19.11.07, 22:55
przeszło miesiąc temu odkryłam że mąż miał romans i to z kimś kto
zawsze wzbudzał we mne największe emocje niemalże zazdrość-z byłą
narzeczoną, z którą był przez 7 lat. Romans trwał ponad 3 mies. i
mimo że był oparty w dużej mierze na korespondencji e-mail, to
doszło między nimi kilka razy do zbliżenia.
Nie umiem sobie z tym poradzić głównie dlatego, że dalabym sobie
rękę uciąć że on mi tego nigdy nie zrobi. Kocham go ale coś się
zmieniło, za bardzo go kochałam i ufałam. Teraz stracił zaufanie i
wie że długo nie będę mu ufać o ile nie zawsze. Jestem na etapie że
nie wiem czy powinnam odejść czy zostać. Moja wizja małżeństwa była
tak wyidealizowana, że nie dopuszczałam myśli że to się stanie, nie
mi... nie z nim...Teraz gdy wiem o wszystko co się stało strasznie
rozdrapujen w sobie te rany: bolało, że kupil jej bizuterię,
bieliznę, że był z nią w naszej sypialni, że zabrał na romantyczny
weekend(pociesza mnie myśl że gdy raz zaplanowali zbliżenie to
akurat miala okres) pociesza mnie myśl, że on jej mówił że kocha
mnie a z nią popełnił błąd i wiem, że tak było, widzę jak teraz
żałuje i widzę że jest w stanie zrobić dla mnie wszystko ale nie
wiem czy tego chcę. Przechodzę etapy wybaczenia i planów wyjazdu
stąd na koniec świata, studiujemy oboje warunki wizowe i możliwości
pracy za granicą a następnego dnia mam kryzys i wydaje mi się że za
bardzo mnie zranił, za bardzo zbeszcześcił wszystko co bylo nasze i
świadomość że ona była dla niego tylko chwilowym pocieszeniem, gdy
nasz związek przechodził poważny kryzys, mimo, że sam zakończył
znajomość i powiedział jej że jestem najważniejszą kobietą jego
życia to ta świadomość nie pomaga. Otrzymalam największy cios w
życiu od kogoś dla kogo zostawiłam wszystko więc teraz, gdy on chce
zostawić dla mnie wszsytko i wyjechać nie czuję pocieszenia tylko to
jak bardzo on nie doceniał mojego gestu. Łatwo odejść, bo nie mamy
dzieci ani nawet dóbr materialnych do podziału, przeraża mnie fakt
powrotu do rodziców, ale wiem że tam będę szczęśliwa tylko nie wiem
czy powinnam odejść nie wiem czy ten romans nie wyda mi się po
latach czymś co moglam wybaczyć i zacząć z nim nowe życie. Nie wiem
czy nowe życie będzie lepsze mimo, że on jest o tym święcie
przekonany, nie wiem czy nie odrzucam miłości mojego życia i nie
wiem czy nie jestem jego miłością życia, o czym mnie zapewnia.
Po etapie obrzydzenia do jego ciała, mogłam kochać sie z nim tylko
pod wpływem alkoholu ale za bardzo go kocham aby go odrzucić i mimo,
że niejestem przekonana o tym że powinnam z nim być to teraz kochamy
się bez przerwy tak jak nigdy wcześniej... Chyba traktuję łóżko jako
sposób odreagowania tego stresu w któym żyję, nie mogę jeść ani spać
on marzy o dziecku i wiem że żałuje ale ja nadal ne umiem sobie
poradzić z tym co zrobił i jestem zawieszona w przestrzeni i czasie.
Byliśmy na terapii małżeńskiej ale dopóki ja nie zadeklaruję, że
chcę ratować to mażeństwo terapeuta nie może nam pomóc... nie wiem
co robić.. Czy ktokolwiek przeżył taki koszmar?
Obserwuj wątek
    • wiktoria161096 Re: zdradzona 19.11.07, 23:30
      ja tez mam problem z mezem powiedz jak znalesc kogos kto pomoze nam
      z zewnatrz jakie instytucje tym sie zajmuja
      • petitvika Re: zdradzona 20.11.07, 17:56
        my byliśmy w synapsis w Warszawie, ale myślę że jeśli nie jesteś stąd to
        znajdziesz taki namiar w necie. Powodzenia!
    • matrix-79 Re: zdradzona 20.11.07, 13:29
      Witajcie, ja przezylam to samo kilka lat temu tylko ze nie z mezem a
      z narzeczonym. zdradzil mnie po 5 latach (zdradzal przez pol roku).
      ja to czulam, ale udawalam ze nic sie nie dzieje. odeszlam od niego
      mimo ze czulam dokladnie to samo - moglabym nawet przekleic to co
      napisalas. boisz sie przyszlosci nie wiesz jaka bedzie itd. nikt Ci
      tego nie powie, ale jedno wiesz na pewno- on Cie zdradzil i nigdy
      tego nie zapomnisz. i bedzie to wracalo wracalo...przy roznych
      okazjach, swietach, rocznicach, urodzinach...nigdy tez nie bedziesz
      miala do niego zaufania - tego jestem pewna. jesli za 10 lat
      wyjedzie w delegacje - obudzisz sie w srodku nocy i zastanowisz co
      teraz robi i czy z nowu Cie nie zdradza. ja tego nie chcialam, choc
      probowalam wybaczyc i zyc daelej. ale dzis juz wiem ze to
      niemozliwe. zastanawisz sie czy to milosc twego zycia i on Cie tez o
      tym zapenia. ja zadalam sobie kiedys pytanie czym dla mnie jest
      milosc - i napewno nie jest miloscia to co maz czuje /czul do
      Ciebie..nawet jesli mieliscie kryzys (chyba ze ustaliliscie ze
      jestescie w separacji, odzielnie zamieszkacie i zgadazcaie sie na
      poszukiwania innego partnera). milosc = szcunek dbanie o druga osobe
      o to by byla bezpieczna spokojna zdrowa szczesliwa...on chyba Ci
      tego nie zapewnil. nie jestem jakas mega zwolenniczka typu "rzuc go
      to swinia zdradzil Cie zakoncz to"...nie o to mi chodzi. uwazam po
      prostu ze nie da sie o tym zapomniec i zwsze to bedzie wracalao i
      nie zbuduje to wydarzeenie silnych mocnych wiezi miedzy wami. nie
      wierzez ze zdrada scala malzenstwo...owszem kryzysy, klotnie -
      buduja...zwlaszcza jesli sie je przetrwa, ale zdrada nie. ja mam
      bardzo silne poczucie wlasnosci -jesli mozna tak pwioiedziec w
      stpsunku do swego meza...i na sama mysl ze inna kobiete by dotykal,
      kupowal jej cos, a nawet spal w jednym lozku, spedzal czas i wogole
      o sexie nie wspomne...to lzy naplywaja mi do oczu...co do twego sexu
      teraz z mezem - mysle ze podswiadomie chcesz pokazac udowodnic ze
      jestes lepsza od niej i ze on nalezy do Ciebie w tych chwilach
      lozkowych na milion %....nie mam prawa by Ci radzic, ale ja bym
      odeszla mimo strachu przed samotnoscia i nieznana przysloscia. tak
      zrobilam i dobrze na tyum wyszlam. teraz mam cudownego meza i
      sliczna corenke...wiem ze wtedy dobrze postapilam. nie wyobrazam
      sobie miec dziecka z osoba ktora Cie zdradzila...pamietaj ze dziecko
      wszystko komplikuje i jesli zdrada sie powtorzy...drama bedzie
      wiekszy i to dla 3 osob. nie doradzam separacji na jakis czas, bo to
      niczego nierzowiazuje tak samo jak poradnia. bol i cieprinie jest w
      Tobie i tego nic nie zmieni. i jeszce jedno - jesli wierzysz w
      przeznaczenie czy jakakolwiek sile wyzsza...jesli jestescie sobie
      pisani, przeznaczeni i to jest wlasnie Twoja druga polowka
      pomaranczy to nawet jesli odejdziesz to los i tak Cie z nim
      polaczy...jesli tak ma byc.
      Trzymaj sie
      • luka76 Re: zdradzona 20.11.07, 17:08
        Wszystko to co powidziala Matrix jest prawda. Sama to przechodzilam i nigdy ale
        to przenigdy nie zaufalabym takiemu facetowi.Kazde jego wyjscie lup pozniejszy
        powrot bedziesz traktowala jako kolejna zdrade - to koszmar, zniszczysz sobie
        zdrowie i poczucie wlasnej wartosci - ja odeszlam i nie zaluje. Powodzenie i
        posdrawiam.
    • echo1111 Re: zdradzona 21.11.07, 10:54
      Myślę, że rozwód to zbyt poważna decyzja żeby ją podjąć tak szybko i
      pod wpływem rozgoryczenia. Wiem, że Ci ciężko i wiele dałabyś żeby
      cofnąć czas, żeby to się nie stało ale jednak stało się i trzeba żyć
      dalej. Ja będąc na Twoim miejscu chyba dałabym szansę temu związkowi
      z małym zastrzeżeniem - daję sobie rok ale jesli okaże się że po
      roku nadal cierpię, nie potrafię zaufać i męczę się w tym związku -
      wtedy podjęłabym decyzję o rozwodzie.
    • chusteczka_only Re: zdradzona 21.11.07, 11:44
      ja zdradzona nigdy nie byłam...więc nie wiem jak to jest! wszyscy tu sugerują, że po zdradzie żyć wspólnie nie można, ja jednak znam osobę która wybaczyła zdradę, są małżeństwem do dziś i są szczęśliwi (wiem o tym!)...więc może jednak się da ;)
      • matrix-79 Re: zdradzona 21.11.07, 14:26
        czy sie da wybaczyc i zyc dalej...? to zalezy od konstrukcji
        psychicznej i wielu wileu innchy czynnikow np wychowania, to jaki
        sie mialo dom rodzinny, jakie ma sie zasady i wartosci itd....osoby
        zdradzonej. ja znam malzenstwo ktore zdradza sie wzajemnie i oboje
        przymykaja na to oko wybaczaja, obiecuja poprawei po latach znowu
        ktoremus sie cos przydarza itd...zalezy w co wierzymy i co
        wyznajemy. jesli ktos lamie przysiege (a jesli jest sie wierzacym i
        slub jest koscielny) to nie mozna ufac takiej osobie. oczywiscie
        zdania moga byc 2, zostac i wybaczyc, lub odejsc....zwolennikow i
        przeciwnikow moze byc tyle samo. zalezy jaka jestes kobieta...czy
        autorka watku jest obecna?
        • petitvika Re: zdradzona 21.11.07, 15:14
          jestem, czytam wasze opinie(za które bardzo dziekuję) i próbuję
          podjąć jakąś "mądrą" decyzję. Widzisz nawiązując do religii, to
          chyba mi jej troszkę brakuje, wszak prawdziwy chrześcijanin
          przebacza nawet wrogowi a ja nie umiem mężowi. W tym przypadku nie
          chodzi o przymykanie oczu, chodzi o szczere wybaczenie a mnie to
          nadal za bardzo boli i nie wiem czy ból minie kiedykolwiek.
          • tamara76 Re: zdradzona 21.11.07, 15:37
            ja zdradzona zostałam dwa razy to wiem,raz gdy nie bylismy jeszcze
            małżeństwem jakieś 8 lat temu, potem kolejny raz 5 lat temu. O tej
            drugiej zdradzie dowiedziałam się 3-4 m-ce temu, na własne
            życzenie,szukałam dziury w całym,byłam nieszczęśliwa w związku i
            szukałam czegoś co mi pozwoli odejść.
            Dowiedziałam się , w zasadzie ktos potwierdził coś co czułam ale
            nigdy nie wierzyłam bo to coś co wydawało. się nierealne.
            Upadłam i do dziś nie mogę się pozbierać.
            Ani odejść ani zostać.Tkwimy w jakieś czarnej dziurze, obydwoje
            cierpimy.Ja wiem co w mężu mi sie nie podoba , on widzi to wszystko
            inaczej, nie daje czasu na wybaczenie, twierdzi że i tak go zostawię
            lub mówi MY zrobimy to, MY zrobimy tamto.
            Moje uczucia do niego wyparowały,została rozpacz , myśl o rozstaniu
            jest tak trudna ze wzgledu na dzieci i inne zobowiązania i
            oczywiście na to, że go skrzywdzę jak odejdę , że cierpimy kazdy
            osobno a nic do przodu nie idziemy.
            Trudny temat, smutne jest to że mamy być wzorem dla dzieci a jaki to
            wzór,dzięki za takich rodziców. Boje się o ich wychowanie, dlatego
            chciałabym mieć ten temat za sobą.
            Mogę dla nich dużo, ale nie wiem czy pokochać kogoś tak bardzo
            zranił.
            Jeśli zacisnę zęby i bedę udawać, że jest ok ,a nie będę tak czuła
            to ta sytuacja mnie zniszczy.

            Żałuję wielu rzeczy jakie zrobiłam w życiu ale nikogu nie życzę
            zdrady bo to najgorsze co może być .
            • lobuz.z1 Re: zdradzona 13.01.08, 03:02
              "myśl o rozstaniu
              jest tak trudna ze wzgledu na dzieci i inne zobowiązania i
              oczywiście na to, że go skrzywdzę jak odejdę "



              nic go nie zaluj, tylko zabierz mu dzieci i koniec
              co ty sie przejmujesz? jak ty chcesz to zpomniec, skoro masz go w
              domu caly czas?
              Nie szkoda ci zycia? Nie ma dowodow na nagrody i niebo po smierci.
              Sa natomiast powazne przeslanki, ze nasze zycie jest dosc krotkie i
              jest tylko jedno.
              marnujesz sobie kobieto zycie, bo myslisz o tym caly czas, zzera cie
              to, a powinnas myslec juz o kolejnym zwiazku i co zrobic z dziecmi.
              odejdz od niego. najwyzszy czas wydoroslec i zaczac zycie na nowo.
          • matrix-79 Re: zdradzona 21.11.07, 15:53
            ja jestem wierzaca, po tamtych wydarzeniach w moim zyciu, pojechalam
            do czestochowy z zamiarem wyspowiadania - nie bylam przez kilka lat.
            zamknelam sie w takim fajnym spowiedniku i rozmawialam pond 45 min.
            ksiadz / czy ojeciec powiedzial mi ze musze prawdziwie wybaczyc temu
            czlowiekowi bo jak nie to ten zal i zadre przeniose na dlasze zycie
            i dalszych partnerow . niestety nie wybaczylam do dzis...i czesto
            moj maz placi cene za tamtego....(nie wolno tu przeklinac prawda?;))
            czesto podwazam to co mowi, podswiadomie boje sie ze klamie, na
            poczatku balam ze rowniez zdradza...lata mina nim zapomne lub
            wybacze tamtemu. nie wiem jaka jestes kobieta ile masz lat i jaki
            masz kodeks zasad i system wartosci...napisz cos wiecej o sobie. ja
            wiem jedno -subiektywnie, po zdradzie nie ma zycia we dwoje,
            szacunku, bezgranicznej i bezinteresownej milosci....ale muszisz
            sama przetrwaic to wszystko w glowie najlpeije wyjechac na dzien
            moze dwa...wypisac pyatnia na kartce odpowiedziec na nie szczerze ,
            moze nawet schowac je do pudelk ai wyjac za kilka lat - bez wzgledu
            na to czy z nim zostaniesz czy nie...pamietaj ze jestes o tyle w
            komfortowej sytuacji ze nie macie dzieci...
            • petitvika Re: zdradzona 21.11.07, 16:35
              już wyjeżdzałam i wracałam i to nic nie zmieniło, zdrada zawsze była
              i jest dla mnie czymś podłym i obrzydliwym. Nie spodziewałam sie że
              spotka mnie właśnie od niego, chyba źle go oceniłam. Najgorsze jest
              to, że go kocham..Ale czy miłość to powód by być razem skoro nie ma
              zaufania? Łatwo odejść ale czy powinnnam? czy będę żałować? czy będę
              szczęśliwa gdy zostanę? Nie wiem czy ochłonę i przestanę to
              wszystko tak przeżywać, czy ten stan zostanie we mnie na zawsze?
              mam 31 lat i planowaliśmy teraz dziecko ale w tej sytuacji to jest
              niemożliwe.
              • sunrise2006 Re: zdradzona 22.11.07, 20:50
                a , dopiero teraz przeczytałam, ze 31 lat masz. (a gdzieś już
                napisałam - czy 32, czy 34. o, ale trudno raptus ze mnie. 31 lat to
                nie jest dużo!!!!!!!!!!!!!!!!!! ja mam koleżankę, która ma 34 i
                dalej liczy na t, ze spotka kiedyś tego jej jedynego i będzie miała
                rodzinę. Proszę cię ja sama już do 30 dobiegam, a sie rozwiodłam. Bo
                co, miaam w tym się źle czuć??? za jaką cenę!
    • so1anka Re: zdradzona 21.11.07, 18:42
      Witaj

      Doskonale wiem, co czujesz.
      W takiej sytuacji, gdzie nic Was już nic nie łaczy oprócz Twojego sentymentu,
      zastanów się dobrze nad ogrzewaniem sobą tafli lodu.
      Twoje uczucia w takiej sytuacji spowoduje tylko zapadnięcie się pod lód.Nikt nie
      zdradza, gdy kocha i zdrada męża wyraźnie okazała prawdziwe jego uczucie do Ciebie.
      Jesteś młodą elokwentną i wrażliwą osobą, szanuj sama siebie i swoje życie;
      szkoda Ciebie na marnowanie życia przy boku oszusta i tchórza.

      Zastanów się, skąd wzięło się jego skamlanie?
      Myślę,że jest także przerażony-ale konsekwencjami wydania się kłamstw. Boi się
      odrzucenia przez wspólnych znajomych, może mordobicia od Twojej rodziny,
      kosztów, i jednak statusu rozwodnika.
      To nie jest przyjemne- w naszym społeczeństwie to nic miłego.
      Co poradziłabyś siostrze, gdy młoda piękna wykształcona ambitna przedstawiłaby
      Ci rozwodnika?
      Szanuj się i nie zbieraj śmieci-bo to śmieć.
      • petitvika Re: zdradzona 21.11.07, 20:01
        dziekuję za miłe słowa względem mojej osoby, niestety nie jestem
        wrażliwa, moja cecha to nadwrażliwość więc często cierpie z tego
        powodu- tak jest i teraz. Nasz śłub to był błąd i żałuję tego czasu,
        który poswiecilamm czekając az bedziemy mogli stać sie rodzicami,
        nie docenil że czekalam, natomiast jak tylko stało sie to realne
        poszukał kogoś innego. Szkoda, że nie jestem juz młoda- tego
        najbardziej mi szkoda....
        • gooochab Re: zdradzona 21.11.07, 20:29
          Długo zastanawiałam się, czy pisać, czy to jest na temat. Sama nie wiem, czy
          moja historia ma tu coś do rzeczy...
          Ja zostałam zdradzona przez mojego męża 7 lat temu- zaczęliśmy dopiero się
          spotykać- po miesiącu lub 2 spotkań musiałam wyjechać. I wtedy sie to stało...
          Pamiętam jak mi o tym powiedział- to był szok. Nie wierzyłam, po prostu nie
          wierzyłam jak mógł mi to zrobić, wiedząc, że jestem po rozstaniu z tej właśnie
          przyczyny. Bardzo żałował- naprawdę szczerze. Wierzyłam mu, że nie chciał, że
          był po alkoholu, że żałuje, że błaga o przebaczenie itd. To było naprawdę
          szczere, ale nie potrafiłam z nim rozmawiać o tym. Płakaliśmy oboje,
          rozmawialiśmy i tak wkoło.

          Tylko, że ja nie chciałam już. Decyzja była dla mnie o tyle łatwa, że byliśmy ze
          sobą bardzo krótko, bardzo go kochałam, ale myślę, że nie poradziłabym sobie z
          tym, gdybym postanowiła zostać z nim.

          Po ponad roku sama zadzwoniłam do niego- wtedy już poradziłam sobie ze sobą samą
          i z tym bólem. On czekał cały czas na mnie, ja zdecydowałam, że chciałabym się
          spotkać- żeby pogadać- zawsze mnie rozumiał i był dla mnie kimś szczególnym.
          Spotkaliśmy się- i tak krok po kroku miłość odżyła. Ja mu wybaczyłam, naprawdę.
          Samotność i czas mnie uleczyły i dały siłę.
          Dziś jesteśmy półtora roku po ślubie, jestem w 6. miesiącu ciąży. Bardzo żadko
          myślę o tamtym. Wybaczyłam mu, wiem napewno, że mnie nie zdradzi- jestem pewna.
          Pamiętam o tym, ale jeśli o tym myślę, to bez żalu i rozpaczy. Potrafimy o tym
          rozmawiać, mamy wiele rozmów za sobą na ten temat, wiesz ja nawet potrafiłam o
          tym kiedyś zażartować.

          Ale ta zdrada zdarzyła się na początku związku, nie wiem jak myślałabym będąc
          zdradzoną teraz np.

          Wiem jednak, że to można wybaczyć- ale potrzebujesz czasu i dystansu- tak jak ja
          potrzebowałam.
          Pamiętaj jednak, że nigdy o tym nie zapomnisz- nigdy. I nie możesz się do tego
          zmusić. Ja sama zdecydowałam o tym, że chcę jeszcze raz spróbować.

          Potrzebujecie szczerej rozmowy- na spokojnie. Będzie bardzo trudna, ale dopiero
          wtedy będziesz mogła zdecydować.
          • petitvika Re: zdradzona 21.11.07, 20:42
            bardzo Ci dziękuję:) wiesz moja sytuacja jest o tyle podobna do
            Twojej, że ja wiem że on juz tego nie zrobi i rozmawiamy o tym caly
            czas i czuję, ze jest szczery tak samo jak czułam przez tamten
            okres, ze coś jest nie tak (tylko, nie przyszla mi do głowy zdrada
            Bardzo potrzebuję odpocząć od tego miejsca(nadal czuję sie obco w
            jego mieście i wśród jego rodziny). Zdaję się na czas, nie wykluczam
            niczego, bo w zasadzie nic innego mi teraz nie pozostaje... ale tak
            go kocham, że gdy ja się pakuję a on płacze to mi serce pęka...nie
            umiem plakać z tego powodu, nie mogę spać, schudłam z 10 kg ale nie
            umiem się wypłakać... po prostu mi żal
            • gooochab Re: zdradzona 21.11.07, 21:41
              nie umiem Ci poradzić, to jest strasznie trudne. Ja potrzebowałam dużo czasu,
              ale nie mogłam byc wtedy w jego pobliżu. W ciągu tego roku spotkaliśmy się kilka
              razy, przypadkiem. Poszliśmy na piwo, spacer i to wszystko, nie było następnych
              spotkań. Nie był moim mężem, więc nie musiałam decydować od razu (prawie).
              To bardzo dobrze, że mu wierzysz. Zastanów sie, czy będziesz potrafiła mu
              zaufać. Ja Potrafię ufać mojemu mężowi, chociaż czasem najdzie mnie myśl, że
              może czasem ktoś za bardzo mu się podoba... ale to chyba ta zdrowa zazdrość, nie
              jestem podejrzliwa, nie sprawdzam kieszeń, smsów, maila. Pozwalam zatańczyć z
              obcą dziewczyną i nie jestem zazdrosna. Ufam mu i wiem, że tego nie zrobi drugi
              raz. Taka pewność jest konieczna, pamiętaj o tym.
        • matrix-79 Re: zdradzona 22.11.07, 09:05
          jestes mloda!! ja mam 29 lat i roczna corke i tez czesto mam powazne
          doly i zalamania, ale pamietaj jestes mloda!!! moja mama poznala
          milosc swego zycia w wkieku 52 lat ( ja poznalam ja przez internet)
          sa razem od 2 lat przezywaja druga mlodosc, jezdza zwiedzaja,
          uzadzaja mieszkanie, wczoraj kupili nawet komputer i podlaczyli
          interent beda sie razem uczuc...mama jes taka szczescliwa (cale
          zycie miala bardzo bardzo ciezkie - smierci 1 meza, rozwod z 2 ).
          powiedz mi jeszcze czy wiesz zjakiego powodu rzucil sie w wir
          romansu? bo to chyba zawsze musi byc cos nie tak....i czasami powod
          tez moze miec znaczenie.
          • petitvika Re: zdradzona 22.11.07, 14:12
            ja moją też poznałam przez net, jakieś 7 lat temu. Niecałe 4 mieszkamy razem a
            po ślubie jesteśmy 2 lata i 4 mies. Na początku, gdy kontakt był głównie netowy,
            a spotykaliśmy się w weekendy wszystko było idealnie, potem zaczęły sie problemy
            głównie na gruncie ja-teściowie, gdyż nie byłam skora do realizacji ich
            fanaberii i pomysłów na nasze życie, a mąż miał zerową w stosunku do nich
            asertywność. A propos asertywności to powiedział mi, że gdyby miał większą to
            nie doszłoby między nim a kochanką do zbliżenia i nawet mu wierzę, ale co z
            tego? Zdradził a ja nie zapomnę...
            Powód zdrady jest dość prozaiczny- brak porozumienia. Ja mówiłam że mi się nic
            nie chce jak go nie ma, a jego nie było bo mi sie nic nie chciało i w pewnym
            momencie sie minęliśmy. Przełomem był wyjazd na narty, gdzie w dniu wyjazdu
            dowiedziałam sie że jedziemy z teściową a pod opieką mamy jeszcze jego młodszego
            brata i tego typu akcje nie były rzadkością:( Przestało mi sie cokolwiek chcieć
            bo nie miałam już siły do walki z wiatrakami...rzuciłam pracę i wcale jej nie
            szukałam bo nie widziałam sensu w tym związku, on natomiast spotkał swoją miłość
            sprzed lat, która go poprowadziła za rączkę...wprost do naszego łóżka...
            Popadłam w bezsilność a może nawet depresję i kisiłam się z tym sama od marca a
            on nie umiał mi pomóc, chociaż próbował
            • matrix-79 Re: zdradzona 22.11.07, 14:25
              czyli moim zdaniem problem byl przed owa zdrada i to juz wtedy
              pewnie sie zastanawialas czy udana z Was para. coz nie ma co plakac
              nad rozlanym mliekiem. wiem tez ze nie pomoga Ci teksty typu wez sie
              w garsc, glowa do gory itd. muszisz zrobic rachunek sumienia i
              podjac jakies decyzje! jesli nie podejmiesz, marazm moze
              Cie "zabic". czasem lepiej zrobic krok w tyl....jesli nie idziesz do
              przodu do sie cofasz....Powodzenia. i napisz moze za jakis czas jak
              sie sprawy maja.
              • petitvika Re: zdradzona 22.11.07, 18:41
                nie tyle byliśmy źle dobraną parą, co oboje mieliśmy problemy, z którymi nie
                potrafiliśmy sobie poradzić a to zrodziło problem między nami. Decyzja jaką
                podjęłabym teraz będzie nieprawdziwa (tak twierdzi jego terapeuta, bo on teraz
                postanowił się dla mnie zmienić)ja potrzebuję czasu, nie wiem ile, ale dopóki
                się nie otrząsnę z szoku, w którym niestety teraz funkcjonuję, nie powinnam
                podejmować wiążących decyzji. Dziękuję za pomoc:)Każda opinia jest dla mnie cenna!
                • sunrise2006 Re: zdradzona 22.11.07, 20:46
                  moj droga, jeśli każda opinia jest dla Ciebie cenna - to dorzucę i
                  swoją, a Ty i tak zrobisz co chcesz. ja nie zaufałabym nigdy
                  facetowi, który mnie zradził. A już na pewno nie takiemu, cot o
                  tłumaczy to brakiem asertywności. Bo znowu mu może jej zabraknąć,
                  kiedy na przykład do jego pracy przyjdzie długonoga asystentka.
                  Jesteś na pewno śliczną dziewczyną, rozsądną, powiedz mi, czy nie
                  zastanawiałaś sie nigdy, czy nie zasługujesz na coś lepszego niż
                  facet który cię przez trzy miesiące bił po rogach - i to jeszcze w
                  waszej sypialni. Toż to sku.....syństwo! Przepraszam cie za słowa,
                  ale się zdenerwowałam. chodzicie na terapię - i co? Czy tam
                  przypadkiem się nie okazało, że on też i tą swoją narzeczoną niegdyś
                  zdradzał?? a zapytaj z ciekawości. Bo zazwyczaj ci co zdradzją, to
                  mają już tak. To kobiety są takie, co się zakochała i dlatego
                  skoczyła w bok.
                  Moim zdaniem, nie da się tego zapomnieć, moja droga. Ogrmnie ci
                  współczuję, domyślałm się, że bardzo boli, ale zrób - to, co
                  najlepsze dla siebie Myśl o sobie.Bo ten facet zdradzająć cię z
                  tamtą we własnym łóżku nie myślał o tobie. teraz to, ze się łasi -
                  no cóż, nie dziwne. A kto jak nabroi, się nie łasi?\
                  Petitvika nie zrozum mnie źle, ja tylko dają swoją opinię a ty i tak
                  zrobisz jak chcesz. Ale rozważ wszystko n spokojnie. A szczegolnie
                  to, jaka przyszłość cię z nim czeka i z tym wszystkim, co się
                  zadzryło. I isz a forum - to pomaga ;)) a my cię zawsze bedziemy
                  wspierać, jakąkolwiek decyzję podejmiesz.
                  pisz o postępach w sprawie\
                  ściskam cię mocno\Sunrise
                  • warszawiankaodranka Re: zdradzona 25.11.07, 22:39
                    wiesz, sunrise2006, masz prawo oczywiście do własnych opinii. ale
                    nie zawsze życie jest takie czarno/białe. zwłaszcza gdy kogoś
                    kochasz. gdy wiesz, że to TEN albo TA. mój mąż mnie zdradził 5 lat
                    po ślubie. czyli równo 5 lat temu. Mam 35 lat. mogłam odejść. mogłam
                    dużo zrobić. ale powiedziałam sobie, że "zawsze mogę z tej miłości
                    zrezygnować. Czemu właśnie teraz ?". Moja duma, poczucie wartości
                    legło w gruzach. mieliśmy już dziecko. ale mogłam odejść. Nie
                    odeszłam. Bo za bardzo go kochałam. Bo wiedziałam, że karając jego
                    unieszczęśliwię siebie. Mój mąż do dzisiaj nie wie, że ja wiem że
                    miał romans. nie był to skok w bok. to był ewidenty romans. nie
                    powiedziałam mu wówczas, że wiem bo .... bałam się też że odejdzie
                    ode mnie. chyba by nie odszedł - tak sądzę z perspektywy czasu ale
                    wówczas nie byłam tego pewna. nadal go kocham i Bogu dziękuję że nie
                    zostawiłam go. zaabsorbowałam go życiem rodzinnym i zdecydowaliśmy
                    się na drugie dziecko. oboje chcieliśmy choć ja miałam obawy czy to
                    nie funduję sobie próby samobójczej. pamiętam jak myślałam, czy
                    gdyby nie małe wówczas dziecko czy bym odeszła od niego ? i
                    wiedziałam że nie. Teraz jestem szczęśliwa. nie wyobrażam sobie
                    gdyby mojego męża nie było w moim życiu. wkrótce pewnie 3 dziecko
                    przed nami. tamto boli. pamiętam o tym. ale wiem, że na życie i
                    szczęście nie ma jednego przepisu.
        • sunrise2006 Re: zdradzona 22.11.07, 20:47
          co ty mówisz, jak to nie jesteś młoda. Jak ślub był dwa lata temu,
          to ile możesz mieć 32? 34? w każdym wieku da sie ułożyc sobie
          zycie111 to potem z kimś uwiazynm się nie da
          • petitvika Re: zdradzona 22.11.07, 23:34
            mam niecałe 32 lata.
            najgorszy w tym wszytkim jest fakt, że ja go kocham i wiem, że on
            naprawdę kocha mnie i wcale nie jest taki zły, zrobił coś czego ja
            nie umiem wybaczć. Co do zdrady w poprzednim związku to ona go wtedy
            zdradziła, a on jej nigdy, Wiem też że jemu mimo dużej ilości
            alkoholu wcale się to nie udało w naszej sypialni ale mnie boli fakt
            że tam wylądowali. Problem polega na tym, że nawet zakłądając
            hipotetycznie że mam 100% pewności, że on mi już tego nie zrobi to
            fakt, że to zrobił wystarcza by odejść.Tu nie chodzi o odwagę bo
            teraz i tak odeszłam ale nadal nie wiem co jest słuszne.
    • plisowanka Re: zdradzona 23.11.07, 02:46
      Tak sobie czytam i wtrącę swoje trzy grosze. Pytanie retoryczne: jaki odsetek mężczyzn potrafiłby być wierny przez całe życie?

      Weźmy pod uwagę fakt, że mamy pewne rozluźnienie obyczajowe. Na każdym kroku pokusy: agencje towarzyskie, ogłoszenia w gazetach i internecie, wyjazdy służbowe z sekretarkami, zakrapiane szkolenia w firmach itd. Nasuwa mi się myśl, że nie zdradza tylko impotent.

      To wszystko nie jest wymysłem kosmitów, to wszystko się dzieje obok nas. Tyle tylko, że nie każda zdrada wychodzi na jaw i nie każdy się do zdrady przyznaje. Zapewne wiele kobiet żyje w nieświadomości ciesząc się, że ma rzekomo wiernego partnera i być może o tym, że zostały kiedyś zdradzone nigdy się nie dowie. A nawet jak partner jeszcze nie zdradził to co będzie za 10-15 lat? Kto to wie? Nie sztuka być wiernym przez kilka początkowych lat małżeństwa,kiedy jeszcze jest namiętność.

      Jestem przeciwna zdradzie,ale szukanie wiernego partnera przypomina szukanie igły w stogu siana. Taka jest smutna rzeczywistość.
      • matrix-79 Re: zdradzona 23.11.07, 09:38
        jestes pesymistka, albo Cie ktos w zyciu skrzywdzil. mas zprawo
        oczywiscie do swojego zdania, ale zupelnie sie z Toba nie zgadzam.
        oczywiscie nie mam dowodow na pismie , zle znam mnostwo par, ktore
        kiesuja sie zasadami w zyciu, maja kregosluop moralny i sie
        szanuja ...i nie zmieni tego alkohol ani szkolenie ani sekretarka
        ani milion ogloszen w necie.Ty chyba mowisz o jakis "prostych
        formach"....
    • veronika27 Re: zdradzona 23.11.07, 21:59
      co zrobić, jeżeli zdradził i nie przeprosił. Wpędza jeszcze mnie w
      poczucie winy.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zdradzona 25.11.07, 14:33
      Zdrada jest bardzo trudna do przeżycia, uderza, bowiem, w istotę
      związku, narusza jego granice i intymość. Często jest przyczyną
      rozpadu związku, który z różnych powodów nie jest w stanie unieść
      tego doświadczenia. Każda para inaczej przeżywa zdradę i w każdym
      związku inne są jej zewnętrzne i wewnętrzne powody.
      Wychodzenie z kryzysu po zdradzie ma swoją dynamikę, która różnie
      się kończy. Ale wpisane jest w nią i wybaczenie i ponowne zaufanie
      i naprawa.
      Czytając wypowiedzi autorki wątku, mam wrażenie, że powodem Pani
      stanu jest bardzo duże skupienie na sobie i swoim bólu. Wydaje się
      to normalne, bo to Pani została dotknięta i to Paną boli. Ale w tym
      nadmiarze traci Pani perspektywę partnera. On w tej dynamice też
      bierze udział. Też jakoś się zachowuje. Może pokutuje, może obiecuje
      poprawę, może też się męczy. Warto zobaczyć czy jego zachowanie
      daje szansę na oparcie się na nim. Na odnowę zaufania, na wspólną
      drogę. Co w tym co robi Pani partner jest nadzieją i szansą na bycie
      razem. Zamknięcie się na drugą stronę relacji nieuchronnie zamyka
      Panią we własnym świcie , a wtedy można tylko odtwarzać to co się
      stało a nie widzieć przyszłości. Wtedy także trudno o prawdziwy akt
      wybaczenia. A wybaczenie wiąże się z możliwością zobaczenia czy
      druga strona dokonała aktu reparacji czyli właśnie naprawy. A może
      takie masochistyczne przeżywanie tej sprawy ma dla Pani jakąś
      wartość ? Bycie ofiarą też ma swoje walory. Partner musi się bardzo
      starać. Nie mam powodów by twierdzić, że tak jest u Pani, ale warto
      i o tym pomyśleć. Na pewno natomiast trzeba coś zmienić. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • petitvika Re: zdradzona 25.11.07, 19:31
        serdecznie dziękuję za odpowiedz, trafiła Pani w sedno ....
        • beanr Re: zdradzona 27.11.07, 20:46
          Dorzucę swoje "trzy grosze". Zostałam zdradzona, i zdrada trwa nadal - jest to
          zdrada bardziej na poziomie emocjonalnym.
          Ja - wybaczyłam, nawet więcej, nie obwiniałam nigdy, bo nic nie dzieje się bez
          przyczyny, mąż zbyt szybko i zdecydowanie zareagował na pewne nasze
          niedogadywanie się, ja potrzebowałam czasu na przemyślenie.
          Nie ważne. W kazdym razie, przyjęcie męża i próba odbudowania, nie będzie dla
          mnie problemem. Ważne jest nie to, co było, tylko to, co bedzie, a myślę, że ten
          czas wykorzystałam dobrze pod względem zrozumienia pewnych spraw i własnego
          rozwoju.
          Ale problem w tym, że to mąż nie chce wrócić, twierdzi, że nie może, choć wiem,
          że żałuje i szkoda mu naszego małżeństwa. Rozmawiałam ze zdradzającymi i
          faktycznie, niejednokrotnie tak jest, że oni mają większy problem, i chyba
          polega on na niemożności wybaczenia sobie samemu ... Nie wiem, co w takiej
          sytuacji zrobić.
          Bo z jednej, mąż otwarcie przyznał, że nie wyobraża sobie rozwodu, z drugiej -
          nie widzi w sobie możliwości powrotu do mnie, nie wierzy w to, choć to nie ja
          od niego odeszłam. Gdzieś przeczytałam, że może go blokować podświadomy strach,
          lęk, wstyd przede mną, choć ja nic takiego nie wypowiedziałam, nie obarczam go
          winą.
          Po prostu ... pat. Terapia teraz nic nie pomoże, on musi najpierw sam zrozumieć
          jej sens, tak myślę.
          Co Pani może na to powiedzieć, Pani Agnieszko?
          • sunrise2006 Re: zdradzona 28.11.07, 10:28
            hmm... no cóż. Ile ludzi, tyle zdań na tym forum. Ja dalej obstaję
            przy swoim.
            A jak w ogóle zycie Petitvika??? co słychać?? co nowego??
            (ja ci sie przyznam, ze ty i tak moim zdaniem dzielnie się probujesz
            do wszystkiego zdystansować, próbujesz go zrozumieć, ja bym na
            prewno nie miała tyle spokoju ile ty. Więc ciekawe co na to by wtedy
            pani psycholog powieziła ;)))
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: zdradzona 28.11.07, 19:03
              Jak już pisałam zdrada jest poważnym przeżyciem dla związku. Ale
              sposób radzenia sobie z tym problemem jest różny. Nie zależy to od
              naszych takich czy innych poglądów na fakt zdrady. Najbardziej
              zależy to od indywidualności danego związku, dynamiki relacji,
              osobowości parnerów , momentu życiowego w jakim zdrada się pojawia.
              Odpowiadając na komentarz "sunrise2006" stwierdziabym, że każda rada
              psychologa czy psychoterapeuty winna uwzględniać specyfikę związku.
              Co dla jedych będzie dobre, dla drugich może być zapadaniem się w
              patologiczny związek.
              Odpowiadając "petitvice" odnosiłam się wprost do tego o czym
              pisała, czyli, że jest gotowa być w związku, chce wybaczyć ale jest
              jej trudno. "sunise2006" pyta co w sytuacji braku chęci zrozumienia
              zdradzającego partnera. Może tak być. Wtedy pytałabym czemu brak
              przestrzeni do rozumienia i wybaczania, miałbym na uwadze historię
              związku i osobistą historię osoby zdradzonej. Jeśli nie ma
              psychologicznej przestrzeni na powrót, próbowałabym pracować ze
              stratą i rozczarowniem.
              Najważnejsze żeby dostrzec to co w związku unkialne i indywidualne
              oraz uwzględnić potrzeby danej pary, a nie tkwić w jednym
              ortodoksyjnym założeniu na temat zdrady i forsować jedną drogę na
              wychodzenie z kryzysu.
              Pytanie do "beanr". Czy Pani jest nadal zdradzana , w taki czy inny
              sposób? Bo tak zrozumiałam Pani wpis. Od tego zależy moja odpowiedź.
              Pozdrownienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
              • beanr Re: zdradzona 03.12.07, 09:37
                Tak, jestem zdradzana w tym sensie, że w "głowie" mojego męża wciąż
                tkwi owa kobieta, z powodu której ode mnie odszedł.
                W głowie, bo czy się spotykają, nie wiem, a nawet, jeśli, to są to
                bardziej spotkania towarzyskie.
                Wiem, że on wcześniej, czy później zostawi go definitywnie - już raz
                tak się stało, ale mąż nie może sobie z tym poradzić, strasznie się
                uwikłał, strasznie to przeżywa. Ale, choć razem nie mieszkam,
                interesuje się też tym, co u mnie ...
                Nie, nie bronię go - niezależnie od tego, co zaistniało wcześniej
                między nami, a czego efektem była jego ucieczka w inny związek, tak
                się nie robi - nie ucieka się, nie porządkując najpierw spraw
                własnych, nie kończąc najpierw jednego. Ale rozumiem, że ma problem,
                i że to wcale teraz proste nie jest, choć być może rozsądek
                podpowiada powrót.
                Ale rozwodu też nie chce, boi się. I wiem, że gdybym to ja wystąpiła
                o rozwód, to kiedy emocje opadną zupełnie - po miesiącach, latach,
                mąż żałowałby tego, co się stało. Juz teraz mówi, że mu
                nas "szkoda" ... A ja tez nie mogę zrobić czego wbrew sobie, bo na
                rozwód się nie zgadzam, sama przed sobą.
                Ale - mąż nie tyle, nie chce, co nie wierzy w możliwość powrotu do
                mnie myślami. I to jest dla nie problemem - jak go przekonać,
                pokazać, że warto choćby spróbować? Ze mamy solidne fundamenty, na
                których możemy zacząć budować dalej? Ja wiem, że poradzenie sobie z
                myślami, to tylko kwestia czasu, chęci, i zobaczenia sensu
                odbudowania, bo warto.
                W każdym razie, czekam, zajmując się sobą. Nacisk i agresja nic tu
                nie dadzą, ani mnie, ani jemu. Choć to trudne, a czas płynie ...
                • dzidzia123 Re: zdradzona 30.12.07, 19:31
                  Witam chciałabym podzielic się moim problemem dotyczacej zdrady.Otóż
                  mój mąż też mnie zdradził i oczywiście zdradza dalej, tak jak pani
                  emocjonalnie. Choć ograniczył spotkania ale nie ograniczył wysyłania
                  sms. Nadal zamyka się w łazience i pisze.Ja nic nie umiem zrobic on
                  nie chce rozwodu i sięnie wyprowadzi. Proszę żeby przerwał ten
                  romans ale on nie .Chce to zrobić po swojemu. Okłamuje naszą córke i
                  mnie. Zniszczył nam życie i nawet tego nie rozumie. Zastawia się że
                  to ona czyli kochanka zniszczyła mu życie i teraz sie mści. Bardzo
                  sie uwikłał jak pani mąż i nie wie jak z tego wyjść to prawda. Jak
                  mu pomóc jak on cały czas oniej myśli. Ja już nie umiem i chyba nie
                  chce. Będziemy żyli razem pod jednym dachem ale osobno. Dodam że nie
                  mieszkamy sami tylko z rodzicami którzy wszystko wiedzą. Proszę sie
                  do mnie odezwać tak bardzo potrzebuje wsparcia. Jeśli pani może to
                  proszę. Pani sobie jakoś radzi ale ja nie.
                  • piekielnica1 Re: zdradzona 31.12.07, 10:44
                    > Bardzo sie uwikłał jak pani mąż
                    > i nie wie jak z tego wyjść to prawda. Jak
                    > mu pomóc jak on cały czas oniej myśli.

                    Przez cale tysiaclecia mezczyznom zdrady zawsze sie "upiekaly"
                    (bo nie bylo innych rozwiazan), a kobietom raczej nie, a w
                    dzisiejszych czasach wiele kobiet nie chce juz wybaczac zdrady.

                    Duza jeszcze jednak czesc kobiet, jak ty jednak szuka winy w sobie
                    albo probuje wiarolomce usprawiedliwiac i obarczac
                    odpowiedzialnoscia kochanki.
                    Nic bardziej mylnego, to nie kobiety i nie kochanki, to wygodnictwo,
                    folgowanie i dogadzanie sobie, brak empatii i zasad powoduja zdrady.
                    Zaraz odezwa sie tutaj oburzeni panowie, ze zony ozieble, gderajace,
                    wymagajace.
                    GDYBYSCIE ZACHOWYWALI SIE PRZY ZONACH JAK PRZY KOCHANKACH nie bylo
                    by problemow malzenskich.
                  • petitvika Re: zdradzona 02.01.08, 20:05
                    Nie wiem jak pomóc. Powinna Pani sobie zadać pytanie czego Pani chce. Czy Pani
                    chce z nim żyć czy nie, dlaczego nie podejmuje Pani sama decyzji?
                    Szczerze mówiąc to ja sobie wcale nie radzę z tym, co zrobił mój mąż. Za to on
                    radzi sobie za nas oboje i daje mi bezustannie multum powodów by z nim żyć. Nie
                    wybaczyłam zdrady ale bardzo chcę wybaczyć i wiem że nie będę tego żałować.
    • paula_oski Re: zdradzona 31.12.07, 16:36
      Ja nie bylam nigdy w takiej sytuacji,lech zawsze myslalam ze nikt
      nie jest swiety i w zyciu zadko ktore malzenstwo jest sobie wierne
      przez cale zycie.Ja tak uwazam,ale gdyby przyszlo co do czego
      to...nie wiem co bym zrobila.Sadze ze na codzien czesto spotykamy
      sie z pokusami ktorym ciezko sie oprzec
    • anu.lla Re: zdradzona 03.01.08, 00:49
      a mnie zdrada męża pokazała jak bardzo jestem od niego uzależniona.
      I kiedy dowiedziałam się, że w jego życiu na krótki czas pojawiła
      się inna kobieta to w pewnym sensie poczułam ulgę. Dotarło do mnie
      że mimo małżeńskiej przysięgi w którą wierzyłam jak bohaterka bajek,
      zdrada i inne przykre doświadczenia dotyczyć mogą i mnie, a nie
      tylko innych. Nie wiem czy mnie zrozumiecie, ale po tym
      doświadczeniu stanęłam na własne nogi pewniej niż kiedykolwiek
      przedtem, zaczęłam żyć swoim życiem i dbać o swoją osobistą
      przestrzeń. Przegadaliśmy to bolesne dla nas doświadczenie miliony
      razy, zrozumiałam też dlaczego mąż zbliżył się do innej i musiałam w
      ducu przyznać, że nie byłam zupełnie bez winy. Teraz staliśmy się
      sobie bliżsi niż przedtem choć jednocześnie pękły jakieś więzy
      którymi byliśmy wzajemnie spętani.
      Nie powiem że mąż już nigdy więcej mnie nie zdradzi, ani że ja go
      nigdy nie zdradzę.
      I z tą świadomością jest mi lżej żyć.Tak jakoś realniej.
      • petitvika Re: zdradzona 03.01.08, 13:49
        doskonale Cię rozumiem! Doznałam takiego zyciowego
        przebudzenia "dzieki" temu co zrobił mój mąż i moje życie się
        odmieniło na plus, mimo wielu cierpień którymi to przypłacilam.
        Teraz wzięłam życie w swoje ręcę, tak jak Ty, z tą tylko różnicą, że
        ja jednak chcę wierzyć w to ze ja jego nie zdradzę, a on mnie i tego
        przeczucia sobie nie odbiorę.
        • anu.lla Re: zdradzona 03.01.08, 20:18
          oczywiście ze trzeba wierzyć że więcej coś tak przykrego w naszym
          życiu nie będzie miało miejsca. Wierzyć i...dbać o swój
          związek,bliskość, a jednocześnie stać pewnie na własnych nogach.
          Ja po prostu przestałam żyć ułudą "i żyli długo i szczęśliwie", co
          akurat w moim przypadku pozwoliło mi realniej oceniać rzeczywistość,
          nie skupiać się tak bardzo tylko na własnych odczuciach i zacząć się
          realizować.
          Z całego serca życzę Ci byś wytrwała w obranym przez siebie kierunku.
          pozdr
          • saratomi Re: zdradzona 10.01.08, 18:34
            ja też przeżyłam zdradę to trwało pół roku był ze mną ale 3 razy próbował wrócic
            do swojej "byłej" to był straszny cios dla mnie ponieważ przeżyłam nieudane
            małżeństwo ON zrezygnował z życia ze swoją byłą ale nie pzezemnie chociaż
            poznaliśmy się w trakcie gdy on był jeszcze z nią był nieszczęśliwy miał myśli
            samobójcze zaczeło sie od rozmów przez telefon nie kochałam go wtedy chciałam
            pomóc mu pogodzić się z partnerką żeby spróbował chciał tylko rozmów trwało to
            3 miesiące potem pierwszy raz spotkaliśmy się jako przyjaciele nic więcej między
            nami nie było odszedł od tamtej w ciągu 3 dni nie po to by być ze mną
            zamieszkał w tym samym mieście zakochał się we mnie a ja w nim wnet też było
            cudownie wrażenie miłości życia potem doszło do zdrady kiedy się upił pojechał
            do niej i doszło do tego wiem że on wtedy nie zakończył tamtego rozstawał się 3
            dni więc za szybko wybaczyłam raz potem drugi za trzecim też bolało ale wrócił
            wybaczyłam tylko raz u niej nocował poza tym zawsze wracał i żałował tego co
            zrobił wiem że chciałby cofnąć czas jesteśmy razem kocham GO całym sercem wiem
            że on mnie też ale nie umiem ufać boje się że kiedyś jeszcze to zrobi chce być z
            nim on chce też nie umiem zapomnieć to wraca i bardzo boli myślę że wybaczyłam
            tylko boje się zaufać i zapomnieć.Miną już ponad rok za kilka dni będziemy mieć
            dzidzie nie chce odchodzić chce odbudować to jak najlepiej się da.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka