petitvika
19.11.07, 22:55
przeszło miesiąc temu odkryłam że mąż miał romans i to z kimś kto
zawsze wzbudzał we mne największe emocje niemalże zazdrość-z byłą
narzeczoną, z którą był przez 7 lat. Romans trwał ponad 3 mies. i
mimo że był oparty w dużej mierze na korespondencji e-mail, to
doszło między nimi kilka razy do zbliżenia.
Nie umiem sobie z tym poradzić głównie dlatego, że dalabym sobie
rękę uciąć że on mi tego nigdy nie zrobi. Kocham go ale coś się
zmieniło, za bardzo go kochałam i ufałam. Teraz stracił zaufanie i
wie że długo nie będę mu ufać o ile nie zawsze. Jestem na etapie że
nie wiem czy powinnam odejść czy zostać. Moja wizja małżeństwa była
tak wyidealizowana, że nie dopuszczałam myśli że to się stanie, nie
mi... nie z nim...Teraz gdy wiem o wszystko co się stało strasznie
rozdrapujen w sobie te rany: bolało, że kupil jej bizuterię,
bieliznę, że był z nią w naszej sypialni, że zabrał na romantyczny
weekend(pociesza mnie myśl że gdy raz zaplanowali zbliżenie to
akurat miala okres) pociesza mnie myśl, że on jej mówił że kocha
mnie a z nią popełnił błąd i wiem, że tak było, widzę jak teraz
żałuje i widzę że jest w stanie zrobić dla mnie wszystko ale nie
wiem czy tego chcę. Przechodzę etapy wybaczenia i planów wyjazdu
stąd na koniec świata, studiujemy oboje warunki wizowe i możliwości
pracy za granicą a następnego dnia mam kryzys i wydaje mi się że za
bardzo mnie zranił, za bardzo zbeszcześcił wszystko co bylo nasze i
świadomość że ona była dla niego tylko chwilowym pocieszeniem, gdy
nasz związek przechodził poważny kryzys, mimo, że sam zakończył
znajomość i powiedział jej że jestem najważniejszą kobietą jego
życia to ta świadomość nie pomaga. Otrzymalam największy cios w
życiu od kogoś dla kogo zostawiłam wszystko więc teraz, gdy on chce
zostawić dla mnie wszsytko i wyjechać nie czuję pocieszenia tylko to
jak bardzo on nie doceniał mojego gestu. Łatwo odejść, bo nie mamy
dzieci ani nawet dóbr materialnych do podziału, przeraża mnie fakt
powrotu do rodziców, ale wiem że tam będę szczęśliwa tylko nie wiem
czy powinnam odejść nie wiem czy ten romans nie wyda mi się po
latach czymś co moglam wybaczyć i zacząć z nim nowe życie. Nie wiem
czy nowe życie będzie lepsze mimo, że on jest o tym święcie
przekonany, nie wiem czy nie odrzucam miłości mojego życia i nie
wiem czy nie jestem jego miłością życia, o czym mnie zapewnia.
Po etapie obrzydzenia do jego ciała, mogłam kochać sie z nim tylko
pod wpływem alkoholu ale za bardzo go kocham aby go odrzucić i mimo,
że niejestem przekonana o tym że powinnam z nim być to teraz kochamy
się bez przerwy tak jak nigdy wcześniej... Chyba traktuję łóżko jako
sposób odreagowania tego stresu w któym żyję, nie mogę jeść ani spać
on marzy o dziecku i wiem że żałuje ale ja nadal ne umiem sobie
poradzić z tym co zrobił i jestem zawieszona w przestrzeni i czasie.
Byliśmy na terapii małżeńskiej ale dopóki ja nie zadeklaruję, że
chcę ratować to mażeństwo terapeuta nie może nam pomóc... nie wiem
co robić.. Czy ktokolwiek przeżył taki koszmar?