Dodaj do ulubionych

Czy ja przesadzam?

14.12.08, 13:26
"Jak jeszcze raz poprzewracasz koszule na lewą stronę to ci
przywalę" - tak odezwał się do mnie wczoraj mój mąż, który zabrał
się do składania zrobionego przeze mnie prania. Dla niego po chwili
nie było sprawy, zaczął mnie ciągnąć za rękę w żartach, ja nie
potrafiłam przejść nad tym tak od razu do porządku dziennego.
Mówiąc TO mam na myśli warczenie na mnie z byle powodu, zamiast
normalnego zwrócenia uwagi (przy czym koszule po prostu powykręcały
się w pralce, ja ich nie wykręcałam specjalnie).Z powodu byle
drobiazgu, jak np. zostawienie przez mnie kranu w pozycji z gorącą
wodą zamiast po środku albo powieszenia kurtki na jego wieszaku,
warczy na mnie, czasem wyzwie (niechluju, głupolu). Ja zwykle coś
odpysknę ale mimo wszystko jest mi przykro, psuje mi to humor
dlatego zaczynam się
zajmować swoimi sprawami, i przyznaję, że chcę się wtedy na chwilę
od niego odciąć. On natomiast zachowuje się jakby nigdy nic i za
chwilę sugeruje, że ma np. ochotę na seks. Jest to oczywiście
ostatnia rzecz, jaką w takiej chwili chciałabymm robić, więc nie
odpowiadam na jego niby przymilne zaczepki, a w nim narasta złość,
że ja jestem "obrażona".
Przyznaję, mój błąd, że się "obrażam", ale jak mam się zachować,
żeby mu uświadomić, że mnie rani takie zwracanie się do mnie? Już
nie raz mówiłam mu po sprawie, na spokojnie, żeby się tak do mnie
nie odzywał, bo mi to sprawia wielką przykrość. Obiecywał, że się
zmieni, że będzie się kontrolował - ja na to, że to dziwne, że musi
się kontrolować, żeby na mnie nie warczeć, a on mi na to, że życie
jest takie, że on nie będzie zawsze do mnie ćwierkał.
I teraz robi ze mnie księżniczkę obrażalską, co to ciągle jest czymś
urażona. Tylko, dodam dla jasności, że nie dalej niż tydzień temu w
czasie kłotni zamierzył się na mnie talerzem, ja błyskawicznie
odskoczyłam, nic się nie stało, ale kto wie, co on zrobiłby w
złości?
On wtedy: jak Ty mnie prowokujesz, widzisz jak mnie prowokujesz!
Rozmwialiśmy potem na spokojnie o tym i on wiecie co mi powiedział -
że tylko mnie chciał nastraszyć i roześmiał mi się w nos jak
powiedziałam, że poczułam się realnie zagrożona.
Już nie wiem, co o tym wszystkim sądzić:( Nie wiem, czy to ja
przesadzam upatrując w naszym życiu przemocy psychicznej -a
przyznam, że czytam na ten temat jakiegoś czasu, i zachowując się
jak obrażalska księżniczka robię z siebie ofiarę i coraz bardziej
nakręcam się w strachu, czy to może on jednak przegina?
Obserwuj wątek
    • annb przeczytaj to, proszę 14.12.08, 14:27
      wyborcza.pl/1,75480,6039016,Dziesieciu_damskich_bokserow__dlaczego_znecamy_sie.html

      ci panowie tez uwazali ze to zony ich prowokują
    • delecta Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 14:29
      Moim zdaniem już jesteś ofiarą przemocy.
      "Bo mnie prowokujesz" - to typowe wytłumaczenie przemocowca.

      > Przyznaję, mój błąd, że się "obrażam",
      To nie Twój błąd, tylko normalna reakcja na chamskie teksty i
      zachowanie męża.
      • marzeka1 Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 14:34
        Nie przesadzasz, masz za to problem.
        • catrinceoir Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 18:24
          przeczytaj "Trzepot skrzydel" K. Grocholi. to powiesc, ale porownaj zycie
          bohaterki z tym, co u Ciebie sie byc moze wlasnie zaczyna...
    • zawszekatinka Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 18:42
      Co tu pisać... gość ma zadatki na damskiego boksera. Na razie chyba jesteście ze sobą niedługo... ale z czasem to się raczej pogorszy... i dostaniesz w twarz. Przykre...
    • estutweh Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 19:12
      Rownie dobrze to Ty moglabys chwycic za noz, zamierzyc sie na niego i
      powiedziec, ze to on Cie sprowokowal tym, ze zaczal Cie wyzywac.

      PALANT.
      • panna.w.paski Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 23:18
        Nie mam doświadczenia w życiu w małżeństwie..ale nawet jeśli nie da się przez
        całe życie do siebie "ćwierkać", to przynajmniej okazuje się sobie wzajemnie
        szacunek. Nazywanie kogoś "głupolem", zamierzanie się z talerzem i
        pseudożartobliwe teksty o uzyciu przemocy szacunkiem nie są.Przemyśl to zanim
        nie będzie zbyt późno.
        • phantomka Re: Czy ja przesadzam? 14.12.08, 23:39
          Nie przesadzasz, bo po pierwsze twoj maz stosuje na tobie przemoc
          psychiczna (na razie tylko taka, mysle, ze niedlugo) A po drugie ty
          sama zaczynasz zachowywac sie jak ofiara - tlumaczysz swoje
          postepowanie. A co to za problem, na jakiej stronie byla koszula? Ty
          nie musisz sie z tego tlumaczyc, bo to nie jest problem, ktory
          upowaznia kogokolwiek do rzucania grozbami.
          Przejdz sie do terapeuty, wyslucha, doradzi, pokieruje na wlasciwe
          tory twoje myslenie, postawe wobec meza.
    • superruda Re: Czy ja przesadzam? 15.12.08, 00:00
      Facet zdecydowanie nie radzi sobie ze swoimi emocjami i słowami. To nie Twój
      błąd, że się obrażasz, my kobiety tak mamy, że jest nam przykro, kiedy słyszymy
      podobne słowa. Masz do tego prawo, natomiast on nie ma prawa "przywalić Ci" w
      żadnej sytuacji. Mój mąż też tak ma- parę minut po kłótni przechodzi nad tym do
      porządku dziennego, ja tak nie umiem i wypowiedziane przez niego w złości słowa
      długo pamiętam.
      P.S. A tak na marginesie, powiedz mu, że ubrania mniej się niszczą gdy są prane
      na lewej stronie.
      • fallea Re: Czy ja przesadzam? 15.12.08, 12:45
        Dziękuję Wszystkim za odpowiedzi. Grocholę z chęcią przeczytam.
        Jesteśmy ze soba nie tak niedługo, bo już 3 lata. TAk myślę, że
        jakby jego złe emocje miały przejść w czyny, to chyba już by do tej
        pory to się stało, ale może jestem w błędzie.
        Znam 2 kobitki, z którymi był wcześniej w związkach, w tym z jedną
        się przyjaźnię, lubię babkę. Nic na to nie wskazuje, żeby na którąś
        podniósł rękę.
        Takie nieprzyjemne słowa, ton powodują po prostu że jest przykro i
        trudno tak od razu przejść do porządku dziennego, a on usiłuje mi
        wmówić, że to ja taka obrażalska jestem i że mi się zawsze coś nie
        podoba, a to ton, a to treść. No cóż, wszystko można powiedziec na
        różne sposoby.
        Sama nie jestem aniołem, zawzięta jestem i jak się wkurzę to też
        mówię mu nieprzyjemne rzeczy, no ale nigdy nie wyzywam.
        Męczące jest bardzo, że muszę ciągle walczyć z nim, żeby nie używał
        w rozmowie ze mną "komend", podniesionego głosu, żeby nie starał się
        mnie nie wiem, wychowywać? itp. I każda taka walka o taką jakąś
        bzdurną rzecz przebiega jak jakiś melodramat, maksymalne wygarnianie
        sobie nawzajem wszystkiego co na wątrobie leży, sugerowanie rozwodu
        przez obie ze stron, wreszcie jego łzy i zapewnienia, że się
        poprawi. Zaniepokoiły mnie bardzo ta sytuacja z talerzem i z
        koszulkami, bo zasugerował w nich użycie przemocy fizycznej, a na
        tym polu to nie mam szans się obronić:(
        • serendepity Re: Czy ja przesadzam? 15.12.08, 13:00
          fallea napisała:


          > Jesteśmy ze soba nie tak niedługo, bo już 3 lata. TAk myślę, że
          > jakby jego złe emocje miały przejść w czyny, to chyba już by do tej
          > pory to się stało, ale może jestem w błędzie.

          > Zaniepokoiły mnie bardzo ta sytuacja z talerzem i z
          > koszulkami, bo zasugerował w nich użycie przemocy fizycznej, a na
          > tym polu to nie mam szans się obronić:(

          Chyba sama sobie odpowiadasz. Do tej pory nie przerodzilo sie w to przemoc, ale
          sama potwierdzasz, ze nastapila eskalacja jego zachowania.
          Tym razem uchylilas sie i bylo ok, ale skad wiesz, ze nastepnym razem Cie nie
          uderzy?

          Skoro znasz jego byla dziewczyne to czemu nie zapytasz sie czy ja tez tak
          traktowal? A moze ona nie dala sie tak traktowac, a Ty pozwalasz i wlasnie
          dlatego tak sie do Ciebie zwraca, bo wie, ze jestes slabsza i moze sobie
          pozwolic na takie zachowania.

    • cat4 Re: Czy ja przesadzam? 15.12.08, 18:03
      fallea napisała:

      > "Jak jeszcze raz poprzewracasz koszule na lewą stronę to ci
      > przywalę" ...

      Jak ja bym uslyszala cos takiego, to odpalilabym - a jak ty jeszcze
      raz zostawisz buty w przedpokoju to ja ci przyp...le. Jak ci nie
      pasuje, to sam sobie pierz. Zimnym stanowczym tonem, patrzac prosto
      w oczy.
      Wyglada na to, ze twoj maz jest niezlym chamem i cie nie szanuje,
      wie, ze moze sobie na duzo pozwolic i ze twoja jedyna reakcja bedzie
      milczenie i smutek bo jestes slabsza. Malo tego, mysle, ze taka
      slabosc w pewien sposob go prowokuje - na tej samej zasadzie dzieci
      w podstawowce dokuczaja slabszym.
      Nie daj sie tak traktowac - pokaz mu, ze pewnych granic nie wolno mu
      przekraczac, ze nie jestes slaba kobietka i ze potrafisz sie bronic.
      Oczywiscie nie mowie o rzucaniu w niego talerzami, ale o szybkiej i
      ostrej riposcie, a potem stanowczym wyjasnieniu: Nie zycze sobie
      takich odzywek z twojej strony. Postaraj sie nie denerwowac i
      zachowac spokoj (wiem ze to trudne), patrz mu prosto w oczy, mow
      stanowczo i spokojnie. Potem wyjdz z pokoju zeby ochlonac, ale nie
      obrazaj sie na zbyt dlugo i przede wszystkim nie okazuj, ze jest ci
      az tak przykro.
      Mozesz mu to oczywiscie powiedziec, jak nadarzy sie sprzyjajaca
      okazja do rozmowy, ale wydaje mi sie, ze cos w rodzaju: och prosze
      przestan, bo mnie to rani - raczej do niego nie trafi. Choc
      oczywiscie ty znasz go lepiej.
      Moj facet tez mial sklonnosci to lekcewazacych komentarzy na moj
      temat, zdarzalo mu sie to od czasu do czasu, az odpalilam mu pare
      razy i juz sobie nie pozwala. Z tym, ze u niego nie bylo to
      agresywne, bylo to raczej podkreslanie, jaki to on jest madrzejszy.
      Z ludzmi tak juz jest, ze beda cie traktowac tak, jak im na to
      pozwolisz.
      A twoj maz jest dosyc toksyczny - sprawia ci przykrosc i obraca to w
      zart. I podkresla ze nie bedzie przeciez cwierkal. Moze to byc lekka
      forma kontroli.
      Trzymaj sie cieplo i nie daj sie dolowac!

      Pozdrawiam
      • abasia471 Re: Czy ja przesadzam? 16.12.08, 00:57
        Nie odniosłam wrażenia żebyś przesadzała. Stanowczo nie powinnaś
        lekceważyć takich zachowań męża. Mój ojciec miał takie powiedzenie:
        Z człowiekiem można zrobić tyle, na ile sobie pozwoli". Ojciec był
        mądrym facetem i nauczył mnie wielu ważnych rzeczy, np. tego, że
        każdy zasługuje na szacunek a dobre wychowanie ułatwia bycie z
        ludźmi. Nie pozwól, żeby Twój mąż wmawiał Ci, że przesadzasz, gdy
        sam zachowuje się po chamsku.
        • fallea Re: Czy ja przesadzam? 16.12.08, 09:18
          Dziękuję za wsparcie!
          Oczywiście znam zasadę, że ludzie traktują Cię tak, jak im pozwalasz
          się traktować. Dlatego ja właśnie walczę ciąglę z mężem - o zbyt
          ostry ton, o zwracanie uwagi na duperele, co jest moim zdaniem
          zbyteczne i ogólnie o to, żeby wyluzował. Nie reaguję milczeniem na
          takie chamskie odzywski, od razu coś odpyskuję, a dopiero potem się
          nie odzywam.
          Szczerze mówiąc nie wiem, jaki błąd popełniam? Gdybym milczała i
          wszystko łykała, to rozumiem, ale przecież odpowiadam na atak,
          bronię swojego prawa do traktowania mnie z szacunkiem. Tylko, że to
          co ja sobie wyobrażam pod hasłem "traktowanie z szacunkiem", dla
          niego jest przesadzonymi wymaganiami obrażalskiej księżniczki.
          • annb Re: Czy ja przesadzam? 16.12.08, 09:29
            to nie ty popełniłas błąd
            to jego zachowanie nie jest normalne/naturalne
            ale skoro szukasz winy w sobie to znaczy ze jesteś ofiarą
            ofiarą przemocy psychicznej (poki co chociaz pan ma zadatki na
            przemocowca fizycznego)
          • aiczka Re: Czy ja przesadzam? 17.12.08, 01:07
            Ja uczepie sie jednego slowa: "odyskuje". Nie wiem, jaka ma to forme, ale
            okreslenie sugeruje, ze podobna do zaczepki. W tym momencie w pewnym sensie
            tracisz prawo do pretensji, bo odpowiadasz mezowi tym samym, dajac sygnal, ze
            uznajesz to za normalny sposob komunikacji (nie wiem, czy tak jest, bazuje na
            okresleniu).
            Sposob, w jaki Twoj maz reaguje na codzienne sytuacje jest przesadny i
            niegrzeczny. Mozesz sprobowac mu to wytlumaczyc sama lub posilkujac sie jakimis
            przykladami, rozmowami ze znajomymi czy rodzina - normalnie, zgodnie zyjace pary
            nie uzywaja wobec siebie sformulowan typu "niechluj, glupol". Sprobuj podac mu
            przyklady innych sformulowan, ktore Cie nie uraza.
            Naturalna reakcja na komunikat "sprawiasz mi w ten sposob przykrosc" jest proba
            unikania tego w przyszlosci nawet, jesli uwazamy wymagania partnera za przesadzone.
          • moreno68 Re: Czy ja przesadzam? 17.12.08, 09:15
            Szczerze ja po takich tekstach o koszulach powiedziałabym..Kochanie
            napewno zrobisz to lepiej, pierz koszule tak jak lubisz sam.I
            zastosowała się do własnych słów.Obrażanie niewiele tutaj daje ,bo
            po pierwsze i tak się godzicie po jakimś czasie a po drugie jesteś
            obrażona i robisz dalej to co przed awanturą.
            Konsekwencja w egzekwowaniu upierdliwych czynności bez obrażania
            bardziej dociera.
            Bo tak to jednych uchem mąż wpuszca a drugim wylatuje;).Mówię to z
            pozycji osoby która kiedyś się obrażała i wie że to mało skuteczne.
            Druga sprawa to czy czujesz się realnie zagrożona czy tworzycie typ
            włoskiej rodziny.Jak miłośc to na maksa a jak dym to latają talerze.
            Nie bronię faceta ani Ciebie ale chyba na spokojnie nie potraficie
            się rozmawiac tylko kiedy jest sytuacja zapalna to jedno coś mówi
            przykrego a drugie odpowiada atakiem.
            • fallea Re: Czy ja przesadzam? 17.12.08, 12:17
              Właśnie tak zapowiedziałam, że w takim razie niech sam sobie pierze
              to wtedy będzie miał tak jak chce. Powiedziałam to już później, ale
              teraz jak będę prała swoje rzeczy to nie wiem, jakoś tak głupio
              tylko swoje, skoro można i jego wyprać za razem. Poza tym znając go
              to myslę, że jak zobaczy, że nie włożyłam jego rzeczy to pomyśli, że
              dalej się dąsam za tą sytuację i tylko go to wkurzy. Może po prostu
              zaproponuję, że jak chce swoje rzeczy dołożyć, to niech je osobiście
              włoży do pralki. Tak chyba będzie najlepiej.
              On chyba uważa, że musi ze mną ciągle walczyć. Nie wiem jak to
              rozumieć.
              Dzisiaj rozmawialiśmy o prezentach świątecznych. Dla jego rodziny
              już kupiliśmy za , bagatela, ok.700 zł. Ja spytałam, czy pojedziemy
              do sklepu w sobotę bo też chciałabym kupić drobiazgi dla swojej
              rodziny. Z początku mówiłam, że może w tym roku zrobić tak, żeby
              były prezenty tylko dla dzieci, ale wiem, że moja rodzinka na pewno
              nam coś kupi, więc zadecydowałam, że lepiej jakieś drobiazgi kupić.
              A on -nie wiadomo z jakiej paki, wtrąca swoje 3 grosze i mówi, a ja
              tam bym nie kupował i już (nie przepada za moją rodziną niestety,
              choć nic mu nie zrobili). Ja na to, słuchaj, dla Twoich już mamy
              prezenty za 700 zł, może pozwolisz, że i ja kupię jakieś drobiazgi?
              A on do mnie: A co Ty taka zaraz agresywna się robisz?! No sorry,
              powiedziałam to normalnym tonem, a poza tym chyba teoretycznie
              miałabym prawo się wkurzyć za takie teksty prawda?
    • glamourous Strach przed pantoflarstwem? 16.12.08, 11:54
      Sorry za szczerosc, ale Twoj maz to niezly kawal chama. Wydaje mi
      sie ze to czlowiek z gatunku tych, ktorzy bedac z kims funkcjonuja
      na zasadzie "kto kogo". Jego musi byc na wierzchu - ma byc moze
      zakodowany strach przed pantoflarstwem i takimi slowami probuje Ci
      pokazac kto tu rzadzi, a sobie udowodnic ze kontroluje sytuacje i ze
      pantoflem nie jest. Nastepnym razem, kiedy sie tak "zapedzi" powiedz
      mu, ze jezeli chce byc burakiem to niech sobie znajdzie kogos, komu
      jego chamstwo nie bedzie przeszkadzalo - bo Ty tego znosic nie
      musisz. Nie wahaj sie uzyc takich ostrych slow i stanowczo zagrozic
      rozstaniem - tacy ludzie musza czasem zostac pobici swoja wlasna
      bronia, zeby pojsc po rozum do glowy.

      A jesli to nie poskutkuje i konflikty nadal beda sie zaostrzac - to
      zastanow sie, czy w ogole masz ochote spedzic cale zycie z kims
      takim, w nieustannych walkach na slowa i talerze o codzienne
      duperele. Sa niestety ludzie, ktorzy potrzebuja konfliktow zeby zyc,
      wiec sami je z luboscia prowokuja, nie liczac sie z tym ze innych
      taka atmosfera po prostu wykancza. Powiem szczerze, ze ja nie
      moglabym zyc z kims takim, dostalabym chyba nerwicy. Normalny,
      zdrowy wiazek nie zywi sie przeciez zla energia, wyzwiskami ani
      brakiem szacunku. A taki ponizajacy zone buraczany pseudomaczo ani
      nie bedzie dobrym partnerem i wsparciem, ani dobrym ojcem - bo
      dzieci to on w takich klimatach dobrze nie wychowa...
      • fallea Re: Strach przed pantoflarstwem? 16.12.08, 12:56
        Nie boję się używac ostrych słów w konfrontacji z nim, bo nie boję
        się jakoś o siebie. Strach czuję przed życiem w napięciu, w nerwowej
        atmosferze, a nie przed tym, że może kiedyś dostanę w twarz. Jakby
        mnie uderzył, to bym wyszła tak jak stoję i już by mnie więcej nie
        zobaczył. Nie byłoby zmiłuj, bo w momencie użycia przez niego siły
        dla mnie to byłby koniec. Tego jestem na 100% pewna.
        W tym momencie zastanawiam się tylko, czy będzie jakaś eskalacja,
        zastanawaim się nad jego psychologicznym profilem, bo nie chcę
        stracić kilku lat żeby się dowiedzieć, że np. jednak jest w stanie
        podnieść na mnie rękę.
        W ostatnich sytuacjach ja też miałam ochotę mu wydrapać oczy i się z
        tym nie kryłam, rozumiem, że on też się z tym nie krył, tylko że
        rzuciłabym talerzem o podłogę, a on? Nie wiem.
        Mówiąc o moim błędzie, nie obiwniam się o sytuację, tylko
        zastanawaiam się, w jakich sytuacjach pokazuję się jako "słaba"
        osoba, którą on pozwala sobie tak traktować?
        • glamourous Re: Strach przed pantoflarstwem? 16.12.08, 13:42
          fallea napisała:

          > zastanawaiam się, w jakich sytuacjach pokazuję się jako "słaba"
          > osoba, którą on pozwala sobie tak traktować?

          Moze wlasnie odbiera Cie jako silna osobe i ma w zwiazku z tym
          poczucie zagrozenia dla swojego "maczyzmu"? I dlatego prowokuje, bo
          potrzebuje konfrontacji aby udowodnic sobie, ze nie jest u Ciebie
          pod pantoflem? Taka swojego rodzaju walka o wladze? I nie sugeruje
          Ci tutaj, ze jestes baba-herod ktora rozstawia go po katach, nic z
          tych rzeczy. To tylko ON odbiera Cie jako kobiete byc moze zbyt
          nowoczesna, zbyt niezalezna i niezbyt podporzadkowana - i
          profilaktycznie usiluje CI pokazac gdzie jest Twoje miejsce,
          przyjmujac strategie : "jak obnize jej poczucie wlasnej wartosci
          krytyka oraz inwektywami, to bedzie wiedziala kto tu rzadzi". Moim
          zdaniem tak to wlasnie wyglada, swiadczy o tym chocby usilowanie
          wpedzenia Cie w poczucie winy "bo to ty mnie prowokujesz!" Osobe o
          zanizonym poczuciu wlasnej wartosci oraz wpedzona w poczucie winy
          latwiej jest kontrolowac.

          Warto przyjrzec sie stosunkom w jego rodzinnym domu. Moze pochodzi z
          przemocowej rodziny, gdzie apodyktyczny ojciec tresowal wszystkich.
          A moze bylo odwrotnie - mial wycofanego ojca, ktoremu wspolczul, i
          dominujaca matke ktora zalazla mu za skore - napatrzyl sie w
          dziecinstwie i teraz probuje profilaktycznie podporzadkowac sobie
          kobiete i nie powielic rodzinnego schematu.
          Powiem tak : kazdy jest kowalem wlasnego losu, ale ja zwyczajnie
          balabym sie miec dzieci z takim facetem. Poki nie masz dziecka, masz
          jeszcze droge odwrotu i mozesz w kazdej chwili odejsc, trzymasz go w
          psychologicznym szachu i on wie, ze na inna forme przemocy niz
          psychiczna nie moze sobie NA RAZIE pozwolic. Jednak kiedy juz
          urodzisz mu dziecko, byc moze stwierdzi, ze jestes juz do
          konca "zaklepana" i pozwoli sobie na wiecej...
          Planowanie zycia z takim kryptoprzemocowcem jest IMO troche jak
          budowanie domu na zboczu czynnego wulkanu. Mozna go zbudowac, ale
          potem cale zycie zyc w strachu, czy aby kiedys nie wybuchnie...
          • fallea Re: Strach przed pantoflarstwem? 17.12.08, 12:38
            Wiesz, może być sporo prawdy w tym co piszesz. W każdym razie ja się
            właśnie tak czuję - jakby chciał mnie zastraszyć, pokazać, żebym nie
            brykała, bo on tu rządzi. Chciałabym tak bardzo zrozumieć, dlaczego
            się tak zachowuje, co nim powoduje, czego mu brakuje, gdzie czuje
            się zagrożony, bo wtedy myslę nie musiałoby dochodzić do takich
            spięć. Ja nie jestem jakąś władczą babką, ani nie jestem też
            bluszczem czy mimozą.
            On niestety pochodzi z rodziny przemocowej:( Nic dodać, nic ująć.
            Na początku troszkę usiłował mi ograniczać wolność osobistą (np.nie
            lubił, gdy wychodziłam bez niego), bo mi nie ufał ("bo go tak
            doświadczenie nauczyło"). Jednak nigdy nie miałam wrażenia, że uważa
            mnie za zbyt nowoczesną i chciałby mnie widzieć w domu (zreszta
            wtedy wiałabym gdzie pieprz rośnie).
            Jeśli chodzi o dzieci to bałabym się, że jak dojdzie problemów w
            życiu codziennym to jego zachowanie jeszcze się pogorszy.
    • ankalien Re: Czy ja przesadzam? 17.12.08, 14:06
      Chyba mam podobny problem. Wczoraj mój chłopak (mamy dzicecko 3
      letnie) zamierzył się na mnie szklanką, jakoś nic sobie z tego nie
      robiłam ale po przeczytaniu odpowiedzi zaczęłam się nad tym
      zastanawiać. Poszło o pieniądze. Niedawno otworzyłam własny sklep i
      jeszcze nie przynosi większych zysków, a on stwierdził, że jest
      równouprawnienie i powinnam równiez zarabiać pieniądze do domu.
      Wspomnę jeszcze, że po urodzeniu dziecka od 6 tygodnia pracowałam.
      Dopiero ostatni rok nie mam wkładu żadnego a on powiedział, że nie
      będzie na mnie zarabiał. Sytuację mam ciężką bo sklep jest na dole w
      domu jego rodziców a mój dom rodzinny jest 400 km stąd. Niewiem co
      mam robić bo jak wyjade do rodziców to będę musiała zamknąć interes i
      zaczynać od nowa. Kłocimy się od paru miesięcy a po wczorajszym mam
      już dosyć.
      • ankalien Re: Czy ja przesadzam? 20.12.08, 20:31
        Czy ktoś mi doradzi co mam robić bo od środy niewiem co zrobić, nie
        śpię a w głowie mam co chwilę inne rozwiązanie
    • eastern-strix jestes ofiara przemocy... 01.01.09, 16:48
      ...a maz bagatelizuje sprawe, bo tak mu wygodniej.

      jak Cie w koncu walnie,to tez bedzie sie siaml,ze to tylko 'na zarty' albo
      powie, ze sama go sporowokowalas.

      Dla mnie sprawa jest jasna - albo on pojdzie na terapie, na ktorej nauczy sie
      kontrolowac gniew, agresje (takze slowna), bo takie burczenie i czepiactwo to
      jest nagromadzona agresja. Albo panu trzeba powiedziec do widzenia i ratowac
      siebie, zanim bedzie za pozno.
    • emag1 Re: Czy ja przesadzam? 05.01.09, 11:51
      jakbym czytala o swoim zwiazku....
      a jak cos ci spadnie albo sie rozleje, to tez jestes pie...?


      • emag1 Re: Czy ja przesadzam? 05.01.09, 11:52
        P.I.E.R.D.O.L.A.

        na koncu. to niedozwolone slowo na forum?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka