quant34
13.08.10, 01:43
Jeśli Kościół nie weźmie sprawy w swoje ręce, to ponownie wystawi swój
autorytet na szwank. Bo to jego apel, by krzyż przenieść, pozostanie bez
odpowiedzi ze strony jego własnych wiernych.
Może Pan być pewny Panie Redaktorze, że pozostanie bez odpowiedzi. "Obrońcy
krzyża" to nie są żadni wierni kościoła. Księży, którzy przyszli po krzyż, owi
"wierni" zwyzywali od judaszy, księdza, który poświęcił wmurowaną tablicę
nazwali "gangsterem" i "księżyną" jednocześnie domagając się aby na ich
zawołanie krzyż nosili na plecach arcybiskupi. Ci ludzie mają chroniczną
alergię na wszelkie autorytety, gotowi opluć samego papieża gdyby nie poprał
ich misji. Dlatego właśnie głos Prezydium Konferencji Episkopatu Polski
pozostanie dla nich co najwyżej nieistotny, a w gorszym scenariuszu, Episkopat
zostanie odpowiednio nazwany czy wręcz zwyzywany. Kościół nie ma pływu na
takich ludzi, zaś wpływ na nich Kaczyńskiego i PiSu jest mocno przeceniany.
Krzyczą "Jarek, Jarek" bo Kaczyński mówi to, co oni, ale jeżeli spróbuje im w
czymkolwiek zaprzeczyć, to oplują i Jarka. Na tym właśnie polega fanatyzm,
dlatego nie wierzę, że "obrońcy krzyża" w jakichkolwiek okolicznościach i na
jakichkolwiek warunkach, odejdą sprzed pałacu dobrowolnie. Dostaną pomnik, a
krzyża bronić będą nadal, bo to jest ich sposób na poczucie, że w swoim byle
jakim i nieważnym życiu, wreszcie robią coś, co kogokolwiek obchodzi. I nie
przestaną dopóki Policja nie będzie musiała wyprowadzić ich w kajdankach (a w
wielu przypadkach - w kaftanach bezpieczeństwa). To się nie ma prawa inaczej
skończyć.