sarabanda2
02.05.08, 20:49
Zawsze byłam dumna i szczęśliowa, że mam naprawdę fajnych teściów,
że nawzajem jesteśmy sobie bliscy. Przez kilka lat przed i kilka po
ślubie naprawdę bardzo lubiłam spotkania z nimi, bylo o czym
rozmawiać, wszystko fajnie. Zdarzały się owszem konflikty, ale
twórcze, tzn. takie, że docieraliśmy się. Kiedy moje dziecko
podrosło, teściowie zaczęli coraz częściej pytać mnie, kiedy
zamierzam iść do pracy. Nie mogli sobie wyobrazić, że mama
przedszkolaka nie pracuje. Ja tymczasem dobrze czułam się w domu,
finansowo też dawaliśmy sobie radę. Teściowie jednak naciskali coraz
bardziej. Przestalam czuć się komfortowo w ich towarzystwie. W końcu
mąż porozmawiał z mamą i wytłumaczył, że dobrze nam jest jak jest. I
rzeczywiście, pomogło. Nie słyszałąm już od tej pory nic na ten
temat. Zaraz potem pojawiło się drugie dziecko, więc moja
bezrobotność jest oczywista. I niby wszystko jest w porządku, ale ja
nie potrafię o tym zapomnieć. Nie czuję się już dobrze w ich
towarzystwie. Gdyby to byli znajomi, nie rodzina, pewnie rozluźniły
się między nami stosunki i przestalibyśmy się widywać. Tu jest to
jednak niemożliwe i jasne, że wcale bym tego nie chciała. Choćby po
to, zeby nie odbierać dziadkom wnuków, a wnukom dziadków. Ale nie
mam już ochoty się z nimi spotykać, podczas wizyt czuję przymus, nie
umiem przekroczyć jakiejś bariery i np. zwierzyć się z jakichś
problemów. Jak powinnam postępować? Starać się przełamać swoją
niechęć czy zostawić to tak jak jest i czekać na rozwój wypadków?