luciola9
27.06.08, 21:43
Nadal tkwię w tym układzie (teściowa ,mąż i ja).... Raz lepiej raz
gorzej i nawet mogłabym to znieść,gdyby maż mnie wspierał i umiał
mnie zroumieć. Lecz są chwile -własnie takie jak dziś, w których
wydaje mi się,że takie życie nie ma żadnego sensu. Prawdziwą
groteską jest to ,ze my naprawdę się kochamy -więc dlaczego nie
potrafimy się dogadać. On twierdzi,ze nic się nie zmieni( bo ja
żądam za dużo - musi odwiedzać mamę codziennie lub co 2 dzień by
jej pomagać, nie wpłynę też na częstotliwosć ich kontaktów
telefonicznych.
A ja chcę tylko odrębności, wydzielenia granic i zaprzestania
wciągania teściowej w nasze sprawy.
Nie umiem z nim rozmawiać, próbuję na rózne sposoby, nawet staram
się mówic spokojnie, szukać rozwiązań itp. ale gdy pytam o jego
zdnie, on milczy lub mówi "co Ty ode mnie chcesz".
Czy jest szansa,ze On przejszy na oczy. Minęło już 7 lat od naszego
ślubu.