dzieci. To jest zaslanianie sie dzecmi. Branie ich za zakladnikow. Zakladnikow wlasnego strachu przed wzieciem odpowiedzialnosci za zycie swoje i ich. Nie dosc, ze matka ich nie chroni, nie zabierze z tego bagna to jeszcze sie nimi zaslania w imie swojego komfortu. Nie, dzieci za to nie podziekuja. Jak dorosna, bedzie im sie zbieralo na wymioty na wspomnienie swojego dziecinstwa. I dlugo beda leczyc rany.
                      • zuzi.1 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 22:50
                        10/10 Panizalewska, lepiej nie można bylo tego podsumować!
                    • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 15:10
                      > Dałam nam szansę, bo on tego chce, bo wolę wybrać spokój i szczęście swoich dzieci niż poczucie własnej godności i wyznawane wartości, bo nie chcę być w oczach dzieci, jego i swoich odpowiedzialna za rozwalenie nam wszystkim życia bez próby naprawienia tego
                      >Zrobiłam to wbrew sobie, ale wiem, że to dobra decyzja.


                      Nie, ni sooory. Wciskasz kity. Zrobiłaś to DLA SIEBIE. Bo się boisz poczucia odpowiedzialności za to co robisz i wygodnie jest zrzucić to na męża "to ty chciałeś a ja-gierojka-się POŚWIĘCIŁAM dla rodziny"
                      Dzieci ci za to nie podziękują. Gwarantuję.

                      Idź na terapię. Masz bardzo dużo do przerobienia z SAMĄ SOBĄ. Powody dla których podtrzymujesz na siłę to małżeństwo są bardzo toksyczne.



            • amb25 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 07:51
              A ja nie rozumiem - dziewczyna jest fajna i sie lubicie a autorka watku chce zerwac kontakt z nia? Ona o niczym nawet nie wiedziala. No, chyba ze autorka jej nie lubi i nie chciala jej mowic tego wprost to wtedy cala ta sytuacja jest to dobrym powodem do zerwania znajomosci.
              Autorka msci sie na calym swiecie. Niech lepiej dokopie mezowi a innych zostawi w spokoju.
    • marie30 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 20:49
      Przyjelas wiarolomnego meza i zdecydowalas z nim zyc dalej a chcesz zerwac kontakty z jego bratem i jego dziewczyna z ktora nawiazalas przyjacielskie kontakty i ktora nic ci nie zrobila? Ja ty sobie to wyobrazasz? Skoro meza przyjelas to nie odcinaj sie od jego brata,bo tak naprawde to nie brat ci oszukiwal i zdradzal a maz. Ta dziewczyna wogole ci nic nie zrobila. I rozumiem oburzenie twojego szwagra bo skoro z mezem zostajesz i decydujesz zyc dalej to chyba mu wybaczylas wiec czemu nie mozesz jego bratu? W jakim celu chcesz opowiadac o tym tej dziewczynie? Po co robisz te projekcje ich przyszlosci? Moze jednak nie podjelas dobrej decyzji, przyszlo ci to do glowy? Nadal jestes pelna zlosci, zalu, czujesz sie upokorzona i konoecznie chcesz kogos ukarac ale nie meza a jego brata. Tyle ze to nie fair i utworzysz bardzo niezdrowa i szkodliwa sytuacje. Jesli nie przerobilas negatywnych uczuc do meza to oznacza ze tak naprawde nie powinnas z nim byc a na pewno nie na tym etapie.
      • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 21:44
        Co do szwagra to problem widze tutaj :

        "Jego odpowiedzią na moje zarzuty i pytanie dlaczego był atak na mnie połączony z obrażaniem
        mnie. "

        Jak Ty sobie Autorko wyobrażasz dalsze kontakty z tym szwagrem ? Zamierzasz go nie wpuszczać do domu czy znosić jego ataki i inwektywy ? Czy kontaktować sie z nim uważając zeby mu czyms nie podpaść i nie narazić sie na ataki i wyzwiska ? W imie czego to znosisz ?

        Dla mnie cała ta sytuacja z rodzina meza byłaby kuriozalna gdyby nie to ze sama miałam meza z jeszcze bardziej walniętej rodziny.
        • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 22:52
          Mam nadzieje ze zabierze głos pani Agnieszka i wypowie sie na temat ciagłego wybaczania tzn tolerowania świństw partnerów życiowych i napisze do czego do prowadzi.





      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 00:39
        Myślę, że żal, złość i negatywne uczucia wobec męża są w tej sytuacji naturalne i chyba czymś dziwnym byłoby, gdyby tego nie było. Męża bzykanie obcej kobiety nie powinno być raczej powodem do radości.
        • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 09:05
          Jasne, ale skoro zdecydowalas sie z nim zostac to chyba te negatywne uczucia juz przerobilas i one nie kieruja teraz twoim postepowaniem, czy jednak tak?
          Czesto jest tak ze otoczenie wie o zdradach ale nie mowi zainteresowanej, powody sa rozne, niechec do wtracania sie i obawa przed byciem tym najgorszym. Wiele kobiet ktore dowiaduja sie o zdradzie od bliskich osob wcale nie jest wdzieczna za bycie poinformowana i reaguje zloscia i agresja w stosunku do informujacego. Burza mija, kobieta i tak wybacza wiarolomnemu i z nim zostaje a ten kto poinformowal czesto staje sie 'wrogiem' takiej pary. Twoj szwagier i koledzy meza byc moze chcieli tego uniknac, wyszli z zalozenia ze i tak sie dowiesz ale woleli zeby nie od nich. Nawet gdybu szwagier nie udostepnil bratu mieszkania to twoj maz i tak by sie bzykal z ta kobieta, to niczego by nie zmienilo. Twoj maz i tak bedzie cie zdradzal,to jest tylko kwestia czasu,brat bedzie zapewne o tym wiedzial,beda wiedziec koledzy i znajomi. Watpie ze ktos ci powie, tak poprostu. Pozostawanie w zwiazku z takim facetem jak twoj maz jest proszeniem sie o klopoty, ludzie sie nie zmieniaja.
          • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:56
            Marie, ale co ty sobie wyobrażasz? że w ciągu tygodnia po zdradzie ma sobie kobieta poukładać wszystko i "wybaczyć" ? Wiesz ile trwa trauma po czymś takim jeśli się żyło w błogiej nieświadomości przez wiele wiele lat wcześniej?
            • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 16:48
              A to minal tydzien od kiedy sie dowiedziala? Serio?
    • eulalia_bardzo_przecietna Re: dylemat moralny (?) 14.08.16, 23:22
      O tym, co bylo przyczyną popsuvis relacji rodzinnych, dziewczyna powinna dowiedzieć sie od brata twojego męża. Nastepnym razem powiedz, ze jej narzeczony doskonale zna cała sprawe i powinien odpowiedzieć na wszystkie jej pytania i watpliwosci.
      • enith Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 05:19
        Jeśli celem kaszubskiej jest, by dziewczyna szwagra się od niej raz na zawsze odczepiła, ten sposób będzie idealny. Nie mam wątpliwości, że szwagier przedstawi narzeczonej piękną historię, co z tego, że od początku do końca wyssaną z palca, wybieli brata i siebie, i tak obrobi bratowej tyłek, że nie tylko narzeczona, ale cała reszta rodziny się od kaszubskiej odwróci.
        • akn82 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 06:50
          Zawsze można spotkać się w wyżej wymienionym towarzystwie. Szwagier się ucieszy że chce się spotkać i na pewno przyjdzie. Szwagierka na pewno zapyta o przyczynę rozluźnienia kontaktów.i wtedy poprosić szwagra o wyjaśnienie . Spotkanie może się odbyć nawet w parku, by zmniejszyć ryzyko kłótni. Może też być super krótkie.

          Moim zdaniem ten dylemat jest w ogóle tematem zastępczym. Jakimś dziwnym rozkmniAnianieM nie tych problemów co trzeba.

          • enith Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 07:21
            > Moim zdaniem ten dylemat jest w ogóle tematem zastępczym. Jakimś dziwnym rozkmn
            > iAnianieM nie tych problemów co trzeba.

            A moim zdaniem nie jest, bo jak zrozumiałam z pierwszego posta, sprawa jest pilna. Narzeczona ponawia kontakty, a ileż razy można zbywać tę dziewczynę, nie odbierać jej telefonów czy ignorować maile. Jak długo bawić się w ciuciubabkę, zwłaszcza z osobą, która absolutnie niczym tu nie zawiniła, a obrywa się jej rykoszetem. Wątek nie jest o małżeństwie kaszubskiej, a o jej stosunkach ze szwagrem i jego narzeczoną. Trzymajmy się więc tematu.
            • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 09:17
              Kaszubska jednak napisala ze calkowicie tych kontaktow nie zerwie bo w koncu to wujek jej corek. Ona chce odsunac szwagra jak najdalej i ograniczyc kontakty do absolutengo minimum,takze z przyszla szwagierka ktora akurat moglaby by byc jej bliska,a jednoczesnie bedzie spac w jednym lozku,jesc przy jednym stole i miec kontakt fizyczny z mezem ktory potraktowal ja nieporownywalnie gorzej niz szwagier. Nie rozumiem takich kobiet,ja bym sie takiego meza/partnera brzydzila,nie potrafilabym mu zaufac zwlaszcza ze nie chodzilo o jednorazowy skok w bok i nie tylko w zdradzie jest problem . A tu prosze, to brat i jego dziewczyna zostali ukarani duzo gorzej.
              • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 11:34
                Mam wrażenie ze Kaszubska sie wstydzi przed szwagierka. Wstydzi sie tego ze zniosła kolejne upokorzenie ze strony męza i udaje ze wszystko ok. Obawia sie ze szwagierka bedzie nią gardzić.
                • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:15
                  Kaszubska szuka winnego,kogos musi ukarac, padlo na brata. Zminimalizowanie z nim kontaktow bedzie radykalnym posunieciem bo przed tem byly bliskie,jego dziewczyna zapewne bedzie probowala dowiedziec sie co jest tego powodem. Albo kaszubska jej powie albo niech szwagier to zrobi ale ziarno watpliwosci zostanie zasiane. Najlepiej chyba byloby zeby sie miedzy nimi popsulo, kara dla szwagra by byla i jakas tam satysfakcja dla kaszubskiej.
                  • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 01:34
                    Gdyby szwagier jej powiedział, to dla mnie byłoby super rozwiązanie. Jednak tak się nie stanie, bo on uważa, że cytuję "jestem p.i.e.r.d.o.l.n.i.ę.t.a na głowę", że robię aferę o głupią zdradę i rozwalam wszystkim życie. Gdy mu powiedziałam, by uważał na to co mówi, bo jego narzeczona może mieć inne zdanie na ten temat, odpowiedział mi, że jestem w.a.l.n.i.ę.t.a i mam się zająć swoimi sprawami. Następnego dnia na komunii mojej córki, której jest chrzestnym, nadskakiwał mi, zagadywał i nie rozumiał o co mi chodzi, że nie mam ochoty z nim żartować.
                    Nie chcę ponosić żadnej odpowiedzialności za to, co między nimi jest, mam dość odpowiedzialności za swoje życie. Nie chcę żadnych pretensji kogokolwiek, zarzutów o wtrącanie się czy intrygi. I nie czuję się w ogóle zdolna do oceniania szwagra wobec jego narzeczonej, sama nie wiem, czy potrafię cenić dobrze swoją sytuację.
                    • enith Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 04:44
                      Zachowanie szwagra po tym, gdy sprawa wyszła na jaw: beznadziejne. Dno dna. Gdyby ktokolwiek powiedział do mnie, że jestem pier-dol-nięta, bo chcę się rozwieść ze zdradzającym mnie mężem i oskarżył MNIE o rozbijanie rodziny z powodu "głupiej zdrady", to niezależnie od okoliczności i więzów rodzinnych byłaby to ostatnia moja rozmowa z tą osobą. Nieodwołalnie.
                      Nie dziwi mnie w ogóle, kaszubska, że oto spuszczasz szwagra po brzytwie. W tej sytuacji to jedyne sensowne wyjście.
        • eulalia_bardzo_przecietna Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 11:45
          Ja zawsze wierze, ze ludzie maja jednak jakis zmysl krytycznej dedukcji i nie lykają jak pelikany historii, ktore nie trzymaja sie kupy. Doszlo do powaznego rozlamu w rodzinie, zauwazyli to wszyscy, atmosfera jest gęsta. Do tak powaznych kłótni nie dochodzi z blachych przyczyn. Jesli brat przedstawi to, w sposob wybielajacy wszystkich dookola, a ze szwagierki robiący nawiedzoną wariatke i dziewczyna w to uwiezy- no cóż, moze nie byla jednak taka fajna i mądra, jak autorka opisuje. Swoją droga mnie tez bardzo uderza przesunięcie calego ciezaru sprawy na relacje z bratem, tym bardziej z jego dziewczyna. To sa drugoplanowi bohatetowie historii, dla mnie dziewczyna brata bylaby ostatnia osobą, o ktorej samopoczucie msrtwilabym sie w zaistnialej sytuacji. Dlatego uwazam, ze powinien z nia porozmawiać jej chlpak, a nie autorka watku. A co in jej powie, to juz jest sprawa miedzy nimi.
    • molly_wither Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 12:45
      Szwagier ma takie same wpojone moralne zasady, co Twoj maz. A wiec sa do siebie podobni mentalnie.Przeciez sa bracmi.wychowywali ich ci sami rodzice:) . A co jesli za pare lat, kiedy bedzie juz malzonkiem obecnej narzeczonej, zrobi to samo z nia ,co jego brat z Toba, czyli ja zdradzi? I Ty sie o tym dowiesz,ale jej nie powiesz? Powiedz jej, mysle, ze to nie wplynie na relacje zakochanych, bo milosc jest slepa. Ale za kilka czy kilkanascie lat ona Ci przyzna racje.
      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 13:07
        A wiec sa do siebie podobni mentalnie. Przeciez sa bracmi.wychowywali ich ci sami rodzice:)

        True! I ja nie wiem, po co jednego karać, a drugiego przyjmować na łono. Przecież obaj to złamasy.
        • marie30 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:09
          No wiec wlasnie. Skoro kaszubska zdecydowala zyc z mezem to inz rodzina powinna a nie tworzy jakies chore uklady rodzinne.
    • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:40
      Nie wyrywaj się do "uświadamiania" dziewczyny, że powinna się rozstać z szwagrem
      ale zwyczajnie bądź z nią szczera i jak zapyta czemu się nie spotykacie to powiedz prawdę:

      "Jesteś blisko problemu więc ci powiem tylko proszę o dyskrecję: Mąż mnie zdradzał a jego brat mu w tym pomagał, krył go, dawał mu alibi a mnie w żywe oczy kłamał gdy pytałam co się dzieje, a gdy prawda wyszła na jaw to jeszcze mnie obrażał. Nie chcę z kimś takim mieć kontaktów, przykro mi, że przez to i z tobą będą ograniczone kontakty bo do ciebie nic nie mam i cię lubię. Ale w tej sytuacji sama rozumiesz moje obecne emocje.. nie są one związane bezpośrednio z tobą ale ze szwagrem"


      Jak dziewczyna pyta - to jej nie zostawiaj z poczuciem że nie chcesz się z nią kontaktować ale nie powiesz jej dlaczego- bo ona może myśleć, że coś sama zawaliła, albo jej szwagier jakieś kity wciśnie w które uwierzy z braku świadomości sytuacji..

      Powiedz prawdę o swojej części historii, ale bez oceniania, doradzania jej, itd.
      • alsk9 Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:51
        I, jeśli masz tyle złych emocji co do całości tej historii i głównie szwagra, to jednak powinnaś się zastanowić czy słusznie zrobiłaś przyjmując męża do domu (no chyba, że wystarczają ci pozory związku, albo finansowo-organizacyjnie ten mąż jest potrzebny i już) ,
        niestety jeśli i mąż i szwagier to takiego typu cwaniaczkowate zakłamane typki, to nie wróżę ci spokoju w małżeństwie, raczej będzie kiepsko nadal,
        tym bardziej z twoimi nieprzerobionymi emocjami złości za zdradę (a jeśli taka jesteś wściekłą na szwagra za krycie męża, to wyobrażam sobie, że na męża jesteś tak wpieprzona, że boisz się te emocje do siebie dopuścić, bo by małżeństwo nie przetrwało).
    • ortolann Re: dylemat moralny (?) 15.08.16, 14:43
      No to jej powiedz. Ona jest dokładnie w Twojej sytuacji. Wyjaśnij sprawę. Twój szwagier jest młody, ale dobro od zła zaczął rozróżniać gdzieś tak, mniej więcej w 7. roku życia i wiedział co robi. Rozumiem, że bratu chciał pomóc udostępniając mu mieszkanie. Ale nie rozumiem kłamstw, które wciskał Ci w żywe oczy.
    • alinka_li Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 13:30
      Zaznaczam, ze nie czytałam całej dyskusji, odniosę się tylko do Twoich dylematów.
      Napisałaś " Jednocześnie gdzieś tam myślę, że nie mam prawa wtrącać się między nich, skoro szwagier nic narzeczonej nie powiedział."
      Stosujesz podwójne standardy: masz żal do szwagra, że nic Ci nie powiedział, a może on myślał dokładnie tak samo jak Ty teraz? Jeśli go potępiasz za to, to teraz sama powinnaś stanąć na wysokości zadania i szczerze wyjaśnić narzeczonej szwagra o co chodzi. Takie unikanie bez rozmowy wprost jest żenujące i żałosne. Jeśli nie chcesz mówić - nie powinnaś mieć również pretensji do szwagra, bo o co? Że nie chciał się wtrącać i psuć relacji między Tobą a mężem?
      Moralność Kalego.
    • rerekum1 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 13:38
      Twój plan pokojowego rozejścia się za jakiś czas skończy się tym, że będziesz obarczona winą za rozstanie. Bo przecież skoro przeszkadza ci zdrada to czemu zostałaś z mężem kiedy wyszła ona na jaw?
      Im więcej czasu minie tym łatwiej będzie się twojemu mężowi wybielić, bo on chciał naprawić ale to ty nie wiadomo czemu chcesz się rozstać. Jego wcześniejsze opisy jednoznacznie wskazują, że nie weźmie tego na klatę jak dojrzały facet, tylko winą obarczy Ciebie, moim zdaniem ułatwiasz mu to zadanie.
      Dowody zdrady masz?
      • pade Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 13:44
        Dokładnie. Zresztą mąż Kaszubskiej już ją obarcza odpowiedzialnością. Z czasem będzie się tylko rozkręcał.
        • yvona73pol Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 15:26
          Ostatnie posty bardzo sluszne.
          Dwa, dziewczyna sie kiedys dowie na pewno. Mozliwe, ze wtedy jak najbardziej bedzie miala zal do watkodawczyni za to, ze zmilczala.
        • marie30 Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 16:49
          pade napisała:

          > Dokładnie. Zresztą mąż Kaszubskiej już ją obarcza odpowiedzialnością. Z czasem
          > będzie się tylko rozkręcał.

          Jesli bedzie go oszukiwac udajac ze chce naprawic malzenstwo to na pewno, corki tez ja oskarza bo dlugo po jego zdradzie nagly rozwod bedzie wina matki.
          • enith Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 18:29
            > Jesli bedzie go oszukiwac udajac ze chce naprawic malzenstwo to na pewno, corki
            > tez ja oskarza bo dlugo po jego zdradzie nagly rozwod bedzie wina matki.

            Widzę to bardzo podobnie. W tej chwili Kaszubska ma w ręku atut, argument za rozwodem: zdradę męża. Ale jeśli zacznie bawić się w ciuciubabkę i udawać, że walczy o małżeństwo, podczas, gdy już podjęła decyzję, że odejdzie od męża, to obarczona winą za rozwód będzie przez wszystkich ona. Już widzę, jak ojciec tłumaczy nastoletnim córkom, że matce odwaliło na starość i na pewno kogoś ma na boku, bo chce rozwalić fajną rodzinę. I tylko tyle Kaszubska ugra swoją szopką. Po co więc te gierki, udawanie i, powiedzmy wprost, oszukiwanie męża, córek i całej rodziny? Dziewczyny zresztą chyba wiedziały, że ojciec wyprowadził się w okolicach komunii jednej z nich z domu na ileś tam tygodni. I widzą teraz, że stosunki między rodzicami są lodowate. Przecież ślepe i głuche nie są. Całe to kłamstwo jest grubymi nićmi szyte i skończy się katastrofą, której da się uniknąć, jeśli Kaszubska zamiast uciekać się do oszustwa wobec całej rodziny, szczerze porozmawia z mężem. Swoją drogą ciekawy wybór strategii przez osobę, która właśnie oszustwo zarzuca mężowi, szwagrowi i znajomym męża.
            • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 16.08.16, 21:30
              Aj tam, przecież to dla dobra dzieci :P I nie, żeby cokolwiek widziały, w końcu to dzieci. I przecież jest w zasadzie normalnie, tylko Kaszubscy się nie całują i tak generalnie na odległość kija. Ale wszystko spoko, nikt się nie domyśli, własne dzieci w szczególności, ot, debilki takie :P
              • ma-ura Re: dylemat moralny (?) 17.08.16, 00:36
                A ja uwazam, ze dziewczyna oszukuje siebie, ze niby chce sie rozwiesc pozniej. A tak naprawde zadnego rozwodu nie bedzie. Maz ja przekona, ze nie ma co wydziwiac i bedzie po staremu. Tyle zniosla z jego strony parszywego zachowania, ze jest zahartowana i zdrada to pikus w tym syfie, ktory jej funduje od dawna.
              • enith Re: dylemat moralny (?) 17.08.16, 02:35
                No właśnie tego nie rozumiem. Trzeba mieć własne dzieci za kompletne ciołki, skoro liczy się na to, że 9-latka i 11-latka nie zauważą, że rodzice prowadzą cichą wojnę. Kaszubska napisała, że wszystko jest po staremu, tylko "nie żartują, nie dotykają się i nie całują". No to przepraszam bardzo, ale tu nic nie jest po staremu. To jest zachowanie obcych sobie osób, które akurat mieszkają pod jednym dachem. Nie wiem, jak trzeba być naiwnym, żeby wierzyć, że dzieci w tym wieku się nie połapią, że coś jest bardzo nie w porządku. Cała ta heca z "przeczekaniem, aż mąż się uspokoi" tylko po to, by się z nim i tak rozwieść, to jest robienie tym dziewczynkom wody z mózgu. No, chyba, że jest dokładnie tak, jak napisała poniżej maura. Że żadnego rozwodu nie będzie, kaszubska po raz kolejny przełknie tę gorzką pigułkę i do końca życia będzie robić dobrą minę do złej gry.
                • yvona73pol Re: dylemat moralny (?) 17.08.16, 06:45
                  Ja mysle, ze corki wiedza doskonale. Ja tez wiedzialam duzo wiecej niz moim rodzicom sie wydawalo, tylko przegryzalam to w sobie I tyle tego bylo, ze wstydzilam sie tego, ze wiem. Wiecie, jestem ten typ, ze jak ktos zrobi jakies swinstwo, to ja sie za te osobe wstydze.
                  Przykladowo jak widzialam kradziez. Chorobliwie niesmiala nastolatka raczej nie krzyczala "zlodziej" niestety :(
                • heniek.8 Re: dylemat moralny (?) 17.08.16, 07:07
                  a jak się dzieci połapią to co?
                  rodzice "nie żartują, nie dotykają się i nie całują" - to jest kluczowy problem?
                  może rodzice mieszkają jak sublokatorzy ale dzieciom nie sądzę że spędza sen z powiek to że się nie całują.
                  no bo jaka jest alternatywa - autorka zabiera dzieci, mieszka jako samotna matka i zaczyna się rozkręcać na dobre : żartuje, dotyka się i całuje
    • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 21.08.16, 23:07
      No więc spotkałam się z dziewczyną, rozmowa nie była zbyt miła i spokojna, wypytywała mnie szczegółowo o wszystko, nie bardzo chciała uwierzyć w to, co się stało. A wieczorem zadzwonił do mnie szwagier z pretensjami, że mszczę się i oczywiście wiązanką pod moim adresem.
      Mam wielką nadzieję, że to była moja ostatnia okazja do kontaktu z całą tą rodziną.
      • enith Re: dylemat moralny (?) 22.08.16, 00:25
        No cóż, dziewczyna dowiedziała się czegoś bardzo niepochlebnego i niepokojącego o mężczyźnie, z którym planuje życie. Trudno jest uwierzyć w takie rewelacje i pewnie trochę wody w rzece upłynie, zanim dziewczyna to na spokojnie przetrawi i wyciągnie z tego jakieś wnioski dla siebie.
        Co do ciebie, to sama doskonale wiesz, że NIE MUSISZ utrzymywać żadnych zażyłych stosunków ze szwagrem, a już z pewnością nie musisz wysłuchiwać wyzwisk pod swoim adresem. Mam wielką nadzieję, że walnęłaś słuchawką w momencie, gdy szwagier zaczął ci wymyślać.
      • fusun1804 Re: dylemat moralny (?) 22.08.16, 01:00
        Trzeba było tej dziewczynie napisać mejla, nie spotykać sie i odpowiadać na szczegółowe pytania.

        Co do szwagra - jesli jeszcze raz zadzwoni to na początku rozmowy włącz dyktafon i gościa nagraj. Jak juz skończy Cie wyzywać to mu ze spokojem oznajmił ze to nagrałaś i jesli Cie nie przeprosi, podasz go do sądu. P
        • molly_wither Re: dylemat moralny (?) 22.08.16, 20:53
          A jak Cie przeprosi to nie kasuj tylko i tak podaj go d sądu. Cyrk na kolkach.
          • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 23.08.16, 22:37
            Myślę, że już nie zadzwoni. Wygadał się, wyżył i tyle. Był pod wpływem alko. Zanim odebrałam wydzwaniał do mnie z 10 razy. Ja mu powiedziałam, że ma do mnie nie dzwonić więcej, nie będę od niego odbierała, bo nie chcę z nim rozmawiać i nie obchodzą mnie jego problemy.
            • enith Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 05:03
              Kaszubska, a co na te telefony szwagra z wyzwiskami mówi twój mąż? Reaguje? Czy znowu jesteś z problemem sama, a mąż ma to głęboko gdzieś?
              • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 22:47
                On nie wie o tym. Nie mówiłam mu, bo nie widzę sensu. Szwagier ma swój rozum, nie musi mu nikt tłumaczyć, jak nie powinien zachowywać się przyzwoity człowiek.
                Gdy teściowa mnie zjechała, to mąż powiedział, że mam jej nie słuchać, mam ją olać, on nie odpowiada za to co ona wygaduje i on nic mi nie poradzi na to, że ma głupią matkę. Ale to była inna sytuacja, bo on sam zachował się jak skończony głupek, doprowadzając do sytuacji, że jego matka dowiedziała się o tym, co się stało.
      • panizalewska Re: dylemat moralny (?) 22.08.16, 10:34
        No i dobra, przełknęłaś żabę. Nie daj się obrażać.
        Zdrada to też obrażanie jest, wiesz? Ale tu nikt Cię nie przekona, idziesz w bagno
    • julita165 Re: dylemat moralny (?) 22.08.16, 17:05
      Oczekiwałaś od brata męża ucziwości to wykaż się tym samym. Może nie musisz lecieć sama z siebie do tej jego dziewczyny i opowiadać co się stało ale skoro ona pyta to ja bym szczerze powiedziała o co mi chodzi. Przynajmniej relacje z nią będziesz miała wyszczyszczone. A co ona zrobi z tą wiedzą to już jej problem. Temu bratu też bym odpuściła. Wybaczyłaś męzowi to wybacz i jemu. Rozumiem że problem polega na tym, że on nie chce przyznać się do błędu, że pewnie twoja reakcja byłaby inna gdyby się pokajał, tłumaczył, przepraszał. Nie to nie, zachowałabym formalne relacje żeby nie było że np. przy jakiejś rodzinnej uroczystości nie usiądziesz z nim przy jednym stole choć oczywiście nie byłabym już taka otwarta i serdeczna jak opisujesz. Może po dłuższym czasie odbudowałby zaufanie.
    • wuika Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 20:47
      Wybacz, ale zobowiązania wobec Ciebie miał i ma Twój mąż, a nie brat Twojego męża. Zarzut o oszustwo i łamanie zasad przyzwoitości powinnaś wobec niego kierować. Poza tym, lojalność bardziej należała się Twojemu mężowi, a nie Tobie - to patrząc po bliskości relacji. Wygląda to tak, że winę swojego męża chciałabyś zrzucić na kogoś innego, bo zapewne łatwiej poradzić sobie z tym, że to jeszcze ktoś inny był tym złym, a nie mąż, z którym zdecydowałaś się rozstać.
      • kaszub-ska Re: dylemat moralny (?) 24.08.16, 22:54
        Ktoś, komu wiele razy pomagałam, kto jest mi bliski od wielu lat nie jest zobowiązany do tego, żeby być uczciwym, nie kłamać prosto w oczy? Szwagier zrobił to samo, co mój mąż.
        Lojalność wobec brata nie polega na udostępnianiu mieszkania do bzykania z obcą laską i rób co chcesz, mnie nie obchodzi, co się stanie dalej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka