20.01.08, 21:30
Witam wszystkich.
Nie wiem od czego zacząć więc napiszę kilka słów o Nas.
MY to 28-letnia mama Agnieszka i 16 miesięczna Wikusia. Osierocone zaledwie
miesiąc temu przez mojego partnera, tatusia Wiktorii.

Rysiu zmarł 18 grudnia 2007 roku po 51 dniach walki o wybudzenie za śpiączki w
którą zapadł na skutek udaru mózgu.

Nie jest lekko, wręcz z każdym dniem gorzej. Mimo iż na początku myślałam że
jestem w stanie przez to przejść bo przecież byłam przygotowana na najgorsze,
że mimo iż wierzyłam że wyjdzie z lekarze od początku przygotowywali nas na to
że On odejdzie.
Strasznie boli każda myśl, każde wspomnienie, ten ból rozrywa serce na
miliardy kawałków.
Tak cholernie trudno żyć dalej, już bez niego. Z myślą że więcej Go nie
zobaczę, nie usłyszę Jego głosu, że Wiktoria nawet nie będzie Go pamiętać jest
nie do zniesienia.
Każdy kolejny dzień oddala Nas od tych wszystkich pięknych wspólnych chwil...
Obserwuj wątek
    • smutnykluseczek Re: Witam. 21.01.08, 08:58
      mamafredzia witaj w tym niestety coraz wiekszym gronie
      bardzo mi przykro ale jednoczesnie ciesze sie ze tu trafiłaś. do
      tego co mówia lekarze nie da sie przygotowac mi cały czas tez
      powtarzali zebym przygotowała sie na najgorsze ze szanse sa nikłe
      zeby sie z tym godzic ze jest dzielny ze próbuje walczyc ze sami sie
      dziwia ze dalej zyje ale przegrał tą walke ale ja do końca wierzyłam
      do tego sie poprostu nie da przygotować i chocby nie wiem ile zcasu
      trwał pobyt w szpitalu i jak długo lekarze beda powtarzali ze nie ma
      sznas to zawsze bedzie bolało tak samo, przez czały czas zyliśmy
      nadzieją a potem ta nadzieje nam zabrali......
      badz silna masz dla kogo żyć nie zapominaj o Wikusi ona teraz
      potrzebuje cie bardziej niż myślisz
    • kasik2222 Re: Witam. 21.01.08, 11:07
      Niestety nie da się przygotować na najgorsze. Ja byłam
      przygotowywana przez lekarza przez tydzień. Śmiertelność choroby
      mojego męża wynosi 90 %. Uczepiłam się tych 10 pozostałych, choć
      lekarz mówił że jemu nie daje 10 %. Że choroba jest śmiertelna i że
      Darek umrze. A człowiek jak szalony wierzy że się uda. Nie udało
      się. Moja córeczka teŻ nie będzie pamiętać taty, ma dopiero 14
      miesięcy.
    • aneta39.misia Re: Witam. 21.01.08, 13:08
      Witam mamafredzia.Współczuję mocno...Nie pocieszę Cię,ale chyba
      dobrze ,że tu trafiłaś.Ja zbierałam się długo żeby napisać.Trochę
      pomaga.Dzisiaj mija czwarty miesiąc bez mojego Darusia.Nie ma czegoś
      takiego jak bycie przygotowanym na odejście ukochanego.Mój kochany
      umarł nagle,przy mnie,w jednej chwili.Leżałam w kuch ni na podłodze
      idarłam się żeby lekarz Go uratował...Córka przyniosła mi różaniec i
      powiedziala módl się mamuś żeby żył...Wiedziałam,że umarł ale miałam
      taka nadzieję...Byliśmy rodziną 8,5 roku.Córka dzisial ma 18
      lat.Przezyłyśmy z Darusiem samo dobro,radość,szczeście i musiałyśmy
      razem przeżyć Jego nagłe odejście.Obie wciąz w to nie
      wierzymy...Życze Ci dużo siły ,masz małe dziecko.Ja udaję,ze
      żyję...Ściskam mocno
      • alex2377 Re: Witam. 05.02.08, 20:13
        Przeczytałam Twoją historię i przypomina ona prawie dokładnie moją.
        To smutne, że dzielimy się takimi przeżyciami, w takim wieku. Cóż,
        chyba one istniały od zawsze. Dobrze, że jest to forum, ktore
        utwierdza w przekonaniu, że to straszne cierpienie dźwigają także
        inni i próbują dalej z tym żyć - bo tak trzeba............
    • dryfujacabezcelu Re: Witam. 21.01.08, 21:33
      Agnieszko łaczę się z Tobą w bólu... Mieszkamy niedaleko od siebie,
      ja jestem z Dąbrowy... gdybyś miała ochotę z kimś porozmawiać,
      spotkać się - jestem... PAMIETAJ o tym. Ja również mam córeczkę, ma
      prawie 5 miesięcy, jestem sama od 11 miesięcy, Liwia przyszła na
      świat pół roku po śmierci Taty.

      Ściskam Cię mocno i przesyłam siłę do walki z każdym kolejnym dniem
    • kasik2222 Re: Witam. 22.01.08, 06:46
      Agnieszko, pamiętaj, że każdy dzień oddala Cię od wspomnień, ale
      każdy dzień do przodu to bliżej Niego. Kiedyś będziesz z Nim, tylko
      musisz na to trochę poczekać. Nie wiem w co wierzę teraz, zawsze
      wierzyłam w Boga, ale moja wiara bardzo się zachwiała, ale w to że
      kiedyś spotkam gdzieś Darka trzyma mnie przy życiu, a małe rączki
      mojej córeczki pchają do przaodu, choć ja stoję w miejscu, a raczej
      się cofam.
    • mamafredzia Re: Witam. 22.01.08, 09:30
      Macie racje, człowiek trzyma się nadziei do końca, bo podobno ona umiera ostatnia.
      Nidy nie wierzyłam w to że człowiek może przeczuwać ten moment nadchodzącego
      końca. A ja doskonale pamiętam te cztery ostatnie dni życia Rysia, było gorzej,
      dużo gorzej. Jeździłam do szpitala codziennie ale te cztery ostatnie dni były
      straszne, czułam całą sobą że coś się stanie. Bałam się jeździć do szpitala,
      bałam się że przyjadę a Jego łóżko będzie już puste. Dosłownie czułam w sali
      obecność czego czego tam być nie powinno. I On też już chyba wiedział, czuł że
      nadchodzi ten dzień że braknie mu sił do dalszej walki. Mimo że był w głębokiej
      śpiączce to jednak był z Nim jakiś kontakt, minimalny ale był a w tych ostatnich
      dniach jakby się w sobie zamknął,uciekał od nas, ode mnie. W niedzielę, na dwa
      dni przed śmiercią, wieczorem nagle ogarnęło mnie straszne uczucie, w głowie
      miałam jedną myśl, że zaraz zadzwoni telefon i usłyszę tę najgorszą wiadomość.
      Bałam się spać. W poniedziałek z wielką ulgą weszłam do szpitalnej sali i On tam
      był. Dalej ciężko chory ale żył. A kiedy wychodziłam nie chciał się pożegnać,
      uciekał wzrokiem, zaciskał buzię w grymasie złości. A rano zadzwonił telefon,
      była godzina 9:30. Słowa lekarki będę słyszała w swojej głowie do końca życia
      "Bardzo mi przykro że muszę przekazać taką wiadomość, niestety dziś o godzinie
      8:59 stwierdziliśmy zgon" Koniec. Od tego dnia nic już nie ma ciągu dalszego. I
      jeszcze tylko Mała trzyma mnie w pionie. Ta mała istotka która całą sobą
      przypomina swojego tatę, jego chodząca kopia. I pewnie gdyby nie ona, rano nie
      wstała bym z łóżka...
      • kasik2222 Re: Witam. 22.01.08, 10:42
        u mnie podobnie ale z moim mężem nie było kontaktu, lekarz zabronił
        do niego mówić i dotykać, bo był śpiączce farmakologicznej żeby nie
        cierpieć. Telefon zadzwonił w moje imieniny 25.11.2007 roku o 8
        rano. "Przykro mi Pani mąż zmarł dziesiaj w nocy o 4.15."
        Wiedziałam po co dzwoni ten telefon, najpierw usiadłam. I na tym
        koniec. życie się skończyło
        • zeng Re: Witam. 22.01.08, 10:48
          Ja stałem na korytarzu w szpitalu pod drzwiami za którą Ją
          reanimowali, wszystko słyszałem. Potem chwila ciszy, drzwi się
          otworzyły, wyszedł lekarz i powiedział tylko "nie udało się". To
          wszystko...
    • nella77 Re: Witam. 24.01.08, 12:44
      Ja też do końca miałam nadzieję...
      • digirec Re: Witam. 05.02.08, 21:57
        chyba kazdy z nas tu obecnych miał taka nadzieje,ze zdarzy sie
        cud...ze to nie spotka nas...ze zestarzejemy sie razem ,,bo przeciez
        tak własnie miało byc !!
        • mamafredzia Re: Witam. 06.02.08, 08:30
          Do dziś dnia czasem kiedy budzę się rano, zanim otworzę oczy to leże jeszcze
          chwilę i modle się żeby kiedy je otworzę okazało się że to wszystko to był tylko
          sen a On śpi spokojnie obok...

          Teraz mam nową nadzieję. Nadzieję że spotkamy się po tej drugiej stronie i że
          nie rozdzieli nas już ani choroba ani śmierć.

          Pozdrawiam Agnieszka


          "Kiedy odchodzą Anioły pozostaje tylko wiatr po ich skrzydeł trzepocie"
    • doro.ta.m Re: Witam. 07.02.08, 20:26
      Witam
      Też jestem wdową,mąż zmarł nagle 13.10.2007.Mam 2 dzieci córkę prawie 17 lat i 3
      letniego synka tylko one trzymają mnie jeszcze przy życiu,ale bardzo często
      mysle zeby dołączyc do męza.
      • aniawdowa Re: Witam. 07.02.08, 20:34
        Witaj
        Kazda z nas myslała o tym aby dołaczyc do naszych mężów, ale to nie jest dobre
        rozwiązanie. Własnie dlatego ze masz dzieci musisz życ i byc dla nich stracily
        tate mają Ciebie i pomyśl jakby sie czuły gdybys i Ty odeszła.
        Pozdrawiam
        Ania

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka