Dodaj do ulubionych

mąz ma tajemnicę,o której wiem...

02.03.09, 14:30
mam problem,odkrylam poczte męza,ze pisze od dluzszego czasu z jakas
dziewczyna,chyba znajomoa z bylej pracy,nic mi o niej nie mowil...sa
tez telefony,odwiedzal ja w jej miescie,a mi nic o niej,ani
słowa...mam wgląd teraz,wiem,ze tam nie ma nic z flirtów,ale
jednak,czuje sie oszukana,czemu mi nie powie???wie ,ze jestem
zazdrosna i byłabym zła,ale wole najgorsza prawde od kłamstwa!!
próbuje nakręcic nieraz rozmowe na taki tor,zeby mi powiedzial,ale
nic....czy powinnam sie martwioc?czy powinnam mu powiedziec?to chyba
najgorsze z mzliwych wyjśc,byłby zły,ze czytam mu poczte....pomózcie
Obserwuj wątek
    • babe007 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 14:57
      katiu_sza77 napisała:

      >,wiem,ze tam nie ma nic z flirtów,ale
      > jednak,czuje sie oszukana,czemu mi nie powie???wie ,ze jestem
      > zazdrosna i byłabym zła,

      No to sama sobie odpowiedziałaś na pytanie.
    • uli Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 14:59
      ja bym chyba spytała, ale ja prostolinijna dziewczyna jestem...
    • tosina Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 15:04
      FAceci czesto klamia dla swietego spokoju.TAk zrobil Twoj
      maz.Zamiast znosic twoje fochy, dzielenie wlosa na czworo wolal cie
      oszukac. I powinnas sie zastanowic dlaczego to wybral. Moze juz tak
      dalas mu sie we znaki z ta chora zazdroscia ze wybral oszukiwanie
      jako lepsze zlo niz mowienie prawdy i roszczenia zazdrosnicy.

      Sama sobei tego piwa nawazylas.:)). No to smacznego.
    • olimpiaxx Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 15:32
      Moim zdaniem, narazie nie panikuj jesli nie ma tam flirtów. Trzymaj
      rękę na pulsie. Moj maz czasem ide z jakąs klientką/klientem na
      obiad noi tez mi sie mieszało w głowie. Ale wiem, ze to sprawy
      biznesowe, jestem na bieżąco, bo przegladam (wprawdzie z rzadka)
      męzowi wszystko co sie da. tak dla swietego spokoju.
      • gagu Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 16.04.09, 09:43
        > jestem na bieżąco, bo przegladam (wprawdzie z rzadka)
        > męzowi wszystko co sie da. tak dla swietego spokoju.

        tragedia!
        co zrobi mąż, gdy się dowie, co robisz dla swojego świętego spokoju?
        poza tym, chyba mu nie ufasz...
    • kicia031 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 15:42
      pisze od dluzszego czasu z jakas
      > dziewczyna,chyba znajomoa z bylej pracy,nic mi o niej nie
      mowil...sa
      > tez telefony,odwiedzal ja w jej miescie,a mi nic o niej,ani
      > słowa...

      Naprawde uwazacie, ze autorka watku nie ma powodu do zazdrosci?
      • serendepity Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 15:46
        Moze koleguja sie zwyczajnie, a maz woli dla swietego spokoju nie mowic o tym
        zazdrosnej zonie.
        Osobiscie korespondowalam ze znajomym przez 2 lata, wymienialismy maile nawet
        codziennie albo rozmawialismy na gg i nie mialo to nic wspolnego z romansem. Ale
        jak bylismy na tym samym spotkaniu samochodowym to jakbysmy sie nie znali, bo
        powiedzial, ze jego zona bylaby zazdrosna, ze ze mna pisze.
      • miacasa Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 18:10
        mój mąż również mailuje z koleżankami ze studiów/z byłej pracy/z obecnej pracy -
        nie wzbudza to mojej zazdrości, nigdy nie przeczytałam jego poczty, uważam, że
        tej granicy się nie przekracza
        • kicia031 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 09:30
          mój mąż również mailuje z koleżankami ze studiów/z byłej pracy/z
          obecnej pracy
          > -
          > nie wzbudza to mojej zazdrości,

          a nie widzisz roznicy miedzy okazjonalnym mailowaniem z rozmymi
          kolezankami, a intensywnym mailowaniem z jedna kolezanka,
          dzwonieniem do niej i jezdzeniem w odwiedziny do tej ososby do
          innego miasta w tajemnicy przed zona?

          Juz za sam wyjazd w tajemnicy do innego miasta nalezy IMHO kop w
          zad. Niezaleznie od tego, do kogo.
    • jagohar Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 02.03.09, 18:22
      Ja bym była zazdrosna...Podejrzewam, że czujesz się jak w kropce, z jednej strony nic nie wiesz, ale jednak wiesz..Wydaje mi się, że skoro wolisz najgorszą prawdę od kłamstwa to się przyznaj że otwierałaś pocztę męża i jesteś niemile zaskoczona jej zawartością. Ja bym nie wytrzymała, musiałabym się dowiedzieć kim ta kobieta jest, po co jest i dlaczego?? Każdy ma prawo do prywatnego życia, ale nie poza plecami! Nie zamartwiaj się tylko zagadaj męża, niech wie że jesteś zazdrosna i zła bo nie ma w tym nic dziwnego. Powodzenia:)
    • bj32 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 00:49
      "odkrylam poczte męza"
      tiny.pl/brj6
      Przypadkiem zapewne odkryłaś.
      Pocieszę Cie, ze gdyby mąż zgłosił sprawę, to masz wyrok od grzywny
      do lat dwóch. Jeśli mu nie powiesz, to sie nie wnerwi. Zresztą
      pewnie nie będzie na tyle uprzejmy, żeby robić cyrk i zakładać Ci
      sprawe. Co najwyzej zrobi Ci dziki dym i będzie miał rację. Jakby
      mój mąż mi zaczął grzebać gdziekolwiek to dostałby kopa.

      Dodatkowo nie widzisz żadnych flirtów, a skutkiem grzebania nie
      mozesz spać. Sama sobie strzeliłaś w stopę.
      Jak Cię będzie chciał zdradzic, to raczej mail mu do tego nie będzie
      potrzebny.
      Poza tym... Nie skłamał. Po prostu oszczędził Ci zbędnej wiedzy.
      Gdybyś w dalszym ciągu nic nie wiedziała, nie musiałabyć pytać, co
      zrobić.
      • mala.el Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 09:11
        W małżeństwie nie ma prywatności - jest wspólnota i jedność. Nie może jedno
        przed drugim mieć tajemnic, a już przyjaciółek. Małżonkowie powinni mieć jawny
        dostęp do swoich poczt, kont itd. Jeśli ktoś coś ukrywa, znaczy, że nie jest
        uczciwy. A przecież uczciwość jest jedną z podstawowych słów przysięgi.
        Nieporozumieniem jest składać przysięgę, a potem powoływać się na jakieś prawo
        dot. ochrony prywatności. Bo wygląda to tak, jakby prawo pozostawało samo w
        sprzeczności z sobą.
        On wdając się w znajomości za plecami żony podważa swoją wiarygodność, daje jej
        powody do zazdrości i wątpienia.
        Nie ma dla niego żadnego usprawiedliwienia - przekroczył granice i ktoś (pewno
        żona) powinien mu to uświadomić.
        Żyjemy w czasach obłudy, pomieszania wartości i prawości.
        • ruda110 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 09:24
          A ja myślałam, że małżeństwo to poszanowanie czyjejś prywatności i
          ufność, że druga strona nie uczyni nieczego co byłoby wobe mnie
          nieuczciwe. W małżęństwie nie ma prywatności? Jeśli w to wierzysz
          tym większe czeka cię rozczarowanie, bo każdy człowiek potrzebuje
          własnego terytorium dla skrytych marzeń, mysli, uczuć, pragnień i
          tajemnic także. NIWUCZCIWE jest żadanie wyzbycia się tego!

        • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 09:32
          > W małżeństwie nie ma prywatności - jest wspólnota i jedność.

          Zdaje Ci się.

          > Nie może jedno przed drugim mieć tajemnic, a już przyjaciółek.

          Ale to dotyczy tylko facetów, bo kobiety mogą mieć przyjaciółki, prawda?

          > Jeśli ktoś coś ukrywa, znaczy, że nie jest uczciwy.

          Jeśli coś ukrywa, znaczy, że coś ukrywa. Dopiero jeśli ukrywa coś nieuczciwego
          znaczy, że jest nieuczciw.

          > Żyjemy w czasach obłudy, pomieszania wartości i prawości.

          Zdecydowanie tak. Ty, na przykład, pomyliłaś małżeństwo z aktem własności.
          • kicia031 Krzyszof 03.03.09, 10:05
            Idz sie lepiej zajmij nowonarodzony potomkiem i zona po operacji.
            • krzysztof-lis kicia031 03.03.09, 10:19
              > Idz sie lepiej zajmij nowonarodzony potomkiem i zona po operacji.

              Rozumiem, że może Ci się nie podobać to, co napisałem, ale pozwól, że będę swój
              własny czas planować według własnego uznania.
              • wielbicielnaruto kicia031 nie zaniżaj poziomu dyskusji 03.03.09, 10:57
                każdy ma prawo do swojego zdania w tym forum, nawet jeżeli przeczy
                Twojemu światopoglądowi
                • wielbicielnaruto plus moja porada 03.03.09, 11:01
                  wystarczy przesłać mężowi prosty komunikat - (bez owijania w
                  bawełnę, bo mężczyźni lubią prosto z mostu lub wersja kobieca są
                  nieskomplikowani)
                  1. Nie mam za złe spotykania się z koleżanką z dawnej pracy
                  2. Mam za złe robienie z tego tajemnicy, bo się pogrążasz.

                  Tyle ode mnie.
                • tosina Re: kicia031 nie zaniżaj poziomu dyskusji 03.03.09, 11:09
                  TA, kicia w kropce bo ni jak nie moze poradzic swojego starego
                  zestawu.

                  "ubierz sie ładnie, idz za szalej, wzbudz w mezu zazdrosc , zmien
                  sie"ta ta ta.

                  Wiesz kicia moge polemizowac Krzysztofem i o formie i o tresci ale
                  co najmniej on pisze madrze a ty starasz sie zaistniec.Nie wazne
                  masz czy nie masz cos do powiedzenia.
                  • kicia031 Re: kicia031 napisala do krzysztofa 03.03.09, 14:52
                    Being the change you want to see
                    • krzysztof-lis Re: kicia031 napisala do krzysztofa 03.03.09, 22:37
                      Czasem wystarczy powiedzieć "przepraszam". To jest właśnie jedna z takich chwil.
            • ruda110 Re: Krzyszof 03.03.09, 14:10
              Przesadzasz dziewczyno.
            • bj32 Kicia, a to argument jest? 03.03.09, 15:58
              Odesłanie gościa do pieluch za to, ze nie uważa, że małżeństwo to
              jedna dusza w dwóch ciałach?
              Bardzo na poziomie...
        • bj32 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 15:57
          "W małżeństwie nie ma prywatności - jest wspólnota i jedność."
          Co bez wątpienia jest powodem coraz częściej podpisywanych
          intercyz... Na które, żeby było zabawniej, nalegają kobiety. Poza
          tym czy faktycznie latasz za mężem do kibelka, jak idzie rzygać na
          kacu?
          Wspólnota i jedność? Litości... Gdybym miała cały czas trzymać sie
          mężowskiego paska, albo on nie pozwoliłby mi na wyrwanie się
          samodzielnie z domu to oboje dostalibyśmy pięknego szmergla i byśmy
          sie pozagryzali.
          "Nie może jedno przed drugim mieć tajemnic" zatem juz w lipcu mówisz
          mężowi, co mu kupiłaś pod choinkę, a on się bardzo cieszy...
          "a już przyjaciółek"
          Nie masz? Współczuję. Serdecznie współczuję.
          "Małżonkowie powinni mieć jawny dostęp do swoich poczt, kont itd"
          Zgłos w MSW. Bo na razie prawo stanowi inaczej. Ba! Tajemnica
          korespondencji obowiązuje juz chyba w stosunku do 13latka. Poza tym
          jesli ja prowadzę jakąś tam działalność, mam też korespondencje
          urzędową i coś tam, to mąż, grzebiąc mi w papierach czy mailach
          grzebie też w dokumentacji, która należy nie tylko do mnie.
          "Jeśli ktoś coś ukrywa" Popieram Krzysztofa.
          "A przecież uczciwość jest jedną z podstawowych słów przysięgi"
          Jakiej? W USC to wygląda tak:
          "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia rodziny,
          uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z (...imię
          Panny Młodej) i przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze
          małżeństwo, było zgodne, szczęśliwe i trwałe."
          Nie ma nic o uczciwości, za to jest o szczęściu i dobrej woli.
          Dłubanie w cudzych papierach nie oznacza dobrej woli.
          W Kościele wygląda tak:
          "Ja ...(imię Pana Młodego) biorę Ciebie...(imię Panny Młodej) za
          żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że
          Cię nie opuszczę aż do śmierci. Tak mi dopomóż Panie Boże
          Wszechmogący w Trójcy Jedyny i Wszyscy Święci."
          Ale nie każdy jest katolikiem, nie każdy bierze ślub kościelny, a
          poza tym nie ma tam nic o szczerości do bólu. Przemilczenie czegoś
          nie oznacza wcale nieuczciwości czy kłamstwa.
          "Nieporozumieniem jest składać przysięgę, a potem powoływać się na
          jakieś prawo dot. ochrony prywatności."
          Powtórzę: jeśli sie brało slub kościelny to w pewnym stopniu
          niesposób się z Tobą nie zgodzią. Ale praktyka wielu Pań i Panów
          mająca na celu sprawdzenie "cyz aby coś nie jest nie tak", czyli
          nariszanie tajemnicy korespondencji ma miejsce również w związkach
          całkowicie nieformalnych. A potem taka jedna z druga sierota
          przesadnie ostrożna jęczy na forum, ze ma "kochankofobię".
          "On wdając się w znajomości za plecami żony"
          On sie nie wdał. Koleżankę znał znacznie wczesniej;] Po prostu sobie
          z nią pisuje, a żony nie informował, bo i po co?
          "daje jej powody do zazdrości i wątpienia."
          Tak samo, jak oglądając sie latem na ulicy za półnagą dupeńką.
          "Nie ma dla niego żadnego usprawiedliwienia - przekroczył granice"
          Błąd logiczny. To dla niej nie ma usprawiedliwienia, bo przekroczyła
          granice wścibstwa i popełniła przestepstwo. W dodatku teraz ma z
          tego tytułu ból głowy.
          "Żyjemy w czasach obłudy, pomieszania wartości i prawości."
          Owszem. A w czasach 20lecia międzywojennego, Średniowiecza i w
          starożytnym Egipcie wszyscy byli przerażająco uczciwi, nie było
          zdrad, kłamstw i skrytobójstwa. Wszyscy byli kryształowo czyści, a
          współczesna obłuda to wymysł Żydów, masonów i cyklistów. I PO. Z
          Palikotem na czele.
          Zlituj się, kobieto. Obłudą jest wiazanie sie z człowiekiem, któremu
          nie ufa sie do tego stopnia, ze mu się włamuje na maila, albo
          grzebie w papierach, a nie gadanie z koleżanka ze szkoły.
    • malina780 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 16:02
      Witam :)
      Jestem tu nowa i nie wiem za bardzo co i jak ,ale postanowiłam
      napisać .Jestem w podobnej sytułacji mój mąż kontaktuje się
      (Rozmawia na komunikatorze ,telefonicznie)z pewną dziewczyną
      poznanom na jednym z takich forum. Rozmowy te odbywają się zazwyczaj
      wówczas jak jestem w pracy. Wiem o tym bo zapomina wykasowywać
      historie. I sama też narazie przed sobą udaje że nic się nie dzieje
      gdyż wiem że ta kobieta jest starsza od niego.
      I również nie wiem co mam robić ,zaczyna mnie to już przerastać i
      czasem mam ochote mu wykrzyczeć w twarz "że wiem".
      Poradźcie prosze
      • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 03.03.09, 22:39
        > I również nie wiem co mam robić ,zaczyna mnie to już przerastać i
        > czasem mam ochote mu wykrzyczeć w twarz "że wiem".

        No dobrze, zrobisz mu awanturę o to, że rozmawia z kimś?

        Rozumiałbym, gdyby zdradzał. Gdyby sobie wysyłali nagie zdjęcia. Nawet jestem w
        stanie zrozumieć awanturę za to, że by z nią flirtował (choć sam bym za to się
        nie awanturował i nie chciał zostać za to ochrzaniony).

        Ale wykrzyczeń mu w twarz "wiem, że rozmawiasz z tą dziewczyną!"? No i czego
        oczekujesz, poza jego "no i co z tego?"?

        Druga sprawa
        • malina780 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 08:17
          > Rozumiałbym, gdyby zdradzał. Gdyby sobie wysyłali nagie zdjęcia.
          Nawet jestem w
          > stanie zrozumieć awanturę za to, że by z nią flirtował (choć sam
          bym za to się
          > nie awanturował i nie chciał zostać za to ochrzaniony).


          Kiedyś już się zdażyła zdrada ,wybaczyąłm zapomiałam. Miałam
          nadzieje że przeszło mineło.


          > Druga sprawa
          • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 10:09
            > Kiedyś już się zdażyła zdrada ,wybaczyąłm zapomiałam. Miałam
            > nadzieje że przeszło mineło.

            To Cię rzeczywiście tłumaczy.

            > Tak sie składa że to jest nasz wspólny komunikator.

            No dobra, ale po co sprawdzasz tam historię? To, że jest wspólny, nic nie
            zmienia, prawda?

            > Zdjęcia też były przesyłane .

            Nagie zdjęcia, czy zdjęcia w ogóle?

            Myślę, że nie ma się czym przejmować
            • malina780 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 10:40
              Może i masz racje , ale chyba zawsze po pierwszej zdradzie jest
              jakaś obawa. Nie raz słyszałam że jak zrobił to raz to może się
              powtarzać. (sama znam takie przypadki) Mam tylko nadzieje że mnie to
              nie dotyczy.
              Tylko co zrobić żeby odzyskac zaufanie i spokój??
              Tłumacze sobie że to tylko jakaś znajoma, poprostu koleżanka.
              • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 12:22
                > Tylko co zrobić żeby odzyskac zaufanie i spokój??

                Opcje są dwie:
                1) wyjaśnić sprawę tej, i każdej kolejnej podejrzanej znajomości,
                2) przestać sprawdzać i szukać powodów do podejrzliwości.

                Proponuję zastosowanie drugiej...
              • bj32 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 18:27
                A nie przyszło Ci do głowy, że on specjalnie nie kasuje, żebyś
                wiedziała, że nic złego się nie dzieje?
                Jak Cie będzie chciał puścić w trąbę, to ani net mu do tego nie
                potrzebny, ani nic. I nawet fakt, ze kobitka starsza nic nie
                zmienia. Ja mam już dobrze po 30, a 19 czy 20latkowie lecą na mnie
                intensywnie.
                Odpuść grzebanie w nieswojej historii, załóż drugi komunikator i z
                bani.
    • eastern-strix a ja sie zgadzam z krzysztofem! 04.03.09, 00:32
      nie wyobrazam sobie:
      1.biec do meza i prosic o pozwolenie, bo sie odezwal znajomy i akurat jest plci
      meskiej
      2.zeby maz czytal moje maile

      Ty sie raczej zastanow, autorko watku, co sie dzieje z Twoim poczuciem zaufania
      do meza i jakim prawem naruszasz jego prywatnosc?

      Chyba pomylilas malzenstwo z relacja z matka- to pomiedzy niemowlakiem a matka
      jest jednosc, nie w malzenstwie. MAlzenstwo to zwiazek dwojga doroslych,
      uksztaltowanych ludzi, partnerow.

      Jesli masz z tym problem, to polecam terapie i popracowanie nad poczuciem
      wlasnej wartosci.

      Dodam, ze moj maz jest przystojnym facetem, ma kolezanki i do glowy mi nie
      przyjdzie go sprawdzac. Ja go szanuje, Ty swojego emza chyba nie skoro
      sprawdzasz mu poczte za jego plecami. Mam nadzieje,ze on Ci w odwecie przeszuka
      torebke :P
      • mala.el zaufanie i szacunek 04.03.09, 10:42
        Chyba w końcu załapałam dlaczego niektóre osoby tak uparcie powtarzają, ze
        związek opiera się na "zaufaniu". A także dlaczego, tak naskakują na osoby,
        które przejawiają podejrzliwość, niepokój.
        Osoby te:
        1) mają ogromne mniemanie o sobie i uważają, że są tak atrakcyjne, że partner z
        pewnością w ogień za nimi wskoczy
        2) same lubią poflirtować z innymi, może poromansować - lubią robić pewne
        rzeczy, które wykraczają poza tzw. wierność i uczciwość - wspaniałomyślnie dają
        na to przyzwolenie partnerowi żeby nie okazać się obłudnikami.

        Nie rozumieją pojęcia jedności i wspólnoty w małżeństwie (nie w wolnym związku)
        ponieważ są to pojęcia czyste, nieskażone i trudno jest to czuć, gdy jest się
        sparzonym / skrzywdzonym / skrzywionym.

        Zaufaniem obdarzamy osoby zasługujące na to, tzn. takie, które pokazały, że
        można im zaufać. Gdy małżonek choćby "rozmawia" (jest to uniwersalne określenie
        mające na celu ośmieszenie podejrzliwości drugiej strony) i świadomie ukrywa to
        - to już jest wystarczający powód, by powątpiewać w jego uczciwość. A jak
        wątpimy, to szukamy sposobu aby się przekonać, czy nasze podejrzenia są słuszne,
        czy też nie. A postawa małżonka w takiej sytuacji jest bardzo istotna - jeśli
        zacznie się "rzucać" z tekstami o prywatności - to jest to potwierdzenie o jego
        nieuczciwości. Jeśli zaś wyjaśni, udostępni, zmartwi się, ze było to
        niezamierzone działanie i na przyszłość weźmie na zaistniały fakt poprawkę - to
        wzmocni zaufanie i związek.

        Więc proszę nie bredzić o prywatności itp., bo pierwszym jest właśnie "dbanie o
        dobro związku", a nie prywatnych zachcianek.
        • krzysztof-lis Re: zaufanie i szacunek 04.03.09, 12:24
          > Chyba w końcu załapałam dlaczego niektóre osoby tak uparcie
          > powtarzają, ze związek opiera się na "zaufaniu".

          Ty niewiele rozumiesz, skoro uważasz, że oglądanie erotyki to zboczenie.

          > Nie rozumieją pojęcia jedności i wspólnoty w małżeństwie

          Trudno zrozumieć coś, co nie istnieje. Nie ma takiego pojęcia, jak jedność w
          małżeństwie.

          > Zaufaniem obdarzamy osoby zasługujące na to, tzn. takie, które
          > pokazały, że można im zaufać.

          Ale małżeństwo z kimś, komu nie można zaufać, to głupota. Więc...?
        • bj32 Re: zaufanie i szacunek 04.03.09, 18:44
          "uważają, że są tak atrakcyjne, że partner z pewnością w ogień za
          nimi wskoczy"
          A te, co nie ufają i grzebią uważaja sie za nieatrakcyjne,
          zaniedbane i głupie? No to krótka piłka: "do fryzjera i kosmetyczki,
          kocmołuchu, książek trochę poczytać, bieliznę nową kupić, a nie
          mężowi grzebac". Proste, jasne i logiczne. Jakby mi się mąż zapuścił
          jak świnia i jeszcze grzebał w korespondencji, to może bym sie z nim
          i nie rozeszła, ale kopa by takiego dostał, że by mu tyłek na plecy
          przeskoczył.
          "same lubią poflirtować z innymi"
          A czy jest coś złego we flircie? Ja flirtuję, mój mąż o tym wie. I
          jakoś nie ma problemu. A mi to dobrze robi na samopoczucie. Jemu
          też, bo skoro inni na mnie też lecą, to świadczy, ze ja jestem
          straszliwie atrakcyjna, a nie on nienormalny.
          "Nie rozumieją pojęcia jedności i wspólnoty w małżeństwie (nie w
          wolnym związku)"
          A co ma piernik do wiatraka i podpisanie kwitu do zaufania? Ja z
          mężem żyję trzynasty rok. Piszę "mężem" chociaż ślubu nie mamy.
          Dzielimy łoże i stół, mamy dizecko, przyjaźnimy się... I dajemy
          sobie swobodę. Znaczy jak on chce iść z kumplami na wódkę to proszę
          uprzejmie [i nie pytam, czy będą tam kobiety i jakie], a jak ja chcę
          iść z kumplami na wódkę to też mi wolno.
          "trudno jest to czuć, gdy jest się sparzonym / skrzywdzonym /
          skrzywionym."
          Co trudno jest czuć? Jedność i wspólnotę jeśli się nie trzyma cały
          czas partnera za ptaka i nie grzebie mu po kieszeniach? No
          faktycznie, żeby mieć takie podejście to trzeba być zdrowo
          skrzywionym.
          "Zaufaniem obdarzamy osoby zasługujące na to"
          A za mąż wychodzimy za bogatego frajera, którego z założenia
          podejrzewamy o wszelkie łajdactwa...
          "A jak wątpimy, to szukamy sposobu aby się przekonać, czy nasze
          podejrzenia są słuszne"
          Wiec popełniamy czyn karalny, nic nam z tego nie wynika, bo
          wychodzi, ze gściu rozmawia, tyle, ze niewinnie, a my i tak nie
          możemy spac, bo jak rozmawia, to może wpaść i na inne pomysły. To mu
          skróć łańcuch i zepsuj komputer, jak rany.

          Poza tym... Wybacz, Księżniczko, ale pieprzysz jak potłuczona.
          Przestepstwo jest przestępstwem czy Ci sie to podoba, czy nie,
          zaufanie jest zaufaniem i jeśli związałaś sie z kimś, komu nie
          ufasz, to oznacza, ze jesteś kopnięta, albo miałaś w tym interes, a
          maż jak będzie chciał Cię wyposażyc w rogi to zrobi to wychodząc
          wyrzucić śmieci, a po drodze "spotykając" sąsiadkę i z nią kilka
          minut "rozmawiając".
          Jeśli inwigilacja ma służyć budowaniu wzajemnego zaufania, to chroń
          mnie, Boze, przed zaufaniem mojego męża.
        • mala.el przysięga 04.03.09, 21:37
          Wolny związek jak sama nazwa wskazuje daje wolność i trudno w takim związku
          wymagać od partnera jedności czy oddania. Jest to umowa dwojga ludzi, którzy
          nade wszystko cenią sobie niezależność, dlatego zawierają pewien układ, który
          ich nie ogranicza. I to odpowiada obojgu. Małżeństwo zaś jest poważną przysięgą
          przed Bogiem i ludźmi. Małżonkowie przyrzekają sobie miłość, uczciwość i
          wierność. Nie ma zaś nic o zaufaniu - to jest tylko pochodna, nie zaś jak
          twierdzicie podstawowy warunek.

          W kwestii zaś tegoż zaufania - nie jest to cecha charakteru ani jakiś warunek
          ostateczny. Kiedy kogoś się poznaje trudno powiedzieć na 100%, ze ten ktoś do
          końca jest taki lub inny. Podejmuję decyzję o byciu z kimś na dobre i złe na
          całe życie wierząc, ze będzie ok. Ale w momencie, gdy ktoś swoim zachowaniem (o
          którym pisałam powyżej) daje powody do niepokoju - to rozmawiam. Jeśli on kręci,
          nie jest szczery, to mam prawo dążyć do znalezienia przyczyn takiego stanu,
          wręcz obowiązek, bo nie można żyć w ułudzie i oszukiwaniu samego siebie, a i tej
          osoby, że niby wszystko gra.

          Przepisy zaś prawne, również te dotyczące nienaruszalności korespondencji mają
          na celu ochronę człowieka przed ludźmi nieuczciwymi. Ja zaś gdy sprawdzam np.
          korespondencję czy kieszenie (w momencie naruszenia harmonii w związku) nie
          jestem zagrożeniem - lecz występuję w samoobronie - jestem zatem uniewinniona w
          świetle obowiązującego prawa.

          Jeśli ktoś zaś chce kurczowo i ślepo trzymać się przepisów prawa - znaczy tylko,
          że stoi w obronie "kręcącego" partnera - bo rzeczywiście zaczyna mu się dziać
          krzywda - całość operacji grozi mu zdemaskowaniem, pokrzyżowaniem jego zagrywek.
          Widzimy zatem jak obłudnie postępują ci, którzy próbują naciągac prawo.
          • verdana Re: przysięga 04.03.09, 22:40
            Nie działasz w zadnej samoobronie - samoobrona bylaby wtedy, gdyby
            mąż ci groził nozem, a nie usilował zwiac od kogoś, kto nie rozumie
            jego potrzeby prywatnosci i przeszukuje mu kieszenie.

            Ja juz na 100% nie jestem super-atrakcyjna, chocby z racji tego, ze
            polowa populacji jest ode mnie mlodsza. Ale z dwojga zlego wolę mieć
            męża, ktory jest ze mną dobrowolnie, nawet jesli grozi to jakims
            ryzykiem, niż męża, ktory jest ze mną tylko dlatego, ze stale go
            kontrolujac nie daję mu zwiać.
            Co za przyjemność i satysfakcja wypływa z tego, ze jest z kimś
            facet, ktory marzy o tym, ze chciałby być z inna, ale boi sie
            wlasnej, szpiegującej go żony? Jakie moze zywić do niej - płomienna
            miłość?
            Małżenstwo to nie więzienie - to zwiazek dobrowolny. Nikogo się na
            siłę nie zatrzyma, a jesli nawet - to wole być sama, niż z kimś, kto
            nie chce ze mna byc. Ty najwyraźniej uwazasz, ze faceta nie
            poślubiłas, a kupiłaś i teraz masz go na własność - lepiej, zeby
            patrzył z odrazą i nienawiscią, niż zeby ktos go ukradł.
            • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 09:11
              Ale zapominasz o tym, ze mężczyźni doskonale potrafią oszukiwać, grać na dwa
              fronty, "zadowalać" żonę, mydlić jej oczy, utrzymywać w złudzeniach i ciągłej
              niepewności,a równocześnie prowadzić drugie życie tj. romans.
              • bj32 Re: przysięga 05.03.09, 12:34
                ...a kobiety sa zawsze wierne, nie mydlą i żadna nigdy nie zrobiła z
                męża rogacza...
              • verdana Re: przysięga 05.03.09, 15:10
                To po co wychodzić za mąż z takim załozeniem, że wychodzimy na 100%
                za kretacz i drania, ktorego trzeba pilnowac jak straznik
                wiezienny,m aby nie zwiał?
                Po co w ogole brałaś slub, skoro tak nienawidzisz facetow - chyba
                tylko po to, aby nie byc "stara panną" - bo innych powodów nie
                widze.
                Trudno się dziwić, ze normalny facet, ktorego z definicji uznaje się
                za klamce i oszusta chciałby pogadać z kims normalnym...
                • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 15:52
                  Nie wiem po co ludzie się pobierają. Sama sobie odpowiedz. Można w tym wszystkim
                  rzeczywiście stracić wiarę w uczciwość człowieka.
                  Popatrz na te związki, które się licznie rozpadają. Każdy z nich na początku -
                  to wielka miłość, ufność, ... I szybciutko zdrada, rozwód. A skąd te wolne,
                  niezobowiązujące związki - dlaczego ludzie boją się związać ślubem? Bo sobie nie
                  ufają. Dlaczego intercyzy przed ślubem? Bo ludzie sobie nie ufają.
                  Powiedz mi - ile szczęśliwych związków dożywa jakichś większych rocznic?
                  Przypuszczam, że kto bierze ślub bez intercyz to ufa - inaczej nie zrobił by
                  tego. Dopiero później okazuje się z kim ma się do czynienia. No chyba, że
                  uważasz, że jak z kimś pożyję w wolnym związku przez 20 lat, to już mogę wziąć
                  ślub, bo już go znam i mam pełne zaufanie. Tylko, ze w wolnym związku nigdy nie
                  jest tak jak po ślubie, bo w wolnym związku ludzie żyją jakby cały czas na
                  szpilkach. I może to i lepiej - bo to ich bardziej mobilizuje do starania się.
                  Lecz niema to nic wspólnego z zaufaniem, bo gdyby sobie ufali, to by się nie
                  "czaili" (nie rozważam tu sytuacji, w której osoby te nie mogą z różnych powodów
                  wziąć ślubu).
                  • verdana Re: przysięga 05.03.09, 18:58
                    Zwiazki moich znajomych rozpadaja się sporadycznie - wiekszość
                    lepiej, czy gorzej, ale trwa.
                    mój zwiazek trwa juz bardzo dlugo. Oparty na zaufani - mąż chodzi na
                    spotkania ze swoja byłą, dostaje od niej listy, mnie ich nie
                    pokazuje i slusznie - bo to nie listy do mnie.
                    I bedzie trwał, o ile mąz nie zacznie przeszukiwac mi kieszenie.
                    Nastepnego dnia składam o rozwód, niezaleznie od powodu
                    przeszukania.
                    Może wolne zwiaki i sa potrzebna - na przyklad po to, zeby sprwdzić,
                    czy dziewczynie nie wydaje się, ze ma prawo do wiedzy o kazdym
                    aspekcie zycia swojego faceta. Bo wtedy facet ma jeszcze szanse
                    uciec.
                    Ty nie jestes w wolnym zwiazku, a najwyraźniej tez zyjesz "na
                    szpilkach" . Rozwody, na szczęście, istnieją.
                    • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 21:26
                      Widzę, że Twoje kieszenie są bezcenne.
                      • verdana Re: przysięga 06.03.09, 17:49
                        Nie - moja prywatność jest bezcenna.
                        • mala.el co jest ważne 08.03.09, 16:49
                          A dla mnie bezcenna jest bliskość, uczciwość, prawda. A prywatę o
                          d.pę rozbić. Jak chcę z kimś byc i jestem blisko, dopuszczam go do
                          swoich spraw. Nie mogę być na prawdę uczciwa, gdy mam tajemnice
                          przed bliska mi osobą. Mąż/żona to nie dziecko, czy rodzic - jest
                          osobą najbliższą na świecie. Przynajmniej w teorii.
                          • krzysztof-lis Re: co jest ważne 08.03.09, 18:08
                            > Nie mogę być na prawdę uczciwa, gdy mam tajemnice przed bliska mi
                            > osobą.

                            A ja mogę.
                          • krzysztof-lis Re: co jest ważne 08.03.09, 18:22
                            > Nie mogę być na prawdę uczciwa, gdy mam tajemnice przed bliska mi
                            > osobą.

                            Więc jak mężowi kupisz prezent-niespodziankę, jesteś nieuczciwa?
                            • mala.el Re: co jest ważne 08.03.09, 20:27
                              No własnie - wieloznaczność wypowiedzi z jednej strony;
                              upierdliwość/zła wola z drugiej.
                              Chodzi o tajemnice typu ukrywana znajomość, "lewe" pieniądze... te,
                              które w jakiś sposób podważaja zaufanie.
                              • krzysztof-lis Re: co jest ważne 08.03.09, 20:31
                                > Chodzi o tajemnice typu ukrywana znajomość, "lewe" pieniądze..

                                Co znaczą "lewe" pieniądze? Czy wszystkie pieniądze w związku muszą być wspólne?
                                • mala.el Re: co jest ważne 08.03.09, 21:56
                                  Małżeństwo to nie przymus. Wspólna kasa również.
                                  A "lewe" pieniądze sa problemem wtedy, gdy pojawiają się równolegle
                                  z "lewymi" znajomościami.
                                  • krzysztof-lis Re: co jest ważne 08.03.09, 22:14
                                    > Małżeństwo to nie przymus. Wspólna kasa również.

                                    Ja nie o to pytam. Odpowiedz wprost
                              • verdana Re: co jest ważne 08.03.09, 20:49
                                A o tajemnice typu "grzebię po Twoich rzeczach" - nie chodzi? Czy
                                rewidujesz go jawnie, na jego oczach?
                                • mala.el Re: co jest ważne 08.03.09, 21:48
                                  A jak wolisz?
                          • verdana Re: co jest ważne 08.03.09, 20:48
                            Bliskość nie wyklucza prywatnosci. przeciwnie. To, co Ty robisz
                            jakos nie przybliza tej bliskosci, skoro mąż najwidoczniej woli
                            bliskość z kim innym. Twoja nieuczciwość jest równa jego
                            nieuczciwosci.
                            Moje dzieci na szczęście tez nie musza zwirzac mi się ze
                            wszystkiego, choć są mi najbliższe na świecie.
                            • mala.el Re: co jest ważne 08.03.09, 21:47
                              verdana napisała:
                              >To, co Ty robisz
                              > jakos nie przybliza tej bliskosci, skoro mąż najwidoczniej woli
                              > bliskość z kim innym. Twoja nieuczciwość jest równa jego
                              > nieuczciwosci.

                              Pomyliłaś kolejność - najpierw nieuczciwość typu ukrywana znajoma,
                              później nieetyczne zachowanie typu sprawdzanie kieszeniu.
                              Poza tym nie podniecaj się niepotrzebnie moją osobą i moim
                              związkiem.
                              Masz tak idealnie udane relacje z mężem i z dziećmi, więc skąd tyle
                              kąśliwości?

                              I jeszcze jedno - mylisz przymus z pragnieniem.
                              • verdana Re: co jest ważne 08.03.09, 23:14
                                Bo nie lubie, jak osoba nieuczciwa udawadnia, ze jest czysta jak
                                łża - to wszystko wina okolicznosci, wysoki sądzie.
                                Może moje dobre kontakty z rodziną sa wlaśnie skutkiem tego, ze w
                                mojej rodzinie zachowywana jest prywatność? Nie wpadlo Ci to do
                                glowy, zew moim domu jest OK, nie dlatego, ze nie mam powodów
                                grzebac po kieszeniach, tylko to, ze nie grzebię jest powodem, ze
                                małżenstwo miewa się dobrze, mimo korespondencji z byłą wielką
                                miloscia mego męża, ktorej nie czytam i nie kontroluję?
                                • mala.el Re: co jest ważne 10.03.09, 10:22
                                  Nie interesuje mnie jak jest w Twoim domu
                  • bj32 Re: przysięga 06.03.09, 20:11
                    "Nie wiem po co ludzie się pobierają."
                    Tradycja taka i prawo dziedziczenia w przypadku braku dzieci. Innych
                    powodów nie widzę.
                    "Można w tym wszystkim rzeczywiście stracić wiarę w uczciwość
                    człowieka."
                    Ano można... Człowiek ocenia po sobie zazwyczaj. Czyli "Jeśli ja
                    byłabym w stanie puknąć go w rogi, to on mnie pewnie też... To ja
                    sie pozabezpieczam i bedę mu grzebać, a jak tylko będzie cień
                    podejrzenia, to mu zrobie karczemną awanture... Kurde! Ale bedzie
                    zabawa!"
                    "Popatrz na te związki, które się licznie rozpadają."
                    Zalegalizowane? To zazwyczaj wtedy [i wcale nie licznie], kiedy
                    oboje byli młodzi, zaliczyli wpadkę i "nie wypadało" sie nie pobrać,
                    albo chcieli juz być dorośli i ten ślub miał być dowodem na to, ze
                    są, a okazało sie, ze wczesniej chodzili ze sobą pół roku czy dwa
                    lata spotykając sie ze sobą kilka razy w tygodniu. I nagle ona jest
                    zdziwiona, ze on w piątek lubi sobie wyjść z kumplami na piwo, a na
                    kacu śmierdzi, a on sie zdumiewa, że ona ma PMS i potrafi to okazać.
                    A takie życie, choćby jakiś czas w wolnym związku, ale wspólnie, pod
                    jednym dachem daje szanse zwinięcia zagli jesli coś jest nie tak.
                    Widzisz, ja po blisko 13 latach nawet jak wezme ślub, to mnie nie
                    zdziwi, że mój mąż jest taki czy inny. A rozejść sie z nim mogę w
                    razie czego [bez ślubu będąc] bez kosztów sadowych, które zazwyczaj
                    bywają potężne.
                    A Twoja wizja rozpadajacych sie zalegalizowanych związków kojarzy mi
                    sie z tą panna młodą, która wychodząc z USC czy innego kościoła
                    wrzeszczy radośnie "nareszcie koniec z dietami!".
                    "Tylko, ze w wolnym związku nigdy nie jest tak jak po ślubie, bo w
                    wolnym związku ludzie żyją jakby cały czas na szpilkach."
                    Żyłaś kiedyś kilka lat w wolnym związku? Nie sądzę, bo pitolisz jak
                    potłuczona. Jak mam ochotę się upić i zrobić awanturę to to robię.
                    Nie ma dla mnie znaczenia, że nie mam kwitu. Mąż jak zachoruje na
                    jelitówkę i rzyga dalej niż widzi to też nie ma problemów z
                    poproszeniem mnie o przyniesienie miski.
                    Różnica moze polegać na czym innym. Otóż w tych nieformalnych
                    zwiazkach ludzie tak jakoś bardziej dbają o siebie wzajemnie. A po
                    ślubie [nierzadko] on siada z piwem i w rozwleczonych gaciach, żeby
                    obejrzeć mecz, a ona sie szwenda pół dnia w szlafroku i od seksu
                    boli ja głowa.
                    " może to i lepiej - bo to ich bardziej mobilizuje do starania się."
                    I tu trafiłaś w sedno! Papier zwalnia z obowiazku starania się, więc
                    możesz sobie zapuscić tłustą dupę i mieć równie tłuste włosy, a do
                    tego grzebać mężowi po kieszeniach, bo przecież "Twój ci on", tak?
                    Gratuluję podejścia i nie zdziw sie, jak bez pomocy netu znajdzie
                    sobie lepszy model.
                    "Lecz niema to nic wspólnego z zaufaniem, bo gdyby sobie ufali, to
                    by się nie "czaili""
                    "Czaili"?? W sensie, ze gdyby sobie ufali to podpisaliby kwit? A
                    zdajesz sobie sprawe, ze teraz prócz kwitu podpisuje sie często
                    intercyzę i jak to świadczy o zaufaniu? A wiesz, ze mogą to być
                    kwestie finansowo/urzędowe? [Samotna matka, blebleble] czyli nie
                    wydawanie [aktualnie] ok. 80,- na kwit po to, żeby korzystać ze
                    świadczeń itd? I nie opowiadaj przypadkiem, że to nie prawda albo
                    nie w porządku, albo coś, bo i tak kilka lat temu MOPS zmienił
                    zasady obsługiwania samotnych matek, bo od cholery i troche ludzi
                    brało fikcyjne separacje i rozwody, żeby od państwa szarpać kasę, bo
                    dochody jakie mamy zazwyczaj - każdy widzi. I nie miało to nic
                    wspólnego ani z zaufaniem, ani z przysiegami, a wyłącznie z
                    pienidzmi.
                    Masz utopijną wizję "idealnego" zwiazku w którym on chodzi jak
                    zegarek i nosi za nią kapcie w zębach, a ona i tak go sprawdza,
                    bo "kto wie?" on zaś się z tego cieszy i oprócz kapci zaczyna nosić
                    też tłuczek na okoliczność, gdyby miała PMS i zechciała mu przylać.

                    Nie wiem, po co brałaś ślub. A jeszcze bardziej nie wiem, po co to
                    zrobił Twój mąż.
                    • mala.el związki 08.03.09, 17:43
                      Że ludzie dla pieniędzy wchodzili w separację. To kolejny dowód na
                      to jak prawo jest zmienne i omylne. Może doczekamy czasów, że i w
                      kwestii ochrony korespondencji przed małżonkiem zmieni się. Co nie
                      zmienia faktu, ze przepisy są wprowadzone dla ochrony przed
                      nieuczciwością drugiego człowieka, a nie by chronić czyjąś
                      nieuczciwość.

                      Rozpadajace sie zwiazki to nie moja wizja lecz smutna rzeczywistość.
                      Intercyzy oraz wolne związki świadczą świadcza o tym oraz o braku
                      zaufania.
                      Ludzie boja się zaangażować. Nigdy nie znasz drugiej osoby na tyle,
                      by byc pewnym. Zawsze jest ryzyko.

                      A sprawdzanie w sytuacji powiedzmy niejednoznacznej - każdy tak
                      zrobi - spróbuje jakos się dowiedzieć co jest grane tak, żeby nie
                      wyjśc na zazdrośnika i osobe nieufającą.

                      Jeśli ktoś z forumowiczów ma pomysł jak to zrobić bez naruszania
                      tej "prywatności", to napiszcie.

                      Ja jestem pewnym wyjątkiem (czytajac komentarze do moich wypowiedzi
                      zaczynam tak mysleć). Nigdy nie poczułam jakoby zawarcie związku
                      małżeńskiego zwolniło mnie z czegokolwiek (np. dbania o siebie i
                      partnera) - przeciwnie, nałożyło nowe powinności. Sprawa oczywista.

                      Moja wizja okazała się utopią, bo mąż wyznaje inne od moich poglady -
                      a własciwie ma trudności z wyrażeniem ich. Co nie znaczy, że
                      mam "złe" wyobrażenie związku kobiety i mężczyzny.

                      Jednym z wazniejszych czynników w zwiazku jest wg mnie wzajemność.
                      Gdy dochodzi do sprzeczności potrzeb, wtedy powstaje problem. Np. ja
                      oddaję się w ufności cała jemu (związkowi) tzn. nie ma już JA lecz
                      MY. On zaś chce utrzymac "wolność" i nie wiadomo nawet o co mu
                      chodzi. Więć zdarzają się wyjścia o przebiegu których nie chce
                      opowiedzieć; znajome/rozmowy, o których nie chce wspomnieć ...
                      I trudno mi, wręcz nie potrafie pojąć, ze w takiej sytuacji
                      takowe "prywatne" potrzeby nie są niczym złym.

                      Chodzi chyba o to, by spotkać kogoś, kto wyznaje podobne zasady.
                      • krzysztof-lis Re: związki 08.03.09, 18:11
                        > Intercyzy oraz wolne związki świadczą świadcza o tym oraz o braku
                        > zaufania.

                        A sprawdzanie korespondencji męża o braku zaufania nie świadczy?

                        > Ludzie boja się zaangażować. Nigdy nie znasz drugiej osoby na tyle,
                        > by byc pewnym. Zawsze jest ryzyko.

                        Dlatego należy męża sprawdzać?

                        > A sprawdzanie w sytuacji powiedzmy niejednoznacznej - każdy tak
                        > zrobi - spróbuje jakos się dowiedzieć co jest grane tak, żeby nie
                        > wyjśc na zazdrośnika i osobe nieufającą.

                        Czytanie korespondencji męża nie jest sytuacją niejednoznaczną. Nie jest żadnym
                        sprawdzaniem sytuacji, wyjaśnianiem niepewności, to po prostu sprawdzanie.

                        > Moja wizja okazała się utopią, bo mąż wyznaje inne od moich
                        > poglady - a własciwie ma trudności z wyrażeniem ich. Co nie
                        > znaczy, że mam "złe" wyobrażenie związku kobiety i mężczyzny.

                        Oczywiście
                        • mala.el Re: związki 08.03.09, 20:35
                          Sprawdzanie swiadczy o braku zaufania. Ukrywane znajomości są
                          niejednoznaczne. W zwiazku powinny obowiązywać jasne zasady.

                          A Ty piszesz nie na temat.
                      • bj32 Re: związki 08.03.09, 22:20
                        Oto piękny przykład paranoi:
                        "Intercyzy oraz wolne związki świadczą świadcza o tym oraz o braku
                        zaufania."
                        Intercyza zapewnia rozdzielnosć majątkową, dzieki której jeśli mój
                        mający działalność gospodarczą mąż wtopi i straci wszystko, to
                        zostanie przynajmniej to, co jest moje. Kumasz, Malutka? Owszem,
                        znajomego żona, już po ślubie, wykoncypowała intercyzę. Nie dlatego,
                        że nie miała do niego zaufania. Ale dlatego, ze postanowiła z niego
                        zrobić wała i zostawić go z niczym. Co jej sie zresztą udało.
                        Wolne zwiazki świadczą o zaufaniu. jestesmy ze sobą, bo chcemy, a
                        nie dlatego, ze trzyma nas przy sobie kwit. Wiec czemu mielibyśmy
                        sobie nie ufać? To już lepiej sie rozejść.
                        "A sprawdzanie w sytuacji powiedzmy niejednoznacznej"
                        Czyli profilaktyczny i bezpodstawny włam do maila?
                        "żeby nie wyjśc na zazdrośnika i osobe nieufającą."
                        Walnełaś idiotyzm, aż miło. Jeśli jesteś zazdrosnicą i nie ufasz
                        meżowi, to mu grzebiesz po kieszeniach. Wstydzisz sie tego? Bo
                        inaczej czemu nie chcesz, zeby wiedział, ze jejsteż nieufna
                        zazdrośnicą?
                        "Jeśli ktoś z forumowiczów ma pomysł jak to zrobić bez naruszania
                        tej "prywatności", to napiszcie."
                        A nie można po prostu spytac? Jeśli znasz swojego partnera, to sie
                        zorientujesz, czy mówi prawdę. Dziwne, nie?
                        "Moja wizja okazała się utopią, bo mąż wyznaje inne od moich poglady"
                        Jakoś mnie to nie dziwi. Dziwi natomiast, ze nie wiedzieliście o tym
                        przed ślubem. Jak to było? Poznaliście się u Jadzi na imieninach, po
                        pół roku łażenia za rączkę na Wesołe Miasteczko wzięliście ślub i
                        dopiero potem sie poznawaliście? A potem Cie dziwi, ze są
                        rozpadające sie związki?
                        "Np. ja oddaję się w ufności cała jemu (związkowi) tzn. nie ma już
                        JA lecz MY. On zaś chce utrzymac "wolność" i nie wiadomo nawet o co
                        mu chodzi."
                        Skoro nie wiesz, o co mu chodzi, to znaczy, że nawet nie
                        spróbowaliście o tym rozmawiać i osiągnąć kompromisu. Bo związek to
                        nie żadna tam wzajemność, że "ja chcę wiedzieć wszystko i tobie też
                        wszystko powiem" tylko codzienna sztuka kompromisu. A Ty jesteś jak
                        ta pijawa, albo inny bluszcz. Musi być po Twojemu. I musisz mieć
                        wszystko. Zaden facet przy zdrowych zmysłach z Tobą nie wytrzyma.
                        • mala.el obłuda, czy zgorz 10.03.09, 10:46
                          Wybierasz słowa z kontekstu, stawiasz je obok siebie, z determinacją
                          maniaka odwracasz kota ogonem.

                          Przypomniał mi się cytat, którego ktoś (nie pamietam teraz) używa na
                          forum "Nigdy nie kłóć się z idiotami, sprowadzą cię do swojego
                          poziomu i pokonają doświadczeniem."

                          Są sytuacje gdy z człowiekiem nieuczciwym (nie mam na myśli Ciebie)
                          nie da się postępować uczciwie, bo wykorzysta to przeciwko i będzie
                          sukcesywnie niszczył (choćby czyjąś wrażliwość, czy przekonania).

                          Twoją napaść na mnie odbieram jako dowód na to, że nie tolerujesz
                          innych od swoich poglądów, co świadczy o tym, że masz problemy ze
                          sobą - ale to nie moja sprawa, każdy ma jakieś fobie.

                          W przypadku autorki wątku problem dotyka cienkiej lini pomiędzy
                          prywatnością/intymnością osobistą a bliskością/uczuciem w związku.

                          Interesuje mnie ta granica, ta cienka linia - jak chcesz to o tym
                          możemy podyskutować.

                          Mojego spojrzenia na ten problem, moich rozważań widzę, nie
                          zrozumialaś. Polecam zatem do poczytania wpis "ladaco2" poniżej,
                          która trafnie ujęła problem - może ta wersja bedzie dla Ciebie
                          bardziej zrozumiała.
                          • bj32 Re: obłuda, czy zgorz 13.03.09, 11:32
                            "Przypomniał mi się cytat, którego ktoś (nie pamietam teraz) używa
                            na forum "Nigdy nie kłóć się z idiotami, sprowadzą cię do swojego
                            poziomu i pokonają doświadczeniem.""
                            Mi się przypomniał inny: "Oponenta, z którym sie nie zgadzamy,
                            eliminujemy z dyskursu, sugerując mu wizyte u psychiatry". *Nie*
                            napadam na Ciebie. *Nie* mam problemów ze sobą [dziękuję za
                            diagnozę]. Stwierdzam, że [szczególnie profilaktyczne] grzebanie
                            partnerowi płci dowolnej w prywatnej korespondencji jest
                            przestępstwem i jest chore.
                            "Są sytuacje gdy z człowiekiem nieuczciwym"
                            Zakładasz z góry, ze jest nieuczciwy. Ja nie grzebię nawet, jak
                            wraca godzinę później z pracy, bo zakładam, że mówi prawde, ze miał
                            do zrobienia cośtam. A jeśli nie mówi... To i tak odejdzie i moje
                            grzebanie bedzie tylko dodatkowym powodem. Oraz jest przestępstwem.
                            Tak trudno to zrozumieć?
          • krzysztof-lis Re: przysięga 04.03.09, 23:33
            > Małżeństwo zaś jest poważną przysięgą przed Bogiem i ludźmi.

            Ja nie przysięgałem przed Bogiem ani przed bogiem. Jedynie przed urzędniczką w USC.

            > Małżonkowie przyrzekają sobie miłość, uczciwość i wierność.

            Bzdura. Nie przyrzekałem ani miłości, ani uczciwości, ani wierności.

            Powiedziałem tylko: "Świadomy praw i obowiązków wynikających z założenia
            rodziny, uroczyście oświadczam, że wstępuje w związek małżeński z Anną S. i
            przyrzekam, że uczynię wszystko aby nasze
            małżeństwo było zgodne, szczęśliwe i trwałe."

            Jak chcesz, mogę Ci wrzucić na jołtube filmik z tą moją przysięgą.

            > W kwestii zaś tegoż zaufania - nie jest to cecha charakteru ani
            > jakiś warunek ostateczny.

            Zaufanie to warunek konieczny do małżeństwa. Jeśli się komuś nie ufa, to się z
            nim nie żeni / nie wychodzi za niego za mąż. Mylisz kolejność
            • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 09:51
              Problemem nie jest kolejność - zakochanie, zaufanie - to się przenika.
              Decyzja o małżeństwie jest wynikiem pragnienia bycia razem, a pragnienie to z
              kolei wynikiem tego, ze się sobie "pasuje".
              Napisałam, że jak z kimś decydujesz się połączyć to na początku ufasz, jednak w
              życiu często bywa inaczej - nie zawsze kończy się to zdradą (piszesz jakbyś nic
              nie wiedział o życiu - a rozpisujesz sie przecież i rozczytujesz bogato na
              forum). Czasami są to tylko nieporozumienia i poprzez rozmowę można to wyjaśnić
              i tym sposobem lepiej się poznać i jeszcze bardziej zbliżyć. Gdy zaś rosną
              niedomówienia - wtedy ludzie się oddalają - więc ciągłe rozmawianie ze sobą jest
              konieczne (oczywiście nie tylko na temat nieporozumień).

              Ja przyrzekałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską i mnie też to przyrzekano
              - więc tego się trzymam. I takie przyrzeczenia składa sobie wiele osób - i dla
              nich to jest obowiązujące.
              Mam świadomość odpowiedzialności, obowiązków, wiem co to znaczy dbać o zgodność,
              szczęście i trwałość. Ale jak ktoś próbuje zrobić mnie w konia - to nie będę mu
              przyklaskiwać.

              Rozmowa nie jest powodem do niepokoju.
              Owszem. Jednak zależy też jaka to jest rozmowa. Trudno żeby małżonek, który coś
              kręci na boku powiedział otwarcie co i jak. Zawsze są jakieś sygnały. I te
              dziwne niejednoznaczne rozmowy również.
              kochankowie zwykle flirtują, nakręcają się - rzadko są to wypowiedzi
              bezpośrednie typu "jutro cie przelecę".

              A czym jest małżeństwo to ja dobrze wiem i nie musisz pisać za mnie, bo ja
              potrafię sama powiedzieć/napisać co uważam.
              • krzysztof-lis Re: przysięga 05.03.09, 14:46
                > Gdy zaś rosną niedomówienia - wtedy ludzie się oddalają - więc
                > ciągłe rozmawianie ze sobą jest konieczne (oczywiście nie tylko na
                > temat nieporozumień).

                No piękną teorię nam tu przedstawiłaś.

                > Ja przyrzekałam miłość, wierność i uczciwość małżeńską i mnie też
                > to przyrzekano - więc tego się trzymam.

                Czy uczciwość małżeńska, którą przyrzekałaś, to przeszukiwanie korespondencji męża?

                Bo jak dla mnie to jest definicja podłości.

                > Mam świadomość odpowiedzialności, obowiązków, wiem co to znaczy
                > dbać o zgodność, szczęście i trwałość. Ale jak ktoś próbuje zrobić
                > mnie w konia - to nie będę mu przyklaskiwać.

                Nie musisz, ale nie daje Ci to prawa, żeby czytać korespondencję męża. Tym
                bardziej, że to "próbuje robić Cię w konia" często oparte jest na mglistych
                przesłankach.

                Na przykład:
                > Owszem. Jednak zależy też jaka to jest rozmowa. Trudno żeby
                > małżonek, który coś kręci na boku powiedział otwarcie co i jak.
                > Zawsze są jakieś sygnały. I te dziwne niejednoznaczne rozmowy
                > również.

                Zawsze są jakieś sygnały. Tyle tylko, że bardzo często nie wiadomo, co one
                oznaczają. Sam fakt rozmawiania z kimś na GG nie jest sygnałem, który uprawnia
                Cię do przeglądania treści tej rozmowy.

                > kochankowie zwykle flirtują, nakręcają się - rzadko są to
                > wypowiedzi bezpośrednie typu "jutro cie przelecę".

                Co więc Ci daje przeglądanie treści tych rozmów? Bo przecież pewności nie daje,
                prawda?

                > A czym jest małżeństwo to ja dobrze wiem i nie musisz pisać za
                > mnie, bo ja potrafię sama powiedzieć/napisać co uważam.

                Nie
                • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 15:37
                  Widzę, że specjalizujesz się w kontrowaniu wszystkich wypowiedzi osób, których
                  poglądy Ci nie pasują.
                  Więc może teraz na odmianę napisz Ty czym jest dla Ciebie małżeństwo, związek. I
                  jak zachować się w sytuacji gdy pojawiają się te niepokojące sygnały - choćby
                  takie, o których pisze autorka.

                  Niech jeszcze wdam się w polemikę z Tobą:

                  Uczciwość w związku to wg mnie m.in. takie postępowanie za plecami partnera, że
                  nie miałabym nic przeciw temu żeby to widział.

                  Przeszukiwanie, kontrolowanie zachodzi w momencie sytuacji zagrożenia. Gdyby
                  było działaniem profilaktycznym - to rzeczywiście było by to przynajmniej podłe.

                  Często takie rozmówki z koleżankami/kolegami (zwłaszcza ukrywane) są albo
                  początkiem albo w trakcie romansu.

                  Co daje przeglądanie takich rozmów? Jest to tylko etap. Od dziwnego zachowania,
                  poprzez obserwację (choćby ta kontrola) po rozmowę. Jeśli osobnik weźmie pod
                  uwagę argumenty i da się wspólnie coś z problemem zrobić to dobrze. Jeśli nie -
                  trzeba jakimś sposobem rozwiązać problem. Ty proponujesz by dać sobie spokój i
                  ufać, ufać i jeszcze raz ufać; kochać, kochać i kochać; a także uganiać się za
                  tą osobą, która skręca w inną stronę. Może i tak należy spróbować, ale jak długo
                  i napisz może co dalej jak ta metoda nie wypali.- i jeśli osobnik nie
                  zaprzestanie nieprzyjemnych praktyk (choćby te miłe rozmowy za plecami).

                  Napisz jakie są Twoje zasady, poglądy, przekonania na temat związku, zaufania
                  itd. - ja też chętnie Ci powytykam błędy logiczne w Twoim rozumowaniu.
                  • serendepity Re: przysięga 05.03.09, 16:19
                    > Często takie rozmówki z koleżankami/kolegami (zwłaszcza ukrywane) są albo
                    > początkiem albo w trakcie romansu.

                    Wychodzac z takiego zalozenia nalezaloby zabronic rozmow z kimkolwiek poza
                    mezem/zona. Przeciez nawet z osoba tej samej plci mozna zdradzic, czyz nie?

                    Nie moge rozmawiac z zadnym kolega, bo moze w perspektywie kilku miesiecy albo
                    lat doprowadzi to do romansu miedzy nami, bo dobrze sie znamy?

                    A jak kontrolowac meza z kim rozmawia osobiscie w pracy? A moze te rozmowy z
                    kolezanka z pracy tez doprowadza do zdrady? Gdyby isc tym tropem to nalezaloby
                    druga polowe odseparowac od swiata, bo kazdy moze byc potencjalnym kochankiem.
                    Ewentualnie zalozyc mu podsluch i kontrolowac o czym rozmawia.
                  • krzysztof-lis Re: przysięga 05.03.09, 19:31
                    > Widzę, że specjalizujesz się w kontrowaniu wszystkich wypowiedzi
                    > osób, których poglądy Ci nie pasują.

                    Niee, nie wszystkich wypowiedzi. :)

                    > Więc może teraz na odmianę napisz Ty czym jest dla Ciebie
                    > małżeństwo, związek.

                    Związek to związek. Małżeństwo to taki sam związek, który daje obydwojgu większe
                    prawa, np. dziedziczenie, decydowanie o postępowaniu w ramach choroby, wspólne
                    rozliczanie podatków, wspólnota majątkowa. Nic ponadto.

                    > I jak zachować się w sytuacji gdy pojawiają się te niepokojące
                    > sygnały - choćby takie, o których pisze autorka.

                    To znaczy jak należy się zachować, gdy się odkryje korespondencję męża z kimś innym?

                    Ja nie popieram przeszukiwania korespondencji, więc nie mogę dać Ci recepty na
                    postępowanie ze skutkami takiego nagannego zachowania.

                    > Uczciwość w związku to wg mnie m.in. takie postępowanie za plecami
                    > partnera, że nie miałabym nic przeciw temu żeby to widział.

                    Zgoda.

                    Jeśli więc z kimś piszę, to nie po to, by go zerżnąć za plecami żony. Ale to nie
                    oznacza, że żona ma tę moją korespondencję czytać.

                    > Przeszukiwanie, kontrolowanie zachodzi w momencie sytuacji
                    > zagrożenia.

                    Nie w tym wypadku
                    • mala.el Re: przysięga 05.03.09, 21:21
                      krzysztof-lis napisał:
                      > Brawo. Robisz postępy.

                      Dzięki, u Ciebie też jakieś dostrzegam. A jeśli wykażesz więcej zrozumienia dla
                      poruszanych problemów, to już będzie całkiem dobrze. Ale jako typowy facet
                      posiadasz małą zdolność empatii - zwłaszcza przeżyć kobiety.

                      Owszem, autorka poczuła się zagrożona - pisze wyraźnie - poczuła się oszukana,
                      wiele razy próbowała nakierować rozmowę tak, by jej powiedział - on jednak nie
                      zrobił tego - czyli świadomie ukrywa fakt znajomości. Niestety, ale takim
                      zachowaniem wzbudza w niej niepokój - i to na pewno nie jest dbanie o związek i
                      atmosferę.

                      Jeśli chodzi o zaglądanie do korespondencji - wiesz, głupio bym się czuła gdybym
                      nie mogła otworzyć listu, który przyszedł na nazwisko męża. Są to np. rachunki,
                      jakieś reklamy itp. - otwieram i robię przelew ze wspólnych funduszy. Sama nie
                      miałabym nic przeciwko temu żeby on otworzył list, który przyjdzie do mnie - no
                      chyba żebym miała coś do ukrycia. I jeśli ktoś tak strasznie chroni tych swoich
                      listów, to oznacza, że chce coś ukryć. Proste.

                      Jest różnica w przeszukiwaniu i zaglądaniu zawsze i wszędzie profilaktycznie, a
                      zaglądaniem przy okazji - choćby jak autorka - bo maja wspólny komunikator.
                      Nawet gdyby nie zaglądnęła a widziała, że klika zawzięcie to naturalnym jest
                      pytanie "z kim" i "o czym. Jest to naturalna reakcja człowieka gdy jest z kimś w
                      bliskich relacjach.
                      Przekonałam się o tym ostatecznie, gdy nasze dziecko właśnie tak reagowało
                      spontanicznie na wszelkie telefony do domu "mamo/tato - kto i po co". Jest to w
                      naszych genach - naturalna chęć dzielenia wspólnych spraw, bo wspólnie żyjemy.
                      Dziecko to czuje - dorośli jak widzę w jakiś sposób pozbywają się sztucznie
                      dobrych odruchów - w imię tzw. źle rozumianej prywatności.

                      Głupi zdradzający zostawia ślady - zgadza się - ale jego zachowanie jest już
                      śladem - nie da się ukryć zmiany w postawie - choćby to, ze nagle broni i
                      powołuje się na tę prywatność, "naruszania" której wcześniej nie dostrzegał.

                      A jeśli napiszesz szerzej o swoich poglądach na temat związku - to skomentuję.
                      Nie będę wyszukiwać powyżej.
                      • krzysztof-lis Re: przysięga 05.03.09, 22:22
                        > wiele razy próbowała nakierować rozmowę tak, by jej powiedział
                        > - on jednak nie zrobił tego - czyli świadomie ukrywa fakt
                        > znajomości.

                        Można byłoby tak powiedzieć, gdyby ona zapytała go wprost a on nie odpowiedział
                        na jasne, bezpośrednie pytanie.

                        Jak się kobieta bawi w gierki z owijaniem w bawełnę, nie można na tej podstawie
                        stwierdzić, że on świadomie ukrywa znajomość.

                        Jakby go wątkotwórczyni zapytała "czy utrzymujesz kontakty z kobietami w innym
                        mieście" a on zaprzeczył, oznaczałoby, że "świadomie ukrywa fakt znajomości".

                        > Jeśli chodzi o zaglądanie do korespondencji - wiesz, głupio bym
                        > się czuła gdybym nie mogła otworzyć listu, który przyszedł na
                        > nazwisko męża. Są to np. rachunki, jakieś reklamy itp. - otwieram
                        > i robię przelew ze wspólnych funduszy.

                        Jeśli nie odróżniasz rachunków od prywatnej korespondencji, to pewnie nie
                        odróżniasz też pamiętnika od zwykłego szkolnego zeszytu. Skoro tak, nie mamy o
                        czym rozmawiać.

                        > Sama nie miałabym nic przeciwko temu żeby on otworzył list, który
                        > przyjdzie do mnie - no chyba żebym miała coś do ukrycia. I jeśli
                        > ktoś tak strasznie chroni tych swoich listów, to oznacza, że chce
                        > coś ukryć.

                        Nie, to oznacza, że ktoś chce mieć prawo do prywatności.

                        Jeśli ja zamykam drzwi do mieszkania aby tam nikt nie wchodził, oznacza to, że
                        prowadzę tam jakąś nielegalną działalność, którą chciałbym ukryć? Ciekawa
                        teoria. Ale bzdurna. Bo ja po prostu nie chcę, by obcy tam wchodzili.

                        > Jest różnica w przeszukiwaniu i zaglądaniu zawsze i wszędzie
                        > profilaktycznie, a zaglądaniem przy okazji - choćby jak autorka -
                        > bo maja wspólny komunikator.

                        Nie rozmawiaj ze mną jakbym nie miał pojęcia o działaniu komunikatorów. W żadnym
                        z komunikatorów archiwum rozmów nie jest widoczne na wierzchu, przy okazji
                        logowania się do niego. Trzeba kliknąć w specjalną pozycję w menu. Więc nie może
                        być tu mowy o działaniu "przy okazji".

                        > Jest to w naszych genach - naturalna chęć dzielenia wspólnych
                        > spraw, bo wspólnie żyjemy.

                        Znajomość męża wątkotwórczyni nie jest wspólną sprawą, tylko prywatną sprawą
                        faceta. W końcu to jego a nie ich wspólna znajoma.

                        > A jeśli napiszesz szerzej o swoich poglądach na temat związku - to
                        > skomentuję.
                        > Nie będę wyszukiwać powyżej.

                        Nie chce mi się pisać tu elaboratu, skoro Tobie nie chce się poczytać to, co już
                        napisałem. Będę jednak na tyle łaskawy, by odpowiedzieć na Twoje precyzyjne
                        pytania na temat moich poglądów.
                        • mala.el Re: przysięga 06.03.09, 08:18
                          krzysztof-lis napisał:

                          > Jeśli ja zamykam drzwi do mieszkania aby tam nikt nie wchodził, oznacza to, że
                          > prowadzę tam jakąś nielegalną działalność, którą chciałbym ukryć? Ciekawa
                          > teoria. Ale bzdurna. Bo ja po prostu nie chcę, by obcy tam wchodzili.

                          Zatem gdy chronimy się przed małżonkiem z pewnymi sprawami - traktujemy go jak
                          obcego. A powinniśmy przynajmniej jak przyjaciela, nieprawdaż?

                          > Znajomość męża wątkotwórczyni nie jest wspólną sprawą, tylko prywatną sprawą
                          > faceta. W końcu to jego a nie ich wspólna znajoma.

                          Ale powinna o jej istnieniu wiedzieć. On powinien jej powiedzieć. Dlaczego?
                          Choćby dlatego żeby sobie nie pomyślała, że coś kombinuje. Przecież mężczyźni
                          nie są tacy głupi, żeby sądzić, że żona się nie zorientuje, ze z kimś klika.
                          Poza tym pewnie opowiada jej o swoich kolegach z pracy, których ona nie zna
                          (tzn. są jego prywatnymi znajomymi, nie wspólnymi) wiec dlaczegóż robi wyjątek
                          dla koleżanki. Piszę "pewnie", bo tak zwykle postępują faceci - wybiórcza
                          prywatność.

                          • serendepity Re: przysięga 06.03.09, 11:15
                            > Ale powinna o jej istnieniu wiedzieć. On powinien jej powiedzieć. Dlaczego?
                            > Choćby dlatego żeby sobie nie pomyślała, że coś kombinuje. Przecież mężczyźni
                            > nie są tacy głupi, żeby sądzić, że żona się nie zorientuje, ze z kimś klika.

                            Ale moze dla niego ta sprawa jest tak nieistotna i malo wazna, ze nie widzi
                            nawet potrzeby mowienia o tym zonie. Czy partner ma spowiadac sie drugiej
                            stronie ze wszystkiego na wypadek, zeby nie zostac uznanym za kombinatora?

                            Wynika z tego, ze nie mozna pokorespondowac sobie z kims niewinnie, bo nalezy ze
                            wszystkiego spowiadac sie natychmiast na wszelki wypadek.

                            A jak spotka kogos na ulicy to tez ma spowiadac sie drugiej stronie?

                            A w ogole co to znaczy "poklikac z kims" to jest jakies okreslenie nastolatkow z
                            Neostrady?
                          • krzysztof-lis Re: przysięga 06.03.09, 13:38
                            > Zatem gdy chronimy się przed małżonkiem z pewnymi sprawami -
                            > traktujemy go jak obcego. A powinniśmy przynajmniej jak przyjaciela,
                            > nieprawdaż?

                            Jak przychodzi do mojego mieszkania przyjaciel, to puka i czeka aż mu otworzę.

                            Widzisz różnicę?

                            > Ale powinna o jej istnieniu wiedzieć.

                            Nie masz racji.

                            > On powinien jej powiedzieć. Dlaczego? Choćby dlatego żeby sobie
                            > nie pomyślała, że coś kombinuje.

                            Kiepski argument
                            • chalsia Re: przysięga 06.03.09, 16:23
                              krzysztof-lis napisał:

                              > Nie masz racji.

                              no zaiste POWALAJĄCY argument.

                              To Ty nie masz racji.
                              Nieeee, to ona nie ma racji.
                              On tez nie ma racji.
                              Ale ja mam rację.
                              I ja.
                              I ja.
                              Ja tez mam rację.

                              Ergo - każdy ma rację i nikt jej nie ma.
                              • bj32 Re: przysięga 06.03.09, 20:18
                                "Moja jest racja. I nawet jeśli twoja racja jest moja, to moja jest
                                mojsza niz twojsza. A moja jest najmojsza!"
                                :D
                                • chalsia Re: przysięga 06.03.09, 22:01
                                  > mojsza niz twojsza. A moja jest najmojsza!"

                                  jaka tam "najmojsza". Ona jest "najmojejsza" !!
                                  • krzysztof-lis Re: przysięga 06.03.09, 22:41
                                    Rany, dziewczyny, miejcie litość. Ileż razy można to samo powtarzać... ;p
                            • mala.el Re: przysięga 08.03.09, 18:17
                              > Jak przychodzi do mojego mieszkania przyjaciel, to puka i czeka aż
                              mu otworzę.
                              >
                              > Widzisz różnicę?

                              Tak samo zachowuje sie obcy - puka i czeka aż mu otworzę.
                              Wiec napisz mi jaka jest różnica?
                              Gdy mamy przed partnerem tajemnice i chronimy je pieczołowicie przed
                              nim, to z pewnością nie traktujemy go jak przyjaciela.

                              > > On powinien jej powiedzieć. Dlaczego? Choćby dlatego żeby sobie
                              > > nie pomyślała, że coś kombinuje.
                              >
                              > Kiepski argument
                              • krzysztof-lis Re: przysięga 08.03.09, 18:21
                                > > Jak przychodzi do mojego mieszkania przyjaciel, to puka i czeka
                                > > aż mu otworzę.
                                > > Widzisz różnicę?
                                >
                                > Tak samo zachowuje sie obcy - puka i czeka aż mu otworzę.
                                > Wiec napisz mi jaka jest różnica?
                                > Gdy mamy przed partnerem tajemnice i chronimy je pieczołowicie
                                > przed nim, to z pewnością nie traktujemy go jak przyjaciela.
                                No właśnie o to chodzi.

                                Są sfery dostępne na wyraźne zaproszenie, nawet dla przyjaciół.

                                > Podaj lepszy argument - chyba, ze uważasz, że nie powinien jej o
                                > niczym mówić - wręcz odburknąć, że to jego prywatna sprawa?

                                Tak
                        • mala.el bądź łaskawy 08.03.09, 18:10
                          i napisz coś więcej na temat zasad w zwiazku.
                          Czym jest dla Ciebie zaufanie, lojalność, prywatność - i z drugiej
                          strony szczerość, bliskość, wzajemność?

                          Co własciwie zmienia sie tak na prawdę w zyciu człowieka, gdy
                          wchodzi w związek?

                          Co można zaliczyć do sfery prywatnej małżonka? - napisałeś już, że
                          np. znajomość z koleżanką/kolegą.
                          Co bys zaproponował zrobić z uczuciami (obojga partnerów
                          oczywiscie), kiedy druga strona okazuje "niezadowolenie" z takowej
                          znajomości, kiedy zwyczajnie jest jej głupio, przykro, kiedy (jak
                          autorka) poczuje się oszukiwana?

                          Jak sie ma ta prywatność do szczerości?

                          Nie wiem jak Ty masz, ale wielu facetów opowiada o kolegach/ach z
                          pracy, ale o tej jednej koleżance to juz nie, uzasadniajac, ze to
                          nieistotna znajomość. Dlaczego zatem utrzymuje z nią kontakt
                          poprzez np. komunikator w domu (poświęca czas, energię ...)?

                          Co sądzisz o sytuacji, w której znalazła się autorka wątku. Co wg
                          Ciebie powinna i jak zrobić w momencie gdy dowiedziała się o tej
                          znajomości? Rozumiez chyba, że zapytanie "czy utrzymujesz kontakty
                          z .." jest bardzo nieprecyzyjne - mąż mógłby stwierdzić, że chodzi o
                          coś więcej i odpowiedzieć wymijajaco, że nie utrzymuje "kontaktów".
                          I pani dalej jest w kropce.

                          Co to znaczy ufać? Jak sie ma zaufanie do naiwności?
                          ....
                          • krzysztof-lis Re: bądź łaskawy 08.03.09, 18:20
                            > Czym jest dla Ciebie zaufanie, lojalność, prywatność - i z drugiej
                            > strony szczerość, bliskość, wzajemność?

                            Zaufanie jest wtedy, gdy jestem pewien, że druga osoba jest wobec mnie lojalna.

                            Lojalność jest wtedy, gdy nie robię nic, czym mógłbym drugiej osobie zrobić
                            przykrość. Na przykład
                            • ajmj Re: mala.el 08.03.09, 19:54
                              Piszesz dla mnie jasno i klarownie. Doskonale Ciebie rozumiem,
                              ponieważ myśle podobnie. Za to pan Krzysztof, nie odpowiada na
                              pytania, bądź jeśli już to wybiórczo, kluczy, hm... ;)
                              Sama wiem, z autopsji wprowadzam wtedy do życia hasła " Ty mnie nie
                              ufasz?, "to moja prywatna sprawa" jak mam coś do ukrycia:)

                              I w tym cały jest ambaras, aby dobrać się w pary w taki sposób, aby
                              (tu nie odbiegając od tematu)nie przeszkadzał fakt tajnych rozmów
                              przez tel, komunikatory, odwiedziny u koleżaki, przyjaciółki o
                              których istnieniu zona nie ma pojęcia, ponieważ owa zona często bywa
                              u swoich kolegów, o których przez lata pojęcia nie ma mąz i jest
                              git:)



                              iczego bać; trzeba to tylko zrozumieć."
                              • krzysztof-lis Re: mala.el 08.03.09, 20:32
                                > Za to pan Krzysztof, nie odpowiada na pytania, bądź jeśli już to
                                > wybiórczo, kluczy, hm... ;)

                                O rany, i taką cenzurkę mi wystawiasz podpinając się pod wypowiedź, w której
                                rozpisałem się jak nigdy?
                            • mala.el Re: bądź łaskawy 08.03.09, 21:38
                              > Zaufanie jest wtedy, gdy jestem pewien, że druga osoba jest wobec
                              mnie lojalna.

                              Jeśli mam pewność, to już nie muszę ufać, bo wiem.
                              A skąd mam wiedzieć, że jest lojalna? Przez sprawdzenie i
                              doświadczenie.

                              > Lojalność jest wtedy, gdy nie robię nic, czym mógłbym drugiej
                              osobie zrobić
                              > przykrość. Na przykład
                              • bj32 Re: bądź łaskawy 08.03.09, 22:03
                                Nie ma "sexu". Nie ma "kompjutera". Nie ma "jurosportu". A Pan
                                Miodek powiedział, ze ci, którzy twierdzą, ze powyższe są, mogą go
                                pocałowac w "djupę".
                              • krzysztof-lis Re: bądź łaskawy 08.03.09, 22:28
                                > Jeśli mam pewność, to już nie muszę ufać, bo wiem.

                                No widzisz
                                • mala.el Re: bądź łaskawy 10.03.09, 11:26
                                  >Zaufanie jest wtedy, gdy jestem pewien, że druga osoba jest wobec
                                  mnie lojalna.
                                  >> Jeśli mam pewność, to już nie muszę ufać, bo wiem.

                                  >No widzisz
                                  • krzysztof-lis Re: bądź łaskawy 10.03.09, 11:56
                                    > Zazwyczaj (szczególnie jeśli jest to pierwszy zwiazek) trudno
                                    > przewidzieć jakie sytuacje zdarzą się w życiu, co nas zaboli, co
                                    > będzie problemem. Więc trudno o tym uprzedzić partnera.

                                    Trudno więc, żeby to partner był poszkodowany, bo Tobie coś nagle odbije...

                                    > A mówi się, że dobrze jeśli partnerzy maja różne zainteresowania,
                                    > inna pracę ..., bo wtedy mogą się wzajemnie ubogacać. Więc jak mają
                                    > to zrobić, skoro ich praca, hobby, znajome/i są ich prywatnymi
                                    > sprawami i partnerzy o tym nie powinni wiedzieć?

                                    Po raz kolejny powtarzam, że PRYWATNE SPRAWY to sprawy o których żona / mąż NIE
                                    MUSI wiedzieć. A nie takie, o których NIE POWINIEN wiedzieć.

                                    Więc to, w co w ramach hobby gram na komputerze to moja prywatna sprawa. Nie mam
                                    obowiązku spowiadać się z tego żonie. I nie będę względem niej nieuczciwy, gdy
                                    nie będę się spowiadać. Jak zapyta, odpowiem.

                                    > Ale tu pojawia się kolejny zasadniczy problem. Bo żeby odpowiadać
                                    > wymijająco, ktoś musi zadawać pytania.

                                    Nie da się ukryć.

                                    > Aby zadawać pytania, ktoś musi mieć powód (skąd ma np. żonie
                                    > przyjść do głowy, że mąż z kimś utrzymuje znajomość?).

                                    To fakt utrzymywania znajomości z ludźmi innymi niż własna żona jest czymś
                                    niecodziennym?

                                    > Tak więc reasumujac uważam, że jeśli dochodzi do etapu zadawania
                                    > pytań to świadczy to o zagubieniu gdzieś po drodze tej więzi, może
                                    > bliskości, moze szczerości - w każdym razie przestawieniu
                                    > priorytetu - "własna przyjemność" nad "harmonia w związku".

                                    Czyli dochodzi do ustawienia priorytetów we właściwej kolejności.

                                    No chyba, że dla kogoś związek jest celem samym w sobie.

                                    >>> Gdyby praca, hobby, inne osoby były prywatną sprawą małżonka - to
                                    >>> co pozostaje wspólnego?
                                    >> Cała reszta. To, co zostaje.
                                    >
                                    > Cała reszta - czyli co?

                                    W pracy spędzam 10 godzin. Na hobby powiedzmy 2 h dziennie. Przez resztę czasu
                                    jem obiad, robię zakupy, sprzątam w domu
                                • mala.el Re: bądź łaskawy 10.03.09, 13:27
                                  >Jeśli uznam, że moja znajomość z kimś ma wpływ na moje małżeństwo z >żoną, to
                                  jej o tym powiem. Przecież to takie proste jest.

                                  >Żonę sobie wziąłem po to, by być z nią a nie z kimś innym. Jak mnie >zafascynuje
                                  >jakaś inna kobieta, jak się w kimś zakocham, jak będę mieć na kogoś >wielką
                                  ochotę, jak będę mieć sposobność do zdrady, żona dowie się o >tym, zanim zagrozi
                                  to naszemu związkowi.

                                  >Tak pojmuję uczciwość.

                                  Zaskakujesz mnie, na prawdę.
                                  Ja również nie wykluczam sytuacji, że mogę nagle kimś się zafascynować za bardzo ...

                                  Ale jak byś powiedział to żonie? Chyba tylko tyle, ze już nie możecie być razem
                                  - nie wiem, bo napisałeś, że byś jej powiedział zanim to zagrozi Waszemu
                                  związkowi. Przecież nie powiesz jej chyba "kochana, zakochałem się w innej".
                                  Napisz, co w takiej sytuacji powiedział byś żonie?

                                  >Nie
                                • mala.el Re: bądź łaskawy 11.03.09, 01:12
                                  >Jeśli nie widzisz różnicy między:
                                  >* sprawdzaniem podejrzeń
                                  >a
                                  >* sprawdzaniem dla zasady, bez jakichkolwiek podejrzeń,
                                  >to chyba nigdy się nie dogadamy.

                                  Widze różnicę – pisałam już.

                                  >Trudno więc, żeby to partner był poszkodowany, bo Tobie coś nagle
                                  odbije...

                                  Człowiek się zmienia, partner również. Kazdemu zatem „odbija”.

                                  >Po raz kolejny powtarzam, że PRYWATNE SPRAWY to sprawy o których
                                  żona / mąż NIE
                                  >MUSI wiedzieć. A nie takie, o których NIE POWINIEN wiedzieć.

                                  Kto ma decydować o tym, czego „nie muszę” wiedzieć i jakie jest
                                  kryterium?

                                  >Więc to, w co w ramach hobby gram na komputerze to moja prywatna
                                  sprawa. Nie mam
                                  >obowiązku spowiadać się z tego żonie. I nie będę względem niej
                                  nieuczciwy, gdy
                                  >nie będę się spowiadać. Jak zapyta, odpowiem.

                                  Może zapytać, bo widzi, że grasz. Gdy robisz coś w ukryciu, nie ma
                                  mozliwości zapytania. Gdy odpowiadasz w co grasz, znaczy, że jednak
                                  nie jest to Twoją prywatną sprawą do której ona nie ma dostępu.

                                  >To fakt utrzymywania znajomości z ludźmi innymi niż własna żona
                                  jest czymś
                                  >niecodziennym?

                                  Fakt utrzymywania jakiejś znajomości w tajemnicy jest czymś z
                                  założenia podejrzanym; niestety najczęściej oznacza, że ktoś kręci
                                  na boku.

                                  >Czyli dochodzi do ustawienia priorytetów we właściwej kolejności.

                                  A jaka jest własciwa kolejność?

                                  >W pracy spędzam 10 godzin. Na hobby powiedzmy 2 h dziennie. Przez
                                  resztę czasu
                                  >jem obiad, robię zakupy, sprzątam w domu
                                  • krzysztof-lis Re: bądź łaskawy 13.03.09, 10:30
                                    > Kto ma decydować o tym, czego „nie muszę” wiedzieć i jakie jest
                                    > kryterium?

                                    Myślę, że pewien zakres zagadnień, o których "nie musi wiedzieć" partner jest
                                    uniwersalny. Ulega natomiast zmianie w czasie trwania znajomości. Jeśli partner
                                    będzie się dopytywać o Twoich przyjaciół płci męskiej i rozmowy z nimi
                            • premeda Re: bądź łaskawy 12.03.09, 09:23
                              Jak się ma żonę, która jest zazdrosna o byle co, to się o
                              nieistotnych
                              > znajomościach z koleżankami nie mówi. O nieistotnych znajomościach
                              z kolegami
                              > wtedy też można, bo o to żona się nie rzuca.
                              Ja dorzucę ze swoich obserwacji, że zazdrosnymi żonami/mężami to
                              tłumaczą się na ogół ci co zdradzają ile wlezie. Ci co nie
                              zdradzają, nie mają chyba tego problemu.
                              • krzysztof-lis Re: bądź łaskawy 13.03.09, 10:32
                                > Ja dorzucę ze swoich obserwacji, że zazdrosnymi żonami/mężami to
                                > tłumaczą się na ogół ci co zdradzają ile wlezie. Ci co nie
                                > zdradzają, nie mają chyba tego problemu.

                                Pozwolę sobie zwrócić uwagę na fakt, że nie oznacza to jeszcze istnienia takiej
                                ogólnej prawidłowości na świecie.

                                Ja mam żonę zazdrosną, choć jestem w stosunku do niej absolutnie uczciwy. I
                                właśnie jest zazdrosna z racji tej uczciwości, że powiedziałem jej dawno temu,
                                że poprzednią dziewczynę wiele razy zdradzałem.
              • bj32 Jedno i tylko jedno pytanie: 06.03.09, 20:16
                "kochankowie zwykle flirtują, nakręcają się - rzadko są to wypowiedzi
                bezpośrednie typu "jutro cie przelecę"."
                Skąd wiesz? Bo z moich obserwacji wynika, że nakrecają sie flirtują
                tylko ci, którzy nie planują niczego więcej. A powodem rozwodów są
                jasne i proste komunikaty na komunikatorach: "było mi z tobą dobrze
                we wtorek", "spotkajmy sie w piątek w tym samym motelu", "jak jesteś
                ciasna". A nie pierdy w stylu "masz cudne oczęta".
                Tak czy owak pytanie podstawowe brzmi właśnie: skad, u diabła,
                wiesz, skoro u Ciebie w rodzinie nie ma to miejsca?
          • bj32 Re: przysięga 05.03.09, 12:47
            "Wolny związek jak sama nazwa wskazuje"
            A chlebak, jak sama nazwa wskazuje, służy do noszenia granatów. Bo
            one w nim chleboczą.
            "Jest to umowa dwojga ludzi, którzy nade wszystko cenią sobie
            niezależność, dlatego zawierają pewien układ, który ich nie
            ogranicza."
            Nie. Jest to związek dwojga ludzi, którzy chcą byc ze sobą właśnie
            bez podpisywania umowy. Albo dopuszczają możliwość, ze podpiszą
            kiedyś, ale nie teraz z przyczyn rozmaitych.
            "Małżeństwo zaś jest poważną przysięgą przed Bogiem"
            Wyłącznie, jeśli ktoś wierzy w Boga czy bogów.
            "Nie ma zaś nic o zaufaniu"
            Nie ma. W formułce kościelnej. Bo generalnie KRK ma w życi zaufanie.
            Sam tez nie jest godzien zaufania.
            A zaufanie jest podstawą, czy Ci się to podoba, czy nie. Bo jeśli
            wyszłaś za mąż z racji wpadki, albo żeby nie zostać starą panną za
            kogoś, do kogo nie miałaś zaufania, kogo słabo znałaś czy tam co, to
            to się kwalifikuje do leczenia.
            Dla mnie powodem do niepokoju byłoby stwierdzenie, ze żyję z
            chorobliwie zazdrosnym psychopatą, który poswiecił życie na
            sprawdzenie, czy jestem godna zaufania. Tylko ja bym z kimś takim
            nie rozmawiała, a wysłała go na leczenie, albo spakowała.
            Krzysztof Ci juz wyjaśnił, co to są i czemu służą wzmiankowane
            przepisy.
            "Jeśli ktoś zaś chce kurczowo i ślepo trzymać się przepisów prawa -
            znaczy tylko, że stoi w obronie "kręcącego" partnera"
            A co sądzić o kimś, kto z uporem maniaka szuka drugiej dziury w d...
            i dowodów zdrady łamiąc przy okazji prawo?
            "Widzimy zatem jak obłudnie postępują ci, którzy próbują naciągac
            prawo."
            Nie. Widzimy, że masz manię prześladowczą i zero pojęcia o
            interpretacji prawa. Idź i spytaj jakiegoś prawnika, moze on Ci to
            wytłumaczy, bo ja nie mam siły. Nikt tu niczego nie naciaga. Prawo
            to prawo i cześć. Koniec kwestii.
            Obłudą jest wiązanie sie z kimś, komu sie nie ufa. Bo świadczy o
            ukrytych celach.
            Howgh.
        • eastern-strix Re: zaufanie i szacunek 04.03.09, 23:05
          wiesz co?

          masz racje

          ja uwazam,ze moj maz skoczy za mna w ogien i wobec niego czuje to samo.

          czuje tez,ze jest ze mna szczesliwy,co oczywiscie podnosi moje poczucie wartosci.

          a Tobie zycze,zebys pokochala siebie,bo jesli ty tego nie zrobisz, to nikt inny
          tez nie.

          podejrzliwosc i wieczne zamartwianie sie bierze sie stad,ze w kazdej kobiecie
          widzisz rywalke. wiec popracuj nad soba.

          a slub nie ma tu nic do rzeczy, przed slubem bylo tak samo - i dlatego wlasnie
          sie pobralismy.
          • mala.el wzajemność 08.03.09, 18:25
            > ja uwazam,ze moj maz skoczy za mna w ogien i wobec niego czuje to
            samo.


            Pięknie to ujęłaś. Gratuluje Ci i zazdroszczę. Też bym tak chciała.
            Swietnie, że są takie związki - to podnosi na duchu.
            • krzysztof-lis Re: wzajemność 08.03.09, 20:32
              > Pięknie to ujęłaś. Gratuluje Ci i zazdroszczę. Też bym tak chciała.
              > Swietnie, że są takie związki - to podnosi na duchu.

              Całej reszcie pozostaje kontrolować męża. Smutne.
              • mala.el Re: wzajemność 08.03.09, 21:57
                I żonę. Bardzo smutne.
    • amb25 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 04.03.09, 11:08
      Gdybym ja sie dowiedziala, a on mi niepowiedzial tez czulabym sie
      zawiedziona. I dazylabym do tego, zeby mi to powiedzial. Chociazby
      pytaniem O! A z kim klikasz tak zawziecie? gdyby akurat klikal.
      Za nic nie przyznalabym sie, ze cokolwiek wiem.
      Bo gdyby mi nie powiedzial, chocby po pewnym czasie, to byloby to
      dla mnie troche podejrzane.
      W koncu tak na prawde maz to obcy facet, i nigdy nie wiadomo co
      takiemu strzeli do glowy :)
    • modonia Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 06.03.09, 10:16
      Ktiu, a czy nie uważasz,ze grzebanie po czyichkolwiek rzeczach jesT
      uwłaczające?
    • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 06.03.09, 23:03
      Gdyby wszysko było ok, ze strony męża, to co by mu zależało powiedzieć prawdę?
      Potajemne wyjazdy do osoby płci przeciwnej uważam za doskonały przyczynek do
      zdrady, i guano kogo obchodzi jak to doszło do wiadomości autorki wątku.
      Zwłaszcza gęgające praworządnie stado. Ciekawe, co pisalibyście, w podobnej
      sytuacji - kiedy wasz patner życiowy udawałby się na tajne wycieczki do
      koleżanki/kolegi. Ileż tu trzeba zadać sobie trudu. Poczytajcie sobie forum
      "Rozwód" i podobne i historie kobiet, które też w pewnym momencie zorientowały
      się, że mąż ma tajną koleżankę i w jaki sposób się to skończyło.
      Do autorki.
      Słuchaj, kochana. Nie piszesz i nie musisz pisać, jak jest pomiędzy wami. Ale
      pewno zauważyłabyś, że między wami się coś zmieniło,że się do siebie
      oddaliliście,że doszlo do wycofania intymności, zaangażowania, seksu. Pooglądaj
      najpierw. Nie działaj szybko, działaj rozważnie. Pewnie nic takiego się nie
      dzieje, ale sam fakt jest wcurwiający.
      Jak masz ochotę napisać, to napisz na gazetowego.
      • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 07.03.09, 16:50
        > Potajemne wyjazdy do osoby płci przeciwnej uważam za doskonały
        > przyczynek do zdrady,

        Pewnie, bo każda zdrada to znajomość w ukryciu.

        Ale nie każda znajomość w ukryciu to zdrada.
        • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 07.03.09, 20:34
          Wiesz, tu nie chodzi o słowne kontredanse i niuanse.
          Naprawdę, tyle o sobie wiemy, ile się sprawdzimy.
          Flaki mi się przewracają, jak czytam o zaufaniu i szacunku. A co to za zaufanie
          i szacunek, które wymagają ukrywania znajomości?
          • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 07.03.09, 21:02
            > Naprawdę, tyle o sobie wiemy, ile się sprawdzimy.

            Doskonałe podejście do rozpoczynania związku.

            > Flaki mi się przewracają, jak czytam o zaufaniu i szacunku.
            > A co to za zaufanie i szacunek, które wymagają ukrywania
            > znajomości?

            Jeśli wątkotwórczyni ufa swojemu facetowi, on nie musi się jej spowiadać ze
            swoich znajomości.

            Zresztą, ja nie mam nic przeciwko takiemu podejściu do partnera. Tylko trzeba go
            o tym uprzedzić. Partner ma prawo wiedzieć, że jego poczta będzie przez kobietę
            czytana i że ma obowiązek spowiadać się ze wszystkich znajomości.
            • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 12:13
              krzysztof-lis napisał:

              > > Naprawdę, tyle o sobie wiemy, ile się sprawdzimy.
              >
              > Doskonałe podejście do rozpoczynania związku.

              Oczywiście, miałam na myśli swoje własne działanie - czlowiek w
              stresie jest zdolny do tego, o co sam siebie by nie podejrzewał.
              Ale owszem, czemu nie - dotyczy to też pary, i wcale nie myślę o
              śledzeniu :)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 08.03.09, 09:34
      Wygląda na to, że teraz oboje Państwo macie tajemnicę. Mąż - korespondencję z
      dziewczyną, Pani - czytanie jego poczty, co jest naruszeniem tajemnicy
      korespondencji.
      Małżeństwo nie wymaga pełnej jawności. To związek dwóch jednak integralnych
      osób. To co się wnosi w związek i co udostępnia partnerowi zależy od stylu
      związku jaki małżonkowie czy partnerzy stworzyli, a to z kolei zależy od ich
      indywidualności.Jest dobrze, jeśli można w nim o wielu rzeczach mówić i je
      ujawniać, ale nie musi świadczyć o związku źle, jeśli część rzeczy jest poza
      nim. Każdy w związku ma prawo być inny. W opisanej przez Panią sytuacji ważna
      jest motywacja męża. I tą ją trzeba poznać. Czy chodzi o ukrycie trwającego czy
      rodzącego się romansu? Czy chodzi o możliwość swobodnej dyskusji na tematy,
      które Panią np: nie interesują? Czy chodzi o chęć posiadania własnej
      przestrzeni, której mąż nie ma? czy chodzi o zaspokojenie potrzeb tej kobiety?
      czy zrobienie Pani na złość? Pomysły można mnożyć. Aby dobrze zrozumieć
      sytuację, warto odpowiedzieć sobie na pytanie czemu mąż zataił tę sprawę. czy to
      w istocie taki styl związku, który jest obopólnie akceptowany czy też istniejący
      brak przestrzeni do szczerych rozmów, niekoniecznie spowodowany tylko Pani
      zazdrością.
      Można o tym porozmawiać, ujawnić sprawę, wyjaśnić, poprzepraszać się nawzajem
      albo i nie, coś ustalić na przyszłość, stworzyć jakąś nową zasadę.
      Można zrobić aferę i wywołać kryzys.
      Można też zastanowić się dlaczego ramach posiadanych przez Panią informacji,
      nawet osiągniętych niezbyt etycznie, z których wynika, że nic złego się nie
      dzieje, nie jest Pani uspokojona. I dlaczego dramatycznie spodziewa się Pani
      najgorszej prawdy, której Pani sama nawet się nie dopatrzyła. To może pozwoli
      Pani na refleksje nad sobą i istotą Waszego związku i przerodzi się w coś
      twórczego. Wybór drogi należy do Pani. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • ladaco2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 08:59
        Pewien psycholog tak opisał związek dwojga ludzi... Każdy ma bank - w momencie
        poznania się obydwa banki zaczynają się napełniać punktami - konta rosną. Ma
        ładne włosy - 2 punkty, przyniósł kwiaty - 5 punktów. W ten sposób powiększają
        się wzajemne konta. Dotrzymał obietnicy - jego konto w moim banku powiększyło
        się o 10 punktów.Równocześnie niektóre rzeczy odbierają punkty - spóźniła się na
        spotkanie - minus 5. W pewnym momencie konta są na tyle duże, że podejmujemy
        decyzję o stałym związku. I dalej zbieramy punkty i powiększamy swoje konta,
        albo odwrotnie.Jeżeli fakt, że mąż z kimś koresponduje odbiera mu punkty na
        koncie u żony - jemu samemu powinno zależeć, żeby tych punktów nie tracił - albo
        wyjaśnia sytuację, albo rezygnuje ze znajomości, albo - jeżeli postanowił
        budować inny związek to ukrywa to i buduje go dalej... Jeżeli żona w imię
        ratowania związku świadomie decyduje się na utratę punktów na koncie swego męża
        przez grzebanie mu w korespondencji to oznacze, że sytuacja jest w jej mniemaniu
        warta tego ryzyka. Niewyjaśnienie tej sytuacji będzie jednak powodowało dalsze
        straty na kontach i w efekcie zagrożenie związku. Nikt nie może żądać od
        partnera bezgranicznego zaufania. Zaufanie to coś, co się buduje, zdobywa, o co
        się dba. Nie dostaje się tego a priori. Z drugiej strony, to coś za co jest dużo
        punktów ;) do straty i do zyskania. Nie można powiedzieć zatem "Ja będę sobie
        pisał z kimś za Twoimi plecami a Ty mi MUSISZ ufać, bo tak". Można powiedzieć:
        "Chcę z kimś pisać, to dla mnie ważne, ale proszę - jeżeli bardzo tego
        potrzebujesz, możesz śledzić tę korespondencję i znajomość, bo i tak TY jesteś
        dla mnie najważniejsza/y i zrobię wszystko, żeby nie stracić punktów na moim
        koncie w Twoim banku". To właśnie jest wg mnie ta uczciwość w związku i tak
        powinno się budować zaufanie.
        • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 09:51
          > Jeżeli żona w imię ratowania związku świadomie decyduje się na
          > utratę punktów na koncie swego męża przez grzebanie mu w
          > korespondencji to oznacze, że sytuacja jest w jej mniemaniu
          > warta tego ryzyka. Niewyjaśnienie tej sytuacji będzie jednak
          > powodowało dalsze straty na kontach i w efekcie zagrożenie związku.

          To ma sens w sytuacji, w której żona dowiedziałaby się o tej korespondencji męża
          z jakiegoś innego źródła i dopiero wtedy zaczęła przeglądać jego pocztę.

          Tu zaś mamy do czynienia z sytuacją, w której żona przeglądała jego pocztę (nie
          wiemy dlaczego) i znalazła w niej jakieś listy.
          • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 12:11
            Ladaco, to bardzo trafne, co napisała(e)ś.

            Naprawdę, te akcenty należy porozstawiać adekwatnie. Jakby autorka
            wątku (niezmiennie milcząca, a szkoda) dowiedziałby się o
            korespondencji i wyjazdach od kogoś innego (ja np. dowiedziałam się
            o telefonach mojego męża do "koleżanki" kiedy firma telefoniczna
            okazała się być tak uprzejma, że niepytana przysłała mi biling, bo
            jak się okazalo, telefon, którego używa mój mąż, był kupiony na mnie
            i taki pozostał), np. od cioci Kloci, która zupełnie przypadkowo
            natknęła się na męża autorki wątku podczas tajemnego wyjazdu - to
            robiłoby to jakąś różnicę? Według mnie, tylko na niekorzyść, bo
            zakres osób, które są zaangażowane w sprawę się poszerza - a po co?

            Zgadzam się z tym, że jesli pojawiają się tajemne koleżanki, to coś
            szwankuje w związku i trzeba sobie przemysleć, co z tym fantem
            zrobić. Bo to najczęściej tylko objaw, zaś choroba związku leży
            gdzieś pod spodem -i najczęściej nazywa się "nieumiejętność
            komunikacji".
            • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 12:54
              > Ladaco, to bardzo trafne, co napisała(e)ś.

              Jeśli o mnie chodzi
              • chalsia Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 13:07
                > Tyle że jedni (np. mala.el) twierdzą, że mąż nie ma prawa mieć
                koleżanek.
                > Ja z kolei twierdzę, że żona nie ma prawa czepiać się o
                posiadanie koleżanek.

                a ja myślę jeszcze inaczej:
                - on i ona ma prawo do posiadania koleżanek/kolegów
                - on i ona ma prawo do niegodzenia się na to "posiadanie", kiedy
                układy męża/żony z koleżanką/kolegą zaczną uwierać emocjonalnie
              • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 13:11
                A powiedz, czy nie uważasz, że gdyby mąż był świadom, że żonę wkurza
                znajomość z koleżanką - nie wiem, tą koleżanką akuratnie czy wogóle -
                to czy dla dobra związku nie mógłby znajomość wygasić, czy
                zawiesić? Z miłości do żony? Widocznie owa żona z jakiegoś powodu
                czuje się niepewnie w tym związku i jej najpierw należałoby
                poświęcić uwagę? Przecież chyba ma do tego pierwszeństwo, nie?

                ladaco to twój drugi nick?
                • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 13:31
                  > ladaco to twój drugi nick?

                  Nie, mam tu tylko jeden, ten pod którym piszę.

                  > Przecież chyba ma do tego pierwszeństwo, nie?

                  Sprawa jest skomplikowana. Mój pogląd na nią wynika z moich doświadczeń.

                  Jakoś mam w życiu szczęście do znajdowania sobie zazdrosnych dziewczyn. Moja
                  żona jest zazdrosna i średnio jej się podoba koncepcja posiadania przeze mnie
                  koleżanek.

                  I rozmowa na temat tego, jak bardzo jej się to nie podoba, powtarza się z
                  zatrważającą regularnością.

                  Oczywiście, mógłbym nie utrzymywać kontaktu z osobą X, w myśl zasady, że żona
                  jest ważniejsza(*). I fajnie, ale co jeśli żona w dalszym ciągu będzie zazdrosna
                  a tylko będzie się to inaczej objawiać? Mam w ogóle nie utrzymywać kontaktów z
                  kobietami? Przecież nie tędy droga.

                  Dlatego uważam, że należy usunąć przyczynę
                  • serendepity Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 14:23
                    Ale po jakims czasie nie bedzie mialo sie zadnych znajomych, bo partner moze byc
                    o wszystkich zazdrosny.

                    Mam nadzieje, ze mimo wszystko rozmawiasz z innymi kobietami.
                    Swoja droga czy to znaczy, ze Twoja zona nie jest pewna Ciebie w sensie, ze brak
                    jej pewnosci siebie, ze jest najwazniejsza dla Ciebie?
                    • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 14:35
                      > Ale po jakims czasie nie bedzie mialo sie zadnych znajomych, bo
                      > partner moze byc o wszystkich zazdrosny.

                      O to właśnie chodzi. :)

                      > Swoja droga czy to znaczy, ze Twoja zona nie jest pewna Ciebie w
                      > sensie, ze brak jej pewnosci siebie, ze jest najwazniejsza dla
                      > Ciebie?

                      Niewykluczone.
                      • nowy99 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 16:21
                        Nie dziwię się autorce, że jest podejrzliwa. Wszak jedna zdrada już
                        była. I właśnie w związku z tym postawiłabym sprawę jasno i
                        jednoznacznie: nie ma koleżanek i jeżdżenia do nich, w dodatku po
                        kryjomu.
                        ...tutaj jednoznacznie, na nieszczęście maliny, szykuje się kolejna
                        przygoda mężula.
                        ...ten typ tak ma... "Kur.. to nie zawód, to charakter" - stare i
                        trafne przysłowie.
                        Jeśli nie ma dzieci, to radzę się poważnie zastanowić na sensem
                        ciągnięcia tego małżeństwa. Z takim gościem nie zakłada się rodziny.
                        • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 16:28
                          > Nie dziwię się autorce, że jest podejrzliwa. Wszak jedna zdrada już
                          > była.

                          Chyba ten fragment przeoczyłem.

                          > I właśnie w związku z tym postawiłabym sprawę jasno i jednoznacznie:
                          > nie ma koleżanek i jeżdżenia do nich, w dodatku po kryjomu.

                          Rozumiem, że nie ma też kolegów?
                          • nowy99 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 16:59
                            No tak, zawiła historia wątku - zmiksowałam sobie autorkę i malinę
                            780;)

                            Natomiast interesująca rzecz w tym, dlaczego autorka (tu jestem
                            pewna;) zareagowała tak panicznie na ten męża kontakt z koleżanką...
                            coś mię się wydaje, że zaufanie szwankuje... pewnie też nie bez
                            powodu... chociaż jeżdżenie potajemne do koleżnki w innym mieście
                            jest DUŻYM małżeńskim nadużyciem. Ja też bym spanikowała i nie
                            pozostawiłabym problemu dalszemu takiemu biegowi.

                            Jeżdżenie do kolegi, fatygowanie się do innej miejscowości, w
                            ukryciu przed mężem - wszystko z pewnością w jakimś celu...bo chyba
                            nie po to, by poczytać książki z jego biblioteczki?
                            Nie ma jeżdżenia w ukryciu samotnie do kolegów, do ich domów,
                            Krzysztofie.
                            • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 18:52
                              Wkurzające jest to, że wątkotwórczyni wątek opuściła. A my się tu napinamy na
                              coraz to nowe pomysły bez możliwości sprawdzenia, kto może mieć rację.

                              > Natomiast interesująca rzecz w tym, dlaczego autorka zareagowała
                              > tak panicznie na ten męża kontakt z koleżanką...

                              I dlaczego w ogóle czytała jego pocztę...

                              > jeżdżenie potajemne do koleżnki w innym mieście jest DUŻYM
                              > małżeńskim nadużyciem.

                              Czy ja wiem? Jeśli moje miasto to Katowice a to inne miasto to, dajmy na to,
                              Chorzów, a wizyta ma miejsce po drodze z pracy do domu, nie kruszyłbym o to
                              kopii. Tego nie sprawdzimy, wątkotwórczyni napisała tylko "odwiedzanie jej w jej
                              mieście", nie wiemy więc, czy wpadał tam przy okazji, czy specjalnie jechał tam
                              na całe popołudnie.

                              > Nie ma jeżdżenia w ukryciu samotnie do kolegów, do ich domów,
                              > Krzysztofie.

                              Trochę się z Tobą zgodzę
                              • reszka2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 09.03.09, 20:05
                                Czyli wolisz półprawdy, krzysztofie? Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal?
                                I przestań się czepiać tej poczty, to jest naprawdę nieistotne.

                                Moim zdaniem problem NIE LEŻY w posiadaniu lub nieposiadaniu koleżanki. Można
                                mieć całe stado koleżanek - w pracy, w sąsiedztwie.
                                Problem leży w UKRYWANIU znajomości z jedną konkretną koleżanką. Nieodżałowana
                                wątkotwórczyni (pardon) ma prawo się zastanawiać, dlaczego właśnie jedna i
                                dlaczego właśnie ta.
                                • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 10.03.09, 12:18
                                  > Czyli wolisz półprawdy, krzysztofie? Czego oczy nie widzą, tego
                                  > sercu nie żal?

                                  Jeśli tak rozumiesz to, co napisałem
                                • mala.el Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 11.03.09, 00:40
                                  reszka - dobrze ujmujesz sprawę "Problem leży w UKRYWANIU znajomości
                                  z jedną konkretną koleżanką."
                                  O innych opowiada - o tej jednej nie. Dlaczego?
                                  Opowiada o kantaktach zawodowych - o osobistych nie. Dlaczego?

                                  krzysztofie - nigdzie nie napisałam, że uważam, iż mąż nie może mieć
                                  koleżanek. Jednak nie powinien tego ukrywać, mam prawo znać jego
                                  koleżanki i relacje miedzy nimi, to nie jest jego prywatna sprawa.
                                  • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 13.03.09, 10:34
                                    > reszka - dobrze ujmujesz sprawę "Problem leży w UKRYWANIU znajomości
                                    > z jedną konkretną koleżanką."
                                    > O innych opowiada - o tej jednej nie. Dlaczego?

                                    Tego nie wiemy. Możemy sobie tylko to sami dopowiadać.

                                    > krzysztofie - nigdzie nie napisałam, że uważam, iż mąż nie może
                                    > mieć koleżanek. Jednak nie powinien tego ukrywać, mam prawo znać
                                    > jego koleżanki i relacje miedzy nimi, to nie jest jego prywatna
                                    > sprawa.

                                    Trochę błądzisz
                                • ladaco2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 13.03.09, 08:53
                                  Reszka - ladaco, się jednoznacznie czuje kobietą:)))

                                  Zgadzam się, że to zupełnie nieistotne z jakiego źródła dowiadujemy się o takim
                                  nadużyciu jak u męża wątkotwórczyni. Jeżeli od kogoś innego jest to o tyle
                                  wygodniejsze, że może bez wyrzutów sumienia zapytać o to. Jeżeli wyszperała to
                                  sama będzie musiała stawić czoło zarzutom jakie stawia np. krzysztof.

                                  Być może są osoby chorobliwie zazdrosne. Zawsze trzeba się zastanowić z czego
                                  wynika ta zazdrość - z niskiej samooceny? z przykrych doświadczeń? z wielkiej
                                  miłości i strachu przed stratą? Nie można likwidować zazdrości na siłę, na
                                  zasadzie "musisz z tym przestać, bo inaczej...". Przyniesie to odwrotny skutek,
                                  bo strach, który leży u podstaw zazdrości jeszcze się powiększy. zazdrość można
                                  ograniczyć tylko zaufaniem. jak się zdobywa zaufanie - już pisałam. Trzeba zadać
                                  sobie pytanie - co jest dla mnie ważniejsze - miłość i spokój kochanej osoby,
                                  czy moje przekonanie o ochronie prywatności dla zasady? Tu nie ma innej
                                  alternatywy, albo zdecydujemy się na zbieranie punkcików i uspokajanie partnera
                                  (np. dozwolony dostęp do komórki, maila, komunikatora, opowiadanie o wszystkich
                                  znajomych), albo będziemy się męczyć w związku, który z jednej strony stanie się
                                  nieustannym śledztwem, a z drugiej nieustanną walką o ochronę "prywatności".
                                  Wierzcie mi, że po pewnym czasie zazdrosnego partnera przestanie bawić
                                  sprawdzanie maili, telefonów itd..., kiedy przekona się, że tam i tak nie ma
                                  niczego ciekawego.
                                  Dodam na koniec, że wiem o czym piszę z własnego doświadczenia - zdradzanej i
                                  zdradzonej. Wiem dlaczego człowiek obsesyjnie pilnuje telefonu, bo sama go
                                  pilnowałam, wiem co ciągnie żonę do telefonu podejrzanego męża, bo samą mnie
                                  ciągnęło. I wiem jak trudno jest potem odbudować wzajemne zaufanie, i wiem jak
                                  nam się to udało...
                                  • ladaco2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 13.03.09, 08:54
                                    Błąd: miało być zdradzającej i zdradzonej...
                                  • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 13.03.09, 10:35
                                    > Wierzcie mi, że po pewnym czasie zazdrosnego partnera przestanie
                                    > bawić sprawdzanie maili, telefonów itd..., kiedy przekona się, że
                                    > tam i tak nie ma niczego ciekawego.

                                    O ile nie wbije sobie do głowy, że skoro tam nic nie ma, to na pewno dlatego, że
                                    partner wszystko pokasował i że to w gruncie rzeczy nic nie oznacza.
                                    • ladaco2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 14.03.09, 08:07
                                      Właśnie po to się to robi, żeby sobie tego nie wbił do głowy. Tyle że to nie
                                      jest kwestia miesiąca, czy dwu, ale generalnie stosunku do całego związku i
                                      priorytetów.
                                      • krzysztof-lis Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 14.03.09, 09:58
                                        > Właśnie po to się to robi, żeby sobie tego nie wbił do głowy. Tyle
                                        > że to nie jest kwestia miesiąca, czy dwu, ale generalnie stosunku do
                                        > całego związku i priorytetów.

                                        A jak to zrobić, żeby sobie nie wbił do głowy, że skoro nic tam nie ma, to
                                        znaczy, że wszystko jest pokasowane?

                                        • ladaco2 Re: mąz ma tajemnicę,o której wiem... 16.03.09, 10:23
                                          Krzysiu, dziecko kochane, idź się udzielaj do swojego wątku i tak Ci dużo czasu
                                          zabiera, a dorosłe sprawy zostaw dorosłym. OK? synek Ci płacze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka