Dodaj do ulubionych

Do starszych "stażem"

02.08.09, 12:50
Kohane,kochani czy ktoś kto ze swoim bólem boryka się dłużej moze mi
odpowiedzieć na pytanie ;czy huśtawki nastrojów spowodowane żałobą
kiedyś miną?czy oczy mokre od łez będą kiedys suche?U mnie minęło
pół roku ciężkich chwil. Są dni, ze funkcjonuję normalne ale
przychodzą chwile i nawet bardzo często przychodzą, ze wyję jak
głupia, nic mi sie nie chce a do zwykłych czynności muszę się
zmuszać i robię to tylko dla dziecka.Często głupie rzeczy
przypominają mi Jego. Najgorsza jest ta świadomośc , ze nigdy ale
nigdy Go już nie będzie i że nigdy mnie nie przytuli i nie weźmie na
kolana naszego syna!Powiedzcie czy te złe czasy kiedyś miną.Bo do
szału doprowadzają mnie słowa znajomych;"młoda jesteś, zobaczysz
jeszcze życie sobie ułożysz,przejdzie ci"!
Obserwuj wątek
    • digirec Re: Do starszych "stażem" 02.08.09, 19:32
      Uświadomienie sobie ze "JUZ NIGDY",,,,,tak to boli ...bol az rozrywa !!!
      Tak jak ostatnio pisalam ..z czasem wstajemy z klęczek,podnosimy głowe..robimy małe kroczki do przodu by za chwile zrobic milowe wstecz.To jest najprawdopodobnie ten etap żałoby w ktorym Ty jestes.
      Z czasem ..... z czasem zaczynamy robić milowe do przodu a małe kroczki wstecz -wtedy gdy robimy te małe kroczki w tył to nasze oczy wilgotnieją ..łapiemy doła....(mysle ze tu "staż" nie gra roli) są sytuacje...kiedy nam ich bardzo brakuje.ALE TEZ WIEMY ze czasu nie mozna cofnac ..ze musimy liczyc tylko na siebie, i wraz z nowym dniem -my na nowo zaczynamy nasza codzienna "walkę".
    • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 02.08.09, 20:02
      Ja jestem "młodsza stażem", ale jestem pewna, że to już w nas na zawsze
      zostanie.Owszem, pewnie da się z tym jakoś żyć, pewnie mimo to można sobie jakoś
      radzić, ale to "jakoś" robi kolosalną różnice:(((


      "Los Cię w drogę pchnął
      I ukradkiem drwiąc się śmiał,
      Bo nadzieję dając Ci,
      Fałszywy klejnot dał.
      A Ty idąc w świat
      Patrzysz w klejnot ten co dnia
      Chociaż rozpacz już od lat
      Wyziera z jego dna

      Na rozstaju dróg
      Gdzie przydrożny Chrystus stał
      Zapytałeś dokąd iść
      Frasobliwą minę miał
      Przystanąłeś więc
      Z płaczem brzóz sprzymierzyć się
      I uronić pierwszy raz
      W czerwone wino łzę

      Szczęśliwej drogi już czas
      Mapę życia w sercu masz
      Jesteś jak młody ptak
      Głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go, bo twój głos...

      Idziesz wiecznie sam
      I już nic nie zmieni się
      Poza tym, że raz jest za
      Raz przed tobą twój cień
      Los cię w drogę pchnął
      I ukradkiem drwiąc się śmiał
      Bo nadzieję dając Ci
      Fałszywy klejnot dał


      Szczęśliwej drogi już czas
      Mapę życia w sercu masz
      Jesteś jak młody ptak
      Głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go
      Idziesz sam, wiecznie sam
      Szczęśliwej drogi już czas
      Mapę życia w sercu masz
      Jesteś jak młody ptak
      Głuchy jest los, nadaremnie wzywasz go, bo twój głos...

      • aniawdowa Re: Do starszych "stażem" 03.08.09, 18:52
        Mój staż to prawie 3,5 roku nawet nie wiem kiedy az tyle czasu upłyneło a jednak...pamietam początki jak było cieżko, zal, ból, łzy itd..kiedy wszyscy mówili w koło bedzie dobrze jeszcze sobie wszystko poukładasz szlak mnie trafiał!! A jednak z upływem czasu zmienia sie wiele nie mam tu na mysli miłosci do ukochanego bo to zostanie do konca zycia, ale ból, smutek łagodnieje stopniowo człowiek zaczyna cieszyc sie z tego co ma ( bo jakby nie było my zyjemy i nasze zycie nie moze do konca byc ciagle tak smutne).
        Mysle ze chyba jeden z gorszych momentów to kiedy człowiek uswiadamia sobie ze to co sie stało jest nie odwracalne ze to co sie stalo stało sie naprawde,pamietam doskonale jak przez pół roku moze dłuzej myslałam moze to wcale sie nie stało? Ale stało sie i kiedy dotarło do mnie ze Pawła juz nie ma jestem Ja i dzieci musiałam walczyc o to aby układac to nasze zycie dalej i z czasem zaczeło mi to sprawiac radośc. Dzis moge powiedziec ze jest juz dobrze oczywiscie sa dni ze dopada mnie zły nastrój i powraca wiele mysli, polecą łzy. Ale takie dni czasem beda sie pojawiac jednak to juz nie jest takie straszne jak to co było na początku. Czytam forum i pamietam wiele osób co pisały na początku przyjscia tu i cieszy mnie kiedy teraz czytam posty bardziej pozytywne pisane przez te same osoby bo swiadczy to własnie o tym ze małymi lub wiekszymi kroczkami kazdy z nas idzie na przód i wierze ze wszystkim nam sie uda czego z całego serca zycze przede wszystkim tym którzy sa na początku tej trudnej drogi.
        • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 03.08.09, 19:33
          Dzięki Aniu.Masz rację, że najtrudniejszy jest chyba ten moment, kiedy do
          człowieka NAPRAWDĘ zaczyna docierać, że się stało i że już się nie odstanie, a
          jednocześnie nie jest się jeszcze zupełnie w stanie zaakceptować tego i
          przyjąć.Ja się na zmianę wściekam, płaczę, czasem zupełnie wyłączam, żeby potem
          znowu od początku buntować się, wściekać, płakać z żalu nad Nim, nad sobą, nad
          tym wszystkim, czego już nigdy nie będzie.
          Pozdrawiam serdecznie
    • wdowa120309 Re: Do starszych "stażem" 03.08.09, 23:09
      U mnie za 10 dni będzie 5 miesięcy.....i stale mam te huśtawki, juz było
      troszeczkę lepiej ....ale ostatnie dni jakoś huśta bardzo mocno...(((( stale łzy
      i nawet małe rzeczy drażnią.
      Mam tez nadzieję że może w końcu jak dotrze do mnie że to już nigdy...!!!! może
      wtedy zacznę żyć inaczej....ale to potrwa.
      Płacze jak słysze że ktos jedzie sobie rodzinnie na wakacja ...a ja siedze w
      domu chociaz bardzo bym chciała pojechac tam z Magdusią...ale samej ( bez męża)
      jakos mi się nie chce ( może za kilka lat dam radę...((((
      Nie ciała bym żeby cierpiało na tym moje dziecko ale nie daje rady, nie czuję
      sie na tyle silna żeby jechac pół polski nad morze lub w góry....jeszcze nie teraz.
      Jestem zmęczona tym wszystki i brak mi siły.....czy dam radę...??????????
      • madzik2-4 Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 22:51
        9 sierpnia minie pięć miesięcy......pięć miesięcy jak nie ma mojego męża ze
        mną,czuję ze wpadam w dół,cały czas powtarzam sobie "pięć miesięcy Kochanie bez
        Ciebie,tak bardzo tęsknię,tak bardzo mi Cię brakuje"nie słyszę odpowiedzi.......
        tak bardzo ciężko..dzieci śpią,a ja siedzę czytam,ale więcej nie mogę nic
        napisać.......łzy same lecą...
    • amagda33 Re: Do starszych "stażem" 03.08.09, 23:28
      u mnie minęło 3 lata jak jestem sama bez męża.zaraz po wypadku było
      nawet ok(dziwnie to ok brzmi ale tak było),byłam w ciąży i to
      upragnionej.cieszyłam się z tej ciąży i nie docierało do mnie że
      męża już nigdy nie zobaczę,mąż często wyjeżdzał.wielki ból i stres
      przeżywałam po porodzie, zaczęło się już od pobytu wcześniej w
      szpitalu na patologi jak do żon przychodzili mężowie czule je
      całowali i głaskali po wielkich brzuszkach a ja sama "tylko" rodzina
      mnie odwiedzała.z sali operacyjnej jak mnie wywozili (cesarka) też
      nikt na mnie czekał mama nie zdążyła dojechac.jeszcze długo by
      wymieniac sytuacje w których nam bardzo brakuje męża i ojca
      np.chrzest,pierwszy spacer, pierwsze kroczki itd.
      tak jak u ciebie smutna010209 Są dni, ze funkcjonuję normalne ale
      > przychodzą chwile i nawet bardzo często przychodzą, ze wyję jak
      > głupia, nic mi sie nie chce a do zwykłych czynności muszę się
      > zmuszać
      patrzac na dzieci widzę męża i cieszę sie ze je mam, są całym moim
      życiem.
      do
      > szału doprowadzają mnie słowa znajomych;"młoda jesteś, zobaczysz
      > jeszcze życie sobie ułożysz. mnie już nie drażnią te słowa,
      dojrzałam do tego że mogę miec jeszcze kogoś kogo pokocham z
      wzajemnością. ale nie szukam na siłę, zobaczę co przyniesie
      los.nauczyłam się nie planowac z wielkim wyprzedzeniem.
      pozdrawiam wszystkich uczestników naszego forum.jak mam chwile to
      czytam i mimo że nie piszę (to mój pierwszy wpisto)myślami jestem z
      wami.


      • kasik2222 Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 08:32
        u mnie minęło 20 miesięcy, w listopadzie będzie dwa lata, jak
        odszedł mój mąż. Czy zdaje sobie z tego sprawę? teraz juz tak. Choć
        i tak stale czuję jego obecnośc, dalej nie umiem wyobrazić sobie, że
        Jego poprostu nie ma. Dlatego myślę że gdzieś jest. Czasem jakby
        odszedł, wyjechał, staram sie nie mysleć, ze to śmierć go zabrała.
        Układam sobie zycie od nowa z kimś innnym. I chyba najbardziej
        dzięki temu "tamto" mniej boli. Z drugim człowiekiem zawsze łatwiej.
        Juz tak nie płaczę ( choć zdaża sie niestety, ze ból chwyta za
        gardło i ścieska ). Czasem łapię sie na tym że znów niedowierzam, że
        to moje zycie tak się potoczyło. Że Jego życie tak sie potoczyło.
        Ból oswoiłam. Przyzwyczaiłam sie do niego. Planuję, marzę. Czegoś w
        życiu chcę. Nie tylko dla córeczki, w końcu i dla siebie. Dlatego
        zawsze powtarzam, tylko czas nam moze pomóc. Trzeba czekac. Wiele
        więcej nie da się zrobić. I wychodzić do ludzi. Nie zamykać się w
        sobie, w domu, w czterech ścianach. To najgorsza rzecz jaką mozna w
        naszej sytuacji zrobić. Pozdrawiam wszystkich, a szczególnie mocno
        tych na początku tej strasznej drogi. Kasia
    • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 20:09
      Jestem sama od półtora roku czy jest lepiej nie wiem ...
      Już wiem, że nie wróci, nie wejdzie do domu, nie przytuli już nie
      oszukuję samą siebie. Nie płaczę już codziennie co nie znaczy, że
      nie płaczę wcale ... wypłakałam morze łez i łez już mi brak. W
      oczach mam smutek, żal i tęsknotę. Czas nie goi ran ale uczy żyć z
      bólem, cierpieniem i straszliwą pustką. Psycholog, który przez jakiś
      czas się mną opiekował powiedział, że "nie jest w stanie mi pomóc,
      że żyję w dwóch światach" Ten kto kochał tak prawdziwie nigdy się z
      tym nie pogodzi - to moje przemyślenie. Mam poczucie
      niesprawiedliwości i zupełnej niemocy .. bo przecież nic nie mogę
      zrobić, nie mogę cofnąć czasu. Mówią, że z czasem bdzie lepiej..
      tylko co znaczy te lepiej. Czy za pare miesięcy będzie mniejszy
      ból?? bardzo bym chciała aby tak było...
      Z każdym dniem tęsknię bardziej i kocham mocniej.
      Mam wrażenie, że zostałam ukarana za piękną miłość, którą mogłam
      przeżyć - jak w słowach piosenki Anny Jantar ...NIC NIE MOŻE
      WIECZNIE TRWAĆ.... tylko dlaczego musieliśmy za nią zapłacić tak
      wysoką cenę? dlaczego?

      Anna Jantar
      Nic nie może wiecznie trwać
      Znajomy adres, te same schody
      I nagły przestrach u drzwi
      A może to wszystko się śni
      Zwyczajne kwiaty na parapecie,
      Po katach też zwykły kurz
      A jesli to przepadło już...

      Lęk, głuchy lęk na dnie skryty gdzies

      Wtedy dziwisz się, że tak kocham nieprzytomnie
      Jakby zaraz swiat miał się skończyć
      Kiedy pytasz mnie: czemu rzucam się jak w ogień
      Wprost w ramiona twe, myslę sobie

      Ref.
      Nic nie może przecież wiecznie trwać
      Co zesłał los trzeba będzie stracić
      Nic nie może przecież wiecznie trwać
      Za miłosć też przyjdzie kiedys nam zapłacić

      I tylko cisza, i nasze ręce i mysl goraca jak cierń
      A jesli tak naprawdę chce

      Wtedy dziwisz się, że tak kocham nieprzytomnie
      Jak by zaraz swiat miał się skończyć
      Kiedy pytasz mnie: czemu rzucam się jak w ogień
      Wprost w ramiona twe, myslę sobie

      Ref.
      Nic nie może przecież wiecznie trwać
      Co zesłał los trzeba będzie stracić
      Nic nie może przecież wiecznie trwać
      Za miłosć też przyjdzie kiedys nam zapłacić


      Pozdrawiam życzac dużo siły....
      • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 20:17
        wiolawarszawa napisała:
        Ten kto kochał tak prawdziwie nigdy się z
        tym nie pogodzi
        - Zgadzam się z Tobą zupełnie:(

        "Kto kochał"

        Kto odejdzie raz może jeszcze wrócić
        Zdążysz ukryć twarz, zdążysz się odwrócić

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Wiatr co zwala z nóg
        Smutek i ty

        Kto powróci raz może znowu odejść
        Czujesz w ustach piach, czujesz ciężar powiek

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Ciemny jak cienie czarnych chmur
        Noc co zeszła z gór
        Smutek i ty


        Kto odejdzie raz może jeszcze wrócić
        Zdążysz ukryć twarz, zdążysz się odwrócić

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Wiatr co zwala z nóg
        Smutek i ty

        Kto powróci raz może znowu odejść
        Czujesz w ustach piach, czujesz ciężar powiek

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Ciemny jak cienie czarnych chmur
        Noc co zeszła z gór
        Smutek i ty

        Bo kto już kochał raz
        Tylko raz z całych sił
        Ten nie ma żadnych szans
        Choćby sto wiosen żył


        Bo kto już kochał raz
        Aż do utraty tchu
        Ten będzie w oczach gasł
        I cierpiał chłód
        Przez wiele zim
        Wiele zim


        Kto utraci raz będzie zawsze czekać
        Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść

        Zostaje smutek i tylko smutek
        Ostry jak nagły serca głód
        Wiatr co zwala z nóg
        Smutek i ty

        Bo kto już kochał raz
        Tylko raz z całych sił
        Ten nie ma żadnych szans
        Choćby sto wiosen żył


        Kto odejdzie raz może jeszcze wrócić
        Zdążysz ukryć twarz, zdążysz się odwrócić

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Wiatr co zwala z nóg
        Smutek i ty

        Kto powróci raz może znowu odejść
        Czujesz w ustach piach, czujesz ciężar powiek

        Zostanie smutek i tylko smutek
        Ciemny jak cienie czarnych chmur
        Noc co zeszła z gór
        Smutek i ty

        Bo kto już kochał raz
        Tylko raz z całych sił
        Ten nie ma żadnych szans
        Choćby sto wiosen żył

        Bo kto już kochał raz
        Aż do utraty tchu
        Ten będzie w oczach gasł
        I cierpiał chłód
        Przez wiele zim
        Wiele zim

        Kto utraci raz będzie zawsze czekać
        Zatrzymujesz czas i zaglądasz w przepaść

        Zostaje smutek i tylko smutek
        Ostry jak nagły serca głód
        Wiatr co zwala z nóg
        Smutek i ty

        Bo kto już kochał raz
        Tylko raz z całych sił
        Ten nie ma żadnych szans
        Choćby sto wiosen żył

        Bo kto już kochał raz
        Aż do utraty tchu
        Ten będzie w oczach gasł
        I cierpiał chłód
        Przez wiele zim
        Wiele zim

        Seweryn Krajewski
        • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 20:18
          Chyba się podwójnie tekst skopiował:(
        • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 20:52
          tilia7 napisała....

          Bo kto już kochał raz
          > Tylko raz z całych sił
          > Ten nie ma żadnych szans
          > Choćby sto wiosen żył

          >
          > [b]Bo kto już kochał raz
          > Aż do utraty tchu
          > Ten będzie w oczach gasł
          > I cierpiał chłód
          > Przez wiele zim

          Dziękuje tilia7 tak właśnie czuję.....
          • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 04.08.09, 22:22
            wiolawarszawa ja też tak właśnie czuję, czas może mnie oswoi z bólem, ale mi go
            nie zabierze...
            • fiambala I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby strach 04.08.09, 23:22
              "Ten kto kochał tak prawdziwie nigdy się z tym nie pogodzi - to moje
              przemyślenie"

              Zaczęłam od zacytowania tych słów, bo mnie poruszyły. Może tym
              bardziej, że moja perspektywa jest już inna, minęło prawie dwa lata,
              Mam już na szczęście za sobą sporo tego błogosławionego czasu, o
              którym mówią mądrości ludzkie i ludowe. Gdybym jednak te słowa
              przeczytała na początku tej trudnej drogi, którą przeszłam, z
              pewnością bym się pod nimi podpisała, ale jednocześnie mocno by mnie
              przygnębiły. Bo oznaczałyby, że nie mam już szans na świadome i
              szczęśliwe życie (ten stan, w którym wtedy byłam można nazwać co
              najwyżej wegetacją).

              Teraz po tych dwóch latach nie odważyłabym się pisać tak radykalnie.
              Moim zdaniem prawdziwa miłość nie oznacza życia przeszłością. Moja
              miłość do Grześka każe mi wybrać z tego czasu kiedy z Nim byłam to,
              co najlepsze i wpisywać to w siebie, w nową rzeczywistość którą
              buduję. To Jego spokój i mądrość, ciepło i uśmiech, umiejętność
              cieszenia się z maleńkich cudów codzienności i ze spełnionych
              marzeń, zrealizowanych wielkich planów. To umiejętność życia, a nie
              wegetowania. To wiara, że można mieć wszystko, trzeba tylko
              wystarczająco chcieć. To umiejętność i chęć słuchania ludzi. To
              bycie dobrym dla innych, ale i dla siebie. I wiele, wiele innych.
              Moja miłość do Grześka jest we mnie cały czas, ale to ona również
              mówi mi, że nie dlatego tutaj zostałam, żeby wieść życie martwego
              człowieka. Moja miłość każe mi doceniać to, że tu jestem.

              To była bardzo trudna droga, najtrudniejsze jak do tej pory zadanie,
              z którym przyszło mi się zmierzyć. Myślę, że wyszłam z niego
              zwycięsko. Pewnie, że bywają trudne chwile, ale są one dużo rzadsze
              i nie tak gwałtowne. To raczej nostalgia, rodzaj łagodnego smutku.
              Mam również wahania nastrojów ale one również nie zdarzają się tak
              często i mają mniejsze amplitudy. Potrafię powiedzieć, że jestem
              szczęśliwym człowiekiem i umiem to cenić. Mimo, że czasami tęsknię
              równie mocno jak kiedyś, potrafię żyć pełnią życia. Może nawet
              bardziej niż przed, bo teraz znam jego wartość.

              A odpowiadając liryką na lirykę - Lipali "Upadam" o wstawaniu

              Upadam, wciąż upadam,
              i długo lecę w dół,
              podnoszę się, podnoszę,
              jak wiele muszę mieć sił.
              Barwy dnia ja w nich tonę,
              i myśli wirują po głowie,
              chcę się swobodnie unosić,
              i zrzucam te betonowe buty.

              I wiem, że mogę, wiem, że mogę,
              choć mam pod skórą coś jakby strach,
              lecz mimo tego wiem, że mogę,
              zanurzyć się w bezmiarze dnia.

              Rozpadasz się, rozpadasz,
              jak kamień toczysz się,
              na nowo zbierasz w sobie,
              tak wiele w tobie jest sił,
              światło niech w tobie płonie,
              i myśli wirują po głowie,
              chcesz się swobodnie unosić,
              i zrzucasz te betonowe buty.

              I wiem, że mogę, wiem, że mogę,
              choć mam pod skórą coś jakby strach,
              lecz mimo tego wiem, że mogę,
              zanurzyć się w bezmiarze dnia.
              • kam-ta Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 05.08.09, 07:55
                Na początku mojej trudniej drogi otwierałam to forum po to, by
                znaleźć potwierdzenie na to, że nie zwariowałam, że inni prtzeżywają
                to tak samo jak ja lub podobne.
                Teraz po roku otwieram forum po to, by znaleźć na nim takie wpisy
                jak między innymi Twój "Fiambola". Nie chcę wegetować chcę żyć, i
                szukam potwierdzenia na to, że tak można i że prędzej czy później
                też będzie mi to dane.
                Po roku mogę powiedzieć, że jest już inaczej, bywają dni trudne,
                nawet bardzo trudne. Ale potrafię juz głośno się śmiać, co kiedyś
                był nie do pomyślenia.Robię plany ale malutkie i nie na zbyt odległy
                czas. Potrafię jechać na zakupy i kupić coś dla siebie.
                Dlatego jestem zadwolona gdy znajduje takie wpisy i chciałabym żeby
                było ich jak najwięcej.
                "Staży starzem" apel do Was. Nie miejcie obaw przed pisaniem na
                forum o tym, ze jesteście szczęśliwe, bo takie wpisy też tu są
                potrzebne. Na forum wchodzą ludzie na róznym etapie żałoby i z
                różnym stażem i kazdy powienien móc się wypowiedzieć i każdy
                powinien znaleźć coś co go pocieszy, czy da mu nadzieję.
              • tilia7 Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 05.08.09, 09:11
                Wszystkie wpisy są tu potrzebne i cenne, i te rozpaczliwe z początku drogi i te
                pełne nadziei z jej dalszego odcinka.Żałoba jest procesem i w nas wszystko pod
                jej wpływem się zmienia.Inną jeszcze rzeczą jest to, że każda z nas ma inny
                charakter, inaczej sobie radzi z trudnościami, jedne są bardziej sentymentalne
                inne mniej itd.

                Fiambala cieszę się, jak czytam takie wpisy.Mnie jest trudno uwierzyć, że może
                być lepiej, ale dobrze wiedzieć, że jest nadzieja i są ludzie, którzy dają sobie
                radę.

                Z jednym tylko zdaniem się nie zgadzam :"To wiara, że można mieć wszystko,
                trzeba tylko wystarczająco chcieć" - nie można, tego, Kogo chcę najbardziej
                mieć, mieć nie mogę.Dlatego tu jestem...
                • fiambala Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 05.08.09, 09:52
                  tilia, ludzi nigdy się nie ma... Ludzi się spotyka, ludzi się
                  poznaje, ale ich się nie ma... Ludzie nie są do zdobycia, do
                  zrealizowania... Ludzie to coś w rodzaju daru od losu, Boga – jak
                  kto woli. Czasami masz ten dar na dłużej, a czasami zostaje Ci
                  odebrany zanim zdążysz się nim nacieszyć. Moim zdaniem.
                  • tilia7 Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 05.08.09, 18:43
                    Cóż, masz rację, ludzi się nie ma.Ale można mieć ich towarzystwo, ich obecność,
                    ich ciepło, ich bliskość, przede wszystkim ich miłość.A że każdy jest jedyny i
                    niepowtarzalny, to nikt inny nie może zastąpić tej wybranej osoby.To miałam na
                    myśli i w tym sensie naprawdę nie można mieć wszystkiego, jeśli się tylko chce,
                    choćby się człowiek nie wiem jak starał...
                    • fiambala Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 06.08.09, 10:07
                      Odpowiem słowami, które bardzo lubię:

                      Panie, daj mi siłę, abym zmienił to, co zmienić mogę; daj mi
                      cierpliwość, abym zniósł to, czego zmienić nie mogę i daj mi
                      mądrość, abym odróżnił jedno od drugiego.
                      • tilia7 Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 06.08.09, 21:14
                        Tak, znam te słowa i też bardzo je lubię.Ja odróżniam jedno od drugiego, tylko
                        co zrobić kiedy w tej chwili moim pragnieniem jedynym prawdziwym jest właśnie to
                        co niemożliwe...
                        • fiambala Re: I wiem że mogę choć mam pod skórą coś jakby s 07.08.09, 10:10
                          Poczekać... Z czasem powinno być lżej...
    • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 11:13
      fiambala... odniosę sie do Twojego postu...
      Przeczytałam bardzo uważnie to co napisałaś i staram się zrozumieć
      każde słowo i odczucie, o którym piszesz. Bardzo mi przykro, że moje
      słowa na dzień dzisiejszy są dla Ciebie dość mocno przygnębiające.
      Piszesz, że po ich przeczytaniu można zapomnieć o szczęściu i
      radości życia, że stan takiego rozpamiętywania nazywamy wegetacją -
      ja to widzę zupełnie inaczej.
      U mnie minęło półtora roku i jak najbardziej mam odwagę użyć słów
      TEN KTO KOCHAŁ PRAWDZIWIE.......dlatego, że tak właśnie czuję.
      Jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi (tu połączyła nas tragedia, nasze
      związki też były różne a dla mnie Mój Mąż był i jest największym
      szczęściem jakie otrzymałam. Z jednej strony miałam i mam do losu
      złość i źal, że tak okrutnie przerwał nasze życie z drugiej zaś
      jestem wdzięczna, że pozwolił mi przeżyć najpiękniejszą miłość o
      jakiej niektórzy mogą tylko pomarzyć a jeszcze inni nigdy jej nie
      zaznają.
      Piszesz, że prawdziwa miłość nie oznacza życia przeszłością......
      Tylko, że dla mnie jest to połączenie nierozerwalne bo na podstawie
      tej przeszłości wiem jak bardzo byłam SZCZĘŚLIWA.
      Piszesz, że starasz się pamiętać to co najlepsze - powiem tak -
      każda z nas wybiera to co w związku było najwspanialsze (często
      idealizujemy)i jest to rzeczą zrozumiałą a nie to co budzi nasze nie
      miłe wspomnienia, tak robimy zawsze niezależnie czy chodzi o miłość,
      małżeństwo, wakacje itp. tak to działa - złe wspomnienia staramy się
      wypierać, nie chcemy ich w naszej głowie.
      Piszesz o uśmiechu, dobroci, cieple czy radości z małych drobiazgów -
      ale czy to znaczy, że moje słowa TEN KTO KOCHAŁ TAK
      PRAWDZIWIENIGDY SIĘ Z TYM NIE POGODZI
      nie pozwalają na ten
      uśmiech, spełnienie marzeń, czy dobroć dla ludzi????? - nie wydaje
      mi się.
      Wiem jedno ....NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO a chcę i pragnę najmocniej
      na świecie cofnąć czas.
      Jak pisałam wcześniej dziś ja także jestem bardziej wyciszona,
      wylewam mniejsze wiaderka łez, czasem się uśmiecham i staram się
      pchać ten mój wózeczek do przodu - staram się dalej żyć (nie
      wegetować) i niezależnie od tego jak potoczy się moje dalsze życie
      zawsze będę uważała, że Ten kto kochał tak prawdziwie nigdy się z
      tym nie pogodzi
      bo ze śmiercią najukochańszego człowieka po
      prostu nie można się pogodzić.....
      I powiem jeszcze jedno...tak chcę cieszyć się życiem i być
      szczęśliwa .... może kiedyś mi się to uda ale to nie oznacza, że
      pogodzę się ze śmiercią mojego Męża - On na zawsze pozostanie w moim
      serduszku.
      Ten kto kochał tak prawdziwie nigdy się z tym nie pogodzi tak
      właśnie myślę.

      Pozdrawiam bardzo serdecznie fiambala i pozostałych uczestnikow tej
      ciężkiej drogi..
      • fiambala Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 18:02
        Wiola, tak jak zauważyłaś – moje słowa dotyczą tylko moich odczuć i
        przemyśleń. Nie mam licencji na jedynie słuszną prawdę i nie roszczę
        sobie praw do takowej. Jak najbardziej akceptuję to, że ktoś może
        czuć inaczej i postrzegać rzeczywistość inaczej.

        Napisałam, że Twoje słowa by mnie wtedy przygnębiły (choć
        jednocześnie podpisałabym się pod nimi). I znowu – przygnębiłyby
        mnie – być może na kogoś innego podziałałyby / podziałają inaczej.
        Dlaczego? Bo sprawiłyby, że moje pierwsze nieśmiało kiełkujące
        myśli, że może jednak zacząć by znowu ŻYĆ, ba może nawet spróbować
        być szczęśliwym, spowodowałyby wyrzuty sumienia: „Może to, że chcę
        znowu żyć, znaczy że nie kochałam naprawdę…” I znowu – tak było /
        jest u mnie… Nie to, że mam tak rozwinięty egocentryzm, ale jeśli
        coś piszę na tym forum, to zwykle staram się pokazać, że nie ma
        prawd uniwersalnych. Że to co służy jednej osobie (np. mnie), innej
        (np. Tobie) może szkodzić, bo nie ten typ osobowości, nie ten czas,
        itd. Uważam jednak, że warto pokazać różne sposoby podejścia do
        tematu…

        Ja również byłam szczęśliwa z Grześkiem. Tyle tylko, że dla mnie
        poznanie i przeżycie prawdziwej miłości i związane z tym
        niegdysiejsze bycie szczęśliwym, nie wyklucza nadziei, że można
        ponownie być szczęśliwym. I dopuszczam myśl, że być może to
        szczęście będzie budowane m.in. dzięki kolejnej miłości. Znowu
        zaznaczam, że to nie są myśli, które miałam rok temu. Żebym mogła w
        ten sposób myśleć, musiał upłynąć czas, musiałam się sama ze sobą
        poukładać. Wiem teraz również, że nie chcę opierać mojego szczęścia
        wyłącznie na miłości do kogoś. Chcę żeby miłość była uzupełnieniem,
        ale nie warunkiem mojego bycia szczęśliwą. Nie wiem czy to dobrze
        czy źle, ale tak mam…

        Pewnie, że tendencja do wybiórczego idealizującego wspominania
        przeszłości jest powszechnym zjawiskiem. Ale w tym przypadku, ja się
        staram świadomie wykorzystać te dobre wspomnienia do budowania
        przyszłości. Ja już umiem przyjąć do wiadomości to, że etap, w
        którym byłam szczęśliwa z Grześkiem jest już etapem zamkniętym.
        Oczywiście, że budzi to we mnie żal i smutek, ale tak jest – z tym
        nic nie jestem w stanie zrobić, więc działam w tych kierunkach, w
        których mogę. Sięgam po moje szczęście tu i teraz. Być może jest to
        pogodzenie się ze śmiercią Grześka, ale wiem też, że jak do tej pory
        był i jest jedynym mężczyzną, którego kochałam… Myślę, że życie
        przeszłością nie oznacza, że nie można być dobrym dla ludzi,
        uśmiechać się, spełniać marzeń, ale utrudnia zwyczajne cieszenie się
        życiem, odczuwanie tej dzikiej satysfakcji, jaką spełnianie marzeń
        powinno dawać, czy w końcu bycie szczęśliwym… A ja wierzę, że
        jeszcze można być szczęśliwym.

        Moja świadomość, że wszystko można osiągnąć, nie dotyczy sfery
        zdarzeń nadrealnych (cofnięcie czasu, przywrócenie człowieka do
        życia) ale raczej kwestii sięgania po to, na co kiedyś nie miałam
        odwagi czy wystarczająco dużo motywacji (ja chyba dość pragmatyczna
        jestem :)). Przykład: teraz wiem, że do tego żeby spędzić weekend
        nad morzem potrzebuję spakować się, wsiąść do pociągu czy złapać
        stopa w piątek wieczorem albo sobotę rano i już tam jestem (potem
        tylko trzeba jakoś wrócić w niedzielę wieczór albo w poniedziałek
        rano). Kiedyś stwierdziłabym, że to za trudne, że się nie opłaca
        jechać tych 500 km na niecałe dwa dni, jak można podróżować
        stopem... Ot, taki drobiazg, który razem z mnóstwem innych
        drobiazgów, pozwala mi budować poczucie szczęścia…

        Ja też jestem bardziej wyciszona, ale paradoksalnie umiem teraz
        podejmować większe niż kiedyś ryzyko. Nie wiem jak to wytłumaczyć,
        ale po tym wszystkim mam mocne przekonanie, że moje szczęście zależy
        głównie ode mnie – fajnie jak świat/Bóg/los pomaga, ale tak czy
        inaczej ostateczny efekt zależy ode mnie. To chyba siła, której
        spora część pochodzi z mojej przeszłości, której nieodłącznym
        elementem był mój Grzesiek. W oparciu o tę siłę buduje przyszłość i
        coraz częściej łapię się na tym, że jestem zwyczajnie ciekawa co
        jeszcze ta przyszłość dla mnie ma :) Moje plany mają coraz dłuższą
        perspektywę, ale jednocześnie nie jestem do nich ślepo przywiązana –
        jeśli coś się potoczy nie tak, jak myślałam, ja swoje plany też
        zmienię.

        I jeszcze raz na koniec – nie było i nie jest moja intencją
        przeczenie prawdziwości Twoich słow. Potrafię przyjąć to, że tak
        myślisz i czujesz. Podzieliłam się tylko swoim ich odbiorem i
        odczuciami, które we mnie wzbudziły. Może niepotrzebnie, ale
        pamiętam posty dziewczyn zadających pytania „Czy to, że znowu chcę
        żyć, że jestem z kimś innym, że jestem szczęśliwa oznacza, że nie
        kochałam…”

        No i z drugiej strony moje przemyślenia i odczucia są nieco inne…
        Być może to kwestia tego, w jaki sposób rozumiemy słowa, których
        używamy (zwyczajnie słowa „pogodzić się” mogą znaczyć co innego dla
        Ciebie, a co innego dla mnie…), ale ja dzisiaj mogę powiedzieć, że
        mimo, że naprawdę Grześka kochałam i choć jego śmierć łączy się dla
        mnie z ogromnym bólem, smutkiem i rozżaleniem, to ja pogodziłam się
        z tym, co się stało. Owszem, do dzisiaj nie rozumiem dlaczego i
        pewnie nigdy tego nie zrozumiem, ale nie zaprzeczam już temu, że to
        się stało. Dla mnie pogodzenie się z tym było elementem nieodzownym
        do podjęcia decyzji o dalszym życiu. Jednocześnie dalsze życie nie
        oznacza dla mnie, że zapomniałam o Grześku – on jest we mnie, nie
        tylko w sercu – jest elementem osoby, którą teraz jestem, bo żałoba
        mnie zmieniła. Jest elementem mojej przeszłości, którą to przeszłość
        akceptuję, cenię i od której nie zamierzam się odcinać –ona (i
        poprzez nią Grzesiek) wpływa na teraźniejszość, w której
        funkcjonuję.

        To tyle moich lekko chaotycznych przemyśleń :)

        Również Cię ciepło pozdrawiam. I trzymam kciuki za Twoje szczęście :)
        • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 19:14
          Fiambala i Ty masz rację.Nikt nie kwestionuje zasadności takich wyborów, a ja
          osobiście choć sama w tej chwili nie potrafię sobie wyobrazić siebie w takiej
          sytuacji nie potępiam ani osób, które potrafią być szczęśliwe same, ani tych,
          które odnajdują szczęście w nowych związkach.Wręcz przeciwnie, wszystkim tu
          obecnym życzę jak najlepiej i naprawdę z całego serca trzymam kciuki za
          wszystkie.Nie wiem, tak naprawdę nie mogę z wyprzedzeniem powiedzieć, że nigdy
          już nie będę szczęśliwa.Wiem tylko, że to szczęście-jeśli w ogóle okaże się
          możliwe- już na zawsze będzie podszyte uczuciem smutku, żalu, straty.Tak to
          odczuwam teraz a znając mój charakter, to chyba już się to nie zmieni...
          • fiambala Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 10:13
            Tilia, ja tez tak kiedyś myślałam, że to niemożliwe, żebym jeszcze
            poczuła nawet nie to, że szczęście, ale zwyczajną beztroskę. Ale
            teraz mi się to zdarza. Czas naprawdę może dużo zrobić, trzeba mu na
            to pozwolić. Cieszę się, że piszesz że masz świadomość, że nie jest
            zupełnie wykluczone, że jeszcze będziesz szczęśliwa - to naprawdę
            dużo.

            Tak sobie myślę, że szczęście podszyte tym cieniem smutku, który w
            każdym z nas gdzieś tam zostanie może paradoksalnie być szczęściem
            bardziej świadomym, pełnym. Trzeba "tylko" zaakceptować, że to
            szczęście będzie inne niż to, które zakładaliśmy, planowaliśmy.
            • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 21:19
              Fiambala, masz całkowitą rację.Wiesz, ja już niejedno przeszłam, z poprzednim
              mężczyzną się rozstałam bo mnie zostawił i też odchorowałam to strasznie.I
              zasadniczo wiem, że po jakimś czasie człowiek dochodzi do siebie.Ale w tej
              chwili tego nie jestem w stanie przyjąć, zwłaszcza, że i kaliber sprawy jednak
              większy od porzucenia.Mnie dodatkowo dręczy strasznie to, w jaki sposób On
              odszedł.I jest to dla mnie nieziemskim ciężarem, który naprawdę trudno mi udźwignąć.
              Ale staram się wierzyć, że czas choć trochę pomoże i że choćby te najmniejsze
              radości będą dla mnie dostępne.Obyś miała rację, że szczęście podszyte smutkiem,
              może mimo wszystko być szczęściem.
      • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 19:04
        wiolawarszawa napisała:

        Mój Mąż był i jest największym
        > szczęściem jakie otrzymałam. Z jednej strony miałam i mam do losu
        > złość i żal, że tak okrutnie przerwał nasze życie z drugiej zaś
        > jestem wdzięczna, że pozwolił mi przeżyć najpiękniejszą miłość o
        > jakiej niektórzy mogą tylko pomarzyć a jeszcze inni nigdy jej nie
        > zaznają.


        Z ust mi to wyjęłaś, u mnie jest tak samo(tyle, że nie mąż tylko partner).Ale
        mam identyczne uczucia.Skończyło się to wszystko straszną tragedią, ale miłość
        jakiej doświadczyłam przez te kilka lat jest dla mnie
        niesamowitym,najcenniejszym darem.Byłam tak szczęśliwa z tym mężczyzną, że teraz
        w godzinach największej rozpaczy,czasem pytam siebie samą, czy to nie jest kara
        za to, że ośmieliłam się być tak niesamowicie szczęśliwa.Ta miłość daje mi siłę
        nadal, bo wiem, że choć odszedł gdzieś "tam" to nadal mnie kocha, nadal jestem
        dla Niego najważniejsza.Nauczyłam się przy Nim świadomego przeżywania miłości,
        odpowiedzialności za drugiego człowieka, świadomej radości z każdego dnia, z
        każdej wspólnej minuty.Wiedziałam, co jest naprawdę ważne, co jest
        NAJWAŻNIEJSZE.I ja NIGDY się z tą śmiercią nie pogodzę,NIGDY.

        To nie powoduje, że nie można cieszyć się życiem.Można, zapewne można, choć w
        tej chwili tego nie umiem.Ale wierzę, że przyjdzie taki moment, kiedy znowu z
        przyjemnością wezmę do ręki dobrą książkę.Że rozkwitające kwiaty przyniosą
        uśmiech a nie bolesne skojarzenie z porą Jego śmierci.Że zachwycę się znowu
        tęczą, zachodem słońca, towarzystwem najbliższych osób, dobrym ciastem z
        owocami.Pewnie tak będzie, jeśli teraz uda mi się przetrwać.Ale nie pogodzę się
        nigdy i wiem, że ból, choć zapewne mniejszy i mam nadzieję oswojony,będzie mi
        towarzyszył już zawsze.Ja czuję się okaleczona, po prostu okaleczona tym co się
        stało.Jakbym straciła część siebie.To mnie bardzo zmieniło i jeszcze zapewne
        zmieni.Czy na lepsze czy na gorsze, jeszcze nie czas oceniać.Ale wiem na pewno,
        że pewne rodzaje radości, a przede wszystkim beztroski, są już dla mnie
        niedostępne.Nie ma we mnie na to zgody.Bo to byłaby zdrada.Nie wobec Niego.Wobec
        mnie samej

    • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 20:01
      fiambala - to sobie trochę popisałyśmy:) bardzo szanuję Twoje
      odczucia i Twoje patrzenie na świat. Moją intencją nie była ocena
      Twojego postu a jedynie wyjaśnienie Ci mojego punktu widzenia, który
      jak zrozumiałam nie bardzo Ci się spodobał. Tak naprawdę niewiele
      się od siebie różnią - inaczej je tylko ubrałyśmy w słowa:)
      Bardzo się cieszę, że odniosłaś się do mojego postu - bo dzięki temu
      mogłyśmy sobie dłużej "porozmawiać" Mogłam się zająć pisaniem, które
      trudno mi przychodzi, gdyż od odejścia mojego Kochanie mam dość duży
      problem z koncentracją, mówieniem, pisaniem i całą resztą. Bardzo Ci
      dziękuję.
      Ponadto bardzo bym chciała spojrzeć na moje przyszłe życie tak
      odważnie jak Ty ... i mam nadzieję i bardzo się staram aby tak
      właśnie było.... a kiedy to będzie i czy będzie czas pokarze.
      Wiem, że w moim sercu pozostanie bardzo głęboka rana, rana na całe
      życie:(
      Ja rówież bardzo chętnie czytam posty, które mówią, że ktoś układa
      sobie życie na nowo, że z czasem mniej boli, że ktoś pomalutku
      zaczyna sobie radzić - i bardzo kibicuje tym osobom - ciesząc się
      każdym ich uśmiechem. Ale jednocześnie nie zamierzam czuć się winna,
      że ja jeszcze tak nie potrafię.
      Docelowo odniosę się tylko don jednego zdania, które napisałaś -
      NIGDY nie powiedziałam, że Twoje pogodzenie się ze śmiercią Twojego
      Grzegorza oznacza, że zapomniałaś - chciałabym aby to było jasne.
      Bardzo serdecznie Cię pozdrawiam i ściskam cieplutko życząc samych
      pogfodnych dni i spokojnych nocy. Buziak.
      • fiambala Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 16:47
        Pisanie czasami pomaga :) Mnie bardzo pomogło, zwłaszcza na
        początku. Było dla mnie łatwiejsze niż rozmowa, bo pozwalało
        zapanować nad emocjami – kiedy przychodziły łzy, mogłam przerwać i
        wrócić później do tego, co chciałam powiedzieć. Z mówieniem było
        trudniej. Pisanie pomagało uporządkować myśli, mogłam wrócić do
        swoich słów po upływie czasu i popatrzeć na nie z innej perspektywy,
        dostrzec coś, co umykało mi wcześniej. To chyba był rodzaj terapii.
        Tym bardziej, że pisałam zwykle do kogoś i to też pomagało, bo
        czasami ktoś wskazał mi coś, czego sama nie umiałam zauważyć.

        Na to forum zaglądam coraz rzadziej i myślę, że to naturalna kolej
        rzeczy. Kiedyś szukałam tutaj pomocy (i ją znalazłam), teraz myślę,
        że jeżeli są sytuacje, w których ja mogę pomóc, to tak trzeba.
        Kiedyś szukałam potwierdzenia, że można jakoś żyć po i teraz, kiedy
        już sama doświadczyłam tego, że rzeczywiście można, mogę
        odpowiedzieć na takie pytanie zadane przez kogoś innego.

        Nie zamierzam jednak twierdzić, że moja droga jest jedynie słuszna.
        Ludzie są różni, żałoba u każdego wygląda inaczej, a poza tym
        wierzę, że każdy tak naprawdę sam wie co i kiedy jest dla niego
        dobre. Nie ma sensu na siłę przyśpieszać procesu, choć warto starać
        się sobie pomóc i podtrzymywać w sobie iskierkę nadziei, że kiedyś
        będzie po prostu dobrze. Pomimo, a może właśnie dlatego. I nie chcę
        w nikim wzbudzać winy, że już coś tam powinien a jeszcze tego nie
        robi. Absolutnie, jak mawiała Pani Ania w Klanie kiedy jeszcze go
        oglądałam. w ogóle uważam, że w naszej sytuacji nie powinno być
        słowa „powinien”. Chodzi mi tylko o to, żeby nie odmawiać sobie
        prawa do tego szczęścia pomimo oraz do nadziei na to szczęście.
        Tylko tyle i aż tyle. Bo czasami nadzieja to luksus.

        Dziękuję i doceniam Twoje słowa. Ja już wiem, że moje pragnienie
        życia, radość którą potrafię z niego znowu czerpać, śmiech, chwile
        beztroski, umiejętność odbierania otaczającego piękna, umiejętność
        brania się z życiem za bary i nie odpuszczania nie są oznaką tego,
        że zapomniałam czy że nie kochałam wystarczająco mocno. Odrobiłam
        myślenie również w tym zakresie :) ale wiem też, że są dziewczyny (i
        być może chłopaki też), u których takie myśli się pojawiają,
        zwłaszcza na samym początku „przebudzenia”, kiedy pojawiają się
        pierwsze nieśmiałe myśli o tym, że jednak można żyć. I z tego powodu
        czasami warto to napisać :) Pozdrawiam :)
    • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 05.08.09, 20:10
      tiliabardzo się cieszę, że mamy podobne odczucia:)
      Wiem jedno, miłość, którą otzymałam od mojego Kochanie (bez
      znaczenia czy to mąż, partner czy ktoś inny)daje mi bardzo dużo siły
      aby trwać i iść tą bardzo trudną drogą. Przecież wiem, że nikt tak
      bardzo mnie nie kochał jak On. Jak to mawiał moj Mąż "kocham Cię nad
      Zycie" i wem, że tak było,że tak jest i już tak pozostanie:)

      Ściskam Cię cieplutko
      Wiola.
      • jucha32 Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 11:37
        U mnie mija rok i 3 miesiące od śmierci mojego męża.Żyję, choc
        często myślę, że wolałabym umrzec.Są jednak chłopcy i dla nich to
        wszystko pcham do przodu.
        Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią Adama i nie wiem czy
        kiedykolwiek będę wstanie to zrobic. Wciaż nie mogę uwierzyc, że
        Jego już nie ma i nie wróci.
        Pogodziłam się za to z obojętnością najbliższej rodziny Adama.Z tym,
        że nie obchodzi ich kompletnie to co się dzieje z jego synami.
        Patrząc na to wszystko mam wrażenie, że oni zajęci swoimi sprawami
        już zapomnieli, że wogóle mieli brata, który zostawił po sobie dwoje
        małych dzieci. A mają do nas tylko i aż 6 km. Wszyscy są
        zmotoryzowani.

        Jest łatwiej niż na początku.Jakoś sobie ze wszystkim radzę. Już nie
        szlocham i nie płaczę tak często jak dawniej. Nauczyłam się od nowa
        życ. Gdy ktoś się pyta co słychac to odpowiadam, że nie jest źle,
        ale dobrze też nie. Uważam, że te słowa idealnie określają moje
        życie na tą chwilę.Wypracowałam pewien schemat, który ułatwia mi
        funkcjonowanie. Żyję, bo ktoś tak za mnie zdecydował.
        Mam też nadzieję, że kiedyś jeszcze zaświeci dla mnie słońce. Nie
        chciałabym byc do końca życia sama.
        Z czasem będzie lepiej. Nie wierzę w te słowa, ale może jak będę je
        powtarzac to w końcu tak się stanie.

        I jest jeden maleńki plusik tej całej sytuacji. Wiem na kogo tak
        naprawdę mogę liczyc. Zostało troje sprawdzonych, prawdziwych
        przyjaciół. Poprawiły się też moje relację z bratem i bratową.
        Szkoda, że sprawiła to śmierc Adama, ale przynajmniej tyle dobrego.

        Moja koleżanka z pracy miesiąc temu straciła w wypadku syna. Bardzo
        mi jej żal ponieważ jest na początku drogi, której ja częśc mam za
        sobą. Wiem, że nie mogę jej w żaden sposób pomóc. Mogę jej tylko
        wysłuchac i to tylko wtedy kiedy chce o tym mówic.

        Pozdrawiam.
      • aniawdowa Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 11:38
        Słowa " mój mąż był darem od losu"
        Mój Paweł tez był darem od losu, nasza miłosc była wielka!!!!
        Moze to dziwne ale był najwazniejsza osoba w moimzyciu smiało moge tak napisac gdyż dzieki niemu własnie zrozumiałam ze warto zyc ze zycie ma jakiś sens na początku naszej znajomosci czesto mi to powtarzał dlaczego?? bo moje zycie od dziecka było do niczego dom rodzinny (patologia) nigdy nie zaznałam prawdziwej miłosci wychowała mnie praktycznie babcia.Kiedy poznałam Pawła nie potrafiłam okazywac uczuc bo nikt mnie nigdy tego nie nauczył. Małymi kroczkami budowalismy nasz zwiazek to wtesciach odnalazłam rodziców to dzieki nim poznałam co znaczy rodzina. 8 lat tyle było nam dane razem być to zbyt krótko!!! ale jak wspomne ile razem udało nam sie przezyc kazdy rok był cudowny pełen miłosci. Mielismy po 20 lat kiedy urodził nam sie synek pamiętam radość i łzy mojego meża kiedy nam go pokazano pózniej okres kiedy mały dorastał nie mielismy fury pieniedzy ale to nie było najwazniejsze bo mielismy siebie nasza Miłość. Pozniej urodziła sie córeczka tez tak bardzo wyczekiwana. Miałam taka rodzine jakiej zawsze pragnełam, miłość , zrozumienie wszystko co było mi potrzebne do szczescia!!! Dzieki niemu wiedziałam ze zycie ma sens.
        I jeden dzień przekreslił to wszystko!!! w styczniu swietowalismy podwójny tort roczek naszej córeczki naszą 5 rocznice slubu a dwa miesiace pozniej juz go nie było ( a do tego duzo nie brakowało i nie byłoby tez mojego synka)
        I nie musze tłumaczyc jak zawalił mi sie swiat bo wszyscy tu wiedza jak to jest :( przez jakies dwa miesiące miałam mysli jak skonczyc ze sobą ( jedna próba zakonczyła sie wjechaniem do rowu) miałam zamiar wjechac na czołówke i zakonczyc to cierpienie.
        I tak pózniej przypomniały mi sie słowa Pawła ze zycie zawsze ma jakis sens tyle razy mi to powtazał.
        I zadałam sobie pytanie czy chce tak poprostu sie poddac? NiE!!!
        i podjełam decyzje ze postaram sie tak zyc aby On był dumny ze mnie, abym kiedyś na starośc mogła usłyszec od moich dzieci " mamusiu dałas radę" Ja nie miałam domu rodzinnego, moje dzieci straciły juz jednego rodzica zostałam im tylko ja i zrobie wszystko aby ich zycie wygladało normalnie! A jesli ja nie bede szczesliwa to i one nie bedą.
        I choc mojego Pawła juz nie ma to kocham go ponad wszystko !!!
        Obecnie spotykam sie z kimś. Mi jest łatwiej bo mam z kim porozmawiać mam komu sie czasem wypłakać a dzieci go uwielbiają ( im było łatwiej go zaakceptowac niz mnie) rozmawiamy wspolnie o Tacie bo On jest czescia naszego zycia i na zawsze pozostanie!
        Co do miłosci to bycie z kims nowym jest trudne! ( to nie tak ze jak wdowa znajdzie kogos innego to zapomina o męzu bo tez spotkałam sie juz z takim stwierdzeniem ) pokochac kogos innego owszem ale juz nie tak wielką miłoscia jak kocham męza.
        Wazne tez jest aby trafic na odpowiednia osobe która zaakceptuje pamiec o ukochanej osobie.
        Nie wzbraniam sie juz przed tym co ma być tak jak jest teraz jest dobrze dzieci sa szczesliwe i ja też!!
        Troszke sie rozpisałam tak jakos mnie naszło:)
        • aniawdowa Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 11:43
          Przeczytałam Justynko co napisałas o rodzinie meża.
          U mnie sytuacja ma sie tak ze z tesciami kontakt mam jak dawniej akceptuja tez to ze spotykam sie z kimś.
          Ze szwagierką mam kontakt jak z własna siostrą.
          Co do braci meża to kontakt jest juz bardzo słaby i do nich czuję zal wielki o to:( ale powiedziałam sobie ja za nikim latac nie bede jesli ktos chce to u nas drzwi sa zawsze otwarte jesli nie trudno sie mówi.
          I własnie dzieki całej sytuacji poznałam kto tak naprawde jaki jest i na kim mozna polegać jak to napisałas takie sprawdzone osoby :)
        • tilia7 Re: Do starszych "stażem" 06.08.09, 21:28
          Aniu, to i piękne i straszne, co piszesz.Piękne, że po trudnym dzieciństwie
          znalazłaś kogoś kto pokochał i nauczył Cię kochać, straszne, że los uznał, że
          trudne dzieciństwo to za mało i zabrał to, co dał dobrego.Jak nam wszystkim
          tutaj zresztą...
          Ja tęż najpierw myślałam, jak ze sobą skończyć, czasem jeszcze mi to przychodzi
          do głowy.Ale jestem.Również dla Niego, żeby, jak piszesz, mógł być ze mnie dumny...
          Wszystkiego dobrego, z całego serca
          • jucha32 Re: Do starszych "stażem" 10.08.09, 10:36
            Aniu, to świetnie, że kogoś poznałaś i nie jesteś już sama. Życzę
            Ci, żeby się wszystko ułożyło.
            A co do rodziny męża. Ze szwagierką, z która też miałam dobry
            kontakt nie układa mi się w ogóle. Odwiedzam ją tylko ze wzgledu na
            starszego synka, który chce miec kontakt z jej młodszą córką. Ale
            z Ewa już nie mam o czym rozmawiac. Moje życie sie przewartościowało
            i rozmowa na temet bzdur mnie nie interesuje.
            Mówią, że po śmierci jednego z małżonków dzrzwi do jego rodziny się
            zamykają i to jest prawda. Przynajmniej tak sie stało w moim
            przypadku.
            Ale już tego nie rozpamiętuję. To ich sprawa i świadczy tylko o tym
            jakie maja serca.
            Jeszcze raz pozdrawiam i życze Ci Aniu szczęścia.
    • asdaa Re: Do starszych "stażem" 15.08.09, 16:54
      ja jestem starsza "stażem"
      Mój mąż zmarł bez małą 16 lat temu po zaledwie 1,5 roku znajomości i kilku
      miesiącach po ślubie. Był moim księciem z bajki. Długo go szukałam, aż znalazłam
      i miałam pewnosć, że to ten jedyny właściwy. Zostałam sam z 7-tygodniową
      córeczką. Chciała umrzeć, by być z nim. Nie, nie mam na myśli samobójstwa, ot po
      prostu, usiąść i umrzeć. Dziecko mnie uratowało. Niemowlę, jak wiadomo, ma swoje
      potrzeby i metody, by je wyegzekwować. Dodam, że byłyśmy same w obcym mieście,
      rodziny daleko.
      Płakałam 3 lata dzień i noc z przerwami, gdy trzeba było coś załatwić. Dzisiaj
      myślę, że to niemożliwe, jednak tak było. Po tym czasie zaczęło do mnie
      docierać, że już NIGDY... Potem poszłam do pracy, dziecko do przedszkola, a ja
      wciąż o nim myślałam, wspominałam, modliłam się, by mi się przyśnił... To
      ostatnie zdarzyło się dwa razy i do tej pory nie wiem czy to był sen czy nie...
      Śniło mi się (?), że się całujemy i nagle budzę się, czuję jego zapach, smak i
      dotyk ust. I znów strumienie łez przez 2 tygodnie. Nie myślałam o innych
      facetach, bo który mógłby GO zastąpić?... Potem zaczęłam myśleć, że gdyby
      znalazł się jakiś przynajmniej w połowie taki jak mój mąż. Dopiero po latach
      uświadomiłam sobie, że drugiego takiego jak on nie ma i nie będzie. Panowie
      zaczęli się mną interesować, ale ja wszystkim odmawiałam, z kilkoma umówiłąm się
      po razie. I wszystko.
      Dopiero po prawie 15 latach spotkałam kogoś, kto mnie zainteresował bardziej.
      Dzisiaj jesteśmy razem. Kocham go, ale inaczej. Ale wciąż w sercu mam miejsce
      dla tamtego. I tak zostanie na zawsze.
      Długo to u mnie trwało ale wyszłam z tej traumy zwycięsko (tak myślę).Czasem
      myśle, co by było, gdyby... I nie mam scenariusza.
      Dziewczyny, moja rada: płaczcie, kiedy Wam się chce. Łzy mają wielką moc
      oczyszczającą, uspokajającą, przynoszą ulgę.
      Pozdrawiam cieplutko i sciskam :)
      Dla kAŻDEJ Z wAS TEŻ KIEDYŚ ZAŚWIECI SŁOŃCE.
    • wiolawarszawa Re: Do starszych "stażem" 15.08.09, 20:55

      Boże 15 lat…. tyle czasu sama, tyle czasu bez Niego …z tą straszliwą
      pustką, żalem i morzem łez – nie wiem czy dam radę….
      Przeraziło mnie to strasznie gdyż uświadomiłam sobie, że
      potrzebowałaś tyle czasu aby spróbować ponownie być szczęśliwą.

      Bardzo mnie cieszy, że wyszłaś z tej traumy – zwycięsko:) Życzę Ci
      wszystkiego co najlepsze, miłości, uśmiechu i wielu słonecznych dni
      w Waszym wspólnym życiu.
      Pozdrawiam
      • asdaa Re: Do starszych "stażem" 16.08.09, 19:58
        Wiolu, nie myśl, że ciebie też to czeka. Każdy człowiek inaczej reaguje, inaczej
        przezywa żałobę i nie ma co porównywać. Czasem sam się dziwię, że tak długo to
        trwało, chociaż te 15 lat szybko minęło.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka