Dodaj do ulubionych

Co robić ?

24.03.09, 11:37
Problem pierwszy - bezsensowna ja
Nigdy wcześniej się nie poddawałam, zawsze szukałam wyjścia z
sytuacji, choćby najtrudniejszej, tak postrzegałam siebie ja, tak
postrzegali mnie inny, optymistka do bólu. Mijały lata i kolejne
niepowodzenia w życiu prywatnym sprawiły, że frusracje z dzieciństwa
zbierać zaczęły żniwa. Zawsze poszukiwałam ciepła i nie umiałąm go
odnaleźć. Przecież od zawsze wiem że los jest przewrotny. Małżeństwo
nie udało mi się, to był może dobry ale bez ikry człowiek,
potrzebował matki, siostry, kierowniczki a nie żony. Zmęczyłam się
tym, że wszystko jest na mojej głowie, chciałam być księżniczką od
czasu do czasu, chciałam żeby ktoś zadbał o mnie - zadbał
emocjonalnie . Kiedy straciłam dziecko, mąż nie umiał zadbać o to
bym poczuła się znów kobietą, bym uwierzyła w pryszłośc, rozstaliśmy
się. Czas mijał, kolejny niedopowiedni mężczyzna, oszust , który
omamił nie tylko mnei ale i moich krewnych oraz znajomych. Na
szczęście obyło się bez spłacania jego długów, ale na zszargane
nerwy i zniszczoną jego machlojkami reputację nie ma ceny. Wstalam z
kolan kolejny raz, chociaż los co rusz dawał o sobie znać,
konieczność zmiany pracy, śmierć ojca to kolejne progi do
przeskoczenia. Tylko zaczęło mi brakować sił.

Problem drugi - ja i ....
Poznałam kogoś, świetny człowiek, ale okazało się , że nie do końca
jest wolny, i to nie w sensie o tyle prawnym co mentalnym. Po
rozstaniu są kłopoty z jego dziećmi, regularnie mają: on, dzieci
i "prawie eks" (jeszcze nie mają sprawy zakończonej) wizyty u
psychologa,tez pedagoga w szkole, ze względu na dolegliwości
somatyczne u dzieci na podłozu psychicznym oraz zaburzenia w
zachowaniu. Spotkania ze względu na dzieci nie łaczą rozstających
się małżonków ale tylko napinają relacje między nami w ogóle -
dzieci przeżywają rozpad rodziny, co jest naturalne, choć kłotnie
i bijatyki (żona z przemocą wobec męża ) trwały tam wiele czasu, on
ma wyrzuty sumienia wobec dzieci choć i tak owlekał mimo nakłaniania
rodziny, pedagoga w szkole oraz psychologa do rozwodu . On ma
poczucie winy wobec dzieci, dla ich dobra to ciągął mażłeństwo wbrew
logice, radom
rodziny i specjalistów, dzieci są znerwicowane a to wszystko zaś
wpływa na relacje między mną a nim. Czuję się czasem jak idiotka
pomiędzy młotem a kowadłem, dziś np. po kolejnej wczorajszej jego
wizycie u psychologa nie umieliśmy porozmawiać z sobą na luzie
normalnie, ale to ja nie chyba mam większy z tym kłopot, bo czuję
się jakoś...obok, bo nie wiem, czy on chce tego rozwodu tak
naprawdę, bo nie rozumiem czego tak bardzo się boi, dlaczego tak
długo tkwił w tym i mimo porad fachowców po swojemu uważa ze dzieci
ucierpią za bardzo przez ten rozwód, choć to właśnie dysfunkcja
rodziny sprawiła obecne problemy u dzieci.

Co robić, jak sobie radzić, nie wiem.
Obserwuj wątek
    • annb Re: Co robić ? 24.03.09, 12:29
      co robic->poszukać dobrej terapii
      i przepracowac problem
      i sprobowac sie dowiedziec dlaczego to ty wciaz jestes koniem
      pociągowym w kazdym związku
      i dlaczego przyciagasz gosci z problemami, ktorzy nadaja sie do
      utylizacji


      • jane_eye Re: Co robić ? 24.03.09, 12:34
        Dobrze to określiłaś - jestem w związku jak koń pociągowy. Szukam
        oparcia a sama nim jestem dla innych, którzy nie widzą, że potrebuje
        ich wsparcia.
        • annb Re: Co robić ? 24.03.09, 12:39
          Bo to widac.Ale nie martw sie
          Nie musisz zbawiac calego swiata i nie musisz brac problemow innych
          na swoje barki
          Szkoda zycia

          • jane_eye Re: Co robić ? 24.03.09, 12:42
            Wiem, że nie muszę, ale biorę i potem mi źle. Znaczy jestem
            beznadziejna.
            • annb Re: Co robić ? 24.03.09, 12:55
              nie
              to znaczy ze czujesz przymus brania odpowiedzialnosci za cudze zycie
              Byc moze tak zostalas wychowana.Moze takie mialas klimaty w domu
              nie wiem
              Dlatego z serca radzę
              dobra terapia

              • jane_eye Re: Co robić ? 24.03.09, 13:38
                Tak, to m.in. kwestia wychowania. Zawsze biore wszystko na siebie,
                czy jestem wina czy nie. Zdobrą terapią jest kłopot, mieszkam w
                małej miejscowości, daleko od dużego miasta, a to dłuższa sprawa
                taka terapia.
                • mamapodziomka Re: Co robić ? 24.03.09, 13:45
                  Nawet mieszkjajac bardzo daleko od duzego miasta taka terapia to mniejszy klopot
                  niz zwiazek z kolejnym facetem, ktory na tobie wisi i niczego w zamian nie daje.

                  Ktos mi kiedys powiedzial, ze facet wychodzacy z jednego zwiazku potrzebuje
                  3-letniego okresu karencji na inne zwiazki, dopiero wtedy nadaje sie ponownego
                  uzytku. Po moim obecnym musze przyznac mu racje, tym bardziej, ze znalam go juz
                  wczesniej i wczesniej bym sie na zwiazek z nim nie zdecydowala, bo po co sie
                  katowac. Wrzuc ostro na luz, pozwol panu uporac sie z problemami, a jak za jakis
                  czas on jeszcze bedzie chcial i ty bedziesz jeszcze chciala, to czemu nie?

                  Moja historia jest w sumie troche podobna do Twojej, tyle ze ze skopanego
                  malzenstwa mam dziecko, co chyba mi troche pomoglo otrzezwiec i zajelo mi te
                  czesc, ktora koniecznie chciala sie kims opiekowac. I teraz mam calkiem fajny
                  zwiazek (od ponad 2 lat). Moze nie w 100% bezproblemowy, ale w porownaniu do
                  poprzednich to wakacje po prostu.
                  • jane_eye Re: Co robić ? 24.03.09, 13:56
                    Dziekuję za wypowiedź, tym bardziej że jest w niej trochę otuchy.
                    Sugerujesz, jak rozumiem, żebyśmy się rozstali? To dla mnie jest
                    trudne to zrealizowania, tak samo jak złapanie "luzu", myślę ze to
                    nawet mój najgorszy problem... Życzę wszystkiego dobrego Tobie i ma
                    mnadzieje, ż ekeis bedę pisała jak Ty : np. "I teraz mam calkiem
                    fajny
                    > zwiazek (od ponad 2 lat). Moze nie w 100% bezproblemowy, ale w
                    porownaniu do poprzednich to wakacje po prostu"


                    • mamapodziomka Re: Co robić ? 24.03.09, 14:09
                      Wiesz, jesli to jest w tej chwili za trudne (co rozumiem, bo tez po glupiemu
                      brnelam w naprawde idiotyczne sytuacje). to jednak mimo wzsystko zrob wszystko,
                      zeby wrzucic na luz.

                      Po pierwsze nie angazuj sie w sprawy zwiazane z dziecmi twojego faceta. To jest
                      jego problem i na tym etapie to powinien byc tylko jego problem. Ten problem
                      zzera olbrzymia czesc jego energii i ty tez tego doswiadczasz, ale angazujac sie
                      nie pomagasz nikomu, ani sobie, ani im tak naprawde.

                      Poszukaj sobie czegos na ten czas co ci zajmie i czas i mysli i przetrwaj w ten
                      sposob najgoretszy okres. I to jest chyba moja najbardziej na serio rada w tym
                      momencie, jesli nie umiesz sie odseparowac sama z siebie to znajdz cos co ci w
                      tym pomoze, Zacznij grac na pianinie, malowac obrazy, zajmij sie psami w
                      schronisku, zacznij jezdzic na rowerze, studia podyplomowe, cokolwiek, co
                      zabiera duzo czasu, sprawia przyjemnosc, przy czym najlepiej jeszcze spotkasz
                      innych ludzi i sie dowartosciujesz. Energie na to masz, bo skoro masz ja na to,
                      zeby sie angazowac w sprawe rozwodowa twojego faceta, to masz ja tym bardziej
                      dla siebie ;)

                      • jane_eye Re: Co robić ? 24.03.09, 16:29
                        Dziekuję, postaram się wykorzystać rady, jakie mi dałaś. Z energia
                        jest róznie, coraz mniej , ale fakt, za mało jest w tym
                        wszystkim ...mnie dla siebie .
                        • annb Re: Co robić ? 24.03.09, 17:48
                          świat pełen jest facetów-skryzwdzonych misiów pysiów, ktorzy z miła
                          checią się uwieszą na silnej kobiecie
                          taki bluszcz, a raczej huba potrafiąwyssac z człowieka wszystkie soki
                          jeśli szanowny pan chce byc z tobą to krórka piła-uporządkowanie
                          swoich spraw, rozwód i dopiero wtedy wspolne zycie.
            • margotje Re: Co robić ? 24.03.09, 18:39
              jane_eye napisała:

              > Wiem, że nie muszę, ale biorę i potem mi źle. Znaczy jestem
              > beznadziejna.

              Nie jestes beznadziejna! Jestes zmeczona i potrzebujesz pomocy dobrego
              terapeuty. Ot i co!
              • jane_eye Re: Co robić ? 25.03.09, 19:49
                To prawda...
    • nataliak9 Re: Co robić ? 24.03.09, 18:47
      ja dodam od siebie tylko jedną uwagę, może nie zawsze słuszną, tego
      nie wiem, a mianowicie zastanowiłabym sie nad związkiem z mężczyzną,
      który tolerował w domu przemoc ze strony zony długi czas, i którego
      dzieci, które wychowywał też on, są w takim stanie psychicznym jak
      opisałaś. myślę, że ten pan też potrzebuje terapeuty. ja bym
      odpuściła sobie taki związek jak opisany w twoim poscie.naprawdę
      można spotkać mężczyznę bez bagażu emocjonalnego, trudnych pasierbów
      i nieuporządkowanej przeszłości. pozdrawiam.
      • nowy99 Re: Co robić ? 25.03.09, 16:19
        Jeśli specjaliści rodzinni zalecili dla dobra dzieci rozejść się to
        powinien wziąć ten rozwód jak najszybciej. Gość jest widać
        delikatnej, kruchej natury i nie da rady babie z widłami!
        Przeciąganie związku szkodzi cały czas dzieciom - powinien
        wytłumaczyć im, że tak będzie lepiej i potem utrzymywać dobre z nimi
        relacje, kontakty.
        Dzieci naprawdę często wolą by rodzice miast robić im co dzień
        horror - po prostu się rozstali. Choć to dla nich też zło, ale
        mniejsze i w przyszłości to zrozumią.
        Daj czas facetowi, nie dokuczaj mu, że jest słaby czy dupowaty. Bo
        to żona jest prymitywna i nieobliczalna. On nie radzi sobie z takimi
        potworami, nie zniża się na ten poziom.

        Rozważ jedynie, czy w przyszłości podołasz przyjmować jego dzieci
        non stop do Was, one będą buntowane przez matkę i mogą Cię z czasem
        nie lubić, winić za rozpad rodziny. Taka jest kolej rzeczy, znam to
        z doświadczenia...
        Rozważ też takie przyziemne kwestie jak comiesięczne alimenty im
        słane - dziś w Polsce wszyscy zarabiamy mało, takie alimenty
        naprawdę dokuczają finansowo, powodując, że trza sobie regularnie
        odmawiać wielu rzeczy, bo tysiak musi gdzieś odpłynąć (dla Ciebie
        znaczy gdzieś, bo te dzieci są i będą Ci obce).
        • jane_eye Re: Co robić ? 25.03.09, 19:48
          Dziekuję Ci za wypowiedź ora zkonstruktywne rady. Nie chcę żebyśmy
          się rozstali ale widze, że to wszystko jest potwornie trudne, jak
          piszesz.Trudne dla niego, a pośrednio dla mnie Przyszłość jest
          niewiadomą, a dzieci nie bedę mniei zapewne lubiły szczególnie będąc
          z matką, gdyż wiem jak działają kobiety, a tu jest jeszcze kwestia
          kobiety agresywnej. Sprawa alimentów nie jest przerażająca dla
          mnie,ponieważ od początku brałam to pod uwagę, że on ma
          dzieci .Zdecydowanie najwspanialej byłoby żeby mnie polubiły....
          • margotje Nie liczylabym na sympatie dzieci 25.03.09, 20:11
            wiem cos na ten temat... wiec raczej sie nie ludz, ze kiedys zostaniesz
            zaakceptowana. Moge CIe zapewnic, ze dzieci beda zawsze zarzewiem
            konfliktow..... (autopsja)
            • nowy99 Re: Nie liczylabym na sympatie dzieci 26.03.09, 10:50
              Ale czy sympatia dzieci jest jej niezbędna? No nie. Problem pojawia
              się wówczas, gdy dzieci te zaczynają sterować myśleniem ojca - jej
              męża. I on się na to łapie. U mnie problem pojawił się, gdy córa
              męża skończyła 15 lat - coś jej odbiło, wyrzucała mu bluzgi. Ale mąż
              (fakt, nigdy jej nie chował, ona jest dzieckiem z czasów końca
              technikum, związek, nawet nie narzeczeństwo - tamten sam się
              rozleciał, na szczęście nie z jego winy, a my poznaliśmy się parę
              lat potem). I mąż zupełnie się zamknął, powiedział, że gó...ara
              przegięła (mąż i ja staraliśmy się być wobec niej ok, wzięliśmy ją
              za ostatniuśkie pieniądze na zagraniczne wypas wczasy, bo szkoda mi
              jej było jako dziecka, teraz krucho u nas z kasą z tegoż powodu) i
              nie ma ochoty póki co z nią rozmawiać ani się spotykać. Dużym plusem
              jest 300 km odległość.
              Tak, że wszystko zależy od postawy męża. Tutaj może być o tyle
              gorzej, że on dzieci wychowywał, jest z nimi emocjonalnie związany i
              będzie za nimi tęsknił, co zagęści zażyłość i częstość mieszania się
              tych dwóch rodzin, gdzie jedna będzie wiedzieć o tym co się dzieje w
              drugiej itd. A to męczy na dłuższą metę.
              • jane_eye Re: Nie liczylabym na sympatie dzieci 26.03.09, 14:14
                Tak i tego bardzo się boję, masz całkowita rację.
            • kicia031 Re: Nie liczylabym na sympatie dzieci 26.03.09, 14:49
              wiec raczej sie nie ludz, ze kiedys zostaniesz
              > zaakceptowana. Moge CIe zapewnic, ze dzieci beda zawsze zarzewiem
              > konfliktow..... (autopsja)

              A ja z autopsji powiem ci, ze mozna miec mile, cieple relacje z
              dziecmi partnera.
              Czego i tobie zycze.
              • jane_eye Re: Nie liczylabym na sympatie dzieci 26.03.09, 18:40
                Na pewno tak, chciaż chyba to nie jest norma, niestety. Gratuluję,to
                super, że Ci się udało, pozdrawiam .
                • kicia031 Re: Nie liczylabym na sympatie dzieci 26.03.09, 20:45
                  Jak wejdziesz na forum macochy to przekonasz sie, ze duzo czestszy jest odwrotny
                  problem - wrogosc macochy wobec dzieci.
                  Nie uwazam, zeby mi sie jakos szczegolnie udalo - moj straszy sym tez ma
                  pozytywny stosunek do swojej macochy, co mnie bardzo ciesz, aleciwie odad jego
                  ojcie c sie z nia spatyka, to relacje miedzy babelkiem a jego tata znaczaco sie
                  poprawily.
    • rapunzel1 Re: Co robić ? 26.03.09, 11:59
      Jesteś ratowniczką, ekspertką od wychodzenia z trudnych sytuacji. W głębi serca nie wierzysz w swoją wartość -"> Problem pierwszy - bezsensowna ja". Nic dziwnego że przyciągasz ofiary losu i pasożyty. Chyba też wątpisz że pełnowartościowy mężczyzna może z tobą być.

      Jakie były odstępy między tymi panami? Może nie masz doświadczenia w samotnym życiu? Może jeśli nie wiesz co zrobić odruchowo zaczynasz robić to w czym jesteś najlepsza czyli rozwiązywać [czyjeś] problemy.

      Naucz się cieszyć drobnymi radościami, znajdź absorbujące hobby. Ogranicz spotkania z tym facetem, jeśli nie potrafisz zerwać. On powinien mieć na razie status przyjaciela, a nie mężczyzny życia, bo porządni nie podrywają cudzych kobiet.

      Poczytaj "Mężczyźni kochają zołzy" Sheryl Argov - zabawnie opisany zupełnie inny typ kobiety pewnej siebie i asertywnej.
      • jane_eye Re: Co robić ? 26.03.09, 14:16
        Dziękuję, ksiązkę zaczęłam czytać, przeraziłam się - nie mam w sobie
        grama zołzy. Odstęp był, rok i nie umiem odnaleźć się w samotności.
        Tym bardziej,że nie mam żadnej rodziny.
        • rapunzel1 Re: Co robić ? 27.03.09, 11:08
          jane_eye napisała:

          > Dziękuję, ksiązkę zaczęłam czytać, przeraziłam się - nie mam w sobie
          > grama zołzy. Odstęp był, rok i nie umiem odnaleźć się w samotności.


          Nie masz z dnia na dzień stać się zołzą. Wystarczy świadomość że w tej i tej sytuacji można reagować inaczej.

          Naucz się troszczyć o siebie z taką czułością jaką dajesz innym. Zastanów się co lubisz, co cię interesuje a potem zadbaj aby w twoim życiu było z tygodnia na tydzień więcej czasu na te sprawy.
          Pielęgnuj relacje z innymi typu "jak równy z równym"
          Zacznij prosić o drobne przysługi np. zapytaj w pracy czy ktoś nie może ci pożyczyć / polecić jakiegoś fajnego filmu lub ciekawej książki.
          Może przy okazji wiosennych porządków zmienisz coś w mieszkaniu aby TOBIE żyło się ładniej lub wygodniej.

          Po pewnym czasie takiego dobrego traktowania siebie zaczniesz postrzegać się jako osobę sympatyczną i wartościową

          > Tym bardziej,że nie mam żadnej rodziny.
          A krewni i znajomi z pierwszego postu?

          Znasz "Kobiety które kochają za bardzo" Robin Norwood?
          • jane_eye Re: Co robić ? 27.03.09, 19:11
            Zawsze byłam dziwna, filantropka co miała zamiar naprawiać świat, to
            głupie.
            Krewni i znajomi są, ale jest ich nie tylu żebym mogła na nich
            budować świat, a poza tym mają swoje kłopoty , dośc żebym nei
            zawracała im głowy. Nie mam rodziny typu - rodzice, rodzeństwo.
            Jestme z gatunku kobiet, które kochają za bardzo, byłam na stronie
            www o tym traktującej, niestety mam wszystkie symptomy....
            • rapunzel1 Re: Co robić ? 29.03.09, 18:06
              Skoro życie na razie nie układa się jak marzyłaś, to wykorzystaj dobre strony strony samotności - dzieci w domu nie płaczą, mąż nie sarka - i rozpocznij psychoterapię. Poza korzyścią z samej terapii jest to poświęcenie całego popołudnia na własną osobę czyli potężna dawka dowartościowacza (działa z pewnym opóźnieniem)
              Jak przypuszczam musisz w tym celu wyjechać do innego miasta a więc wchodzisz na nowy szlak, na którym kto wie co się zdarzy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka