maruda.r
11.01.10, 19:26
"Jednak adopcja jest całkiem osobnym zagadnieniem, o wiele szerszym niż
zrównanie praw par hetero- i homoseksualnych."
******************************
W istocie. Uprzywilejowane w adopcji powinny być pary lub osoby (nawet żyjące
w związkach homoseksualnych), ale posiadające już własne dzieci. Lesbijka lub
homoseksualista, który brał udział w wychowaniu własnego (w biologicznym
sensie) dziecka, rokuje większe nadzieje, niż heteroseksualna para czy osoba
samotna bez doświadczenia. Dobrze też rokują osoby biorące aktywny udział w
wychowaniu dziecka od samego jego początku - np. sporo starsze rodzeństwo bądź
mieszkający razem krewni.
Takie jest moje odczucie wynikające z rozmów z osobami bezdzietnymi.
Posługujemy się skrajnie różnymi zbiorami pojęć rozmawiając o dzieciach.
Z mojego odczucia nie wynika zakaz, a jakiś system preferencji. Adopcja nie
jest takim samym prawem, jak każde inne. Prawo kończy się na wniosku - później
są już tylko same uciążliwe obowiązki. Powstaje pytanie, czy osoba, która nie
jest skazana na wychowywanie dziecka (przez fakt jego urodzenia), dokładnie
rozumie (i czuje) na co się porywa?