fallea
14.12.08, 13:26
"Jak jeszcze raz poprzewracasz koszule na lewą stronę to ci
przywalę" - tak odezwał się do mnie wczoraj mój mąż, który zabrał
się do składania zrobionego przeze mnie prania. Dla niego po chwili
nie było sprawy, zaczął mnie ciągnąć za rękę w żartach, ja nie
potrafiłam przejść nad tym tak od razu do porządku dziennego.
Mówiąc TO mam na myśli warczenie na mnie z byle powodu, zamiast
normalnego zwrócenia uwagi (przy czym koszule po prostu powykręcały
się w pralce, ja ich nie wykręcałam specjalnie).Z powodu byle
drobiazgu, jak np. zostawienie przez mnie kranu w pozycji z gorącą
wodą zamiast po środku albo powieszenia kurtki na jego wieszaku,
warczy na mnie, czasem wyzwie (niechluju, głupolu). Ja zwykle coś
odpysknę ale mimo wszystko jest mi przykro, psuje mi to humor
dlatego zaczynam się
zajmować swoimi sprawami, i przyznaję, że chcę się wtedy na chwilę
od niego odciąć. On natomiast zachowuje się jakby nigdy nic i za
chwilę sugeruje, że ma np. ochotę na seks. Jest to oczywiście
ostatnia rzecz, jaką w takiej chwili chciałabymm robić, więc nie
odpowiadam na jego niby przymilne zaczepki, a w nim narasta złość,
że ja jestem "obrażona".
Przyznaję, mój błąd, że się "obrażam", ale jak mam się zachować,
żeby mu uświadomić, że mnie rani takie zwracanie się do mnie? Już
nie raz mówiłam mu po sprawie, na spokojnie, żeby się tak do mnie
nie odzywał, bo mi to sprawia wielką przykrość. Obiecywał, że się
zmieni, że będzie się kontrolował - ja na to, że to dziwne, że musi
się kontrolować, żeby na mnie nie warczeć, a on mi na to, że życie
jest takie, że on nie będzie zawsze do mnie ćwierkał.
I teraz robi ze mnie księżniczkę obrażalską, co to ciągle jest czymś
urażona. Tylko, dodam dla jasności, że nie dalej niż tydzień temu w
czasie kłotni zamierzył się na mnie talerzem, ja błyskawicznie
odskoczyłam, nic się nie stało, ale kto wie, co on zrobiłby w
złości?
On wtedy: jak Ty mnie prowokujesz, widzisz jak mnie prowokujesz!
Rozmwialiśmy potem na spokojnie o tym i on wiecie co mi powiedział -
że tylko mnie chciał nastraszyć i roześmiał mi się w nos jak
powiedziałam, że poczułam się realnie zagrożona.
Już nie wiem, co o tym wszystkim sądzić:( Nie wiem, czy to ja
przesadzam upatrując w naszym życiu przemocy psychicznej -a
przyznam, że czytam na ten temat jakiegoś czasu, i zachowując się
jak obrażalska księżniczka robię z siebie ofiarę i coraz bardziej
nakręcam się w strachu, czy to może on jednak przegina?