• polazrski Re: Generał 07.02.10, 09:41
      Tu mozna sobie film obejrzec:
      www.youtube.com/results?search_query=towarzysz+genera%C5%82&search_type=&aq=0&oq=towarz
      Ziemkiewicza ominąć jak sie wymija krowi placek. Film zdecydowanie lepszy od
      recenzji prof Kuli,ktory najwyrazniej nie posiadl sztuki pisania jezykiem
      odbiegajacym od jezyka propagandy,ktory tak namietnie krytykuje. Jego
      zlosliwosci nie sa nic warte juz chocby dlatego,ze nie ma Nobla z historii.;))
      Towarzysz general byl agentem (sam temu nie przeczy), wyczyscil wojsko z Zydow,
      stal murem za interwencja w Czechoslowacji, byl szefem MON w czasie masakry na
      Wybrzezu. Bronic go to tak jak bronic jaką szuję tylko dlatego,ze ta szuja jest
      nasza, nie ich.
    • goyahkla GW nie wie co pisze 07.02.10, 15:07
      Nim TVP1 nadała film "Towarzysz generał" , dwukrotnie emitowała go TVP Historia i był już dostępny na necie. Poza tym generał ma parasol ochronny (ciekawi mnie kto go rozłożył)nie wolno o nim źle pisać. GW zawsze jakiś autorytet znajdzie któremu się ten film o generale nie będzie podobał. A to porówna go do okresu późnego stalinizmu a to do wczesnego Gomułki. I jak najbardziej generał nie jest z "bajki" GW, ale żeby tak go przedstawiać to koszmar. Tk kto nam fundował całe bagno komunizmu? Tylko tate nadredaktora?
      • mim05 Kto nam fundował...? 08.02.10, 14:36
        Tate nadredaktora i inni "polskojęzyczni" (jak to jest teraz w
        modzie nazywać ludzi z ZPP) nie mieli w tej sprawie nic a nic do
        gadania. Trzech "bardzo ważnych" panów ustaliło to w Teheranie i
        przyklepało w Jałcie. Potem jeden z panów realizował co chciał, a
        pozostali mu nie przeszkadzali. Między innymi ustalono, że w Polsce
        odbędą się wolne wybory, a gwarantami będą państwa reprezentowane
        przez owych panów. I co? Był jakiś protest? Tak, był malutki
        proteścik, a wiem o tym nie dzięki IPN, a właśnie Urbanowi, który
        wyniuchał, że ówczesny ambasador USA w Polsce podał się do dymisji
        na znak protestu, że jego przełożeni nie reagują na jego informacje.
        Ale odpowiedni Departament w USA ogłosił, że ambasador ustąpił "ze
        względów zdrowotnych".
        Jaruzelski aniołkiem nie był. Ale robienie z niego diabła jest nie
        na miejscu. To, że wydał rozkaz strzelania do ludzi - jak dotychczas
        mu nie udowodniono. A jego utytułowani poprzednicy w historii Polski
        XXw. robili to wielokrotnie i dzisiaj są bohaterami. Stawia się im
        pomniki i są patronami szkół i ulic.
        • goyahkla Re: Kto nam fundował...? 08.02.10, 17:21
          Oczywiście pomijając fakt ze "wolne" wybory były pod przymusem, że wymordowano prawie 30 tyś. ludzi (w większości bez sądu) że na wschodzie walczyło 200 tyś ludzi z ruskimi. Że "polscy" komuniści przy pomocy sowieckich bagnetów utrzymywali porządek w przywiślańskim kraju.
          • mim05 Re: Kto nam fundował...? 08.02.10, 22:55
            Właśnie o to chodzi: "wśród najlepszych przyjaciół, psy zająca
            zjadły". Gdyby "polscy" komuniści tego nie zrobili, to zrobiliby to
            inni, "prawie-polscy" i np. tak jak w Pribałtyce poprosiliby Stalina
            o przyjęcie w poczet ZSRR. A "najlepsi przyjaciele" przyjęliby
            to "ze zrozumieniem".
            Chcę być dobrze zrozumiany: W tamtej sytuacji nie dało się inaczej.
            Kto by Polsce pomógł. A "armię" Zapory widziałem z bliska, a nawet z
            nim zamieniłem kilka słów (na temat jego "Sahary"). Przeciw czołgom
            nie mieli nic. Nawet jednego Panzerfausta. Tylko kilka RKMów i
            pepesz (oczywiście też trochę innej broni strzeleckiej). Walczyli
            nie z ruskimi, a "resortem" - jak KBW nazywali miejscowi. A w KBW
            szeregowcami byli tacy sami młodzi Polacy, jak u Zapory. Więc była
            to oryginalna wojna domowa.
            • michal1401 Re: Kto nam fundował...? 09.02.10, 10:51
              mim05 napisał:
              > Chcę być dobrze zrozumiany: W tamtej sytuacji nie dało się inaczej.
              > Kto by Polsce pomógł.

              Tymniemniej podobna, beznadziejna sytuacja po 1940 kiedy to upadła Francja,
              ekspansja Niemiec wydawała się być niepowstrzymana zwłaszcza po czerwcu 1941 do
              zatrzymania frontu wschodniego w 1943... A jednak nie było chętnych do polskiego
              odpowiednika rządu Vichy, za to istniało państwo podziemne. Kolaboranci
              podlegali ostracyzmowi oraz wyrokom sądów państwa podziemnego.
              Granatowi policjanci mimo iż pełnili tylko funkcje porządkowe (za zgodą państwa
              podziemnego) po wojnie byli surowo karani za kolaboracje.
              A przecież można było by wytłumaczyć że w danej sytuacji geopolitycznej
              powszechna kolaboracja przyniosła by mniej ofiar, zapewne znaleźli by się inni
              itp itd

              • mim05 Co by było, gdyby... 09.02.10, 12:41
                Twoje argumenty Michale łatwo obalić. Zacznę od tego, że po
                zakończeniu działań wojennych w Polsce Hitler rozważał stworzenie
                nie GG, ale Polski właśnie na wzór późniejszej Francji Vichy. Jednak
                sowieci postawili twarde veto i Hitler utworzył GG na terenach przez
                niego okupowanych. A chętni na kolaborację niestety byli. Nazwisk
                nie pamiętam, bo ten wycinek historii nie był dla mnie interesujący.
                Państwo podziemne wywoływało kontrposunięcia okupanta. Te z kolei...
                I następowała eskalacja w wyniku której cierpieli też zupełnie
                niewinni ludzie (tzn. nieangażujący się po żadnej ze stron).
                Natomiast w sąsiednich Czechach (Boehmen und Mahren) nie istniała
                ani powszechna kolaboracja, ani Państwo Podziemne. Bo to zależy od
                mentalności wypracowanej przez stulecia. Mój znajomy przez przypadek
                wziął udział w Praskim Powstaniu. Opowiadał: "Siedzimy w jakiejś
                piwnicy z widokiem na duży plac, na którym kręci się kupa wojaków
                (niemieckich). Stoi nawet kilka czołgów. W pewnej chwili z jednego z
                budynków wychodzi facet z lampasami na spodniach. Więc ja za
                Mauzera, a Czesi łaps mnie za fraki i mówią:'Poczkej, oni sami
                odjedou'. I rzeczywiście odjechali"...
                W Polsce generał by zginął, pancerniacy rozwalili by budynek ze
                swoich 88-mek, strzelający zostałby (pośmiertnie) bohaterem i
                zginęłoby wielu jego towarzyszy i nieco cywili. A tak "Złota Praga"
                cało wyszła z wojny. Czesi mają jedne Lidice, a my setki podobnie
                potraktowanych wsi.
                Kolaboracja kolaboracji nie równa. Ojciec po przejściu frontu został
                Dyrektorem zakładu w którym pracował, bo był jedynym inżynierem, a
                robotnicy go lubieli. Nigdy nie należał do żadnej partii (jak i ja).
                A życie zakończył na wysokim stanowisku. Jak mówił, pracował dla
                Polski, a nie dla jakiejś grupy ludzi. Był szanowanym fachowcem i
                nauczycielem. Mógł być wiceministrem - warunek - wstąpić do PZPR.
                Nie skorzystał, ale też nie stracił piastowanego stanowiska. Czy był
                kolaborantem? w moich oczach - nie.
            • goyahkla Re: Kto nam fundował...? 09.02.10, 18:51
              To dlatego mam kochać komunistów? Już w wojnie z bolszewikami komuniści tworzyli rządy i przygotowywali się do objęcia władzy. Po IIWŚ wykorzystali swój czas i zafundowali reszcie społeczeństwa operacje na organiźmie. Czy lepiej ginąć z rąk swoich czy z obcych. Jaka różnica czy żyliśmy w państwie (okrojonym dzięki Wandzie Wasilewskiej)niby wolnym czy przyłączonym jak po rozbiorach?
    • nierum Re: Generał.brońcie szm. radzieckich. 07.02.10, 21:10
      ocenianie generała i jego poczynań w oderwaniu od realiów tamtych czasów i
      uwarunkowań społecznych i politycznych jest po prostu żałosne i nie przedstawia
      żadnej wartości merytorycznej.a po 2gie.generał i tak zwani komuniści robili
      dokładnie to co ty -czyli wprowadzali w życie idee w które wierzyli.byli przy
      tym miej bezczelni niż dzisiejsi głosiciele jedynie słusznej drogi i religi.a
      dzięki czerwonej armji nie jesteś dziś niemcem,a może nawet w ogóle jesteś i
      mażesz wypisywać takie bzdury.
      • michal1401 Re: Generał.brońcie szm. radzieckich. 08.02.10, 10:06
        nierum napisał:

        > ocenianie generała i jego poczynań w oderwaniu od realiów tamtych czasów i
        > uwarunkowań społecznych i politycznych jest po prostu żałosne i nie przedstawia
        > żadnej wartości merytorycznej.

        Po pierwsze- czy podczas Procesów Norynberskich także wnikliwie badano kontekst
        "tamtych czasów i uwarunkowań społecznych i politycznych"?? Czy oceniając sprawę
        Jedwabnego tak istotne w ocenie były przeżycia sprawców podczas okupacji
        sowieckiej tego terenu??
        Nie wiem czemu reżimy faszystowskie i prawicowe (nazizm to idea lewacka, jak
        sama nazwa wskazuje)są oceniane inną miarą niż reżimy komunistyczne, choć są tak
        samo zbrodnicze.

        a po 2gie.generał i tak zwani komuniści robili
        > dokładnie to co ty -czyli wprowadzali w życie idee w które wierzyli.byli przy
        > tym miej bezczelni niż dzisiejsi głosiciele jedynie słusznej drogi i religi.

        Przepraszam ale siedziałeś w głowach wierchuszki biura politycznego, czy może
        prowadziłeś jakieś badania?? Skąd pewność że wierzyli a nie na przykład byli
        cynicznymi karierowiczami i oportunistami.
        Bo pisząc że byli mniej bezczelni wskazujesz że nie żyłeś w tamtych czasach i
        nie pamiętasz np. wtorkowych konferencji prasowych Jerzego Urbana (obecnego
        serdecznego przyjaciela Adama Michnika) który kłamał w żywe oczy, gadał
        bezczelne bzdury, wiedząc że nie ma wolnych mediów których dziennikarze mogli by
        sprawdzić i zweryfikować. Jedyne wolne media były za granicą.




    • staq przykre to i smutne 08.02.10, 23:00
      do @ccc-bbb, i innych jemu podobnych -

      tyle się tu napisałeś -ale nie popisałeś-
      wręcz przeciwnie.

      Odczuwam tak głęboki niesmak, że muszę cię o tym zawiadomić.

      Te obelgi, to zapluwanie się ze złości, to wszystko jest
      takie...wyłącznie niesmaczne, wręcz obrzydliwe...

      Kim ty jesteś, jeden z drugim, żeby pozwolić sobie na takie
      określenia w stosunku do ludzi wybitnych i uczciwych ??!!!

      Otóż powiem ci - jesteś zwykłym, najzwyklejszym nikczemnikiem .

      Takim szarym , nikczemnym NIKIM.

      W przeciwieństwie do tych osób, o których się tak łatwo
      wypowiadasz .

      Ich statusu ani wartości nie sięgnie twoja zatruta ślina.

      Cóż, wypisując takie pożałowania godne teksty odczuwasz swoją chwilę
      chwały i mówisz sobie: ale jestem dzielny, ale IM dowaliłem"...
      Nie, nie jesteś ani dzielny, ani nie dowaliłeś.

      To były tylko zwykłe prostackie obelgi jak większość tych
      postów- i nie zasługujące na niczyją uwagę

      Może kiedyś zmądrzejesz i dorośniesz, czego ci życzę.

      Piszę to ja, zawsze najdalszy od komunizmu - a czasy te zabrały
      większość mojego życia. Więc ja WIEM, o czym mówię.

      szkoda, że ty i inni - nie wiedzą co czynią
      • polazrski Re: przykre to i smutne 09.02.10, 10:28
        staq napisała:
        Obiady czwartkowe u Mieczysława...
        qwardian 08.02.10, 11:00 Odpowiedz
        Generał Tadeusz Pióro w swoich wspomnieniach „Armia ze skazą” pisze
        o Jaruzelskim (s.388-389).
        „Po nagłym skoku z dywizji na zarząd polityczny woj­ska jego
        podwładnymi stali się pośrednio ludzie, którym niedawno on sam
        podlegał, a że słabością każdego szefa jest pragnienie, aby niżej
        stojący jemu właśnie zawdzięczał swoje awanse, miast trakto­wać go
        jak równego, to każda okazja pozbycia się niegdysiejszych
        przełożonych mimo woli jest traktowana jako sprzyjająca zmianie
        pożądanej. Niemniej pierwsza połowa lat sześćdziesiątych była dla
        Jaruzelskiego okresem nabywania umiejętności poruszania się w nie
        znanym mu, drapieżnym środowisku władzy, a równocześnie umacniania
        się na zajmowanej pozycji. Doskonalił się w tym, w czym doszedł do
        perfekcji: w kunktatorstwie, w umiejętności wy­powiadania zdań, które
        poza stylistycznym efektem nie zawierały konkretów, każdy mógł je
        interpretować na swój sposób.
        Ale w roku 1967 ten okres miał już za sobą i od jego postawy
        zależało wiele. Nie sądzę, by sprzyjał inwigilacji i fabrykowaniu
        fałszywych oskarżeń, znam go wystarczająco dobrze, by odrzucić takie
        przypuszczenie. Bezsporna jest natomiast jego aprobata dla
        dokonywanych czystek, bezpośrednie, aktywne w nich uczestnicze­nie. W
        rozmowach z niektórymi „ubolewał" nad niesprawiedliwo­ścią
        kierowanych przeciw nim zarzutów, więcej jednak było w tym obłudy
        niż żalu. Wielu też miało do niego pretensje, niektórzy uwa­żali go
        wręcz za jedną z sił napędowych zwolnień, i taką ich opinię
        wzmocniły degradacje wszystkich oficerów pochodzenia żydo­wskiego,
        którzy nie wytrzymując szykan decydowali się na wyjazd do Izraela.
        Degradacje nastąpiły dopiero w 1972 roku, a ponieważ byli to
        oficerowie w stopniach nie wyższych od pułkownika - de­cyzje
        pozostawały w gestii Jaruzelskiego, wówczas ministra obrony
        narodowej; generałów musiałaby degradować Rada Państwa, roz­głos zaś
        nie był tu wskazany.
        Okazując chłodną obojętność wobec bliskich mu nawet ludzi,
        Jaruzelski niewątpliwie orientował się, że ma do czynienia z kłam­
        stwem i bezprawiem - słuchał jednak bardziej Kufla niż swojego
        sumienia. Widocznie ważniejszy był cel, do którego zdążał po dro­dze
        pełnej wybojów i skrętów, nie troszcząc się o powalonych na jej
        poboczach. Istnieje tu zresztą sporo niewiadomych, których nie wy­
        jaśnią pozostawione dokumenty ani relacje poszkodowanych.
        Jaką rolę na przykład odgrywały rutynowe przyjęcia w mieszkaniu mini­
        stra Moczara dla osób dysponujących w owym czasie najwyższym chyba
        zakresem władzy? Nie wymienię wszystkich nazwisk, mógł­bym bowiem
        kogoś pominąć, a to byłoby niesprawiedliwe. W każ­dym razie do
        stałych gości należeli Ryszard Strzelecki, Grzegorz Korczyński,
        Franciszek Szlachcic, no i Jaruzelski. Niełatwo było zapewne temu
        mało komunikatywnemu, zamkniętemu w sobie człowiekowi, niezbyt
        jeszcze pewnie czującemu się na obcym mu politycznie gruncie,
        pełnemu kompleksów, udręczonemu nieustają­cą samokontrolą i w dodatku
        nie pijącemu alkoholu (wyjątek chyba w tym towarzystwie) -
        dostosowywać się do obcych mu duchowo i kulturowo osobników, udawać
        jednego z nich z tego tylko powo­du, że od nich zależało więcej niż
        od innych. Porzucił też ich naty­chmiast, gdy przestali być tym, czym
        byli. Ale wtedy, w owym gro­nie (a bywał tam również Gomułka), w
        atmosferze intymności, nie­wątpliwie omawiano kwestie personalne
        wojska, padały nazwiska, nadawano bieg sprawom.”

        Zajrzyjmy do pracy Krzysztofa Lesiakowskiego „Mieczysła Moczar”
        (Oficyna Wydawnicza RYTM, Warszawa 1998), żeby upewnić się – jaki
        był charakter związków Jaruzelskiego z Moczarem.

        Zestaw ludzi, którzy przewinęli się w okresie lat sześćdziesiątych
        przez dom Moczara (willa przy ul. Karwińskiej, później mieszkanie
        przy ul. Frascati):
        „Wiceminister Franciszek Szlachcic w swoich wspomnieniach pisząc o
        tym, jak wkrótce po objęciu funkcji w MSW został włączony do grona
        przyjaciół Moczara, przytoczył szereg nazwisk ludzi, którzy
        spotykali się w domu „Mietka". „Franek" określił to
        mianem „czwartków u Mieczysława". Spotkania te dość po­wszechnie
        wiązano z działalnością grupową czy frakcyjną „par­tyzantów".
        Pamiętać jednak trzeba, że nie wszyscy tak sądzą. Dla J.
        Ptasińskiego były one jedynie wyrazem normalnych, ludzkich
        kontaktów. Przywoływany już F. Szlachcic odnotował, iż na kolacjach
        z dobrą kawą i winem bywali u Moczara: Gomułka, Z. Kliszko, I. Loga-
        Sowiński, G. Korczyński, W. Jaruzelski, W. Namiotkiewicz, M.
        Swiostek-„Róg", K. Sidor, Jan Szczepański.” (s.343)

        Z relacji Alfredy Moczar – żony Mieczysława Moczara:
        „Do kręgu bliskich przyjaciół Moczara w tym okresie można zaliczyć
        jedynie G. Korczyńskiego, L Logę-Sowińskiego, M. Świostka-„Roga", W.
        Jaruzelskiego, F. Szlachcica, Jana Wasilewskiego i Jerzego
        Kilianowicza (brat G. Korczyńskiego) oraz marszałka M. Żymierskiego-
        „Rolę" . (s.350)”

        Jaka jest wiarygodność słów Jaruzelskiego, który jakoby chciał
        huknąć w stół, skoro dowiadujemy się, że w następnym roku po
        wydarzeniach marcowych Jaruzelski był świadkiem na ślubie swojego
        przyjaciela Mieczysława Moczara:

        (Mieczysław Moczar) … Związał się z młodszą o 17 lat sekretarką,
        pracującą razem z nim w MSW od 1956 roku. Niewiemy, kiedy został
        nawiązany romans między „Mietkiem" i jego przyszłą żoną Alfreda, czy
        było to jeszcze przed, czy też dopiero porozwodzie? Faktem
        pozostaje, że 24 lipca 1969 roku w Warszawiewzięli ślub. Rzeczą
        ciekawą, szczególnie w kontekście późniejszychzmian, jest to, że
        świadkami na ślubie byli: żona wieloletniego przyjaciela Moczara —
        I. Logi-Sowińskiego i gen. W. Jaruzelski, w tym czasie bardzo blisko
        związany z „Mietkiem".


        Ciekawe zatem, w który stół chciał huknąć pięścią towarzysz
        Jaruzelski ? W stół Mieczysława Moczara?
        Na koniec – sięgnę do pracy historyka doktora Lecha
        Kowalskiego „Generał ze skazą” zacytuję fragmenty wystąpienia
        towarzysza Jaruzelskiego: (Protokół z zebrania sprawozdawczo-
        wyborczego POP pionu operacyjnego SztabuGeneralnego 3.04.1968 r.
        CAW, sygn. nr 1595 / 6, t. 5.)

        W Sztabie Generalnym WP wydarzenia marcowe podsumowano w wio­dących
        POP. W przypadku pionu operacyjnego doszło do tego 3.04.1968 r.,
        kiedy po referacie sprawozdawczo-wyborczym, który wygłosił płk
        Jarczyński, rozgorzała dyskusja.
        Zabierając głos, Jaruzelski wówczas stwierdził m.in.:
        „Bardzo niebezpieczne dla nas są liczne wewnętrzne i zewnętrzne
        powiązania syjonistyczne i prosyjonistyczne występujące w postaciach
        mafij­nych i indywidualnych.... Milczenie i brak ustosunkowania się
        wysoko posta­wionych towarzyszy pochodzenia żydowskiego stanowi
        pożywkę dla naszych wrogów z zagranicy - dla propagandy zewnętrznej.
        Przyczyny tego stanu rze­czy są pierworodne - narastały przez wiele
        lat... . W KPP towarzysze pocho­dzenia żydowskiego stanowili dużą
        część aktywu; z tytułu tej działalności za zasługi dano im
        rekompensatę. To nie było działanie celowe, tak się złożyło na
        skutek posunięć w kierunku faszyzacji Polski - i wtedy KPP była dla
        wielu schronieniem przed faszyzmem. Obok tego szczególnie po wojnie
        występuje inne zjawisko - mianowicie celowa dążność do usadowienia
        ludzi pochodze­nia żydowskiego na wielu wysokich stanowiskach - w
        czym celował szczególnie tow. Zambrowski.
        Taki stan rzeczy trwał długo, rozrastał się, powsta­wał tzw. rak
        kadrowy; przy tej okazji także różne parasole i tarcze ochronne,
        które to sankcjonowały. Dlaczego nie było przeciwdziałania w tej
        dziedzinie, co byłoby korzystne nawet dla samych towarzyszy
        pochodzenia żydowskie­go.... Jak wykazało doświadczenie, problemy
        syjonizmu tkwiły podskórnie u większości towarzyszy pochodzenia
        żydowskiego, jednak nie mieliśmy takie­go rozeznania.
        • polazrski Re: przykre to i smutne 09.02.10, 10:29

          Re: Obiady czwartkowe u Mieczysława...
          qwardian 08.02.10, 11:02 Odpowiedz

          Nowe jakości, które odsłoniły ten stan rzeczy, zaczęły się
          kształtować po ukształtowaniu się państwa Izrael w 1948 r., a potem
          wystąpiły znacznie jaskrawiej po agresji Izraela w roku 1956. Jednak
          w tamtym czasie inne ważne problemy naszego państwa nie pozwoliły
          nam na bliższe zajmo¬wanie się tymi sprawami. Dopiero agresja
          izraelska w 1967 r. spolaryzowała istniejące ukryte siły - co było
          zaskoczeniem nawet dla kierownictwa naszej Partii".

          W dalszej części wystąpienia Jaruzelski ganił Polaków pochodzenia
          ży¬dowskiego za zbyt spóźnione odcinanie się od syjonizmu - jego
          zdaniem -„skromne i nieliczne". Marcowy pogrom nazwał dużą porażką
          wychowawczą na odcinku studenckim. Zapowiadał wyciągnięcie
          konsekwencji w stosunku do winnych. Jaruzelski nie pochwalił się, że
          wcześniej zdecydował o utworze¬niu trzech obozów zsyłkowych dla
          niepokornych studentów w oddalonych garnizonach wojskowych.
          Skrytykował Kościół (właściwie ciesząc się), że: „Kler się spóźnił,
          działania nie były zgrane, ale mogą to jeszcze naprawić" -
          konkludował. Jednocześnie wziął w obronę milicję, uważając, iż
          właściwie „rozwiązywała" wiece studenckie na uczelniach. Pochwalił
          tzw. aktyw robot¬niczy, który wspólnie z MO rzekomo bił studentów
          pałkami. Wyraził oddzielne słowa uznania przedstawicielom LWP,
          którzy w cywilnym przebraniu, uzbroje¬ni w pałki milicyjne, bili
          studentów na dziedzińcach warszawskich wyższych uczelni. W tej
          sprawie Jaruzelski był bardziej konkretny:
          „Nasza kadra wystę¬powała z pałkami jako aktyw partyjny - dobrze że
          nie z bronią czego wróg bar¬dzo pragnął. Poszukiwano trupa,
          wywieszano fałszywe klepsydry - na szczęście trupów nie było.
          Wystąpiliśmy bez mundurów jako pierwszy rzut Partii wspólnie z
          robotnikami".
          Według Jaruzelskiego wojsko wykonało swoje zadanie z honorem.Wojsku
          nakazał dużą czujność i odporność, jednocześnie wyczulał na perfidne
          hasła: „Wysuwano - stwierdził - postulat drugiego śnia¬dania dla
          wojska", co uznał za ingerencję w wewnętrzne sprawy armii. Za to też
          obwiniał syjonistów. W wystąpieniu swoim zawarł jeszcze więcej
          inwek¬tyw, mających wrogo ustosunkować zebranych do Polaków
          narodowości ży¬dowskiej. Z odczuciami Jaruzelskiego sympatyzowało
          wielu członków tej POP, którzy następnie zabierali głos w dyskusji.
    • brodeek Brawo ccc-bbb! 09.02.10, 15:38
      Czekam aż ta profesorzyna od siedmiu boleści pokaże mi film o faszyzmie, który
      by nie był jednostronny, który by wypośrodkowywał racje Hitlera i jego ofiar.
      Który by należycie równoważył oceny niuansami działalności fuhrera i „procesem
      historycznym i międzynarodowym”, który go stworzył? Jak można stworzyć
      niejednostronny film o zjawiskach takich, jak narodowy socjalizm czy komunizm, i
      postaciach dyktatorów, zdrajców, zbrodniarzy?


      Teks profesora: "Osoby występujące w filmie są dobrane jednostronnie. Jest jeden
      wyjątek - i szkoda, że jest - Andrzej Paczkowski. Pod wszystkim, co akurat on
      mówi, mógłbym się oczywiście podpisać, ale żal mi, że swoją obecnością
      legitymizował przedsięwzięcie" mówi wszystko o tym człowieku. Jaką nędzną
      kreaturą trzeba być, żeby taką wypowiedź wygenerować. Groza, Panie Profesorze.
      Groza, po trzykroć groza.
    • brodeek Re: Generał 09.02.10, 15:51
      ccc-bbb napisał:

      > Niby profesorek pisze, że film mało odkrywczy, czyli fakty są prawdziwe - to dl
      > aczego w redakcji GazWybu taka sraczka z powodu tego materiału? „Z filmow
      > ego punktu widzenia jest to dzieło marne” - podkład muzyczny nie pasi? Tł
      > o za blade? - to są zarzuty wobec filmu! Brawo - bardzo inteligentne panie prof
      > esor!

      Haha no dokładnie tak, to są zarzuty wobec filmu. Jak do tej pory usłyszałem
      jeden zarzut merytoryczny, od Mazowieckiego po emisji w TVP. Dezawuuje on film
      za to, że czystka w wojsku, którą Jaruzelski przeprowadził w latach 1967-68,
      nazywana jest w nim “antysemicką”, a przecież była to czystka
      “antyrewizjonistyczna”, a jedynie pretekstem do niej był antysemityzm. Śmiechu
      warte, Panie Mazowiecki, śmiechu warte Panie Kula.
    • majmonides Komunistyczny generał, komunistyczny film 31.05.10, 00:47
      mnie wystarczyły pierwsze minuty filmu, reszty nie muszę oglądać (ale to zrobię zaraz)
      widząc meldunki o lokalizacji "band NSZ" obarczone podpisem JAruzela z lat 1944-45, nie mogę uwierzyć, że koleś ten ciągle żyje, że nie zginął 20 lat temu na szubienicy albo pod murem jak dyktator z Rumunii...
      to zbrodniarz wojenny
      przyczynił się do śmierci wielu ludzi - część z nich zginęła okrutnie torturowana;
      jak można go bronić?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka