olenka_a
16.03.09, 10:32
Jesteśmy 2 lata po ślubie, od 4 mieszkamy razem. Teściowie mieszkaja
15 km od nas, mają na głowie dom (w którym teściowa "zapieprza",
tzn.sprząta 2 pietra, gotuje, piecze, zajmuje sie 12-letnia córką,
do tegopracuje też zawodowo, teśc na rencie -nie robi nic).
Problem pojawił się odkąd od 3 miesięcy nie odwiedzam teściów. Przez
wszystkie te lata, kiedy mieszkamy z meżem (w moim "formalnie"
mieszkaniu) odwiedzili nas 3 razy, w tym 2 razy jak synek sie
urodził. My dotychczas jeździliśmy do nich prawie w każdą niedzielę,
w lecie często nocowaliśmy. Zbutnowałam się i postanowiłam do niech
nie jeździć, kiedy 3 razy pod rząd nie przyjęli zaproszenia do nas:
na 30-te urodziny męża, na wigilię (siedzieli w trójkę sami w domu)
i na 1 urodziny synka. O wigilię poszło najostrzej, bo teściowie do
ostatniej chwili nie mogli się zdecydować czy przyjadą, a potem
odmówili przyjazdu zapraszając nas do siebie! A do nas była
zaproszona moja rodzina, więc nie wiem jak oni to sobie wyobrażali!?
Mąz ma do mnie pretensje, że nie chce jeżdzić z nim do jego
rodziców. I że rodziców nie zmieni, bo oni tak naprawdę nigdzie nie
chodzą, ciągle siedzą w domu. Teśc jest mruk, a teściowa ma za duzo
pracy. Ale chyba,gdyby nie musiała gotowac obiadu i przyjechała do
nas to by sobie odpoczęła. Ale nie...
Teściowa bardzo kocha naszego synka, czasem mały zostanie u nich na
noc. Ale żeby sami przyjechali do nas w odwiedziny do małego to
granioczy z cudem. Nawet jak siostra męża nocuje u nas to kiedy
teściowie po nia przyjeżdżają nawet nie wchodzą do mieszkania, tylko
mała wychodzi do niech. Nie rozumiem tego... czuję, że teściowie nie
akcpetują naszego domu i mnie. chociaz gdy mąz z nimi rozmawia,
zaprzeczają.
Aktualnie wygląda to tak, że w niedzielę mąż jeździ do teściów,
czasem z synkiem, a ja cały dzień siedzę sama albo ide do mamy. Czy
tak pwoinan wyglądac rodzina? Czy odpuścić i jeździc do teściów?