tusia163
09.05.07, 14:30
Witam, jestem szczęśliwą żoną i mamą. Moim problemem są rodzice męża. Z Jego
mamą nie przypadłam sobie do gustu już podczas pierwszej wizyty. Do tej pory
słyszę w moich uszach jej słowa - nie odbieraj mi syna. Byłam bardzo
zakochana i cały czas tłumaczyłam sobie, że to nie z nią będę mieszkać i żyć.
Pobraliśmy się. Rok po ślubie zrobiła mi ni stąd ni zowąd wielką awanturę,
było to w jej domu w obecności mojego męża, który nie stanął w mojej obronie.
Ja wysłuchałam wszystkiego i płakałam. Nie odezwałam się słowem, choć w ogóle
nie zgadzałam się z tym co wygadywała. Przybrałam rolę ofiary. A teściowa po
wyrzuceniu z siebie wszystkiego zaczęła zachowywać się jakby to nie miało
wcale miejsca. Po tym zajściu przez pewien czas nie odwiedzałam rodziców
męża. Czułam się mocno poniżona i urażona. Po pewnym czasie będąc w ciąży
poczułam, że wypada mi ich jednak odwiedzić. Wizyta odbyła się jakby nidgy
nic nie zaszło. Urodziłam dziecko i teściowa była najszczęśliwszą osobą na
świecie. Tak przynajmniej wszystkim oznajmiała. Ale to były tylko i wyłącznie
słowa. Żadnych gestów. Podczas naszej wizyty z maleństwem śmierdziało jej w
łazience pieluchami. Robiła jeszcze inne przytyki. A ja i mąż jak zwykle
udawaliśmy, że tego nie słyszymy. Nasze kontakty ustały. Poza tym mieszkamy
daleko od siebie. Oni nawet do nas nie telefonują. Nie znają swojej wnuczki.
Nie przyjechali nawet na moje osobiste zaproszenie na jej pierwsze urodzinki.
Na drugie też cisza. Mój mąż źle się z tym czuje, a mnie chyba tak wygodniej.
Ale wiem, że to chora sytuacja. Co zrobić by było lepiej?