kinia.6
05.03.08, 15:59
Boże co ja narobiłam!!!!!! jak mogłam być tak ślepa i do czegos takiego
dopuścić!!!Dlaczego Dlaczego Dlaczego byłam tak głupia!! tak po prostu
zniszczyłam życie wszystkim, których kocham i tyle zawdzięczam...wspaniałemu
mężowi, ukochanej córeczce, rodzicom, rodzeństwu a przede wszystkim sobie...bo
teraz nie potrafię żyć z tym balastem ciężaru, który mnie przytłacza...
zacznę może od początku...miałam cudowną rodzinę- męża, którego kocham ponad
wszystko a po kilku latach urodziła się nam wymarzona córeczka... śliczna i
mądra...jak jej tatuś....jest naszym oczkiem w głowie...tak strasznie ją
kochamy...później no właśnie co była później... przechodziliśmy kryzys
związku, mąż ciągle porównywał mnie ze swoimi koleżankami z pracy ze niby
zawsze były pod każdym względem lepsze a zwłaszcza taka jedna z która od
dłuższego czasu miał bardzo dobry kontakt i potrafili rozmawiać na każdy
temat... byłam okropnie zazdrosna ale postanowiłam ze zastosuje inną
metodę...dużo schudłam zaczęłam sie lepiej ubierać wyglądałam znacznie
lepiej....zauważył to nie tylko mój maż ale też kolega z pracy,którego
uważałam za przyjaciela mogłam mu sie z wszystkiego zwierzyć, zawsze był
blisko mnie...i nie wiadomo kiedy wpadłam jak śliwka w kompot...zauroczyłam
sie nim..tak po prostu.. ciągle o nim myślałam nie mogłam sie doczekać naszych
potajemnych spotkań, był taki inny...delikatny i czuły..dokładnie tego
brakowało mi w moim mężu, który tylko wtedy mnie krytykował...naprawdę nie
wiem jak mogłam do czegoś takiego dopuścić...bożeee byłam tak ślepa..!! w
końcu sie stało, miałam z nim romans zdradziłam mojego najdroższego
męża....on widział ze jest zauroczona innym facetem próbował mnie
odzyskać...kupował drogie prezenty, próbował zdobywać w inny sposób, ale na
mnie to już nie działało... byłam zahipnotyzowana...
naprawdę tak sie wtedy zachowywałam...końcu mi przeszło postanowiłam ze to nie
ma sensu ze coś tracę ze dłużej tak nie można i postanowiliśmy ze to
koniec....ja i ten chory związek z moim kolegą z pracy...postanowiłam dla
dobra dziecka odbudować to co zniszczyłam..przecież ja dalej kochałam męża
tylko tylko chciałam coś udowodnić..no właśnie chyba swoją głupotę ze tez
jestem czegoś warta, ze też o mnie należy zabiegać, ze mogę sie podobać innym
mężczyzną...
mężowi prawdy nie powiedziałam...potrzebowałam jakiego duchowego wsparcia wiec
poszłam najpierw do spowiedzi...bardzo chciałam całą prawdę wyjawić mężowi ale
ksiądz powiedział abym zachowała ja dla siebie i nie krzywdziła już
męża..zaczynałam rozumieć jak bardzo podle sie zachowałam..gdybym mogła cofnąć
czas...
razem z mężem postanowiliśmy posklejać nasze życie zostawiając
przeszłość..tylko ze on prawdy nie znał...może sie domyślał ale sam powiedział
ze nie chce wiedzieć co mnie łączyło z tamtym... było nam naprawdę dobrze... w
końcu okazało sie ze znów jestem w ciąży...była ona zaplanowana celowo przez
mojego męża..byłam trochę zła na niego bo nie byłam jeszcze psychicznie gotowa
na drugie dziecko i za krotki czas minął po tamtym związku a tu taki krok z
jego strony..ale cieszyłam sie..przez całą ciąże byliśmy bardzo szczęśliwi..do
czasu porodu..poród miałam ciężki..maż mi bardzo pomagał, dzielnie sie spisał
ciągle mi mówił ze bardzo mnie kocha...dzięki niemu urodziłam..byłam
szczęśliwa do czasu jak nie zobaczyłam dziecka, które wogóle nie jest podobne
ani do mnie ani do męża a łudząco przypomina tamtego!!!!! bożeee jak to sie
mogło stać przecież wtedy w tamtym czasie nic już między nami nie było!! nic
nie pamiętam...pustka....boże kto jest teraz ojcem tego dziecka...????ja
naprawdę myślałam ze to jest na 100% dziecko męża byłam taka szczęśliwa a tu
takie rozczarowanie....co mam robić...maż cieszy sie z maluszka a ja nie mogę
na niego patrzeć bo ciągle przypomina mi sie mój wielki błąd życiowy jaki
popełniłam..dziecko jest tak strasznie podobne do tamtego...boje ze sie
znienawidzę tego dziecka....jestem okrutna...nie potrafię żyć w kłamstwie mam
już dość kłamstwa i tego całego życia wiec nie widzę sensu dalej żyć...mąż jak
sie dowie prawdy to na pewno odejdzie ode mnie zabierze córeczke a ja nie będę
potrafiła żyć z tym małym co będzie mi przypominał mój największy błąd życiowy
ze to moja wina a on jest owocem grzechu....może lepiej będzie póki ma dopiero
kilka tygodni jak trafi do lepszej rodziny, która go bezgranicznie
pokocha...bo dla mnie życie sie już skończyło....