Dodaj do ulubionych

Kłopot z teściową i "prateściową"

23.05.08, 21:13
Kłopot jest taki:
Mam przemiłą teściową, która bardzo lubię. Z nią i z teściem mieszka
jej mama, babcia mojego męża, w skrócie nazywam ja "prateściową"

Miesiac temu prateściowa, lat 90, złamała nogę w biodrze, jest juz w
domu, ale nadal leży. I zaczął sie cyrk. Prateściowa całkiem nieźle
ogarnia umysłowo rzeczywistość, zawsze była marudna i wymagająca
wobec otoczenia, a teraz zaczęła po prostu terroryzować. Mimo
nakazów lekarza i rehabilitanta w ogóle nie probuje współpracować,
choćby się podnieśc przy podawaniu basenu, a co gorsza uparła się,
ze tylko teściowa ma wokół niej wszystko robić, z niewielką pomocą
teścia. Nie może jej zastąpić ani druga córka, ani nikt inny z
rodziny. A co w tym najgorsze, teściowa daje sobą pomiatać, wstaje
niezliczoną ilość razy w nocy, spełnia absurdalne zachcianki, sama
dźwiga, nie daje sobie pomóc, "Bo babcia nie chce". Już ma jakieś
bóle w krzyżu - ale jak tam dziś pojechał mój mąż, specjalnie żeby
pomóc, to jedno jęknięcie babci, ze ona nie chce i woli, zeby Krysia
(teściowa) - i już Krysia sie rzucała, odsuwając mojego M
(bynajmniej nierozpieszczonego, aktywnego jeśli chodzi o obowiązki
domowe).
Zaproponowaliśmy, ze pomożemy znaleźć a nawet częściowo opłacić
kogoś do pomocy, prywatnie. Na co teściowa: "To muszę zapytać
babcię, czy się zgodzi". Przecież wiadomo, ze się nie zgodzi!
MOim zdaniem trzeba postawić ja przed faktem, ze nie ma innego
wyjścia. W tej sytaucji i w innych. Zaspokajac potrzeby - ale nie
wszystkie chimery.Ale Krysia ma opory moralne.
Próbowałam rozmawiać z teściową. powiedziała, ze w zasadzie to
zawsze była pod dużym wpływem matki, że ma poczucie winy, że nie
potrafi inaczej. Weszła w rolę poświęcającej się córki-polki.
Wiem, ze jej ojciec zmarł nagle, gdy była na jakimś wyjeździe. Chyba
miała poczucie winy i chce teraz być 100% w porzadku.
Trochę nie wiemy, co robić.
Chcemy pomóc, moze nie mamy możliwosci non stop (mieszkamy na drugim
krańcu dużego miasta, mamy malutkie dziecko), ale chociaż pomagając
zorganizowac dodatkową pomoc. Boimy się o zdrowie Krysi - fizyczne i
psychiczne. No i trochę, że nie damy sobie rady jeśli jeszcze ona
zrobi sobie krzywdę i będziemy mieć pod opieką naszego małego synka,
teściową i prateściową.
Jakieś pomysły? Please, podrzućcie coś.
Obserwuj wątek
    • mama-cudownego-misia Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 23.05.08, 22:16
      Podobnie było z moim ojcem. W wieku lat 70 poślizgnął się na psiej piłeczce,
      połamał sobie żebra, trafił na respirator, bo klatka się zapadała, dostał sepsy.
      Wyszedł z tego, ale przez dwa lata aż do jego śmierci w domu był szpital -
      kondensatory tlenu, ssak, bo została mu rurka tracheotomijna, łóżko
      rehabilitacyjne... Ja wzięłam na studiach tok indywidualny, zatrudniłyśmy na
      parę godzin w tygodniu pielęgniarki. Niestety tata nie miał chyba nawet nie tyle
      siły, co woli, żeby się podnieść, a potem już było mu coraz trudniej, bo mięśnie
      zanikały, kości słabły, robiły się przykurcze.
      Trochę go rozruszały dwie osoby: naprawdę śliczna pielęgniarka (faceci! ;-),
      które to rozwiązanie u Was odpada, i wesoły, zdecydowany rehabilitant
      przychodzący do domu i ćwiczący, ćwiczący, ćwiczący... Gdyby nie kolejna
      infekcja, to myślę, że udałoby się Tatę spionizować. Proponuję wiec, żebyście
      zaczęli od rehabilitanta przychodzącego możliwie często do domu (nawet
      codziennie). Teściowa jeszcze jakiś czas pociągnie, a jak rehabilitant rozrusza
      prateściową, to może pomoc nie będzie potrzebna. Fizykoterapeuci z pewnym
      doświadczeniem mają już zwykle podejście i się nie dają zbyć jojczeniem, że się
      nie da.
      • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 24.05.08, 07:11
        Zwykle jest tak, że kiedy osoba opiekująca się robi to czule i
        serdecznie podopieczny wyszukuje coraz to nowe żądania, aby broń
        Boże na 5 minut nie usiadła. Wcale nie chodzi o to, że czegoś
        naprawdę potrzebuje, tylko by nieustannie skupiać na sobie uwagę. Po
        prostu Twoja teściowa musi sobie zdać sprawę z tego, że babcia jak
        się dobrze postara to ją przeżyje.
        Radziłabym postarać się dla babaci o leki wyciszające na noc, aby
        przesypiała noc spokojnie i dała rodzinie wypocząć. I nie ulegać
        babci kaprysom. Musi się przyzwyczaić, że ktoś inny też się nią
        zajmie. Sprawa jest trudna, bo chodzi o matkę teściowej a rodzicom
        się niczego nie odmawia.
        Staruszkowie niestety nie posługują się żadną logiką i nie można
        organizować sobie tego trudnego etapu życia pod ich dyktando.
    • annb Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 24.05.08, 18:38
      no cóz
      Krysia jest na dobrej drodze do tego ze kiedys się przewróci, i już
      ni wstanie
      to wcale nie jest takie rzadkie że poświecająca sie cała sobą osoba
      umiera wcześniej niż ta biedna pokrzywdzona babcia
      czarny scenariusz?
      może
      Krysia musi w ciągu dnia wyjść do lekarza, do ortopedy, do apteki
      do kościoła
      nei ma Krysi
      nie ma i już
      koniec kropka
      babcia musi się przyzwyczaic do pielegniarki lub innej pomocy
      ale to Krysia musi zrozumiec ze nie może dać się zajeżdzić na smierc
    • anna-sara Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 24.05.08, 21:27
      Jestem w podobnej sytuacji jak pani Krysia. Moja mama ma 84 lata i
      od 16 lat chodziła na kulach. Od lat nie wychodzila z domu, nie
      dawała się namówić, chociaz mogła. Jakby tego było mało w lutym
      zlamała noge w kolanie. Trzy tygodnie temu (po 3 miesiącach) lekarz
      powiedział, że kość się zrosła. Mama powinna ćwiczyć nogę, próbowac
      wstawać. Niestety, nie daje sobie wytłumaczyć, że rozruszanie tej
      zesztywniałej z powodu unieruchomienia nogi (ścięgna, mięśnie) to
      jej jedyna szansa. Boi się, że najmniejszy ruch spowoduje następne
      złamanie. Rano przeciągam ją z łóżka na fotel, w którym tkwi do
      póżnego wieczora. Nie pozwala włączyć w swoim pokoju telewizora bo,
      jak twierdzi, nie może patrzeć na ludzi szczęśliwych (chodzących).
      Nie weżmie do rąk gazety, książki bo "nie ma nastroju". Nie dzwoni
      do swoich kumpelek i niechętnie przyjmuje telefony. Trochę w tym
      fotelu przysypia ale głównie marudzi półgłosem na temat swojego
      nieszczęścia. W nocy, zamiast spać zaczyna się modlić a raczej
      opowiada Bogu o swoim nieszczęściu prosząc o śmierć. Takie
      zachowanie powoduje moją bezsilną wściekłość, którą staram się
      ukrywać. Nie zawsze jednak to potrafię a raczej nie zawsze mam
      ochote na ukrywanie (zwłaszcza w nocy!). Żebyście wiedziały, jakie
      moje ekwilibrystyczne popisy towarzyszą podstawieniu basenu osobie
      siedzącej na fotelu, która nie ma ochoty oprzeć się nogami o
      podłogę! Mama jest osobą w pełni świadomą, inteligentną, kulturalną
      i nie mam ochoty przed nią udawać, że jej zachowanie mi odpowiada.
      Wszelkie rozmowy, tłumaczenia, prośby nie zdają się na nic. Ona SIĘ
      BOI i koniec. Mam koleżankę, fizykoterapeutkę, zarazem
      rehabilitantkę. Niestety, mama nie zgadzila się na jej pomoc a
      dziewczyna nie zrobi przeciez nic na siłę. Próbowałam z obcą osobą,
      myślałam, że obcej pani nie będzie "fikać", tez nie pomogło.
      Wypożyczyłam wózek inwalidzki, żeby chociaz mogla zobaczyć coś
      więcej poza swoim pokojem. Teraz już wiem, że te spacery po
      mieszkaniu to dla niej żadna przyjemność. Boi się, że wywrócę ją z
      tym wózkiem na progu kuchni (zmierzyłam, próg ma 3cm!!!). W swoim
      pokoju nie pozwala otwierac okna, jak to mimo wszystko robię, to
      krzyczy, że chcę ją zamordować. Kiedyś zaczęła sie drzeć "ludzie,
      ratujcie bo chcą mnie zabić". Zamknęłam to okno bo przeciez wstyd. Z
      moim mężem zawsze żyła w przyjażni, teraz odnalazła sobie w nim
      wroga. Któregoś dnia mąż, chcąc mi pomóc, posadził ją na wózek.
      Okazało się, że ma "łapy jak szpony", jest niedelikatny i chyba
      złamał jej rękę". Mąż jest dobrym, rozsadnym człowiekiem więc nie
      obraził się na starowinę, nadal kupuje jej ulubione słodkie bułeczki
      z jabłuszkiem, ale nie wiem co jeszcze moja kochana mamusia jest w
      stanie wymyśleć. Moja córka, zarazem ukochana wnusia też już jest
      niedobra bo otwiera okno, robi przeciągi i nie siedzi z babcią pół
      dnia w jej pokoju. Nie moge liczyc na niczyja pomoc, jestem
      jedynaczką, mama urodzila mnie w póznym wieku. Wiem, że duzo w życiu
      przeszla. Przed ślubem długo chorowała, potem straciła jedno
      dziecko, potem tez wiele przeszła bo przez lata opiekowała się swoją
      mamą. Całemu jej życiu towarzyszył strach o wszystko. Ja to rozumiem
      ale nie chcę się poddać jej tyranii. Autorka wątku prosiła o radę a
      ja tu piszę o własnym problemie. Niestety, rady nie mam bo nawet
      sobie nie jestem w stanie pomóc. Zastanawiam sie tylko jak ja długo
      tak wytrzymam.
      • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 07:00
        Czy nie mogłabyś wysłać mamy na rehabilitację na miesiąc-dwa? O ile
        finansowo wchodzi to w grę. Są takie prywatne ośrodki opiekuńczo-
        rehabilitacyjne, gdzie się przyjmuje ludzi po udarach z niedowładami
        itp., czasem mają bardzo dobrych rehabilitantow. Może wysłać mamę na
        przynajmniej miesiąc abyś w tym czasie miała psychiczną odskocznię i
        odpoczęła, wyjechała na urlop.Poświęcanie się to piękna rzecz, ale
        jak Ty padniesz to dalsza rodzina bez zbędnych formalności
        przeflancuje mamę do DPSu i wtedy będzie się musiała z tym pogodzić.
    • burza4 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 15:53
      teściowej na siłę nie zmienisz, taki typ Matki Teresy daje sobą
      manipulować. Problem w tym, że ona też nie jest nastolatką,
      dźwiganie bezwładnej staruszki MUSI odbić się na jej zdrowiu. Domowe
      łóżka są niskie, podnoszenie starszej osoby to wielki wysiłek dla
      kręgosłupa, do tego bliska osoba nie ma wprawy zawodowej
      pielęgniarki. W rezultacie obie są wymęczone, a ubieranie czy
      toaleta trwa kilkakrotnie dłużej.

      Babcia ją po prostu zajeździ, jeśli czegoś nie zrobicie. W tym wieku
      zdaje się przysługuje już darmowa pielęgniarka (do babci męża
      przychodzi taka osoba 2 razy w tygodniu). Skoro babcia umysłowo nie
      szwankuje (choć jej egoistyczne podejście też świadczy o starczych
      zmianach osobowości) - to niechże ktoś z nią porozmawia za plecami
      Krysi. I powie, że Krysia nie chciała jej martwić, ale ma poworne
      kłopoty z kręgosłupem, i ortopeda straszy, że może jej dysk wylecieć
      i będzie chodzić w gorsecie, albo coś w tym stylu, żeby babcię
      postraszyć i zmusić do współpracy z pielęgniarką. Nawet jak Krysia
      zaprzeczy, to będzie wyglądało jak potwierdzenie faktu, że ukrywa
      własne problemy przed babcią. Krysię zabrać z domu siłą na czas
      wizyty pielęgniarki - w końcu na pewno ma własne sprawy do
      załatwienia.

      co do samej babci - moja przez takie polegiwanie skróciła sobie
      życie. Na leżąco układ trawienny przestaje normalnie pracować,
      skutki były opłakane, stan zapalny jelit i wkrótce śmierć. Też nie
      dała się rehabilitować, bo musiałaby się nieco sama wysilić, łatwiej
      bylo terroryzować całe otoczenie, najlepiej żeby sto osób dookoła
      niej skakało i było na każde skinienie.
      • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 16:35
        Nie wiem czy opiekunka z opieki społecznej przysługuje, jeśli babcia
        mieszka z córką. Raczej nie, choć można sprawdzić. Jestem obecnie
        dość na bieżąco w tych sprawach ponieważ mam na stanie ciotkę męża.
        Nie jesteśmy bliską rodziną i wg reguł MOPS nie mamy obowiązku
        prawnego zajmować się ciocią, ale pani w MOPSie od razu spytała kto
        zrodziny dziedziczy mieszkanie i czy nie jest to darowizna za
        dożywocie.
        • burza4 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 11:40
          nie wiem jakie są zasady, do babci męża (też po 90-tce) przychodzi
          siostra środowiskowa 2 razy w tygodniu, mimo że babcia ma córkę pod
          ręką i wysoką emeryturę, a córka dziedziczy mieszkanie.
          Stąd mój wniosek, że taka opiekunka przysługuje ze względu na wiek.

          swoją drogą - nikt nie ma obowiązku tłumaczyć się jakiejś biurwie
          kto ma co dziedziczyć. Nie dajmy się zwariować, bo nic jej do tego,
          pomijając już drobiazg - że zawsze można zmienić dyspozycję.
          • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 21:13
            Rzeczywiście opiekunka w takim przypadku należy się, chociaż nie
            wiem czy to słuszne. Do opiekunek dopłaca samorząd, a środki ma
            ograniczone. Natomiast z opiekunek korzystają i ci bardzo bogaci,
            których stać na prywatną pomoc i kompletnie biedni a bardzo
            potrzebujący, którzy dostają za mało godzin opieki.
    • twoj_aniol_stroz Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 18:08
      Miałam podobny przypadek w otoczeniu tyle, że tam wmieszała się
      zaprzyjaźniona zakonnica,która zaleciła co następuje:
      1. uwięzioną córkę, silnie uzależnioną od mamusi wysłać na solidną
      psychoterapię
      2. zatrudnić energicznego rehabilitanta oraz miłą aczkolwiek
      stanowczą pielęgniarkę
      Rehabilitant i pielęgniarka byli wtedy jak córka była na terapii.
      Wszystko to razem dało rezultat pozytywny: mama została uruchomiona,
      a córka "przerobiła" swoje problemy z rodzicami i teraz jest
      znacznie szczęśliwszym człowiekiem.
      Oczywiście Krysia na 100% zaprotestuje gromkim głosem na propozycję
      terapii, ale należy postąpić równie stanowczo jak z prateściową,bo w
      przeciwnym razie faktycznie będziecie mieć pod opieką jeszcze ją.
      Padł tu jeszcze jeden dobry pomysł: poufna informacja,że córka ma
      koszmarne problemy z kręgosłupem (tarczyca też źle znosi podnoszenie
      ciężarów ponad siły). To może być wspomagacz całego przedsięwzięcia.
      • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 23:12
        Bardzo dobry pomysł z tym rehabilitantem oraz pielęgniarką tylko
        szalenie kosztowny.
        • twoj_aniol_stroz Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 08:16
          Niestety... ale może jakaś rodzinna "zrzutka"pozwoli uporać się z
          finansową stroną przedsięwzięcia. Zawsze warto prosić o pomoc,
          czasem przychodzi ona z najmniej oczekiwanej strony.
          • kol.3 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 21:17
            Kiedy wychodzi sprawa opieki nad starszą osobą i koszty z tym
            związane, część rodziny ma cudowną zdolność ulatniania się i
            udawania że jej nie ma.
            • twoj_aniol_stroz Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 27.05.08, 20:31
              Tak,to prawda, ale czasem dobrze jest rodzinie przypomnieć, że mają
              także obowiązki z tytułu bycia rodziną.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 25.05.08, 21:00
      Domyślam się, że trudno patrzeć na to co sie dzieje. Oczywiście
      byłoby lepiej gdyby teściowa i jej mama dopuściły pomoc w opiece
      różnie zorganizowaną. Ponieważ tak się nie dzieje, może warto
      zostawić sprawę w spokoju.
      Po pierwsze, dlatego, że teściowa jest dorosłą osobą i sama
      decyduje o swoich wyborach, nawet jak są one dla niej trudne a dla
      innych nieracjonalne.
      Po drugie, wyraźnie istnieje jakaś więź między tymi kobietami.
      Pewnie jest ona nadmierna, pewnie widać tam dużą zależność, ale
      trzeba wziąć pod uwagę, że te kobiety razem mieszkały od lat i taka
      więź między nimi mogła się nawiązać, a innej nie umiały stworzyć.
      Po trzecie teściowa może odczuwać swoistą przyjmność w opiece i
      poświęcaniu się dla matki.
      Z tych wszystkich powodów oraz z tego, że pokolenie Pani teściowej
      inaczej pojmuje obowiązki dzieci wobec rodziców zostawiłabym tę
      sprawę dwóm zainteresowanym kobietom.
      Po prostu trzeba przyjąć ich punkt widzenia, szczególnie teściowej
      i uszanować go. Pomoc zaś zaoferować w innych sferach, tak aby
      odciążyć teściową od spraw, które w tej sytuacji mogą być
      zaniedbane oraz okazać teściowej zrozumienie i podziw, że tak
      świetnie sobie daje radę, bo to jest jej chyba bardzo potrzebne aby
      przetrwać, te trudne chwile. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • swinka-morska Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 10:02
        Nie rozumiem czemu miałoby służyć wyrażanie podziwu?
        Wzmocnieniu poczucia u teściowej, że dobrze robi dając się
        terroryzować?
        • anndelumester Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 10:30
          tez nie rozumiem..
          Jaki podziw, za co? Za wzbudzanie poczucia winy? Za matkopolkizm w
          wersji czystej i nieskalanej?
          A potem sie wszyscy dziwią, ze nikt nie reaguje jak sie z ludzmi źle
          dzieje...
          • burza4 Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 11:46
            Sęk w tym, że wycofanie się i nieangażowanie w rozwiązanie problemu
            może przynieść daleko idące negatywne skutki dla autorki, a ryzyko
            że tak się stanie jest na tyle duże, że wymaga interwencji (że
            pominę aspekt że zwyczajnie szkoda teściowej)

            Nie mozna tak sobie machnąć na to ręką, bo jeśli w rezultacie
            nadopiekuńczości teściowej posypie się zdrowie - to obowiązki
            związane z opieką nad dwójką starych osób spadną na autorkę i jej
            męża. A to już będzie katastrofa, zarówno z finansowego punktu
            widzenia jak i organizacyjnego. W przeciwieństwie do teściowej - oni
            zdaje się pracują, mają do tego małe dziecko - kto zajmie się
            staruszkami, jeśli Krysi wysiądzie kręgoslup?
            • swinka-morska Re: Kłopot z teściową i "prateściową" 26.05.08, 13:07
              Wyrażanie podziwu nie ochroni kręgosłupa Krysi, która prawdopodobnie
              już sama zasłużyła na wypoczynek i jak każdemu należy jej się
              szacunek od najbliższych - wliczając w to jej własną matkę.
      • anna-sara Re: Pani Agnieszko... 26.05.08, 15:23
        Pani Agnieszko. Napisałam wyżej, że problem opieki nad mamą w
        podeszłym wieku znam z autopsji. Zapewniam Panią, że problem ten
        inaczej widać znad mądrych książek a inaczej zza podawanego basenu.
        Tak często bywa, że w fachowych książkach nie piszą o szarej
        codzienności. Nie można zostawić opiekującej sie osoby samej sobie.
        Żeby dobrze wypełniac swoje obowiązki trzeba dużo sił psychicznych i
        fizycznych. Nawet najlepsi pracownicy Domów Pomocy kiedyś kończą
        swój dyżur i resztę doby mają dla siebie. Cóż dopiero osoba, która
        swoją pracę wykonuje w "trybie ciągłym"... Tu nie wystarczy
        tłumaczenie, że to mama, że przeciez ją kocham, że nie oddam jej
        nikomu. To oczywiste ale chciałoby sie jeszcze trochę pożyć,
        przeciez nie jestem jeszcze stara, mam męża, dzieci, pracę, jakies
        zainteresowania. Nie jestem przeciez tylko córką ale też matką i
        żoną. Pisze Pani, że pani Krysia jest dorosłą osoba i sama decyduje
        o swoich wyborach. W związku z tym proszę powiedziec co ma do
        wyboru? To przeciez nie Ona broni rodzinie dostępu do swojej matki,
        to matka sobie nie życzy nikogo innego. Z jednym się zgodzę. Ta pani
        może odczuwać "swoistą przyjemność w opiece i poświęceniu sie dla
        matki", ja też taką odczuwam ale to nie znaczy, że mamy rację. Ja
        zrozumienia nie potrzebuję (chociaz ze strony rodziny mam) ale tego,
        żeby ktoś mi pomógł w codziennych sprawach, żeby mnie czasami
        zastąpił a podziw? Ani ja ani pani Krysia nie robimy niczego
        nadzwyczajnego, przeciez to nasze matki i chcemy się nimi opiekować,
        setki tysięcy ludzi to robi. Problem w tym, czy musimy dac się
        terroryzować. Pozdrawiam.
        • emli7 jeszcze raz ja 26.05.08, 23:50
          Dziękuję i, jeśli ktoś zechce, prosze o dalsze opinie.

          Małe wyjaśneinie - opiekunka z MOPS nie przysługuje, bo mieszkają
          tam 3 osoby (teściowa, prateściowa, teść) i wszyscy mają emeryturę.
          Z caritas opieka przysługuje tylko chorym na nowotwory. Spisałam
          dziś z sieci dane prywatnych agencji, jutro zrobię telefoniczny
          rekonesans.
          Co do Waszych opinii - tak, niektóre osoby mają genialną zdolność
          ulatniania. Na przykłąd rodzona, nieco starsza siostra teściowej.
          Pełna asertywnosć, zawsze ma swoje sprawy - a spotęgował to jeszcze
          fakt, ze "Babcia nie chce" żeby się nia zajmował kto inny niż
          teściowie.
          Dzięki za info o tarczycy i dźwiganiu. teściowa choruje na tarczycę
          i jak jej dziś tego newsa przekazałam, to się wystraszyła i w innym,
          tonie ze mną gadała o pielęgniarce.
          Też nie w pełni zgadzam się ze zdaniem pani Agnieszki - ale, rzecz
          jasna, dziękuję za opinię. Koleżanki mają rację - boję się dalszych
          konsekwencji tego co się dzieje. Tak, oboje pracujemy, mamy
          dwuletniego synka. Poza tym naprawdę lubię teścową i chciałabym żeby
          jeszcze długo pozyła w dobrej formie.
          Już trochę czujemy konsekwencje sytuacji - teściowa zajmowała się
          naszym maluchem w poniedziałki, wypadła z "grafiku", niania nie
          moze, bo w poniedziałki zajmuje się swoją wnuczką, więc zapisaliśmy
          synka na poniedziałki do prywatnej świetlicy i już zaczął wirusy
          przynosić...

          A co do uczuć teściowej - totalna mieszanka, tej przyjemności za
          bardzo nie widać. Dużo, dużo irytacji wyniakjącej głównie z
          nieudanych prób dogadania się w sensowny sposób(już wcześniej babcia
          ja irytowała, bo Krysia usiłowała z nia gadac tak jakby nie było
          tych starczych zmian osobowości) i poczucie obowiązku, powinności.
          Dużo poczcuia winy w przypadku niezadowolenia babci. I lęk, że "coś
          się stanie" jeśli ona nie dopilnuje.

          Co do wyjazdu - raczej niewykonalne.Przed wypadkiem babci była
          wersja, ze Krysia jedzie w lipcu na trochę ze mna i z naszym synkiem
          nad morze. I tak non stop jęczała "ale co z babcią". A teraz nawet
          jeśli przy babci siedzi kilka osób, to ma problem z wyjsciem z domu
          na dłużej niż 2 godziny. I nie pojedzie juz nigdzie. Nawet na
          weekend na działkę.
          Proponowałam, ze moze chciałaby porozmawiać z pscyhologiem. Nie
          obruszyła się (to nieglupia osoba i wie, ze pójście do psychologa
          nie oznacza, że ktoś jest nienormalny), ale nie wyraziła chęci.

          jeszcze raz pozdrawiam wszystkich
          emli
          • kol.3 Re: jeszcze raz ja 27.05.08, 18:27
            Trochę zdrowego egoizmu by się przydało, bo inaczej teściowa nie
            przetrwa.
          • burza4 Re: jeszcze raz ja 27.05.08, 19:59
            Emili, sytuacja jest bardzo trudna, tekst o radości mnie osobiście
            lekko śmieszy. Radość można czerpać jedynie kiedy człowiek ma
            jeszcze siłę na jakiekolwiek uczucia, tesciowa niedosypiająca i
            uwiązana non-stop zapewne jest od radości moocno daleka. Nie mylmy
            poczucia obowiązku z czerpaniem przyjemności z bycia pomocnym.

            swoją drogą - w gruncie rzeczy na takie osoby patrzy się bardziej
            przez pryzmat bezradności niż podziwu. Gdyby nie wpajana tamtemu
            pokoleniu od dzieciństwa wizja kobiety jedynie w roli rodzinnej
            posługaczki, Krysia nie miałaby tak ciężkiego życia, i potrafiła -
            jeśli nie zagonić siostrę do pomocy, to zmusić do współfinansowania
            opieki nad matką. Bo obie mają prawny obowiązek pomocy, jeśli jedna
            się nie wywiązuje, to powinna wynając płatną opiekunkę.

            jedyne co możesz zrobić, to wstrząsnąć babcią, mówiąc jej o
            powaznych problemach zdrowotnych teściowej, i wymuszając zgodę na
            dochodzącą pomoc. Za którą powinna zapłacić siostra teściowej.
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko... 28.05.08, 18:51
          Zgadzam się z Panią. Opieka nad chorą a do tego starą osobą jest
          uciążliwa i bardzo trudna z punktu widzenia psychologicznego. Można
          nawet powiedzić, że tak chora osoba i opieka nad nią, to często
          problem całej rodziny. Należy pomagać. Jest jeden wszak warunek.
          Taka osoba musi sobie dać pomóc. Musi być moywacja po stronie
          teściowej "emli". Ale jej nie ma i potwierdza to jej kolejny wpis.
          Dlatego napisałam jakie mogą być wewnętrzne motywacje jej teściowej,
          które nie pozwalają jej na zmianę sytuacji. Napisałam to także po to
          aby "emli" wiedziała, że w takiej sytuacji i w tej chwili niewiele
          będzie mogła zrobić.
          Dlatego uważam, że trzeba p. Krysię wspomagać w innych obszarach,
          aby jej ulżyć. Nie proponuję pozostawienia samej z problemem, ale
          proponuję działanie na możliwych polach. Pozdrawiam. Agnieszka
          Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka